Ach Kochani, piękne jest życie blogiera! Fotki, sesje, improwizacje, natchnienia, impresje i w ogóle gorączka sobotniej nocy! Entuzjazm i motywacja rozpierają, człowiek cieszy się jak głupi, nauczył się nowych, komputerowo i obco brzmiących słów oraz obsługiwania tego i tamtego, więc dawaj udziela się jak może:

  1. loguje się, bloguje, podlinkowuje, czytuje, czatuje… gdzie się tylko da i nie da,
  2. napastuje ulubionych i bogu ducha winnych, bardziej doświadczonych kolegów odkrywczymi komentarzami, choć do tej pory był tylko cichym i nieśmiałym czytelnikiem,
  3. obraża się na „zaniedbujących” go przyjaciół, którzy zwyczajnie się lenią zaglądając na jego stronę tylko 4 razy dziennie,
  4. sam sprawdza po 10 razy dziennie, co się u niego dzieje, a jak dzieje się mało albo nic, to zaraz depresja i czarna rozpacz!

 

Obłęd i zawrót głowy.

W tym kontekście dobrze się stało, że allegrowy konkurs skończył się dla mnie na pierwszym etapie, bo to jednak nie na moje nerwy. Nie dość, że wybrane blogi nie we wszystkich przypadkach pasują mi do kuszącej obietnicy jednego z jurorów zachęcającego „wyłowieniem blogowych talentów i wsparciem ich w rozwoju“, to jeszcze uwodzę faceta, wpisując mu się regularnie już od jakiegoś czasu (a że nie zawsze na temat to trudno, w końcu nawet i ja nie mam odpowiedzi na wszystkie troski świata ) i… nic! Wybrano piętnastkę, ale że o gustach się nie dyskutuje, nie zamierzam psioczyć, tylko dopinguję ciepło trzem własnym faworytom.

W każdym razie umówmy się, że się obraziłam, a przynajmniej nasz juror będzie mnie miał na pewno na jakiś czas z głowy. W ramach przepędzania zimnych dni, przypomnijmy sobie moje wełniane natchnienia i impresje:).

 

Monika Frese: stylizacja konkursowa amarant

Waistcoat – made by myself (wool with cashmere), Wool Dress – made by myself,

Shoes – Ecru Pleated Sandals, L’autre Chose

 

 

I jeszcze jedna, też konkursowa:

 

Monika Frese: stylizacja konkursowa w wełnie

 

Knit Coat – made by myself, Wool Dress – made by myself,

Shoes – Chocolate Suede Over-the-Knee Giuseppe Zanotti,  Brooch – Bijou Brigitte

 

 

Na szczęście gorączka przechodzi, człowiek wraca do normalności i życie może toczyć się dalej. Tym bardziej, że:

  • dzieci płaczą i domagają się uwagi,
  • mąż dąsa się czegoś i domaga się uwagi,
  • klientki się dobijają, nie dają spokoju i domagają się uwagi,
  • dom jakoś się dziwnie zapuścił i… chyba też domaga się uwagi.

 

Nawet moja własna skóra strajkuje karząc mnie za nerwową krzątaninę ostatnich dni paskudnym, zaczerwienionym obliczem. No i oczywiście również domaga się uwagi. Eh… niestety, nie dla mnie życie gwiazdy. Wracam więc do rzeczywistości, ale proszę się nie martwić, już po krótkiej pauzie znowu będzie więcej. Co powiecie na konkretny i gorący ciąg dalszy?

Aha i jeszcze ważna uwaga!!! Bardzo, bardzo serdecznie ściskam wszystkie panie obserwujące! Jestem zdumiona, oszołomiona i zachwycona. Teraz mam dopiero zachętę:)!

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    16 maja 2013

    Tak jest. Życie blogera jest absorbujące. U mnie dodatkowo absorbuje resztę rodziny, generując wydatki – nowy obiektyw do aparatu. Nowy statyw, żeby unieść ten aparat z nowym obiektywem, który nagle waży ponad 1,5 kg. Blenda do oświetlania mnie :):):):) co dodatkowo powoduje angażowanie córki jako “operatora światłem” … Szaleństwo!
    Mam nadzieję, że jest w nim jakaś metoda …
    pozdrawiam Cię bardzo, Małgosia

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      16 maja 2013

      Aaa… no to już jasne!
      My też „zainwestowaliśmy” w dobry aparat, bo jakoś tak od samego początku, nikt nie miał dużych nadziei na moje zwycięstwo – to się nazywa rodzinne wsparcie, prawda:)? Statyw jest, ale blenda?!!
      Matko jedyna! Szaleją te kobitki jak nieprzytomne:). Ale jakie urocze znajomości po drodze zawierają!

      Ale teraz bardzo przepraszam, muszę już kończyć. Lecę do sklepu po tą cholerną blendę, bo też chcę być tak pięknie rozświetlona i roziskrzona jak Ty Małgosiu. Obawiam się jednak ciutkę, że to nie tylko zasługa blendy…:). Sciskam.

      Blenda, blendy, blendą – jakie fajne słowo, tak miękko leży na języku.

      Odpowiedz
  2. Anonymous
    16 maja 2013

    kiebska rozpustnico…xxx

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      16 maja 2013

      Faktycznie, co za typy krążą po sieci!
      Mnie by się również podobało: wariatka, maniaczka i nieudolna uwodzicielka.

      Aha, i jeszcze jedno: „kiepska” pisze się przez „p”.

      Odpowiedz
    • Anonymous
      16 maja 2013

      nie lubię rudych! niby takie śliczne i mądre ,a nie chce mnie…xx

      Odpowiedz
  3. lady-and-the-dress
    16 maja 2013

    Po zmianie ilości podpisowych „x” oraz pewnej nieskładności wypowiedzi zgaduję, że tu chodzi o duże emocje. Ale chyba Pan pomylił osoby, TO NIE O MNIE CHODZI.
    Proszę napić się kielicha i ochłonąć.
    I darować sobie następne próby.

    Odpowiedz
  4. Isabella M.
    16 maja 2013

    zawsze zazdroscilam innym, ze potrafia tak pieknie ujac swoje mysli, przezycia w slowa. To o blogerowym zyciu nic dodac nic ujac,ale co ja wsrod was robie :)) jakies blendy, obiektywy, nowe aparaty, statywy ,a ja coz biedna myszka musze sobie radzic z samodzielnym wykonywaniem zdjec telefonem, nowym wprawdzie ale telefonem,podnosi mnie na duchu troche, ze jednak ktos mnie czyta i skomentuje. ide dalej ….pakowac walizki.
    PS dlaczego nie moge Cie obserwowac? Nie wiemkiedy jest nowy post
    LG

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      16 maja 2013

      Jak to ktoś? Odwiedza Cię przecież mnóstwo fantastycznych babeczek, w tym również ja! Lektura komentarzy należy do moich ulubionych, więc wiem!
      No, no, to z telefonu też tak można? To może wystarczy też tylko fotografa troszkę bardziej zmotywować?
      No, czy ja wiem… wieczór się zbliża…

      Miła Izabello, zanim wrócisz z wojaży, powinnam już sobie poradzić z tym całym komputerowo – technicznym kramem.
      Ich hoffe:).
      Mocno pozdrawiam.

      Odpowiedz
  5. lady-and-the-dress
    16 maja 2013

    Kochani!
    Mamusia wydzwania cała w spazmach, że ja tu innych pouczam i koryguję, a sama bez wstydu strzelam takie byki, bo przecież “bloger” a nie “blogier”!

    Widzę właśnie, że moje przemiłe rozmówczynie bardzo delikatnie próbowały mi zasugerować poprawną pisownię, zgodną zresztą z sugestią mamusi. Hmm, hmm, hmm.

    Tu sprawa trochę się komplikuje, bo przeglądając na szybko internet znajduję raz jedną, raz drugą formę. Poza tym:
    a) blogier bardzo mi się podoba – brzmi swojsko, ironicznie i miękko, natomiast
    b) bloger wręcz przeciwnie – twardo, obco i śmiertelnie poważnie.

    Zostawiając na boku kwestie osobistych sympatii, jak będzie poprawnie w pięknej polszczyźnie??? POMOCY!

    Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      20 maja 2013

      No bo bogier i blagier tak blisko siebie :)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 maja 2013

      Faktycznie Miła, coś w tym jest:).

      W takim razie 3:1 dla blogera (w tym jeden głos na fejsbuku) i wygląda na to, że trzeba będzie nanieść poprawki:).

      Odpowiedz
  6. Anonymous
    17 maja 2013

    Moim zdaniem – bloger! A stylizacje to co? Nie podobają się? Nikt nie skomentował. A przecież prezentują się pięknie. Ten róż – bomba! A szarości – urokliwe! Też Mamusia

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      17 maja 2013

      No właśnie! Wdzięczy się człowiek, przymila i co?
      Ale nie bądźmy takie surowe, to są tak zwane “odgrzewane kotlety”. Było całkiem sporo zachwytów przy okazji pierwszych prezentacji:).

      Ale miło… no miło, że się podoba. Zwłaszcza, że osobiste rękodzieło:).
      Bardzo, bardzo pozdrawiam markującą po nocy Mamusię.

      One point for “bloger”.

      Odpowiedz
  7. Anonymous
    17 maja 2013

    gorący=nieprzyzwoity w treści lub gorący=nieprzyzwoity w widokach?

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      17 maja 2013

      Muszę rozwiać te gorące nadzieje:).
      Gorący czyli tematycznie letni. Nie, to nie brzmi dobrze, bo wychodzi nam letni = nijaki.
      O jejku, no: letni = gorący = na letnie, gorące miesiące.

      Jak tak można obcej kobitce w głowie zawrócić:)? I to z samego rana?

      Odpowiedz
  8. bastamb
    17 maja 2013

    Jestem zachwycona Twoim blogiem…pozdrawiam…

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      17 maja 2013

      Wygląda na to, że chyba jednak mam dzisiaj urodziny!
      Pamiętam, że to było tak jakoś we wrześniu, ale dzisiejsze komentarze rozpieszczają mnie niemiłosiernie i już wkrótce z pewnością zacznę okropnie zadzierać nosa:).
      Zaraz sobie otworzę ulubiony i musujący napój alkoholowy i… na zdrowie Mili Goście!

      Aha, proszę sobie tylko nie myśleć, że następnym razem też mi się Pani wykręci jednym zdaniem. Choćby takim najmilszym:).
      Ja też serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  9. Anonymous
    17 maja 2013

    Koszmarne miny robisz do zdjęć. Otwieraj usta, bo to wygląda zachęcająco i ładnie!

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      17 maja 2013

      Nie, koszmarne to nie. Raczej: myślące, skupione, może odrobinę niepewne.
      Wypróbowuję właśnie przed lustrem i stwierdzam stanowczo: otwarte usta nie wyglądają ładnie, tylko zwyczajnie głupio. Może faktycznie również zachęcająco, ale aż boję się pomyśleć, kto wtedy dałby się znęcić.

      Odpowiedz
    • Anonymous
      18 maja 2013

      …a ty zamykaj,bo głupoty gadasz. T;)

      Odpowiedz
  10. ja katya
    22 maja 2013

    Z cząstką “ge” to jest tak dziwnie trochę. Kiedyś w radiu było na ten temat, że pisze się np. Genek czy inteligencja, a czyta Gienek i inteligiencja. Inaczej z Eugeniuszem, bo się mówi jak się pisze. Więc z blogerem i blogierem też nie jest to sprawa zbyt jasna:P

    Jeśli chodzi o konkursy to czasami nie wiesz jaki jest zamysł twórców. Słyszałam kiedyś, że jedna z topowych polskich szafiarek była w jury konkursu, w którym można było wygrać jakiś bajerancki zegarek i dziwnym trafem wygrała jej koleżanka. Była później jakaś mała afera w blogowym światku:)

    A szyjesz bardzo ładne rzeczy. Dobrze, że dałaś pasek obserwatorów, to znacznie ułatwia sprawę:D

    Odpowiedz
  11. Monika Frese
    22 maja 2013

    No nie… na Genku też bym się wyłożyła, bo wyszedłby mi jak nic Gieniek! Z tego wynika tylko, że i z inteligencją nie jest całkiem tak, jak sobie lubię wyobrażać:).

    Dziękuję za przemiłe słowa, ale… jak sobie tak poprzeglądam te niby “amatorskie” krawieckie wyczyny, to naprawdę się wstydzę! A propos: wełniany sweterek ze skórzanymi wstawkami jest taki śliczny:).

    Konkursy raczej sobie w przyszłości daruję:).
    Pozdrawiam. Bardzo.

    Odpowiedz
  12. Mariusz C
    15 czerwca 2013

    Przeglądam dziś Twojego bloga od pierwszego postu-do tej pory świetnie się go czytało;ale jak zobaczyłem Cię w pierwszej stylizacji w tym poście-totalne zapowietrzenie :-).Bozia nie dość;ze dała Ci talent do pisania to jeszcze rewelacyjny gust i znakomite wyczucie stylu ;-).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 czerwca 2013

      Ha! Zawsze podejrzewałam, że mam “chody” u góry:))

      Ciepło mi bardzo na duszy, choć chyba się również rumienię (kto by pomyślał, prawda?).
      Zapraszam. Dziękuję. Miło pozdrawiam.

      Odpowiedz
  13. Boniffacy
    1 sierpnia 2013

    Ojoj buty z 1 zdjęcia… Noż zakochałam się po prostu rewelacja!
    BTW świetny blog!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 sierpnia 2013

      Sliczne, prawda? Doskonałe do nic nie robienia lub wdzięcznego kiwania nóżką przy kawiarnianym stoliku… niestety:).

      Dziękuję bardzo. Strasznie się cieszę:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz