Są takie chwile, zdarzenia i miejsca, które na zawsze chciałabym zatrzymać we wspomnieniach…

Są takie rzeczy, ubrania albo buty, bez których zupełnie nie mogę sobie wyobrazić codziennej codzienności. Sama myśl o tym, że jednak któregoś dnia zwyczajnie zniszczą się i zużyją przyprawia mnie o histeryczną panikę!

 

Zniszczone buty, po raz pierwszy. Diagnoza

Przyznaję, może troszkę już zbyt znoszone, możę odrobinkę zbyt mocno zużyte, ale czemu się w końcu dziwić – nie rozstaję się z nimi od września do maja. Po kolejnym sezonie stan moich ulubionych kozaczków wyglądał tak: zmaltretowane obcasy, ponaddzierane czubki i zacięty na amen zamek w lewym bucie.

 

Zniszczone buty: przed wizytą u szewca

 

Moje śliczne, wygodne, pasujące do wszystkiego buciki, które kocham miłością niezmienną od pierwszego dnia i przez następnych… niech policzę… prawie 9 (słownie: dziewięć) lat, naprawdę wyglądały już żałośnie. Regularnie naprawiane, cyklicznie impregnowane i z czułością pastowane, ale ziarno niepewności kiełkuje: jak długo jeszcze wytrzymają?

 

 

Zniszczone buty po raz drugi. Terapia

Ponieważ idea niewyrzucania jest równie popularna jak filozofia szybkiego konsumowania, bez trudu można znaleźć sporo niezłych zakładów, w których flekuje się, naprawia, odświeża i ulepsza. Wymiana całego obcasa jest równie możliwa jak wymiana fleczków, a trend oszczędzania i reperowania własnej odzieży nie ma nic wspólnego z żałosnym skąpstwem, lecz jest przejawem buntu wobec „jednorazowej” mentalności. Luksusowe marki, których tradycja opiera się na rzemiośle – np. Gucci albo Hermes – wskazują właściwy kierunek: usadowiony wygodnie na wyeksponowanym miejscu firmowego butiku specjalista, na oczach klientów restauruje ich skarby, reperując naderwane sprzączki lub odnawiając obdrapane obcasy.

 

Dlatego bezpośrednia uwaga pani przyjmującej moje zlecenie, że wymiana całego suwaka wydaje się jej mało opłacalna (w sensie, dołożę drugie tyle i mam nowe buty), wprawiła mnie w osłupienie:

  • raz – przecież bardzo konkretnie umówiłam się przez telefon: restauracja butów, plus wymiana zepsutego zamka.
  • Dwa – czy ta kobita zgłupiała?! Nie, no naprawdę! Majstrem to może i ona jest niezłym, ale na butach to się w ogóle nie zna!

Mimo tego faux pas, telefon do warsztatu zostaje na Liście Ważnych Numerów. Mam swoje powody:

1.  zatrudnieni w nim rzemieślnicy robią fantastyczne, wykonywane na bazie odlewu stopy wkładki do butów. Uwzględnienie specyfiki prawej i lewej stopy oddzielnie sprawia, że każdy but – stary i nowy – robi się od razu o niebo wygodniejszy.

2.  Jak widzimy na zdjęciach przedstawionych niżej, nowy zamek wygląda po prostu jak nowy (to znaczy jak stary, bo nie widać żadnej różnicy, a działa).

3.  Przy odbiorze był szewc. Mężczyzna. Wręczył mi naprawione buciki – w które od razu wskoczyłam sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Na moje radosne „no i jak? Nieźle, co?”, nieśmiało się uśmiechnął i tak po prostu powiedział, że już dawno nie widział takich zgrabnych kozaczków na takich zgrabnych nogach. Ha! Mówię ci, od razu poznam dobrego fachowca :-)

 

Zniszczone buty? Naprawione

 

Naprawione? I to jak! Uszkodzona skórka podklejona, obcasy jak nowe, zamek działa bez zarzutu.

 

 

Zniszczone buty po raz trzeci. Profilaktyka

Tak, chcę zapewnić jak najdłuższe życie ulubionym rzeczom, mimo że w czysto finansowym sensie ponoszone nakłady mogą wydawać się nieopłacalne. Moja arytmetyka kosztów wygląda prosto: czas to pieniądz, a czas poświęcony na

– bieganie po sklepach w poszukaniu nowych (najlepiej identycznych) butów,

– nudne, ciągnące się w nieskończoność przymiarki,

– dopasowanie się buta do stopy (cudów nie ma – otarcia i odgniecenia od sztywnawej jeszcze skóry w nowym obuwiu, to normalna rzeczywistość),

z mojego punktu widzenia jest zupełnie niewart zachodu.

 

Nieważne, jakie będą twoje powody, każda z nas – oprócz standardowej pielęgnacji polegającej na czyszczeniu, pastowaniu i zabezpieczaniu przed wilgocią – może sporo zrobić w ramach domowych możliwości, żeby przedłużyć życie ukochanym butom:

  • dzień albo dwa dni przerwy między kolejnymi założeniami, pozwolą skórze zregenerować się i odprowadzić z wnętrza buta spoconą wilgoć;
  • używanie prawideł wygładza zagniecenia skóry i gwarantuje utrzymanie ładnego kształtu buta;
  • prowadzenie auta w butach na zmianę oszczędza obcasom zarysowań, zdartej skóry i złamań;
  • natychmiastowa reakcja na drobne uszkodzenia oraz regularne wizyty u szewca (np. na zakończenie sezonu), zapewnią najlepsze rezultaty reanimacyjne.

Naprawione, nakremowane dobrą pastą do butów, troskliwie przełożone papierową bibułką (z wyprostowaną cholewką i prawidłami w środku, żeby uchronić skórę przed zagnieceniami i zniekształceniami) przechowają się w oryginalnym kartonie – i w bardzo dobrym stanie – do kolejnego razu. Nie wiem jak ty, ale ja nie mogę się już doczekać jesieni!

 

zniszczone_buty_2a

 

Zestaw pierwszej pomocy: prawidła, szczotka i dobry krem do butów.

 

 

Aha, i jeszcze:

 

Zniszczone buty?

 

Zniszczone buty? To chyba jakaś pomyłka!

 

 

 



Komentarze

  1. Irensa
    4 maja 2015

    No tak, różnica widoczna gołym okiem! Jak i pewność, że to muszą być jedne z ulubionych butów. Wyglądają na baaardzo wygodne! Też mam zwyczaj zanoszenia po sezonie butów do szewca. Na otwarcie kolejnego sezonu taki odnowiony bucik jak znalazł!:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 maja 2015

      Oj sąąą!
      A propos, zauważyłaś jak trudno ostatnio znaleźć ładny i niewysoki obcasik? Do wyboru mamy tylko albo jakieś 10-centymetrowe monstra, albo kwadratowe, kowbojskie kopytka albo całkiem płasko. Czy człowiek (rodzaju żeńskiego) ma naprawdę takie straszne wymagania? Przecież ze zgrabną, wąską koturenką albo 5-centymetrowym słupkiem, też byłby szczęśliwy… i prawdopodobnie zdrowszy :-)

      Odpowiedz
      • Irensa
        6 maja 2015

        Szkoda, ale nie mam tak dobrych doświadczeń z butami od RYŁKI. Kupiłam ładne, czarne i na wygodnej /5-6 cm/ koturnie buciki. I niestety podszewka farbuje na czarno. Zareklamowałam. Podobno wymieniono podszewkę. Dostałam pisemną odpowiedź, że spełnia wszystkie standardy. Nawet się ucieszyłam! I co? Nadal farbuje! Moje biedne rajstopy…

        Odpowiedz
        • Sylwia
          6 maja 2015

          Przykro mi to słyszeć, ja mam od nich 6 par, w tym 2 pary czarnych szpilek, i nigdy nie miałam jakichkolwiek problemów. Nie wiem co może być powodem takiej sytuacji.

          Odpowiedz
          • Irensa
            7 maja 2015

            Zgoda. Dam Ryłce jeszcze jedną szansę . Może to pojedynczy przypadek!

        • Monika
          7 maja 2015

          Szkoda… Miło byłoby znaleźć, producenta obuwia, który jest w 100% niezawodny, ale obawiam się, że nie ma tak dobrze :-( i zawsze mogą zdarzyć się buble :-( Na farbującą wysciółkę to nie wiem czy nawet dobry szewc coś poradzi:-( Tym większa to motywacja żeby o te sprawdzone, ulubione, najwygodniejsze na świecie buty dbać, odnawiać i dzięki temu jak najrzadziej kupować nowe. Bo nie zawsze się dobrze trafi…

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            7 maja 2015

            Fajne podsumowanie.

            A propos farbującej podszewki: poczytałam sobie, że buciki z podszewką naturalnie barwioną – cokolwiek to znaczy – mogą farbować i nie jest to wadą produkcyjną, tylko cechą skóry nie podlegającą reklamacji.
            Tym bardziej podoba mi się zatem postawa Ryłki, który przyjął skargę Irensy, próbując wymienić ten nieszczęsny kawałek skóry. Nie, wcale się nie zniechęciłam, wręcz przeciwnie :-)

            Czytam sobie właśnie, że to wilgoć jest przyczyną farbowania, więc wnioskuję, że dobrze byłoby dać bucikom regularnie odpocząć, nie nosząc ich przez cały czas i dzień po dniu. Z domowych sposobów dobrym sposobem ma być przetarcie wnętrza buta ściereczką zwilżoną octem, z bardziej profesjonalnych – specjalny spray zapobiegający farbowaniu. Znalazłam taki i taki, i jeszcze taki, a Salamander i Gino Rossi też coś mają w swojej ofercie produktów do pielęgnacji butów.

          • Sylwia
            7 maja 2015

            Zajrzałam jeszcze z ciekawości do pudełka, do karteczki z instrukcją pielęgnacji, i proszę co napisali:

            “Podszewki skórzane mogą odbarwiać w różnym stopniu w zależności od indywidualnych cech użytkownika. Decydując się na zakup obuwia z podszewkami skórzanymi należy brać pod uwagę, że może ono zabarwiać rajstopy, skarpety lub stopy.”

            I jeszcze, ze “odbarwienie wnętrza obuwia wykonanego ze skór naturalnych” nie podlega reklamacji.
            Czyli wychodzi że, jest to zupełnie normalne zjawisko, i producent o tym uprzedza- w takim razie zgadzam się z Moniką, ze dziwne było, że reklamację uwzględniono.
            Na pocieszenie można powiedzieć, że przynajmniej mamy stópki pofarbowane z przyczyn naturalnych ;)
            Pozdrawiam

  2. Sylwia
    4 maja 2015

    Oj, jak znam ten problem z własnego doświadczenia. Sama mam ulubioną parę sandałków, którą reperuję już trzeci rok, bo miała perfekcyjny krój. Wciąż przeszukuję sklepy w celu znalezienia podobnego modelu, ale na razie na próżno. Może w tym roku zdecyduję się w końcu na wymianę skóry na koturnie, bo pomimo klejenia nie wygląda już najlepiej. Dobry szewc jest na wagę złota.
    A odnośnie butów to patrzyłaś może na ryłko? Mają bardzo dużo modeli i wysoką jakość. Ja zawsze w poszukiwaniu butów najpierw uderzam do nich, i znajduję obcasy średniej wysokości ( 5- max. 8 cm). Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 maja 2015

      Masz rację: dobry szewc jest na wagę złota. Kiedy mój pobliski zakład nie chciał (nie umiał? nie opłacało się?) doradzić mi niczego sensownego w sprawie ocierających rzemyków na pięcie nowych sandałków, zjeździłam pół miasta, ale znalazłam w końcu rzemieślnika, który pomyślał i zrobił co trzeba. Sandałki noszę do dziś i nie zamieniłabym ich na żadne inne (to te rzymianki z “Romantycznego minimalizmu”).

      Dobrze robi mi myśl, że my się tu tak fajnie wszystkie rozumiemy :-)
      I dziękuję ślicznie za ryłkowy typ, zajrzę sobie do nich przed zaśnięciem. Pa

      Odpowiedz
    • Monika
      5 maja 2015

      Ja też całkiem niedawno zostałam fanką RYŁKO. W zeszłym roku kupilam u nich jedną parę butów – klasyczne, zgrabne, beżowe czółenka, na zgrabnej niedużej koturence. Okazały się tak wygodne i praktyczne, że nosilam je przez cały sezon non stop, a praktycznie nie widać na nich śladów użytkowania (jedynie fleki musiałam wymienić). Czego więcej można oczekiwac od butów? Więc wczoraj po nową parę czólenek poszłam bez wahania tam. Zgrabne, wygodne, śliczne. Jeśli w dodatku okażą się równie trwałe jak poprzednie to zostanę ich stałą klientką. Zresztą już upatrzyłam sobie bardzo wygodne sandałki :-)

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        5 maja 2015

        Czy można wyobrazić sobie lepszą rekomendację? Nabieram ochoty :-)

        Odpowiedz
  3. Agnieszka M.
    30 sierpnia 2015

    Tak, o buty dbać trzeba.
    Mam letnie buty, sandały, ale mocno zakryte (palce, pięty, dość zabudowana góra), czarne skórzane. Mają co najmniej 10 lat i nadal farbują mi stopy/rajstopy. Używam sprayu i to pomaga. No, może nie całkiem, ale jest lepiej. W każdym razie teraz szukając butów zwracam uwagę na to, czy w środku skóra beżowa czy jakaś kolorowa.

    Odpowiedz
  4. rawita
    17 grudnia 2015

    Problemem jest dzisiaj to, że i ceny są relatywnie dość niskie i moda się zmienia tak często, że czasem nie chce mi się reperować nowych butów. A może warto. Pamiętam, że miałam ukochaną parę kozaczków z kazara, w których uwzględniono mi reklamację, ze względu na to, że skóra na obcasach się bardzo obtarła i wymieniono mi je bezpłatnie na nowe. Czy dzisiaj się to zdarza? Teraz po pół roku używania czas kupić nowe buty. Pamiętam też, gdy opętana pożądaniem kupiłam strasznie wysokie szpilki i gdy rozum wrócił, zaniosłam je do szewca, żeby skrócił o 2 centymetry. Dzisiaj pewnie wylądowałyby na dnie szafy, a ja poszłabym do sklepu po nowe. Dobrze, że napisałaś ten post. Trzeba dbać o swoje rzeczy, a reperowanie ich dobrze robi i naszemu stylowi i środowisku.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2015

      Warto, ale ta recepta na pewno nie sprawdzi się u tych z nas, które po prostu lubią zakupy. Poza tym, jak słusznie zauważyłaś, sporo rzeczy od samego początku pomyślanych jest jako jednorazówki. Nietrudno je zdemaskować, bo ich jakość zwykle wyraża się ceną. Znowu więc wychodzi nam na to, że tak naprawdę opłaca się kupować wartościowe rzeczy. Nie dość, że są piękne same w sobie, więc dbamy o nie chętniej i pielęgnujemy z troską, to jeszcze… często to tylko one dają się w ogóle naprawić i zreperować.

      Podoba mi się Twoja puenta, bo jestem o tym całkowicie przekonana: dbałość o własne ubrania dobrze robi urodzie, kieszeni i własnemu sumieniu. I rzeczywiście – dobrze, że napisałam ten post ;-)

      Odpowiedz
  5. Michalina
    18 stycznia 2017

    Dziękuję za motywację do naprawy moich sandałków. Zakup nowych to dla mnie horror, bo z każdych wyjeżdża mi stopa. Mam swoje ulubione Ecco, którym zdarła się skóra po bokach podeszwy i nawet nie wiedziałam, że to można naprawić. W takim razie zaczynam poszukiwania szewca!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 stycznia 2017

      Koniecznie! Dobry szewc – podobnie zresztą jak każdy inny dobry specjalista – naprawdę potrafi zdziałać cuda.

      Odpowiedz
  6. Rudzieńka
    20 stycznia 2017

    Hej, trafiłam tu dziś całkowicie przypadkiem i wsiąkłam na parę godzin. Super strona!

    Generalnie rzadko zostawiam komentarze, ale ten wpis o butach… No cóż. Jestem maniaczką restaurowania obuwia. Mój ojciec był szewcem (beznadziejnym ale jednak), tak samo jak i dziadek. I z dzieciństwa z dziadkiem pamiętam właśnie jak rozpoznawać dobre buty. I jak o nie dbać. A buty potrafię dosłownie zarżnąć i to niemożliwie szybko…
    Gust mój jest dość nietypowy, raczej lekko staromodny z lekką drapieżną nutą, więc dość ciężko mi się szuka odpowiednich butów. Większość modeli na starcie odpada… A potrafię szukać godzinami. W największej chwili szaleństwa w mojej szafce było 46 par. Teraz na emigracji skompresowałam je do 8, maksymalnie 10 (2 pary convers’ów). Ale jak już znajdę takie które pokocham to całym sercem! I właśnie o takich chciałam napisać.
    Kilka lat temu znalazłam na ebay’u prześliczne używane sandałki. Naturalna brązowa skórka, formowana w delikatne wzorki biegnie od dużego palca jak w japonkach, do ślicznie plecionej, zapinanej obręczy na kostce. Wierzchnia część buta – cudo! Ale podeszwa… nie wytrzymała dwu tygodniowego wyjazdu na Lazurowe i ciągłego łażenia, w dodatku stopa się do niej w wysokiej temperaturze przyklejała w bardzo niefajny sposób. Mam w Polsce w Łodzi świetnego szewca, nie jedne buty mi uratował, ale jak usłyszał przez telefon, że chcę całkowitej wymiany podeszwy trochę się zdziwił. Pomocnik odbierający moje obuwie zadał to samo pytanie: czy nie lepiej kupić nowe, a ja się spytałam czy może wie gdzie dostanę takie nowe bo to trochę jak auto z salonu… Następny model już inny, nie tak wygodny. Zapłaciłam 250zł ale sandały są teraz nie tylko ultra wygodne, mają wytrzymałą podeszwę, to jeszcze spędzą ze mną następne 10 lecie bo tak je kocham! Szewc przy odbiorze stwierdził, że faktycznie fajne sandałki i szkoda by było gdyby musiały trafić do kosza. :)))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz