18 grudnia 2015 / Materiały / 40 komentarzy

Kolor, faktura, grubość, chwyt… na początku każdego pomysłu jest zawsze tkanina. Tkanina inspiruje krawca i projektanta, ale jednocześnie go ogranicza. Nierzadko więc w sklepie albo na wybiegu, zdarza się nam doświadczać przerostu formy nad treścią.

 

Trzymasz w rękach piękny materiał, wybrałaś go ze względu na kolor i fakturę, zachwycił cię jego wysokogatunkowy skład. Nie daj się podpuścić kawalerskiej fantazji – nie musisz ulepszać tego cudu tkackiego rzemiosła przekombinowanym krojem. Zamknij oczy i zastanów się, jaka forma najlepiej wydobędzie jego (mięsistą? zmierzwioną? szorstkawą? gładką?) urodę.

Twój projekt jest wtedy udany, kiedy umiesz sobie wyobrazić wszystkie linie i cienie na właściwych miejscach swojej figury, i kiedy dobrze dopasujesz rodzaj tkaniny do formy płaszcza. Ogólna zasada jest taka:

 

miękki, mięsisty i lejący się materiał na miękką, zamaszystą albo otulającą formę,

sztywniejszy na strukturalną, kanciastą, formalną.

 

 

 

Przerost formy nad treścią, po raz pierwszy

To musi być jakiś trend. Wygląda na to, że wełna alpaki jest bardziej popularna niż kiedykolwiek, ponieważ wszyscy chcą dzisiaj mieć ją w swoim asortymencie. Dobrze, niech mają, tym lepiej dla nas. A póki co, przyjrzyjmy się kilku takim pomysłom:

 

zimowy_plaszcz_alpakafot. Hexeline, Aryton, Burdastyle (12/2010, mod. 120A)

 

W każdym z tych trzech przykładów to samo – wspaniała tkanina (np. w jasnoszarym Arytonie 75% wełna alpaki i 25% czysta żywa wełna), ale forma wybranego kroju – do niczego.

Dyplomatka potrzebuje materiału o sztywnym, narzucającym formę chwycie, który będzie trzymał ją w ryzach i podkreśli zdecydowane linie kroju: stanowczo zarysowane barki, elegancję rewersu, zmaskulinizowaną powagę sylwetki.

 

 

 

Co lubi więc alpaka albo inny, dowolnie mięsisty i kudłaty materiał?  Dużą, przestrzenną – ale co najważniejsze – otulającą formę. Sprawdźmy kolejne przykłady:

 

zimowy_plaszcz_alpaka_2fot. Burdastyle (10/2013, mod. 102; 11/2013, mod. 131), Aryton

 

Od lewej: nie, nie i jeszcze raz nie. Owszem, dwa pierwsze (beżowe) egzemplarze mają przestrzenną formę, ale jeśli zerkniemy na ubranego w nią człowieka (tu i tu), wszystko staje się jasne – te płaszcze zwyczajnie nie leżą. Za to wiszą i moim zdaniem, winę ponosi tu źle dobrany materiał. To jest tak, jakby ktoś miał brawurowy pomysł płaszcza o odważnej linii jaja i… w ostatnim momencie przestarszył się sam własnego rozmachu, łagodząc dramatyczny efekt kroju miękką materią. Rezultat jest – pardon – zupełnie bez jaj.

Został nam jeszcze czarny płaszczyk: miękka tkanina plus miękki fason, oznacza w tym przypadku doskonale zgrany duet. Zaokrąglona linia otulającego kołnierza, łagodna linia ramion i zakładany, szlafrokowy fason – wszystko w tym płaszczu zachęca do utonięcia w tej miękkości po uszy. Wymoszczenia się. I niezdejmowania.

 

 

 

 

Wróćmy do dyplomatki. Zobaczmy teraz, jaki rodzaj tkaniny pasuje do prostego w liniach i nakreślonego z geometryczną precyzją płaszcza o linii H:

 

zimowy_plaszcz_dyplomatkaFot. Burdastyle (08/2010, mod. 111; 11/2010, mod. 102 i 101)

 

 

Trzy różne płaszcze? Niby tak, ale na powyższym przykładzie wyraźnie widzimy, jaki niezwykły potencjał ma jedna i ta sama konstrukcja. Na bazie tego samego wykroju, możesz dać upust swojej krawieckej pasji z doskonałym skutkiem. Pamiętaj tylko o zgraniu formy (w tym przypadku kroju) z treścią (materiałem, z którym pracujesz).

 

 

 

zimowy_plaszcz_dyplomatka_burda_NR_ 111-082010fot. burdastyle

 

W stylu miejskim: podobna do zamszu bawełniana dywetyna, podkreśla spokojną i minimalistycznie elegancką linię beżowego płaszczyka.

 

 

 

 

zimowy_plaszcz_burda_112010_102fot. burdastyle

 

Bardzo po angielsku: szorstki, cieniowany ciepłymi brązami ciężki loden, nadaje uszytemu z niego płaszczowi ziemiański charakter. Zwróć uwagę na dopełniające detale kroju – rogowe guziki i nakładane kieszenie, które doskonale współgrają z takim mniej oficjalnym „swojskim” stylem.

 

 

 

 

zimowy_plaszcz_burda_112010_101fot. burdastyle

 

Nostalgicznie i nastrojowo: połyskujący, wyszywany cekinami loden usztywnia górną – bardziej miękką i włochatą – część tego wymyślnego, ale przecież bardzo „do noszenia” modelu. Naprawdę podoba mi się to oparte na kontraście połączenie dwóch światów – odrobinę surowej, męskiej w wymowie kraty oraz flirtującego błyskiem, skrzącego się dołu.

 

 

 

 

Przerost formy nad treścią, po raz drugi

Wiele jest prawdy w powiedzeniu „co za dużo, to niezdrowo”, również w odniesieniu do własnego ubrania. Zbyt wiele kreatywnego entuzjazmu i fanfaronady wcale nie jest dobre, spójrzmy tylko na poniższe przykłady.

 

Piękna peleryna może być zrobiona zarówno z miękkiego, jak i sztywnego materiału. Ten miękki podkreśli jej kobiecy wdzięk i swobodną zamaszystość,  ten szytwniejszy –  elegancję i wyszukanie detali kroju. Zdecyduj sama, która wersja bardziej do ciebie pasuje i trzymaj się jej podczas szycia konsekwentnie. Od początku do końca.

 

zimowy_plaszcz_peleryny_burdafot. Burdastyle (10/2011, mod. 101B; 12/2014, mod. 120)

 

Po lewej: spokój i czystość linii – każdy detal kroju tego ideału, podkreśla urodę przepięknego weluru.

Po prawej: pagony, patki, klamra, zamek i nakładane kieszenie. A na dodatek kudłaty! Nic już nie może zaszkodzić temu przeładowanemu modelowi. Po prostu coś strasznego.

 

 

 

 

zimowy_plaszcz_peleryny_loden_burda_fot. Burdastyle (09/2015, mod. 115B; 08/2011, mod. 113)

 

Po lewej: kolejny peleryniasty ideał, tym razem moje romantyczne marzenie z lodenu.

Po prawej: a przecież mogło być tak ładnie! Ciężki loden fantastycznie współgra z surową linią peleryny (spójrz tylko na świetnie dobrane do charakteru okrycia guziki), ale… po cholerę komu te wielkie i ciężkie, usztywniające cały dół kieszenie?

 

 

 

 

Przerost formy nad treścią? Nigdy w życiu!

Niestety, łatwiej jest znaleźć przykłady na nie niż na tak, ale żeby nie było, że ciągle tylko kręcę nosem, na koniec mam dla nas coś naprawdę ładnego. I… podstępnego. Wiem, że jesteś przedświątecznie zajęta (sama wracam zaraz do pakowania prezentów, a potem lecę lepić pierogi), ale powiedz mi proszę, dlaczego – w  kontekście tego, o czym dzisiaj rozmawiałyśmy – nie mogę się przyczepić do żadnego z tych dwóch, pokazanych na deser płaszczy? Dla ułatwienia podpowiem, że nie chodzi o kolor :-)

 

1. Dwurzędowy płaszczyk o miękkiej linii:

zimowy_plaszcz_JCrewfot. J.Crew

 

 

2. Dwurzędowa dyplomatka w kratkę:

zimowy_plaszcz_dyplomatka_JCrewfot. J.Crew

 

I co z tego, że na pewno nie dla mnie? Wszystko mnie w tym płaszczu zachwyca!

 

 

 

 

 



Komentarze

  1. Agnieszka
    18 grudnia 2015

    W “To nie są moje wielbłądy” (jestem nudna, wiem;) wyczytałam, że projektanci dzielą się na tych, którzy tkaniny upinają (jak Jadwiga Grabowska) i tych, którzy najpierw szkicują… Ta pierwsza opcja jest mi o wiele bliższa, wtedy można wyjść od zdobycznej tkaniny i chyba lepiej wydobyć jej możliwości…
    A jeśli chodzi o małą zagadkę z końca – ja chyba zamieniłabym tkaniny – ta rudawa podkreśliłaby linie dyplomatki, a krateczka – prostotę pierwszego płaszcza. No i guziki, które oprócz niedopasowanego koloru są (jak dla mnie przynajmniej) pomyłką przy takim oficjalnym kroju. Ale czekam na rozwiązanie zagadki :)
    Pozdrawiam świątecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2015

      Przepraszam za zwlekanie Agnieszko, ale mam chyba problem z odpowiedzią. No bo ja tu się okropnie zachwycam, a Pani ma całkiem przeciwne zdanie. Wychodzi na to, że w sprawie estetyki nie ma jednej “właściwej” perspektywy… nad czym naturalnie ubolewam. Tak miło jest być absolutnym, bezkompromisowym despotą :-)
      Ach, jestem ciekawa Boćkowskiej (ja najpierw rysuję, ale potem i tak upinam, bo to pozwala “poczuć” materiał w ruchu). Już ją co prawda mam, ale oficjalnie dostanę dopiero na Gwiazdkę.

      Upieczone. Polepione. I ja ślicznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
      • Agnieszka
        19 grudnia 2015

        Czytając łapczywie wieczorową porą (bez zrozumienia jak się okazuje) pomyślałam, że coś w tych płaszczach Pani “nie gra” i to taka zagadka dla nas, czytelników, odkryć co to :)
        Oj tam, jaki despotyzm! To tylko świadomość stylu i konsekwencja :) Weźmy właśnie płaszcze – ja odkryłam już swój szlafrokowy ideał i już żadne rajdy po galeriach i sklepach internetowych mnie nie kuszą. Dla wielu to pewnie nuda i zachowawczość – dla mnie ulga i pewność, że będzie pasował do mnie i do mojego stylu życia (tzn. dzięki luźniejszym ramionom będę mogła założyć go na żakiet, ale jest jeszcze na tyle wygodny, żeby pomykać w nim weekendowo:)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          20 grudnia 2015

          Cieszę się, że płaszczowy ideał jest już znaleziony. A podsumowanie konsekwencji i świadomości stylu jako wytchnienia, bardzo mi się podoba: koniec szukania, ale i koniec wątpliwości, rozterek, wahania…
          P.S. Dobrze, że się wszystko wyjaśniło, Agnieszko. “Łapczywe” czytanie naturalnie wszystko tłumaczy, hmm… dziwne, czemu również tak pogodnie nastraja :-)

          Odpowiedz
  2. olamari
    18 grudnia 2015

    No, no! Pojechałaś trochę po Burdzie i dobrze! Ale, żeby właśnie dziś, kiedy ja już nie wytrzymałam i napisałam do nich jakie to wszystko – prawie – byle jakie, niedopasowane, niemodne, poszerzające, źle układające się… A tyle lat dawałam sobie radę i to olewałam! Hurra! Nie jestem sama!
    A ja w płaszczykach nic bym nie zmieniała – no oprócz koloru guzików w drugim – pierwszy już na pierwszy rzut oka wygodny, z fajnym długim szalowym kołnierzem i kimonowym, ale dosyć wąskim rękawem – tu nic nie poszerza i to jest właśnie Oooo płaszcz! Drugi klasyczny, dopasowany , trochę sztywniejsza wełna fajnie trzyma fason, da się dobrze odszyć i odprasować kołnierz i klapki kieszeni, no i kratka – trochę męska w połączeniu z podkreślającym kobiecą figurę krojem – nic dodać, nic ująć! A guziki w rzeczywistości mogą jednak całkiem dobrze wyglądać…..

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2015

      Eee tam, kocham Burdę! Tylko jak już coś przywalą… sama wiesz najlepiej.
      Zganiłam i pochwaliłam, no bo praktyka przemawia przez człowieka. Blondyny na zdjęciach dorodne i piękne, ale jak taką jedną z drugą, mało udaną odziejkę założy na siebie normalna kobieta, to w najlepszym razie będzie wyglądać “jak cię mogę”.
      O żesz Ty! Nagadałaś? Mnie czasem korciło (zwłaszcza przy tych regularnie słabych numerach z końca i początku roku), ale ja to z tych mało pyskatych. No i rzuci sobie człowiek czasem jakąś cholerą na blogu, to od razu mu cała złość przechodzi :-)

      Ratunku… co Wy mi z tymi guzikami tak bezlitośnie? Pleciona ze skóry angielska klasyka – przecież one są cudne!
      Ja też bym nic nie zmieniała. Uważam, że obie tkaniny fantastycznie zgrano z przynależnym krojem (nic więcej nie powiem, bo liczę na to, że mimo przedświątecznego zamieszania, jeszcze jakieś opinie się pojawią). A o Ciebie miła Olamari, to się wcale nie boję. Ty, jak widzę, poradzisz sobie z każdym materiałem.
      Między lepieniem i pieczeniem, ciepło pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
      • olamari
        18 grudnia 2015

        To jednak blog się przydaje, żeby się pozbyć złości – muszę przyspieszyć w takim razie! 😉
        Rzeczywiście czytam i piszę “między”, właśnie upiekłam kokosowe z jabłkami – to na jutro, teraz wstawiłam piernik staropolski- 1 blat, jeszcze 3. To sobie trochę jeszcze popiszę…

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          18 grudnia 2015

          Mhm… pyszności pomiędzy. Zresztą to chyba nasza specjalna, kobieca umiejętność – jedną ręką prasujesz, drugą mieszasz w garku, trzecią wieszasz pranie, czwartą… a nogą drapiesz psa po karku.

          Blog tak naprawdę to przydaje się głównie po to, żeby uporządkować myśli. Chciałam dopiero noworocznie, ale niech tam: Ma Olamari, z całego serca życzę Ci spełnienia blogowych marzeń :-)

          Odpowiedz
          • olamari
            18 grudnia 2015

            No cóż, trzeba mi wytrwałości, systematyczności, sympatyczności, niezwykłości…. Wtedy mój blog odniesie sukces, czy o czymś zapomniałam? Więc DZIĘKUJĘ!

    • Avarati
      24 grudnia 2015

      Burda była rewelacyjna do 2013 roku, potem równia pochyła… Obecnie bardzo trudno znaleźć numer, w którym 3-4 kroje będą dobre. A znalezienie korzystnego modelu dla trochę większych pań to mission impossible. Moja mama może ma rozmiar 46, ale wcale po niej tego nie widać, bo jest wysoka i ma świetną figurę klepsydry, więc potrzebuje dopasowanych modeli, ale projektanci wcale tego nie uwzględniają i robią jakieś worki. Więc musi przerabiać mniejsze modele na swoje potrzeby, co dla mnie jest skandaliczne. Nawet ja, gdybym ubrała się w większość tych modeli, wyglądałabym jak sierotka marysia. Nie wiem, dla kogo robią te modele.

      Odpowiedz
  3. 555
    18 grudnia 2015

    ja do tkanin nie mam zastrzeżeń, ten pierwszy płaszcz odpowiada mi prawie w 100% (gdyby inny kolor!), natomiast dyplomatek za bardzo nie lubię, a w tej dodatkowo nie podobają mi się klapy zamknięte.. wiem, że to klasyka, ale dla mnie jakaś staroświecka.. :(

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2015

      …wybrzydzają mi na przepiękne guziki, cudownie spiczaste klapy, hmm… że niby konserwatywnie i staroświecko…
      Aaa… powoli coś mi zaczyna świtać! Nic się nie martw Miła, wygląda po prostu na to, że płaszcz w stylu angielskiej lady podoba się tylko damom starszego rocznika :-)

      Odpowiedz
      • 555
        18 grudnia 2015

        oj, nie o tyle starszego, jakby się może chciało, zatem akcent postawmy na słówko “damom” ;)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          20 grudnia 2015

          Mam Cię! Przeglądam sobie statystyki, bo jakiś podejrzanie duży ruch zrobił mi się w weekend i… znalazłam! To czytelnicy Mr. Vintage kręcą się nam po blogu. Och, Ty… tak po prostu prosto z mostu, śmiało i kategorycznie!
          Dziękuję i straaasznie mocno ściskam :-)))

          Odpowiedz
          • 555
            22 grudnia 2015

            a odwzajemniam uściski, odwzajemniam ;)

  4. galeria61
    18 grudnia 2015

    Być może będzie to dla śmieszne pytanie, ale zapytam: co to są klapy zamknięte? A skoro są zamknięte, to pewnie są i otwarte?
    Takiego pytania pewnie się Moniko nie spodziewałaś pisząc ten cykl o płaszczach?
    Ale ja nie wiem, jak wyglądają takie klapy i patrząc na zdjęcie nie mogę niczego wywnioskować. Fajne klapy :)
    Gosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2015

      Pewnie, że fajne. Ale i nic dziwnego, że Ci się podobają, przecież Ty Gosiu (całkiem podobnie jak ja) też jesteś damą dojrzalszego rocznika :-)
      No nie, o klapach to nie. Ale ponieważ żadne pytanie nie jest śmieszne, już odpowiadam najlepiej jak umiem… nie, czekaj, mam tu fajny rysunek mądrego młodego człowieka, który zaraz nam wszystko rozjaśni. Widzisz? Chodzi o linię łączącą klapę z kołnierzem, która wznosi się (zamknięte) lub całkiem opada do dołu (otwarte).
      Wiosną, przy żakietach, zahaczymy sobie głębiej o klapiasty temat.

      Odpowiedz
  5. czarodziejka
    19 grudnia 2015

    Granatowa peleryna po lewej..!! Przepadlam. Zachwycam sie wysoką stójką i wcalę nie chcę ( burzącego tej cudnej linii) szala… Guziki..! Och i ach.
    Gdzie znaleźć jakies wykroje? Burda? W internecie cos, gdzies? Jeszcze krawca znaleźć muszę;)!
    Pozdrawiam przedświątecznie.
    D.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 grudnia 2015

      Piękna, prawda? Tu w całej krasie :-)
      Burda, zeszyt z września 2015 lub gotowy do kupienia wykrój (NR. 115B-092015-DL). Trzeba będzie znaleźć krawca, ale przede wszystkim odpowiednią tkaninę, która podkreśli ten efektowny, ale dziecinnie prosty do uszycia model (wełna! I żadnych mieszanek z poliestrem, które tylko niepotrzebnie ją usztywnią).

      W przedświątecznym chaosie i ja ślicznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  6. Justyna
    19 grudnia 2015

    ja też kocham burdę ;)
    2 ostatnie płaszcze są cudowne, zarówno fason jak i krój. a czy w tej zagadce chodzi o to, że tkanina jest idealnie dobrana do fasonu i że żaden z płaszczy nie ma zbędnych udziwnień,ozdobników i innych niepotrzebnych elementów, które odwracałyby uwagę od jego doskonałej formy?;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      No pewnie, że o to! W pierwszym z nich, flauszowa, miękka tkanina pięknie współpracuje z zaokrąglonymi liniami kroju (na bardzo dużym powiększeniu wyraźnie widać poprzeczne prążki, więc stawiam na wełnianą gabardynę o miękkim chwycie).
      W drugim podobnie: surowe linie bezbłędnie harmonizują z szorstką, bardzo męską w odbiorze kratką i powagą dystyngowanych detali. Ech, powinnam ugryźć się w język, ale nie wytrzymałam :-)

      Jednak bardzo się cieszę, że się tak ładnie zgadzamy. I co do Burdy, i co do obydwu płaszczy :-)

      Odpowiedz
  7. Wiktoria
    19 grudnia 2015

    Lubię w ubiorze klasykę i prostotę. Im mniej udziwnień i ozdobników, tym lepiej. Tyczy się to również płaszczy, więc piękna tkanina w stonowanym kolorze plus prosty, klasyczny krój, w zupełności mnie zadowoli. Wydawać by się mogło, że to tylko tyle ale rzeczywistość pokazuje, że na ogół to aż tyle.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      Mhm… w sklepach brak dobrze uszytej klasycznej bazy, a na wieszakach pełno osobliwych kreacji (ten popęd w kierunku kuriozalnej przesady zawsze mnie zdumiewa). Zgadzam się całkowicie z Twoją refleksją Wiktorio, proste jest najpiękniejsze, niestety wydaje się, że również najtrudniejsze.

      Odpowiedz
  8. Ania
    19 grudnia 2015

    Ostatnia dyplomatka jest idealna. Bardzo korzystny dla mnie fason. Mam podobny granatowy płaszcz (ale nie na zimę) i dostaję wiele komplementów i wiem, że dobrze wyglądam. Mam sylwetkę męską : szerokie ramiona, brak talii, wąskie biodra i duży biust. Ten fason wysmukla mnie, ramiona są podkreślone, ale nie wychodzą na pierwszy plan. Wąskie klapy nie dodają dodatkowej objętości na górze, nie eksponują biustu, trzymają go w ryzach. Talii nie przecina żaden pasek, jest wymodelowana cięciami, a rzędy guzików sprawiają że wzrok biegnie pionowo. Dopasowany w biodrach, ale w tym przypadku na plus, wysmukla całą sylwetkę i dalej już prosto, nie odstaje od ud, dzięki temu jest w nim ciepło. Materiał powinien modelować, nie odkształcać się. Granatowy kolor płaszcza jest chyba najbardziej uniwersalny. Tutaj chyba dodatkowo we wzór pepitki razem z szarym. Twarzowy, stonowany kolor dla mnie, łatwy do noszenia z brązem, szarym, niebieskim, czarnym, bordowym. Nosiłabym go na co dzień, ze względu na kolor jest szansa, że nie trzeba byłoby go ciągle czyścić, nie widać byłoby że oblazł. Myślę, że guziki obciągnięte błyszczącą skórą ładnie się wpasowały, widać je, ale nie dominują. W moim domu nosiło się ubrania z takimi guzikami i kojarzą mi się z dobrą jakością. Myślę, że nie jest to płaszcz zanadto elegancki na szczególne okazje. Tylko praktyczny, schludny płaszcz półformalny dla osoby, która w pracy musi się dobrze prezentować, bo ma kontakt z klientami.

    Przedostatni płaszcz jest swobodny, widzę go na studentce, która zakłada płaskie, może bardziej sportowe buty do niego. I zakłada i zdejmuje płaszcz kilka razy w ciągu dnia. Kolor rudy jest trudny, niewielu osobom będzie pasować, młoda osoba będzie wyglądać lepiej niż starsza.

    Wszystkiego najlepszego dla autorki bloga i wszystkich czytelników. Wesołych, zdrowych Świąt!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      Aniu, kim Pani jest?
      Przedstawiła nam Pani spójną syntezę znajomości własnej sylwetki i świadomości własnego stylu w połączeniu z elementami analizy kolorystycznej oraz uważnością, przejawiającą się dostrzeganiem szczegółu. Jestem zachwycona tą (samo)analizą! Więcej, lepszej chyba sama nie mogłabym nam zaserwować.

      Tak w ogóle to zaniemówiłam, ale jestem bardzo szczęśliwa.
      Odwzajemniam więc serdecznie świąteczne pozdrowienia, życząc spełnienia gwiazdkowych marzeń (…jestem ciekawa, czy narzeczony tym razem wykaże się lepszym zrozumieniem kobiecej natury, akcentując uczucie pięknymi kolczykami z perłą o kształcie kropli :-)

      Odpowiedz
      • Ania
        12 stycznia 2016

        Przepraszam mocno za zwłokę, ale potrzebowałam czasu na rozruch styczniowy :) Pani bloga odwiedzam systematycznie :) znajduję wiele przydatnych informacji, dzięki temu mogę zweryfikować swoje wybory ciuchowe. Z branżą odzieżową nie mam nic wspólnego, jako osoba po 30-ce stawiam na lepsze tkaniny i dopasowanie, cenię jakość. Z tą świadomością swojego wyglądu różnie u mnie bywało. Zaliczyłam sporo wpadek. Zawsze słyszałam, że reprezentuję jesienny typ urody, zgodnie z tym kompletowałam szafę. Dopiero od roku, po profesjonalnej analizie kolorystycznej, wiem, że jestem “stonowanym latem” i odnalazłam swoje kolory, czuję się lepiej i pewniej. Mój kolor neutralny to taupe – pasuje do większości rzeczy. Jeśli chodzi o typ sylwetki, też nie łatwo się zdiagnozować :) wg klasyfikacji Davida Kibbe jestem “soft natural”. Z taką wiedzą na zakupach wiem, czego szukam. Mniej jestem podatna na impulsywne odruchy i chęć posiadania przedmiotów samych w sobie pięknych, ale nie pasujących do mnie. Samemu trudno się ocenić. A z wiekiem pomyłkowe kolory i fasony bardziej rażą, młodszej osobie ujdą one płazem.
        Dziękuję za życzenia. Narzeczony spisał się na medal, mam piękne perły. Obyło się bez podchodów, wykazał się intuicją :) Pozdrawiam gorąco.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          13 stycznia 2016

          Proszę nie przepraszać, dobrze jest wiedzieć, że nie tylko ja cierpię na syndrom śpiącej królewny :-)

          I znowu muszę się zgodzić: taupe jest najpiękniejszym kolorem świata, a pomyłki i przedobrzenia u młodej osoby należą po prostu do procesu uczenia się i poznawania siebie – u dojrzałej wyglądają niestety tylko pretensjonalnie. Problemy z samooceną obserwuję na co dzień w pracowni… zresztą, będziemy miały cały rok, żeby się im przyjrzeć i je obgadać. A właśnie! Szczęśliwego Nowego Roku :-)

          Odpowiedz
  9. Agnieszka M.
    19 grudnia 2015

    Te pierwsze na górze włochacze są takie obwisłe. Lubię mało detali też dlatego, że prościej się szyje:) Czasami:)
    W ostatniej nie podobają mi się guziki na biuście. Ale sam dobór tkaniny dobry.
    Takie spojrzenie, tzn. wyjście od tkaniny znam od czasu rozmowy z panem w sklepie z tkaninami, jednocześnie właścicielem sklepu i krawcem.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      Obwisłe włochacze :-) Właśnie.
      Ja widzę, że wcale nie muszę przypominać moim Czytelniczkom o takich różnych oczywistościach. Tak, jak napisałam już wyżej, jestem zachwycona Waszą przenikliwością i uważnym, dojrzałym spojrzeniem. I też jestem krawiec :-)

      P.S. Ale masz oko! Wiesz, że dopiero teraz, gdy wspomniałaś, widzę dokładnie, gdzie umieszczono tę pierwszą guzikową parę?

      Odpowiedz
  10. Irensa
    20 grudnia 2015

    Peleryny! Moje wieloletnie zauroczenie. Niebieską z dużą stójką /golfem?/ i jasnobeżową z kapturem /kapuzą?/ chcę natychmiast! A, a guziki plecione ze skóry cudne i jak najbardziej na miejscu. A że nie dla mnie ten płaszczyk z zamkniętymi klapami, nic to! Pozdrawiam pięknie i przedświątecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      Ojej, ile wykrzykników! Czyżby już także w przedświątecznej gorączce?
      Życzę więc samych gwiazdkowych niespodzianek: jeśli nawet nie którąś z tych cudnych peleryn, to choćby “tylko” kupon pięknej, pasującej tkaniny :-)

      Odpowiedz
  11. mirka
    21 grudnia 2015

    Witam,
    Piękny jest ten ostatni płaszcz. Tylko na modelce ma trochę przykrótkie rękawy. A po dokładnym przyjrzeniu się przedostatniemu modelowi, ze zdziwieniem zobaczyłam tam… rozporek. Jakoś wydaje mi się tam zbędny.
    Wesołych Świąt! M.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 grudnia 2015

      Piękny, piękny, piękny. Kropka (w końcu czy to nasza wina, że modelka ma za długie ręce? :-)
      I ja ciepło, przedświątecznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  12. Ola P.
    21 grudnia 2015

    W dwurzędowej dyplomatce w kratkę zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Piękny, klasyczny fason, niby surowy i formalny ale podkreślający kobiecość. No i oczywiście fantastyczna kropka nad i – piękne skórzane guziki, kojarzące się z angielskim ziemiaństwem, tweedowymi marynarkami…..cudo. Wcześniejszy rudy płaszczyk ma piękny kolor w którym mi do twarzy ale fason zupełnie nie dla mnie, co nie zmienia faktu, że płaszczyk bardzo ładny i na odpowiedniej figurze będzie się prezentował idealnie. Tematyka posta jak dla mnie bardzo na czasie, obok maszyny czeka kupiona okazyjnie piękna wełna na płaszcz. Jak tylko minie przedświąteczna gorączka zabieram się do miętoszenia, upinania, słowem podejmowania decyzji o jakim fasonie płaszcz powstanie. Mam nadzieję, że poradzę sobie z wyzwaniem pt. samodzielne uszycie płaszcza. Pocieszam się, że i tak będzie o niebo lepiej dopasowany niż te które wiszą na sklepowych wieszakach, a materiał z którego powstanie to już na 100% prześcignie to co jest we miarę przystępnej cenie dostępne.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 grudnia 2015

      O!O!O! Słowo w słowo, tak samo sobie myślę na temat obu płaszczyków. A tę dyplomatkę, to mogłabym po prostu powiesić na manekinie i niech sobie tak stoi w charakterze dzieła sztuki.

      Oczywiście, że poradzi sobie Pani z uszyciem płaszcza. Doskonały pomysł! Proszę unikać tylko trudnych detali kroju, np. kieszeni wykończonych wypustką lub patkami. Skromnie trzymające się w tle, kieszenie ukryte w szwach bocznych a) nie zakłócają czystej linii okrycia i b) równie dobrze spełniają swoją kieszeniastą rolę, a ponieważ szyje się je łatwo i szybko, są świetnym wyborem podczas “pierwszego razu”.
      Bardzo polecam uszycie egzemplarza próbnego (z taniutkiej tkaniny podobnej grubości). Zgoda, sam proces szycia się wydłuży, ale to właśnie na nim będzie można poeksperymentować, wypróbować co trudniejsze fragmenty i nanieść ewentualne poprawki w dopasowaniu. Po takiej rozgrzewce, szycie z oryginalnej tkaniny będzie już samą przyjemnością.
      Olu, jakby co, będę w pobliżu :-)

      P.S. A propos okazyjnie nabytej wełny… jednak ponadczasowa elegancja w granacie czy dodający energii kolor?

      Odpowiedz
      • Ola P.
        22 grudnia 2015

        Ani jedno, ani drugie :-) jak to bywa przy okazyjnych zakupach, co nie znaczy, że gorzej. Niestety klasyczny granat i ciemna czerwień nie chciały być w promocji, a na pierwsze szycie nie odważyłam się kupić w regularnej cenie z obawy przed ewentualnym niepowodzeniem. Poćwiczę, potrenuję i dopiero w tedy zaszaleję na wymarzony materiał bez oglądania się na cenę. Trafiłam na ciekawą i ładną stuprocentową wełnę dwustronną z jednej strony ciepły brąz z drugiej ciemno szara, lekko rozmyta krateczka (stonowana, klasyczna, elegancka). Pomyślałam sobie, że to dwa materiały w jednym. Powstanie płaszcz i ciepły żakiet-kurteczka, uszyte z jednego wykroju żeby nabrać wprawy. Co do kieszeni to zdecydowanie jestem zwolenniczką tych ukrytych w szwach bocznych. Zgodnie z Pani poleceniem Moniko już robię w głowie przegląd wełnianych koców, które pochowane gdzieś w szafach się marnują, a świetnie nadały by się na materiał próbny. Świadomość, że jesteś dodaje odwagi :-) Dziękuję. Sama nie wiem na co bardziej się cieszę: czy na prezenty, które znajdę pod choinką, czy na poświąteczną zabawę z szyciem. Już widzę oczami wyobraźni : skromnie, prosto, klasycznie bez zbędnych detali…niech przemówi tkanina.
        Wracam do rzeczywistości. Jeszce parę godzin w firmie, a później wspólne z synami i mężem lepienie pierogów..
        Moniko życzę Pani i wszystkim gościom bloga magicznej atmosfery w te Święta, radości ze spotkań z bliskimi i chwili tylko dla siebie, która pozwoli zatrzymać się i odpocząć.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          22 grudnia 2015

          Ach, to taki przebiegły plan! “Próbne” modele, ale do noszenia :-)
          Dwustronna wełna, to prawdziwa rzadkość, a jeszcze w dwóch kolorach o kontrastowych temperaturach… sama bym wzięła bez mrugnięcia okiem (właśnie, niech przemówi tkanina, ooo… sztywniejsza albo ooo… bardziej miękka).

          Olu, dziękuję Pani za przepiękne życzenia. Świątecznie pozdrawiam i bardzo mocno ściskam :-)

          Odpowiedz
  13. Avarati
    24 grudnia 2015

    Moi faworyci to ten czarny, przewiązany w talii i ostatni płaszczyk, czyli dwurzędowa dyplomatka, ale wolałabym bez kratki :) Preferuję dopasowane modele :)

    Odpowiedz
    • Avarati
      24 grudnia 2015

      Wam wszystkim również życzę Wesołych Świąt :) Trzymajcie się cieplutko :)

      Odpowiedz
  14. Makosza
    30 grudnia 2015

    Nigdy nie chciałam mieć dużo, jakoś od lat podstawówki ilościowy minimalizm ubraniowy był u mnie normą, potem stało się to modne i idąc z trendem doszłam do wniosku, że przecież jeden płaszcz wystarczy, mogę mieć mniej. Potem odkryłam Ciebie. Nadal uważam, że pełna szafa nie jest dla mnie, po prostu mnie męczy posiadanie np. 5 kurtek zimowych ale coraz bardziej otwieram się na inne rzeczy. Odkryłam dzisiaj pelerynę. Ta niebieska jest prześliczna, prosta, mój kolor i pomyślałam sobie, że fajnie byłoby mieć taką pelerynę. Zawsze mi się podobały ale nigdy siebie w nich nie widziałam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz