4 lutego 2016 / Szafa marzeń / 52 komentarze

Przeglądając zdjęcia do wpisu o wyprzedażach znalazłam coś, co zachwyciło mnie od pierwszego spojrzenia. Czarne, skórzane i wykończone szerokim futrzanym mankietem – śliczne zimowe rękawiczki! A do tego ta fantastyczna cena… na pierwszy rzut oka po prostu ideał. Szkoda, że rzeczywistość okazała się mniej radosna. Chodź, przyjrzyjmy się razem.

 

Śliczne skórzane rękawiczki wykończone szerokim futrzanym mankietem, to zimowe marzenie każdej romantycznej dziewczyny. Futerko – zwłaszcza sztuczne, które w niczym nie ustępuje prawdziwemu pod względem urody i walorów grzewczych – jako szykowny dodatek sprawdza mi się prawie w każdej sytuacji, ale w przypadku rękawiczek ma jeszcze jedną, bardzo praktyczną zaletę: skutecznie chroni wloty rękawów przed zakusami zimna i wiatru.

Zamówiłam je więc natychmiast, ciesząc się z okazji oraz z tego, że będę mogła ci polecić coś ładnego i niedrogiego rodzimej produkcji. Ale żeby nie było tak prosto – zachwyciła się, kupiła, kropka – zanim zapłacę, przyjrzę się temu egzemplarzowi dokładnie (w końcu widziałam go tylko na zdjęciu). Na co powinnam zwrócić uwagę przymierzając nowe zimowe rękawiczki, podpowie mi zaprzyjaźniona specjalistka, czyli moja przyjaciółka Stefania, która pracuje w salonie z rękawiczkami

 

Zaczniemy od samego początku, czyli od wzięcia miary.

 

 

Zimowe rękawiczki: biorę miarę

 

„Zmierz dłoń w najszerszym miejscu – poniżej linii kostek i bez kciuka. Nie rozprostowuj ręki całkowicie i nie zaciskaj jej, niech palce układają się swobodnie. Taśma powinna opasywać dłoń ciasno, ale nie ściskać. Jeżeli jesteś praworęczna mierzysz prawą dłoń, jeśli leworęczna, mierzysz lewą.

Otrzymany wynik, przeliczony z centymetrów na cale jest rozmiarem twoich rękawiczek.”

 

zimowe rękawiczki: biorę miarę

 

Zdarzają się fachowcy, którzy zerkną tylko raz i od razu wiedzą czego ci trzeba. Jednak ponieważ mistrzów w swoim fachu nie spotyka się na każdym kroku, dobrze jest znać rozmiar swojej dłoni. U mnie jest 18, 5 cm, czyli rozmiar 7.

 

 

Rozmiar rękawiczek określany jest w calach, a różnice wynikające z porównania tabel rozmiarów różnych firm wynikają zapewne z metodyki przeliczania: cal angielski to 2,540 cm, cal francuski – 2,707 cm. Tabela, z której sama korzystam wygląda tak:

 

zimowe rękawiczki: tabela rozmiarów kobiecych

 

Wiem jaki mam rozmiar rękawiczki, ale w tym konkretnym przypadku na niewiele mi się to przydało. Firma w której kupuję ma swoją własną rozmiarówkę – opierającą się na długości palców, a więc całkiem różną od tabeli rozmiarów rękawiczek podanej wyżej.

 

 

Wniosek z tej historii jest taki: dobrze jest znać rozmiar swojej dłoni, ale zawsze – zwłaszcza kupując online – trzeba ją porównać z tabelą rozmiarów firmy, u której zamawiamy. Wybrałam więc. I zamówiłam.

O, już są:

 

zimowe rękawiczki: reserved

 

Hmm… nie całkiem takie śliczne jak na zdjęciu w sklepie online. I futerko takie jakieś wyliniałe.

 

 

 

Zimowe rękawiczki: oceniam jakość skóry, szwów i wykończenia

 

„Skóra dobrej rękawiczki powinna być cienka, miękka i elastyczna, dopasowująca się do ruchów dłoni. Palce nie powinny być ograniczone w swojej ruchliwości. Zrób mały test i zaciśnij rękę w pięść. Da się?”

 

zimowe rękawiczki: skóra

 

Nie bardzo. Skóra jest twarda i sztywna, a jej powierzchnia wygląda bardzo plastikowo. Nie mogę porządnie zacisnąć pięści, nie mogę specjalnie poruszać palcami – czuję się jakbym miała drewniane ręce.

Nie mam pojęcia, jak miałabym w nich zawiązać dziecku rozchełstany szaliki i nie wyobrażam sobie, jak miałabym w nich prowadzić auto. I jako mama, i jako kierowca, nie mam zwyczaju zdejmować rękawiczek w takich zwykłych, codziennie-zimowych sytuacjach.

Dla porówniania: na dole, w zaznaczonej kolorem ramce zaciskam pięści w mojej ulubionej parze. Kurczę, no da się. I to jeszcze jak. A skórka dokładnie taka, jak widać na zdjęciu – mięciutka i delikatna.

 

 

 

„Przyjrzyj się szwom – im gęściejsze i krótsze, tym lepiej, ponieważ fachowe, to znaczy dokładne i czyste wykończenie jest sprawą prestiżu. I druga sprawa – eleganckie zimowe rękawiczki powinny być ładne i stylowe, ale przede wszystkim muszą chronić i ogrzewać dłonie. Dlatego ciepła podszewka to konieczność.”

 

zimowe rękawiczki: wykończenie

 

Widzisz to, co ja? Koślawe szwy, zgrubienia, wystające nici – to mi nie wygląda na pieczołowitą, rzemieślniczą precyzję.

Podszewka, jak się okazuje jest z poliestru. Zakładam rękawiczki i… brrr… śliska i zimna poliestrowa dzianina sprawia, że natychmiast mam ochotę je zdjąć.

 

 

 

Zimowe rękawiczki: oceniam dopasowanie

 

„Rękawiczka leży dobrze, jeżeli dokładnie i stanowczo obejmuje dłoń. Pod wpływem ciepła ręki miękka, dobrze wyprawiona skóra i tak się odrobinę rozszerzy. Jednak kupno przyciasnego modelu, to nie jest dobry pomysł – zimowe rękawiczki mają przecież przede wszystkim grzać.”

 

zimowe rękawiczki: dopasowanie

 

Sama nie wiem – są za małe, czy za duże? Tu się marszczy jak głupie, a tam zmieściłoby się jeszcze co najmniej pół palca. W komplecie są kanciaste, krzywe czubki i szwy „rozłażące się” na wszystkie strony.

Po prawej na dole: dla porównania i lepszego zobrazowania (no bo czego się tak czepiam?) zaznaczyłam kolorem zdjęcie własnej dłoni w ulubionej parze.

 

 

 

Oczywiście, marzenia nie zawsze się spełniają. Rękawiczki odesłałam z powrotem i nie znalazły się w wyprzedażowym wpisie, tak jak zamierzałam.

Nie, nie miałam żadnych podejrzeń, wręcz przeciwnie. Mam skromne, ale dobre doświadczenia z marką (jej pasek kupiony kilka lat temu nadal wygląda jak nowy). Cena również mnie nie zaniepokoiła, bo w szufladzie mam i rękawiczki z dobrego sklepu z  galanterią skórzaną, i te kupione na łódzkim bazarku (wiesz, idziesz na rynek po kwintal ziemniaków, a wracasz z kilkoma kilogramami i parą ślicznych rękawiczek na deser). Różnią się one od siebie ceną, ale wszystkie noszą się naprawdę fajnie. Poza tym – jak już przyznałam – ucieszyłam się bardzo z mojego odkrycia, z tego, że będę mogła ci w końcu powiedzieć: popatrz, nie tylko śliczne i niedrogie, ale jeszcze polskie.

 

Ale to nie  koniec rękawiczkowych historii. O skórach, modelach i wartych rozważenia firmach porozmawiamy następnym razem. Teraz śni mi się po nocach para rękawiczek uszytych specjalnie dla mnie przez rękawicznika z prawdziwego zdarzenia… o, na przykład przez pana Tomasza Kowalskiego (jesteś ciekawa, co czyni różnicę między pierwszorzędnymi rękawiczkami, a tymi podrzędnej jakości? W Gazecie Wyborczej znalazłam interesujący wywiad z panem Tomaszem – archiwalny, ale bardzo aktualny).

Weronika, która poleciła nam w jednym z komentarzy pracownię mistrza Kowalskiego, ma już swoją parę. Ja też chcę!

 

 

 



Komentarze

  1. Sylwia
    4 lutego 2016

    Szczerze polecam rękawiczki polskiego producenta Kuc. Kupiłam pięknie wykończone skórzane rękawiczki ocieplone kaszmirem, zapłaciłam ok.190 zł ale każda złotówka była warta wydania. Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lutego 2016

      O, ale fajnie! Firmę Kuc mam na liście dobrych polskich adresów z galanterią skórzaną, ale takie osobiste polecenie, to całkiem coś innego. Dziękuję :-)

      Odpowiedz
  2. Anna
    4 lutego 2016

    Dzień dobry.
    Przede mną również zakup rękawiczek i korzystając z wyprzedaży zamierzam kupić piękne, wysokiej jakości rękawiczki w obniżonej cenie. Chętnie luksusowo ocieplone :-). Dziś jest ten dzień.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lutego 2016

      Kolejnym razem pojawi się więcej niezłych adresów, chociaż… w zasadzie te dwa nazwiska – Kowalski i Kuc – wystarczą, żeby pięknie i ciepło otulić własne dłonie. Dzień dobry :-)

      Odpowiedz
      • Anna
        5 lutego 2016

        Raport z zakupów: w tłusty czwartek około godz.15tej na zwykłym straganie kupiłam czarne skórzane rękawiczki z małą klamerką. Słodkie i kobiece. Wracając do domu wieczorem, zgubiłam jedną. 2 tygodnie wcześniej parę rękawiczek zostawiłam u znajomych, których mam nadzieję nieprędko spotkać( a mówi się że zostawiamy przedmioty tam gdzie chcemy wrócić). Następną parę rozdzieliłam gubiąc jedną sztukę na przejściu dla pieszych. Kiedy za kwadrans wracałam po swoich śladach, odnalazłam moją sierotkę na pasach. Zrozumiałam dlaczego kobieta przechodząca z przeciwnej strony przyglądała mi się nieco dłużej. Myślałam że zauważyła mój wełniany szal idealnie zgrany z płaszczem a przyczyna była inna- pani dostrzegła moją nieudaną żonglerkę rękawiczkami. Czuję w sobie MOC przemieszczania materii. A może tylko się wczoraj przepączkowałam?:-)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          5 lutego 2016

          A więc jednak. Notoryczne gubienie rękawiczek to nie jest jakaś rzadka przypadłość! Tak sobie myślę, że tę sznurkową sugestię zaproponowaną Rawicie, chyba jednak opatentuję :-)

          P.S. Kilkakrotnie wyświetliłam sobie przed oczami całą scenkę “na pasach” i jestem pewna: kobitka z naprzeciwka nic nie zauważyła, bo podziwiała Twoją idealnie dobraną, kolorystyczną kompozycję :-)
          Anno, Twój raport tak cudownie odświeżył mi piątkowy wieczór, ale tego… ci znajomi… no, ci co to nie bardzo… chyba nas nie czytają?

          Odpowiedz
          • Anna
            8 lutego 2016

            Raczej nas nie czytają. Ten blog to rarytas dla amatorów tematu. Ale gdyby mleko się wylało, przyjmę to jako oczyszczenie.

  3. rawita
    4 lutego 2016

    Rzeczywiście widać dużą różnicę między tymi z reserved a Twoimi ulubionymi, Moniko. Ja mam ogromną słabość do pięknych skórzanych akcesoriów, ale kwota jaką jestem w stanie zapłacić za codzienne rękawiczki to maksymalnie 60 zł (a najlepiej mniej), dlatego kupuję na bazarkach i wyprzedażach. Powód jest tylko jeden: notoryczne gubienie. Nie macie tego problemu? W ciągu sezonu znikają mi z dobre 2-3 pary. Podejrzewam, że głównie w taksówkach. Staram się więc nie przywiązywać.
    Wyjątkiem są tylko ukochane perełki vintage do łokcia, w których jestem szaleńczo zakochana. Rękawiczki takich rozmiarów jest jednak trochę trudniej zgubić, peleryna jest bez nich tak niekompletna, że zniknięcie rękawiczki natychmiast zauważam.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lutego 2016

      A niech to, 2-3 pary? Chyba bym się zapłakała! Nie, raczej nie gubię… ale zaraz… może jestem tak pedantycznie odpowiedzialna, bo zwyczajnie działa na mnie świadomość, że Małe co i rusz coś zapodziewają. No to ja już nie mogę, bo pójdziemy z torbami :-)

      Do łokcia, mówisz… Czekaj, a może nie “nie przywiązywać się”, tylko przywiązywać na serio. Tak jak u małych dzieci – na sznurku. Zamiast sznurka weźmy coś ładnego, jakąś pasmanterię (ozdobną taśmę plecioną, żakardową, skórzaną…) albo łańcuszek czy coś (jak od małej kopertówki) i niech tak sobie dyndają… Głupie?
      Głupie, nie głupie, aż mnie korci, żeby wypróbować.

      Odpowiedz
      • rawita
        6 lutego 2016

        Zawsze mi się podobało rozwiązanie sznurkowe :-) powinnam dominować także łańcuszki do okularów słonecznych. Tez łatwo znikają.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          6 lutego 2016

          Już dzisiaj biorę się za szlifowanie sznurkowego patentu!

          Ach, właśnie!
          Widziałaś (Avarati i moją) rozmowę o rękawiczkach do łokcia? Wychodzi na to, że… masz jaja dziewczyno :-)

          Odpowiedz
          • rawita
            7 lutego 2016

            Właśnie doczytalam i odpowiedziałam, dzięki :-)

  4. Ewa
    5 lutego 2016

    A ja dorzucę jeszcze jedno nazwisko na K: pan Koziarski:) w styczniu odkryłam jego sklep stacjonarny w Warszawie na ul.Ogrodowej i jestem zachwycona – po obejrzeniu zdjęć w tym poście od razu miałam ochotę się obfotografować (w nowych rękawiczkach)… Są nieocieplane, na jedwabnej podszewce, ale… ciepłe! Rozmiar 6 3/4, blueblack, z pięknie wykrojonymi detalami, w cenach porownywalnych z formą Kuc, złożone układają się w dłoni jak jedwabna bielizna:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 lutego 2016

      Znalazłam witrynę pracowni pana Koziarskiego. Zdjęcia rękawiczek przedstawionych w ofercie są wprawdzie maleńkie, ale i tak natychmiast zakochałam się w tych ozdobionych aplikacjami i zamaszystymi chwostami. Coś fantastycznego!
      Wyobrażam sobie Pani nowe, skórzane śliczności. Dziękuję Ewo :-)

      P.S. Kowalski – Koziarski – Kuc… brzmi jak dziecięca wyliczanka. Łatwo zapamiętać :-)

      Odpowiedz
  5. Pola
    5 lutego 2016

    No ładnie Moniko, przez Twojego bloga ( aby nie rzec: przez Ciebie), lecą do mnie rękawiczki od pana Kuca, ocieplone wewnątrz królikiem :D Cudnie :D

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 lutego 2016

      Polu, no co Ty wyrabiasz? Jeszcze się nie rozkręciłam na dobre – kolejnym razem ma być przecież o skórach i o wykończeniu, i w ogóle – a Ty już masz swoje własne rękawiczki! Na dodatek cieplutkie i cudne :-))

      Odpowiedz
      • Pola
        6 lutego 2016

        No widzisz? Mówię, przez Ciebie :D Przez Ciebie te alpaki, kaszmiry, szycie mniejszej ilości sukienek, ale JAKICH. Dziękuję:D

        Odpowiedz
  6. Avarati
    5 lutego 2016

    Szukałam chyba przez lata skórzanej, czarnej, pięknej pary rękawiczek, trochę dłuższych, za nadgarstek. Mój problem polegał na tym, że mam krótkie palce i szeroką dłoń. Należę do mniej filigranowych i niskich kobiet, jestem dość szczupła, ale mam dość grube kości, obwód ręki wynosi 20,5 cm, natomiast jeśli brać pod uwagę długość palców, to chyba powinnam nosić 6,5. Na szczęście trafiłam na limitowaną kolekcję Wittchena, w której rękawiczki były zróżnicowane jeśli chodzi o długość i szerokość rękawiczek. Trafiłam na mega promocję z okazji Mikołajek i kupiłam je za stówę :)
    Marzą mi się rękawiczki aż za łokcie, w stylu femme fatale, ale gdzie w takich cudach wyjść?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 lutego 2016

      W przypadku gdy standardowe modele zupełnie nie pasują, najlepszym rozwiązaniem jest wizyta u rękawicznika, który uszyje nam parę z uwzględnieniem całej wyjątkowości dłoni. Oczywiście taka usługa kosztuje więcej niż produkt gotowy, dlatego stówa za rękawiczki “jak na miarę” to naprawdę dobra cena.
      A do sklepu Wittchena zaglądam z przyjemnością. Mają bardzo ładną galanterię skórzaną, fajne, regularne przeceny, ale nie wiedziałam (nie zwróciłam uwagi), że rozpieszczają klientów serwisem ekstra. Duży plus dla firmy!

      Czy mogę się przyłączyć do gorzkich żali? Wprawdzie sama jestem już szczęśliwą właścicielką cudnych rękawiczek w filmowym stylu, jednak problem pozostaje ten sam… gdzie się w nie ustroić? Przed lustrem w domowym zaciszu (w komplecie z peleryną albo z kamizelą) wyglądam w nich naprawdę szałowo, ale już na ulicy czuję się taka “pańciowato wystrojona”.
      Być może to sprawa temperamentu? Wyglądać jak wamp w marzeniach, to nie to samo jak być wampem w rzeczywistości. Poza tym wiadomo, wszyscy będą się gapić. Trzeba mieć jaja :-)

      Odpowiedz
      • Avarati
        5 lutego 2016

        Rękawicznik, nawet nie wiedziałam, że jest taka profesja :) Człowiek uczy się całe życie. Niestety, to ginący zawód i ciężko na pewno trafić na dostępnego (dla studenckiej kieszeni) rzemieślnika.

        Wiadomo, że na ulicę w takich rękawiczkach bym nie wyszła, ale na jakąś mega imprezę? Bal sylwestrowy, karnawałowy? ;)

        Znam to, też mnie kusi wizerunek wampa… Jestem romantyczką, uwielbiam koronki, jedwab i kwiaty, pilnie śledzę projekty takich domów mody, jak Dolce&Gabanna, Elie Saab czy Zuhair Murad, ale jest we mnie coś drapieżnego, ciągnie mnie też do skóry, ciężkich, korzennych perfum i czerwonej szminki.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          5 lutego 2016

          W Warszawie są co najmniej cztery pracownie, ale w innych miastach na pewno będzie ciężej kogoś znaleźć.
          Cena? O cenach porozmawiamy następnym razem.

          P.S. Nic nie mów… to tak, jak ja! Romantyczna natura z ciągotami do ekscesów (tylko, że ja z tych mało jajecznych).
          No i nadal nie wiem, co z tymi naszymi akcesoriami sado-macho :-) Karnawał się kończy, Ostatki za rogiem… zróbmy jakąś akcję! Czy coś!

          Odpowiedz
          • rawita
            7 lutego 2016

            Dziewczyny, myślę że sado-maso rękawiczki do łokcia można oswoić casualowo. Jak noszę do peleryny, obcasow i sukienki midi, to czuje się wystrojona, ale mnie to nie odstrasza, przyzwyczaiłam sie :) Jednak w wersji mniej formalnej polecam do dżinsów i poncza, dodają fajnego pazura.

          • Monika Frese
            8 lutego 2016

            Świetny pomysł. Zamiast “cała na ostro”, tylko odrobina ostrej przyprawy.
            Do dżinsów… do dżinsów… idąc Twoim tropem, wyobrażam je sobie również do dżinsowej koszuli. Mam taką! I właśnie… może nie czarne, tylko zmiękczone kolorem (tak, jak zwierzyłam się Poli).
            Muszę koniecznie wypróbować… ej, następna do ściskania! Dziękuję za mobilizującą podpowiedź :-)

  7. Krystyna
    5 lutego 2016

    A mnie marzą się rękawiczki od p. Jamrozińskiego, zobacz http://www.rekawiczki.waw.pl/. Skórzane z futerkiem (z prawdziwej skóry) to mam takie na jeden palec, mało wygodne, ale jakie cieplutkie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 lutego 2016

      Noo… Też piękne! Loża Rękawiczników przyjmuje wprawdzie tylko mistrzów z nazwiskiem na “K”, ale “J” jest tak blisko… no dobrze, niech będzie :-)

      P.S. Łapki znaczy się. Dla zmarźlaków.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        6 lutego 2016

        (Biję się z myślami od wczoraj)… Kryś, ja przepraszam, że tak bezpośrednio, ale gdzieś Ty była? Trochę się martwiłam.

        P.S. To jest ta ciemna strona prowadzenia bloga – człowiek się przywiązuje do ludzi :-)
        Bardzo się cieszę się, że znowu jesteś.

        Odpowiedz
        • Krystyna
          7 lutego 2016

          Byłam, czytałam i nie komentowałam, bo, no cóż, ostatnio za dużo czasu spędzam z wilkołakami, tak jakoś wsiąkłam i na dodatek zainstalowałam sobie grę zręcznościową na komputerze i nie odpuszczę aż przejdę wszystkie poziomy, no i czekam, aż przejdzie mi awersja do szycia, czasem tak mam.

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            8 lutego 2016

            Dzięki.
            Znam. Jestem spokojna.

  8. Irensa
    6 lutego 2016

    A więc skoro będzie jeszcze ciąg dalszy spróbuję się wstrzymać i nie rzucić na pierwsze lepsze piękne rękawiczki…Mogą okazać się nie takie super. A tak w ogóle to poszukam dobrego rękawicznika u siebie. Kiedyś znałam takiego i nawet uszył mi na miarę 2 pary prawie identycznych rękawiczek /takich długich parę cm przed łokieć/. Niestety firma już nie funkcjonuje :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 lutego 2016

      O, następna dziewczyna z jajami! Ale gdzie Ty nosisz takie szałowe, długaśne rękawiczki, że się tak wścibsko podpytam?
      I jak? I do czego? Bo nas, te mniej odważne, zazdrość po prostu zżera. I też byśmy chciały :-)

      Ciąg dalszy nastąpi i będzie jeszcze parę bardzo ładnych przykładów, ale jeżeli znajdziesz dobrą pracownię, nie zapomnij podzielić się z nami nazwą, adresem i w ogóle. Okej?

      Odpowiedz
      • Irensa
        7 lutego 2016

        Jak to gdzie? Wszędzie gdy zakładam płaszcz z rękawami 3/4 lub pelerynę! Jedyna opcja i nie jestem wcale wystrojona, tylko właściwie i elegancko ubrana, czyż nie?

        Odpowiedz
        • Irensa
          7 lutego 2016

          Okej!

          Odpowiedz
        • Monika Frese
          8 lutego 2016

          Oczywiście (no i co ja poradzę, że same elegantki mi po blogu latają? :-)

          Odpowiedz
  9. Pola
    6 lutego 2016

    Moniko,ja od roku mam takie długie do łokcia, nosilam je dotąd caly czas, ale mają w środku poliester i trochę zimno. Są z Arytonu. Zamierzam je nosić teraz do peleryny:) ale do tej pory nosilam np do płaszcza z rekawem 3/4 i nie czułam się dziwnie,wręcz odwrotnie, super elegancko. :) nie mogę doczekać się peleryny, bo to je jeszcze bardziej wyeksponuje:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lutego 2016

      Polu, Ty się lepiej od razu przyznaj, bo podejrzewam, że jesteś podręcznikowym egzemplarzem Eleganckiej Dziewczyny. Do tego artystką, więc takie śmiałe, ale bardzo kobiece akcenty są Twoją drugą naturą :-)

      Wiesz, że zastanawiałam się wczoraj cały wieczór nad długimi rękawiczkami?
      I wymyśliłam, że mój kłopot polega na tym, że podziwiam (to chcę) elegancki typ osobowości, ale sama jestem wzorcowym typem romantycznym (to mi pasuje). Czarne rękawiczki do łokcia – klasyka elegancji i zmysłowej kobiecości – fascynują mnie, ale są dla mnie za ostre, dlatego… koniecznie wypróbuję je ton w ton we własnych romantycznych klimatach: szarozielone do ulubionego płaszcza z dzianiny w tym samym kolorze albo beżowe do beżowej peleryny!
      I znowu mam ochotę Cię mocno uściskać! Dziękuję za inspirację :-)

      Odpowiedz
      • Pola
        9 lutego 2016

        Zgadłaś :) bardzo lubię ubierać się elegancko, to mój styl. Na co dzień wybieram sukienki ołówkowe ( szyte na ogół z burdy) :) i tak czuję się najlepiej. Jak muszę wyglądać w pracy, to wiesz ;) I to muszę to jest w cudzysłowie, bo uwielbiam koncertowe suknie.Co do peleryny, to będzie z tej różowej alpaki (wiesz, której :)), wykończona czarną lamówką :) Własnie, Moniko, kto mówił, że rękawiczki muszą byc czarne, na ostro? Twój pomysł jest piękny, te beżowe mogą być też np. z nubuku! Jest tyle możliwości. A naprawdę, jak widziałam parę kobiet w takim stylu na ulicy ( mam na myśli ubrane w stylizację z długimi rękawiczkami), wyglądały niezwykle szykownie, mimo iż casualowo. Cieszę się, że byłam malutką inspiracją, a jaką Ty dla mnie jesteś!!! Dziękuję :*

        Odpowiedz
  10. Agnieszka
    7 lutego 2016

    Widzę, że nie tylko ja czekałam na wpis o rękawiczkach :) Kilka tygodni temu, podczas ataku mroźnej aury przeklikałam chyba cały internet, żeby znaleźć coś nie tylko ładnego (więc odrzuciłam wszystkie sportowe typy), ale i ciepłego (czyli skórka na lichej podszewce też odpada). Do tego w cenie nie zwalającej z nóg. Jak łatwo się domyślić, nic takiego nie znalazłam i skończyło się na ciepłych jednopalczastych “góralskich” łapawicach z bazaru… A tutaj okazuje się, że coś takiego istnieje! Zapisuję nazwiska panów na K i J ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lutego 2016

      Obiecałam :-) Na dodatek nie dosyć, że tym razem dotrzymałam słowa, to jeszcze temat tak bardzo mnie wciągnął, że się nam rozpączkował! Aż boję się myśleć, co będzie dalej… właśnie toczymy emocjonującą dyskusję na temat seksownych rękawiczek do łokcia, ale przecież obok eleganckich wersji na co dzień, są jeszcze i praktyczne egzemplarze samochodowe, i innowacyjne modele “touchscreen”, i mitenki, i i i… A! No właśnie! A cieplutkie łapawice z jednym palcem?

      Wychodzi na to, że rękawiczki możemy wałkować bez przerwy przez kolejne dwa miesiące :-)

      Odpowiedz
  11. Ola P.
    8 lutego 2016

    Ja mam zgoła inny problem z rękawiczkami, niezależny od ich jakości. Nie gubię rękawiczek, ale często wypadając w pośpiechu z domu zapominam zabrać i w efekcie marznę. Na dokładkę nawet po jednorazowym, krótkim wyjściu bez rękawiczek mam skórę rąk w strasznym stanie, wymagającym reanimacji. No i co z tego, skleroza w tym przypadku trzyma się mnie jak rzep psiego ogona. (Tak nawiasem mówiąc to polecam swój patent na reanimację skóry rąk dla zabieganych. Bardzo grubo smaruję ręce tłustym, odżywczym kremem, wkładam jednorazowe rękawiczki lateksowe i biorę się za prace kuchenne lub porządkowe. Po pracach teoretycznie niszczących dłonie moje są zreanimowane i wyglądają jak po spa. Na dokładkę nie zajmuje to tak brakującego nam czasu.) Piękne są te rękawiczki u polecanych przez Ciebie producentów ,tylko co z tego, że będę miała cudne rękawiczki, jeszcze powinny krzyczeć gromkim głosem “weź nas ze sobą”, ale takich, które by o sobie przypominały to jeszcze nikt nie wymyślił :-)))

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lutego 2016

      Zabawnie się składa, ponieważ – najpewniej pod wpływem rękawiczkowego postu – przez cały weekend maniakalnie przyglądałam się kobiecym dłoniom :-) Wnioski są raczej zasmucające: w kategorii wiekowej 40+ spierzchnięta, przesuszona i podrażniona (najczęściej mocno zaczerwieniona) skóra są na porządku dziennym. Dlatego Twój przepis na piękne dłonie “przy okazji” jest nie tylko fantastyczny, ale jeszcze godny szerokiego rozpropagowania.

      Te na sznurku – jak już opatentuję mój genialny pomysł – będą krzyczały :-) Póki co, poupychaj po parce w każdym okryciu wierzchnim. Aha! I jeszcze jedna “zapasowa” para do torebki! Niechby i jednopalczaste wełniaki, ważne żeby były :-)
      P.S. Olu, czy płaszcz i ciepły żakiecik wiszą już w szafie? Jak poszło szycie dwustronnej wełny?

      Odpowiedz
      • Ola P.
        8 lutego 2016

        Na razie szycie “nie poszło”. Wykrój jest wybrany, wełna się do mnie uśmiecha ale ja mam zdecydowanie zbyt wiele zainteresowań oraz angażuję w zbyt wiele przedsięwzięć, co powoduje, że moje prywatne projekty często są odkładane na dalszy plan. Prowadzimy z grupą znajomych u nas we wsi stowarzyszenie, które organizuje przeróżne działania na rzecz swojego środowiska min wystawy, koncerty, warsztaty. Od jesieni prowadzimy cykl warsztatów kreatywnych dla dzieci. Pochłania to co nieco czasu , po drodze była duża impreza tylko dla pań tzw. “Babski Comber” i tak ciągle coś, a szycie ograniczyłam z braku czasu tylko do jakichś drobnych poprawek krawieckich lub szycia kostiumu na imprezę, bo przecież jest jeszcze rodzina i praca. O, a jutro np idę na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy naszej bibliotece.
        Ale na zaglądanie na Twojego bloga czas zawsze musi się znaleźć. Na wszystkie nowe wpisy czekam z niecierpliwością. Pod ich wpływem porządkuję sobie w głowie i w konsekwencji w szafie. Muszę się pochwalić, że po świętach przybyły mi w szafie dwa cudne kaszmirowe golfiki, którym ustąpiły miejsca kiepskiej jakości swetry, które już dawno powinnam była wyrzucić. A do szycia nieodwołalnie biorę się już w tym miesiącu :-).
        Serdecznie pozdrawiam.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          9 lutego 2016

          Oj, babeczki, Olu! Ale fajne rzeczy się tam u Was dzieją! Wcale się nie dziwię, że maszyna idzie w kąt :-)

          Dwa kaszmirowe golfiki? Brzmi mięciutko, cieplutko, aaach…
          Ja również pozdrawiam – dzisiaj w szalonym w biegu – ale za to bardzo ładnie. Aha, no i coś mi się widzi, że przydałaby się nam jakaś motywująca do szycia akcja: może więcej o tkaninach, może o fasonach, może… coś wymyślę. Pa!

          Odpowiedz
    • Katarzyna
      10 lutego 2016

      Dorzucę i ja swoje trzy grosze :) Używam ostatnio kremu do rąk firmy Caudalie. Przed pójściem spać po prostu wmasowuje BARDZO GRUBĄ warstwę (zajmuje to jakieś 3 minuty) i.. idę spać. Następnego dnia rączki jak nowe. Wyglądają na tyle dobrze, że w zasadzie raz na dwa, trzy dni wystarcza. I zupełnie nie muszę używać kremu w dzień ;)

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        11 lutego 2016

        A to jest fajna rekomendacja! Zaraz lecę do sklepu!
        Ja zwykle smaruję dłonie przed snem olejem kokosowym (mhm… ten zapach) i zakładam cienkie bawełniane rękawiczki. Na stopy to samo – gruba warstwa oleju kokosowego lub bardzo tłustego balsamu, skarpetki i do łóżka, hop! Rękawiczek oraz skarpetek i tak pozbywam się w ciągu następnej pół godziny, ale rano kończynki wyglądają naprawdę przyzwoicie :-)

        Cieszę się, że gadamy sobie o kremowaniu, bo zaplanowałam dla nas na jeden z kolejnych weekendów fejsbukową akcję dbania o dłonie. Jeszcze nie zaczęłam, a tu proszę :-)

        Odpowiedz
  12. Monika Frese
    8 lutego 2016

    Hej, jak masz ochotę pogadać o poniedziałkowych (na)strojach, to widzimy się na faceboku. Cześć :-)

    Odpowiedz
  13. Weronika
    8 lutego 2016

    Droga Pani Moniko,
    tak długo mnie tu u Pani nie było, że aż czuję, że muszę się wytłumaczyć. Jeszcze w zeszłym roku w grudniu znalazłam nową pracę (juhuuuuu) i odkąd tam pracuję jestem ciągle chora. A jak już zachoruję to leże w łóżku i nie wiem jak się nazywam. Jak nie zapalenie zatok (tuż przed Wigilią, ja to mam szczęście), to grypa (całe szczęście nie świńska). A żeby mi się za bardzo nie nudziło, to i ropne zapalenie migdałków się znajdzie. Full-wypas. Więc dopiero teraz, gdy już się właściwie ogarnęłam to mogę nadrobić zaległości. A jest co nadrabiać.
    Tak, ja już mam swoje rękawiczki :-) I to właśnie od Pana Tomasza Kowalskiego. I teraz, gdy noszę je codziennie od 3 miesięcy mogę śmiało powiedzieć, że są warte każdj złotówki. Wyglądają jak nowe, skóra się nie przetarła, szwy są równiuteńkie. Nic się nie rozciąga, nie pruje. Dobra robota. To moje pierwsze rekawiczki od Pana Tomasza, ale na pewno nie ostatnie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lutego 2016

      No to mamy co najmniej trzy dobre wiadomości:
      – po pierwsze, strasznie dobrze Panią znowu widzieć;
      – po drugie, choróbska już minęły (a po takim ataku plag, system odpornościowy powinien tak się wzmocnić, że zdrowie i dobre samopoczucie muszą być gwarantowane przynajmniej do kolejnego grypowego sezonu);
      – po trzecie, rękawiczki od pana Kowalskiego przeszły już zimowy test i są warte każdej wydanej złotówki. Czy potrzeba nam lepszej rekomendacji?

      Serdecznie dziękuję Weroniko :-)) Nawet, jeśli brzmi to ckliwie i infantylnie jest dokładnie tak, jak napisałam Krystynie – strasznie się do Was przywiązuję. Nigdy nie myślałam o blogowaniu w ten sposób, ale wraz z każdym kolejnym miesiącem, który sobie razem przegadujemy, jedno staje się dla mnie całkiem jasne – moim najgorszym koszmarem będzie ten dzień, w którym te pełne ciepła więzi tak po prostu rozpłyną się w eterze.
      Bardzo, ale to bardzo mocno ściskam.

      P.S. No i jeszcze najważniejsze: powodzenia i samych sukcesów zawodowych w nowym miejscu pracy :-)

      Odpowiedz
      • Weronika
        11 lutego 2016

        Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. Ja to nie wiem co bym bez Pani zrobiła. Wybawia mnie Pani z każdej odzieżowej opresji.
        A gdy już tak przy rękawiczkach jesteśmy to czy będzie jakiś post o pielęgnacji rękawiczek? Czym je myć, czy w ogóle je myć, jak to robić, jak pielęgnować? Tak żeby wytrzymały solidny okres. Bo z rękawiczkami jest jak z butami – jak się o nie dba, to odwdzięczą się pięknym blaskiem :-) Ojej, jak mi poetycko wyszło.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          11 lutego 2016

          Oj bardzo!
          W kolejnym rękawiczkowym odcinku będzie i o pielęgnacji, i o czyszczeniu, i o jeszcze kilku innych rzeczach (tylko… muszę troszkę odsapnąć, bo biegam w tym tygodniu od spotkania do spotkania z wywieszonym językiem :-)

          Odpowiedz
  14. Jadwiga
    10 lutego 2016

    Zupełnie przypadkiem (jak to zwykle bywa), szukając informacji na temat bazy ubraniowej, trafiłam na Pani blog. Jestem zachwycona. I będę stałą czytelniczką…
    Pozdrawiam serdecznie….

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lutego 2016

      Przypadkiem czy nie, cieszę się, że Pani do mnie trafiła Jadwigo. Bardzo miło mi Panią gościć :-)
      I ja ciepło pozdrawiam

      Odpowiedz

Dodaj komentarz