5 sierpnia 2013 / Szafa marzeń / 9 komentarzy

Zdeklarowana fanka zakupów przez internet, to ja! Mogłabym bez końca wymieniać ich zalety, ale nie chcąc nudzić czytelników i denerwować miłośników zakupów „na żywo”, ograniczę się do tych najbardziej oczywistych.

 

 

Jako zatwardziałą domatorkę cieszy mnie szczególnie, że nie ruszam się z domu, a w związku z tym:

  1. nie muszę się malować, pindrzyć i szykować przez 2 godziny przed lustrem, co i tak jest zupełnie bez sensu, bo po kilku kolejnych walkach na ringu podczas wyrywania sobie wzajemnie upatrzonych sztuk odzieży albo użerania się z nieuprzejmymi lub/i niekompetentnymi sprzedawcami i tak będę wyglądać jak zgrzana … nie całkiem dama, mokra kura i w ogóle nieboskie stworzenie;
  2. oszczędzam sobie przymiarek w ciasnej i koszmarnie oświetlonej przymierzalni, w której to mimo niezbyt obszernych parametrów osobistych ledwo się mogę ruszyć, a świadomość faktu, że jak się nie obrobię w trzy minutki, to pozostałe klientki czekające niecierpliwie w niebotycznej kolejce, zlinczują mnie zaraz przy wyjściu, paraliżuje mnie dodatkowo;
  3. unikam, tak lubianego przez amatorów tłumów (oraz zapchanych pojazdów komunikacji miejskiej w godzinach szczytu) ocierania, obściskiwania oraz macania, co w okresie przecen w gęstej masie rozochoconych i zgrzanych osobników, również i w sklepach się zdarza.

Poza tym jest pewne jak w banku, że w szale i gorączce zakupów, dopingowana przez sprzedających, inne klientki oraz pięknie wyretuszowane Kate Moss spoglądające na mnie z co drugiej reklamy, kupię  a) coś, czego na pewno nie potrzebuję,  b) coś, co do niczego mi nie pasuje i w ogóle  c) coś zupełnie nie w moim guście.

 

 

Ha! Za mało? Porozmawiajmy zatem otwarcie o niepojętej stracie czasu spędzonego na krążeniu po okolicy, ale nie w celu podziwiania widoków, tylko znalezienia przyzwoitego miejsca postojowego. Do wyboru i tak najczęściej zostaje tylko parking podziemny, w którym niestety, niektóre osobniki kobiecej natury, w tym pisząca:

  1. natychmiast dostają klaustrofobii i lękowych napadów histerii,
  2. tuż po wyczerpujących zakupach, objuczone jak dzikie osły torbami i pakunkami, spędzają następną godzinkę na próbach odnalezienia własnego auta (ku uciesze zwolenników teorii, że kobiety mają słabą orientację w terenie. Hallo!). Po czym:
  3. blokują na amen wyjazd i tą wredną barierkę, która za cholerę nie chce się podnieść, bo jakiś dowcipny inżynier, przy konstruowaniu gąszczu podziemnych korytarzy, na dotarcie do miejsca parkingowego i znalezienie się na zewnątrz przeznaczył śmieszne 15 minut!*

 

*Jasnym jest, że był to mężczyzna (w dodatku mizogin i prześladowca płci pięknej), bo przecież każda kobieta wie, że 15 minut starczy najwyżej na załadowanie zakupów do bagażnika i korektę pomadki na ustach, o zmianie butów do jazdy (jeśli tego do tej pory nie robiłaś, to czas najwyższy zacząć), poprawieniu uczesania i posmarowaniu rąk kremem ochronnym zupełnie nie wspominając. Aha! Przedtem trzeba jeszcze znaleźć własne auto.

 

 

Do ogólnego zmęczenia, zrujnowanej fryzury oraz całkiem zszarpanych nerwów dochodzą nam więc jeszcze koszty naprawy rozjechanej barierki wyjazdowej oraz mandat za – nieudaną na szczęście – próbę napaści na wezwanego na miejsce przedstawiciela prawa. Wszystko to w porównaniu do dwóch złamanych paznokci oraz sfatygowania ulubionej torebki (którą próbowałyśmy się bronić przed nachalnością policji) i tak stanowi mniejsze zło, i nie jest nam w stanie jeszcze bardziej zatruć dzisiejszego dnia.

 

 

Na poprawę humoru: śliczny, jedwabny szyfon delikatnej koszulki – haleczki:

zalety zakupów w internecie: jedwabna haleczka

 

oraz miękki len z haftowaną bordiurą:

zalety zakupów w internecie: len z haftowaną bordiurą

 

 

Wnioski.

Miłe Panie, Przyjaciółki i Czytelniczki. A na co nam takie buty? Czy nie lepiej będzie siedzieć grzecznie i wygodnie przed ekranem, i popijając herbatkę lub szampana w relaksowej atmosferze przeglądać oferty ulubionych butików? Czy nie lepiej w ciszy i skupieniu, we własnej – przytulnej lub przestronnej – garderobie poprzymierzać oraz wypróbować nasze nowe skarby dostarczone wprost pod drzwi przez ulubionego listonosza?

A jeśli coś się nam nie spodoba, nie pasuje i w ogóle rozczarowuje, to z powrotem do pudła i do widzenia, bye bye. W końcu w wirtualnej przestrzeni letnia wyprzedaż trwa cały rok!

 

zalety zakupów w internecie: moje łupy

 

Mili Moi, niech Was nie zwiodą moje skromne łupy. To jeszcze nie koniec polowania. Szszsz… śliczne pantofelki Jil Sander już od jakiegoś czasu trzymam na celowniku…

 

 



Komentarze

  1. ja katya
    5 sierpnia 2013

    Mam podobne odczucia, jeśli chodzi o kupowanie ubrań. W sklepie nie lubię mierzyć ubrań, tłumy ludzi mnie przerażają a ja jak weszłam, tak omiotę wzrokiem wieszaki i chcę szybko wyjść. Mnie męczą nawet zakupy w większym markecie, szczególnie takim, którego nie znam. No dobra, nawet w tekstylnym dostaję oczopląsu:)) Zakupy w necie są też dość czasochłonne, jednak możemy ten czas tracić w znacznie przyjemniejszych warunkach. Chociaż z szampanem bym tu nie przesadzała!:P

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 sierpnia 2013

      I mnie męczą i mierżą. Kłopot w tym, że czasem trzeba coś kupić… choćby do jedzenia:).
      Z szampanem masz rację, jest niebezpieczny. Dla karty kredytowej:).

      P.S.
      Ale ja oczywiście, popijam wyłącznie herbatkę:)

      Odpowiedz
    • ja katya
      6 sierpnia 2013

      O, i dopiero teraz zauważyłam, że słowa “ubrań” użyłam o jeden raz za dużo:) Ech, no trzeba coś jeść i w coś się ubrać, między innymi to jeden z sensów naszego istnienia, bez tego trudno byłoby cokolwiek dalej działać:D Więc nie ma co narzekać, ale dobrze że mamy internet!:)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 sierpnia 2013

      Bardzo dobrze! A jakie fajne znajomości zawiera człowiek po drodze:))

      Odpowiedz
  2. Małgorzata TP
    7 sierpnia 2013

    Dobra, dobra :) Kusisz, że niby tak super przez internet, a kilka postów temu sama pisałaś o tym, jak się pięknie można naciąć ;)
    Choć opisane przez ciebie zalety zdalnych zakupów znam i doceniam., to jednak często wolę pomacać towar w naturze :)… a potem kupić taniej online…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 sierpnia 2013

      Hurra! Czyli niektórzy czytają naprawdę moje długaśne tyrrady:).
      Za to należy się oczywiście duża buźka!

      Pamiętasz stary dowcip sklepowy: “Towar macany należy do macanta”? Tak jakoś mi się skojarzyło, bo Twoja metoda jest jednak nie dla mnie – wyrzuty sumienia chybaby mnie ubiły.

      Odpowiedz
  3. Asia
    29 maja 2016

    Nie lubię zakupów. Nie lubię wielkich sieciówek, w których trzeba grzebać jak w ciucholandach. Ale niestety zakupy internetowe mają sporo wad. Zdjęcia często nie oddają wyglądu ubrania, w tym przede wszystkim jakości materiału. Można powiedzieć “to co? Można zamówić i oddać”. Tylko za te rzeczy trzeba zapłacić, odesłać i czekać na zwrot pieniędzy. Online zamówię rzeczy, które nie zdjęłabym nawet z wieszaka w sklepie, to oznacza więcej zamówionych ubrań i większą zamrożoną kwotę. Dla mnie dużym minusem są koszty wysyłki – kilkanaście zł sklep-ja, ale ja-sklep nawet i kilkadziesiąt (przy odsyłaniu ubrań za kilkaset zł biorę paczkę z zadeklarowaną wartością) – jak nic nie spasuje, to spora kwota w plecy. Niedogodnością może być też sam odbiór zamówienia (kurierzy przyjeżdżają w ciągu dnia, kiedy się jest w pracy) i odesłanie zamówienia: wiele placówek poczty nie po drodze, czynnych do 18 itd. Kupna butów już nawet nie ryzykuję, mam wrażliwe stopy. Szczerze, najfajniejszą opcją dla mnie jest możliwość zamówienia online z odbiorem w sklepie (np. Zara), a już szczególnie, jeżeli nie trzeba płacić z góry (np. Tchibo) – bez wyrzutów zamawiam wówczas 10 rzeczy mając świadomość, że prawdopodobnie odpowiednie będę 2. Zdarza mi się też upatrzeć coś online i wybrać się do sklepu – oczywiście często tych rzeczy nie ma, no ale…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 maja 2016

      Asiu, Twój komentarz porusza bardzo interesujący wątek, dlatego odpowiem na niego szerzej – w jednym z kolejnych wpisów.

      Odpowiedz
    • Małgorzata S.
      27 października 2016

      Zgadzam się w całej rozciągłości. To są dokładnie te odczucia co u mnie i te same refleksje.Przez internet zamawiam książki i to co już ewentualnie widziałam w sklepie ale nie było mojego rozmiaru. Odpadają buty !!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz