7 grudnia 2015 / Szafa marzeń / 27 komentarzy

Zachwycenie obcasem, a raczej różnorodnością jego wysokości, którą proponują nam niektóre genialne firmy w ramach tego samego, podstawowego modelu.

Czyli… zróbmy sobie krótką przerwę od płaszczy i porozmawiajmy o czymś, czemu tak trudno się oprzeć. O butach.

 

Zachwycenie obcasem po raz pierwszy

To znamy. Ten sam bucik z różnych rodzajów skóry:

Zachwycenie obcasem: Isabel Marant, skóryfot. mytheresa.com (Isabel Marant)

 

 

To też znamy. Ten sam bucik w kilku różnych kolorach:

Zachwycenie obcasem: Isabel Marant, koloryfot. mytheresa.com  (Isabel Marant)

 

 

Ale teraz… uwaga! A może zdążyłaś już zauważyć? Ten sam bucik na różnej wysokości obcasa (9,5 i 7,5 cm) oraz dopasowanej do jego proporcji, różnej wysokości cholewki:

Zachwycenie obcasem: Isabel Marant, obcasyfot. mytheresa.com (Isabel Marant)

 

 

 

Zachwycenie obcasem po raz drugi

Jedna z polecanych już przeze mnie niemieckich marek obuwniczych Kennel & Schmenger, która zna się na rzeczy – bardzo proszę, wyższy (6,5 cm) lub niższy (5,5 cm) obcas do wyboru:

Zachwycenie obcasem: Kennel + Schmengerfot. zalando.pl

 

 

Zachwycenie obcasem po raz trzeci

O przewagach wysokiego nad płaskim – lub odwrotnie – nie będziemy się spierać. Bezsprzeczną prawdą jest natomiast to, że każda z nas najładniej porusza się na typowej dla siebie wysokości obcasa, co ma wiele wspólnego ze wzrostem, ale i ze zmysłem równowagi, sprawnością motoryczną i ogólną koordynacją ruchową. Kobieta, która idzie na zgiętych kolanach, kuśtyka, drepcze, potyka się, powłóczy albo szura nogami, nie znalazła jeszcze dla siebie optymalnego formatu.

Zimą najbardziej lubię kilkucentymetrowy, wygodny słupek. Solidny, stabilny obcas, który funkcjonuje na mokrej, śliskiej powierzchni i nie wpada w każdą dziurę między chodnikowymi płytami. Konkretny, porządny obcas, który w codziennych kilometrowych maratonach, pozwala zachować lekki krok i wdzięczną postawę.

Taki kilkucentymetrowy słupek wystarcza, żeby zmieniła się statyka ciała. Tak, jesteś wyższa, ale wcale nie o to chodzi. Chodzi o to, że nawet na minimalnej wysokości obcasa wydłużają się nogi, pupa wędruje wyżej, a ty – balansując na przedniej części stopy jak tancerka, żeby utrzymać równowagę – musisz się wyprostować i odwieść do tyłu ramiona. Zdajesz sobie sprawę, że wyglądasz zachwycająco? W takiej pozycji biust wygląda na większy, brzuch na bardziej płaski, a biodra na bardziej krągłe.

 

Dla tych wszystkich zamszowych słupków od Izabel Marant prawie straciłam głowę. Mała przerwa dobrze mi zrobiła, bo zamiast kliknąć “do kasy”, przeciążając tym samym miesięczny limit karty kredytowej, pomyślałam sobie: STOP dziewczyno! Wyciągaj te zimowe kartony, zrobimy przegląd.

Daleko mi do jakichkolwiek ilościowych rekordów, dlatego wyciąganie kartonów z zimowym obuwiem trwa u mnie chwilkę. Pooglądałam, poprzymierzałam i naprawdę się ucieszyłam: przecież na takim właśnie stożkowatym, niewysokim słupku, to ja biegam sobie na co dzień!

 

 

 



Komentarze

  1. Krystyna
    8 grudnia 2015

    Moja kolekcja butów liczy sobie 4 pary, słownie cztery pary, kozaki, trzewiki, lordsy i sneakersy. I właśnie uświadomiłam sobie, że brak mi butów na obcasie. Jakichkolwiek. I ty mi lepiej powiedz, co zrobić, żeby biust wyglądał na mniejszy.

    Odpowiedz
    • Agnieszka M.
      8 grudnia 2015

      O, to to, z biustem taką samą poradę poproszę:)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 grudnia 2015

      Bo może Ty wcale nie potrzebujesz obcasów. Są takie czarodziejki, które i na płaskim bucie poruszają się jak tygrysice.

      Ale na biuścik, to się wybrzydza, tak? Dziewczyny, powiem :-) Chciałam wiosennie, ale może uda się już noworocznie.
      P.S. A ja sobie właśnie uświadomiłam, że wykończymy płaszcz i… zaraz zrobi się koniec roku!

      Odpowiedz
      • Krystyna
        8 grudnia 2015

        Pewnie, że potrzebuję, “szlachetna oprawa” do mojego nowego stylu, kreatywna i klasyczna elegancja.
        I pewnie, że poruszam się z gracją, jak stuletnia, głodna reumatyczka (zaczęłam ćwiczyć callanetics).
        I pewnie siebie prędzej wykończę niż płaszcz, który mam uszyć, ale nie martw się, dam radę, powoli.
        Na biust nie wybrzydzam, tylko trudno się ubrać mając tylko 157cm, wąskie biodra i miseczkę E. Poczekam do następnego roku.
        P.S. Bo teraz idą Święta ho ho ho.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          8 grudnia 2015

          Dobra. Będziemy oprawiać (ma się rozumieć po Świętach). Hohoho ho!

          Odpowiedz
  2. Irensa
    8 grudnia 2015

    No jak to co zrobić? Obcasy założyć! Biust za duży? Obcas wysmukli sylwetkę! Biust za mały? Obcas pozwoli uwypuklić to i tamto! Odpowiednio dobrany do sylwetki obcas zdziała cuda. Wiem co mówię – to działa!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 grudnia 2015

      Czuj się mocno wyściskana, proszę :-) Nie mogłabym tego lepiej wyrazić!

      Odpowiedz
  3. Weronika
    8 grudnia 2015

    No a ja właśnie się na płaskie buty przerzuciłam. Bo coś mi ostatnio w obcasach nie po drodze, jakoś nie bardzo wygodnie. A przecież w szafie leżą piękne, czarne, zamszowe szpileczki. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie używane. Chyba, że liczy się “śmignięcie” kilka razy po domu. Na Sylwestra będą w sam raz. Aha, i moja maksymalna wysokość obcasa to 8 cm. Jeden cm więcej i potykam się o własne nogi ;-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 grudnia 2015

      Miałam taki okres, kiedy moje Małe były całkiem małe. Teraz podrosły (nikt mnie nie ciągnie, nie czepia się kurczowo, nikogo nie muszę więcej nosić) i znowu chętnie noszę obcasy.

      W ogóle, to mam wrażenie, że obcas powyżej 8-9 cm nadaje się wyłącznie do stania i ładnego wyglądania. W akcji wygląda to najczęściej tak, że kobitka idzie na sztywnych nogach z ugiętymi kolanami albo zgięta do przodu (dla utrzymania równowagi) nie spuszcza z oka własnych stóp, albo podpierając się całym ciężarem ciała, wisi na swoim towarzyszu. Wyjątkiem są chyba tylko wampy i baletnice :-)

      Odpowiedz
      • Weronika
        9 grudnia 2015

        Słuszna uwaga. Kiedyś widziałam jedną młodą panią, która szła właśnie w butach na niebotycznie wysokim obcasie. To był niecodzienny widok. Pani szła właśnie w ten sposób, jaki Pani opisała. Czyli na ugiętych kolanach i pochylona do przodu. Niestety szła sama i nie miała się na kim oprzeć. Nie mogłam oderwać od niej wzroku bo komicznie to wyglądało, a jednocześnie było mi jej szkoda, bo chyba sama nie zdawała sobie sprawy z tego jak śmiesznie to wygląda.

        Odpowiedz
  4. czarodziejka
    8 grudnia 2015

    Pani Moniko Kochana! (Spoufalam się na dzień dobry, bo czytam Pani calego bloga od kilku dni i taka mi Pani znajoma się zrobila).
    Nie na temat, ale….kupiłam sukienke online, firmy COS, kolor przecudowny do mojej karnacji i wlosow, rzadko spotykany specyficzny odcien maliny (jestem ciemna zima) . Sklad: 77% welna, 20% poliamid, 3% kaszmiru, podszewka wiskoza. Ale…sukienka odrobinke jest ciasnawa ( zwlaszcza w biuscie). Proszę o poradę czy wyprucie podszewki zwiekszy mi komfort?Czy zostawic sukienke na “lepsze” dni miesiaca? Ach, najlepiej troche schudnac,taak :-) A moze po prostu…zwrocic?
    Pozdrawiam z Warszawy:-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 grudnia 2015

      Cudny kolor – na tak. Skład – ok. Wyprucie podszewki nie zwiększy komfortu, wręcz przeciwnie – sukienka będzie się gorzej układać (podciągać do góry i marszczyć). Schudnąć? W żadnym razie, to ubrania mają nam pasować, a nie odwrotnie. Przyciasna sukienka nigdy nie wygląda szykownie, a odrobina luzu wokół ciała sprawia, że to ciało wygląda szczuplej.
      Bo tak naprawdę chodzi o to, że każdy zapamięta za ciasną sukienkę, a nie kolor podkreślający świeżość twarzy.

      Dwa “tak”, przeciw trzem mocnym “nie”. Wiem, że chciałaby Pani usłyszeć ode mnie coś innego, ale nie ma rady – odsyłamy (ale może uda się zamówić i przymierzyć większą).

      P.S. Też bym się chętnie spoufaliła, ale nie znam (jeszcze? :-) imienia Czarodziejki.

      Odpowiedz
      • czarodziejka
        9 grudnia 2015

        Dziekuje uprzejmie! :-) Po prostu potrzebowałam potwierdzenia. Odsyłam!
        Dominika :-)

        Odpowiedz
  5. Celestyna
    9 grudnia 2015

    Moniko chciałam się zwrócić z prośbą.Przeszukałam wstępnie bloga i nie znalazłam odpowiedzi.Chodzi o apaszki.A konkretnie o to, że nigdy ich nie nosiłam, a bardzo potrzebuję, szczególnie na rozmowę kwalifikacyjną, gdyż mam przypadłość czerwienienia się na dekolcie w sytuacjach stresowych.Nie wiem tylko jak je nosić ,żebym nie wyglądała jakbym zapomniała ściągnąć szala chroniącego mnie przed zimnem.Czy biała koszula najbardziej klasyczna i apaszka to dobra para? Ile guzików powinno się odpiąć i czy w ogóle? Zaraz ktoś mi zarzuci, że mogę sobie to w necie wyszukać. Ale ja nie zmieniam blogów i mentorów ubraniowych.Jesteś dla mnie nieocenioną pomocą, jak zaufany dentysta i ginekolog.Pozdrawiam ciepło!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 grudnia 2015

      No nie, chyba faktycznie nic nie ma (za-no-to-wa-ne ).
      Biała koszula i apaszka to jest bardzo udana para, zobacz tylko. A żeby nie było za bardzo szalowato i zimowo, niech apaszka będzie delikatna i jedwabista. Rozpięcie guzików i głębokość dekoltu uzależniałabym wyłącznie od Twojego dobrego samopoczucia – rozmowa kwalifikacyjna na pewno jest stresującym przeżyciem, więc w tym, co masz na sobie musisz czuć się atrakcyjnie, bezpiecznie i pewnie. Poza tym, to jest sytuacja typowo biznesowa, więc patrzysz w lustro i od razu widzisz jak daleko możesz się posunąć.
      Wyobraź sobie teraz, że tłem dla każdej jest biała koszula: grzecznie i słodko, elegancko, klasycznie (w stylu angielskim) albo odrobinę zawadiacko. Ty sobie popatrz i popróbuj, a ja się pożegnam. Dobranoc.

      P.S. Nie myśl sobie. Nie, żebym puściła mimo uszu tych mentorów i ginekologów :-)

      Odpowiedz
      • Celestyna
        10 grudnia 2015

        Bardzo dziękuję Kochana! Już mniej więcej wiem,w którym kierunku podążać. Rzeczowo i z przykładami.Nie zawiodłaś mojego zaufania (nie żebym wątpiła:)).Pozdrawiam z głebi serca.

        Odpowiedz
  6. Wiktoria
    9 grudnia 2015

    Lubię i noszę buty na obcasach. Również uważam, że sylwetka i sposób chodzenia, bardzo na tym zyskują. Na codzień mam obcasy wysokości około 6 cm, na wyjścia 8-9 cm, a płaskie noszę jedynie martensy i oficerki.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 grudnia 2015

      Jaki ładny wybór – oficerki, to moje niespełnione marzenie.
      Co roku próbuję dać nam szansę i… co roku nic z tego nie wychodzi.

      Odpowiedz
  7. Makosza
    10 grudnia 2015

    Oooo buciki. Wysokie buty to jedyny talent butowy jaki posiadam. Po prostu mam wrodzona umiejetnosc chodzenia na wysokich butach. Byleby korek nie byl cieniutki jak moj maly palec u dloni, kciukowaty bedzie lepszy. I nie jestem ani tygrysica ani wampem. Oczywiscie but musi pasowac, byc dobrze wyprofilowanym oraz korek nie moze byc na koncu buta a pod pieta. Za to nie potrafie chodzic w klapkach, raz dostalam ladne ze skorki na koturnie, wygodne lekkie ale co z tego, jak ja krok a but lecial do przodu. Beztalecie klapkowe jestem.

    no i fakt, czesto widac kobiety, nastolatki, co kupily buty i nie potrafia w nich chodzic. Pamietam dziewczyne, ktora miala wyyyyyyysokie buty i robila takie mini kroczki na prostych nogach. Wyglada to naprawde zle.

    Dodam jeszcze, ze warto zainwestowac w buty, nie mowie o marce samej w sobie ale o to, by but byl dobrze zrobiony, wykonczony, wygodny. Wiem, ze to czesto ladny wydatek ale jak czlowiek bedzie dobal, czyscil, pastowal, odwiedzal szewca to buciki beda nam dlugo sluzyc i zawsze ladnie wygladac.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 grudnia 2015

      Czekaj, nie wampirzyca i nie tygrysica… mam! Baletnica! Tylko ona potrafi balansować na czubkach palców z gracją.

      Zgadzam się z każdym słowem zawartym w dwóch ostatnich zdaniach. Jeśli już znalazłyśmy wygodny i piękny bucik, ważna jest zapobiegliwa i systematyczna dbałość. Taki był zresztą sens mojego podsumowania: owszem, miewa się tu i tam chwile namiętności, ale tak naprawdę, to w życiu liczą się sprawdzone i troskliwie pielęgnowane stare miłości :-)

      Odpowiedz
      • galeria61
        10 grudnia 2015

        Ładnie to napisałaś “w życiu liczą się sprawdzone i troskliwie pielęgnowane stare miłości”. Podoba mi się, w każdej dziedzinie życia :)
        Gosia

        Odpowiedz
  8. rawita
    10 grudnia 2015

    Oj buty to moja największa słabość (no, na równi z perfumami) i mam ich nieprzyzwoitą ilość. Absolutnie kocham buty na wysokich obcasach. Robią cudowne rzeczy z sylwetką, ale tylko pod warunkiem, że potrafi się w nich chodzić. Ja najbardziej lubię tak 7-8 cm, wiosną szpilki, w lecie lubię na platformie (zwłaszcza sandały w kolorze nude), ale najbardziej kocham kozaki na obcasach! Z tych Moniko, które wkleiłaś podobają mi się skórzane, czarne botki na najwyższym obcasie i z najwyższą cholewką.
    Niestety, może ciężko w to uwierzyć, mojemu partnerowi życiowemu nie podobają się kobiety na wysokich obcasach. Dlatego polubiłam się z motocyklowymi butami, które noszę do dopasowanych małych czarnych. Ale i tak z obcasów nie zrezygnuję nigdy.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 grudnia 2015

      Aaa… zawsze zastanawiałam się, u kogo w szafie jest te kilkadziesiąt par bucików (kobieca średnia, jak chcą statystyki). Już wiem! Botki, które Ci się podobają są boskie. Jak wszystko od Isabel Marant, która robi wściekle seksowne rzeczy – dorosłe, kobiece i w bardzo intelektualnym stylu (czyli nic dla słodkich, seksownych dziewczątek).

      Rzeczywiście. Trudno uwierzyć… mężczyzna, który nie lubi obcasów… to dla kogo my się tak męczymy? :-))

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        11 grudnia 2015

        Mojemu mężowi też się wysokie obcasy nie podobają. Ale akurat ja nie noszę, więc jest do pary.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          11 grudnia 2015

          Nie może się facet skarżyć :-)
          P.S. Właśnie siedzę, wykańczam i dopieszczam. Jutro będzie coś dla faceta.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz