5 maja 2019 / Materiały / 35 komentarzy

Bawełna się gniecie? Przemysł chemiczny dysponuje całą armią metod i procesów, które poradzą sobie z każdą uprzykrzającą życie niedogodnością: apretura przeciwgniotliwa, wykończenie zapobiegające plamom, nadanie właściwości antybakteryjnych… Uszlachetnianie materiałów zapewni im odpowiedni wygląd oraz poprawi funkcjonalność. Mało kto wie, że przy okazji całkowicie zmieni ich strukturę i właściwości.

 

(Jeżeli wolisz słuchać, wersję głosową znajdziesz pod wpisem.)

 

 

Przyjrzyjmy się bawełnie

Bawełna to z natury miękkie, lekkie i wytrzymałe włókno pochodzenia roślinnego. Nie przeszkadza jej pot, wysoka temperatura i jest odporna na zużycie. Dzięki specjalnej strukturze włókien odzież bawełniana może wchłonąć dużo wilgoci i – zwłaszcza latem – nosi się ją bardzo przyjemnie, bo na skórze wydaje się delikatnie gładka, sucha, przewiewna. Poza tym jest higieniczna, ponieważ można ją gotować oraz prasować w wysokich temperaturach (do 200 °C).

Prasowanie jest słowem kluczowym przy opisie cech charakterystycznych bawełny. Jej włókna, w przeciwieństwie do włókien pochodzenia zwierzęcego (wełny i jedwabiu), są mało sprężyste. To dlatego tkaniny bawełniane się gniotą. Prasowanie przywraca im gładkość, nadaje subtelny połysk oraz wzmacnia miękkość. Obecnie coraz więcej bawełnianych ubrań ma zalecenie do prania w niskich temperaturach, a o gotowaniu ich w ogóle można zapomnieć. Prasowanie na gorąco jest więc jedyną pewną metodą dezynfekcji odzieży, ponieważ niszczy szkodliwe dla zdrowia zarazki i wydłuża jej świeżość.

 

Uszlachetnianie materiałów: bawełniany żakardFot. Monika Frese; Uszlachetnianie materiałów

 

Na zdjęciu: bawełniany żakard – lekki, efektowny, a jednocześnie bardzo łatwy w obsłudze materiał, z którego szyje się eleganckie bluzki i sukienki.

Właściwa pielęgnacja zapewnia utrzymanie jego naturalnych zalet, a regularne prasowanie zapobiega zasiedlaniu się bakterii oraz zmiękcza jego naturalnie sztywny chwyt.

 

 

 

Uszlachetnianie materiałów: gdy bawełna się gniecie

A więc co? Twoja bluzka, spódnica albo sukienka z bawełny gniecie się? Niech się gniecie. Na zdrowie! Przynajmniej masz pewność, że twojego bawełnianego ciuszka nie poddano działaniu specjalnego chemicznego „uszlachetniacza”, np. żywicy syntetycznej.

W procesie wykańczania zapobiegającego gniotliwości, żywica pod wpływem gorąca na stałe wiąże się z włóknami bawełny. Na powierzchni tkaniny tworzy się cienka, przezroczysta błonka, odporna na pranie i prasowanie (apretura przeciwgniotliwa). Uszlachetnianie całkowicie zmieniło strukturę i właściwości materiału, więc bawełniana bluzka czy spódnica, którą normalnie nosi się bezpośrednio na skórze, bardziej przypomina tworzywo sztuczne, a nie – jak można przeczytać na metce – „100 % bawełny”.

Jakby tego było mało, żywice syntetyczne są odpowiedzialne za elektryzowanie się ubrań, a jeden z ich podstawowych składników – formaldehyd – jest podejrzewany o działanie rakotwórcze oraz wywoływanie długofalowych reakcji alergicznych.

Okej, co jeszcze złego można zrobić poczciwej bawełnie?

 

 

 

Uszlachetnianie materiałów: co złego można zrobić bawełnie?

Przyjrzyjmy się uważnie kilku wybranym procedurom:

 

Merceryzacja

Merceryzacja jest czasochłonnym i kosztownym procesem, dlatego poddaje się mu przede wszystkim „lepsze” rodzaje bawełnianych tkanin, np. popeliny koszulowe i delikatne batysty. Kąpiel w żrącym, skoncentrowanym roztworze wodorotlenku sodu (ługu sodowym) sprawia, że tkanina zyskuje trwały połysk, daje się łatwiej zafarbować na intensywne kolory, a przy okazji staje się odporna na rozdarcia i solidniejsza w dotyku.

Zwykle przemilczanym skutkiem ubocznym merceryzacji jest fakt, że tkanina nie potrafi już dobrze wchłaniać wilgoci. To znaczy, że szybko się w niej pocisz, a ubranie wymaga częstego prania.

 

 

Apretura przeciwbrudowa

Apretura przeciwbrudowa ułatwia usuwanie plam i zanieczyszczeń nawet w niskich temperaturach prania. Stosuje się ją przede wszystkim na materiałach, których nie można gotować… zaraz, zaraz… aha, czyli chyba na wszystkich?

W procesie apreturowania używa się pochodnych fluoru, które mają niszczące działanie na warstwę ozonową. Obok ochrony przed plamami brudu, ten rodzaj wykończenia zapewnia również impregnację wodoodporną.

 

 

Zapobieganie wstępowaniu się tkanin

Zapobieganie wstępowaniu się tkanin jest osiągane przy użyciu żywic syntetycznych (porównaj z apreturą przeciwgniotliwą). Chodzi w nim o to, żeby zmniejszyć lub wyeliminować kurczliwość materiału podczas prania w domu.

Ten sam efekt można uzyskać bez stosowania chemii. Dekatyzacja, czyli wstępne pranie na gorąco albo sanforyzacja, czyli działanie wilgotnego gorąca, przy użyciu specjalnej maszyny bębnowej, skutecznie zapobiegają zbieganiu się odzieży podczas domowej pielęgnacji.

 

 

Nadanie właściwości antybakteryjnych

Nadanie właściwości antybakteryjnych ma zniszczyć lub zahamować rozwój mikroorganizmów i przy okazji działa dezodorująco. W procesie wykańczania antymikrobiologicznego stosuje się trujące środki grzybo- i bakteriobójcze, nanosząc je przede wszystkim na materiały zalecane do prania poniżej 40 °C.

Zasiedlanie mikroorganizmów można zahamować, piorąc i prasując w wysokich temperaturach. Dzisiaj coraz częściej spotyka się bawełnianą odzież, której nie można prać na gorąco, dlatego prasowanie, o którym już wspominałam, to najlepsza metoda niszcząca szkodliwe drobnoustroje.

 

 

Ochrona przed wilgocią 

Aby krople deszczu nie zwilżały tkaniny, tylko spływały po jej powierzchni, używa się obróbki silikonem. Silikon w postaci cienkiego, przejrzystego filmu jest nanoszony na powierzchnię materiału i pod wpływem bardzo wysokiej temperatury, łączony z nią na stałe. Ten rodzaj apretury wzmacnia również wytrzymałość  i dodatkowo ogranicza gniecenie.

 

 

Ze strony przemysłowej słyszymy zwykle zapewnienia o tym, że wykończenia tego typu nie utrudniają oddychania tkanin, czyli nie ograniczają przepuszczania powietrza, pary wodnej i potu. Biorąc pod uwagę, że chemiczne uszlachetnianie materiałów:

  • ingeruje w budowę włókien;
  • tworzy na powierzchni tkanin trwałe, szczelne powłoki;
  • przebiega przy użyciu wysoce toksycznych chemikaliów;

z pewnością można przyjąć te deklaracje z dużą dozą sceptycyzmu.

 

Estetyczne i użytkowe uszlachetnianie materiałów samo w sobie nie jest niczym złym. Oczywiście nie wyczerpałyśmy tematu całkowicie i pozostaje nam jeszcze kilka otwartych pytań, np. czy istnieją alternatywy, czyli bezpieczne metody wykańczania tkanin, które nie szkodzą naszemu zdrowiu i środowisku? Odpowiedzią na nie zajmiemy się w kolejnym odcinku.

Cdn.

 

 

 

  1. Uszlachetnianie materiałów


 

 

Najmilsza Czytelniczko, jeżeli podoba Ci się ten wpis, jeżeli rozszerzył on Twoją wiedzę albo pobudził Cię do refleksji i przewartościowania dotychczasowych poglądów, to proszę – udostępnij go dalej.
Pomyśl o swojej mamie, siostrze, przyjaciółce, koleżance z pracy lub uczelni, sąsiadce, znajomej z Facebooka… W ogromie informacji, która nas dzisiaj zalewa, często bardzo trudno jest odróżnić wartościowe od bezwiednie powtarzanych półprawd, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej kobiet miało szansę skorzystać z naszej blogowej burzy mózgów :-)
A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na Lady and the dress, zapisz się na newsletter.

 



Komentarze

  1. Joanna
    5 maja 2019

    Kurde….wlasnie wyposazylam narzeczonego w kilka par skarpet z merceryzowanej bawelny…Jak szukalam info o tym, co to jest ta merceryzacja to faktycznie nigdzie nie znalazlam, jakie sa tego wady. W przypadku skarpet zmniejszone wchlanianie potu jest chyba dosc istotne. No nic, przetestujemy na sobie.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 maja 2019

      Zalety tej metody są oczywiste, dlatego chętnie używa się jej jako argumentu mającego przekonać o lepszej jakości wykończonych nią ubrań. Poza tym, ponieważ jest ona skomplikowana oraz czasochłona, podkreślanie jej zalet uzasadnia wysokość ceny odzieży (merceryzowana bawełna jest droższa od materiałów nie poddanych tej procedurze).
      Przed paroma dniami, rozmawiałam na ten temat na fb z Hanią, która przyznała, że jej koszulka z merceryzowanej bawełny nosi się świetnie. Więc przetestujcie koniecznie… czasami naprawdę bardzo chciałabym nie mieć racji.

      Odpowiedz
      • Joanna
        5 maja 2019

        Tak z innej beczki – ostatnio rzucił mi sie w oczy drastyczny stary plakat Joanny Krupy dla PETA
        https://www.petalatino.com/wp-content/uploads/JoannaWoolUSA_IG_72-1024×1024.jpg
        bo tak sobie tu piszemy o cudownej wełnie itd., a ja zawsze myślałam, że proceder golenia zwierząt z wełny jest dla nich bezbolesny, najwyżej stresujący, ale ten plakat skądś się wziął….i aż boje się wnikać w ten temat.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          6 maja 2019

          Tak, hodowla zwierząt na potrzeby przemysłu odzieżowego nie przypomina bajki. Zwłaszcza tam, gdzie praca odbywa się w ekstremalnych warunkach i pod dużym naciskiem czasowo-finansowym. To jest ciemna strona kolorowego świata mody. W przemyśle spożywczym jest podobnie – wyroby mięsne, mleczarskie i drobiowe, to nie niewinny, bezkrwawy biznes.
          PETA oraz inne organizacje zajmujące się ochroną zwierząt wykonują dobrą robotę, punktując praktyki znęcania się i bestialskich sposobów pozyskiwania “surowców”. Czasami robią to w bardzo ekstremalny sposób, ale cel jest jeden – poruszyć nas (konsumentów) do myślenia, zadawania pytań oraz dokonywania właściwych wyborów.
          Podobnie widzę rolę mojego bloga, z tym, że działam na innych zasadach, zgodnie z samą sobą. Nie chcę moich Czytelników przestraszyć ani obezwładnić grozą. Wolę pokazywać konsekwencje, wskazywać możliwości oraz podpowiadać – o ile istnieją – alternatywy. Najlepsze, co moim zdaniem można zrobić, to wybierać świadomie najwyższą jakość, na jaką można sobie w danej chwili pozwolić (w myśl zasady “mniej, ale za to rzeczy dobrej jakości i naprawdę potrzebne”).

          Odpowiedz
  2. Monika
    5 maja 2019

    A ja się tak cieszyłam z mojej koszuli z bawełny non-iron. Od Ralpha Laurena….
    Wszystkie informacje bardzo cenne, zwłaszcza w czasie poszukiwania ubrań na sezon wiosenno-letni. Pozdrawiam serdecznie.
    M.

    Odpowiedz
    • Alicja
      5 maja 2019

      Ha! Sweterek z Massimo, bawełniany, zalecenie – pranie ręczne. Spódnica z Noa Noa zalecenie – 30 stopni. Gniecie się… strasznie. Bawełniane camelowe spodnie z Uterque – pranie ręczne. Maja krój paper bag i sa jak torebka papierowa – wymięte. Tylko bawelniana koszula od Ralpha Laurena gniecie się… ładnie. I prac ja można w… 40stopbiach. Prasuję bez litości, parą. Najwyżej ubrania padną szybciej :) A! A kupione dla mojego lubego podkoszulki męskie z Intimissimi nosze ja. Bawelna w rozmiarze L zbiegla się do damskiego S w praniu i w suszarce :)

      Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 maja 2019

      Monika: Czyli znowu to uciążliwe prasowanie. Chyba postawię sobie za punkt honoru, przywrócenie dobrego wizerunku solidnej, ręcznej pracy z żelazkiem :-)

      Alicja: Co mają paść? Nie padną! Bawełna lubi prasowanie z dużą ilością gorącej pary, bo to ją wygładza, odświeża i dezynfekuje. I dobrze jej tak :-) Ale ładnie podsumowałaś koszulę Ralpha… faktycznie, są ciuchy, które nawet pomięte, nadal wyglądają szykownie.

      Odpowiedz
      • Alicja
        8 maja 2019

        A jeszcze powiem, ze cudny ten materiał na zdjęciu poglądowym. Juz widzę trapezowa spódnice z niego na sobie :)

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          8 maja 2019

          Piękny, prawda? Ale mój ci on! Właśnie szyje się z niego szmizjerka :-)

          Odpowiedz
          • Alicja
            9 maja 2019

            O, koniecznie wrzuć ją tutaj! Dodam, ze szukam dla siebie czerwieni na wiosnę, trudno mi, jako rudowłosej, dobrać odcień, mam wrażenie, ze większość kolorów mija mnie o cienki lub grubszy włos ;)

  3. Anna
    5 maja 2019

    Dziękuję za ten tekst. Właśnie zrobiłam sobie na drutach przepiękny komplecik na wiosnę : czapeczka w ażurki i mitenki z mieszanki bawełny merceryzowanej z wiskoza. Wyszło pięknie, bo kolor modny – zgaszony koralowy i guziki z masy perlowej też wspaniale wspolgraja, tylko wypralam i już widzę, że bardzo wolno schnie. Jak pomyśle że się w tym spoci moja główka to sama na siebie jestem zła, bo koszt kompleciku to około 45 zł i chyba tylko mnie ratuje wzorek w ażurki, który do latwych nie należał. Potwierdza się zasada: im więcej wiedzy, tym więcej zaoszczędzonych pieniędzy w portfelu, bo zwykła bawełna na pewno by nie była taka droga. Na pewno teraz szybciej skończę kolejne czapeczki ze zwykłej bawełny i chetniej je będę nosić.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 maja 2019

      Bawełna, zwłaszcza w postaci dzianiny, w ogóle dosyć długo schnie. Mimo to, jestem bardzo ciekawa, jak wypadnie Twoje porównanie Anno – czy między czapeczkami z jednego oraz drugiego rodzaju bawełny, będą duże różnice w komforcie użytkowania i pielęgnacji? A co do przepoconej głowy, może nie będzie tak źle. W końcu ażurowy wzór już sam w sobie zapewnia całkiem niezłą wentylację.

      Tak smakowicie opisujesz swoje prace, że natychmiast mam ochotę siąść do maszyny i skończyć wreszcie sukienkę, która “szyje się” już od tygodni. Dziękuję za inspirację i ciepło pozdrawiam. Niech Twoje dzianinowe cudeńka noszę się wyśmienicie :-)

      Odpowiedz
  4. Turkusowa (M.)
    6 maja 2019

    Pani Moniko, a czy mogłaby Pani coś więcej napisać o wodoszczelności tkanin bawełnianych? Jakiś czas temu Pani pisała o swoim prochowcu z impregnowanej bawełny, co mnie bardzo zainteresowało. Czy warto inwestować w taki płaszcz? Czy lepiej machnąć ręką i nie inwestować czasu na poszukiwania impregnowanej bawełny, wybrać płaszcz z syntetyków lub mieszanki bawełny z syntetykiem?

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 maja 2019

      Proszę dać mi moment na przemyślenie. Zastanawiam się właśnie jak ogarnąć tak interesujące, szerokie zagadnienie w trzech zdaniach, czyli bez pisania długaśnego referatu.

      Odpowiedz
  5. TurkuSowa (M.)
    7 maja 2019

    Z przyjemnością poczekam ile trzeba :)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      7 maja 2019

      Już jestem :-) Apretura wodoszczelna (impregnująca) zabezpiecza materiał przed nasiąkaniem wodą. Tkanina nie przemaka, ale działa to w dwie strony – również nie przepuszcza pary wodnej, potu i powietrza. Tkaninę bawełnianą można powlec naturalnymi środkami impregnującymi, jak wosk czy lateks (kauczuk) albo syntetycznymi, jak żywica poliuretanowa czy polichlorek winylu (PVC). Przed niepogodą można zabezpieczyć się również przy pomocy syntetyków, takich jak nylon albo laminowane tkaniny high-tech (najczęściej na bazie poliestru).
      Apretury i materiały wodoszczelne mają sens w przypadku odzieży przeciwdeszczowej, ponieważ nie nosimy ich bezpośrednio na skórze i nie nosimy ich przez cały dzień. Płaszcz, kurtkę czy pelerynę zakłada się w razie potrzeby, czyli wtedy, kiedy leje.

      Szczerze mówiąc sądzę, że w przypadku odzieży przeciwdeszczowej najważniejsza jest uroda, czyli to, w czym dobrze się czujemy. Podając własny przykład: uważam, że woskowana bawełna wygląda super, ale przeszkadza mi jej mokry, odrobinę lepki chwyt. Sama najlepiej lubię się w trenczowej kamizelce z mieszanki bawełny i nylonu (chroni przed wilgocią w powietrzu) oraz nylonowej pelerynie (jest wodoszczelna, chroni przed deszczem). A gdybym dużo poruszała się pieszo, na pewno dokupiłabym sobie jeszcze impregnowany trencz – najchętniej z bawełny o matowym wykończeniu (taki sam lub podobny, do tego z Boden).

      Odpowiedz
      • TurkuSowa (M.)
        10 maja 2019

        Pani Moniko, dziękuję za konkretną wypowiedź! :) Mam cichutką nadzieję, że jeśli Pani zobaczy gdzieś takie impregnowane, niesportowe płaszcze to da Pani czytelniczkom znać ;)

        Odpowiedz
  6. Ewelina
    7 maja 2019

    Ehh, nic tylko zapłakać nad tym “uszlachetnianiem” bawełny. Mamy z mężem tak z 85% koszul “zwykłych” i resztę easy-care lub two-ply. Należałoby sądzić, że z tych 15% tylko two-ply “nadają” się do noszenia, tzn.o ile nie dostały w prezencie uszlachetniania, o którym producent nie informuje ani na metce ani w opisie produktu…
    Moniko, czy możesz podać źródła, z których korzystałaś tworząc ten wpis? Nie jest to wiedza łatwo dostępna. Chętnie doczytam o procesach “ulepszania” tkanin, chciałabym być jeszcze czujniejszą konsumentką.

    Z innej beczki – kiedy farbuję buty niektórych marek, to też zauważam, że niby cholewka ze skóry licowej, ale oczywiście spryskana silikonem, który owszem, nadaje szpilkom ładnego “gładkiego” wykończenia, ale jest to silikon, który ledwo można ruszyć (a bez usunięcia tej warstwy nie da się skóry przefarbować). Szkoda, że nie ma większej transparentności jeśli chodzi nie tylko o skład, ale też obróbkę i uszlachetnianie wyrobów, bo jak widać samo czytanie metek daje niewiele wiedzy nt. produktu, który chcemy kupić.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      8 maja 2019

      To prawda. Niestety, sama metka “100% bawełna” nie mówi nam nic o jakości włókna, nie opisuje rodzaju materiału (batyst, popelina, twill, woal…), ani rodzaju wykończeń, jakim została poddana tkanina. Jak sama zauważyłaś, podobnie jest zresztą z butami. Wiemy czy but jest wykonany ze skóry i jaką ma wyściółkę, ale co działo się z tą skórą zanim zmieniła się w but, wiemy już bardzo rzadko.
      O apreturach na pewno przeczytasz w każdej szkolnej książce z materiałoznawstwa*. Ja interesuję się tą tematyką od ponad 20 lat, więc sporo wiem, mam doświadczenie i nadal ciągle się uczę (czytam i oglądam wszystko, co wpadnie mi w ręce, przede wszystkim materiały niemiecko- i angielskojęzyczne, a z racji zawodu, dużo rozmawiam z ludźmi z branży).
      Zdaję sobie sprawę, że tematyka poruszana na blogu (a przynajmniej jej część) nie jest powszechnie dostępna. Chociaż tak naprawdę, każdy kto zajmuje się jakąś specjalizacją powinien potwierdzić – fakty i wiedza są. Trzeba je tylko znaleźć, połączyć ze sobą i wyciągnąć wnioski.

      *Nie znam polskich tytułów szkolnych, ale mogę polecić Ci bardzo dobrą pozycję – “Encyklopedia materiałów odzieżowych” Gail Baugh opisuje różne rodzaje materiałów pod kątem tworzenia sylwetki i daje wgląd w procesy współczesnego przemysłu odzieżowego. Nie zgadzam się z autorką we wszystkich kwestiach, ale to bardzo wartościowa książka.

      Odpowiedz
      • Ewelina
        8 maja 2019

        O, “Encyklopedia…” jest w mojej Książnicy, zaklepię sobie i przeczytam.Wydanie z 2012, ufam, że aktualne :-) Dziękuję za trop! Fajnie, że masz szansę poznać od kuchni tajniki branży i jeszcze dzielisz się z nami na blogu. Zawsze przeczytam u Ciebie coś nowego i ważnego. Długa jeszcze droga przed nami – konsumentami!

        Odpowiedz
        • Alicja
          9 maja 2019

          Tak, to prawda, Moniko, wspaniale dzielisz się wiedzą, która jest bardzo potrzebna. Podzielę się jeszcze jedną refleksją. Miejsca takie, jak Twój blog to wyspy „uważności” w świecie. Od jakiegoś czasu staram się konsumować świadomiej. Napełnia mnie zgrozą fakt, ze wełna pozyskiwana jest w taki sposób, ale kupuje ze względu na walory i trwałość, szanuje ją i dbam, żeby jej nie zniszczyć, rezygnując z zakupu ubrań na jeden sezon. Nawiasem mówiąc widziałam w dzieciństwie strzyżenie owiec w niewielkim gospodarstwie i ten obraz mam w głowie: łyse owieczki bez ran na ciele – … Futer nie kupuję, nie pozwalam sobie dawać i PRAWIE nie nosze (przy podarowanej mi kurtce mam otok kaptura i jest to niesamowicie grzejąca i praktycznie niezniszczalna rzecz – po wewnętrznej walce zdecydowałam, ze skoro zwierzęciu odebrano życie, to z wdzięcznością bede nosić do upadłego, żeby smierć nie poszła na marne). Wierze, ze zadając niewygodne pytania producentom, rezygnując z tego, co niejasne, niedbale i nieetyczne podnosimy jakość życia na każdym poziomie: naszej codzienności, codzienności robotników, życia zwierząt no i oczywiście przyszłości planety. Nie wykluczam, że zradykalizuję stanowisko z czasem lub je złagodzę, a tymczasem obserwuje wokół siebie prawdziwie dobre zmiany. I Ty jesteś częścią fajnej zmiany! Uff :)

          Odpowiedz
          • Monika (Lady and the dress)
            9 maja 2019

            Alicjo, ściskam Cię bardzo. I bardzo!
            (Kiwam z zapałem głową, potakując każdemu zdaniu, ale nic mądrego już dzisiaj nie wymyślę… po całym dniu wykańczania ciągu dalszego, nie umiem zbudować prostego zdania złożonego :-)

    • Alicja
      8 maja 2019

      Ewelina, a powiedz, jak farbujesz? Jestem żywo zainteresowana, bo zamiast oddawać lub chowac latami buty w szafie chciałabym je zmodernizować i znów nosić. Robisz to sama? U szewca? Dowolny kolor czy tylko jasne? Pozdrawiam!

      Odpowiedz
      • Ewelina
        8 maja 2019

        Alicjo – farbuję odpowiednimi farbami. Robię to sama. Dzielę się tym na blogu, zapraszam, gdybyś chciała zajrzeć.
        Jak dla mnie farbowanie butów to rewelacyjny sposób na nadanie butom drugiego życia. Zacznij od jakichś, które mniej kochasz, bo pierwsze farbowanie może być jak robienie pierwszego naleśnika, który nie wyjdzie najlepszy ;-) Uratowałam sobie w ten sposób balerinki, które padły po deszczu, ślubne beżowe szpilki, które się obdrapały okrutnie, a chciałam je jeszcze nosić itp.
        Bardzo polecam, zwłaszcza kiedy się ma ulubione, podniszczone buty i chciałoby się jeszcze w nich “polatać”.
        Można przefarbować nawet z ciemnych na jasne :-)

        Odpowiedz
        • Joanna
          9 maja 2019

          A dasz namiar na bloga? Bo tez mnie farbowanie butow zaciekawilo.

          Odpowiedz
          • Alicja
            9 maja 2019

            Chętnie obejrzę, co i jak ;)

          • Monika (Lady and the dress)
            9 maja 2019

            Joanno, imię Eweliny jest podlinkowane z jej blogiem. Kliknij na nie i przeniesiesz się na jej stronę.
            Miłego farbowania, dziewczyny :-) Ja też już kiedyś odświeżałam kolor moich koralowych balerinek. Fajne, relaksujące zajęcie.

          • Ewelina
            14 maja 2019

            Tak, link schowany pod imieniem :-)

  7. Makosza
    9 maja 2019

    To teraz wiem, dlaczego przez lata byłam zawiedziona jakością koszulek, które nawet po praniu miały dziwny zapach, jakby dalej były przepocone, dlaczego miałam wrażenie, że plecy mam wilgotne a przecież 100% bawełna. teraz mam sukienkę, bardzo mi sie podobała ale 100% bawełny na mnie średnio działało. Sukienka świetnie się nosi, nie śmierdzi, prasuję jak zawsze ale ogólnie to niebo a ziemia w porównaniu z moimi koszulkami. Teraz wiem dlaczego.

    Odpowiedz
  8. Monika
    9 maja 2019

    A ja już wiem, dlaczego współczesne bawełniane koszule prasują się zupełnie inaczej niż te, które kupowałam Tacie ćwierć wieku temu. Bezcenna wiedza.

    Odpowiedz
  9. Magdalena
    13 maja 2019

    Ostatnio kupiłam koszulkę z bawełny merceryzowanej i… nigdy nie miałam tak solidnej, dobrze układającej się koszulki. Użytkowanie- też super, koszulka jest przewiewna, nie pocę się w niej. Po pierwszym noszeniu poszłam dokupić jeszcze dwa egzemplarze. Także… nie jestem purystką w tej kwestii. Ta koszulka zachowuje się o niebo lepiej niż niejedna moja 100% bawełniana z COS czy od Ralpha Laurena.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      13 maja 2019

      No to chyba wszystko w porządku. Są osoby, które dostają wysypki na sam dźwięk słowa “merceryzacja” i są takie, którym żadne zmerceryzowane włókno nie straszne. Odrobinę żartuję, ale sądzę, że kluczem do sprawy jest indywidualna wrażliwość.

      Odpowiedz
  10. irensa
    23 maja 2019

    Zawsze mnie dziwiło, że bawełna może być tak różna. Miękka lub sztywna, delikatna lub o twardym chwycie, przewiewna lub wręcz przeciwnie. A tu proszę odpowiedzialne są “dodatki” które zmieniają /psują/ wszystko!Pozostaje nam czytać, czytać metki i dokładnie wybierać.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      24 maja 2019

      Eee, no nie wszystko. Tak źle to nie jest. Oprócz samego wykończenia jest jeszcze sporo innych czynników, które wpływają na wygląd i zachowanie materiału, np. splot tkaniny, jakość włókien czy rodzaj przędzy.
      Pomyślmy tylko o możliwościach bawełny: półprzejrzysty woal, cienki batyst, mocne i wytrzymałe płótno, miękka flanela, chłonna frotte, sztywny denim, ciężki sztruks, prążkowana gabardyna, mechaty aksamit… to się nazywa urozmaicenie! I można je osiągnąć bez paskudnych “dodatków” :-)

      Odpowiedz
  11. Jakość lnu. Na co powinnaś zwrócić uwagę? - Lady and the dress
    4 lipca 2019

    […] może poddano ją chemicznemu uszlachetnianiu, w wyniku czego materiał nie zagniata się, ale przy okazji utracił swoje naturalne […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz