21 lipca 2016 / Prosto z atelier / 18 komentarzy

Człowiek miejski chętnie wypoczywa i koi nerwy na łonie natury.

A jak regeneruje się człowiek wiejski? Ten, który naturę ma na wyciągnięcie ręki? Ten sam, któremu rozbuchana przyroda wdziera się do domu natychmiast po otwarciu drzwi albo okna?

 

 

urlop-in-the-city-statek

Jestem ubrana lekko i przewiewnie: mam na sobie koszulę z bawełnianej żorżety (Daniels & Korff), wielowarstwową spódnicę z bawełnianej etaminy (sama sobie uszyłam) i balerinki Unisy.

 

 

Paryż, Kraków, Berlin, Londyn, Wrocław, Hamburg… urlop może być taki piękny!

Zamiast drzew, zieleni i świergotu ptaków – morze betonu, las wieżowców i nieprzerwany warkot przejeżdzających pojazdów. Zamiast plaży, fal i podsmażonych golasów krzyków mew – spacer po bulwarze, klimatyzowane muzeum i lemoniada z rabarbaru w cieniu markizy wielkomiejskiej kawiarni.

 

 

urlop-in-the-city-most2

 

 

Trudno uwierzyć? Ależ tak. Dla kogoś kto mieszka na wsi, wakacje w mieście mają swoje uroki.

 

 

 



Komentarze

  1. Agnieszka M.
    21 lipca 2016

    Zwiedzanie miast jest świetną sprawą. Marzyłoby mi się pojechać do Londynu czy Rzymu. Choć jak kiedyś byłam na wsi, gdzie nawet sklepu nie było, a potem wróciłam do domu, do 350-tysięcznego miasta i zobaczyłam te betony, to poczułam się źle.
    Jakie miasto jest na zdjęciach?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lipca 2016

      Hamburg. Moja miłość. I Wenecja północy.

      Odpowiedz
      • Makosza
        24 lipca 2016

        Ej nooo ja tu mieszkam.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          24 lipca 2016

          Ej, nooo! Ale fajny zbieg okoliczności. I jak się mieszka w najzieleńszym mieście Niemiec? Bo urlopy, to pewnie spędzasz gdzieś indziej.

          Odpowiedz
          • Makosza
            24 lipca 2016

            Naprawdę jest najbardziej zielonym miastem? Nie wiedziałam, choć za oknem mam park i ogród botaniczny. Dobrze się mieszka, nawet lato mamy, często pada jak to HH. Wakacje zazwyczaj u rodziców, babci.
            Co zabawne zawsze wolałam mieszkać na wsi, choć są miejsca w HH, gdzie człowiek może się tak poczuć. Niby niedaleko do centrum a spokojnie, mały ruch.

          • Monika Frese
            24 lipca 2016

            Ironia losu czy przekorna kobieca natura? Ty lubisz wieś, ale mieszkasz w wielkim mieście, a ja, urodzony mieszczuch, zawsze marzyłam o życiu na wsi, wiesz… zieleń, ptaszki, dom z wielkim ogrodem, itd. Moje marzenia się spełniły i co? I gdy tylko mogę, wyrywam się w sam środek wielkomiejskiego chaosu :-)

            P.S. Naprawdę. Przynajmniej jeśli chodzi o metropolie.

  2. Aga
    21 lipca 2016

    Oj, jak najbardziej tak!!! Sama znam to doskonale i chetnie robie wypady do duzych miast, zeby nacieszyc sie tym wszystkim, czego w mojej wiosce nie ma (ostatnio byl Stuttgart). Na pewno nie chcialabym tam mieszkac, bo juz odwyklam, ale takie krotkie wakacje sa zawsze super.
    Zazdroszcze Ci kochana. W Hamburgu jeszcze tak naprawde nie bylam (nie licze krotkiego przejazdu jakies 20 lat temu, z wypadem na Reeperbahn 😉), a chcialabym bardzo pozwiedzac. Moze bedzie niedlugo okazja.
    A teraz powoli szykuje sie na urlop. U nas nareszcie za tydzien zaczynaja sie wakacje i wyjazd nad morze juz czeka (uwiebiam Baltyk po polskiej stronie)!
    W pozniejszym terminie wycieczka do Krakowa tez jest w planach. Zglosze sie do Ciebie, bo wiem, ze niedawno bylas i na pewno masz kilka ciekawostek dla mnie. A tym czasem serdecznie pozdrawiam i caluje 😘

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lipca 2016

      20 lat… ale oaza grzechu Reeperbahn zostaje w pamięci ;D

      Bałtyk i Kraków, ale zrobicie sobie fajną przejażdżkę! Coś dla Małego i coś dla rodziców, tak wyobrażam sobie idealne rodzinne wakacje. No to lecę szykować listę z krakowskimi atrakcjami.
      Buziaki!

      Odpowiedz
  3. Maga
    21 lipca 2016

    Tak, zgadzam się z Tobą. Mieszkam na wsi i może własnie dlatego lubię zwiedzać duże miasta. A latem jest ku temu świetna okazja-bo i ciepło i bagażu mniej, a dzień dłuższy, więc można duzo wiecej zobaczyć.

    Pięknie wyglądasz.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lipca 2016

      Zobaczyć, tak. Ale i poszwendać się bez celu, i tak zwyczajnie pogapić. Na to, żeby wczuć się w klimat miasta, potrzeba trochę więcej czasu, dlatego chyba tak bardzo lubię wracać w miejsca, które mnie urzekły. Nieśpieszne smakowanie to moje wyobrażenie o dobrze spędzonym urlopie.

      Dziękuję :-)

      Odpowiedz
  4. rawita
    22 lipca 2016

    Chociaż mieszkam w czymś pomiędzy miastem a wsią (no dobra, w centrum Krakowa :D) też uwielbiam szwendać się po obcych miastach. Najczęściej bez przewodnika, chłonąc klimat uliczek, zadzierając głowę na drapacze chmur, i po prostu wczuwając się w tętniące życie wielkiego miasta. Chociaż co roku obiecuję sobie wypad do leśnej głuszy, i tak ląduję w Paryżu, Londynie, czy innym Rzymie. Twoje zdjęcia mnie urzekły, a także ta cudowna stylizacja w bieli. Jest w niej coś uroczo świeżego. Kocham połączenie rozkloszowanych, lekkich spódnic midi i balerinek.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lipca 2016

      Wiesz, że to trochę niesamowite? Czytam Twój komentarz i… masz takie samo wrażenie? Wbrew różnicy wieku, bardzo dużo nas łączy :-) Dwa ostatnie zdjęcia należą do moich ulubionych. Cieszę się, że Ci się podobają, bo idealnie oddają nastrój tego, czym chciałam się z Wami podzielić.

      Odpowiedz
  5. Gosia
    22 lipca 2016

    Ślicznie wyglądasz Moniko, tak zwiewnie, eterycznie, kobieco :)
    pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lipca 2016

      Dziękuję Gosiu :-) Tak się czuję i tak się lubię najbardziej.

      Odpowiedz
  6. Katarzyna
    26 lipca 2016

    Cuuuuuuuuudowne ciuchy!!! Tak bardzo w Twoim stylu. Na urlop zestaw idealny – koszula to mój ulubiony sposób na upały.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 lipca 2016

      Ale ładne “uuu”! Mój też: długi rękaw, osłonięty dekolt i leciutka, przewiewna tkanina. Nic się nie klei, słońce nie dokucza, a człowiek jest przyzwoicie i stosownie do okoliczności ubrany :-)

      Odpowiedz
  7. Celestyna
    27 września 2016

    Jest takie zdanie, którego nie cierpię, gdy widzę na Twoim blogu: “sama sobie uszyłam”. No szyć nie umiem, krawcowe zdają mi się strasznie drogie, a poszukanie takiej spódniczki w sieciówce, to jak szukanie kwiatu paproci. To już najszybciej lumpeks. Ostatnio trafiłam płaszcz wełniany 100% za …40zł :).
    Pozdrawiam ciepło z Bydgoszczy.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 września 2016

      Zazdrośnico, musisz się z nim pogodzić! Jesteś na blogu kobiety szyjącej, ostrzegam – kolejnym razem będzie więcej :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz