3 lipca 2018 / Materiały / 37 komentarzy

Jak rozszyfrować skład tkanin? Przejdźmy się razem po sklepach, oglądając letnie ubrania wykonane z mieszanek. Ciekawe co znajdziemy…

 

ubrania wykonane z mieszanekfot. Massimo Dutti – ubrania wykonane z mieszanek

 

Interesujące materiały o wyglądzie jedwabiu, lnu i wełny. Dobrze by było, gdyby jeszcze każdy z nich naprawdę miał jedwabne, lniane albo wełniane właściwości.

 

 

Dzisiejszy artykuł jest kontynuacją wpisu pt. Materiały o mieszanym składzie, czyli jak domieszki zmieniają właściwości ubrania.  Jeżeli jeszcze go nie czytałaś (albo już wszytko zapomniałaś), zachęcam, żebyś to właśnie od niego zaczęła lekturę.

 

 

Przeglądając oferty całkiem różnych sklepów (dużych i małych, tanich i drogich, zwyczajnych i eleganckich), znalazłam na sklepowych wieszakach mnóstwo przykładów ubrań wykonanych z materiałowych mieszanek. Wybrałam kilka, przeanalizowałam je i zebrałam w pięciu punktach, które pomogą ci podjąć decyzję: kupić czy nie kupić.

 

 

1. Ubrania wykonane z mieszanek: sumuj procenty

Badając skład materiału na metce odzieżowej, podejdź do tego zadania szczegółowo i matematycznie. Zanim zaczniesz skakać z radości, że w środku jest wełna i jedwab, zsumuj pedantycznie wszystkie procenty. Np.:

elegancka sukienka: 31% poliester, 22% wełna, 17% akryl, 15% wiskoza, 14% jedwab, 1% elastan.

Policzmy… materiał tej sukienki składa się aż w 64% z włókien chemicznych (w tym, prawie połowa to syntetyki).

Włókna chemiczne mają dwie podstawowe zalety: są tanie, a w procesie wytwarzania można nadać im pożądaną optykę. Praktycznie oznacza to, że pomimo niewygórowanej ceny, ta sukienka faktycznie może prezentować się elegancko, ponieważ jej materiał bardzo dobrze udaje wyglądem miękką wełnę. Jednocześnie – i to jest dla nas najważniejsze – noszenie jej nie będzie miało nic wspólnego z wygodą, komfortem czy przyjemnością, bo tkanina, z której jest uszyta ma właściwości charakterystyczne dla włókien chemicznych.

 

Przypomnijmy od razu ważną rzecz dotyczącą odzieży – komfortowo czujesz się wtedy, gdy twoje ubranie:

  • ochrania cię przed gorącem albo chłodem (zapobiegając w ten sposób przegrzaniu, wyziębieniu i spadkowi odporności immunologicznej),
  • zapewnia cyrkulację powietrza (pozwala skórze “oddychać”),
  • pochłania naturalną wilgoć wydzielaną przez ciało (żebyś nie czuła się mokro przepocona i nie przeziębiała się),
  • jest higieniczne (potrafi neutralizować pot i zabrudzenia albo doskonale znosi wysoką temperaturę).

 

Jeżeli potrzebujesz krótkiego przypomnienia o różnicach między poszczególnymi rodzajami włókien, zerknij do I części.

 

 

2. Ubrania wykonane z mieszanek: rozpracuj odsetek naturalnych składników

Pamiętasz? Zawartość pojedynczego składnika mniejsza od 30% nie wpływa znacząco na zmianę właściwości tkaniny. Np.:

satynowa sukienka: 56% poliester, 24% jedwab, 20% wiskoza.

To, że materiał sukienki jest gładki i lejący, nie jest zasługą jedwabiu – jest go po prostu zbyt mało, żeby miał jakikolwiek wpływ na właściwości tkaniny. Jedwabistą prezencję sukienka zawdzięcza poliestrowi i wiskozie (76% to włókna chemiczne, patrz pkt 1), którym w procesie chemicznej obróbki można nadać dowolne, pożądane cechy.

Ten nic nieznaczący – z punktu widzenia komfortu – dodatek jedwabiu, ma dodać ubraniu szlachetnej otoczki oraz wyciszyć twoje wątpliwości (“Przecież tu jest wiskoza. I jedwab! Czyli to nie może być zły materiał”). Równie często, niewielka domieszka szlachetnych włókien służy usprawiedliwieniu wysokiej ceny ubrania.

 

 

3. Ubrania wykonane z mieszanek: przemyśl korzyści

Tkaniny o interesującej, niespokojnej strukturze, jak bouclé, tweed albo żakard, nierzadko są wykonane z mieszanki różnorodnych włókien. Np.:

elegancka spódnica w stylu Chanel: 73% bawełna, 12% poliester, 10% akryl, 5% poliamid.

Możesz pomyśleć sobie “aha! Ponad 70% bawełny – nie jest źle”. Nie jest. Te 27% syntetyków służy przede wszystkim uzyskaniu zmierzwionej i wypukłej faktury (porównaj pkt 2).

Nie jest źle, ale i tak może być o wiele lepiej. Bo pytanie brzmi: czy warto kupić spódnicę z bawełnianej mieszanki za kilkaset złotych, jeśli za połowę tej ceny można sobie uszyć podobną u krawcowej? Podobną? Co ja mówię, idealną! Idealnie dopasowaną. O idealnej dla twoich proporcji długości. Z idealnej tkaniny – prawdziwej, żywej wełny. Dodatkowy plus: oszczędność podczas użytkowania.

Pranie chemiczne w przypadku tkaniny typu bouclé jest obowiązkowe. Z tym, że spódnicę z bawełnianej mieszanki będziesz musiała oddawać do pralni systematycznie – bawełna, jak to bawełna, lubi częste pranie, a syntetyki przyciągają brud i kurz niemal magicznie. Spódnica wełniana nie potrzebuje takich częstych zachodów, bo wełna ma fantastyczną właściwość: jest odporna na brud i potrafi go neutralizować. Wystarczy jej regularne wietrzenie na świeżym powietrzu.

 

ubrania wykonane z mieszanekfot. H&M, Massimo Dutti

 

Ubrania wykonane z mieszanek: koronka, żakard, brokat, bouclé.

Ze względów technologicznych czasami konieczny jest niewielki dodatek syntetycznych włókien. Mnie ten argument nie zawsze przekonuje, ponieważ mam świadomość, że to z powodu mentalności “ma być jak najtaniej”, jedwabne żakardy czy wełniane tweedy, zastępuje się tanimi imitacjami.

Ustępstwo na rzecz wymagań technologii przyjdzie mi jednak z pewnością łatwiej, jeżeli domieszka syntetyków naprawdę pozostanie symboliczna.

 

 

 

4. Ubrania wykonane z mieszanek: mieszanki wiskozy

Ubrania wykonane z mieszanek wiskozy zasługują na specjalną uwagę, ponieważ wiskoza jest obecnie bardzo popularna.

 

Wiskoza jest włóknem chemicznym, czyli powstaje w procesie obróbki chemicznej, ale jest wytwarzana na bazie naturalnych surowców. Dlatego ma właściwości i cechy obu rodzajów włókien: tych naturalnych i tych chemicznych. Wiskoza jest chłodna w dotyku, potrafi wchłaniać wilgoć i gniecie się, czym przypomina bawełnę. Z drugiej strony, podobnie jak syntetyki, przyciąga brud i paskudne zapachy, ale jest niedroga i można ją “uszlachetnić” tak, żeby wyglądem przypominała jedwab, bawełnę albo len. W przeciwieństwie do syntetyków, jest jednak mało wytrzymała, szybko się mechaci (popularnie: kulkuje) i niszczy.

 

To, co dla nas – nabywców zainteresowanych jakością – jest podstawową wadą, dla producentów odzieży jest darem niebios. Ubrania, które się błyskawicznie niszczą i zużywają, zmuszają nas do regularnych, sezonowych zakupów.

Len, wełna albo dobra gatunkowo bawełna, są odpornymi, wytrzymałymi włóknami i przy odpowiedniej pielęgnacji, przeżyją w dobrym stanie lata… no, ale jeśli klient nie musi dużo i często kupować, to jak tu prowadzić biznes?

 

Wiskoza dobrze sprawdza sprzedaje się w naturalnych mieszankach, ponieważ jej oczywiste wady – takie jak, np. skłonność do szybkiego zużywania się – łatwo można zrównoważyć mocnymi cechami włókien naturalnych. Kwestia ceny jest również jej niebagatelną zaletą.

Przyjrzyjmy się konkretnym przykładom:

 

 

Przykład 1. Sukienka koszulowa: 50% wiskoza, 50% bawełna.

Będzie się dobrze nosiła w upały i bardziej miękko układała od sukienki koszulowej z czystej bawełny. Powinna być od niej również tańsza. Jej główna wada jest związana z higieną – oba włókna bardzo się gniotą, ale wiskoza, w przeciwieństwie do bawełny, nie lubi wysokich temperatur. Wysoka temperatura oraz gorąca para podczas prasowania są jednak gwarancją, że twoje bawełniane ubranie będzie wolne od bakterii. Czyli czyste i ładnie pachnące.

Podobnie będzie z sukienką wykonaną z wiskozy i lnu.

 

 

Przykład 2. Sukienka koszulowa: 46% bawełna, 34% len, 20% lyocell. 

Lyocell sprzedaje się jako “cudowna przędza”. Ma cechy podobne do wiskozy, ale gniecie się mniej i jest od niej mocniejszy (a więc nie niszczy się tak szybko). Jest też od niej droższy. Obawiam się jednak, że żadna z jego zalet tutaj się nie ujawni – ani lejąca miękkość, ani mniejsza gniotliwość – ponieważ jego odsetek w tej kombinacji jest zwyczajnie zbyt mały (porównaj z pkt 2).

Wolałabym, żeby wcale go tu nie było, bo nie miałby wpływu na proces pielęgnacji. A tak, ma. Niestety, zasada, że pielęgnację dostosowujemy do wymagań najbardziej wrażliwego składnika, działa bez związku z procentową zawartością.

 

 

Przykład 3. Lniana szmizjerka: 73% wiskoza, 19% lyocell, 8% len.

Cóż mogę powiedzieć? To nie jest szmizjerka z lnu, tylko sukienka z wiskozy. Ta śmieszna  zawartość lnu ma pewnie sprawić, że się lepiej poczujesz, bo charakterystycznej dla lnu “naturalności”, nie osiągnięto tu w naturalny sposób. A niewielki dodatek lyocellu? Na pewno gładko uzasadni wysokość ceny. Co z tego, że jest go mało? Na metce stoi jak byk “lyocell”, a klient… i tak się nie zna (porównaj pkt 1 i 2).

 

 

Przykład 4. Cienka, letnia sukienka: 70% poliester, 23% wiskoza, 7% elastan.

Faktycznie, materiał tej sukienki jest gładki, cienki i elastyczny. Hmm… ten sam efekt – tylko dużo taniej – osiągnę, owijając się folią spożywczą. Ona też jest cienka, gładka i rozciągliwa. I tak samo nie przepuszcza powietrza.

 

 

Przykład 5. Dzianinowa sukienka letnia: 52% poliester, 45% wiskoza, 3% poliamid

…nawet mnie nie pytaj. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ktoś miesza ze sobą tanie włókna chemiczne i chciałby ode mnie prawie dwa tysiące złotych (!).

 

 

I jeszcze jeden przykład:

ubrania wykonane z mieszanek: jedwab z wiskoząfot. atelier Frese

 

Mieszanka wiskozy i jedwabiu (w odpowiednich proporcjach, np. 70/30) jest bardzo dobrym rozwiązaniem, w przypadku strojów na wyjątkowe, specjalne okazje. Wymagające i kosztowne jedwabne tkaniny – atłas, satyna, tafta czy żakard – staną się dzięki wiskozie zdecydowanie tańsze, a suknię wieczorową, balową albo ślubną (do której potrzebujesz kilometrów materiału) i tak odniesiesz do wyspecjalizowanej pralni.

Na zdjęciu: połyskliwy i lekko sztywny atłas z mieszanki jedwabiu i wiskozy – w dwóch kolorystycznych odsłonach.

 

 

I tu dochodzimy do kolejnego istotnego faktu: ceny.

 

 

5. Ubrania wykonane z mieszanek: cena

Kupując w którejś z popularnych i niedrogich sieci, nie mamy specjalnych oczekiwań co do jakości – wiadomo, szukamy tutaj czegoś za małe pieniądze i chodzi nam właśnie przede wszystkim o cenę. Jednak i w tanich, i w drogich sklepach można znaleźć podobne składy. Nawet jeśli wzornictwo i kolorystyka w tych ostatnich są lepsze, to jednak coś mi nie gra, gdy w eleganckim salonie wiszą sukienki z syntetycznych lub wiskozowych mieszanek, w cenie 1000 – 2000 zł za sztukę. Np. :

Sukienka letnia: 88% wiskoza, 12% jedwab; cena: 1500 zł; przepis konserwacji: pranie chemiczne.

Połączenie jedwabiu z wiskozą jest niezłym pomysłem, ponieważ oba włókna dobrze się uzupełniają. Wiskoza obniża koszt straszliwie drogiego jedwabiu, a jedwab równoważy swoimi zaletami niedociągnięcia wiskozy. Przy tym oba mają podobne wymagania pielęgnacyjne (delikatne pranie w wodzie plus łagodny środek, prasowanie w niskich temperaturach).

Pamiętając o właściwych proporcjach (porównaj pkt 2) oraz o tym, że wiskozę wymyślono po to, żeby zastąpić drogie materiały naturalne i ułatwić nam życie, nasuwa mi się kilka pytań:

  • W jaki sposób ułatwi mi życie materiał letniej sukienki, który gniecie się jak głupi, a którego nie mogę uprasować we własnym zakresie? Przy czym, pognieciona wiskoza – w przeciwieństwie, np. do lnu – wygląda jak wymięta szmata. I żadne 12% jedwabiu nic tu nie pomoże.
  • W jaki sposób ułatwi mi życie materiał letniej sukienki, którą po jednorazowym założeniu muszę odnosić do pralni chemicznej, kumulując i tak już niebagatelne koszty?

A co by było, gdybyś znalazła sukienkę o podobnym składzie, ale w normalnej cenie i przeznaczoną do prania w wodzie?

To zmienia postać rzeczy. Pamiętaj tylko o tym, że ten materiał będzie się nosił jak wiskoza (porównaj pkt 1 i 2). Zalety i wady wiskozy już znasz, więc musisz sama zdecydować, co jest dla ciebie najlepsze.

 

 

Podsumowanie

Miła Przyjaciółko, tak, kręcę nosem i wynajduję defekty. Zawsze tak robię, gdy rozmawiamy o gatunkowo kiepskich ubraniach.

Jeśli masz ochotę mnie na koniec zapytać: “Czyli co? Dodatek wiskozy nie ma żadnego sensu?”, odpowiem tak: kompozycje z wiskozą mają swój sens. Przede wszystkim wtedy, gdy realnie wpływają na wysokość kosztów. Jednak, gdy codzienne ubranie z dodatkiem wiskozy kosztuje więcej niż odzież wykonana z jedwabiu albo nawet bawełny, a do tego wymaga regularnych odwiedzin w profesjonalnej pralni, to ja mówię: nie, dziękuję! Z mojego punktu widzenia jest to niedorzeczne.

Chcesz poznać moje zdanie? Na co dzień najlepiej sprawdzają się naturalne materiały wysokiej jakości. Owszem, uszyta z nich odzież kosztuje więcej przy zakupie. Ale nosisz ją długo, z przyjemnością i nie masz dodatkowych, ukrytych kosztów. Bawełnę, len, jedwab oraz ich mieszanki, możesz sama pielęgnować w domu. A jeśli miałabyś ochotę latem na lekkie odmiany wełny, mogę cię zapewnić – jeśli już, wymagają one wyjątkowo rzadkich odwiedzin w pralni chemicznej.

 

 

 



Komentarze

  1. Renata
    3 lipca 2018

    Nie cierpie sztucznosci. I dlatego musze wydawac krocie na dunskie krawcowe:)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 lipca 2018

      Mhm… polski przelicznik ma swoje zalety. Ale i tak witamy w klubie :-)

      Odpowiedz
      • Renata
        7 lipca 2018

        Polski przelicznik nie ma zalet jesli chodzi o koszt uslug w Danii, niestety. Minusem jest rowniez niewilka ilosc mistrzow igly, ktorym sie chce szyc szmatki dla zmanierowanych i wymagajacych klienetek:)

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          7 lipca 2018

          Ach, nie… w kontekście “przelicznika” chodziło mi o to, że usługi za granicą (u mnie, w Niemczech i u Ciebie, w Danii) ogólnie są bardzo drogie. W Polsce nie tylko można taniej (w proporcji do zarobków) coś uszyć, ale jest też wybór: sąsiadka dorabiająca po godzinach szyciem, mały zakład krawiecki albo eleganckie atelier. Dla każdego coś dobrego, w zależności od zasobności kieszeni. A to wszystko dlatego, bo my Polki, chcemy i umiemy się podobać… jak lubię sobie wyobrażać :-)

          Odpowiedz
          • Renata
            7 lipca 2018

            :) W Polsce bywam rzadko, nigdy ,,krawiecko”, niestety. Czasu brak na krawieckie przygody. A chcialoby sie…
            W Danii niestety takiego przekroju cenowego nie ma. Placi sie duzo, czasami bardzo. Tym bardziej polecana krawcowa jest na miare zlota:)
            Uszyc potrafie, brak mi jednak cierpliowsci i umiejetnosci pewnie, zeby pieknie wykonczyc odziez. Detale maja olbrzymie znaczenie. Ale to przeciez banal, prawda? Ze tak powiem:oczywista oczywistosc:)

  2. Aga
    3 lipca 2018

    Odkad zaczelam czytac Twojego bloga, tez strasznie krece nosem i jakos niewiele rzeczy mi sie podoba. Jak jest super kroj i kolor; to material do lufy (patrz poliester lub jakas mieszanka z nim), jak dobry material, to kroj jakis marny. Naprawde trudno mi ostatnio dogodzic. Zlapalam sie na tym, ze ponad 80% zamowien, jakie skladam online, odsylam z powrotem. i najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie sa to ubrania z sieciowek, juz nawet te firmy z wyzszej polki stosuja triki z mieszankami. Jedyne “uszlachetniacze”, ktore do mnie przemawiaja, to np. bawelna z jedwabiem, len z bawelna, welna z kaszmirem, to rozumiem, a cala reszta, to wielkie nieporozumienie.
    Dziekuje Ci, za to, ze mnie uswiadomilas i pokazalas, na co zwracac uwage i jakie rzeczy kupowac, zeby byc zadowolona. Dzieki Tobie poznalam welne i kaszmir (ale te prawdziwe, mieciutkie i delikatne), bo wczesniej welna gryzla mnie strasznie, ale welna welnie nie rowna!
    Teraz mam juz caly zestaw super mieciutkich sweterkow welnianych i kaszmirowych i nie wyibrazam sobie noszenia zima czegos innego.
    Pozdrawiam serdecznie 😘

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 lipca 2018

      Ech, nawet u mojego ukochanego Ralpha od kilku sezonów są przede wszystkim same paskudne mieszanki. Mam nadzieję, że ktoś się u nich w końcu połapie, dlaczego od dłuższego czasu nic nie zarabiają na najlepszym kliencie ;-)
      Hmm… chociaż sama nie wiem… może powinnam trochę ponaginać fakty i pokombinować z półprawdziwymi argumentami? Przynajmniej nie czepiałybyśmy się tak bez przerwy tych biednych sprzedawców. I miałybyśmy porządnie poupychane szafy!

      Aga, Ty mnie wcale nie słuchaj. Tak tylko trochę kokietuję, żeby ukryć wzruszenie… ogromnie się cieszę :-)

      Odpowiedz
      • Aga
        4 lipca 2018

        No wlasnie Ralpha mialam na mysli. Jeszcze pare sezomow wstecz nakupowalam sobie u niego kilka fantastycznych welnianych swetrow (na wyprzedazy, ma sie rozumiec), ale niestety juz od jakiegos roku straszny chlam tam sprzedaja.
        Ale, ale, Massimo Dutti mial ostatnio fajna kolekcje i mimo, ze rowniez ma rozne (nie calkiem “koszerne”) mieszanki, to mozna kilka perelek wybrac. No i zaszalalam, a ze maja obecnie sale, wiec sama rozumiesz…..
        Pieknego dnia zycze ;-)

        Odpowiedz
  3. Bożena
    3 lipca 2018

    Właśnie zamówiłam na popularnym portalu aukcyjnym ;) jedwab na prościutką bluzeczkę.
    Tylko jak przekonać Panią szyjącą, żeby tę bluzeczkę zechciała wykończyć stosownie do – moich pragnień, – cudnej tkaniny?
    To jest Pani szyjąca, nie Krawcowa…Ciągle obawiam się czy umiejętności Pań Krawcowych na osiedlach są na tyle wysokie, żeby powierzyć Im piękne , szlachetne tkaniny…
    Eh…
    A tzw mieszanki tkaninowe, na pierwszy rzut oka wygladające jak lny, wełny, szyfony …to przekleństwo naszych czasów.
    Coś co udaje tylko rzecz dobrą.- mamy to w jedzeniu, w alkoholach, w kosmetykach…
    Do kroćset parszywa cywilizacja, która się na to godzi. Na tombak…

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 lipca 2018

      Jak prościutka, to tym bardziej musi być ślicznie wykończona. Rozumiem Twoje obawy… może pokazać by Pani Szyjącej coś podobnego (szwy kryte albo wykończenie lamówką) i zapytać otwarcie, czy da sobie radę? Nawet jeśli nie ma dużego doświadczenia z jedwabiem, cierpliwość i dobre chęci mogą zdziałać cuda.

      Przekleństwo. Dlatego, chyba będę musiała tu zrobić jakąś galerię, czy cooo… coś w stylu “czytelniczki bloga, noszą na co dzień ubrania ze świetnych materiałów”. Jako wzór do naśladowania i dowód, że mimo wszystko można. Mam już dwie pierwsze kandydatki na oku: Ty Bożeno w jedwabiach, a Aga w kaszmirach :-)
      O! I może jeszcze Renata się do nas przyłączy w tych pioruńsko kosztownych kreacjach od duńskich krawcowych? I wszystkie inne dziewczyn, które polecały własne krawcowe? A Weronika, Irensa i Anna też przecież wspominały…. oj, ale się rozmarzyłam na dzień dobry!

      Odpowiedz
      • Bożena
        4 lipca 2018

        :):):)
        Nie noszę na co dzień jedwabi..jestem mamą czwórki dzieci , mam duży ogród i spory dom do ogarnięcia.
        Odziewam sie w bawełny i lny. A zimą w wełniane swetry. Ale uwielbiam dotyk jedwabiu na skórze, jego cudowny sposób układania sie w sukience, czy bluzce. Jedwab jest taki żywy, prawdziwy…
        Ta bluzka ma być w bardzo nieoczywistym kolorze zimnego brązu- ciekawam co Ty , Moniko powiedziałabyś na ten kolor.
        Kupiłam go , bo zaskakująco dobrze wyglądam w brązach. Brąz jest niezobowiązujący, nieformalny, a jednak w jedwabiu wygląda zmysłowo i elegancko , a przy moim szorstkim charakterze- powinien być OK.:)
        Pani Szyjąca popełniła mi już bluzeczkę jedwabną z tkaniny , która przeleżała od czasów moich studiów ,w komodzie. To niezrównany Milanówek w granatowe i fioletowe paisley’e na kremowym tle. Ten jedwab w ogóle sie nie gniecie, nie przyjmuje kurzu, jest absolutnie niesamowity.
        Co z tego, skoro “lewa strona ” bluzeczki wykończona overlockiem …boli….
        Pani nie jest ani cierpliwa ani chętna…to dawna moja nauczycielka prac ręcznych…:) która zawsze prycha na mój widok i gdera , że znów przyniosłam jej stertę ubrań do skrócenia, zwężenia przeszycia i tak dalej.:):):)
        No weź powiedz swojej Pani od robótek, że schrzaniła;):):):)
        Całusy!

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          5 lipca 2018

          Zimny brąz? Uwielbiam. Już go sobie wyobrażam… gorzka czekolada albo cappuccino ze srebrzystym, charakterystycznym dla jedwabiu zmrożonym połyskiem… czekaj, już się kiedyś zachwycałam brązami!
          Bożesz… ma kobitka pracę i wdzięczne klientki, i jeszcze parska i prycha? Ja się wcale nie wtrącam, ale może do tych okazyjnych jedwabnych szaleństw lepiej znaleźć wykwalifikowaną siłę roboczą? Tak tylko retorycznie pytam :-))

          Odpowiedz
  4. Bożena
    4 lipca 2018

    Zajrzałam właśnie na Sale do Deni Cler.
    Nie zawodzą tkaninami. No ale ceny…

    Odpowiedz
  5. irensa
    4 lipca 2018

    Przymierzyłam dzisiaj piękny czarny kombinezon. Jak dla mnie specjalnie uszyty! Wyglądałam w nim tak jak bym zawsze chciała. Czyli szczupło, zgrabnie i seksownie. Do tego dobrałam czarno-szary metaliczny pasek. Poprosiłam o odłożenie zakupu do jutra. I co? I nic! Bo jutro nie przyjdę po odbiór zamówionego kombinezonu. Niestety jest ze 100% dzianiny wiskozowej a ja dokładnie przeczytałam ten post. I poprzednie tez. I nie mam wyboru! I dziękuję!

    Odpowiedz
  6. Joanna
    5 lipca 2018

    Zajrzyj do Aryton. Mają sporo ubrań z lnu, jedwabiu (w zimowych kolekcjach wełna i kaszmir). Ceny mają naprawdę ok (teraz wyprzedaż). I uwielbiam u nich to, że mają zgrabną kolekcję kilkudziesięciu rzeczy na sezon, a nie nowe szmatki co 2 tygodnie.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 lipca 2018

      Ja też zaraz u nich się rozejrzę. Już dawno nie byłam.
      Cześć Joanno. Fajnie Cię znowu widzieć :-)

      Odpowiedz
      • Joanna
        5 lipca 2018

        Cześć Moniko, bardzo się cieszę, że postanowiłaś powrócić do bloga. Zaglądałam regularnie, aby sprawdzić, czy nie pojawi się coś nowego i straciłam już nadzieję. A potem wchodzę – 3 nowe wpisy! Jesteś ogromną inspiracją i przykładem pięknej – zewnętrznie i wewnętrznie – dojrzałej kobiety.

        Odpowiedz
  7. Katarzyna
    5 lipca 2018

    Dźwirzynie ze kontynuujesz ten jakże ważny temat. Osobiście wystrzegam się już całkowicie sztucznych materiałów nawet w minimalnych ilościach po tym jak uległam 80%welny i reszcie poliamidu (jedyny syntetyk który toleruje). Niestety nawet tak niska zawartość sztucznego wpływa już drastycznie na komfort – swetry mnie lekko dusza i ciało się lekko poci pomimo ze to prawie sama welna!

    Ostatnio znalazłam tez zbawienie – wełnę z minimalna ilością elastyny czyli lekko rozciągliwa (dzianinę). Nie wiedziałam nawet ze to istnieje i Alleluja! Teraz wszystkie swetry będą już szyte :D do tego w pięknych kolorach a nie sklepowej nudnej już wełnianej szarości (elegancko No ale ile można mieć szarych rzeczy:-)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 lipca 2018

      Wełniana sklepowa rzeczywistość, faktycznie wygląda dość buro: jasne szarości, ciemne szarości i czernie. Szarość potrafi być cudna i wyrafinowana, ale serce i dusza tęsknią też do kolorów. Zwłaszcza latem (gdy kąpiemy się w słońcu) i zimą (gdy tak okropnie brak tego słońca).

      Ach, fajne są takie odkrycia! Wiesz, że z wełnianej dzianiny można uszyć wszystko? Sweter, sukienkę, spodnie, spódnicę… nawet lekką i ciepłą bieliznę :-)

      Odpowiedz
  8. Aneta
    5 lipca 2018

    Moniko,
    Dziękuję za obydwa wpisy o mieszankach. Wiele mi rozjaśniły i poukładały.
    W związku z ogromnymi trudnościami ze znalezieniem odpowiedniej garderoby w konwencjonalnych sklepach odzieżowych (skład, wykończenie, dopasowanie pozostawiają wiele do życzenia), powoli dojrzewam do zamówienia ubrań szytych na miarę (ale to dopiero po ciąży – jestem już na finishu). Chciałabym zacząć od typowo zimowej spódnicy z grubszej wełny. Czy możesz podpowiedzieć jaki materiał najlepiej nadałby się na podszewkę? Większość sklepów oferuje wiskozę, ale tej raczej nie chcę łączyć z luksusową wełną. Czy jedyną opcją jest jedwab? Może jakaś mieszanka jedwabiu z bawełną? W jakich proporcjach będzie najlepsza? I jak dbać o wełnianą spódnicę z jedwabną bądź jedwabno-bawełnianą podszewką? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 lipca 2018

      Aneto, chętnie Ci podpowiem co i jak, tylko już widzę, że to jest materiał na dłuższą pogawędkę.
      Chciałabym, żebyśmy trochę odpoczęły od “ciężkich gatunkowo” tematów, więc świetnie się składa. A ponieważ dostaję całkiem sporo podobnych pytań… tak, zrobimy osobny wpis. Bo aż się prosi.

      Ja trzymam rękę na pulsie, a Wy trzymajcie się ciepło :-) Ty i Twoje maleństwo.

      Odpowiedz
      • Aneta
        6 lipca 2018

        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Czekam w takim razie na post. Pozdrawiam!

        Odpowiedz
  9. Ela Kos
    6 lipca 2018

    Chciałam tylko cichutko prosić o dużo, dużo nowych postów:), i oczywiście bardzo bardzo podziękować za wszystkie wspaniałe porady.
    Jesteś cudowna, pozdrawiam!

    Odpowiedz
  10. Agnieszka
    15 lipca 2018

    Pomyslalam, ze zerknę, moze blog jeszcze żyje, a tu kilka nowych wpisow:) Bardzo sie cieszę, że znów się widzimy.
    Co do Arytonu to mam kilka wiskozowych dzianin, piorę je razem z welną, prasuję, wszystko gra i są w bardzo dobrym stanie. Poczatkującym w materii mieszanek odradzam kombinacje wiecej niz dwóch materiałów, im wiecej grzybow w barszcz tym większe rozczarowanie z każdym praniem, nawet jesli mieszanka wyglada kuszaco-np. Welna, kaszmir, moher, jedwab.
    Deni Cler…mieszanek wystrzegajcie się tam jak ognia, na dzianiny tez warto uwazac, bo lubia sie kurczyc w praniu. A mam wrazenie, ze dopiero 70%rabat odpowiada jakości…ogólnie moglabym duzo napisac na temat “jak stracilam ubrania w praniu”, ale zeby bylo pozytywnie to odwazylam sie i przejrzalam sklep Milanowka, tak jak pisalas Moniko, to wyzwanie, ale dzieki temu mam jedwabne halki, figi, szaliki i nawet jakas dziwaczna bluzke na ramiaczkach bo byla w smiesznej cenie, a i tak potrzebowalam czegos pod sweter:) Generalnie jak mam jakas watpliwosc, albo szukam np. butow, zawsze najpierw probuje sobie przypomnieć, ktore firmy polecała Monika:)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      16 lipca 2018

      Ach, opisy osobistych doświadczeń… jak ja je lubię! I na dodatek, nasze pokazowe marki z wyższej półki – Aryton i Deni Cler. Powiem Ci po cichutku, że jedna z tych nieprzyzwoicie drogich sukienek, jest właśnie z DC. Ich wzornictwo cieszy oczy, ale gdy wezmę jakiś model dokładniej pod lupę, często mam wrażenie, że stosunek “jakość – cena” jest mocno naciągnięty. Pamiętam, że rozmawiałyśmy o podobnych rozczarowaniach przy okazji jesiennych sukienek.
      Natomiast Milanówek… tak, Milanówek, to jest całkiem inny numer :-) Trzeba dużego samozaparcia, żeby stamtąd natychmiast nie uciec, jednak naprawdę można tam znaleźć jedwabne perełki. Cieszę się, że wyłowiłaś swoje.

      Ale mnie rozochociłaś. Po takiej zachęcie, nie mam chyba wyjścia… nowy sezon będziemy musiały zacząć od przeglądu obiecujących kolekcji. Dzień dobry Agnieszko. Dobrze, że jesteś :-)

      Odpowiedz
  11. Dagna
    22 lipca 2018

    Moniko, dziękuję Ci bardzo za ten wpis i za całego bloga. Jestem tu stosunkowo od niedawna i dopiero się rozglądam, ale już widzę, jak profesjonalne są Twoje wpisy. Wiem, że mamy środek lata, ale ja jestem takim zmarzluchem, że nawet teraz myślę raczej o cieplejszej odzieży (a i w letnie wieczory wolę na wszelki wypadek mieć pod ręką kaszmirowy kardigan). Przy okazji wpisu o mieszankach chciałabym więc zapytać Cię o zdanie w temacie jesiennej kurtki. Znalazłam na wyprzedaży w Massimo Dutti śliczną dwurzędową “wełnianą” kurteczkę. Leży na mnie bardzo dobrze, a z racji, że jest to jedna z ostatnich sztuk, jest w naprawdę atrakcyjnej cenie. Piszę jednak “wełnianą” w cudzysłowie, gdyż wełny ma w składzie 75%, a pozostałe 25% to poliamid. I tu moje pytanie: czy na jesień taki skład jest akceptowalny, czy jednak powinno być 100% wełny jak w zimowym płaszczu? No i czy poza tym, że nie będzie tak ciepła jak z czystej wełny, powinnam się z czymś jeszcze, z racji tego dodatku, liczyć? Bo wprawdzie 25% to mniej niż te graniczne 30% dodatku, ale jednak chciałabym wiedzieć, na co w tym konkretnym wypadku się nastawiać…

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      22 lipca 2018

      Trudno się oprzeć prawda? Massimo Dutti miewa naprawdę świetne rzeczy i jeśli chodzi o atrakcyjność cen pod koniec sezonu, jest nie do pobicia.
      To prawda, w jesiennej kurteczce kwestia grzania nie jest aż tak istotna, jak w kurtce czy płaszczu na zimę. Ale w mieszance wełny z poliamidem mniej chodzi o grzanie, a bardziej o jakość. O mieszankach wełny rozmawiałyśmy już bardzo dużo, dlatego mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci podjąć najlepszą decyzję (a tutaj znajdziesz zestawienie wszystkich rozgrzewających wpisów na temat ciepłych wełnianych okryć, np. odpowiedź na pytanie, dlaczego wełna gryzie?).

      Bardzo miło mi Cię poznać, Dagno. Czuj się jak u siebie w domu… ja też zwykle mam pod ręką jakąś narzutkę, albo przynajmniej szal z cienkiej wełenki lub jedwabiu. Bo lato nie lato, ale nigdy nie wiadomo :-)

      Odpowiedz
      • Dagna
        23 lipca 2018

        Dziękuję za linki, właśnie zaczytuję się w tej wełnianej serii :) Przy okazji przeczytałam wpisy o kaszmirze i zaczęłam zastanawiać się, z czego tak naprawdę są moje swetry… Bo to wersje “budżetowe”: Benetton, H&M Premium i inne z tej półki cenowej. W moim odczuciu jednak sweterki te są mięciutkie (wyraźnie miększe w porównaniu z merino wool, również Benettona), zupełnie niegryzące (sprawdzałam zakładając na nagą skórę), leciutkie, cieniutkie i cudownie ciepłe (mogę nosić je przez okrągły rok). Ostatecznie doszłam więc do wniosku, że albo moja skóra jest bardzo niewymagająca, albo po prostu zadowalam się nimi, bo nie próbowałam jeszcze niczego lepszego. Cóż, chyba po prostu zaczekam aż budżet na to pozwoli i sprawię sobie dla porównania coś z wyższej półki. A tymczasem będę się u Ciebie edukować :)

        Odpowiedz
  12. Makosza
    26 lipca 2018

    Bardzo rzeczowy wpis.

    Z wiskozą mam trochę inne doświadczenie. Jakieś 4 lata temu kupiłam parę sukienek jednej marki z wiskozy. Wykończenie nie było pierwsza klasa ale i sukienki nie były drogie. Dopiero w tym roku się z nimi rozstałam, bo materiał się przetarł na szwach, pod pachami. Sukienki nosiłam bardzo często, bo mam mało ubrań. Nie śmierdziały, po praniu były świeże (mam złe doświadczenia z bawełną h&m, gdzie po praniu podczas prasowania czułam pot a ogólnie nie mam problemów z nadmiernym poceniem czy mocnym zapachem), jak je od razu starannie powiesiłam to nie musiałam prasować, bardzo dobrze się nosiły, nie było kulek. Jedyne co to wyglądały tylko na dzienne sukienki. Od mamy dostałam inną sukienkę wiskozową i niestety ale na plecach kuleczki się pojawiły. I to od plecaka, który był na moich plecach około godziny. Może po prostu marka anna field ma dobrej jakości wiskozę.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      31 lipca 2018

      Z wiskozą jest podobnie jak z każdym innym surowcem, może być lepszy lub gorszy – więc fajnie trafiłaś. Aby się przekonać, czy faktycznie dobra jakość surowca leży firmie na sercu, trzeba by kupić coś z ostatnich kolekcji i porównać.
      A w ogóle, to na pewno nie jest koniec naszych wiskozowych opowieści, bo obserwując sezonowe zmiany, wychodzi mi na to, że z wiskozą i jej mieszankami będziemy miały coraz częściej do czynienia.

      Odpowiedz
      • Makosza
        9 sierpnia 2018

        Też to zauważyłam. Drogie czy tanie, wiskoza coraz częściej się pokazuje w składzie.

        Odpowiedz
  13. Anna
    2 listopada 2018

    Droga Moniko! Wracam do tych artykułów jak bumerang. Poszukuję teraz swetrów na zimę i czytam sobie różne blogi modowe, gdzie można znaleźć obłędne kolorystycznie swetry, z cudownymi, warkoczowymi splotami. Podążam na stronkę, którą blogerka poleca i trafiam na mieszanki z akrylem, poliamidem. I ta cena – 100-200 zł i już mam sweter. Czuję się trochę jak kobieta na diecie, stojąca przed sklepem z ciastkami, która sobie mówi – no tylko ta eklerka, przecież mi nie zaszkodzi. Po prostu muszę się wyżalić, że ciężko jest czasem sobie odpuścić. Muszę sobie wtedy przypominać, że moim celem jest stworzenie garderoby z dobrych materiałowo ubrań, służącej mi lata, nie tygodnie. Wiem, że za piękny, różowy sweter z wełny 100% zapłacę kilkaset złotych, jeśli wymarzony znajdę. Nie jest to łatwe, bo jak ktoś wchodzi w produkcję z dobrych materiałów, to mam wrażenie, że zapomina o estetyce. Tzn, jakaś estetyka istnieje, ale są to często ubrania, które wyglądają tak, że po ich ubraniu mam się zaszyć w lesie, jeść korzenie i sama polować na dziki. Choć cenię minimalizm i skandynawskiego ducha, to jestem też kobietą, a nie słupem, który trzeba zakryć.
    Ok, wyżaliłam się, zeszło powietrze. Nie zjem tego eklerka… Pozdrawiam najmocniej!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 listopada 2018

      Kapitalne porównania, będę miała materiał do przemyśleń na cały weekend. A propos dzików… obejrzyj sobie dzianiny od Ivko, Boden, Boss (można je znaleźć, np. na zalando, ale najlepiej jest oglądać w oryginale, bo to uczta dla oczu i boska inspiracja) albo cuda, które dziergają dziewczyny na etsy.com i pakamera.pl.
      Nikt nie mówił, że będzie łatwo… ale dobrze, że nie zjadłaś :-) Nie będzie Ci się odbijało (za każdym razem, kiedy otworzysz szafę). Ściskam Cele… nocojagadam… Aniu.

      PS Wszyscy noszą kolorowe swetry w warkocze w tym sezonie? To my nie! Już lepiej jakiś kaszmir albo milusi szal (ten albo ten, albo ten albo ten, który ja też mam).

      Odpowiedz
      • Anna
        6 listopada 2018

        Już sobie porobiłam zakładki i się podelektuję w dłuższy, wolny wieczór. Dziękuję!
        A z tym imieniem ksywką to taka śmieszna sprawa – Celestyna to bohaterka z mojej ukochanej serii książek Małgorzaty Musierowicz. Gdy je czytałam miałam z piętnaście lat i oczywiście się z nią identyfikowałam, wiadomo. I wszędzie używałam tego imienia jako nick. I ostatnio odgrzebałam te tytuły, bo bardzo się moim dzieciom spodobały. Okazało się, że Celestyna to już nie moja liga wiekowa, pasuję teraz wiekowo do jej ciotki Wiesi, która w książce przeżywa, że na pisanie wierszy jest za stara, bo ma już … lat :). A Wiesią to już na pewno nie będę. Wracam do oryginału :). I jak zawsze najmocniej pozdrawiam!

        Odpowiedz

Dodaj komentarz