29 czerwca 2016 / Szafa marzeń / 44 komentarze

Znasz mnie, jestem romantyczką na wskroś, wzdłuż i w poprzek, ale w tych minimalistycznych, architektonicznie czystych projektach zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

 

 

Nie mój styl, nie moja estetyka… dlaczego więc nie mogę się napatrzeć?

ubrania marki Kaaskas

 

Bezpretensjonalność. Prostota. Klarowność.

 

 

 

ubrania marki Kaaskas: koszula

 

Funkcjonalność. Zdecydowanie. Precyzja.

 

 

 

Ten krój. Ten kolor. Struktura. Szmizjerka Kaaskas mogłaby wisieć w mojej szafie:

ubrania marki Kaaskas: szmizjerka

 

Jeśli to nie jest letni ideał, to co nim jest?

 

 

 

Wiesz, że dzisiaj miało być coś całkiem innego? Jednak musiałam się pośpieszyć, bo już zaczęła się wyprzedaż.

 

Ubrania projektantki można obejrzeć i zamówić w: kaaskas.com, showroom.pl.

 

 

 



Komentarze

  1. Aga
    29 czerwca 2016

    Ta czerwona jest piekna! Biore ja od razu!!!!!!

    Odpowiedz
  2. Weronika
    29 czerwca 2016

    Droga Moniko, skoro już tak sobie o polskich markach rozmawiamy natrafiłam ostatnio na pewną polską markę, która produkuje odzież typu homewear (w końcu w domu też chcemy ładnie wyglądać prawda?). Cena jest dość wysoka za ich produkty, a to chyba nie jest czysty jedwab. Zerknij proszę i wyraź swoje zdanie, jako ekspert z dziedziny materiałów.

    Odpowiedz
  3. Weronika
    29 czerwca 2016

    Zapomniałam napisać o jaką markę chodzi. Pierdoła ze mnie ;) Chodzi o firmę MOYE. http://moyestore.com/pln/

    Odpowiedz
    • Krystyna
      29 czerwca 2016

      Ja zerknęłam i z początku myślałam, że to wszystko jedwabne, a to cupro… Roz-cza-ro-wa-nie. Pranie tylko chemiczne i mocno się gniecie. Poza tym takie proste modele powinnam sama sobie uszyć. Z jedwabiu. Albo i nie.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 czerwca 2016

      Ojej… no nie lubię. Nie lubię wiskozy, cupro, lyocellów i innych sztucznych wynalazków, które sprzedaje się jako “zamienniki jedwabiu”, a które są dokładnie tym, na co tak naprawdę wyglądają: niezłym materiałem na podszewkę.
      Dlatego szkoda, ale nie i jeszcze raz nie. Zdjęcia na stronie MOYE są przepiękne, zakładka “nasze materiały” brzmi obiecująco, ale czuję się dokładnie tak, jak Krystyna… gdzie te jedwabie i bawełny? Same sztuczności.

      P.S. Weroniko masz rację, “po domu” również chcemy wyglądać kobieco i ładnie, a cena tej bielizny jest co najmniej kontrowersyjna. Przecież w podobnej cenie można kupić śliczną haleczkę z prawdziwego jedwabiu (a jak się trafi, to nawet taniej :-)

      Odpowiedz
      • Weronika
        30 czerwca 2016

        No właśnie ja na początku też się dałam nabrać. Bo zdjęcia piękne, ale nauczyłam się by czytać metki. Myślałam, że to jedwab a tu jakieś cupro. Co to u licha jest to cupro. Dlatego odpuściłam i nic nie kupiłam. Milanówek ma lepszej jakości bieliznę i tańszą. A ostatnio kupiłam mężowi u nich jedwabny krawat. Taki piękny!

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          1 lipca 2016

          Cupro, podobnie jak wiskozę, acetat, modal albo lyocell, otrzymuje się w wyniku chemicznej obróbki celulozy. Celuloza jest składnikiem pochodzenia roślinnego (otrzymuje się ją np. z drewna albo bawełnianych odpadów), więc tkaniny oparte na jej syntezie sprzedaje się nam jako tkaniny “naturalne”.
          Na pytanie Czy włókno powstałe w wyniku skomplikowanych procesów wymagających użycia trujących chemikaliów, można w jakikolwiek sposób przyrównać do włókna pochodzenia naturalnego (wełny, bawełny, jedwabiu, lnu)?, spróbuję odpowiedzieć przy najbliższej okazji. Wpis pod roboczym tytułem “Dlaczego nie lubię wiskozy?” nie może się już doczekać na swoją kolejkę.

          Ooo, milanowski jedwab to coś całkiem innego… no bo, jeśli człowiek miał już do czynienia z prawdziwym jedwabiem, nie da się uwieść sztucznej gładkości żadnego cupra :-)

          Odpowiedz
      • Monika
        1 lipca 2016

        Ale wiskoza na lato – czemu nie? Jest lekka, lżejsza niż bawełna, dobrze przepuszcza powietrze, ładnie się układa (jeśli ktoś lubi ten lejący efekt). Ja noszę, także dlatego, że o wiskozę w sklepach łatwiej niż o lekką, delikatną bawełnę. A także dlatego, że dobrze się sprawdza w upały, nie łapie zapachów tak jak bawełna i szybciej schnie.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          1 lipca 2016

          Bo wygląda jak podszewka? Bo się klei do ciała? Bo gniecie się jak głupia? Bo nie chroni ciała ani przed zimnem ani gorącem, ani przed przenikaniem promieniowania słonecznego? Bo produkcja chemicznych włókien, w tym wiskozy, jest współodpowiedzialna za nienasyconą konsumpcję i sztucznie podtrzymywaną “konieczność” wytwarzania milionów ton (corocznie!) nikomu niepotrzebnej taniej odzieży?

          Wiem. I masz rację, rzeczywiście łatwiej jest znaleźć w sklepie coś wiskozowatego (ostatnio to lyocell pretenduje do miana najlepszego zamiennika jedwabiu) niż bawełnianego. Ale… No właśnie, ale. Postaram się pozbierać te wszystkie “ale” w jakiś sensowny, lekkostrawny tekst. Bo sprawa jest okropnie zagmatwana.

          Odpowiedz
          • Agnieszka M.
            2 lipca 2016

            Przy produkcji bawełny też wiele chemikaliów jest stosowanych, potem jeszcze barwniki tkanin. Ekologicznych upraw zbyt wiele nie ma ani farb.

          • Monika Frese
            2 lipca 2016

            Temat jest gorący… będziemy miały o czym podyskutować.

          • Monika
            3 lipca 2016

            Nie zawsze wygląda jak podszewka. Czasem bardziej jak bawełna, czasem raczej jak jedwab. Czasem faktycznie jak podszewka, ale takiej nie kupuję. Nie zawsze się też klei do ciała. Właściwie żadna z moich bluzek czy sukienek wiskozowych tego nie robi. Nie chroni ciała przed zimnem – zupełnie jak bawełna. A przed promieniami słonecznymi nie chroni chyba nic, co jest cienkie. Produkcja wszelkich tekstyliów mocno obciąża środowisko. Tyle, że się faktycznie gniecie. Zupełnie jak len. Ale taka jej uroda. Zupełnie jak lnu.
            Lubię jedwab, ale jest trudny do kupienia, bardzo drogi i wymaga ostrożnego prania. Wiskoza latem zastępuje go całkiem nieźle, zwłaszcza w codziennych ubraniach, które trzeba często prać. To nie poliester, który nie przepuszcza powietrza i jest paskudny w dotyku. Jestem #teamwiskoza. Przynajmniej dopóki nie będzie mnie stać, żeby cała moja letnia garderoba była jedwabna. Włącznie z sukienkami plażowymi.

          • Monika Frese
            4 lipca 2016

            Nie lubię wiskozy i już. Jestem krawcem, który pracuje na co dzień ze szlachetnymi, naturalnymi materiałami i nie przekonują mnie podróbki. Wiskoza, która z założenia ma wyglądać jak jedwab o właściwościach bawełny, pozostaje dla mnie materiałem na podszewki, ponieważ nie sprawdza się doskonale w żadnej z tych ról (ani nie wygląda jak jedwab, ani nie zastępuje godnie bawełny).

            Moje marzenie jest proste, chciałabym żebyśmy były traktowane przez handel równie poważnie jak mężczyźni – im nikt nie wciska wiskozy, cupro, modalu albo lyocellu jako niezastąpionych materiałów na lato. Wystarczyłoby przecież, gdyby letnia kobieca szafa wypełniona była bawełną i lekką wełną. Ewentualnie lnem, jak kto lubi.
            A jedwab? Jedwab był i jest luksusem… niech pozostanie na specjalne okazje.

  4. Krystyna
    29 czerwca 2016

    Nie mój styl, ale ta czerwona ma coś w sobie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 czerwca 2016

      Mhmm… podoba mi się ta rozrzutność w krojeniu materiału. Suta, długa spódnica i szeroka szarfa wiązana na kokardę.
      W sam raz na rower :-)

      Odpowiedz
  5. Wiktoria
    29 czerwca 2016

    Jestem zwolenniczką ubrań prostych, ale bardziej klasycznych, niż minimalistycznych. Jednakże te, podobają mi się. Sukienki i spódnice, po niewielkich modyfikacjach, mogłabym przygarnąć, a czerwona szmizjerka jest rzeczywiście piękna.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 czerwca 2016

      Też mi się zdaje, że klasyczna szafa nie straciłaby nic ze swojej eleganckiej klasy, gdyby znalazło się w niej kilka ubrań o uproszczonej, zdecydowanej linii. Dla niejednej takiej szafy, mogłaby to nawet być fantastyczna kuracja odmładzająca.

      A propos czerwonej szmizjerki, przydałaby mi się dzisiaj jak nic! Mam w planach cały dzień “in the city”… już znikam :-)

      Odpowiedz
  6. Agnieszka M.
    29 czerwca 2016

    Nie wydaje mi się, żebyś była w wyborach ubraniowych całkiem romantyczką ani żeby te ciuchy romantyczne wcale nie było. Kokarda, marszczenie są romantic.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 czerwca 2016

      Sama prawda :-) Te ubrania pasują do wielu klimatów: romantycznego, naturalnego, klasycznego, awangardowego i wszystkich pomiędzy. Może tylko dla 100% elegantki byłyby zbyt… przestrzenne.

      Odpowiedz
  7. Makosza
    1 lipca 2016

    Smutno mi, bo nie przeszliśmy dalej. Jej, jaką ja miałam nadzieję.

    Fajne ciuszki choć nie dla mnie. Czerwona sukienka bardzo fajna. Tylko góra by mi nie pasowała, bo niestety w golfowatych rzeczach moje piersi wyglądają na 4 razy większe i jakby były na brzuchu. Idealnie, jakby miała dekolt w serek. I kokarda bardzo fajna.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 lipca 2016

      Mnie najbardziej się podoba, że wiesz w czym jest Ci dobrze, a w czym nie. Z taką wiedzą łatwiej się ubrać, nawet wtedy, kiedy oferta sklepowa pozostawia wiele do życzenia w dziedzinie jakości dopasowania.

      P.S. Nie smuć się, spójrzmy na to z jaśniejszej strony… ale ładne te chłopaki, aż przyjemnie popatrzeć!

      Odpowiedz
  8. Ewelina
    1 lipca 2016

    Widać, że kolekcja uszyta z dobrych tkanin, ciekawe formy i wykończenia:) Niemniej jakieś takie “ciężkie” na sylwetce wydaja mi się te ubrania, sama nie wiem, hmm.

    Odpowiedz
    • Monika
      1 lipca 2016

      To chyba dlatego, że są ta zaaranżowane – modelki stoją w trochę sztucznych pozach (nikt tak nie stoi, jeśli skończył już edukację przedszkolną), do tego mają ciężkie buty, które dodają sylwetce toporności. Nie bez znaczenia jest długość – przy takich butach spódnice do pół łydki muszą dawać ciężki efekt. Ale taki był zamiar, taki styl. Myślę jednak, że można je lżej zestawić. Ewentualnie skrócić spódnice do długości tuż za kolano, jeśli komuś w tym noga (i cała sylwetka) lepiej wygląda. Choć pewnie autor projektu oburzyłby się na taką profanację :D

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        1 lipca 2016

        Ja się oburzam! Faktycznie, profanacja ;-)

        Odpowiedz
        • Monika
          3 lipca 2016

          A ja bez oporów poprawiam kupione ubrania, jeśli mam ochotę. Autor może płakać, ale to nie on je nosi :)

          Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 lipca 2016

      Ciężkie? Chyba nie. Po prostu nie podkreślają figury, tylko ją ubierają. Taka świadoma przeciwwaga dla ubrań, które mocno zaznaczają i uwydatniają kobiecą sylwetkę.

      P.S. Bardzo podoba mi się Twoja relacja z renowacji balerinek. Kremy do butów Saphir znam i używam, ale balsam i pomada to dla mnie nowość. Koniecznie muszę wypróbować na swoich, bo krzyczą już od dawna o ratunek.

      Odpowiedz
      • Aga
        5 lipca 2016

        A gdzie mozna ta relacje znalezc, bo mnie tez bardzo interesuje. Mam kilka bucikow, ktore chetnie bym nieco “odnowila”.

        Odpowiedz
      • Ewelina
        6 lipca 2016

        Pomada cudnie buty nawilża i odżywia, na pewno będziesz zadowolona:)

        Odpowiedz
  9. Irensa
    1 lipca 2016

    Im dłużej się przyglądam tym modelom tym bardziej mi się podobają! Coś w nich jest takiego… SZyk?

    Odpowiedz
  10. Avarati
    3 lipca 2016

    Jest elegancko, wszystko od linijki i pełne prostoty… Podziwiam, ale wiem, że źle bym się czuła w tej białej bluzce z wysoką stójką, a rozszerzona spódnica za kolano mocno skracałaby sylwetkę. Ale najbardziej podobają mi się… buty! One są piękne, nie czułabym się w nich topornie :) Te sandały od razu byłyby moje! :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      3 lipca 2016

      Jak napisała wyżej Monika, spódnicę zawsze można skrócić. Chociaż… nie wszystko trzeba zaraz adaptować dla siebie, czasem można się przecież tylko tak po prostu pozachwycać :-)
      Sandały? Och jej, odważne!

      Odpowiedz
  11. Asia
    3 lipca 2016

    Czerwona szmizjerka-sukienka wspaniała. Ładne też spódnice. Generalnie parę rzeczy na kolekcję pewnie bym chętnie przygarnęła, ale bardziej podobają mi się bardziej kobiece i lekkie kreacje Kasi Zapały. Kaaskas ma kroje i pozy modelek, które kojarzą mi się ze szkolnymi fartuszkami, co nie jest złe i nawet wpisuje się w moją estetykę, ale bałabym się wyglądać w niektórych rzeczach infantylnie. Chociaż z drugiej strony ujmuje mnie, jakie piękne kombinacje tworzy 5 ciuchów na krzyż i apaszka… (przeglądnęłam wszystkie foto ze wszystkich kolekcji).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      3 lipca 2016

      Rzeczywiście, dziewczyna na zdjęciach wygląda odrobinę jak grzeczna uczennica :-) Ale nie może być inaczej, ponieważ modelki odwzorowują wizję projektanta, która w tym wypadku ma być oszczędnie minimalistyczna. Te ubrania można jednak nosić w zupełnie innych, bardziej kobiecych aranżacjach… o! To chyba byłby niezły pomysł na wpis.

      Mam dokładnie takie same wrażenie, oglądając ubrania w sklepie Kaaskas. Spójność, harmonia… od razu marzy się człowiekowi skromna szafa z pięcioma wieszakami. I tą dwustronną apaszką wiązaną w kokardę!

      Odpowiedz
  12. Asia
    4 lipca 2016

    Dodam jeszcze do przejrzenia http://mariezelie.com trafiłam na stronę szukając bawełnianych koszul. Wybór na razie prawie żaden, ale może to świadczyć o skupieniu się na jakości tych kilku modeli. Spódnice mają bawełniane podszewki.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lipca 2016

      Przejrzę z przyjemnością. Pierwsze wrażenie jest bardzo, bardzo… koszule owszem, ale jaka śliczna sukienka na powitanie!
      P.S. Dziękuję Asiu, może naprawdę wyjdzie nam coś fajnego z serią Piękne i polskie :-)

      Odpowiedz
  13. Maria Gierszewska
    6 lipca 2016

    Dziękujemy za wspomnienie o naszej marce! Wybór jest mały, bo dopiero niedawno zaczęliśmy – zamierzamy jednak systematycznie zwiększać liczbę dostępnych produktów. A rzeczywiście naszym priorytetem jest jakość.

    Gdyby planowana seria miała dojść do skutku, chętnie nawiążemy współpracę.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 lipca 2016

      Wybór na stronie jest faktycznie skromny, ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Cieszę się bardzo, że zaczęliście Państwo od naturalnych tkanin – bawełna wykończona podszewką z bawełny, to w odzieży damskiej rzadko spotykana klasa ubrania.

      Trzymam kciuki za rozwój firmy i również ciepło pozdrawiam :-)

      P.S. Podziękowania należą się Asi, która znalazła Marie Zelie… Asiu, czytasz?

      Odpowiedz
      • Asia
        6 lipca 2016

        Czytam :) Teź trzymam kciuki.

        Odpowiedz
  14. Paula
    14 października 2016

    W ubraniach Kaaskas jest coś ponadczasowego. Ta czerwona sukienka jest cudowna. Lubię takie odcienie. Na https://www.showroom.pl jest jeszcze parę ciekawych projektów. :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz