16 czerwca 2016 / Prosto z atelier / 25 komentarzy

Przymierzyłam. Zachwyciłam się. Kupiłam. Refleksje, które kłębią mi się w głowie sięgają głębiej, niż zachwyt nad przemyślaną linią kroju i prostą linią szwów. Na przykład, czy dorosły, odpowiedzialnie myślący człowiek, w ogóle powinien kupować ubrania hm, jakby nie było sieciówki, w której sprzedaje się tanią, szybką modę?

(Dzisiejszy post jest kontynuacją wpisu, pt. Prosto z przymierzalni: H&M, linia Conscious Exclusive. Jeżeli jesteś u mnie po raz pierwszy, zacznij właśnie od niego.)

 

Ubrania hm: refleksja pierwsza

Napisanie posta takiego jak ostatni, wygląda tak: przeglądam aktualną kolekcję w sklepie online, wybieram kilka rzeczy i zamawiam. Po 2-7 dniach (w zależności od wielkości zamówienia) paczka z ciuszkami jest u mnie. Przymiarka musi poczekać do weekendu, ponieważ szansa, że znajdę spokojną godzinę w środku tygodnia jest prawie żadna (ha, godzina! Tak się tylko mówi. Sama wiesz, że godzinka spędzona w przymierzalni, nie wiadomo jakim sposobem zmienia się w trzy). Nadchodzi sobota i jeśli nie wypadnie mi nic niespodziewanego, przymierzam.

Przymierzam, fotografuję, zastanawiam się co do czego. W ciągu kolejnych kilku dni, w wolnych chwilach wybieram i obrabiam zdjęcia, zastanawiam się nad formą wpisu… i tak dalej, aż do wciśnięcia opublikuj.

Jeśli wszystko – od złożenia zamówienia, do opublikowania wpisu na blogu – zajmie tylko dwa tygodnie, jestem szczęśliwa (było super szybko :-). No tak… w tym czasie, rozmiary opisywanych ubrań zdążyły się mocno przerzedzić. Albo nawet całkiem zniknąć ze sklepu. W tym ostatnim przypadku pociesza mnie jedno – miałam rację, były świetne.

 

 

Ubrania hm: linia Conscious Exclusivefot. hm.com; kolekcja Conscious Exclusive 2016

 

 

Ubrania hm: refleksja druga

Polityka sprzedaży międzynarodowej firmy, w każdym kraju jest trochę inna. Zawsze wydawało mi się, że w firmowym sklepie danej marki, w każdym miejscu na świecie znajdę to samo. Ale tak nie jest.

Ubrania, które znajdę w którymś ze sklepów Zary w Hiszpanii, są nie tylko tańsze od tego co wisi w jej berlińskim odpowiedniku, ale przede wszystkim są bardziej wdzięczne i kobiece. Wiadomo, Niemka nosi spodnie i praktycznie zachowawcze barwy, natomiast Hiszpanka kocha kolory, pokazuje nogi i chętnie podkreśla swoją atrakcyjność.

Albo te miękkie dzianiny, które leżały na półkach świeżo otwartego salonu Benettona w Łodzi: jednomyślnie biało-beżowo-szaro-czarne. Ale przecież w przywiezionym z zimowego urlopu włoskim Vogue, reklama Benettona mieniła się kolorowym przepychem! Wiadomo, w Polsce sprzedaje się mało fantazyjna klasyka, we Włoszech seksowne kroje, mocne barwy i wzory.

 

To nie jest przypadek, że (jak dowiedziałam się przed paroma dniam) ostatnia kolekcja Conscious Exclusive, w Polsce była dostępna jedynie online i w warszawskim sklepie H&M na Marszałkowskiej. Mogłybyśmy snuć różne teorie, jednak patrząc z perspektywy międzynarodowego koncernu,  sytuacja na polskim rynku wygląda tak: w Polsce dobra jakość sprzedaje się słabo.

Jesteśmy współodpowiedzialne za to, co wisi w sklepach, ponieważ stara zasada handlowa popyt czyni podaż nigdy nie straciła swojej aktualności. To my same, swoimi wyborami dajemy branży (nie tylko) odzieżowej wyraźne sygnały – to się sprzedaje, a to nie. Duże firmy zatrudniają analityków i specjalistów, których jedynym zadaniem jest obserwacja naszych zachowań podczas zakupów i wyciąganie z tych zachowań praktycznych wniosków. Jeśli klient chce dużo i tanio, to dużo i tanio dostanie.

Nie łudźmy się, tanio znaczy przede wszystkim bylejak. Bylejak pod każdym względem.

 

 

Ubrania hm: refleksja trzecia

Ubrania wielu firm, w tym również H&M są szyte w najbiedniejszych krajach świata, gdzie warunki pracy są w niczym nieporównywalne z europejskimi standardami. Argument zwiększania dobrobytu w krajach rozwijających się poprzez tworzenie i zapewnianie nowych miejsc pracy, który w tym kontekście zawsze się pojawia, nigdy mnie nie przekonywał, ponieważ uważam, że najpierw trzeba zadbać o najbliższą przestrzeń – o to, żeby moja przyjaciółka/siostra/sąsiadka miała z czego żyć.

Jednak fakt pozostaje faktem: zarobki pracowników i koszty związane z wyprodukowaniem modnej odzieży w cenie, którą rynek (czyli klient) chce zapłacić, w Chinach, Indiach i Bangladeszu są o niebo niższe, niż w Polsce. Dlatego lepiej mi się śpi, gdy wiem, że firma której ubrania noszę, od lat eksperymentuje z odpowiedzialnym podejściem do mody.

  • Prowokując dyskusje na szczeblu międzynarodowym,
  • wspierając organizacje pozarządowe, angażujące się w poprawę sytuacji pracowników przemysłu tekstylnego,
  • szyjąc kolekcje z ekologicznych materiałów, wytwarzanych bez użycia trujących pestycydów i chemii…

jest nie tylko wzorcem dla branży odzieżowej, ale poprzez rozmach swoich akcji, generuje zainteresowanie opinii publicznej. W tym młodszego pokolenia, od którego w końcu zależy przyszłość.

Jestem świadoma, że ubrania hm z kolekcji Conscious są kroplą w morzu całej produkcji firmy, ale nie pytam o więcej. Im większa firma, tym więcej może zdziałać, więc cieszy mnie ta kropla. Myślę o niej, jak o dobrym początku.

 

 

Wszystko na temat strategii H&M, dotyczącej zrównoważonej, odpowiedzialnej mody przeczytasz tutaj.

Przeczytałam. Patrzę na swoje nowe nabytki… I feel good!

 

 

 



Komentarze

  1. Anna
    16 czerwca 2016

    Tak, to dobry początek. Mamy wpływ na więcej spraw niż nam się wydaje. Cieszę się, że o tym napisałaś w przejrzysty sposób.
    I nie wiedziałam, że wspomniana firma ma taką strategię.
    Przesyłam serdeczne uściski :-)

    Odpowiedz
  2. Wiktoria
    16 czerwca 2016

    Zgadzam się, że klienci uczą producentów. Jeśli kupują tanią tandetę, to znaczy, że można im taki asortyment serwować. Jednakże, w Polsce niestety, wielu osób nie stać na prawdziwą jakość. Choć zauważam także, sporo rzeczy nietanich, a również marnej jakości. Ktoś też je kupuje, więc może jednak mamy małą świadomość. Dlatego, blogi takie jak Twój, są niezmiernie potrzebne.

    Odpowiedz
    • Makosza
      17 czerwca 2016

      Nie do końca. W Polsce są też rzeczy dobrej jakości w rozsądnej cenie ale trzeba poszukać, pochodzić po małych sklepikach. A ludzie lecą do hm, zar i kupują co tylko mogą, byle by dużo i tanio. Choć patrząc na ceny to nie są to tanie rzeczy jak w NIemczech. Tzn. ceny te same ale inne zarobki. To samo widzę w Niemczech wśród młodych ludzi.
      A co do ceny to fakt. Jakiś miesiąc temu szukałam sukienki z przyjaciółką na wesele. 200 euro i plastik ale markowy plastik. Ręce opadają.
      Jeśli komuś nie zależy na metkach to da radę ale jeśli ktoś musi mieć to będzie drożej.

      Pamiętam jak szukałam marynarki, 100% wełna. Dla mężczyzn znalazłam bez problemu w dobrej cenie, dla siebie dopiero w Hugo Bossie za 300 coś. Zabolało, bo nie mogłam kupić, szukam dalej.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        20 czerwca 2016

        Cześć, już jestem. W poszukiwaniu wełnianego żakietu (albo pięknego wełnianego sweterka) rozejrzyj się w sklepach typu “Jagd und Tracht”, np. frankonia.com. Ceny są dumne, ale pojedyncze modele albo rozmiary można dostać za połowę. Warto zaglądać, bo nie wszystko jest na ludowo i zdarzają się piękne bluzki, eleganckie sukienki, klasycznie proste żakiety albo trencze.

        Odpowiedz
  3. Avarati
    16 czerwca 2016

    Trochę żałuję tego, że w Polsce musimy się zadowolić smutnymi kolorami i oversize’m atakującym wszystkie sklepy na raz. Pamiętam, jak byłam w Hiszpanii, byłam oczarowana ludźmi, którzy szaleją z kolorami i fasonami, chłopaki nosili odważne kolory, czerwień, żółć, róż, fiolet i wiedzieli, że espadryle nosi się na gołą stopę. I w sklepach również. Kolory, kolory i jeszcze raz kolory. Powinnam się przeprowadzić do ciepłych krajów, tak sądzę. ;) Nie raz mi ludzie mówią, że noszę się jak Hiszpanka albo Włoszka, bardzo spodobał mi się komplement ;)

    A co do H&M, to nie mam zbyt wielu ubrań, ale wszystkie z nich mają dobrą jakość i nie skarżę się na nie zbytnio. Miałam kiedyś z H&M spodnie z wężowym motywem (kupiłam je w Niemczech), który się zmył, ale po pięciu latach użytkowania nie obtarły się, a spodnie ze Zary czy Diverse już po dwóch latach obtarły się na styku ud. Już więcej tam nie kupię spodni :)
    Jeszcze C&A ma fajną jakość, lubię ich niektóre linie, ale trzeba patrzeć na składy i na rozmiarówkę, bo raz się okazało, że w talii mam S, w biuście M, a w biodrach L (a propo Twój wpis o standardowej rozmiarówce). Muszę nauczyć się szyć!

    Jestem raczej taką osobą, która idzie z każdą usterką do sklepu. Nie ma, że boli :)

    Odpowiedz
  4. @nia
    17 czerwca 2016

    Zgoda na bylejakość w sklepach wynika też z tego, że niewiele jest osób (kobiet?), które patrzą na skład tylko na to, czy coś jest ładne i czy dobrze się w tym wygląda. Marzy mi się, żeby świadomość kobiet o materiałach była większa, sama próbuję coś robić w tym temacie, edukując przyjaciółki i mamę.
    Nie wiem czy mogę zalinkować, ale dobrym uzupełnieniem tematu jest wpis Mr. Vintage – http://mrvintage.pl/2015/02/drogie-panie-wy-kupujecie.html

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 czerwca 2016

      Masz rację Aniu, trzeba działać, nie narzekać. To ja też spróbuję dorzucić swoją cegiełkę do tej edukacyjnej roboty… coś chyba za rzadko pojawiają się nam ostatnio wpisy o materiałach :-)

      Mr. Vintage świetnie – otwarcie i jasno – podsumował problem jakości odzieży kobiecej.
      Problem jest na tyle duży, że po kilku podejściach zrezygnowałam z zapowiadanej serii “Co słychać u…” W żadnej (!) polskiej firmie nie znalazłam kolekcji letniej, którą z czystym sumieniem mogłabym na blogu polecić. Same poliestry.

      Odpowiedz
      • galeria61
        17 czerwca 2016

        No właśnie. Szukam letniej sukienki. I szukam …
        Poliestry wyrzuciłam z mojej szafy. Zrobiło się dziwnie pusto :) Ale sukienki na lato nadal nie mogę znaleźć :(
        Och Moniko, ciężkie jest życie świadomego klienta. Ciężkie :)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          20 czerwca 2016

          No to dobrze się składa: kolejne wpisy będą przede wszystkim o sukienkach.

          Odpowiedz
        • Aga
          21 czerwca 2016

          Jezeli o chodiz o letnie sukienki, to polecam firme Closet. Ostatnio kupilam sobie w Zalando 2 sukienki od nich. Sa naprawde fajne. I jest duzo bawelnianych, bo takie lubie najbardziej.

          Odpowiedz
  5. Monika
    17 czerwca 2016

    Na szczęście podejście do jakości już się zmienia. Powoli, ale systematycznie. Sama staram się nieść kaganek oświaty i koleżanki chętnie słuchają, owszem. Nie zawsze od razu stosują, ale problem już widzą.

    Odpowiedz
  6. Monika Frese
    17 czerwca 2016

    Wiecie co, dziewczyny? Właśnie wpadło mi do głowy: im większa społeczność, tym większy jej wpływ na firmy, marki, przedsięwzięcia… nie ma wyjścia, musimy rosnąć w siłę! Będę spać spokojnie dopiero wtedy, gdy – tak jak u Mr. Vintage – pod którymś z kolejnych wpisów o jakości, ukaże się ponad 200 komentarzy.

    Odpowiedz
  7. Catty
    17 czerwca 2016

    Pooglądałam sobie trochę ubrań z kolekcji Concious Exclusive – ładne, chociaż raczej nie w moim stylu. Ale wyraźnie widać w tej kolekcji spójność, a to lubię :)

    H&M jako sklep lubię, dość regularnie tam kupuję i jestem zadowolona, mimo że wybieram te tańsze rzeczy (hm, mam od nich moje ulubione biustonosze, koronkowe bralette, w całej gamie kolorów :)). Ale zastanawia mnie, na ile to budowanie pozytywnego wizerunku jest oparte na faktycznych działaniach.. Np. wiosną w H&M kupiłam zwykłą bluzkę, 100% bawełna, za 30 zł (cena regularna). Spodobał mi się kolor – pudrowy róż. Bluzka była właśnie z metką Concious, z tzw. bawełny organicznej. Czy cena (moim zdaniem niska) faktycznie odpowiada wyższym kosztom produkcji ubrania (bo właśnie często się słyszy, że ekologiczna uprawa bawełny jest droższa)? Jeśli to jest tak tanie, to czemu cała bawełna w sklepie nie pochodzi z upraw ekologicznych? I czemu mają w ofercie podobne bluzki, w podobnej cenie, ale np. 100% bawełna zwykła, albo 100% poliester? Mam w głowie różne pytania dotyczące m.in. przemysłu odzieżowego i chyba muszę przeczytać jakąś pozycję o tej tematyce, w ramach dokształcania się ;)

    Pomimo sceptycyzmu jestem za różnymi działaniami i akcjami “dla dobra ogółu” ;) I jestem w stanie zapłacić więcej, jeśli widać, że firmie na tym zależy, chociaż na razie ogólnie kupuję ekonomicznie i głównie na wyprzedażach. I jednak chyba ponad działania dla środowiska czy poprawę warunków pracy w krajach rozwijających się (skądinąd ważne sprawy) wyżej stawiam wspieranie polskich firm.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 czerwca 2016

      O faktycznych działaniach można poczytać (po angielsku, ale od czego jest tłumacz Google :-) w przytoczonym przeze mnie linku. To, że firma nie trąbi na prawo i lewo o własnych inicjatywach, budzi moje zaufanie – nie znoszę głośnych szczekaczy nastawionych na natychmiastowy efekt. A kto chce, ten znajdzie.
      Każda firma ma swoją własną politykę cenową. Nawet jeśli rzeczywiście, bawełna ekologiczna jest droższa od tej uprawianej konwencjonalnie, to nie musi to być rażąco widoczne w cenie końcowej produktu (pomijając już fakt, że włókna ekologiczne również mają różną jakość). Ciuszki Conscious do tej pory mnie nie przekonywały (właśnie ze względu na swoją jakość) i kolekcja exclusive jest pierwszą z tej linii, o której z całym przekonaniem mogę powiedzieć “wow!”.

      P.S. Jeśli chodzi o polskich producentów, mam czasem taką paskudną fantazję: wszyscy plajtują, ponieważ gremialnie bojkotujemy polskie marki. Mamy dosyć wciskania nam kiepsko odszytych szmatek z byle jakich materiałów, niemodnych wzorów i niekompetencji sprzedawców!
      Założę się, że po takiej historii, każda nowo powstała firma byłaby przykładem jakości i troski o dobro klienta :-)

      Odpowiedz
      • Krystyna
        20 czerwca 2016

        Można bojkotować nie tylko polskie marki. Po prostu nie kupować dużo, tanio i byle co, ale żądać dobrej jakości. Wolę kupić mniej nawet płacąc więcej niż zadowalać się bylejakością tylko dlatego, że mam małe dochody.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          20 czerwca 2016

          Amen.

          P.S. Fantazja jest biało – czerwona, bo do wszystkiego co polskie mam stosunek emocjonalny. To, co wyrabiają producenci niemieccy, angielscy albo amerykańscy, może mi się podobać albo nie, ale w głębi serca ani mnie ziębi, ani grzeje.

          Odpowiedz
  8. Irensa
    17 czerwca 2016

    Jakość – temat rzeka…A “Drogie anie co Wy kupujecie” brzmi dla mnie co najmniej dwuznacznie. Bo jakie “drogie” skoro pozwalamy sobie wciskać rzeczy tanie i byle jakie? I to na własne życzenie w sklepach z damską odzieżą mamy zalew bylejakości. Dlatego tak ważna jest “praca od podstaw”. Ten blog jest , przykładem, że można inaczej. Mniej kupować, ale lepiej i mądrzej wydawać pieniądze i dłużej cieszyć się z pięknych rzeczy :)

    Odpowiedz
  9. Asia
    19 czerwca 2016

    Jakie marki, które mają dobre linie premium, może Pani polecić? Albo marki premium, które są łatwo dostępne w Pl mają standardowe wyprzedaże rzędu 50% czy więcej.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 czerwca 2016

      Jest sporo firm z półki premium, do których opłaca się regularnie zaglądać, ale nawet mój ukochany Ralph Lauren nie stroni od syntetycznych domieszek, dlatego zawsze trzeba czytać metki. Oprócz RL, Boss, Gant, Max Mara Weekend, niemieckie Strenesse, Rena Lange, Lala Berlin, Superdry (świetne, nowoczesne wzornictwo, ale z tkaninami różnie), szwajcarski Windsor albo holenderskie Scotch & Soda. Dżinsowe marki: Levi`s, Wrangler, Mustang (mam od nich fantastyczną koszulę z cieniutkiego batystu) albo oryginalne i bardzo kobiece marki duńskie: Day Birger et Mikkelsen, by Malene Birger, Baum und Pferdgarten, Rosemunde, Noa Noa (warto poszukać w Peek & Cloppenburg, zalando.pl albo w prywatnych butikach).

      Odpowiedz
  10. mi
    20 czerwca 2016

    Witam,
    Może kilka lat temu przekonałaby mnie taka teoria, że to my konsumenci decydujemy o jakości. Teraz wydaje mi się, że takie mówienie, delikatnie mówiąc: to nadużycie. Nie my decydujemy, tylko nasz status finansowy a Polska to biedny kraj. Zalewający nas wszędzie poliester: cóż, coś trzeba zrobić z tymi butelkami… To samo jest w każdym innym przemyśle np w sklepach spożywczych każdy wie co mamy, że szynka to nie szynka tylko zbiór “E”,wody, trochę mięsa z chowu przemysłowego. Ale media mówią nam że mamy wybierać “zdrową żywność”. Jak, gdy nie mamy pieniędzy? Nasz wpływ widzę tylko w wyborze władz, które mądrze zarządzą prawem i ekonomią a to wpłynie bezpośrednio na zwykłych obywateli i ich wybór.

    Odpowiedz
    • Asia
      20 czerwca 2016

      Zgadzam się. Żyjemy w kraju, w którym wielu osób nie stać nawet na kiepskiej jakości ubrania. Sąsiedzi ubierają się w supermarketach, a Tchibo uważają za sklep luksusowy! Z drugiej strony zmienił dię sposób kupowania, dopadł nas konsumpcjonizm: kupujemy dużo, a że nas nie stać, tanio. Ja wolałabym wrócić do czasów, kiedy ubrania były drogie, ale dobre i normą było umiarkowanie. Częściej się szyło, korzystało z usług krawca, poprawiało i naprawiało. Ubranie było drogie, ale dobrze przemyślane, dopasowane i na lata. A ile korzyści (przejrzysta szafa, kontrolowane wydatki), więc nie dziwi mnie trend “capsule wardrobe”. Wiem po sobie, że jeżeli kierowałabym się 2 zasadami 1. Tylko naturalne materiały 2. Tylko to, w czym wyglądam zachwycająco (a nie “może być”, nie miałabym z 90% rzeczy w szafie.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 czerwca 2016

      Mi, problem, który poruszyłaś jest delikatny, bo jak rozmawiać o pieniądzach bez przekraczania granic dobrego samopoczucia albo dobrego smaku?
      Własną rolę widzę raczej w inspirowaniu niż w pouczaniu czy dawaniu “złotych rad”, jednak przeżyłam wystarczająco dużo kuriozalnych sytuacji, żeby nie dawać wiary w tłumaczące wszystko “nie mam pieniędzy”. Tego argumentu używa, np. koleżanka, która dziwi się, że w twojej szafie wiszą ubrania szyte na miarę, podczas kiedy jej “nie stać” na takie ekstrawagancje. Tyle, że gdy zsumujesz koszt jej przecenionych szmatek, wyjdzie na to, że wydała na nie 10 razy tyle, co ty za swoje 3 sukienki od krawcowej. I to ona nie ma się w co ubrać.

      Jestem tego samego zdania, co Anna, która w swoim komentarzu napisała “Mamy wpływ na więcej spraw niż nam się wydaje.” Można zacząć od niekupowania napojów w plastikowych butelkach, od czytania i porównywania metek, od zredukowania wysokości temparatury podczas prania, od nauczenia się szycia, od kierowania się zdrowym rozsądkiem, zamiast medialnymi przekazami… Możliwości jest bez liku, ale wszystko co robimy i tak sprowadza się do jednego – podejmując takie, a nie inne decyzje, decydujemy o kształcie naszego życia. Każdym, nawet najmniejszym wyborem, przesądzamy o naszym zdrowiu, wyglądzie, umiejętnościach, wykształceniu, otoczeniu, samopoczuciu… również o własnym statusie finansowym.

      Odpowiedz
  11. Asia
    24 czerwca 2016

    Ehh… Zamówiłam kilka rzeczy HM i wszystko odsyłam. To jest minus zakupów online, wielkie oczekiwania i wielkie rozczarowania. Ale z kolei nie znoszę tłumów i poupychanych wieszaków w wielkich halach jak w HM czy Zarze.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 czerwca 2016

      Mam tak samo i właśnie dlatego wybieram zakupy online. Rozczarowania są zawsze takie same, obojętnie czy po otwarciu paczki, czy po wyjściu z przymierzalni: uroda ciucha to jedno, dopasowanie – niestety, coś całkiem innego.

      Odpowiedz
  12. Catherine
    21 lipca 2016

    Ja sądzę, że szukanie “winnego” w firmach jest błędne i naiwne. Ostatecznie, firma nie zrobi nigdy nic, co nie zwiększy zysków. Decydujący jest klient, czy ogólnie – popyt. Jeśli będzie popyt na jakość – to będziemy mieć jakość. Jest popyt na ilość – mamy ilość. To MY, a nie firma, decydujemy o tym, gdzie idą nasze pieniądze – albo czy w ogóle idą. Od dawna żyję z “Zero Waste”, czyli życiem bez strat, i na mnie już duże firmy raczej nie zarobią. Teraz pomyślmy, że cała zachodnia kultura kupuje tylko jedną bluzkę, spodnie czy inną rzecz w roku w takim H&Mie, a resztę szyje lub szuka gdzie indziej. Firma musiałaby się zmienić i rzeczy musiałyby stać się jakościowe – po prostu zamiast kupić 10 gównianych Tshirtów za 10zł, klient kupiłby jeden porządny na lata za 100zł. Tyle. To MY decydujemy w jaką stronę podąża nasza kultura, każdego dnia, z każdym zakupem.

    Ja na moją garderobę wydaję mniej niż 200€ rocznie, a mimo to praktycznie każda rzecz jaką noszę przykuwa uwagę i wiecznie słyszę jak to pięknie wyglądam i skąd to czy tamto mam… Jak mówię, że za 2€ kupiłam (ostatnio jedwabną bluzkę na allegro za 1€…) i na ebayu to ludzie się dosłownie wkurzają.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz