Język ubrania? Tak, bo chcemy czy nie, nasze ubranie wysyła komunikat. Przekaz, który mocno oddziaływuje na nasze otoczenie zwłaszcza podczas pierwszego kontaktu, kiedy nic jeszcze o sobie nie wiemy. Oczywiście, możemy udawać, że nic nas to nie obchodzi i ubieramy się wyłącznie dla własnej przyjemności. Nie zmienia to jednak faktu, że ubranie, podobnie jak sposób jego noszenia, dużo o nas samych mówi. Chociażby dlatego, że… osobiście je przecież wybraliśmy.

 

 

Lady and the dress: język ubraniaFot. Tajemny język ubrania (Atelier Frese)

Profesjonalna specjalizacja? Ehm… przepraszam, a o jakim zawodzie mówimy?

 

 

 

O ile w sferze prywatnej pewna dowolność w nieskrępowanym wyrażaniu osobowości jest powszechnie akceptowana, a nawet podziwiana, to już tekstylne nieporozumienia i odzieżowa dezorientacja w życiu zawodowym niosą ze sobą niechciane konsekwencje.

 

Jaką informację o swoich lekarskich kompetencjach wysyła pani dermatolog w  a) kolorowej, romantycznej sukni z falbanami,  b) z rozwianym włosem i  c) z kompletem brzęczących bransoletek na obu nadgarstkach? Lirycznie nastawiona nimfa w żaden sposób nie sprawia na mnie wrażenia, że ma jakiekolwiek pojęcie o ziemskich przypadłościach zwykłych śmiertelników.

Lubię falbany, nawet bardzo, ale w godzinach urzędowania przychodni, nijak nie pasują mi one do fachowej porady na temat, takiej na przykład dermatitis atopica albo, za przeproszeniem, psoriasis vulgaris. Całe szczęście dla służby zdrowia, że większość ubraniowych ekscesów medycznej proweniencji, skryta jest pod lekarskim uniformem. A właśnie – biały lekarski kitel to przecież symbol czystości, wiedzy, zaufania.

 

Symbolem czego miałyby być natomiast grzechy niechlujności, zaniedbania albo przesadnej afektacji w miejscu pracy? Czy pani w biurze rachunkowym nie ma pojęcia o tym, że

jej źle leżący, zbyt obcisły żakiet,

– przepastny dekolt bluzki podobnie jak

podpowiadający pewną roztrzepaną niestaranność, naderwany i smętnie wiszący na jednej nitce guzik,

nie przekonują mnie zupełnie o jej zawodowych umiejętnościach? Pierwszy rzut oka upewnia mnie, że jestem w niewłaściwym miejscu.

Pomijając już fakt, że właśnie na polu zawodowym niedopasowane ubranie, podobnie jak głębokie wycięcia oraz narzucające się epatowanie kobiecymi wdziękami, kojarzone są z niskim poziomem inteligencji, to jak do licha osoba, która nie daje sobie rady z własnym guzikiem, miałaby poradzić sobie z o wiele bardziej kompleksowym zagadnieniem stanu moich finansów?

 

 

Świadomość miejsca, czasu i okoliczności to jedne z głównych wyznaczników profesjonalnych kompetencji. Elegancji i dobrego wychowania, tak przy okazji, również.

 

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dzisiejszy „powrót do natury” wraz z tendencją do swobodnej ekspresji własnego indywidualizmu, dotyka również życia zawodowego. „Casual chic” albo „piątek bez krawata” są tego dobrym przykładem. Niemniej jako pacjent, petent, klient czy zainteresowany słuchacz, życzyłabym sobie bardzo:

1. żeby już pierwszy kontakt z polecanym specjalistą budził zaufanie, dając mi poczucie, że ja i mój problem, znaleźliśmy się w dobrych rękach;

2. żeby od pierwszego wejrzenia wiadomo było, że wszystko jest tak, jak należy i mogę skupić się na rozmowie, a nie tym cholernym, dyndającym guziku rozpraszającym mnie dokumentnie!

 

Mili Goście, Drogie Przyjaciółki

Jestem zdania, że każdy odzieżowy wybór jest właściwy, o ile jest wyborem świadomym. Nawet pani urzędnik zatrudniona w konserwatywnej instytucji może dać wyraz swojej kobiecości występując w uwodzicielskim wydaniu. Jeśli myśli poważnie o własnej karierze oraz nie chce narażać swojej zawodowej reputacji, zamanifestuje jednak swój seksapil w prywatnym gronie i po godzinach pracy. A choćby i tak:

Lady and the dress: tajemny język ubraniaFot. Tajemny język ubrania (Atelier Frese)

 

 

 

A Wy Moi Mili?
Czy mieliście już jakieś niestosowne przygody tekstylnej natury z pracownikami czcigodnych zawodów, które kompletnie Was zdezorientowały, zniechęciły albo oszołomiły? Ciekawość mnie zżera! No i lubię się pośmiać.

 

 



Komentarze

  1. ja katya
    4 listopada 2013

    Ja!!!!! Ja miałam przygodę trwającą dwa semestry! Moja wykładowczyni, z którą niestety miałam trzy przedmioty, i była dojrzałą kobietą, ubierała się jak fruzia na wiejską dyskotekę:) Kobieta o niesłychanie zgrabnej figurze, matka dwóch nastoletnich córek, potrafiła przyjść na zajęcia obwieszona… krzyżami. Na nadgarstku, szyi i w uszach. Do tego manicure pod kolor stroju [kiedy mieliśmy z nią zajęcia np. dwa dni z rzędu to za każdym razem miała inne paznokcie!]. Albo falbaniasta beżowa mini w stylu country z wystającą na pół tyłka wielką metką [chyba nie widziała jak wyszła z toalety;)))], do tego białe kabaretkowe legginsy, sandałki, ach no i intensywnie turkusowa bluzka obszyta cekinami. Lubiła też ubierać się pod kolor [czerwone rajstopy, spódnica, bluzka, żakiet…].

    W ogóle to najlepsze są kobiety, które ubierają się pod kolor właśnie. Ok, czerń jest ponadczasowa i nawet zakonnice dobrze w niej wyglądają, ale fioletowe botki, rajstopy i kurtka? Czy zestaw turkusowy, razem z torebką? A może szara sukienka, a do tego żółte rajstopy, korale, kolczyki i najlepiej jeszcze żółta bransoletka?:)

    Ale żeby nie obgadywać innych to powiem, że ja nieustannie zaliczam jakieś wpadki. Ok, teraz jakby mniej, ale jeszcze 4-5 lat temu… No jak oglądam zdjęcia to czasami się czerwienię;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 listopada 2013

      Aha! To mi wygląda jak patologiczne objawy paniki zamykających się drzwi.
      Dotyka najczęściej bardzo dorosłe dziewczynki, które strasznie chcą wszystkim wokół udowodnić, że jeszcze (ciągle) są młode i piękne, że chcą, mogą, potrafią!

      Fioletów nie zamierzam się czepiać, bo… no tego, zdarzało się; ale poza tym Miła, to my tu nikogo nie obgadujemy, tylko… jakby tu… już wiem!… prowadzimy badania edukacyjne w celu wyciągania obiektywnych wniosków oraz ciągłego samodokształcania. Odpowiednia doza humoru pozwala przy tym nie zgłupieć:).

      Pssst… ja też się czerwienię. Notorycznie:))

      Odpowiedz
    • ja katya
      4 listopada 2013

      Dodam jeszcze, że chyba wolę lekarkę w wersji sexi wamp niż lekarkę z brudnymi paznokciami, a miałam okazję na taką trafić:P

      A fiolety to i ja lubię, ale bez przesytu:))

      Odpowiedz
  2. Małgorzata TP
    4 listopada 2013

    Ha, to jakby iść do zatuczonego dietetyka :) Albo pryszczatej kosmetyczki.
    Często stykam się z “innym” przekazem, nie tylko u kobiet. Facet w rozwlekłych jeansach i kolorowych adidasach też niekoniecznie pokazuje się profesjonalnie, chyba, że jest profesjonalnym cinkciarzem.
    No cóż, ja zapewne też nie zawsze przekazuję prawidłowe przesłanie “fachowego inżyniera”. Albo może – rzadko mam taki przekaz “na sobie”. Trochę zresztą już znudziło mnie dostosowywanie się do oczekiwań “grupy inżynierów” w zakresie stroju.
    pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 listopada 2013

      W moim ogródku klasyką są fryzjerki z odrostami. Najlepiej srebrzystymi.
      Ładnie błyszczą w promieniach słońca.

      Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia, jak powinna wyglądać fachowa pani inżynier. Coś w stylu rozbielonych, szaro – błękitnych porannych mgieł spodobałoby mi się z pewnością, ale oczekiwałabym raczej wygodnej spodniowo – swetrowej kombinacji. Czyli pełna dowolność, żyć nie umierać:))

      Odpowiedz
  3. Anonymous
    5 listopada 2013

    Monika, a co byś powiedziała na strażacko czerwony płaszcz, w pierwszej kościelnej ławce, na mszy żałobnej odprawianej za własną teściową w kilka dni po pogrzebie?

    Cała wieś komentowała. Wiesz, jakie są małe społeczności.

    Nie, żebym ja była jakaś religijna, ale pewne zasady obowiązują, prawda?
    Dobrze, że poruszyłaś temat. Oby “trafiło” do kogo trzeba.
    A wczoraj miałam w ręku książkę p.Jacykowa na temat “noszenia się” – uwagi w niej bardzo cenne:)
    Dobrze, że nie kupiłam, mamy przecież Ciebie:)

    Ściskam i pozdrawiam

    elka

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2013

      Na bijący po oczach płaszcz powiedziałabym, że jest bardzo wyraźną demonstracją uczuć.
      I że to taka humorystycznie – smutna historia: wieś niech ma, a co tam, tylko… męża jakoś szkoda.

      Cześć Elu, ale mnie rozpieszczasz:))
      A Jacykowa chętnie sobie przejrzę – stoi już na liście książkowych życzeń. Hmm, kto by to pomyślał:)

      Odpowiedz
  4. bastamb
    5 listopada 2013

    To ja tak w jednym zdaniu – stosownie do okazji ma być i już….
    O brudnych ciuchach czy paznokciach nie mówię, bo to już higiena…
    Pozdrawiam sedecznie…

    Odpowiedz
  5. Agnieszka M.
    29 czerwca 2015

    Zdarzyło mi się być u pani notariusz, wiek ok. 50. Intensywny makijaż oczu i skórzana kurtka zamiast żakietu. Jakoś by to uszło, figura w porządku, ale całość była przerysowana kolorystycznie, taka papuga, a nie spokojna elegancja wzbudzająca zaufanie.
    Od pewnego czasu, jak zaczęłam czytać o dress kodzie, to się chyba lepiej ubieram. Ale jak sobie przypomnę niektóre stroje, to mi wstyd. Np. letnia sukienka w kwiaty i płaskie sandałki – cieniutkie czarne paseczki. Albo nieco za głęboki dekolt (tzn. dobry póki się człowiek nie rusza, ale po nachyleniu…)
    Od czasu przytycia za ciasne żakiety to u mnie normalna:( Wstyd i hańba. Jak się ma duży biust, wąskie ramiona i plecy to nie ma właściwie siły kupić coś dobrego.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 czerwca 2015

      No właśnie, i jak tu podpisać jakieś dokumenty, jak ręka drży, a w oczach się mieni?
      Każda z nas popełnia błędy, ale fajnie jest jak z nich wyrastamy, świadomie zajmując się własnym wyglądem. Taka świadomość bardzo ułatwia życie – nam osobiście, ale i wszystkim zainteresowanym dookoła.

      Duży biust i standardowa konfekcja rzeczywiście mało się lubią. Dlatego nie obwiniaj się i nie smuć, tylko… wyciągaj te jedwabie z szafy dziewczyno i marsz do maszyny!
      P.S. Ale jakby nie było, głęboki dekolt – zwłaszcza w przypadku pełnego biustu – na pewno skutecznie odciąga wzrok od małych uchybień dopasowania :-)

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        30 czerwca 2015

        Masz jakąś ukrytą kamerę w moim domu? Wczoraj przeglądałam jedwabie i kombinowałam, co z nich uszyć, jaki krój bluzek:)
        Ale na razie na tapecie rzeczy na wakacje.

        Odpowiedz
  6. Weronika
    11 września 2016

    Miałam taką sytuację niedawno. Dwie podopieczne mojej mamy zaczynały szkołę podstawową, a że akurat przebywałam u rodziców również postanowiłam w tym wyjątkowym i formalnym wydarzeniu uczestniczyć. Byłam zszokowana wyglądem wychowawczyni dziewczynek. Moja mama określiła ją słowem “diwa”. Pani 50 +, miała na sobie intensywnie fioletową, drapowaną i podkreślającą każdą krągłość sukienkę (na szczęście nie była za krótka) wyglądała bardzo “weselnie”, miała sandały na słupku (odkryte palce, o zgrozo!), raził brak rajstop oraz ognisty tapir na głowie, dodam, że Pani ta szczyci się największym biustem w szkole (na moje oko to jakiś rozmiar miseczki L lub więcej). Osobiście specjalizuję się w protokole dyplomatycznym więc doskonale wiem jak powinien wyglądać urzędnik państwowy (nauczyciel jest nim niewątpliwie) na ważnej formalnej uroczystości jaką jest rozpoczęcie roku. Bardzo mnie ten widok zabolał ponieważ wyznaję zasadę, że to jak się ubieramy nie jest tylko dla nas samych, ale ma także świadczyć o szacunku jaki mamy dla innych.
    Pani blog jest moim odkryciem ostatnich 2-3 dni. Czytam w każdej wolnej chwili i proszę, gdzie już dotarłam :)
    Dziękuję za Pani twórczość :) Pozdrawiam, Weronika.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 września 2016

      Dobre określenie. Szkolne diwy, biurowe diwy, diwy w urzędach skarbowych… urzędująca diwa trzyma się nieźle!
      Niby śmieszne, ale jednak nie. Przepastny dekolt i epatowanie seksualnością u przedstawicielki generacji 50+, z psychologicznego punktu widzenia oznacza przecież dużo więcej niż tylko nieznajomość zawodowego kodu odzieżowego.

      Cieszę się, że Pani mnie znalazła Weroniko. Proszę się rozgościć, a ja w tym czasie zabieram się do opracowywania kolejnych tematów (o próżności! Jestem tylko człowiekiem… cztery ostatnie zdania naprawdę mnie zmotywowały :-)
      Bardzo ciepło pozdrawiam :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz