21 listopada 2014 / Prosto z atelier / 9 komentarzy

Zapraszam Cię do mojej pracowni. Naturalnie… wirtualnie.

Wyobraź sobie, że siedzimy sobie wygodnie popijając kawę i rozmawiamy o naszym najnowszym, wspólnym projekcie. Przed nami leżą próbki wełen cudownej miękkości… wiem, tak trudno się zdecydować, ale od czego masz mnie? Aha, czy już wspominałam? Dziewczyny, w ten weekend szyjemy peleryny!

 

Przecież za cztery miesiące już wiosna!

W ten weekend, zaczynając od dzisiaj, mamy w planie przyśpieszony kurs szycia peleryny. Nasz projekt składa się z trzech etapów:

  1. ustalić najlepszy wykrój,
  2. namierzyć piękną tkaninę,
  3. zlokalizować dobry zakład krawiecki.

Plan jest taki, że dzielimy się zadaniami: ja robię dla nas cenowe porównanie oraz wyszukuję modelowe wykroje i tkaniny, a Ty znajdujesz miłą i niedrogą krawcową. Jeśli sama umiesz szyć albo masz krawiecko uzdolnioną mamę, babcię, przyjaciółkę, sąsiadkę… swoją połowę masz już z głowy. Czas na moją kolej.

 

szyjemy peleryny

 

O zaletach pięknej peleryny rozmawiałyśmy ostatnim razem, dzisiaj zajmiemy się nagimi faktami. Jutro przedstawię Ci kilka wykrojów do wyboru, a w niedzielę przerobimy najładniejsze tkaniny. W poniedziałek jeszcze nie wiem, ale pewnie będę potrzebować wytchnienia. Aaa… mój entuzjazm mnie rozsadza i chcę Ci wszystko opowiedzieć na raz! Ale po kolei. Zacznijmy od początku.

 

 

Matematyka szycia

Założę się, że jeśli chodzi o ciuchy, wszystkie znalazłybyśmy bardziej inspirujące określenia niż oszczędność. Mimo to, rachunek bywa czasem  prosty jak drut: jeśli kupimy tkaninę i zlecimy szycie, efekt końcowy może być sporo tańszy od porównywalnej jakościowo oferty sklepowej. Może, ale oczywiście nie musi. Kalkulacja ta jest tym bardziej prawdopodobna, im bardziej proste w formie ubranie.

 

Z punktu widzenia kupującego, temat jest wyjątkowo interesujący, ale dziś nie będziemy zajmować się ani ekonomią sprzedaży, ani etyką pracowniczą, ani trudną sytuacją szwaczek na rynku pracy. Nie będziemy również nikogo wytykać palcami: ani firm odzieżowych, które stosują mniejsze i większe kompromisy, żeby sprostać wymaganiom rynku, ani konsumentów, czyli… nas, którzy chcielibyśmy mieć wszystko ładne, świetnej jakości i najlepiej za darmo.

Dzisiaj interesują nas czysto matematyczne wyliczenia i fakty.

A fakty wyglądają tak, że nieskomplikowany w kroju i powielany w setkach – jeśli nie tysiącach – egzemplarzy płaszcz, którejś z lepszych marek odzieżowych, adresujących swoją ofertę do eleganckiej, dorosłej kobiety, kosztuje powyżej 1200 zł. Ale tylko ten uszyty z popularnej w przemyśle konfekcyjnym, mieszanki wełny i sztucznych włókien. Płaszcz wykonany z czystej, dobrej gatunkowo wełny, to wydatek powyżej 2000 (słownie: dwóch tysięcy) zł.

 

Policzmy teraz szybciutko:

Wersja standard: 240 zł za wełnę z małą domieszką poliamidu (80 zł/m razy 3 m tkaniny) + podszewka z wiskozy 75 zł ( 25 zł/m razy 3 m podszewki) + robocizna 200 zł* = 515  i jeszcze  zaokrąglamy na nieprzewidziane wydatki. Wychodzi nam 550 zł.

Wersja lux: 1200 zł za kaszmir doskonałego gatunku (400 zł/m razy 3 m) + jedwabna podszewka 240 zł (80 zł/m razy 3 m) + 200 zł* robocizny i jeszcze nici, dodatki itp. =  1700 zł .

 

 

*A właśnie, skąd mi się wzięło to 200 zł?

Z rozpędu. Znaleziony w internecie “Cennik usług krawieckich” za uszycie żakietu przewiduje do 150 zł brutto (przejrzałam sobie cenniki różnych zakładów usługowych z kilku dużych miast oraz rozmowy na forach internetowych i mniej więcej się zgadza).

Moje 14-letnie krawieckie doświadczenie mówi mi, że uszycie żakietu jest dużo bardziej skomplikowane, niż wykonanie prostego płaszcza: żadnych klap, żadnych modelowanych rękawów, a i bez żmudnego dopasowywania całkiem się obejdzie. Po prostu łatwa konstrukcja z ciepłego i lekkiego materiału, który wiele wybacza, ponieważ w gęstym gąszczu delikatnych włosków, niewprawne, przypadkowe oko nie zauważy nawet ewentualnych, drobnych niedociągnieć. Tych samych argumentów, możesz śmiało użyć w rozmowie z krawcową :-)

 

W Łodzi, krawcowa mojej mamy zajmująca się przede wszystkim przeróbkami, po dłuższym namyśle zaproponowała 100 zł. 100 zł za uszycie peleryny z podszewką! I nie, wcale bym się nie bała, że kobitka coś mi zepsuje.

Po pierwsze jej umiejętności i rzetelność zostały już wypróbowane na niewielkich przeróbkach i szyciu spodni – co zawsze gorąco polecam w kontakcie z jakimkolwiek rzemieślnikem, którego jeszcze nie znamy (najpierw coś małego do przetestowania, bez ryzyka poważnych kosztów).

A po drugie, do uszycia prostego ubrania na bazie prostokąta, nie potrzeba nam geniuszu fenomenalnego krojczego. Sprawdzony punkt usługowy, przepiękna tkanina i dobry, gotowy projekt, w zupełności wystarczą.

 

 

Inwestycja na lata

Miła Przyjacióło, nie rozmawiamy dziś o przelotnych kaprysach, tylko o poważnej inwestycji na lata. Oczywiście, między wariantem oszczędnym, a tym najbardziej luksusowym będzie spora różnica, pamiętajmy jednak o tym, że:

  • wyprzedaże i obniżki cen ostatnich sztuk, dotyczą również materiałów;
  • szyjąca ciocia, podobnie jak zaprzyjaźniona krawcowa, są po prostu na wagę złota;
  • na naukę nowych umiejętności nigdy nie jest za późno, a kreatywne szycie to wspaniałe hobby.

Komuś, kto spytałby mnie o korzyści płynące z szycia na miarę – przecież sklepy od góry do dołu są pozapychane ciuchami – usłyszałby taką odpowiedź:

 

 

w szyciu na miarę najpiękniejsze jest to, że wszystko zależy wyłącznie od ciebie.

 

1.  Jeszcze przed zabraniem się do pracy masz całkowity wybór: kolor, fason, długość, rodzaj i ilość detali, jakość tkanin, podszewka lub jej brak. Oprócz tego, żonglując w dowolnym kierunku kosztami materiału albo robocizny, masz wpływ nie tylko na ostateczny wygląd swojego ubrania, ale również na jego koszt.

2.  Na każdym etapie szycia jesteś niezależny: możesz zmieniać, dodawać, przekształcać i kaprysić, aż do osiągnięcia satysfakcjonującego cię efektu albo… aż do wyczerpania się cierpliwości twojej krawcowej.

3.  Czy znasz to fantastyczne, wewnętrzne doznanie? Właśnie tak, to jest poczucie odpowiedzialności społecznej. Twoja

sąsiadka,

synowa (teściowa do wyboru),

– albo żona kolegi,

która zarabia szyciem na życie, nie musi obawiać się bezrobocia albo harówki od rana do wieczora u wyzyskującego ją chlebodawcy. Pracuje na własny rachunek, otrzymując dokładnie takie wynagrodzenie, jakie sama sobie ustaliła (i proszę cię, nie bądź sknerą. Nie zapomnij  następnym razem o małym napiwku – zwłaszcza, jeśli jesteś zadowolony z  jej pracy :-)

Lista ta jest oczywiście niepełna, jeśli masz sugestie, dokończ ją proszę, za mnie – i dla mnie – w komentarzach.

 

Nawet, jeśli w pierwszej chwili pomysł peleryny na zimę wydaje Ci się niezbyt praktyczny albo zbyt ekstrawagancki, przemyśl go sobie w spokoju. Pośpiech jest złym doradcą, więc nie śpiesz się, zastanów i daj mi czas do jutra. Jutro przyjrzymy się razem czterem wariantom peleryn i daję słowo, nie będziesz mogła się oprzeć :-)

 

 

 

Miłe Przyjaciółki, drodzy Goście,

dzisiaj na blogu jest piątek dziękczynny, więc chcę Wam bardzo podziękować za to, że odwiedzacie Jak ubrać dorosłą kobietę, sprawiając, że stale i od nowa wierzę w sens pisania o mało popularnych tematach: dobrej jakości i indywidualiźmie.

Dziękuję Wam za uważność – dopiero parę dni temu wprowadziłam cichaczem newsletter, a już znalazło się parę odkrywczyń (a przecież tak dobrze ukryłam go w parze z kontaktem!). Jestem wzruszona.

Dziękuję Wam za ciepłe, mądre i dowcipne komentarze. Śmiem twierdzić, że atmosfera na blogu – jeśli chodzi o poziom kultury osobistej oraz poczucie humoru – dzięki Wam, jest zupełnie bezprecedensowa :-) Jestem Wam bez końca wdzięczna.

 

Bardzo dziękuję Monice z bloga Robótki warmińskie i niewarmińskie, która w uprzejmy i suwerenny sposób zabrała głos przeciwko jęczącym narzekaniom panów (w komentarzach u Mr. Vintage) na kiepski poziom kobiecej, blogowej twórczości, wymieniając przy okazji również nazwę Lady and the dress.

Monika czytasz? Strasznie, strasznie mocno Cię ściskam!

 

 

Na całą serię o pelerynach składają się następujące wpisy:

Peleryna. Efektowna alternatywa dla trencza

Dziewczyny… szyjemy peleryny!

Dziewczyny… wykroje peleryny!

Dziewczyny… tkaniny na peleryny!

 

 



Komentarze

  1. Alicja
    22 listopada 2014

    Witam,
    z powodu newslettera postanowiłam przestać być anonimową podglądaczką. Choć nie jestem bardzo aktywną internautką, to na ten blog wchodzę z wielką przyjemnością i z niecierpliwością wyczekuję na nowe wpisy.Dziękują za przypomnienie mi o tym jak wspaniale można się czuć w upalny dzień mając na sobie jedwab, a nie poliester. Kiedyś dawno dawno temu używałam wyłącznie naturalnych materiałów. Potem czasy się zmieniły i dałam się omamić temu co łatwiej (z różnych powodów)dostępne. Dzięki Pani powoli, w miarę swoich obecnie skromnych możliwości, wybieram “luksus” kupowania jedwabiu, wełny lub bawełny i wreszcie nauczyłam się czytać metki przed zakupem, a nie dopiero w domu.
    Z podziękowaniami i wyrazami wielkiego szacunku czekam niecierpliwie na nowe wpisy i mam nadzieję na newsletter. Nie wiem niestety, w którym miejscu można się na niego zapisać. Chyba moje łącze szwankuje, bo nie mogę otworzyć zawartości całej strony.
    Alicja

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 listopada 2014

      Już jestem. Tak łatwo się zapomnieć, ale kobieta blogerka jest jednak przede wszystkim… matką. Zwłaszcza w weekendy :-)
      Prowadzę już bloga ponad rok, więc wydawałoby się, że człowiek przyzwyczaił się w końcu do dowodów sympatii i miłych komentarzy. A jednak nie. Nie dość, że ciągle nie mogę uwierzyć, że piszę nie tylko dla siebie, to jeszcze stale i od nowa wzruszają mnie do głębi tak życzliwe i prawdziwe wyznania. To ja dziękuję Pani, Alicjo. Nie ma nic bardziej motywującego, niż takie ciepłe, przemiłe “witam”.

      Przeszukałam ustawienia newslettera wzdłuż i wszerz, i mam nadzieję, że nie powinno już być żadnych kłopotów. Newsletter jest jednym z dwóch elementów kategorii “Kontakt”, na pasku u samej góry. Aby go zamówić, wystarczy kliknąć na “newsletter”, a potem wypełnić. “Zamów” finalizuje rejestrację i w potwierdzeniu pojawia się żółte okienko, informujące o powodzeniu całej akcji.
      Mam nadzieję, że tym razem się uda, ale jeśli miałabyś nadal problemy na którymś z opisanych etapów, daj mi proszę znać. Nie ma rady, będziemy wołać specjalistów :-)

      Odpowiedz
    • Alicja
      23 listopada 2014

      Dziękuję za tak szybką reakcję. Dzisiaj moje “łącze” czuje się lepiej i mogłam znaleźć odpowiednie miejsce na stronie i zapisać się na newsletter.
      Z pozdrowieniami
      Alicja

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        23 listopada 2014

        Bardzo się cieszę. Tym bardziej, że dziś po południu wraz z nowym wpisem, będziemy mogły się przekonać, czy wszystko działa jak należy. Pięknej niedzieli Alicjo :-)

        Odpowiedz
  2. Maria
    22 listopada 2014

    Zgadzam się z Tobą całkowicie, ze warto szyć dla siebie, jeśli nie samemu, to zlecić komuś. Chęc posiadania pięknej tkaniny, ciekawego wykonczenia zmobilizowała mnie do rozpoczęcia szycia. Jestem samoukiem i chłonę wszystkie informacje dotyczące szycia. Cieszę się ogromnie, ze pokazesz jak uszyć pelerynę. Czekam z niecierpliwościa na ciąg dalszy. NIe wiem jak to sie dzieje, ale treści zawarte w tym blogu pokrywają sie dokładnie z moimi spostrzezeniami. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 listopada 2014

      Ale to ja zgadzam się i zgadzam, i aż mi trochę wstyd, że taka jestem zgodliwa… to musi być mentalne pokrewieństwo dusz. Albo coś w tym rodzaju.
      Z praktyki wiem, że niejeden samouk przewyższa umiejętnościami wyedukowanego zawodowca. Rozstrzygające czynniki w takim wypadku to niesłabnący entuzjazm, pasja odkrywcy oraz zwykła ciekawość, których często brakuje wyjadaczom. Naprawdę lubię Cię, Mario :-)

      P.S. Ciąg dalszy nastąpił.

      Odpowiedz
  3. irensa
    22 listopada 2014

    Znalazłam w sklepie dla dojrzałych -dorosłych kobiet peleryny. O dziwo były! Wprawdzie szaro-czarne, bez podszewki, ale jednak, Zresztą z tej samej lekkiej tkaniny wełnopodobnej były też poncza. I pewnie są. Ale ja poczekam na coś ekstra i tylko dla mnie. Z niecierpliwością, ale poczekam…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 listopada 2014

      Kto czeka, ten będzie nagrodzony: jutro będziemy się nurzać w luksusach po pachy :-).
      Powiedz mi tylko koniecznie, czy coś Ci wpadło w oko i czy w modelach peleryn, znalazłaś coś dla siebie (jak widzisz temat wełnopodobnych paskudztw staram się dyplomatycznie pominąć milczeniem). Miłego wieczoru Irenso

      P.S. O matko, co za niecierpliwa kobitka, no!

      Odpowiedz
  4. irensa
    23 listopada 2014

    No jakże mogłabym skoro wełnopodobne i w dodatku paskudztwa!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz