24 kwietnia 2013 / Szafa marzeń / 10 komentarzy

Chciałabym zadowolić moich pierwszych czytelników. Bardzo. Mimo, że jako dojrzała osoba wiem, że wszystkich i tak zadowolić się nie da – czy to nie mówi nam wiele o ludzkiej naturze? W każdym razie spróbuję i skupiam się dzisiaj mocno, żeby zabrzmieć poważnie, konkretnie i na temat.

Tematem dzisiejszym, jak tytuł nam podpowiada jest rower i to co się na nim, i z nim wyrabia. A ponieważ jest ciepło, coraz cieplej, więc wyciągam my bicycle, żeby poczuć podmuchy wiosennego wiatru we włosach i ciepłe promienie słońca na twarzy (całkiem ładnie zaczęłam, prawda?).

 

Monika na rowerze

Rowerowa wersja angielska. Słucham? Tweedowa spódnica to za mało? Dobrze, więc jeszcze raz:

Mocno zmodyfikowana rowerowa wersja angielska.

 

To, co mnie specjalnie uszczęśliwia podczas jazdy rowerowej, to to, że mój prawy i lewy musculus gluteus maximus (po ludzku: mięsień pośladkowy wielki) napinają się podczas pedałowania same z siebie i jakby przy okazji, co najbardziej odpowiada mojej wizji sportowego katowania, eh… to znaczy, hartowania ciała. Na efekty długo czekać nie trzeba i prawie natychmiast mamy:

  • zgrabniejszą pupę,
  • smuklejsze nogi,
  • dogłębne dotlenienie organizmu,
  • radosną euforię (nie, nie, konsumpcja alkoholu podczas prowadzenia różnorodnych pojazdów jest zabroniona; to tylko endorfiny tak wesoło sobie w naszych głowach bąbelkują),
  • oraz beztroską przyjemność dziecięcej zabawy (ha! Ja umiem już prowadzić prawie bez trzymanki, a Ty?).

 

Czegóż więcej potrzeba nam wiosną? Aha, uprzedzam od razu, jeśli mamy przejechać się razem, to proszę zdjąć spodnie!*

 

 

Monika Frese w spódnicy: szyfon jedwabny

Rowerowa wersja romantyczna.

 

 

Podczas jazdy wiatr targa wprawdzie niemiłosiernie fryzurę , ale powiedzmy sobie szczerze, bez malowniczo rozwianych włosów nie ma mowy o żadnych romantycznych efektach.

 

Der verdammte Wind macht mich einfach fertig! Und mein frisches Make-up auch!

 

Co w wolnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej „ojej, ale wieje, muszę przypudrować nosek!”. Eee… to znaczy raczej mniej, ponieważ dokładny przekład nie pasuje wcale do naszych sielsko – romantycznych klimatów.

 

Przyznam, że choć drugi wariant lubię bardzo, musiałam z niego zrezygnować dla dobra mojej spódnicy. Delikatny szyfon jedwabny:

  • nie dość, że w najmniej spodziewanych momentach jest przez pęd powietrza „kusząco” podwiewany do góry, stanowiąc zagrożenie dla ruchu drogowego  a) dla mnie osobiście, bo zasłania mi oczy,  b) dla przejeżdżających w pobliżu kierowców, bo za bardzo skupiają się na trąbieniu klaksonem,
  • to jeszcze, przy tej długości, bardzo lubi wkręcać się w szprychy kół, co jak łatwo sobie wyobrazić ma efekt końcowy w postaci
    dziur, poszarpanej tkaniny, oraz brudnych, tłustych plam od oleju (bardzo wytrzymałych na próby pozbycia się).

szyfon jedwabnyFot. Szyfon jedwabny

Uf, udało się ją uratować i prawie nic nie widać!

 

No cóż, „praktycznie” nie jest moim ulubionym przymiotnikiem.

 

 

Kameralny leksykon ulubionych tkanin.

Szyfon (z francuskiego chiffon = tkanina, ściereczka) jest bardzo lekką, przejrzystą tkaniną wykonaną z cieniuteńkiej przędzy o dużym skręcie, co gwarantuje nam, że materiał będzie piękne i miękko otulał sylwetkę i prawie wcale nie będzie się gniótł.

Z nieprzezroczystą podszewką z lekkiej jedwabnej krepy (jak w rowerowym przykładzie), satyny lub żorżety, będzie nam wiernie służył przez większą część roku. W chłodnych porach w towarzystwie ciepłej dzianiny, a w gorących – pur na nagiej skórze (która wymęczona upałem, chętnie przyjmie chłodny, kojący i przewiewny dotyk jedwabnego szyfonu). Doskonały na wiele różnorodnych okazji: letnie party w ogrodzie, spacer brzegiem morza, kawę z przyjaciółkami w mieście czy codzienne romantyczne kaprysy (tylko na rower lepiej jednak nie).

Dziś dostępny w handlu w sporym wyborze, przede wszystkim w swojej poliestrowej wersji, o której my natychmiast zapominamy, przedkładając wariant szlachetny, wyborny i luksusowy, czyli jedwabny.

 

spódnica: szyfon jedwabnyFot. Spódnica: szyfon jedwabny

 

A skoro o jedwabiu mowa, zapraszam na następny odcinek. Opowiem Wam bajkę…

 

P.S.
Mili Czytający, autorka nie popisuje się znajomością języka obcego, tylko robi ukłon w stronę niemieckojęzycznych gości. Ma już jednego (!), więc bardzo się stara:). Dokładne tłumaczenie obco brzmiącej wstawki, mogłoby wyglądać tak: „Ten cholerny wiatr mnie przecież wykończy! I mój świeży makijaż też!”, ale sami Państwo widzicie, że popsułoby to cały nastrój.

 

*Czytelników Panów ta uwaga oczywiście nie dotyczy. W żadnym razie!

 

 



Komentarze

  1. Anonymous
    24 kwietnia 2013

    ale ruda i grubo w bidrach
    nie podoba mi się

    Odpowiedz
  2. lady-and-the-dress
    24 kwietnia 2013

    Ruda? Doprawdy, chyba mi umknęło.
    O bidrach nic mi nie wiadomo, a to, co tu widzimy na zdjęciach, nazywa się dojrzałą, kobiecą figurą. Naprawdę… nie ma powodu do zazdrości.
    Hmm…, a może jednak jest?

    Odpowiedz
  3. Małgorzata TP
    24 kwietnia 2013

    1. Bardzo lubię czytać Twoje teksty. Piszesz dowcipnie i błyskotliwie, co dziś nieczęste w sieci :)
    2. Anonim – eee, nie będę komentować, pewnie sam ma problem z bidrem (co by to nie znaczyło)
    3. Wiatr we włosach jest fajny, mimo że fryzura cierpi – bardziej niż makijaż.
    4. Dlaczego nie masz kasku. Mnie nie wolno jeździć bez niego (moje bezpieczeństwo oraz dobry przykład dla dziecka)
    5. Dołącz może jakiś prymitywny gadżet, który pozwoli Cię obserwować …
    pozdrawiam Małgosia

    Odpowiedz
  4. lady-and-the-dress
    24 kwietnia 2013

    Ale jesteś szybka dziewczyna!
    1. Dziękuję Ci Miła, aż chce się pisać:).
    Na zdrowie (Rueda od Herederos del Margues de Riscal)!
    2. Ach tam.
    3. Cierpi. Dlatego kok albo “banan” na głowie, najczęściej.
    4. Patrz punkt 3. oraz szyk ponad wszystko, a małym sprytnie wytłumaczyłam.
    5. “Follow bei Email” na początek wystarczy? Nie jestem z tych najbardziej bystrych technicznie, więc będę musiała kogoś zmusić (poprosić? zszantażować? uwieść?).
    Dobranoc:)

    Odpowiedz
  5. Eliza
    25 kwietnia 2013

    bardzo fajnie tutaj :)
    zapraszam do siebie, jestem nowa :D http://the-fashioon-victim.blogspot.com/

    Odpowiedz
  6. lady-and-the-dress
    25 kwietnia 2013

    Prześliczny Czerwony Kapturku, zaglądaj kiedy tylko chcesz:).
    Ja też jestem jeszcze nie – stara w branży.
    Zajrzałam, trzymam kciuki:).

    Odpowiedz
  7. Anonymous
    11 maja 2013

    To jest strój na rower? oh please…

    Odpowiedz
  8. lady-and-the-dress
    11 maja 2013

    Wyłącznie. Wersja rozrywkowo – podmiejska.

    Może dobrze byłoby czasem również poczytać odrobinę, zamiast tylko przeglądać fotki?
    Good night

    Odpowiedz
  9. Makosza
    1 stycznia 2016

    Nie tylko ja w kiecce na rowerze smigam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz