Gdy rozmawiam z klientkami na temat idealnej letniej sukienki, zawsze pojawia się ten sam problem: w jakiej sukience można pokazać się latem w pracy bez nieeleganckiego obnażania się? Jaka sukienka pozwoli przetrwać dorosłej kobiecie lato w mieście? Moja odpowiedź  jest zawsze taka sama – szmizjerka.

 

Idealna miejska sukienka na lato dla dorosłej kobiety, powinna spełniać kilka istotnych wymogów. Oto niektóre z nich, słowami moich przyjaciółek i klientek:

 

„Idealna letnia sukienka powinna nadawać się na różne okazje. Musi być na tyle formalna, żebym mogła pokazać się w niej na naradzie z szefem, na tyle swobodna, żebym mogła założyć ją na spotkanie rodzicielskie w szkole syna, na tyle atrakcyjna, żebym nie musiała przebierać się, przyjmując spontaniczne zaproszenie na wieczorny wypad do miasta.”   Maja

 

„… chciałabym, żeby zakrywała ramiona, wiesz, słońce, plamy pigmentacyjne i tak dalej, ale przede wszystkim chodzi mi o to, że moje ramiona nie są już tak gładkie i jędrne jak wtedy, kiedy miałam dwadzieścia parę lat. W talii i na biodrach też uzbierało się przez te lata kilka kilo za dużo, więc zależy mi na tym, żeby moja letnia sukienka tuszowała mankamenty figury.”  Anna

 

„Moje sukienki muszą spełniać kryteria biurowego regulaminu: nie mogą być zbyt krótkie, nie mogą odsłaniać zbyt dużo ciała. Najczęściej noszę dopasowane sukienki etui z żakietami, ale – szczególnie latem – marzy mi się lekka, wdzięczna i przewiewna sukienka, całkiem inna od obcisłych i ograniczających swobodę ruchu egzemplarzy, które wiszą w mojej szafie. Tak… wdzięczna i lekka, ale jednocześnie elegancka. Czy to w ogóle możliwe?”  Karen

 

 

Trudna sprawa, prawda? Jednak doświadczenie mnie już nauczyło – jeśli nie wiadomo co na siebie włożyć, najlepiej zajrzeć do… praktycznie pomyślanej męskiej szafy!

 

Szmizjerka albo sukienka koszulowafot. zalando.pl (Hobbs, More & More, van Laack)

 

Szmizjerka (franc. chemisiere = koszularka) wygląda jak przedłużona męska koszula albo jak połączenie koszuli ze spódnicą i jest wyjątkowo uzdolnioną wersją sukienki, która za każdym razem może wyglądać zupełnie inaczej.

Od lewej: wzorzysta szmizjerka bez rękawów w towarzystwie trencza; granatowa szmizjerka uzupełniona marynarką; błękitna szmizjerka o długości midi, solo.

 

Nawet jeśli do tej pory nie zwracałaś uwagi na sukienki koszulowe, szmizjerka, jak na najprawdziwszego klasyka przystało, ma naprawdę sporo zalet.

 

 

 

Szmizjerka. Bogactwo form i linii

Teoretycznie każdy rodzaj bluzki koszulowej może być tutaj punktem wyjścia. Jeśli weźmiemy pod uwagę ilość:

  • rodzajów kołnierzy oraz wykończeń dekoltu,
  •  typów i długości rękawów,
  • wariacji i długości spódnic,
  • gatunków i jakości tkanin,
  • ozdobnych detali typu kieszenie, riuszki, zakładki, marszczenia…

otrzymamy niezliczoną ilość wariantów szmizjerki:

 

Szmizjerka: różne stylefot. zalando.pl (od góry z lewej: Day Birger et Mikkelsen, Ivko, Polo Ralph Lauren, Polo Ralph Lauren, Hobbs, od trzeciej z dołu: Baum und Pferdgarten, Noa Noa), simple-cp.com (dwie pierwsze u dołu z lewej), boden.com (ostatnia na dole, żółta)

 

Długa lub krótka, trzymająca formę lub lejąca się, jednobarwna lub kolorowa, prosta lub rozkloszowana, z rękawem lub bez, oficjalna lub dziewczęca, elegancka lub awangardowa… niezależnie od preferowanego stylu bez trudu znajdziesz model, który cię najładniej ubierze.

 

 

 

Szmizjerka. Doskonała sukienka do pracy

1. Typowe detale kroju zapożyczone od męskiej koszuli: usztywniany kołnierzyk, zapięcie na guziki, długie rękawy wykończone mankietami;

2. stonowana, przygaszona i neutralna barwa, zaliczająca się do kategorii biznesowych (granaty, szarości, beże);

3. elegancka długość oscylująca wokół kolan,

nadają szmizjerce poważną, profesjonalną formę, która bardzo dobrze sprawdza się w okolicznościach związanych z pracą.

 

Szmizjerka: idealna sukienka do pracyfot. Simple, Molton, Kasia Zapała

 

Lekki, przewiewny materiał oraz naśladująca męską koszulę formalna linia szmizjerki, pozwalają „oddychać” i czuć się na tyle swobodnie, na ile pozwalają oficjalne ramy.

Jeśli mogłabym zmienić jakiś detal… kryte zapięcie wzmaga wrażenie nienagannego profesjonalizmu i elegancji.

 

 

Zwróć uwagę, spódnice wszystkich trzech sukienek są szerokie, ale żadna z nich nie poszerza bioder: pierwsza jest układana z boków w płaskie, szerokie fałdy, druga jest krojona z koła, więc tańczy sutymi warstwami materiału dopiero na samym dole, trzecia jest odcinana poniżej linii bioder.

Co prowadzi nas do kolejnej mocnej strony sukienki koszulowej…

 

 

Szmizjerka. Sukienka dla każdej figury

Bazą jest koszula, ale biorąc pod uwagę różnorodność form, długości, detali, kolorów i wzorów, każdy, naprawdę każdy rodzaj i typ figury można korzystnie opisać linią szmizjerki.

 

Szmizjerka dla Monikifot. Simple, Kaaskas

 

Mój ideał to sukienka koszulowa Simple albo szmizjerka Kaaskas.

Będę w nich dobrze wyglądać, ponieważ obie doskonale pasują dziewczynie o figurze w kształcie litery A, dla której charakterystyczne są wąskie (lub spadziste) ramiona, smukła talia, szerokie biodra i uda.

 

 

Ale nie tylko jej. Dziewczyna o budowie ciała w formie klepsydry albo dziewczyna o bardzo szczupłej sylwetce, powinny również się w nich świetnie czuć.

 

Góra czerwonej sukienki Kaaskas jest jak wymyślona dla długiej szyi i wąskich ramion. Wąskie ramiona w ogóle lubią jak coś się w ich obszarze dzieje: duży, usztywniany kołnierz, pozioma linia odcięcia karczku, bufki albo tak jak tu – sterczący rękaw kimono, zaakcentowany dodatkowo mankietem… wszystko to sprawia, że wyglądają na szersze niż są w rzeczywistości.

Moja rada: jeśli masz małe piersi, kieszenie na linii biustu oraz rękawy wykończone mankietami na jego wysokości, dodadzą kilka centymetrów objętości. Jeśli masz duży biust, wypracowuj go cięciami albo zaszewkami, wyszczupl pionową linią biegnącego z góry na dół zapięcia, podkreśl głębszym rozpięciem guzików.

Charakterystyczne dla szmizjerki zapięcie na guziki, tworzy przyciągającą wzrok linię, która tak jak wszystkie pionowe linie wysmukla i wyszczupla, więc jest szczególnie korzystna dla pań mocniej zbudowanych i tych z miseczką biustonosza powyżej D. Bardziej szykownym, ale równie skutecznym rozwiązaniem jest zapięcie przykryte zakładką lub pliską – takie samo jak w eleganckiej koszuli.

 

 

Czarną sukienkę Simple nosiłabym tak, jak modelka na zdjęciu – z podwiniętymi rękawami – ponieważ bardzo podoba mi się ten dynamiczny sposób noszenia sukienki albo koszuli. Oprócz tego, podwinięte rękawy jeszcze bardziej bluzują całą górę, co w połączeniu z odrobinę sztywnym bawełnianym materiałem tworzy bufkowatą, poszerzoną górę, która tak ładnie wyrówna moje wąskie ramiona i zrównoważy optycznie szerszą partię bioder.

Moja rada: krótki rękaw (albo w ogóle brak rękawa) jest kuszącą opcją latem, ale nie zawsze najlepszym wyborem. Dlatego, zwłaszcza jeśli mieścisz się w którejś z poniższych kategorii:

  • masz wrażliwą skórę, która alergicznie reaguje na słońce,
  • twoje przedramiona nie są już tak jędrne jak kiedyś,
  • masz duży biust, który zaakcentowany horyzontalną linią brzegu rękawów, będzie wyglądał na jeszcze większy,
  • potrzebujesz szmizjerki do pracy,

zastąp go wąskim rękawem o długości 3/4, który ma trzy ważne zalety: po pierwsze, pasuje większości sylwetek, po drugie, wygląda na rozmyślnie ubrany (w przeciwieństwie do roznegliżowany), po trzecie, choć nie najmniej ważne – wydłuża optycznie nogi.

I jeszcze jedno, długi, typowo koszulowy rękaw wykończony mankietem podkreśla biodra, wygląda więc wyjątkowo dobrze na tle szczupłej sylwetki (sprawdź w lustrze, w  którym miejscu zaczynają się twoje nadgarstki – to właśnie w tym obszarze będziesz wyglądać szerzej).

 

 

W szmizjerce Kaaskas będę wyglądała lepiej od modelki ze zdjęcia, ponieważ to jest sukienka dla dziewczyny ze smukłą talią (poza tym spójrz, u niej talia siedzi sporo za wysoko i zaczyna się zaraz pod biustem).

Moja rada: Jeśli nie masz wyraźnie zaznaczonej talii albo chętnie ukryłabyś brzuszek, masz do wyboru kilka możliwości:

  • wybierz prostą linię sukienki, bez odcięcia w pasie;
  • wybierz sukienkę z zagubioną talią, tzn. podwyższoną albo obniżoną;
  • wybierz sukienkę opracowaną cięciami (mam na myśli biegnące od góry do dołu szwy łączące, które wyrysowują linię talii). Ten wariant sprawdza się szczególnie dobrze w połączeniu z dużym biustem, ponieważ zarysowana i możliwie długa talia sprawia, że sylwetka staje się lżejsza (ważne! Idealnie dopasowany biustonosz trzyma piersi na właściwym poziomie, odsłaniając przy tym wysmuklające figurę przewężenie talii).

Jeżeli masz płaski brzuch, możesz również delikatnie zaznaczyć talię wąskim, swobodnie omotanym albo asymetrycznie zapiętym paskiem. Pamiętaj, że szeroka szarfa albo pas nie wyczarują talii, której nie ma, wręcz przeciwnie – niepotrzebnie tylko podkreślą jej brak.

 

 

Długość midi jest moją ulubioną, dlatego czerwoną sukienkę koszulową zostawiłabym bez zmian, natomiast czarną przedłużyłabym dla siebie o kilka – kilkanaście centymetrów. Mogę, bo jestem wystarczająco wysoka.

Moja rada: Jeżeli jesteś niewysoką dziewczyną trzymaj się dobrej dla większości sylwetek długości do kolan. Poza tym, unikaj wszystkiego, co mogłoby przytłoczyć twoją drobną figurę: dużych albo rzucających się w oczy detali, szerokich rękawów, ekstrawaganckich albo agresywnych wzorów, szerokich, marszczonych spódnic, sztywnych, twardo układających się tkanin…

Co znaczy długość do kolan, każda z nas musi odkryć sama dla siebie. Przejrzyj się uważnie w lustrze – długość do kolan oznacza najczęściej, że dolny brzeg sukienki znajduje się trochę powyżej albo trochę poniżej kolana. To czy odsłonisz kolano zależy od jego urody, ale noga zwykle wygląda dobrze, kiedy brzeg spódnicy kończy się tuż nad albo tuż pod jej najszczuplejszym miejscem.

 

 

 

Szmizjerka? Sukienka dla każdej kobiety

Szmizjerka to multifunkcjonalny, stylistyczny talent. W zależności od aranżacji można ją nosić od rana do wieczora, przy czym im bardziej prosty krój i neutralny (ale twarzowy) kolor, tym okaże się bardziej wszechstronna. Jak każdy kobiecy klasyk, który wywodzi się z męskiej szafy jest wyjątkowo uniwersalna – nie tylko prawie wcale się nie starzeje, ale bardzo łatwo ją unowocześnić, odświeżyć albo odmienić przy pomocy modnych lub charakterystycznych dodatków.

Na co dzień potrzebujemy pięknych, ale wygodnych i praktycznych ubrań. Taka jest właśnie szmizjerka – sukienka, w której możemy swobodnie się poruszać i w której wyglądamy na to, kim jesteśmy: dorosłymi kobietami.

 

szmizjerka_simple_moltonfot. Simple, Molton

 

Dla Mai wybrałabym szmizjerkę podobną do modeli Simple.

Dla Karen granatową szmizjerkę Moltona.

Dla Anny wzorzystą wersję tej ostatniej, noszoną bez paska w talii. Te duże, regularnie rozmieszczone biało-granatowe motywy oszukują oko i nie pozwalają skupić mu się na szczegółach – są więc jak stworzone do ukrycia kilku nadprogramowych kilogramów.

 

 

 

Podoba Ci się ten rodzaj sukienki? Jestem ciekawa, jaki model wybrałabyś dla siebie, analizując rodzaj własnej sylwetki. Albo inaczej, jak miałaby wyglądać szmizjerka uszyta specjalnie dla Ciebie Miła Przyjaciółko?

 

 



Komentarze

  1. Aga
    6 lipca 2016

    Super wpis. No wlasnie, to jest to, czego mi potrzeba, tylko gdzie to znalezc????
    Na modelkach wyglada fantastycznie, a rzeczywistosc jest czesto marna, zeby nie uzyc bardziej dobitnych slow.
    Bede szukac dalej i mam nadzieje, ze uda mi sie kupic cos dla siebie. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 lipca 2016

      Aga, no nie wygłupiaj się, przecież we wpisie pojawia się przynajmniej 10 całkiem różnych marek (wieki to trwało, ale wybrałam dla nas tylko te sukienki, które nie mają w sobie nawet niteczki z poliestru :-)
      Pewnie, że na modelkach prawie wszystko wygląda nieźle, ale taka ich rola – mają ładnie prezentować ubrania. Nam, zwykłym śmiertelniczkom pozostaje jedno: przymierzać, przymierzać i jeszcze raz przymierzać. Albo uszyć. Idealnie na własną figurę.

      Wiesz co? Rozejrzyj się w Boden, u Hobbs’a (zalando) i w Noa Noa. Zajrzyj też koniecznie na stronę Ralpha Laurena – w jego letnich kolekcjach zawsze jest kilka świetnych szmizjerek (juhuu… jak dobrze, że sezon przecen w pełni!).

      Odpowiedz
      • Aga
        12 lipca 2016

        Masz racje, ale ostatnio bylam nieco wkurzona tymi wszystkimi zamowieniami, bo co dostalam pakiet z sukienkami, to musialam wszystko kompletnie odeslac. U Ralpha na stronie tez bylam, ale jakos mi te szmizjerki nie pasuja, troche takie fartuchowate (przynajmniej na zdjeciach, tak mi sie wydaje).
        Ale jak to czasami bywa, jak sie nie szuka, to sie samo znajdzie. W zeszly piatek bylismy przypadkiem w duzym centrum handlowym. Moje chlopaki do sklepu elektronicznego, a ja do Zary. I co widze, na wprost mnie wisi piekna szmizjerka z bawelnianego denimu, odcinana w talii, spodnica A do kolan, kieszonki na biuscie, kolnierzyk, krotki rekawek, calosc zapinana na napy, dealna jak dla mnie. I do tego w bardzo dobrej cenie. Takie zakupy to ja lubie. Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          12 lipca 2016

          Zara zamiast Ralpha? Na to bym nie wpadła!
          Ale cieszę się razem z Tobą z fajnego zakupu i życzę, żeby się świetnie nosiła :-)

          Odpowiedz
  2. Krystyna
    6 lipca 2016

    Cytuję za moją guru “Jeżeli jesteś niewysoką dziewczyną trzymaj się dobrej dla większości sylwetek długości do kolan. Poza tym, unikaj wszystkiego, co mogłoby przytłoczyć twoją drobną figurę: dużych albo rzucających się w oczy detali, szerokich rękawów, ekstrawaganckich albo agresywnych wzorów, szerokich, marszczonych spódnic, sztywnych, twardo układających się tkanin…” Trzeba to dobrze zapamiętać.
    W szmizjerce fajne jest to,że wystarczy zmienić dodatki i całkiem inaczej wyglądać. Oczywiście żadnej nie posiadam, jeszcze. Utknęłam w krainie przetworów.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      Cześć! Widzę, że dałam Ci do myślenia. Chociaż na już i teraz, to chyba najbardziej przydałaby Ci się szmizjerka w postaci fartucha :-) Jak jeszcze zmieni się któregoś dnia w nareszcie!, daj mi koniecznie znać. Chciałabym wiedzieć, jak wygląda Twój ideał Krystyno.

      P.S. Faktycznie, akurat ten rodzaj sukienki, to prawdziwy kameleon… nawet myślę o tym, żeby wsadzić taki szybki wpis z różnymi wariacjami na temat jednego i tego samego modelu… stooop! Nie, czekaj, nic z tego nie wyjdzie. “Szybko” to nie jest słowo z mojego słownika, a każdy pomysł dojrzewa u mnie niczym pomidory we własnym ogródku. Długo.

      Odpowiedz
  3. Agnieszka M.
    6 lipca 2016

    Nie wiem czemu, ale długo myślałam, że szmijzerka brzmi nazwa tej sukienki. Uczę się od niedawna, jak ma być.
    Trochę trudna dla mnie forma. Dołu na guziki mieć nie mogę, przerabiałam, nawet szerokie spódnice miały powyrywane guziki. Wszelkie formy A z kolei źle na mnie wyglądają, wąskie spódnice tylko ok. Kołnierzyki lubię, ale jak patrzę na swoje zdjęcia, to nie wiem, czy one mnie. Będę myśleć.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      Agnieszko, mam Twoje zdjęcia (pamiętasz, te z koszulą) – to nie to samo, co mieć kogoś przed sobą na żywo, ale spróbujmy:
      – bazą jest koszula, ale szmizjerka nie musi mieć kołnierza. Moim zdaniem z kołnierzem wyglądasz dobrze, zastanów się ewentualnie nad mniejszym modelem albo nad niewysoką stójką;
      – masz piękny, pełny biust i boskie nogi – obie rzeczy warte wyeksponowania. Sama namawiałabym Cię na podkreślenie nóg, bo biustu w tym rozmiarze nie trzeba akcentować. I tak jest widoczny;
      – plisa zapięcia jest ważna, ale nie musi się ciągnąć do samego dołu. Wystarczy jak skończy się w okolicach talii.
      Co jeszcze? Rękawy 3/4 bez mankietów, najlepiej lekko poszerzone u góry, np. lekkim marszczeniem, bez paska (ewent. cienki w kolorze sukienki), spódnica prosta, oczywiście do kolan… kurczę, o czym my tu gadamy! Po co Ci szmizjerka? Wąski dół i koszulową górę załatwisz sobie jedną ołówkową spódnicą i kilkoma ślicznymi bluzkami.

      Nic nie poradzę, im dłużej Ci się przyglądam, tym bardziej jestem pewna – ubrałabym Cię w płaszczową. Bazą kroju płaszczowej jest płaszcz lub żakiet i właśnie tak Cię widzę: głęboki dekolt, asymetryczne zapięcie (które również wysmukla) i kopertowa wąska spódnica, zakrywająca kolano.
      Nic nie mów, popatrz sobie najpierw na zdjęcia, które dla Ciebie wybrałam: nie musi być czerwona (ale bez guzika); dla Ciebie powinna mieć rękaw przynajmniej do łokcia; tutaj podobnie, a brak odcięcia w talii byłby dodatkowym plusem; na mniejszy i większy wieczór. Do refleksji i inspiracji.

      P.S. Wiesz, że tak… szmiiijzerka jakoś tak lepiej układa się na języku.

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        7 lipca 2016

        Ojej, Moniko, jak mi miło, że tyle czasu poświęciłaś na odpowiedź. Piękne te sukienki. Tyle że niestety na klasykę muszę mocno uważać, jak się okazało. Zachwyca mnie, ale mocno postarza. W moim wieku to niedobry pomysł. Trzeba by do nich dodać jakiś akcent. Mam w planie sukienkę na wesele, ale ciągle wykroju nie mam.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          7 lipca 2016

          Czy ja mogę pokrzyczeć?
          Płaszczowa postarza?! W życiu! Najwyżej małolaty, które chcą sobie dodać lat. Płaszczowa to jest piękna sukienka dla dojrzałej, eleganckiej kobiety. To, że nie widać jej prawie wcale w sklepach nie oznacza, że jest niemodna. Po prostu rozciągliwy fatałaszek z byle bawełnianej dzianiny jest dużo prostszy do uszycia i zmieszczą się w niego kobitki o różnych rozmiarach – się naciągnie. Płaszczowa, nawet dużo bardziej niż szmizjerka, wymaga znajomości krawieckiego rzemiosła: ciężki, lejący się materiał, cięcia, wypracowany kołnierzem dekolt, podszewka…

          Już dobrze, już się nie drę… koniec końców, samopoczucie jest zawsze najważniejsze.
          Ale jakby co, to uszyj sobie taką sukienkę w wersji próbnej (z taniego, ale nie-elastycznego materiału). I wiesz, co? Nie będziesz potrzebowała żadnych akcentów, tylko śmiałego, ale za to twarzowego koloru.

          P.S. Hmm… krąży mi po głowie lista rzeczy, które postarzają dorosłe babeczki. Jeszcze nawet nie zaczęłam, ale już jestem pewna – płaszczowej na tej liście na pewno nie ma.

          Odpowiedz
          • Agnieszka M.
            8 lipca 2016

            Twoje podwórko, krzycz sobie:) Nie interesuje mnie, czy modne; ważne, czy mi w tym dobrze.
            Próbuję Ci wysłać mail, ale coś mi nie idzie. Sorry, jeśli dostaniesz kilka razy to samo.

          • Monika Frese
            8 lipca 2016

            Mam. Odpiszę w niedzielę, ponieważ chciałabym na spokojnie przejrzeć zdjęcia, a dziś i jutro mam dom pełen gości. Ale rzuciłam szybciutko okiem – ładnie Ci w lekko rozkloszowanej linii A.

  4. olamari
    7 lipca 2016

    Hm… Zaczynając od końca: jaki fason byłby odpowiedni dla mnie – taki, żeby od talii były spodnie! 😏
    Jedyna długość spódnicy, w której dobrze wyglądam to przed kostkę, a w połączeniu z koszulową górą to już nieciekawie, postarzająco i źle.
    Za to Tobie znów się udało napisać superciekawy tekst, z wieloma cennymi uwagami. Jak go przeczytałam, to od razu miałam ochotę wszystko posprawdzać – np. co poszerza mankiet? – tego nie wiedziałam a rzeczywiście tak jest! Jutro sobie jeszcze postoję przed lustrem.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      To ja też zacznę od końca. Pozdrawiam Cię równie ślicznie, ciesząc się jak dziecko, że zmotywowałam Cię do ćwiczeń przed lustrem :-)

      Znasz to z pracowni? Rozbiera ci się świetna dziewczyna, nogi… marzenie! Ale przez cały czas jęczy, że za chude albo za mocno umięśnione… no po prostu masakra. Wiem, że podział na zwolenniczki albo spodni, albo spódnic jest dosyć bezwzględny, jednak często mam wrażenie, że te pierwsze preferują spodnie, ponieważ są bardzo krytyczne w stosunku do swoich rzeczywistych lub – jeszcze gorzej – urojonych wad.
      Nie będę się tu mądrzyć, bo czasem tak jest, że lepiej zasłonić i już, a poza tym dyskusja o gustach nie ma sensu.
      Najlepiej będzie jak wystosuję jakąś odę do kobiecych nóżek. Na piśmie!

      Odpowiedz
      • olamari
        7 lipca 2016

        No niestety, jakbym miała nóżki to bym nawet od Ciebie ody nie musiała czytać. Ja mam NOGI, z tych, co to lepiej zasłonić ( jeśli to słowo pochodzi od słonia to chyba wiesz o co chodzi😅). I w tym rozmiarze, że już się nie muszę zastanawiać czy pół kolanka, całe , czy ciut niżej. Ale jednak się zastanawiam czasami…

        Odpowiedz
      • olamari
        7 lipca 2016

        A najlepiej by było poćwiczyć przed lustrem…

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          7 lipca 2016

          Ćwicz dziewczyno, a ja w tym czasie pomyślę. Ale jak już wymyślę, to będziesz musiała przeczytać… obiecaj!

          P.S. Może być z Ewą Chodakowską, może być “tylko” zadzieranie spódnicy do góry. Wykonywane prawidłowo, oba rodzaje ćwiczeń wzmacniają poczucie własnej wartości. A przecież w końcu właśnie o to chodzi.

          Odpowiedz
  5. Makosza
    7 lipca 2016

    Dla mnie idealną sukienką jest wrap dress ale my tu o szmizjerkach.

    Z pierwszego zdjęcia wzięłabym 2 i 3 ale ostatnią wolałabym w kolorze icy pink (taaak wiem, 30paro letnia kobieta ale co ja poradzę, że w tym kolorze moja cera i oczy wyglądają jak z bajki a ja jak milion dolarów, mój kolor).
    Z trzeciego zdjęcia wszystkie trzy a z czwartego tę czarną. Oczywiście zakładając, że bym dobrze w nich wyglądała.

    A idealna to prosta, bez ozdób, ewentualnie kieszenie na dłonie, rękaw 3/4, za kolano, jeśli rozpinana na dole to trochę dłuższa, ładny pasek w pasie. I podszewka dobra sprawa.

    Aaaah sukienki to najlpesze ubranie dla kobiet. Nie trzeba myśleć, czy góra pasuje do dołu, ubrać i gotowe. 95% czasu chodzę w sukienkach i czasami ludzie się pytają czy wygodnie, nie trudno itd.

    Bardzo fajny tekst

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      No pewnie! Idealną szmizjerkę na lato, taką z rozkloszowanym dołem, uszyłybyśmy z lekkiej tkaniny, np. z delikatnego bawełnianego batystu albo lekkiej bawełnianej popeliny. Dlatego podszewka koniecznie i jeszcze wygodne kieszenie ukryte w szwach bocznych do kompletu.

      Mnie też pytają! A ja robię wielkie oczy, no bo jak to? W spodniach albo coś ciągle upija w kroku, albo coś w nim wisi, a w spódnicy przeciwnie – przewiewnie, przestronnie, powiewnie… ach, piękne jest życie dziewczyny noszącej sukienkę :-)
      Szszsz… chcesz posłuchać zwierzenia czterdziestopięciolatki? Ja też uwielbiam róż. I już!

      P.S. Wrap dress to uroczy, wyjątkowo kobiecy rodzaj sukienki, który ma tylko jedną, jedyną wadę – jest uszyty z rozciągliwego dżerseju. Rozciągliwy dżersej przede wszystkim oblepia i podkreśla, więc nie nadaje się na wszystkie okazje i niestety, na większość sylwetek.
      Ale cieszę się, że o niej wspomniałaś – jakby nie było to już prawie klasyka, dlatego jak najbardziej powinnyśmy ją obgadać.

      Odpowiedz
      • Makosza
        7 lipca 2016

        Aa to przyznam sie, ze lubie jeszcze mocny roz, taka fuksja i ciemny. ten icy to byl niespodzianka, bo dostalam od kolezanki koszulke w tym kolorze.
        Noo dokladnie, nic nie uwiera, przewiewnie, w zimie odpowiednie rajstopki. Kiecki sa fajne.

        Hm, ja nie mialam tej oryginalnej. choc pewnie jakby moje konto mi pozwolilo, to bym wydala na sukienke wiecej. Moja byla z bawelny albo wiskozy. I fakt, szmizjerka jest bardziej neutralna.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          7 lipca 2016

          Ja tu jeszcze koryguję i poprawiam w twórczym szale, a Ty już… ale jesteś szybka :-)
          Hmm… wiem o co chodzi, jedwab. Jedwabny dżersej, to jest coś.

          Odpowiedz
  6. Katarzyna
    7 lipca 2016

    Dla mnie idealna – jeansowa :) Do pracy, na weekend, w zimę, w lato, bardzo uniwersalna. Swoją znalazłam w Uniqlo http://uniqlo.scene7.com/is/image/UNIQLO/eugoods_69_164537?$pdp-medium$. Odszyta super (wszystkie szwy kryte), bawełna dobrej jakości – przyczepić bym się mogła chyba jedynie do barwnika, a dokładniej do jego zapachu. Na szczęście zszedł po praniu. Nie mają sklepu w Polsce, więc od razu dodam, że rozmiarówka raczej zaniżona – M odpowiada 40/42 ze wskazaniem na 42 :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      Ach tak! Dżins to również doskonały materiał na szmizjerkę. Świetnie odmładza taką klasyczną, odrobinę poważną formę. Twoja sukienka ma prosty fason i bardzo ładny, średnio nasycony kolor, dlatego wierzę bez wahania, że jest wyjątkowo uniwersalna. Zajrzałam tylko króciutko do Uniqlo i od razu znalazłam coś ślicznego! I kryte szwy!

      Katarzyno, jesteś niezrównanym źródłem świetnych adresów… mówiłam już, że Cię uwielbiam?

      Odpowiedz
      • Katarzyna
        9 lipca 2016

        Z wzajemnością! :) W uniqlo warto się też rozejrzeć za sweterkami z wełen – są w bardzo dobrej cenie, stosunek jakości do ceny świetny, a fasony b. klasyczne. I mnóóóóóóstwo kolorów.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          10 lipca 2016

          O! I znowu świetny typ. Przecież ani się zorientujemy, a zrobi się jesień.

          Odpowiedz
    • Sylwia
      12 lipca 2016

      A ja dzisiaj identyczną sukienkę znalazłam w lumpeksie 😃. I zgadzam się że rozmiarowo m to 42. To idę jeszcze szwy pooglądać

      Odpowiedz
  7. Attagirl
    7 lipca 2016

    Pani Moniko
    Wpis bardzo na czasie, bo właśnie kończę szyć sobie szmizjerkę na lato. Moja jest odcinana w talii, spódnica o linii A, krótkie rękawy( tylko na takie wystarczyło tkaniny). Uszyta z bawełny ,,chambray” (czy ma to polską nazwę?). Nie jestem jeszcze pewna, czy będę dobrze czuć się w tym fasonie, bo zwykle noszę spódnice ołówkowe, ale postanowiłam poeksperymentować.
    I dziękuję za przypomnienie słowa ,,szmizjerka”, zamiast wszechobecnej ,, shirt dress”.
    Pozdrawiam i dziękuję za inpirujące teksty.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2016

      Nie wiem czy i jak bardzo zmieniła się figura, którą widzę na ostatnich zdjęciach na blogu, ale jedno jest pewne – te nogi to są do pokazywania. W dopasowanych spódnicach wygląda Pani świetnie, więc również jestem ciekawa eksperymentu z rozkloszowaną linią. W końcu, na pewno warto wiedzieć w czym wygląda się dobrze, ale wszystkie to znamy – odbicie w lustrze to jedno, a samopoczucie drugie i oba wrażenia wcale nie muszą być spójne.

      Bardzo miło mi znowu Panią widzieć Małgorzato. Dzień dobry :-)

      P.S. Chambray – melanżowy, lekki i delikatny dla skóry materiał utkany z bawełny albo lnu – jest nazwą, której próżno szukać w polskich słownikach. Niestety nie znam dobrego spolszczenia, zgódźmy się może na swojskiego szombreja.

      Odpowiedz
  8. Wiktoria
    8 lipca 2016

    Bardzo lubię szmizjerki, choć dawno nie miałam. Przymierzam się, ale z kupna nic nie wychodzi. Chyba muszę się bardziej postarać, bo jak pomyślę, ile tracę… Mój idealny model, to granatowa z Moltona, tylko musiałaby mieć długość tuż za kolano. Mogłabym mieć ją jeszcze w kilku innych kolorach np. grafitowym czy butelkowej zieleni. Nawiązując do korzyści chodzenia w sukienkach, jestem na tak. Jeden ciuch, a można osiągnąć maksimum efektownego wyglądu, i również wygodnego. Zawsze lubiłam sukienki, ale ostatnio dostałam na ich punkcie bzika. Nie chcę ubierać nic innego. Tylko kiecki.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lipca 2016

      Cieszę się okropnie, bo granatowa sukienka Moltona jest moim cichym faworytem! Cichym, bo niestety, to nie całkiem model dla mnie. Jest prosta i cudownie szykowna, i ubrałabym w nią najchętniej co drugą kobitkę. Jej wzorzysty wariant też jest niczego sobie – nie dosyć, że nadaje się do ukrycia kilku nadprogramowych kilogramów, to jeszcze jest uszyty z jedwabiu (nie, nie dostałam łapówki od firmy, znalazłam je całkiem przypadkiem :-)
      Jestem pewna, że w sklepie żadna z nich nie rzucałaby się specjalnie w oczy, a przecież najlepsze sukienki to często właśnie te, które na wieszaku wcale nie wyglądają spektakularnie. Dziwne, ale prawdziwe.

      Odpowiedz
  9. Asia
    8 lipca 2016

    Sukienki są wygodne i w lecie chodzę prawie tylko w nich, ewentualnie spódnice (ulubiona długa biała, wszystko do niej pasuje). Ale nie potrafię nosić sukienek/spódnic w chłodniejszych porach. Rajstopy są niewygodne, czasem trudno dobrać górę do spódnicy a sweter deformuje sukienkę. I główny problem: pasujące płaskie buty. W lecie każde płaskie sandałki (delikatne, mało zabudiwane, nie ala trekkingowe) pasują. W zimie pół biedy: botki czy oficerki i czarne legginsy zamiast rajstop i jest ok, ale wiosna i jesień… No nie umiem zestawić z tym żadnych butów. Anckle boots czy połbuty ala męskie nie pasują, baleriny wydają się zbyt kapciowate lub infantylne (do letnich ubrań pasują), a mokasyny na rajstopy mi jakoś nie pasują. Noszę więc spodnie, a do nich półbuty, a jeszcze lepiej ciut wyższe buty, które nie pokazują skarpetek przy siedzeniu (anckle, botki).

    Odpowiedz
    • Agnieszka M.
      8 lipca 2016

      Też z powodu butów najczęściej chodzę w spodniach, choć dużo lepiej wyglądam w spódnicy.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 lipca 2016

      Asiu, rozumiem o czym piszesz, ponieważ przez długi czas miałam podobny problem.
      Nie znoszę na sobie półbutów i w szafie mam wyłącznie kozaczki, sandałki oraz balerinki zamiast klasycznych czółenek. Owszem, mokasyny, sztyblety, wiązane buty w stylu męskim albo ostatnio tenisówki, bardzo mi się podobają, ale wszystkie te rodzaje mają podstawową wadę: wyglądają świetnie do spodni (które rzadko noszę) lub zakładane do spódnicy, ale w towarzystwie długiej, szczupłej albo awangardowej nogi (której nie posiadam).
      Dlatego mój własny sposób na okres przejściowy, to baleriny noszone na zmianę z kaloszami (pamiętasz maj i czerwiec? Prawie cały czas padało).

      Zastanawiałaś się może nad letnimi kozaczkami? To są lekkie, najczęściej jasne albo kolorowe buty z krótszą albo dłuższą cholewką (nierzadko perforowaną, czyli dziurkowaną dla łatwiejszego przepływu powietrza). Tak naprawdę są zbyt zakryte na lato, ale można nosić je właśnie wiosną, a poza tym dobrze komponują się ze spódnicą. Zwłaszcza taką o linii A.

      Odpowiedz
    • Makosza
      10 lipca 2016

      A dlaczego polbuty ala meskie nie pasuja? Ja tak chodze. Rajstopy pod kolor i mozna smiagac. Ale ja dobrze czuje sie w plaskich butach i sukienkach.
      Co do rajstop to tez nie lubie, wole ponczochy a najlpiej gole nozki ale mieszkamy, gdzie mieszkamy. W sumie kocham kazda pore roku. Ale do rajstop. Szczerze to sa rajstopy, ktore sie dobrze nosi. Sama sie zdziwilam.
      Moje wiosenne i jesienne buty to mniej wiecej: http://moda.sprawdz.pl/imgs/evega/1evega570_1.jpg

      Odpowiedz
      • Asia
        10 lipca 2016

        Moje płaskie półbuty są bardzo podobno do Twoich, jedynie odrobinę mniej zabudowane z przodu i popielate. Ale 1. nie lubię kolorowych rajstop, raczej cieliste cienkie, więc to już jest kombinacja, która może nie wyglądać dobrze 2. półbuty, czyli buty zakrywające cała stopę i bez obcasa wyglądają dobrze do spódnicy na wysokich, szczupłych modelkach o długich nogach – na mnie niekoniecznie. Co nie zmienia faktu, że bardzo podoba mi się, że coraz częściej widzę stylizacje modelek właśnie tego typu, bo wcześniejsze upychanie do każdego ubioru szpilek było wkurzające – jasne, że w szpilkach wygląda się ładniej, ale szpilki nie są butami codziennymi.

        Odpowiedz
        • Makosza
          10 lipca 2016

          Na modelkach wszytko wygląda lepiej ale mało ich na ulicy. Wszystko zależy jak się człowiek czuje. Wiem, że nogi mogłyby być dłuższe ale z wiekiem inne priorytety już mam.

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            10 lipca 2016

            Hej! Mieszam się, bo dobrze rozumiem: na innych dziewczynach mogę się zachwycać do woli, ale na mnie, np. trzewiczki, które Ty sama nosisz, wyglądają… nie wyglądają. Dlatego nie noszę.

          • Makosza
            12 lipca 2016

            hej ho, jak człowiek się nie czuje to nie ma co się zmuszać, bo będzie cały czas myśleć o butach. U mnie to będą klapki.

  10. Asia
    8 lipca 2016

    Szmizjerka kojarzyła mi się zawsze z ubraniem sportowo-militarnym, o prostym kroju, zapinanym na guziki, w luxźnum stylu. Bardziej jako forma tuniki niż sukienki, a nawet jako taka narzutka. I kolor beż czy khaki, ewentualnie jeans. Takie ubrania mazywali producenci szmizjerkami i dlategi kojarzyły mi się przeciwnie niż z elegancją i kobiecością. Jako sukienki koszulowe magazyny przedstawiały często luźne, workowate coś, jak za duża i dłższa koszula. Szmizjerka w wydaniu, jaki pokazujesz, jest czymś odwrotnym: szykownà swobodą, nonszalancką elegancją, wyeksponowaniem kobiecości w kontraście z nieco męską, zimną formą. Bardzo podobają mi się wszystkie propozycje. U mnie dobrze dobrana szmizjerka działa cuda: w kształcie litery A daje efekt prostego dołu przy pokaźnej pupie i ładnie wysmukla cała sylwetkę pozostawiając nieco luxźniejszy wygląd, którego brakuje rozkloszowanym modelom i dając nutkę elegancji bez nadęcia jak przy ołówkowej spódnicy.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 lipca 2016

      Szmizjerka ma za sobą długą i interesującą historię: na początku była uniformem do pracy, w latach 40-tych awansowała na noszonego od rana do wieczora faworyta, potem Dior swoim New Look’iem wyczarował z niej szałową kreację, a w latach 60-tych Brigitte Bardot sprawiła, że stała się nieodłączną przyjaciółką młodej, wyzwolonej kobiety. Dekadę później szmizjerka przeistoczyła się w długą, romantyczną sukienkę w stylu boho (albo w krótką koszulkę z denimu). W latach 80-tych i 90-tych – uzbrojona w poduchy galaktycznych rozmiarów – była symbolem przebojowej Working Girl…

      Biorąc pod uwagę historię mody oraz to, że w kolekcjach najlepszych projektantów szmizjerka pojawia się regularnie w najrozmaitszych odmianach (od sportowo-dziewczęcych, jak u Ralpha Laurena, do luksusowo-szykownych, jak u Gucci czy M. Korsa), aż trudno uwierzyć, że znalezienie fajnej sukienki koszulowej w przeróżnych wariantach jest takim skomplikowanym zadaniem. Ale się cieszę, że mogłam przekonać Cię o urodzie tego czarującego klasyka!
      P.S. A wszystkim bezkształtny narzutkom i workowatym kieckom bez substancji, mówimy stanowcze “nie”.

      Odpowiedz
  11. Justyna
    9 lipca 2016

    świetny tekst! bardzo podobają mi się szmizjerki, wg mnie są bardzo kobiece i uniwersalne, mam w swojej szafie kilka i obawiam się, że będę uzupełniać ją jeszcze nowszymi modelami ;) od szmizjerek można się wręcz uzależnić, ostrzegam ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 lipca 2016

      Wcale się nie boję :-) Zastanawiam się właśnie od jakiegoś czasu, jaki kolor wydobyłby najładniej urodę modelu, który już dla siebie skroiłam. I moją własną naturalnie. Granat wpadający w lila bardzo by mi odpowiadał, chociaż ostatnio utonęłam w różach… nie, chyba jednak czerwona… ha! Ale srebrzysty błękit latem, to też jest pociągający pomysł… Boże, dlaczego musiałam urodzić się Wagą!

      Odpowiedz
  12. Barbara
    10 lipca 2016

    Dzięki za przypomnienie, że istnieją szmizjerki i są wciąż modne! Właśnie zastanawiałam się ostatnio, czy nie wyglądam babciowato w mojej dźinsowej sukience – jest rozpinana od góry do dołu, guziki obciągane materiałem, też dżinsowe, kołnierzyk zaokrąglony, krótki rękaw, dwie naszywane kieszenie. Od pasa lekko rozszerzana, zakrywa kolana. Prawdę mówiąc, przypomina fartuch sprzątaczki, ale ją uwielbiam, także dlatego, że gdy ją mam na sobie zbieram mnóstwo komplementów. Inna sprawa, że bardzo starannie dobieram do niej buty i torebki. Chodzę w niej do pracy latem, ale nie w upalne dni, lecz te chłodniejsze, z różnymi “małymi” jedwabnymi szaliczkami, wiązanymi podobnie, jak męskie krawaty. Kupiłam ją wiele lat temu w kapphal w kolekcji vintage stories. Rozmiar 36, nadal pasuje, co niezmiernie mnie cieszy. Mam tylko cztery szmizjerki, ale dzięki Tobie rozejrzę się za kolejnymi. Bardzo Ci dziękuję za inspirację. Twój blog jest super! Moje szmizjerki niezmiernie lubię, szczególnie czarną sztruksową /kilkuletnia z Mango/. Ratowała mnie wielokrotnie, gdy nie miałam się w co ubrać. Raz nawet była ze mną w operze z czarnymi lakierkami i srebrną torebką. Wszystkie szmizjerki są super gdy czas mnie goni, albo nie chce mi się myśleć, jak się ubrać.
    Ps. Suknia pani Arnolfini w NG w Londynie oczywiście jest w kolorze fresh green, jak napisałaś. Skąd mi się wziął ten kobalt, nie wiem. Zaćmienie. Dwa razy poszłam, by ją dokładnie obejrzeć. Przy okazji pogadałam z panią pilnującą tej sali, w której wisi obraz, pytając, kiedy jest najmniej turystów i można spokojnie pokontemplować. Okazało się, że pani jest Polką z Kielc, od 3 lat w Londynie. W Polsce zlikwidowali jej zakład, szukała pracy, ale nikt nie chciał jej przyjąć, bo ma 50 plus. W Londynie nikt nie pytał jej o wiek,więc kocha Londyn i swoją pracę, nawiasem mówiąc, całkiem nieźle płatną.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • Olka
      10 lipca 2016

      Dzien dobry wszystkim, a w szczególności Barbaro,
      spieszę donieść, że mam ten sam model z vintage stories Kapphal i nawet w piątek miałam go w pracy. Ja dziewczęcy charakter tej sukienki przełamuję żakietem i butami na obcasie. Lubię ją za to ze od lat wygląda niezmiennie, i pasuje do kazdej okazji- równie dobrze sprawdza się podczas wczasów nad jeziorem w parze z płaskimi sandałkami.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lipca 2016

      Zaraz… też bym chciała taki babciowaty “fartuch sprzątaczki”! Sukienkę, w której zbierałabym same komplementy i którą mogłabym nosić w każdej możliwej okoliczności. I do pracy i podczas urlopu, jak potwierdza wyżej Olka.
      Ja Tobie również dziękuję za inspirację Basiu. Już od dłuższego czasu mam ochotę na sztruks i jedyne, co do tej pory przychodziło mi do głowy to spódnica. Ale gdzie tam spódnica… szmizjerka, to jest to! Uszyję sobie taką śliczną, w stylu romantycznych lat 70-tych i będę w niej paradować przez całą jesień i zimę, zadając szyku niczym dziewczyna Bonda (z któregoś z odcinków z Rogerem Moore). O!

      P.S. Z Kielc do Londynu… niezła przeprowadzka. Miejmy nadzieję, że pani nie będzie musiała zaraz znowu pakować walizek :-(
      Chciałabym mieć taką przyjazną duszę w Luwrze. Za każdym razem marzy mi się, że wynajmuję cały budynek tylko dla siebie i żadne stado galopujących Chińczyków (Wietnamczyków? Japończyków?) nie tratuje mnie więcej. Mam wrażenie, że deptanie po palcach i rozdawanie kuksańców, to akurat tam azjatycka specjalność.

      Odpowiedz
  13. Avarati
    11 lipca 2016

    Bardzo fajny wpis, dam mamie do przeczytania, bo ostatnio rozglądała się za szmizjerką. Moim faworytem jest ta kobaltowa ze względu na jej “mocny” wygląd i kolor ;)

    Raz nawet przymierzałam podobną do tej granatowej, ale czułam się w niej bardzo, bardzo poważnie, czułam, że coś mi odejmuje i… była mi za ciasna w ramionach. Rzadko się to zdarza, bo zazwyczaj w ramionach dużo rzeczy mi pasuje, ale wtedy byłam zaskoczona ;) No, ale jestem podlotkiem i w dodatku ekstrawagantką ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 lipca 2016

      A w jakim wieku są dzisiejsze podlotki? Bo przypominam sobie, jak przed stu laty, gdy sama miałam 17 – dwadzieścia parę lat, ubierałam się w kostiumy i sukienki płaszczowe (wyglądają jak przedłużony żakiet), ponieważ chciałam koniecznie wyglądać na starszą. Chyba mi sią udawało – na zdjęciach z tamtego okresu wyglądam okropnie (po)ważnie.

      Kobaltowa szmizjerka jest piękna. Ma klasę i odwagę, a jej intensywny, przyciągający wzrok kolor, to na pewno nic dla szczypiorków! Pozdrawiam i przesyłam serdeczności dla Mamy :-)

      Odpowiedz
      • Avarati
        16 lipca 2016

        Podziwiam i po troszczę zazdroszczę. Czasami bym chciała, żeby takie rzeczy leżały dobrze na mnie, zwłaszcza do pracy. A w marynarce i spodniach w kant wyglądam jak dziecko konduktora, usłyszałam to parę razy na praktykach i stażach…

        Ponoć mam 24, ale mnie często nieznajomi ludzie odbierają jako o wiele młodszą, chociaż nie mam buzi lalki. Kiedy kupuję piwo, sprzedawczynie często się pytają mnie o dowód, nawet, jeśli jestem umalowana. Ostatnio policjant mnie zatrzymał, bo myślał, że jestem małolatą i oglądał dowód trzy razy z każdej strony. :D

        Odpowiedz
      • Avarati
        16 lipca 2016

        Ucięło mi komentarz, ech.

        Za to moja mama wygląda świetnie w takich ubraniach, tyle, że ona jest zdecydowanie romantyczką i nie lubi takich oficjalnych ubrań. Raz ubrała “zwykłą” koszulę, na to uszyty przez nią kobaltowy żakiet i ołówkową spódnicę. Wyglądała rewelacyjnie, nie widać po niej w ogóle większego rozmiaru (46 zmniejsza się w magiczny sposób do 42). Ma gdzieś staroświeckie poradniki odnoszące się wyglądu dla plus size i wygląda lepiej niż te kobiety, które się do nich stosują.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          16 lipca 2016

          Mhmm… sama jestem często zdumiona, jakie “prawdy” uchodzą za obowiązujące… noś to, nie noś tamtego… i ciągle te same bezsensowne rady, co każda kobieta powinna mieć w szafie…

          Ładnie opisałaś magię dobrze dopasowanego ubrania na przykładzie Mamy – właśnie tak, rozmiary potrafią się kurczyć niemal w oczach, a wiek staje się mało ważny. Chociaż… nawet, gdy się bardzo postaram, taka przygoda z policjantem, to już mi się w tym życiu nie zdarzy :-)

          Odpowiedz
  14. Asia
    11 lipca 2016

    Witam Panią,
    Ależ śliczne te szmizjerki. Kilka z nich chętnie zobaczylabym w swojej szafie! To mój pierwszy komentarz, choć śledzę Panią prawie od roku. Przez ostatnie 2 lata sprzatalam swoją szafę po “szybkich” zakupach teraz przychodzi czas na mądre uzupełnienie brakow. Niestety stwierdzam, że wcale nie jest to takie proste. Obecnie szukam wartych uwagi sklepów w których można się zaopatrzyć w ubrania ponadczasowe i dobre gatunkowo. Do tego zaczęłam przygodę z maszyną. Ciężko mi to jeszcze poukładać poniewaz zupełnie nie znam się na materiałach, moje szycie to więcej prucia niż szycia samego w sobie, ale walczę, staram się i cierpliwie “idę w stronę swiatla” :-)
    Pani blog inspiruje, otwiera oczy (przynajmniej moje), każe dalej iść tą ścieżką i szukać w tym wszystkim swojej osobowości i stylu.
    Życzę Pani jeszcze więcej tak wspaniałych i udanych wpisow, oby grono czytelnikow sie powiekszalo. A sobie życzę wytrwałości w dążeniu do celu bo wcale to nie jest łatwa droga.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 lipca 2016

      Asiu, ale mi Pani sprawiła przyjemność! Owszem, czasem przeleci mi przez głowę “kobieto, 3 lata piszesz już bloga, może przestałabyś skakać z radości jak głupia na widok miłego komentarza?”. No, ale kiedy nie mogę. Skaczę :-)
      Ogromnie się cieszę, że mogę Pani towarzyszyć w w poszukiwaniu nowej stylowej tożsamości. Tu, na blogu, znajdziemy czas na wszystko: na ponadczasowe ubrania, na dobre marki, na spokojne zakupy, na jakość, na dopasowanie, na krawieckie doświadczenia, na materiały… a właśnie. Świetnie się składa, bo kolejny wpis będzie właśnie o tkaninach.

      Ja również ślicznie Panią pozdrawiam, mając nadzieję, że teraz, kiedy pierwsze lody zostały przełamane, będziemy miały okazję częściej ze sobą rozmawiać. Dziękuję za ten przemiły, serdeczny i ciepły pierwszy raz :-)

      Odpowiedz
  15. Marta
    18 lipca 2016

    Dziękuję, jakiś czas temu zagadnęłam o letnie sukienki i oto jest wpis :-)
    Mnie najbardziej spodobała się nazwa koszularka. Chyba tak zacznę mówić :-) Natomiast zdecydowanie mniej podobają mi się ceny tych najpiękniejszych, które zostały tu zaprezentowane. Nawet po przecenach. A z szyciem jest ten problem, że nie w każdym mieście jest atelier Moniki Freze ;-) Niemniej dodałam sobie kilka przykładów do mojego folderu na pulpicie :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2016

      Bardzo proszę, chociaż to jeszcze nie koniec. Rozkręciłam się :-)
      A konkretne egzemplarze ubrań, które dla nas wybieram, służą przede wszystkim do zobrazowania tematu. Jeśli któraś z nas znajdzie wśród nich swój wymarzony model albo choćby tylko inspirację, tym lepiej.

      Odpowiedz
  16. Karolina S.
    31 lipca 2016

    Po przeczytaniu tego wpisu zdałam sobie sprawę, że warto byłoby mieć kilka sukienek tego typu w swojej szafie. :) Zalegają u mnie materiały, które dość dawno otrzymałam od mojej babci i wśród tych materiałów jest (jak podejrzewam) bawełniana flanela w granatową pepitkę na białym tle. Jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o szycie i nie ukrywam, że między innymi pod wpływem Pani bloga bardzo pragnę to zmienić. Stąd też moje pytanie: czy z takiej tkaniny można by uszyć szmizjerkę przeznaczoną na chłodniejsze dni?

    Serdecznie Panią pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 sierpnia 2016

      Bawełniana flanela jest bardzo miękkim, lekkim, a przy tym ciepłym materiałem, z charakterystycznym meszkiem po obu stronach. Używa się jej do produkcji ciepłych koszul, ale również… niemowlęcych ubranek oraz pościeli (tzw. biber).
      Jeżeli materiał, o którym rozmawiamy wygląda jak tkanina, z której mogłaby powstać bluzka koszulowa – to tak, będzie się on również nadawał na szmizjerkę. Jeśli natomiast łatwo wyobrazić sobie z niego przytulną piżamę albo kołderkę dla niemowlaka, to sukienka.. hmm, nie będzie najlepszym pomysłem. Bawełnianą flanelę spotyka się w bardzo różnych wariantach, ale jeśli to pamiątka po babci, prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia ze świetnym jakościowo materiałem ze “starej szkoły” jest duże.
      Co warto wiedzieć o bawełnianej flaneli? Jest łatwa i przyjemna w szyciu, jest prosta w pielęgancji i można ją wrzucić do pralki (przed szyciem koniecznie zdekatyzować, tzn. uprać materiał, bo po pierwszym kontakcie z wodą na pewno się zbiegnie), jest odporna na zagniecenia, więc nie trzeba jej (wcale albo tylko czasami) prasować. Poza tym:
      1. jest mięsista, “przestrzenna” i nie-cienka, dlatego aby nie poszerzała, wybieramy formę spódnicy z koła albo o linii A, rezygnując z przymarszczeń i zakładek;
      2. jest “czepialska” (to ten meszek), dlatego aby nie kleiła się do rajstop i bielizny, warto nosić pod spodem halkę lub półhalkę.

      Uff, tak z grubsza to chyba wszystko… mam nadzieję, że pomogłam w podjęciu decyzji :-)
      Karolino, i ja Panią ślicznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  17. Catty
    13 sierpnia 2016

    Chciałam Pani napisać, Moniko, że rewelacyjny jest ten post ;) I zawiera tyle przydatnych porad :)
    Mi się szmizjerki podobały jeszcze, jak byłam dziewczynką, ale do tej pory żadnej dla siebie jeszcze nie znalazłam :( Sprawę utrudnia fakt, że jestem szczupła, wysoka, mam wąskie biodra, długie ręce i szerokie ramiona – nawet koszuli nie jestem w stanie sobie kupić, a co dopiero szmizjerki :P Ale wierzę, że gdzieś na mnie czeka ten ideał ;) Z przedstawionych propozycji wybrałabym dla siebie sukienkę z Simple, czarną lub granatową – nawet nosiłabym tak samo jak modelka, z rozpiętymi górnymi guzikami i podwiniętymi rękawami. Tylko buty inne – najchętniej mokasyny :)
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 sierpnia 2016

      Bardzo się cieszę! A jeśli chodzi o porady, proszę wziąć sobie do serca uwagi dla niewysokiej dziewczyny, tylko zupełnie odwrotnie: duże kołnierze, duże nakładane kieszenie, ekstrawaganckie wzory, zbluzowania, poziome cięcia (odcinany karczek albo pasek w kontrastowym kolorze), marszczone, szerokie spódnice, sztywne materiały… potrafią całkiem nieźle wyczarować krągłości i parę kilogramów więcej.
      Sukienka w stylu Simple to bardzo dobry wybór dla szczupłej i wysokiej dziewczyny, a mokasyny? Tak! Szmizjerka w takim towarzystwie, to esencja niewymuszonego szyku na luzie (aż mi żal, że jestem taką beznadziejną romantyczką w szklanych pantofelkach :-)

      Catty, wyprzedaże są właśnie w ostatniej fazie, więc sądzę, że to dobry moment, żeby rozejrzeć się w markach premium za wymarzonym modelem sukienki. Marki z wyższej półki szyją często na inną figurę niż standardowe 164 cm wzrostu – szanse nie są wielkie, ale jeśli znajdziesz “swoją” szmizjerkę, zapłacisz za nią teraz tylko ułamek ceny pierwotnej.
      Trzymam kciuki i również ślicznie pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
      • Catty
        15 sierpnia 2016

        Dziękuję za odpowiedź :)
        Jak przyjemnie się zagląda na strony, gdzie czuć, że komentarze czytelników faktycznie bywają czytane, a nie tylko podbijają statystyki ;)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          16 sierpnia 2016

          Wzruszyłam się… aż chce mi się wracać z urlopowego niecnierobienia :-)

          Odpowiedz
  18. Małgorzata
    21 października 2016

    Dobra Kobieto!!!!!!!!!!!!!!!
    Spadłaś mi z gwiazd samych chyba!!! Szmizjerka !!! To jest to czego potrzebuję. Nareszcie wiem!!! Rękaw troszkę za łokieć i dół z koła. Taka w pięknym granatowym kolorze. Uwielbiam koszule, sztywne kołnierzyki oraz spódnice z koła do kolan. Dlaczego nie wpadłam na to żeby je ożenić!!!!! Do granatu można użyć różnistych dodatków i zmieniać jej zastosowanie na bardziej lub mniej oficjalne.
    Jesteś genialna!!!!!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 października 2016

      No chyba!
      Małgorzato, wpadaj kiedy tylko chcesz, tylko błagam, nie wyzywaj mnie od dobrych kobiet. Natychmiast staje mi przed oczami zabiedzona kobiecina z głową omotaną chustką… żeby jeszcze w szmizjerce, ale nie.

      Za to za wykrzykniki i Twój radosny entuzjazm chętnie Cię uściskam, pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
      • Małgorzata
        22 października 2016

        Och, przepraszam za “Dobrą Kobietę” jeśli Cię uraziłam. Dla mnie to takie bardzo sympatyczne określenie, przeniosłam go bezwiednie z pewnego literackiego forum, gdzie jest często używane z wielkiej sympatii. Nie pomyślałam, że może się niezbyt dobrze kojarzyć.

        P.S
        Zagościłam tu na dłużej :-)))

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          22 października 2016

          Eee tam, nie uraziłaś. Ale i tak dziękuję za wyjaśnienie, właśnie próbuję sobie wyobrazić tę sympatyczną wersję DK :-)

          P.S. Cała przyjemność po mojej stronie :-))
          Zaraz (czyli pewnie tak jakoś jutro) będzie coś nowego do poczytania.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz