5 listopada 2015 / Szafa marzeń / 31 komentarzy

Nie mam pojęcia, jak go nazwać. Szal w kształcie golfu? Kołnierz golfowy? Komin?

Tak czy inaczej to jeden z moich najgorętszych faworytów na zimę: powściągliwie trzymający się w tle, ciepły i pięknie podkreślający twarz.

 

Przeglądam codziennie dziesiątki fotek w poszukiwaniu materiału ilustracyjnego i od czasu do czasu wpadam na coś naprawdę świetnego. Coś, co chciałabym mieć i coś, co muszę koniecznie ci pokazać. Zwykle jest to jakiś fajny pomysł prosto z wybiegu, który wyjęty z przesadzonej konwencji pokazu i przeniesiony do całkiem realnej codzienności, okazuje się jak znalazł dla normalnego człowieka. Czyli dla mnie i dla ciebie również.

 

Szal w kształcie golfu: przykład 1 (100% kaszmir)

Szal w kształcie golfu: golf kominfot. cosstores.com

 

 

Szal w kształcie golfu: przykład 2 (100% wełna)

Szal w kształcie golfufot. net-a porter.com (Stella McCartney)

 

 

Ładne prawda? Aż dziwne, że nie wszyscy jeszcze go noszą.

A przecież sam pomysł nie jest znowu taki rewolucyjny. Wełniane, ciepłe kominy robiły nam na drutach już dwadzieścia lat temu nasze mamy i babcie. Ale ta ogrzewająca wyłącznie szyję, zabawna sugestia golfu (którego przecież tak naprawdę nie ma) przemawia do mojej fantazji. I do mojego poczucia humoru.

 

Co potrafi taki ruchomy golf?

  • Otula twarz jak kielich kwiatu, czarując majestatyczną powagą.
  • Osłania szyję, pilnując żebyśmy nie marzły w kark i dekolt.
  • Ochrania kołnierz płaszcza, przedłużając jego życie i oszczędzając nam częstych wydatków na pralnię chemiczną (wiadomo, wewnętrzna strona kołnierza przeciera się i brudzi w trymiga).

Masz rację, z tym wszystkim poradzi sobie również szal. Piękny szal potrafi nawet więcej, ale to jest temat na całkiem inną opowieść. Dzisiaj rozmawiamy o szykownym opatulaniu dla minimalistek.

 

 

Zastanawiasz się czy to pomysł dla ciebie? Spójrz na jeszcze jeden przykład, który tak ładnie ilustruje, jak zgrabnie komponuje się taki niby golfik z klasycznie eleganckim strojem:

 

Szal w kształcie golfu: przykład 3 (100% wełna)

Szal w kształcie golfu: eleganckofot. net-a porter.com (Bouchra Jarrar)

 

 

Zachwyciłam się, olśniłam, a co najśmieszniejsze – przecież mam taki sam! Uszyłam sobie ze ściągaczowej czarnej dzianiny i każdej zimy go noszę.

Tak, szal w kształcie golfu to jeden z moich najgorętszych faworytów na zimę. Jak się okazuje, niezmiennie i od lat :-)

 

 

 



Komentarze

  1. Monika
    5 listopada 2015

    Mam takich kilka, noszę od lat. W środowisku dziewiarek to wyrób bardzo często robiony i zamawiany przez klientów. Tyle że nie widać ich na ulicy, bo taka już ich ukryta natura: udają golfy albo szaliki, więc nie dają się zauważyć. Zresztą dla mnie to element garderoby raczej nie nadający się do eksponowania (mam na myśli zwłaszcza wersję klasyczną, jak ten pierwszy, kaszmirowy “fałszywy golf”). Taki wstydliwy sekret, można powiedzieć :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Okropnie biedziłam się nad tytułem, a tu masz! “Ukryta natura” albo “wstydliwy sekret” byłyby przecież jak znalazł :-)
      Chyba wiem, co masz na myśli – taki golfik na wstawce faktycznie wygląda trochę jak… śliniaczek.

      P.S. Starsznie zazdroszczę Ci tej liczby mnogiej, więc pędzę do składzika z materiałami wyszukiwać najpiękniejsze dzianiny. Aha! I złote guziki też!

      Odpowiedz
  2. Wiktoria
    5 listopada 2015

    Tak, znam ten “golfik” od lat. Obecnie nie noszę, bo kocham szale, szaliki, szaliczki. Natomiast moi synowie, na mniej wyjściowe okazje, zakładają takie małe, ściągaczowe. Szybko i wygodnie, a na dodatek nic się nie plącze. Myślę, że to również doskonała opcja, do okrycia wierzchniego z zapięciem wysoko pod szyję np.płaszcz z kołnierzykiem. Wtedy, gdy nie ma miejsca na szalik pod, a nie chcemy zakładać go na wierzch. Tak więc, jakiś egzemplarz pięknego i z dobrej przędzy golfu udającego szalik można sobie sprawić.

    Odpowiedz
  3. Agnieszka M.
    5 listopada 2015

    Wpis w idealnym czasie, bo właśnie wczoraj przyszła paczka z włoczkami wełnianymi (100% merino). Będę robić czapki i komin. Może właściwie kominek, bo mam tylko 100 g na niego. Od dawna nie robiłam na drutach, nie wiem, co mi z tego wyjdzie. W zeszłym roku miałam wełniany komin, ale w praniu mi się sfilcował.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      To nawet musi być kominek! Tylko… znowu mi żal, że nie umiem robić na drutach.
      Ale przynajmniej w tym roku nic nie ma prawa Ci się sfilcować. Wpis o pielęgnacji wełny – uzupełniony praktycznymi uwagami innych entuzjastek – jest do dyspozycji w archiwum.

      Odpowiedz
  4. Weronika
    5 listopada 2015

    Uwielbiam golfy (ale takie razem ze swetrem ;) ). Zimą są obowiązkowe w mojej szafie, bo wiecznie mi jest zimno. Noszę i w domu i gdy gdzieś wychodzę. Mam smukłą szyję, więc śmiało wdziewam golfy. Ale wymagają częstego prania (podkład, puder zaraz widać, szczególnie gdy golf jest ciemny). Chwała temu, co wymyślił golf, bo nie marznę tak mocno. Swoją drogą, ten pierwszy, szary jest piękny.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Mhm… pięknie szary i pięknie kaszmirowy.
      Ja i moja szyja jesteśmy również wdzięczne wynalazcy golfu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak mogłabym bez niego (obojętnie, w wersji kompletnej czy miniaturowej) przeżyć zimę.

      Weroniko, zajrzysz do do naszej rozmowy o płaszczu? Wymiana myśli trwa :-)
      Aha! W butach też są wiadomości tylko dla Ciebie.

      Odpowiedz
      • Weronika
        6 listopada 2015

        Zajrzałam, odpisałam. :)

        Odpowiedz
  5. Maga
    5 listopada 2015

    Pamiętam dokładnie – jako dziecko miałam nawet kilka. Moja ciocia mi wydziergała :), A potem gdy byłam nastolatką były tzw. tuby, zresztą kilka lat temu miały swój powrót. Jednak obecnie nie szukam, nie chcę – to chyba dlatego,ze kiedyś (dawno temu) tak dużo i długo nosiłam. Z pewnością nie były ani takie ładne, ani takie pomysłowe jak te zaprezentowane przez Ciebie, ale mimo wszystko zachwytu nie podzielam :) Pozdrawiam Cie serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Znaczy, przejadły się.
      Ja w latach beztroski wolałam marznąć, więc teraz nadrabiam zaległości :-)

      Odpowiedz
  6. Krystyna
    5 listopada 2015

    W moim przypadku nie zdałyby egzaminu, zaraz by powyłaziły, albo się poprzekręcały, jestem za ruchliwa do takich wynalazków. Szale to można zamotać, omotać, jak wieje niespodziewanie to głowę z szyją okręcić, a jak ciepło to mogą sobie zwisać i powiewać, jak u dawnych pilotów białe szaliki.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Aaa… może coś w tym jest! Zachwycam się i noszę, bo ja z tych mniej skocznych?
      Z szalem to można poszaleć… ale jak na złość! Wizję wdzięcznie powiewającego zjawiska psuje mi zawsze obraz Vanessy Redgrave w końcowej scenie Isadory.

      Odpowiedz
      • Krystyna
        5 listopada 2015

        No tak, teraz to z ciekawości będę musiała obejrzeć ten film.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          6 listopada 2015

          Się narobiło. Film z lat 60-tych, więc żeby nie było, że nie ostrzegałam!

          Odpowiedz
          • Krystyna
            2 stycznia 2016

            W końcu obejrzałam, długi był i nie moje klimaty, ale nie żałuję i cieszy mnie to, że moje szale nie mają taaakich długości. No i pilnuję, żeby się nie wkręciły, gdzie nie trzeba, zwłaszcza po tym, jak kiedyś łańcuch dorwał moje spodnie. To bolało.
            Teraz, mając wolne, nadrabiam zaległości książkowe. Ostatnio wpadł mi w ręce audiobook “Bogowie Honor Ankh-Morpork “, amatorskie nagranie, czyta Wojtek. Słucham sobie i przeglądam zdjęcia z pokazów mody.

          • Monika Frese
            4 stycznia 2016

            Ostrzegałam :-) Szszsz… już jestem… tylko tak po cichutku, bo udaję, że mnie tu wcale nie ma.

            P.S. Takie noworoczne polegiwanie, to ja rozumiem (jeśli zasmakujesz w Świecie Dysku, “Straż! Straż!” albo “Wyprawa czarownic” w przekładzie Piotra Cholewy, to coś fantastycznego :-)

          • Krystyna
            5 stycznia 2016

            Ze Świata Dysku mam tylko 39 pozycji w pdf, (książki oddałam do biblioteki). Wojtek nagrał 18 z nich, można pobrać za darmo, chcesz linka? Tak po cichutku?

          • Monika Frese
            5 stycznia 2016

            Chcę. Uwielbiam czytać, ale chętnie się przekonam czy słuchanie też mi wychodzi.
            Się wygłupiłam z tym poleceniem, co? Ech, nigdy nie mogę się zdecydować kogo kocham bardziej, Vimesa, Marchewę czy lorda Vetinari.

          • Krystyna
            5 stycznia 2016

            Proszę bardzo http://pliki.majselbaum.pl/ Nie trzeba się logować i jest instrukcja. O Wojtku można poczytać na tu http://czytawojtek.blogspot.com/
            Najlepiej mi się słucha w czasie prasowania albo prucia. I wcale się nie wygłupiłaś, bo skąd mogłaś wiedzieć co i ile czytam.

          • Krystyna
            5 stycznia 2016

            Podałam link w komentarzu powyżej, ale czeka na moderację, chyba został potraktowany jako spam nie związany z profilem strony. Na wszelki wypadek przesyłam kopię przez kontakt.

  7. Irensa
    5 listopada 2015

    Wszystkie są świetne! Ale “przykłady” nr 2 i 3 oczarowały mnie zupełnie! Oba nosiłabym ostentacyjnie na wierzchu nie zdejmując nawet w pracy jesienią, zimą i wiosną też! Kto mi zrobi, no kto? Moje golfy niestety nie chronią tak dobrze dekoltu jak nr 2 i nie zdobią tak pięknie jak nr 3, ale lubię je bardzo, bo jako posiadaczka “łabędziej” szyi nie umiałabym się bez nich obejść. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Ooo! Na pierwszy rzut oka potrafię rozpoznać bratnią duszę o wyrafinowanym guście i wybornym smaku!

      Owszem, zaczęłam słodko, ale teraz będzie z grubej rury: jak to kto? Sama sobie uszyjesz z gotowego ściągacza albo zrobisz na drutach. Oczywiście sąsiadka/przyjaciółka/pani-robiąca-na-zamówienie, też sobie poradzą z takim zleceniem.
      Ale i tak ciepło pozdrawiam :-) Dobranoc

      Odpowiedz
  8. Agnieszka
    5 listopada 2015

    Nosiłam się w takich w latach dziewięćdziesiątych;) Z jednej strony praktyczne – bo nadaje się pod te płaszcze z wysokim kołnierzem, ale z drugiej – nie wyobrażam sobie przewlekania tego z już pomalowaną twarzą – i tak podkłady/pudry odbijające się na kołnierzach doprowadzają mnie do pasji…

    Już nie w tym temacie: muszę się podzielić z Panią i czytelniczkami odkryciem czytelniczym: “To nie są moje wielbłądy” Boćkowskiej. O tworzeniu mody w PRL – przeszła jakoś zupełnie bez rozgłosu, ale to niezła gratka dla wszystkich zainteresowanych modą i tkaninami, szczególnie naszymi polskimi. Polecam:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 listopada 2015

      Racja, rozmawiając o golfie, nie da się ominąć kwestii przewlekania. Ponieważ go uwielbiam, zrujnowana fryzura tak szybko mnie nie zrazi (da się łatwo poprawić), puder szczęśliwie nie trzyma się jakoś dzianiny, ale pomadka! Tak, tu nie ma żartów!

      Kompletuję powoli listę przedświątecznych zakupów książkowych… dziękuję :-). Zanotowane.

      Odpowiedz
  9. Makosza
    5 listopada 2015

    Ooo miałam coś takiego ale zapomniałam. Fioletowy, gruby. Jej, robić na drutach by się przydało, szyc zaczełam się uczyć. Potrafię tylko wyszywać.
    Nie posiadam ale przytuliłabym, jakis mięciutki, miluski do kurtki. Bo szal średnio wygląda a bez niego za bardzo wieje.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 listopada 2015

      Tak mi jakoś samo wpadło do głowy: a co by było, gdybyśmy uciachały golf jakiemuś staremu golfo-swetrowi… mężowski też się nada albo jakiś śliczny, ale przymały/przyduży/sfatygowany z ciuchlandii… (matko! Jestem geniuszem :-)

      Jak to tylko? Przecież wyszywanie to taki rzadki talent. Też bym chciała umieć!

      Odpowiedz
  10. Katarzyna
    6 listopada 2015

    Noszę golfy bardzo często, ale z uwagi na niezbyt długą szyję, muszę sobie jakoś sylwetkę wydłużać – więc zostaję przy szalach :) Ale dzięki za przypomnienie o COSIE, szukałam właśnie zwykłych czapek :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 listopada 2015

      Bardzo proszę. Mam nadzieję, że znalazłaś coś odpowiedniego… nie, ślicznego!

      Odpowiedz
  11. Aleksandra J.
    10 listopada 2015

    Ja i golf… nigdy sie nie pokochamy.
    Od kiedy pamietam niecierpialam golfu i to takiego przylegajacego do szyji.
    Lubie golf ktore sa luzne, wielkie, swobodnie zwisajace.

    Co ciekawe mam dluga smukla szyje … czyli nie powinno byc problemu.

    Co do kominu robionego na drutach,
    pamietam jeszcze z lat 80 ubieglego stulecia.
    Sama w szkole podstawowej nosilam komin ale w formie czapki.
    Bardzo szerokiego szala zszytego na koncach, ktory zakladalo sie na ramiona i nakladalo na glowe.
    Czy to bylo cieple nie mam pojecia ale wtedy bylo szalenie modne. :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 listopada 2015

      Pamiętam, szalenie modne i szalenie ładne.
      Szal, komin, golf – jak dla mnie, wszystkie ocieplacze i zawijańce są szalenie twarzowe :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz