Nie przekonuje mnie teoria doboru barw zakładająca, że w zależności od naturalnej tonacji cery, włosów i oczu, można podzielić nas wszystkich na kilka typów kolorystycznych. „Zimne” lub „ciepłe” odcienie odgrywają tu decydującą rolę, przypisując nas do określonej grupy, w obrębie której mają znajdować się kolory pasujące nam bardziej niż wszystkie inne.

 

 

Na pierwszy rzut oka ładny pomysł, przejrzysty i prosty. Jak dla mnie jednak zbyt prosty i aż się prosi nadmienić, że założenie to: 1. Nie uwzględnia, że kobieta zmienną jest i w każdym ze swoich wcieleń może bardzo dobrze się czuć, a zatem i tak wyglądać.

  • Na początku byłam szatynką, czyli przepisowo zdiagnozowanym „Latem” z paletą przydymionych, pastelowych kolorów.
  • Później często brunetką; hmm …czy to już „Zima” i czas na mocne, zdecydowane odcienie czy tylko fałszywe „Lato”, które się pod „Zimę” podszywa? Tak czy inaczej zostanę ukarana nietwarzowym wyglądem, bo letnie pastele za blade, a zimowa orgia barw za ostra.
  • Teraz mam rude włosy, ale „Jesienne” ciepłe i złotawe tonacje niekoniecznie należą do moich ulubionych. Wolę trzymać się swoich ukochanych szarości i lubię ten intensywny kontrast: złoto-miedziane włosy i popielata szarość dzianiny lub weluru.

 

2. Nie uwzględnia osobistych kolorystycznych zamiłowań.

  • Na przekór tezie, że nie pasują mi jasne, ciepłe i żywe barwy, w gorących porach roku lubię się nosić koralowo i złoto. Na dodatek, jak zwykle skromnie uważam, że wyglądam bardzo ładnie;
  • w przeciwieństwie do gorąco polecanych dla mojego „typu” chłodnych róży, w których czuję się niepoważnie, infantylnie i pretensjonalnie, a określenia te nie mają nic wspólnego z moim pojęciem szykownej elegancji.

 

3. Nie docenia roli i siły makijażu. Kolorystycznych nowinek z bogatego asortymentu u zaprzyjaźnionego optyka też zresztą nie, czego śmiałym dowodem jest moja znajoma pochodząca z Pakistanu i jej miłość do kolorowych soczewek kontaktowych. Typowo ciemna, południowa piękność (brązowo -czarna burza włosów, brązowe oczy, miodowa cera) wygląda fascynująco z ciemno niebieskimi źrenicami lub w cieplejszym złoto–zielonym wariancie.

 

 

Dita von Teese i jej oszałamiająca przemiana z nijakiej naturalnej blondynki w zmysłową, klasyczną Królewnę Snieżkę, jest najlepszym przykładem na nieprawdziwość omawianej teorii. Teoria teorią, można ją polubić lub nie. Ja i tak, ufając własnej intuicji i własnemu lustru, trzymam się swoich ukochanych kolorów:

 

granaty i indyga

wiśnie i burgundy

szarości

 

 

I nie mam pojęcia czemu ostatnio tak często wybieram zieleń. Czyżbym naprawdę była przyjacielska i opiekuńcza? A może raczej egocentryczna i niestabilna? Ach, aż prosi się temat o symbolicznej wymowie kolorów!

 

Dla ciekawych.
Indygo – ciemny niebiesko-fioletowy.
Burgund – jak sama nazwa wskazuje. Na zdrowie!

 



Komentarze

  1. Anonymous
    12 czerwca 2013

    Hej,
    jeny ja tez mam juz dosć !;)tej analizy, typów urody, chyba rok straciłam na te przypasowywania..
    a np fioletu nie lubię, szarości owszem, lekkie granaty, nawet fuksję, czarny, biel.. spróbuję z pastelami teraz ,
    zielonego nie lubię, ( najwyżej to w przyrodzie)

    I jaki ja typ?? co z tego wszystkiego wynika?
    heh
    pozdrawiam
    fajny blog

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    12 czerwca 2013

    No właśnie:).
    Wszyscy upierają się na przykład, że dobrze mi w czerwieni lub turkusie. No dobrze, przecież widzę, tylko co z tego, kiedy nie lubię i już! W końcu:
    -osobisty temperament,
    -to, jak się same widzimy czy
    -to, jak chciałybyśmy być widziane,
    też mają tu coś niecoś do powiedzenia:).

    A do pasteli letnią porą też się chętnie przymierzam.
    Ciepło pozdrawiam i dziękuję za tą kolorową rozmowę:).

    Odpowiedz
  3. Anonymous
    12 czerwca 2013

    a czerwonego też za bardzo nie noszę, ostatnio właśnie golfu się pozbyłam;)

    Odpowiedz
  4. Agnieszka M.
    29 czerwca 2015

    Przykład Dity akurat jest dla mnie czymś odwrotnym. Tzn. moim zdaniem źle wygląda, nienaturalnie przeinaczona na inny typ urody.
    Kolor włosów/oczu ma niewiele wspólnego z typem urody. Praktycznie każdy z 12 typów może mieć każdy kolor oczu i włosów. Pewnie, blondynka prawdziwa zima to raczej rzadkość, ale wykluczyć nie można. Chodzi o to, jak się wygląda w danych kolorach, jak całość (skóra, kolor oczu, kontrasty) reagują z barwami. Oj, dużo by pisać.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 czerwca 2015

      Oj, dużo. Mój pierwszy kontakt z analizą kolorystyczną miał miejsce jakieś 20 lat temu. Od tego czasu nie tylko zwiększyła się liczba wszystkich możliwych typów, ale i ja sama – szukając odpowiedzi – intensywnie się dokształcałam (zwłaszcza przez ostatnie dwa lata :-)
      Być może zajmiemy się i tym tematem w przyszłości. Faktem jest, że podział na 12 typów również wydaje mi się zbyt ograniczający i w żadnym razie niewystarczający do opisania fascynującego świata indywidualnych tonacji.

      Zdania o Dicie nie zmieniam. Jest dla mnie fantastycznym i inspirującym przykładem na to, że jak się chce, to można wszystko. W każdym aspekcie.

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        30 czerwca 2015

        12 to zdaje się być mało. 4 to dopiero była bieda. Też, jak Ty, wychodziło mi w starym podziale lato, a źle wyglądam w pastelach. Nie mogłam też określić, czy mam ciepłą czy zimną karnację. No i teraz się okazało, że jestem soft summer, czyli neutralna w stronę chłodnej i żadne pastele.
        Przekonuje mnie zdanie, które znalazłam na tym blogu http://barwyurody.blogspot.com/
        “Każdy typ jest nie tyle stałym wzorcem, co pewnym zakresem, poszczególne osoby mogą się różnić kontrastem, a nawet stosunkiem chłodu do ciepła lub czystością barw. Oczywiście wszystko w ramach jednego typu.”
        Z tego wynika, że “W zakresie tego samego typu wszystkie kolory palety są dobre, ale te najlepsze, najbardziej efektowne mogą być różne”.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          1 lipca 2015

          Dziękuję za typ. Fajne przemyślenia, szkoda, że blog jest już nieaktywny. Ale i tak z przyjemnością porozglądam się w nim w pierwszej wolnej chwili.

          Odpowiedz
      • Mara
        5 czerwca 2016

        Dodam jeszcze slawne, kultowe ‘blond’ pieknosci: MM i BB.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz