9 maja 2013 / Szafa marzeń / 12 komentarzy

Umiejętność zgrabnego podkreślenia zalet i ukrycia ewentualnych wad sylwetki nie jest sprawą łatwą. Trudno tu o obiektywizm, bo to, co się podoba jednemu, inny skrytykuje bezlitośnie. Ja jak zwykle stawiam na intuicję, własne upodobania i wewnętrzny głos rozsądku. Miłe memu sercu (i ciału) 15 – 18°C, pozwala na otulenie się dzianinami i tweedami, a lekkie baleriny podkreślają wiosenne nastroje. Najbardziej podobam się sobie tak:

 

Es ist gar nicht leicht, geschickt und hübsch die Vorzüge der eigenen Figur zur Geltung zu bringen. Objektivität – was bedeutet das schon? Was der eine als schön empfindet, wird der andere schonungslos kritisieren. Ich versuche mich an meiner Intuition, meinem Verstand und eigenen Vorlieben zu orientieren.  Temperaturen von 15-18°C sind mir frisch genug um mich in meine geliebten Strickstücke zu kuscheln, während leichte Ballerinas die Frühlingsstimmung unterstreichen. Am meisten mag ich mich selbst so:

 

Monika Frese: szafa marzeń

 

 

Knit Jacket – made to order (merino wool), V-Neck Pullover – Zara,

Tweed Skirt – made by myself, Brooch – antiquary

 

 

Czyli przede wszystkim:

  • linie A i X,
  • spódnice i sukienki,
  • długość mezzo, midi i maxi,
  • podkreślona, ale zakryta sylwetka.

W najbliższym czasie zamierzam przyjrzeć się dokładniej proporcjom, wymiarom, krawieckim sztuczkom, optycznym złudzeniom i tym wszystkim, co wpływa na to, że jesteśmy postrzegani jako harmonijnie (lub nie) ubrani. Ha!

 

 

Mała uwaga na koniec i nie całkiem na temat. Bardzo uprasza się wszystkich Czytelników o niekręcenie nosami, niewybrzydzanie i niekrytykowanie. Autorka zdaje sobie doskonale sprawę, że mamy tu do czynienia z bezustannym męczeniem tych samych elementów konfekcji damskiej, ale jak zostało napisane we wstępie do całego blogu, a chętnie w tym miejscu przypomnimy raz jeszcze: pisząca pisze, bo chciałaby mieć całkiem nową, ekscytującą i szykowną garderobę, na widok której zazdrość ogarnia wszystkie przedstawicielki tej samej płci, a panom odbiera dech w piersi, całują po rączkach i w ogóle padają do nóżek. W związku z tym:

  • autorka gwałtownie potrzebuje nowych sztuk odzieży.
  • Nowe sztuki wymagają dokładnego rozważenia i przemyślenia, co dzieje się na Waszych oczach.
  • Jasnym jest chyba, że metamorfoza taka nie dokona się w ciągu tygodnia ani miesiąca. Niestety. Zatem nieszczęsna potrzebuje wsparcia, zaparcia i motywacji, a żadne kłody pod nogi czy „konstruktywna” krytyka nie są jej do niczego potrzebne (ani mile widziane).
  • W obecnym momencie, w pełnej gotowości jest najwyżej 8 sztuk odzienia (łącznie z butami), które jako tako pasują do aktualnych i tak nagle odmienionych wymagań ubraniowych parokrotnie wymienionej, a które bez wstydu można ona na siebie narzucić.

Dlatego więc, dopóki garderoba nie urośnie w siłę będziemy wykorzystywać to, co mamy do dyspozycji, a wszelkie olśnienia po drodze oraz tekstylne nowości zostaną na tych łamach bez zwłoki opisane i sfotografowane. Drugą sprawą jest ta, że wcale nie mam zamiaru prezentować ciągle to nowych “stylizacji” lub intrygować niekonwencjonalnymi przebierankami. Ogólnie i życiowo wychodząc z założenia, że mniej znaczy lepiej oraz jakość ponad ilość, skupiam się raczej na kompletowaniu garderoby doskonałej w jej jak najbardziej minimalistycznej, luksusowej wersji.

 

A teraz zostawiam moich miłych gości aż do poniedziałku. Wy mieliście długi początek maja, prawda? A u nas teraz i jeszcze za tydzień same wolne dni. Yuhu!

 



Komentarze

  1. Anonymous
    10 maja 2013

    Oj, mnie też się podoba. Bardzo! Irensa

    Odpowiedz
  2. Anonymous
    10 maja 2013

    I jeszcze coś mnie zaintrygowało. Długość mezzo? Was ist das? irensa

    Odpowiedz
  3. lady-and-the-dress
    10 maja 2013

    Mezzo oznacza… a nie powiem!
    Mam pretekst, żeby zajrzała Pani do mnie również w poniedziałek – przygotuję wyczerpujący artykuł w podziękowaniu za ten przemiły doping. Gefällt Ihnen diese Idee?

    Serdecznie pozdrawiam i zapraszam:).

    Odpowiedz
  4. Małgorzata TP
    10 maja 2013

    Uwielbiam Twoje teksty! Ja niestety nie mam tak lekkiej ręki, znacznie lepiej wychodzą mi streszczenia, a najlepiej pisma do urzędów :)
    Czy coś się wydarzyło, że nagle odmieniły się Twoje wymagania ubraniowe? Notabene bardzo mi się podoba Twój zestawik ubraniowy z wełnianym płaszczem.
    Tak w sumie to ja też wolę temperatury, które pozwalają się ubrać, a nie jedynie rozebrać :) To chyba z wiekiem przyszło… eh.
    pozdrawiam Cię bardzo, Małgosia

    Odpowiedz
  5. lady-and-the-dress
    10 maja 2013

    Jeśli Twoje urzędowe pisma są tak dobre jak komentarze u mnie, to (szczególnie w połączeniu ze zdjęciem) nie ma sprawy, której byś nie załatwiła!
    Wymagania się zmieniły, gdy maluchy powyrastały z pieluch i zniemczona, wygodnie ubrana mamusia przypomniała sobie, że przecież tak naprawdę jest kochającą sukienki, czarującą Polką:).
    I wiek z pewnością ma tu coś do rzeczy… zwłaszcza Twoich młodych, przystojnych wielbicieli. Ekhe, ekhe…
    Sciskam:)

    Odpowiedz
  6. Anonymous
    13 maja 2013

    Jak męża wychowywać?Męża się nie wychowuje, męża się ma! agit

    Odpowiedz
    • Isabella M.
      16 maja 2013

      mezow ..naturalnie ze sie wychowuje,tak jak dzieci,pieski itp…wiem co pisze.

      Odpowiedz
  7. lady-and-the-dress
    13 maja 2013

    Ehm… przepraszam? Aha, już wiem! To dotyczy profilu, prawda?
    Przyznaję, kindersztubę odebrał dobrą i faktycznie nie muszę się tu wysilać.
    Ale ja tak patriotycznie, naturalnie! Wychowuję go na… prawdziwego Polaka, „chociii tutaj kopijeto” wychodzi mu już całkiem nieźle:).

    Odpowiedz
  8. Isabella M.
    16 maja 2013

    nie tylko ze czuje sie tu jak bym wrocila do domu, ale mam nadzieje ze bedziemy czerpaly obopolne korzysci z naszych postow. niestety wyjezdzam tam gdzie nie ma internetu…usciski

    Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      16 maja 2013

      Ale miło… Ja tam od razu przeczuwam wewnętrzne korzyści, kiedy tak sobie oglądam, co to niektóre “amatorki” z nożycami i kawałkiem szmatki wyczyniają.
      Same zachwyty i inspiracje:).

      A mała przerwa zawsze dobrze robi.
      Zaraz nabiera się ochoty, zapału i chęci. Innym też czasem służy, kiedy się odrobinkę stęsknią:).
      Serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  9. Alicja
    17 maja 2013

    Witam milo i juz na wstepie musze stwierdzic , ze trafilam do “mojego” Atelier.A potrzebny mi stylista od zaraz.Ciuszki pieknie leza, cala gama pomyslow, moje kolory, klimat bloga takze moj..
    Jestes moja inspiracja ,dalas mi kopa ,by zaczac gubic to czego od dawna nie chce.Poczytam wiecej, pomysle i pojade po tkaniny do Komolki.Pozdrawiam z Wiednia

    Odpowiedz
  10. lady-and-the-dress
    17 maja 2013

    Ha! Wstaje sobie człowie rano i nic nie przeczuwa, a tu takie zachwycające “dzień dobry” już czeka!
    I wcale nie będę pisać, że się czerwienię, bo to nieprawda, tylko… tak mi dobrze i skrzydła też mi rosną:).

    Ale ja też chcę do Komolki! Proszę mnie zabrać ze sobą, oni tam mają takie cudne jedwabie!

    Bardzo mocno pozdrawiam i idę wprosić się do Ciebie na kawkę po wiedeńsku:).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz