30 października 2013 / Materiały / 8 komentarzy

Dobry moment na kompromis, to chwila kiedy czuję, że mimo ustępstwa, z konsekwencjami swojej decyzji będę mogła całkiem wygodnie żyć. Właśnie tak, jak na przykład wtedy, kiedy widzę piękną, ściągaczową dzianinę swetrową. Taki grubaśny, przytulny swetrowy ściągacz.

To, co wygląda jak puszysta wełna, tak naprawdę jest mieszanką naturalnych i sztucznych włókien w proporcjach: 40% wełna merino, 28% wiskoza, 15% poliamid, 10% kaszmir, 7% angora. Ale ponieważ uwielbiam tę plastyczną, charakterystyczną żeberkową strukturę, która sprawia, że dzianina zgrabnie przylega dokładnie tam, gdzie sobie tego życzę, chętnie przymykam oko na syntetyczne dodatki.

 

Swetrowy ściągacz: zielony melanżFot. Swetrowy ściągacz (Atelier Frese)

 

Zwłaszcza, że całość, w praktyce sprawdza się wcale nieźle.

Zielono – kremowy melanżowy płaszczyk pojawiał się nam już tu kilka razy i nie ma co ukrywać, lubię go bardzo. Jedną z tajemnic tego lubienia jest z pewnością fakt, że do produkcji materiału użyto różnokolorowych włókien. Pamiętacie co pisałam o szarościach? Tutaj zastosowano ten sam zabieg wplatania kolorowych akcentów: różne odcienie zieleni i kremu wzbogacono kropelką delikatnego różu oraz żółci. Dlatego właśnie przytłumiona, ale jednocześnie „wibrująca“ kolorystyka dzianiny, dopasowuje się tak zaskakująco łatwo do całej gamy spokojnych barw z mojej szafy.

 

Dzięki wykorzystaniu tego efektownego ściągacza, mój płaszczyk jest miękki, lekki, nie pilinguje się i nie mechaci. Typowa, naprzemiennie wklęsło – wypukła faktura sprawia, że nie wypycha się i jest wyjątkowo sprężysty, nawet bez użycia elastycznych włókien. Testowany bez mała dzień i noc, całą wiosnę i pół jesieni, okazuje się być idealnym ubiorem na pory przejściowe.

A do tego, ze względu na kolorystyczny misz – masz, który sprawnie skryje jedno lub drugie krawieckie niedociągnięcie, uszycie takiego okrycia, to bułka z masłem, pięć minut roboty i sama przyjemność.

 

 

Plastyczna struktura powierzchni ściągacza otwiera przed nami zachęcające pole do kreatywnych eksperymentów.

 

Tradycyjnie używa się ściągacza do wykańczania brzegów ubiorów sportowych oraz dopieszczania kołnierzy, mankietów czy okolic talii w taki sposób, aby zmusić tkaninę do płaskiego przylegania. Dlaczego jednak miałybyśmy pozostać przy tym co znane i sprawdzone? Dlaczego nie pobawić się formą, uzyskując zaskakujące albo kontrastowe efekty?

 

Swetrowy ściągacz: matowa czerńFot. Swetrowy ściągacz (Atelier Frese)

 

 

Wykładane, z rozmachem skrojone nietoperzowe rękawy przy welurowym płaszczu? Od dawna mam na nie ochotę, tylko odpowiednich tkanin jakoś do tej pory brakowało. Tego jednego, jedynego weluru jeszcze szukam, ale znalazłam już śliczny, gęsty i czarny ściągacz o zwartych prążkach (70% wełny, 25% poliamidu, 5% wiskozy). Będzie jak znalazł!

 

Swetrowy ściągacz: połyskujące beżeFot. Swetrowy ściągacz (Atelier Frese)

 

A może zamiast wykańczających detali, zrobić całość ze ściągacza?  Rezultat, czyli smukła, wyciągnięta sylwetka, powinien być przecież bardziej niż zadowalający? Bardzo chętnie, zwłaszcza, jeśli dzięki dwóm wariantom tej samej dzianiny

a) pierwszej „zwyczajnie“ beżowej (57% wełna, 25% wiskoza, 15% poliakryl, 3% elastan),

b) drugiej, w wariacji ze srebrzystą nitką (dodatek 5% lurexu),

można popuścić wodze fantazji. Wprawdzie bez żadnych udziwnień, tylko odrobinkę, ale i tak wydaje mi się, że plecy albo rękawy z połyskliwej wersji będą robić wrażenie. Reliefowa struktura prążków, czarujący melanż jaśniutkich piaskowych odcieni, subtelny kontrast mat – błysk: czego więcej potrzebuje materiał, żeby zachwycał, inspirował i pobudzał do działania? No to biegnę kroić!

 

 

Miłe Przyjaciółki, które na sam dźwięk słowa „wełna“ dostajecie dreszczy,
nie bójcie się wypróbować ściągaczowych atrakcji. Jako okrycie wierzchnie, albo użyty tylko fragmentarycznie w postaci rękawów czy ozdobnych mankietów, nie będzie noszony przecież bezpośrednio na ciele. Ochronna warstwa przyjaznej, nie drapiącej tkaniny uchroni was od ewentualnych nieprzyjemnych doznań, nie pozbawiając jednocześnie wygodnie otulających i urodziwie dopasowanych doświadczeń.

Bo co tu dużo mówić, swetrowy ściągacz, to moim zdaniem, najlepszy wynalazek uzbrojonej w druty ludzkości.

 

 



Komentarze

  1. Iwona Dohrmann
    30 października 2013

    Niestety mogę tylko o takiej tkaninie pomarzyć – tutaj tego po prostu nie ma :-( a cudowna jest, że hej! ;-) Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2013

      Za to cudne hej, ściskam strasznie mocno:).

      Ale czekaj, Wy macie teraz chyba temperatury mocno powyżej 20°C. Do zimnego lipca jeszcze daleko, więc… kto wie?

      Odpowiedz
  2. Aga
    31 października 2013

    No tak, cos w tym jest, tylko kto mi takie cudenko skroi, a potem uszyje???????
    Goraco pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 października 2013

      Znam kogoś takiego, tylko to leniu jest okropny, więc pewnie na efekty przyjdzie poczekać… do kolejnego sezonu:(.

      Ale ściskam mocno i natychmiast:))

      Odpowiedz
  3. bastamb
    2 listopada 2013

    Nie dziwię się, że tak lubisz ten płaszczyk, wyszczupla, prakryczny bo mało ma nim znać, miękki i przytulny, co jeszcze może być …krój kochana a ja czekam na efekty…ja nie dostaje dreszczy, bo lubię i nie bardzo mnie gryzie czy smyra ha!ha!…szkoda, że nie robię na drutach ale zawsze mogę zlecić to komuś zdolnemu …pozdrawiam…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 listopada 2013

      Aż boję się sobie wyobrazić, że mogłoby smyrać, drapać, albo gryźć! Brrr…:)

      Odpowiedz
  4. Irensa
    3 listopada 2013

    Dzianinowy,wełniany kołnierz,kaptur /kapuza lepiej/, mankiety…. Świetnie brzmi w ten chłodny, deszczowy wieczór! Aż chce się człowiek otulić! Gorąco pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 listopada 2013

      Dzień dobry:),
      i ja pozdrawiam, grzecznie otulona, w ten chłodny, deszczowy… poranek.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz