Badania prowadzone przez branżę odzieżowo-tekstylną pokazują, że podczas zakupów nabywcy reagują przede wszystkim na kolor ubrania albo tkaniny, weryfikację ich przydatności oraz ceny zostawiając sobie na później. Nie ma w tym właściwie nic dziwnego, ponieważ kolor jako wyjątkowo silny informator, intensywnie oddziaływuje na nasze emocje, intuicję i rozum.

Sama należę do tych bardzo prosto skonstruowanych istot, które mocno i entuzjastycznie reagują na… czerń. Miękka, głęboka, czarna czerń wyzwala we mnie euforię szczęścia i fajerwerki uczuć.

 

W Tobie również Miła Przyjaciółko? No to jesteśmy w domu.

 

głęboka i miękka czarna czerń

…chętnie z migoczącym połyskiem

 

 

Magia kolorów

Kolory mają swoją wymowę, swoje znaczenie, swoją wewnętrzną energię. Trudno nam się bronić przed ich działaniem, ponieważ na ich sugestywne przesłanie reagujemy podświadomie i automatycznie:

  • odcienie kojarzące się nam z naturą – świeża zieleń trawy, soczysty błękit letniego nieba – uspokajają i wpływają na obniżenie ciśnienia krwi;
  • intensywne kolory, takie jak płomienna czerwień, ostry róż, gorący pomarańcz pobudzają, energetyzują, potrafią przyśpieszyć pracę serca, ale i… męczą nas najszybciej;
  • z kolei przygaszone, stonowane odcienie, takie jak delikatny beż, błękitna szarość, antracyt są dla oka odświeżająco kojące, nieprzypadkowo więc chyba stały się kanonem elegancji i biurowego dress code`u. Urzędniczka w instytucji finansowej cała we wściekłym pink? Na bank rozboli nas głowa. Jej współpracowników, partnerów i kontrahentów z pewnością również.

Latem przyciągają nas jasne barwy, które odbijając promienie słoneczne, uspokajają rozgrzaną skórę wrażeniem odświeżającego chłodu. Jesienią i zimą natomiast lubimy głębokie oraz ciemne kolory, które pochłaniają i magazynują światło. Światło czyli ciepło – dobra wiadomość dla wszystkich czarnolubnych zmarźlaków. W końcu czerń jako  najciemniejsza z ciemności musi zgromadzić najwięcej ciepła, prawda?

 

 

Magia czerni

Odkąd Coco Chanel, za sprawą swej szokująco prostej małej czarnej postawiła na głowie dotychczasowe przekonania na temat wyrafinowania, czarny kolor nie kojarzy się nam już tylko i wyłącznie z wdowieństwem i żałobą.

Czerń stała się synonimem
– elegancji,
– dobrego smaku,
– prestiżu i
– zmysłowości.

 

Czerń nigdy nie jest po prostu czarna. W zależności od tego, jaka tkanina stanowi jej bazę, zmienia ona swój charakter bardziej niż jakakolwiek inna barwa z całej palety znanych nam odcieni. Popatrzmy:

 

czerń gładkiej jedwabnej satyny

Czerń gładkiej, śmiało opływającej kontury ciała jedwabej satyny, to wcielenie uwodzicielskiego erotyzmu.

 

 

majestatyczna czerń futra

Czerń miękkiego aksamitu albo futra, to pyszna i majestatyczna głębia nastrojowych odcieni.

 

 

poważna czerń gabardyny

Czerń wełnianej gabardyny jest wcieleniem powagi, autorytetu i bezkompromisowego szyku.

 

 

 

Czarno na białym

Chociaż psychologia kolorów przypisuje czerni całkiem różnorodne znaczenia, jedno jest pewne: czarny kolor jest sztandarem kreatywnych indywidualistów, wyznacznikiem zbuntowanych artystów, znakiem rozpoznawczym myślących na przekór obowiązującym standartom geniuszy. A Ty? Powiedz mi jaka jesteś Ty, Moja Miła Przyjaciółko:

1. Zdystansowana do świata i wyciszona?

2. Zdyscyplinowana i mająca wszystko pod kontrolą?

3. Nieszablonowa i pomysłowo twórcza?

4. Tajemnicza i nieokiełzanie zmysłowa?

 

A może wszystko naraz? Taka jest właśnie cała prawda o nas samych… kapryśna, nieprzewidywalna, zawarta w nieskończonym wydźwięku jednego, jedynego koloru. Kwintesencja zmiennej i nieobliczalnej kobiecości. Właśnie za to kochamy czerń.

 

 



Komentarze

  1. bastamb
    23 listopada 2013

    Pochwała czerni świetna, kiedyś uwielbiałam, potem mniej, stawiałam na kolory, teraz lubię, choć, ponoć kobieta dojrzała powinna unikać czerni, ja nie unikam, mam takie chwile, że chce mi się na czarno, innym razem jestem kolorowa…no cóż, kobieta zmienną jest i już…pozdrawiam droga koleżanko blogowa i miłego weekendu Ci życzę….a jak jestem? Nie wiem, może najbardziej nr.2….

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 listopada 2013

      Numer dwa? Tak.
      Ale i jeden, i trzy, i cztery – jestem pewna. Na tym polega nasza kobieca natura, która nie da się jednoznacznie opisać, usystematyzować, zamknąć w ciasnych ramach. Dlatego dobrze nam i w czerni, i w czerwieni, i w pastelach – wszystko jest sprawą ulotnego nastroju i nie ma nic wspólnego z wiekiem, jak słusznie zauważyłaś.

      Lubię te miłe rozmowy Barbaro

      Odpowiedz
    • Irensa
      23 listopada 2013

      Jak pięknie i prawdziwie o czerni. Sama tak nie umiałabym ale w pełni się zgadzam! Ileż to razy szukałam czegoś kolorowego, pastelowego, rozjaśniającego koloryt przyszarzałej twarzy a wychodziłam zachwycona jak zwykle z czymś czarnym jako jedyna alternatywą…dla czerni właśnie! A jaka jestem? Ciągle szukam na to pytanie odpowiedzi!

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 listopada 2013

      Ty szukasz, ja szukam i ona też szuka… więc w czerni nam do twarzy:))
      Bo dzisiaj jesteśmy takie, ale jutro… całkiem inne i czerń pięknie umie nasze nastroje podkreślić.

      Ciekawa sprawa, czyż nie? Ja również optymistycznie nastawiam się na odkrywanie nowych barw i… zwykle kończę z najbardziej smolistą czernią:).
      Pozdrawiam bardzo

      Odpowiedz
  2. Anonymous
    23 listopada 2013

    A ja kocham i czerń i antracyt w każdym wydaniu + cudne ciemne szarości, do tego chętnie błysk jakiejś (jak u Ciebie) aplikacji, lub biżuteria z białego złota z czarnymi perłami,
    Pod warunkiem, oczywiście, że wszystko to wysokogatunkowe.
    Mam nawet czarną jedwabną piżamę, ale o tym sza.
    Co do klasyfikacji, to najchętniej wszystkiego po trochu, oczywiście dzięki Tobie Moniś,
    Cudnie piszesz…:)
    Miłego weekendu
    pozdrawiam, elka

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 listopada 2013

      Podoba mi się to, co czytam:)).
      I oczywiście, że wszystkiego po trochu. Mocna mieszanka wybuchowa, dokładnie tak, jak na wielbicielkę wyszukanych, szlachetnych odcieni nocy przystało.

      Dobranoc Elu.
      Czarną… i jedwabną piżamkę… ach… też chcę taką…

      Odpowiedz
  3. Barbarossa
    24 listopada 2013

    To co napisałaś o czerni potwierdza także moje zdanie na ten temat: klasyka, szyk , elegancja… Prawie 5 lat moja szafa była tylko i wyłącznie czarna, miałam wtedy blond włosy i zbuntowaną naturę. Potem kolor włosów też stał się czarny, szafa też, ale powoli przebijały się inne barwy. Dzisiaj mam nadal sporo czerni, chociaż na blogu zdecydowanie pokazuję sie jednak kolorowo. Jedna czwarta moich ubań jest nadal w czerni. Myślę, że z każdego punktu coś pasuje do mnie… Teraz, mimo że na blogu jestem kolorowa, czarne myśli zagościły się w mojej głowie… i nie opuszczają od kilkunastu dni… , więc może dlatego uciekam w kolor…Pozdrawiam Cię Moniko serdecznie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 listopada 2013

      Wczoraj blondynka, dzisiaj brunetka, a jutro… kto wie?
      Klasyczny algorytm poszukiwania samej siebie i… odnajdywania się ciągle na nowo.

      Mam nadzieję Basiu, że już wkrótce po czarnych myślach zostanie tylko zamglone wspomnienie.
      Mocno Cię ściskam Miła

      Odpowiedz
  4. Agnieszka M.
    14 października 2015

    Jestem 1 i 2, a czerń ze dwa lata temu przestałam lubić. Tzn. coś tam czarnego noszę, ale coraz mniej i nowe rzeczy raczej grafitowe czy ciemnogranatowe, jeśli w tym klimacie. Źle wyglądam w czerni i obniża mi nastrój.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 października 2015

      To jest kolejny zajmujący temat – czy wyciszona (być może introwertyczna) osobowość powinna unikać czerni?
      Na pewno tak, jeśli źle wpływa na nastrój albo przywołuje ponure myśli, ale to powinno dotyczyć również wszystkich innych kolorów o podobnym oddziaływaniu.

      Ja nadal (ha, minęły już dwa lata!) uwielbiam czerń, ale łapię się na tym, że coraz chętniej sięgam po pudrowe i miękkie odcienie beżu, szarości i kremów. No właśnie… kobieta zmienną jest…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz