Spódnica maxi na urlopie? Jak najbardziej! No bo gdzie indziej?

W pracy zawadza tylko przecież, plącze się pod nogami i szarga przy najmniejszej próbie schylenia, przycupnięcia czy przykucnięcia, a do tego zdarza się, że wyglądamy  a) niepoważnie,  b) nieprofesjonalnie,  c) niekompetentnie i  d) niefachowo, w zależności od branży. Jakby komuś było mało, to na dodatek:

  • w aucie wygniata się, poniewiera po podłodze i brudzi,
  • na rowerze miętosi, wciąga w szprychy i brudzi,
  • na zakupach wycieramy nią podłogi, włóczymy i brudzimy…
Monika Frese: spódnica maxi na urlopieFot. Spódnica maxi na urlopie

 

 

Ale na urlopie to co innego! Kiedy tak sobie spacerujemy brzegiem morza podziwiając cuda natury oraz wdychając przesycone jodem i zapachem dzikich róż wilgotne powietrze, nasza wygodna i przewiewna spódnica maxi:

  1. osłania nas skutecznie przed promieniami palącego słońca lub podmuchami zimnego, hucząco – szarpiącego wiatru,
  2. wpisuje się pięknie w nieustająco powracające folklorystyczno – romantyczne wakacyjne tematy, doskonale harmonizując z rozmaitymi górami: skąpymi i małymi – w wersji niewinnie kokieteryjnej albo swobodnie obszernymi – w  wersji nieskomplikowanie naturalnej,
  3. pasuje małym i dużym, szczupłym i okrąglejszym, tak jakby przy okazji optycznie wysmuklając (uwaga na wyprostowaną sylwetkę i lekki, gibki krok!).

 

Poza tym na tle typowych, wygodnicko rozchełstanych i roznegliżowanych wczasowiczów, wyglądamy urlopowo – zjawiskowo – relaksacyjnie i o to nam przecież chodzi.

 

Fot. Spódnica maxi na urlopie

 

 

 

Monika Frese: spódnica maxi na urlopieFot. Spódnica maxi na urlopie

 

Dla ścisłości

Na wakacjach nasza długa spódnica także szarga się po rozmaitych podłogach, ziemi, piasku, plamiąc się i babrając w nadbrzeżnym błotku. Ale takie wakacyjne paskudzenie i świnienie, to zupełnie coś innego niż brukanie miejskie.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    18 lipca 2013

    Powrócona z wakacji?
    Lubie w lecie takie długie ciuchy. Ostatnio wycieram po chodnikach za długie spodnie. Ale i tak je uwielbiam :)
    pozdrawiam ciepło, Małgosia

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    18 lipca 2013

    Powrócona i stęskniona.
    No właśnie widziałam, że ciut wyszargane, ale i tak zjawiskowo i powiewnie:).
    Cześć Małgosiu, miło Cię widzieć. Bardzo:).

    Odpowiedz
  3. Aga
    18 lipca 2013

    Spodnica super, jak narazie nie posiadam, ale niedlugo wyjazd nad morze, wiec pewnie sie zaopatrze w takowa. Chetnie bym sobie sama uszyla, ale jokos czasu brak i zapalu zero. Czekam z utesknieniem za zakupy urlopowe i mam nadzieje, ze sie rozczaruje. I ciesze sie ogromnie, ze Cie widze (juz niedlugo live). Duze buziaki dla Was. ;-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2013

      No faktycznie musisz mieć przynajmniej jedną. Takie powiewno – przewiewne nastroje cieszą latem oczy, ciało i serce, zwłaszcza nad morzem:).
      Na luksusowym deptaku nadmorskim z pewnością znajdziesz coś odpowiedniego. I może ceny będą już opadowe… hmm, no nie wiem.

      Ja też się cieszę! Przyjeżdżaj już w końcu:)))

      Odpowiedz
  4. bastamb
    18 lipca 2013

    Tak, na urlopie sprawdza się w 100%, pięknie wyglądasz, śliczne zdjęcia…pozdrawiam…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2013

      Ja zrelaksowana, pan mąż zrelaksowany… no to całkiem, całkiem nam powychodziło:).
      Przymierzam się właśnie do wersji swobodnie – miejskiej. Ale chyba bez szargania i włóczenia się nie obejdzie. Poeksperymentujemy. A co tam:)))

      Odpowiedz
  5. ja katya
    18 lipca 2013

    Pięknie wyglądasz! Dobrze, że już wróciłaś, chociaż urlop nad morzem, z towarzyszącym zapachem róż, to mogłoby trwać i trwać, i trwać…:) No tak, maxi idealnie wkomponowuje się w urlopowy klimat i nawet kilka drobnych plamek po zgniecionych muszkach nie razi na niej tak bardzo jak w czasie pozaurlopowym:D

    Cieszę się, że już jesteś, czekam niecierpliwie na kolejne wpisy!!!! Buźka!:))

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2013

      Mów co chcesz, ale jodowy, nadmorski klimat dobrze robi na cerę:)).
      Różane zapachy, ten cholerny wiatr, a i pewnie muszki (eee… czemu akurat zgniecione, a nie na przykład fruwające?), również.
      No i co tu dużo mówić, ja jestem dziewczyna midi – maxi. Ale Ty za to chyba nie – ha, poczytałam sobie porządnie dzisiaj!

      Ale ładnie mnie witasz, Katyu. Ja też się cieszę:)

      Odpowiedz
  6. Alicja
    18 lipca 2013

    No coz,,przeciez na urlopie powinnysmy sie oplaic a dluga spodnica temu nie sprzyja..ale pomijajac to ,spodnica dluga to spodnica letnia..pozdrawiam i tez jestem za dlugasnymi spodnicami.)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2013

      Tyle, że takie blade bladości to się wcale nie opalają.
      Chowają się przed słońcem, maskują, kryją i w ogóle trzymają cienia, a potem nazywa się to szlachetną bladością oblicza:).

      Alicjo miła, Ty masz jakiś talent czytania w myślach:).
      No bo ja już tu niedługo o przypalaniu na słońcu, a Ty właśnie wspominasz…
      Wcześniej również raz czy dwa napomknęłaś o tym i owym, a ja w brodę sobie pluję, bo przecie wpis już w planach…
      Wszechstronnie utalentowane moje blogowe przyjaciółki, znaczy się:)))

      Odpowiedz
  7. Anonymous
    18 lipca 2013

    Witam milutko pourlopowo. Och, jak miło znowu poczytać i popatrzeć! Widzę,że było pięknie, przestrzennie, nostalgicznie i pachnąco,prawda? A taka spódnica z maleńką górą to hit lata dla dużych i małych. Uwielbiam takie… Irensa

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 lipca 2013

      Pięknie, przestrzennie i pachnąco – tak.
      Nostalgicznie jest dopiero teraz, kiedy wymęczona upałem miejskim, wzdycham do wspomnień z szarpiącym wiatrzyskiem i lodowato zimną wodą w tle:).

      To jakaś podejrzana sprawa z tymi długimi spódnicami… bo ja też uwielbiam i to rok w rok od stu lat.
      Dzień dobry Irenso:). Brakowało mi Pani, proszę pani:).

      Odpowiedz
  8. Alicja
    19 lipca 2013

    Ech, Monis,jezeli jestes wkrecona w temat , na jasnowidztwo jestes skazana..pytania i sugestie nasuwaja sie same.Twoje spostrzezenia czesto sa tez moimi i wydaje mi sie ze czytam siebie.Milego dzionka i pedze do pracy..acha moje ciuszki nie szyja sie bo jestem na etapie wymiany i szycia zaslon kotar, firan nie tylko tu w Wiedniu ale takze na wsi, w domu pod Wiedniem.A ciuchy beda niestety inne bo slub mojej Lus bedzie w pazdzierniku i pogoda nie bedzie sprzyjac szmatkom powiewnym(szyfon, tiul, zorzetka).Pozdrawiam wciaz slonecznie i czekam na nastepny post)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 lipca 2013

      Zawstydzam się okropnie, widząc Twoją cierpliwość i pracowitość.
      Więc jutro będzie znowu coś do poczytania – pilnie odrabiam zaległości:).
      Miłego dnia, Alicjo:)

      Odpowiedz
  9. Justek
    24 lipca 2013

    Ja też muszę koniecznie zmajstrować jakąś maxi :) Wybieram się wkrótce nad polskie morze, więc będzie jak znalazł :D

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 lipca 2013

      Koniecznie! To przecież tylko kilka pasków przymarszczonego materiału, a relaksacyjno – rewelacyjny efekt gwarantowany:).
      No i okazuje się, że to majstrowanie wychodzi wcale nieźle. Szafirowe fałdy są bardzo zachęcające.
      Ciepło pozdrawiam:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz