12 października 2013 / Szafa marzeń / 25 komentarzy

Po co męczyć się godzinami machając drutami w niepewnym oczekiwaniu na efekt końcowy, skoro przemysłowe wykonanie sweterka na maszynach nowoczesnej generacji trwa dzisiaj około 45 minut?

Nie dość, że ślęcząc nad monotonną robótką ryzykuje się skrzywienie kręgosłupa, osłabienie wzroku oraz wypadnięcie z kręgu towarzyskich atrakcji, to przecież jasnym jest chyba dla każdego, że takiego tempa nie osiągnie się w żaden sposób starym, dobrym, rzemieśliczym sposobem, czyli przy użyciu własnych rąk!

 

Na szczęście moda żyje zmiennością i kreatywnymi przebłyskami, zawsze więc znajdzie się w niej miejsce na oryginalne, twórcze, wyjątkowe rozwiązania. Odkąd zaczęliśmy konsumować ją z namysłem i rozwagą, zamiast w szybko przemijające trendy, inwestujemy w pojedyncze, wyjątkowe i ukochane sztuki na lata.

 

 

Rękodzieło, czyli kunszt zaklęty w kremowym moherze

No kiedy właśnie dlatego.

 

 

Ponownie powraca zainteresowanie artystycznym rzemiosłem oraz zapomnianymi przez lata umiejętnościami i technikami wymagającymi skupienia, cierpliwości, czasu. Coraz więcej osób ceni poezję dojrzewania i powolnego smakowania, urok ręcznie wykonanych rarytasów i pojedynczych egzemplarzy. Znowu chcemy, żeby było pięknie, niepowtarzalnie, naturalnie. I dobrze! (Tych z Państwa, którzy chcieli tak od zawsze bardzo w tym miejscu przepraszam. Zapewniając o własnym dozgonnym i wielkim podziwie.)

 

 

Idea “Do it yourself”, czyli znane nam już od czasów pana Słodowego “Zrób to sam”, staje się naszym nowym życiowym mottem, więc z zapałem wymyślamy, tworzymy, naprawiamy, przerabiamy, cerujemy i łatamy.

 

 

Rękodzieło po raz pierwszy:

Jak grzyby po deszczu wyrastają szyciowe i dziewiarskie kafejki, gdzie początkujące amatorki ramię w ramię z zaprawionymi w boju weterankami kroją, prują i dziergają, w przerwach wietrząc szafy, pustosząc regały i wymieniając się tkaninami.

 

Rękodzieło po raz drugi:

Fachowe internetowe fora oraz poradniki wszelkich specjalności cieszą się ogromnym powodzeniem, a koła przyjaciół naprawiania zepsutych przedmiotów spotykają się kilka razy w miesiącu, aby zachęcać i edukować gorliwych kandydatów w kwestii nadania nowego blasku drewnianemu radiu z lat sześćdziesiątych albo naprawy zepsutego laptopa (!).

 

Rękodzieło po raz trzeci:

Shabby Chic (z angielskiego: wytarty, zużyty szyk) od dawna już nie kojarzy się z biednym oszczędzaniem, tylko z wysmakowanym, nostalgicznym stylem, w którym przemieszanie pastelowych tonów, romantycznych wzorów, antyków i mebli w stylu vintage oraz samodzielnie wykonanych lub poprzerabianych użytkowych przedmiotów (upcycling – design), stanowią estetycznie wyrafinowany koncept. Koncept, który się bardzo dobrze sprzedaje, tak na marginesie.

 

 

Kremowy moher, czyli licencja na piękne grzanie

Model: Gedifra. Wełna: Gedifra Belisana. Licencja na piękne grzanie.

 

 

Aby uniknąć nieporozumień śpieszę z informacją, że mój sweter robiony jest na zamówienie.

Mimo wielu prób i podejść nie nauczyłam się robić na drutach. Szycie, krojenie, rysowanie – bardzo proszę, obsługa drutów lub szydełka – dwie lewe ręce i już! Ale ponieważ kocham piękne, ciepłe i włochate, nie zamierzam odmawiać sobie przyjemności buszowania w motkach, kłębkach i zwojach! Poza tym Kochani, znacie mnie przecież już troszkę, więc nie muszę owijać w (ba)wełnę:

  • TAK! Lubię pojedyncze, nieprzeciętne i tylko dla mnie.
  • TAK! Dusza mi śpiewa na myśl, że nikt nie ma takiego samego!

 

 

Czyli jak? Wiemy już dlaczego godzinami, dlaczego cierpliwie, dlaczego z miłością?

  1.  Aby dać wyraz swoim kreatywnym umiejętnościom i pasjom?

  2.  Aby cieszyć się unikatowym i jedynym w swoim rodzaju?

  3.  Aby dać odpocząć umysłowi, odprężyć się i zapomnieć o bożym świecie?

  4.  Aby mieć całkowity wpływ na proces powstawania i rodzaj użytej materii (tworzywa)?

  5.  Aby mieć poczucie robienia czegoś sensownego, pięknego, pożytecznego, ekologicznego?

  6.  Aby… No właśnie!

 

 

Rękodzieło, czyli apoteoza ręcznego kunsztu

Rękodzieło, czyli apoteoza ręcznego kunsztu z kremowego moheru.

 

 

Hej Dziewczyny! To co? Podziergamy?

 

Drodzy Goście, Miłe Przyjaciółki, będę bardzo szczęśliwa, jeśli uzupełnicie moje skromne “aby”. Lista możliwości, motywów, pobudek, bodźców i przyczyn naszych rękodzielnych zajęć nie ma chyba końca:).

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    12 października 2013

    Lubię rzeczy “tylko dla mnie” :):)
    Ale nie podziergam …. raczej podzlecę :D

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 października 2013

      Ekhm, to tak jak ja:).
      Ale szszsz… może nikt nie zauważył mej pokrętnej logiki!

      Odpowiedz
  2. Iwona Dohrmann
    12 października 2013

    Wow! Kiedy widzę takie cuda to jednak żałuję, że druty i ja nie rozumiemy się za bardzo…
    Do listy “aby” dorzuciłabym bardzo ważne dla wielu ludzi i dla mnie, choć przyziemne: “aby było oszczędniej (taniej)” ;-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 października 2013

      Znam ten ból:)
      Dziękuję za pierwsze “aby”, choć oszczędniej, to chyba jednak coraz rzadziej. Wszystko jest droższe od dniówki robotnicy z Bangladeszu.

      Odpowiedz
    • Iwona Dohrmann
      14 października 2013

      O! Zaskoczyłaś mnie Moniko… W takim razie zależy to od tego co i gdzie się kupuje :-)
      Ostatnio uszyłam pięć par legginsów dla mojej córci, gdybym miała je kupić to w cenie zużycia dzianiny na nie potrzebnej, w sklepie włożyłabym do koszyka jedną parę lepszej jakości i ze dwie zdecydowanie gorszej jakości od uszytych przeze mnie. Ile musiałabym zapłacić w sklepie za moje ukochane maxi spódnice nie chcę nawet myśleć :-) Na blogach innych szyjących czytam często podobne opinie – dla przykładu płaszczyk uszyty za 70 złotych (promocja na flausz) a w sklepach ceny podobnych sięgają 300-400 złotych. Do tego dochodzą tkaniny kupione w sh, pościel, zasłony czy obrusy za które Dziewczyny płacą czasami po złotówce! i szyją z nich bajeczne sukienki :-) Dla mnie osobiście od kiedy szyję, kupowanie ciuchów w sklepach nie wchodzi w grę, bo właśnie, m.in. “za drogo”! :-)

      Odpowiedz
    • Iwona Dohrmann
      14 października 2013

      A! i jeszcze jedno – za Twoje cudowne, jedyne, niepowtarzalne, oryginalne, eleganckie i …(tu wpisać dalsze pozytywne przymiotniki określające Twoje kolekcje ;-)) uszytki, musisz sama przyznać, że w Paryżu musiałabyś ZDECYDOWANIE WIęCEJ! zapłacić ;DDD

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 października 2013

      Wiesz co, Iv?
      Tak się w to “kreatywne”, “wyjątkowe” i “jedyne w swoim rodzaju” zapatrzyłam, że chyba zapomniałam, że… żyć przecież trzeba. Hmm… swoje ciuchy też przecież sama szyję, a choć motywację mam troszkę inną, to Valentino jest jednak za drogi:)).

      Nie oszczędzaj mnie Miła. Dziękuję za sprowadzenie na ziemię:)

      Odpowiedz
  3. bastamb
    12 października 2013

    Tak, dusza śpiewa, też tak lubię ale dziergać nie umię, zawsze mogę, tak jak Małgosia, podzlecić….
    Rzeczy tylko dla mnie, super, nikt takich nie ma, super i jeszcze raz super…
    Podziwiam ten piękny sweter. Ja jako amatorka tylko dokonuję małych przeróbek ale zawsze to coś, wychodzi trochę inne. Rzadko spotykam takie same rzeczy jak moje, może dlatego, że nie kupuję w sieciówkach, a jak już to z drugiej ręki, to są starsze kolekcje i mniejsza szansa na spotkamie podobnej…pozdrawiam serdecznie i miłego weekendu Ci życzę… jak zwykle zabawnie napisane, miło się czyta…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 października 2013

      A pewnie! Tu kokardka, tam samodzielnie robiony piękny wisior, tu zwęzimy, a tam dopasujemy i już jest indywidualnie, niebanalnie i… super:).

      Dziękuję Barbaro. I mnie się miło czyta:)

      Odpowiedz
  4. Boniffacy
    12 października 2013

    Aby ubranie dopasować do ciała, a nie ciało do ubrania.
    Aby można było nie rozstawać się z ulubionymi jeansami, kiedy już się przetarły (tyko przerobić je na torbę/plecak/pojemnik)
    Pozdrawiam :).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 października 2013

      “Aby” 1: oh yeah!
      “Aby” 2: co do jeansów, to jestem troszkę nieprzygotowana, ale chyba potrafię sobie wyobrazić:).
      Jestem szczęśliwa:))

      Odpowiedz
  5. Anonymous
    12 października 2013

    Ha ha!! Aby moje koleżanki zieleniały z zazdrości, że nie umieją tak jak ja:)

    To był oczywiście żart, bo ja chętnie obdarowuję swoimi wyrobami, oraz- jak mam czas- dziergam dla przyjaciół na zamówienie:)

    A moją specjalnością są…..skarpetki.

    Pozdrawiam Monisiu Ciebie i wszystkie Panie komentujące:)

    elka znad morza

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 października 2013

      Co tam… niech zielenieją! Lubię taką motywację:).

      I skarpetkowo, tfu co ja gadam… serdecznie ściskam Elu:))

      Odpowiedz
  6. Isabella M.
    13 października 2013

    pomimo ze nie odwiedzasz mojego bloga, a przeciez nie musisz, czasami wpadam tu do Ciebie zeby dorzucic moje trzy grosze. Tyma razem zastanawialam sie troszke dluzej nad moim ”aby” ale nic nie wykombinuje oprocz :
    1.aby moje bylo inne niz inne
    2 aby lamac stereotypy ze jak juz tyle lat to lepiej aby koronke do reki wziela
    3 aby moja sasiadka z super willi z nad przeciwka zolc zalala…..
    Pozdrawiam :)
    PS. Sweter jest sliczny, ale pomimo tego ze umiem i na szydelku i haftowac i robic na drutach, lubie tez ”podzlecic” co nie co

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 października 2013

      Drugie “aby” brzmi całkiem nowo i naprawdę przekonywująco. Może przydać mi się już za parę lat jako poważna zachęta:).

      Odwiedzam Cię Izabello. Możesz łatwo się o tym przekonać sprawdzając statystyki swojego bloga,
      tylko, że… ja nie gram w te klocki.
      “Kaffekränzchen” i ploteczki przy kawce, nie są moim ulubionym sposobem spędzania czasu. Ani w realu ani online. Jestem wbrew pozorom bardzo poważną osobą. I bardzo zajętą. To znaczy, że wypowiadam się tylko wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia, albo gdy coś mnie poruszy. A najbardziej cenionym przywilejem dojrzałego wieku jest dla mnie to, że nareszcie mogę robić, czytać i oglądać wyłącznie to, co mi się podoba. Chciałabym mieć więc również wyłącznie takich czytelników, których naprawdę interesuje to, co mam do powiedzenia. Nie zgadzam się zatem na “obserwujemy?” albo “wpadnij do mnie, to dam Ci plusa”.

      Dziękuję Ci, że dałaś mi pretekst, aby wypowiedzieć się co myślę na temat procederu wzajemnych wymuszonych odwiedzin. I zapraszam Cię serdecznie ponownie, jeśli naprawdę lubisz mnie czytać.
      Jeśli niekoniecznie, to szkoda Twojego czasu Izo. Mojego tym bardziej.

      Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      14 października 2013

      “Obserwujemy?” … tak, to też moje ulubione :)
      Ja w ogóle nie lubię być do czegoś przymuszana, a Ciebie, Moniko, czytam z prawdziwą przyjemnością :)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 października 2013

      Ja też Cię kocham, Małgosiu:)

      Odpowiedz
  7. Irensa
    14 października 2013

    Aby mi się chciało chcieć /mieć, wyglądać, cieszyć się,oddać komuś kto się bardziej ucieszy/! Piękne, unikatowe to dziełko,które tak dumnie prezentuje Zuzka, W moim wykonaniu możliwy jest szal,komin, no może ewentualnie chusta…

    Odpowiedz
  8. Vintage Cat
    14 października 2013

    Nawet nie ma co porównywać takiego ręcznie dzierganego swetra z akrylową masówką… To tak, jakby konfrontować świeżo zmieloną kawę z chemicznym granulatem… albo domowy wypiek z ciastem z marketu ;)

    Niezmiennie doceniam rękodzieło, rzeczy unikatowe i niepowtarzalne. Moja mama opanowała trudną sztukę dziergania na drutach – zdaję sobie więc sprawę, jak mozolne jest to zajęcie…

    P.S. Twój sweter jest obłędny :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 października 2013

      Wymieniamy mamy?
      (Mamusiu, jeśli czytasz, tyś Jedyna na świecie, ale… no wiesz, boski sweterek co sezon, to nie jest coś wobec czego mogłabym przejść obojętnie).

      Dziękuję uroczy Kocie. Nie jest to co prawda styl Joan Holloway, ale miło jest się czasem po prostu otulić. Albo schować:))

      Odpowiedz
  9. Barbarossa
    15 października 2013

    Przepiękne rękodzieło. Szkoda, że mój wzrok już nie ten sam, kiedyś mnóstwo dziergałam, dla dzieci, rodziny, znajomych, no i oczywiście dla siebie. Uwielbiałam to! Niewykluczone, że znów sięgnę po druty… Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 października 2013

      Dziękuję Basiu. I zrób to koniecznie:)
      Warto robić tylko to co się lubi, uwielbia i kocha. Wiem, wiem, brzmi banalnie, ale cholera… czas płynie tak nieubłaganie naprzód!

      Odpowiedz
  10. Romantyczny ideał ponadczasowości | Lady and the dress
    24 września 2015

    […] naprawdę zimno? Wersję nr. 1 uzupełnię ciepłymi rajstopami, wełnianym swetrem (o, właśnie tym) i  eleganckimi […]

    Odpowiedz
  11. Agnieszka M.
    24 września 2015

    Umiem robić na drutach, ale od paru lat tego nie robię, bo ręce mnie bolą. Jedynie czapkę bym zrobiła, swetra już nie. Ale nie żałuję, bo przestały mi się podobać ręcznie robione swetry i szale. Tzn. na mnie mi się przestały podobać. Ręcznie nie zrobi się takiej grubości (cieńkości raczej) czy faktury, jaką ostatnio lubię.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz