– “Aneta, wyglądasz jak wcielenie dystyngowanej elegancji i bogini protokolarnych kompetencji! Dlaczego nie chodzisz tak ubrana na co dzień?!”

– “No coś ty! Czekam na jakąś specjalną okazję, na co dzień i do pracy byłoby mi szkoda takich ciuchów.”

 

Epizod 1, czyli bogini cała w fioletach

Wczoraj, na kolacji u przyjaciół przeżyłam burzę uczuć i estetyczne olśnienie: Aneta, sympatyczna gospodyni wieczoru, w dzień powszedni prawniczka pracująca w jednej z ubezpieczeniowych korporacji preferująca formalny styl, którego podstawą są odrobinę nudne i bezbarwne kostiumy, kupiła sobie przepiękną sukienkę w kolorze ciemnej śliwki.

Chcąc poznać moje zdanie przymierzyła ją w zaciszu garderoby, a ja jak zwykle w takich chwilach uświadomiłam sobie po raz kolejny, że ubrania są czymś więcej niż tylko kawałkiem materiału, który zarzucamy na ramiona, żeby ochronić się przed chłodem. Dobrze przemyślany mariaż koloru, fasonu oraz tkaniny jest w stanie sprawić, że wyglądamy pięć kilo lżej i co najmniej pięć lat młodziej, a nasz – optyczny – iloraz inteligencji katapultuje w przyśpieszonym tempie powyżej górnych granic skali IQ.

 

Dokładnie tak samo było i tym razem: miękka żorżeta w głębokim fiolecie w bardzo elegancki sposób podkreślała filigranową sylwetkę, a długie, lekko rozkloszowane rękawy sukienki ułożone w maleńkie fałdki i ujęte mankietami zapinanymi na obciągane guziczki, nadawały swojej właścicielce posągowej dostojności.

Co mnie powstrzymało, żeby złapać Anetę za ramiona i mocno potrząsnąć?! “Dziewczyno, tylko zobacz jak fantastycznie wyglądasz! Taka piękna sukienka chce być oglądana i podziwiana! Nie czekaj do jutra, załóż ją już dzisiaj, życie jest zbyt krótkie żeby czekać na jakieś specjalne momenty!”

 

Epizod 2, czyli błękitny krokodyl

Ach tak… już wiem dlaczego nie wykrzyczałam na całe gardło, tego co myślę. To przez to nieznośne poczucie wstydu i doskonałe zrozumienie problemu. Mnie również zdarza się przecież, że oszczędzam ubrania – przeważnie szykowne buty – na jakieś bliżej niesprecyzowane, wyjątkowe okoliczności. Przekonałam się o tym dobitnie podczas ostatniej inwentaryzacji szafy, kiedy wywleczone z najdalszego kąta kartony z prawie nową zawartością boleśnie odczarowały iluzje na temat własnej umiejętności planowania i organizowania osobistej garderoby.

O, na przykład: założone może ze trzy razy, urocze pastelowe pantofelki o niespotykanym połączeniu struktur (gruboziarnisty len i cieniowana skóra udająca krokodyla). Oszczędzane i hołubione, delikatne i śliczne… właściwie to zbyt śliczne, żeby je nosić na co dzień! Niestety, po kilku sezonach już tylko niemodne i śmieszne, a przy okazji… czy to możliwe, że kiedyś naprawdę podobały mi się te mordercze czuby?

 

Pantofelki na niecodzienne okoliczności. Jaka szkoda, że już całkiem niemodne.

Bardziej dobitnie i wymownie już chyba być nie może – znaleziony w pudełku rachunek z datą zakupu butów. Przeleżały dziewięć lat (!) i nie zdążyłam się nimi naprawdę nacieszyć…

 

 

Niecodzienne okoliczności, czyli refleksje

Co łączy te dwie całkiem różne historie? Jedno i to samo przesłanie: nie rezerwujmy naszych najładniejszych ubrań na jakieś specjalne okazje, które być może nigdy nie nadejdą. Szkoda czasu. Dlaczego miałybyśmy czekać w nieskończoność, aż z lustra spojrzy na nas znowu ta śliczna, atrakcyjna dziewczyna? Dlaczego miałybyśmy rezygnować na co dzień z najpiękniejszej wersji nas samych?

Na wypadek, gdyby myśl przewodnia mojej emocjonalnej deklaracji nie całkiem Cię przekonała, przygotowałam sobie naprawdę racjonalne argumenty:

1.  To prawda, że pewne style i elementy w modzie regularnie się powtarzają, więc oczarowanie spiczastymi czubami powróci pewnie znowu. Prawdą jest jednak również to, że nic nie wraca jako swoja własna kopia: nowe połączenia, nowe technologie i nowe, świeże akcenty tworzą przepaść między starym i odkrytym na nowo. Niestety, konfekcyjne relikty sprzed dziesięcioleci – nawet te zachowane w doskonałym stanie – prezentują się świeżo i czarująco najwyżej na nastolatkach, na dorosłej kobiecie, odgrzewane po raz kolejny, wyglądają wyłącznie niemodnie, anachronicznie i karykaturalnie.

2.  To śliczne, eleganckie ubranie kosztowało pewnie niemało i jakkolwiek mógłby to być całkiem niezły powód, aby się z nim ostrożnie obchodzić, najwyższy czas abyśmy zapoznały się z nową matematyką: im częściej nosimy jakąś rzecz, tym taniej wypada nam ona w ostatecznym rachunku opłacalności.

Przeliczmy szybciutko na przykładzie błękitnych pantofli: 85 euro podzielone przez trzy specjalne okazje, kiedy miałam je na sobie, daje nam kwotę około 28 euro za jednorazowe założenie butów. Jeśli nosiłabym je częściej (powiedzmy cztery sezony pod rząd i tylko raz w tygodniu = 50 razy), prawdopodobnie nie wyglądałyby tak czysto i nieużywanie, ale za to nie dość, że polatałabym sobie do woli, to jeszcze koszt pojedynczego spaceru (1,70 euro!) wyglądałby całkiem inaczej, prawda?

3.  “Carpe diem, chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”. Przestańmy wypatrywać niecodziennych okoliczności, bo nasze życie toczy się każdego powszedniego dnia. Nie jutro, nie później, nie wtedy, kiedy zrzucisz parę kilo… Dzisiaj. Teraz. Nie ma żadnego, naprawdę żadnego powodu, dla którego nie miałabyś tu i teraz wyglądać najatrakcyjniej jak to tylko możliwe.

 

Przy okazji  wielkanocnego zamieszania, kiedy w ferworze przygotowań, odwiedzin i wizyt staramy się wyglądać szczególnie ładnie, życzę nam wszystkim, żebyśmy nie wpadły w pułapkę zachwycającego wyglądu tylko od święta.

Carpe diem, Miła Przyjaciółko. Bądźmy piękne dla siebie na co dzień.

 

 



Komentarze

  1. Maria
    19 kwietnia 2014

    Swietnie piszesz, uswiadomilas mi, ze ja tez oszczedzam buty. Glownym powodem jest zal, ze sa takie piekne i za chwile beda zniszczone. Z ubraniami na szczescie sobie radze. Od dzis sie poprawiam. Pozdrawiam i zycze radosnych swiat.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 kwietnia 2014

      Skądś znam te obiekcje… hmm. Właśnie robię rachunek sumienia i wychodzi mi na to, że w ramach mocnego postanowienia poprawy oraz zadośćuczynienia w jednym, powinnyśmy następną parę ślicznych pantofelków wykończyć w ciągu jednego sezonu:). Co Ty na to Mario?
      Ciepło pozdrawiam. Bardzo świątecznie

      Odpowiedz
  2. Iwona
    19 kwietnia 2014

    Mądrze prawisz! :-) Carpe diem! Wesołej Wielkanocy! :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 kwietnia 2014

      Miło Cię widzieć Iv. Carpe diem, no pewnie!
      Ale Alleluja też:)

      Odpowiedz
  3. Małgorzata
    19 kwietnia 2014

    To jest też moja filozofia. Nadmierne oszczędzanie ubrań przeznaczając je tylko na specjalne okazje jest rozrzutnością, co sama pięknie wyliczyłaś na przykładzie swoich butów. Co nie oznacza, że w szpilkach od Louboutin’a należy biegać po placu targowym :):) w ramach ich intensywnej eksploatacji ….
    A że moda vintage nie jest dla nas – mnie nie trzeba przekonywać :). W moim starym trenczu z lekko podniszczoną torebką przed lat będzie uroczo wyglądać moja córka, ale już nie ja.
    pozdrawiam Wielkanocnie, Małgosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 kwietnia 2014

      Intensywna eksploatacja tak, Christiany na rynku stanowczo nie!
      Na szczęście jedno drugiego nie wyklucza, bo prawdziwa dama potrafi znaleźć taką czy inną odpowiednią sposobność aby przewietrzyć swoje śliczne buciki. Stooop! Muszę dobrze sobie zapamiętać to ostatnie zdanie – będę je powtarzać tak długo, aż stanie się moją drugą naturą:).
      Małgosiu, rozmowa z Tobą jest zawsze pełna inspiracji i pasji. Bardzo Cię za to ściskam. Smacznego jajka Miła:)

      Odpowiedz
  4. Ewas
    19 kwietnia 2014

    to ja jestem Annette. pod Twoim wpływem wyjęłam z szafy mój najładniejszy płaszcz chomikowany na święty nigdy. we wtorek założę go do pracy. pozdrawiam i proszę o więcej takich inspirujących, mądrych postów

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 kwietnia 2014

      I co ja mam powiedzieć? Chyba się porządnie wzruszyłam…
      W każdym razie cieszę się, że nie będzie już potrzebne żadne chwytanie i potrząsanie:). Mam nadzieję, że wtorek okaże się naprawdę wspaniałym dniem. Podobnie jak każdy kolejny zresztą.

      Odpowiedz
  5. irensa
    19 kwietnia 2014

    Och, tak! Też mam podobne butki, prawie całkiem nowe i zupełnie niemodne. Czemu je tak oszczędzałam? Obiecuję,że nigdy więcej! Pamiętam jak kiedyś oczarował mnie wygląd zwykle myszowatej koleżanki. Skomentowałam głośno, że nie miałam pojęcia,że to taka piękna i elegancka kobieta Od innej usłyszałam, że gdyby tak dobrze wyglądała na co dzień nie byłoby miłego szoku. Ale przecież o to chodzi, żeby zawsze /no, jak najczęściej/, a nie tylko od święta wyglądać najpiękniej jak się da! Bo życie jest takie krótkie /wiem coś o tym/!! WESOŁYCH ŚWIĄT!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 kwietnia 2014

      Jestem tego samego zdania, całkiem wbrew przekonaniom zwolenniczek racjonowanego szoku:).
      Czarowanie otoczenia od czasu do czasu, to przecież zwykły, zmarnowany potencjał. Jeśli wyglądam świetnie, to świetnie się czuję, a jak świetnie się czuję, to roztaczam tę zaraźliwą aurę, która sprawia, że ja sama i wszyscy wokół są szczęśliwi – no proste przecież, do licha!
      A butki musimy sobie wybaczyć Irenso. Wszystkie kolejne zedrzemy za to do gołych obcasów!
      Pozdrawiam. Wesoło, świątecznie i bardzo serdecznie

      Odpowiedz
  6. katya
    24 kwietnia 2014

    Coś się wydarzyło, że po zmianie adresu Lady and the dress blogger mi nie aktualizował. A że chwilę pomyślałam to i sprawdziłam na własną rękę co w trawie piszczy. Tyle ominąć… No, ale już nadrobiłam :) Te ładne rzeczy staram się nosić na co dzień, bo szkoda mi ich na dwa razy i do szafy. Co prawda w butach na obcasach nie chodzę i jak mam to one raczej leżą niż chodzą, ale wszystkie inne noszę, w zależności od nastroju :))
    Moniko, pozdrawiam cieplutko!!!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 kwietnia 2014

      Wszystko wskazuje na to, że przejście na własną domenę opłaciłam gwałtownym końcem tak świetnie zapowiadającej się kariery na blogspocie:). Tym bardziej cieszę się jednak, że chciało Ci się sprawdzać – znaczy, stęskniłaś się za mną!
      Katya, jesteś świetnym przykładem zdroworozsądkowego podejścia do ciuchów i mody w ogóle: pragmatyzm, ale z wyraźną domieszką szaleństwa. Lubię to bardzo u Ciebie.
      Pa:))

      Odpowiedz
  7. Aga
    28 kwietnia 2014

    Moja droga, to jest bardzo dobrze powiedziane (napisane).
    Nie ma co ubran i butow oszczedzac, trzeba ubierac od razu (po zakupach) i jak najczesciej rzeczy, ktore lubimy i w ktorych dobrze sie czujemy i wygladamy. Ja tak robie od lat i niczego mi nie zal, a jak sie zniszczy lub znudzi, to po prostu wymienic.
    Serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 kwietnia 2014

      Wiesz, że gdyby ogołocić ten wpis ze wszystkich ozdobników, tak właśnie wyglądałaby istota rzeczy?
      Hmm… to znaczy z małym, osobistym wyjątkiem: jak się okazało, mnie jednak bywa żal:). A ponieważ podziwiam nieugięte charaktery, powiem krótko: tak trzymać, kochana!
      Mocno ściskam. Dobranoc

      Odpowiedz

Dodaj komentarz