Stoimy sobie we dwie przed wystawą sklepu, do której przyciągnął nas wielki plakat z przepiękną sukienką. Pod spodem na manekinie wisi ten sam, gotowy do kupienia model. Eva szturcha mnie w bok “Ty, co tu jest grane? Przecież to nie jest ta sama sukienka! Dlaczego na manekinie ona wygląda tak nędznie, a na zdjęciu super?”

Hmm… dobre pytanie.

 

 

Problemy z dopasowaniem: epizod 1

„Witam ponownie po dosyć długiej przerwie. No właśnie, sukienki z sieciówki, jak już wspomniałam, zamówiłam w ww. sklepie (w H&M – przypis autorki) i niestety zawiodłam się na całej linii. Nie, jeżeli chodzi o serwis, ten jest super, ale te modele, coś strasznego.

Wszystkie 22 sztuki odesłałam z powrotem, niestety nic na mnie nie pasowało. Mam 172 cm wrostu i noszę rozmiar 34 lub 36, w zależności od kroju i modelu. Zamówiłam kilka sukienek i spodniumów: tutaj prawie wszystkie spodnie były dla mnie do kostek (na ryby się nie wybieram), materiał (wybrałam tylko bawełnę lub wiskozę) straszny, wykończenie pozostawia wiele do życzenia, no i rozmiary nie wiem skąd wzięte, jedne za duże drugie za małe (raz w 34 mogłam się utopić, innym razem 36 było za ciasne). O sukienkach już nie wspomnę.

Jak przeglądam ich stronę internetową, to tam wszystko jest super dopasowane, spodnie długie do ziemi, sukienki leżą perfekt, długość pasuje (dla mnie były tylko te do kolan interesujące), a w rzeczywistości STRASZNA KICHA!
Nie wiem, czy tylko ja tak mam, może to po prostu nie jest sklep dla kobiet 40+. Może cały ich asortyment skierowany jest tylko do nastolatek o figurach modelek, ale jak popatrzymy na nasze ulice, to nie ma ich tam wiele (tych modelek), no i rozmiary też mówia swoje od 32 do 44!
Serdecznie pozdrawiam, Aga”

 

 

Problemy z dopasowaniem: epizod 2

Zjawisko całe w bieli całkowicie pochłonęło mnie w perfumerii. Zamiast skupić się na kolorze i konsystencji oglądanego błyszczyka, skupiłam całą moją uwagę na prześlicznej, młodziutkiej i niewysokiej dziewczynie ubranej w śnieżnobiałą sukienkę. W końcu skończyłabym się pewnie gapić i wróciłabym do mojego błyszczyka, gdyby nie to, że… zaraz, zaraz, ja znam przecież tę sukienkę! Tę sutą obfitość spódnicy, tę asymetrycznie wykończoną górę na jedno ramię – osobiście przymierzałam niedawno i na twoich oczach jej pastelowo różową wersję!

Aaa… ale teraz wszystko jest jasne. Jeśli na tej dziewczynie ta sukienka tak świetnie leży, to jakim cudem ja – co najmniej o głowę większa i z matczyną zaokrągloną, dojrzałą figurą – miałabym w niej bosko wyglądać?

 

problemy z dopasowaniem: sukienka h&mfot. h&m

 

Problemy z dopasowaniem? Moje śliczne zjawisko w bieli zadało sobie trochę trudu, żeby z konfekcyjnego modelu popularnej sieci odzieżowej, zrobić spersonifikowany unikat: ani śladu po dziurze z boku – została zgrabnie zaszyta, a szarfa w talii nie wisiała u niej tak smętnie jak na zdjęciu, tylko była udrapowana w formie krótkiego wachlarza skierowanego na bok.

Do tego srebrne espadrile, maleńka torebka przewieszona przez ramię i masa czarnych, błyszczących loków… oooch.

 

 

 

 

Problemy z dopasowaniem, czyli dlaczego właściwie tak trudno jest znaleźć dobrze leżące ubranie? 

Współczesna proza branży odzieżowej nie jest słodka: jesteśmy zarzucane niekończącymi się i produkowanymi ciągle od nowa hałdami ciuchów o przeróżnej jakości. Od modeli prosto z wybiegów, przez ubrania popularnych marek, aż po najtańsze kopie – wszystko jest dzisiaj dostępne.

Ten, kto w segmencie niskich cen chce utrzymać się na rynku pełnym przesytu i konkurencji, nie wytrzyma rywalizacji zagłębiając się w niuansach dobrego dopasowania. Dla niego liczą się duże ilości i najkrótszy z możliwych czas produkcji, czyli komponenty, które z dobrym dopasowaniem – wynikiem cierpliwości i umiłowania detalu – nie mają wiele wspólnego.

 

Gotowe ubranie konfekcyjne, w przeciwieństwie do ubrania szytego na miarę jest ubraniem szytym na zapas, to znaczy najpierw mamy gotowe ubranie, a potem mamy klienta. Podstawą każdego gotowego modelu jest szkic – ulotna wizja projektanta przygotowana z myślą o jednej, konkretnej kobiecie i ożywiona przez wybraną modelkę podczas pokazu kolekcji. Bezkonfliktowe przeniesienie tego ulotnego ideału na miliony egzemplarzy, uśrednione:

  • standardową rozpiętością przeciętnych rozmiarów,
  • oraz oczekiwaniami klientów co do wysokości ceny*

po prostu nie może się udać. Dlatego stan rzeczy, w którym pierwotna wizja projektanta rozmywa się całkowicie w procesie produkcji, jest dla mnie jasny. Natomiast to, że w ramach jednej i tej samej firmy rozmiary niekoniecznie się ze sobą zgadzają – co, prawdopodobnie jak Adze zdarzyło ci się już przeżyć – zdaje się być kreatywnym wkładem niektórych przedsiębiorców i jest działaniem, którego sens umyka mojej logice.

*Uderzmy się w pierś, przecież większość z nas zachowuje się w roli konsumenta zupełnie inaczej niż w roli producenta. Jako producenci (ci, którzy wytwarzają i sprzedają towary) oczekujemy szacunku i godnego wynagrodzenia za swoją pracę, natomiast jako konsumenci (czyli ci, którzy kupują towary) chcemy mieć wszystko natychmiast i tanio.

 

Jeśli przyjrzymy się faktom i tak jest dziwnym, że w końcu jakoś to wszystko funkcjonuje. Nie poddawajmy się więc i próbujmy. Próbujmy i przymierzajmy. Każda firma szyje inaczej, więc prawdopodobieństwo, że w końcu znajdziesz markę, której projektant miał twoją figurę przed oczami pracując nad kolekcją, nie jest marzeniem ściętej głowy.

Oczywiście może się zdarzyć, że nic na ciebie nie pasuje, nawet jeśli nie ograniczasz się w swoich poszukiwaniach do najniższych kategorii cenowych. Za dużo biustu, za mało biustu, nisko usadowiona talia albo wysoko osadzone i na dodatek szerokie biodra – to tylko kilka bardzo indywidualnych odchyleń od zestandaryzowanej rozmiarowej normy, z którymi gotowe ubranie nie potrafi sobie poradzić. Szycie na miarę albo dużo tańsza opcja poprawek krawieckich, z której sama często korzystam, są w takim przypadku najlepszym z możliwych rozwiązań.

 

problemy_ z_ dopasowaniem

 

W mojej wzorzystej sukience z H&M dokonałam kilku niewielkich poprawek: zwęziłam odrobinę zbyt szeroki dekolt, wymieniłam guziki i ukryłam szew owerlokowy podszycia dołu pod ozdobną mereżką (nic się nie martw, pokażę ci wszystko w którymś z kolejnym wpisów :-)

Aha i wiesz co? Właśnie zdała na piątkę egzamin z jazdy na rowerze – cieszę się, że jej jednak nie zwęziłam, bo bez naruszenia granic przyzwoitości za nic nie wdrapałabym się na siodełko – a uzupełniona lekkimi balerinkami i szałowymi okularami przeciwsłonecznymi sprawia, że czuję się jak dama.

 

 

 

Drogi Gościu, który chciałbyś zapytać mnie poirytowanym tonem „ale po co to wszystko?” Po co wydawać pieniądze na ciuch i potem jeszcze marnować czas albo dokładać kasę, żeby go poprawić? W końcu można olać i w ogóle się nie przejmować jakimiś głupimi dopasowaniami!

Nie wiem czy zrozumiesz, ale odpowiem Ci tak: dla tego efektu doskonałości, który jak magnes przyciągnął mnie do dziewczyny ubranej w „zwykłą” sukienkę z popularnej sieciówki.

 

 



Komentarze

  1. Monika
    6 lipca 2015

    Przerabianie gotowych ubrań… Praktykuję to od zawsze. Ale na szczęście znalazłam dwie firmy, które szyją sukienki “na mnie”. Niestety, jakość materiałów w jednej z nich ostatnio tak spadła, że chyba zostanie mi już tylko jedna przystań.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 lipca 2015

      Ucinają koszty czy stracili złudzenia, dopasowując się do przeciętnych oczekiwań rynku?
      Szkoda. W każdym razie wygląda na to, że potrzebny Ci nowy designer.

      Odpowiedz
  2. Agnieszka M.
    6 lipca 2015

    Czemu po kliknięciu w artykuł znikają zdjęcia, widoczne na stronie głównej?
    Jak idzie szycie wakacyjne? U mnie sukienka nr 2 skończona i spodnie nr 2. Niestety, spodnie znowu gryzą, co za niby-len:(

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 lipca 2015

      Bo nie pasują mi do treści wpisu. Za to do tytułu – tak.

      Cieszę się, że się rozkręciłaś. U mnie “trzymanie kciuków” wyraźnie nie pomogło. Ale nic dziwnego – jest lato, a powyżej 25°C rozpuszcza mi się mózg. Podczas tych upałów stać mnie najwyżej na małe przeróbki :-)

      Odpowiedz
  3. Weronika
    7 lipca 2015

    Ja też non stop korzystam z przeróbek krawieckich. Wszystkie spodnie muszę obowiązkowo zwężać w pasie. Bo jak się ma 64 cm w talii to wszystko, co w sklepie, wisi i powiewa w tym miejscu. Przymierzam ubranie i już widzę co trzeba poprawić, żeby je do mnie dopasować. Ostatnio kupiłam piękną sukienkę i musiałam ją zwęzić pod pachami bo materiał sporo odstawał. Tą sukienkę:
    http://monikakaminska.com/kolekcja/sukienki/niebieska-sukienka-cool-wool
    W ogóle to łapę się na tym, że zanim pójdę z ubraniem do przymierzalni, to dokładnie je oglądam. Sprawdzam skład materiału na metce, oglądam materiał, potem szwy, przyszycie guzików, zamka. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. A teraz jak ubranie nie zda testu to w ogóle go nie przymierzam. Zaoszczędziłam w ten sposób sporo pieniędzy, bo zamiast kupić kilka łaszków za kilkadziesiąt złotych marnej jakości, z odpadającym guzikiem i suwakiem na wierzchu, kupię jedną rzecz, droższą ale lepszą. To chyba Pani zasługa.
    No, to idę sprzątać…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2015

      Coś koło jedenastej wieczorem – o tej porze, to już chyba wysprzątane na błysk :-)

      Bardzo ładna klasyka. I cool wool? Nareszcie.
      Wybrany kolor wskazuje na to, co prywatnie uważa Pani za piękne. Natomiast próba uzyskania najlepszego z możliwych dopasowania – że zna Pani samą siebie, Weroniko. Nic lepszego od (samo)poznania nie może się nam przydarzyć… cieszę się, że jestem w samym środku wydarzeń.

      Odpowiedz
  4. Irensa
    7 lipca 2015

    No tak, przeróbki to moja specjalność! Prawie nic z gotowej konfekcji na mnie nie pasuje /za szerokie w ramionach, za wąskie w biuście, za długie rękawy i nogawki – długo by jeszcze wymieniać, ale nie chcę podać jak na talerzu wszystkich mankamentów mojej figury/.Chyba również dlatego wśród zaprzyjaźnionych osób w moim otoczeniu prawie zawsze była krawcowa. Szycie na miarę to było to! Obecnie już prawie tylko poprawiam – bo i wybór jest dużo większy.:-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 lipca 2015

      To się nazywa dobrze dobierać sobie znajomych!
      Ale masz rację, szycie u krawcowej, które dobrych parę lat temu było koniecznością dla dobrze ubranej dziewczyny, dzisiaj naprawdę całkiem fajnie można zastąpić korygowaną do figury konfekcją.

      P.S. To nie są mankamenty, Miła. To są indywidualne cechy urody, których nie da się opisać zunifikowanymi wielkościami i które sprawiają, że jesteś niepowtarzalna. Zrozumiano?

      Odpowiedz
  5. Wiktoria
    10 lipca 2015

    Świetny artykuł (jak zwykle). Doskonale rozumiem problem. Na mnie również nic w sklepach nie pasuje, a ponieważ mam bardzo duże wymagania, jeśli chodzi o potrzebę dopasowania, to w przymierzalni przeżywam katusze. Pozostaje krawcowa. Jest o niebo lepiej,ale zdarza się,że i tu mam pewien niedosyt. No cóż…muszę jakoś z tym żyć. Ha ha ha

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 lipca 2015

      Duże wymagania? No to jesteśmy w domu :-)
      Katusze… niedosyt… brzmi jakoś bardzo znajomo, choć – tak jak napisałaś – człowiek się przyzwyczaja, szukając po prostu najlepszego z wyjść. Mnie samej, odkąd prowadzę bloga związanego z modą, najtrudniej jest przyzwyczaić się do myśli, że na stale ponawiane prośby “czy mogłabyś coś konkretnie polecić?” nieodmiennie muszę odpowiadać “sorry, ale niestety nie”.

      Odpowiedz
  6. Aga
    13 lipca 2015

    Witam Cie bardzo serdecznie :-)
    Co ja widze: moj wpis trafil na honorowe miejsce, hihihi.
    Ale ja sie nie poddalam i po dlugich poszukiwaniach sukienek z sieciowki, trafilam na firme Desigual, z ktorej to zamowilam sobie kilka egzemplarzy i nawet 4 (slownie: cztery! – sama nie moge uwierzyc) sobie zatrzymalam:
    1. http://www.amazon.de/gp/product/B00OJ9SE1K?psc=1&redirect=true&ref_=oh_aui_detailpage_o00_s02,
    2. http://www.amazon.de/gp/product/B00G55GV7K?psc=1&redirect=true&ref_=oh_aui_detailpage_o01_s02
    3. http://www.amazon.de/gp/product/B00G55FP1S?psc=1&redirect=true&ref_=oh_aui_detailpage_o01_s02
    4. http://www.amazon.de/gp/product/B00OJAAISQ?psc=1&redirect=true&ref_=oh_aui_detailpage_o01_s02
    Leza idealnie, chociaz rozmiary tez rozne, dwie XS i dwie S, material: bawelna, wiskoza lub mieszanka obydwoch, cena bardzo atrakcyja (po przecenie) no i maz zachwycony. Czegoz chciec wiecej! Nie sa moze bardzo eleganckie, ale na upaly idealne, a ze po koniec lipca wyjezdzamy nad Baltyk, wiec na plaze tez super. No i ja uwielbiam nosic sukienki latem, ubierasz i problem z glowy. Nie trzeba szukac spodnicy, dopasowywac do niej gory, wszystko gra! Dla mnie bomba.
    Pozdrawiam serdecznie
    Aga

    PS. ale poszukiwan tej idealnej, eleganckiej i dech zapierajacej w piersiach jeszcze nie zakonczylam ;-)
    PS 2. piekne okulary sloneczne i super baleriny. Buzka

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 lipca 2015

      Cześć Aga :-)
      Musiał trafić, bo jak już wspomniałam, spadłaś mi ze swoim komentarzem jak z nieba. Kontrowersje z niedopasowaniem konfekcyjnych rozmiarów dręczą mnie od zawsze, a tu jak na zawołanie – bardzo proszę – doświadczenie wzięte prosto z życia.

      Wcale się nie dziwię, że mąż się ucieszył, to są radosne i wdzięczne sukienki z dużym potencjałem typu “który mężczyzna się oprze?” Przejrzałam sobie kolekcję Desigual i jeszcze dwie wpadły mi w oko: ta, w wersji granatowej i ta, w wersji zielonej – dla mnie trochę za krótkie, ale te kwieciste motywy i aplikacje są po prostu czarujące. W każdym razie ładnie się przyłożyłaś do rozwiązania sukienkowego dylematu. Ale cztery na raz… czekaj, to się chyba nazywa: hurtowe rozwiązanie problemu :-)
      P.S. Trzymam kciuki.
      P.S. 2 Dziękuję. Naprawdę je uwielbiam (szszsz… baleriny farbują, ale są takie śliczne i mięciutkie, że im wszystko wybaczę :-)
      Buźka!

      Odpowiedz
  7. Anne
    9 września 2015

    Ciekawy wpis. Od dawna zastanawialam sie, dlaczego nic na mnie nie lezy dobrze i w zasadzie przyjelam juz wersje, ze wina lezy po stronie mojej wysportowanej sylwetki – niestandardowo szerokich ramion, malego biustu i bardzo waskich bioder. Jednak po przeczytaniu, zaczynam rozumiec, ze, niezaleznie od budowy, wiele kobiet ma podobny problem, czyli nie jest tak, ze producenci dopasowuja kroj do wszystkich typow oprocz mojego – oni nie dopasowuja w ogole do niczego….. Nie powiem, deby mnie to pocieszalo..Coz, i tak od pewnego czasu szyje sobie rzeczy na miare.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 września 2015

      Naprawdę opłacało się zrobić ten wpis.
      Choćby tylko dlatego, żeby jeszcze jedna dziewczyna uwierzyła, że z jej figurą jest wszystko w porządku.

      P.S. Więc to tak… szyjesz sobie ubrania na miarę i robisz na drutach cuda z alpaki. Czy wiesz, że jesteś moim ideałem?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz