21 lutego 2014 / Prosto z atelier / 22 komentarze

Pytanie o to, jak utrzymać swoją garderobę w doskonałej formie, zaprząta mnie od zawsze. Co prawda ilość moich własnych, idealnych i perfekcyjnych sztuk można byłoby policzyć na palcach obu rąk, ale i tak staram się wykorzystać każdą okazję, żeby podrążyć temat głębiej. Dlatego dzisiaj: pranie chemiczne.

Niedawno odbyłam interesującą rozmowę z właścicielką pralni chemicznej, do której mam całkowite zaufanie i którą polecam z czystym sumieniem własnym klientkom. Chętnie podzielę się z Wami rezultatami naszych rozważań.

 

Pranie chemiczne: wełniany flausz i pajety

 

 

Przejdźmy zatem do rzeczy bez zbędnych ceregieli, tym bardziej, że temat pielęgnacji i przechowywania ubrań jest bardzo na czasie w związku ze zbliżającą się zmianą sezonów.

 

Co to w ogóle znaczy pranie chemiczne i czym różni się ono od zwykłego prania w wodzie?

Pranie chemiczne to inaczej czyszczenie na sucho, czyli pranie w rozpuszczalniku innym niż woda.
Najpowszechniej stosowanym jest wysoce skuteczny ale i wysoce toksyczny związek chemiczny o nazwie perchloroetylen (PER). Coraz częściej wykorzystuje się jednak również nietrujące i mniej szkodliwe dla środowiska rozpuszczalniki węglowodorowe (Drylene), które nie tylko delikatnie obchodzą się z tkaniną, ale nie zostawiają również nieprzyjemnego, charakterystycznego “chemicznego” zapachu. Teoretycznie jednak wszystkie włókna nadają się do prania w wodzie i nawet najdelikatniejszemu jedwabiowi czy najcieńszej wełnie nie szkodzi kontakt z wodą.

 

A jak się ma teoria do rzeczywistości? Dlaczego większość kostiumów, płaszczy, wełnianych spodni i spódnic przeznaczona jest wyłącznie do czyszczenia na sucho?

Podczas prania oddziaływują na siebie cztery czynniki: temperatura, czas, rodzaj użytego środka czyszczącego oraz mechanika. Aby osiągnąć optymalny efekt wszystkie te elementy muszą być w równowadze. Nieumiejętne obchodzenie się z wełnianymi tkaninami powoduje ich filcowanie: wełna kurczy się, staje się sztywna i nieprzyjemnie szorstka. „Winnym” jest tu pranie w zbyt ciepłej wodzie, użycie zbyt agresywnego środka piorącego oraz zbyt intensywne tarcie i wyżymanie.

Poza tym ubranie takie jak płaszcz albo krawiecko wykończone spodnie są skomplikowaną, niejednowymiarową konstrukcją składającą się z tkaniny wierzchniej, podszewki oraz usztywnień wewnętrznych. Każda z tych warstw reaguje całkiem różnie na kontakt z wodą, więc zdarza się, że efektem końcowym jest deformacja formy, odkształcenia, przebarwienia i plamy.

 

Zauważyłam jednak, że bardzo trudno jest znaleźć zakład, który ma doświadczenie w obchodzeniu się z tkaninami wysokiej jakości. Zdarzyło mi się już, że żakardowy płaszcz po czyszczeniu stracił swoją fascynującą, przestrzennie wypukłą fakturę i wydawał się całkiem bez życia.

W dobrej pralni chemicznej 25% rachunku płacimy za pranie odzieży, a pozostałe 75% za jej prasowanie.
Zręczne posługiwanie się żelazkiem, przywracające ubraniu pierwotną formę jest sztuką samą w sobie i wymaga wiedzy, doświadczenia oraz cierpliwości. Zniszczona struktura materiału, zaprasowane na płasko wyłogi albo błyszczące, wyświecone szwy nie powinny się zdarzać, ponieważ są błędami nieodwracalnymi i nie do naprawienia.

Wydaje mi się ponadto, że konsekwencją powszechnego wymagania, aby ubranie było jak najtańsze jest  fakt, że pracownik przeciętnego zakładu pralniczego ma niewielki lub żaden kontakt z krawieckimi konstrukcjami albo luksusowymi tkaninami.

 

Pranie chemiczne: jedwabna tafta

 

 

No tak, zapotrzebowanie na tkaniny szlachetnej urody i jakości jest niewielkie, a tania, sezonowa odzież szybko się zużywa. Mimo tego więc, że kupujemy często i dużo, nasze ubrania… niestety, odpowiednio do swojej ceny wyglądają.
Ale wracając do tematu, po czym poznać, że mamy do czynienia z profesjonalistami znającymi się na rzeczy?

Niestety na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi, ponieważ najbliższy albo najtańszy zakład pralniczy z reguły nie jest wcale najlepszym wyborem. Dobrze sprawdzają się wypróbowane rekomendacje polecane przez przyjaciół, renomowaną pracownię czy dobry salon z odzieżą. Uprzejmość i cierpliwe, wyczerpujące odpowiedzi na nasze pytania z pewnością świadczą o wysokiej kulturze pracy, budząc zaufanie i zwiększając prawdopodobieństwo, że nasza odzież znajduje się w dobrych rękach.

 

O czym powinnyśmy jeszcze pamiętać oddając ulubiony kostium do czyszczenia?
  1. Im szybciej przyniesiemy zabrudzoną odzież do pralni, tym większa jest szansa na poskromienie wszystkich plam i zanieczyszczeń. Zasiedziałe zacieki z potu na jedwabiu albo stare plamy z lakieru do włosów na wełnie są prawie niemożliwe do usunięcia. W pierwszym przypadku mieszanka potu z chemikaliami zawartymi w dezodorancie trwale uszkadza delikatne włókna jedwabiu, w drugim, cząsteczki lakieru wnikają głboko w łuski wełnianego włókna i sklejają je na amen, zostawiając na powierzchni tłuste, połyskujące smugi.
  2. Specjalista chętnie dowie się jak powstała plama. Ułatwi to jego pracę, oszczędzając niepotrzebnych eksperymentów z wrażliwą tkaniną. Pamiętajmy przy tym, że plam i zabrudzeń nie wolno zaprasowywać.
    Ani tych świeżych, ani tych, z którymi same próbowałyśmy sobie pomóc domowymi środkami. Prasowanie utrwala je tylko i nic już nie uratuje naszej ulubionej spódnicy.
  3. Nawet jeśli wydaje się nam, że odświeżenia wymaga tylko żakiet naszego kostiumu, oddajmy do czyszczenia cały komplet. Wynikiem ingerencji w strukturę tkaniny może być niezauważalna zmiana koloru, więc tylko to zagwarantuje nam, że po kilku praniach obie części zachowają identyczny odcień.

A tak przy okazji, czyszczenie czyszczeniem, jednak najlepsze efekty osiąga się regularną i właściwą pielęgnacją ubrań w domu, która zaczyna się już w momencie właściwego przechowywania odzieży. Same, we własnym zakresie domowego zacisza możemy bardzo dużo zrobić, żeby zadbać o nie jak najlepiej.

 

Lubię być odrobinę mądrzejsza. Dziękuję ślicznie za rozmowę i za trzeźwą, obiektywną puentę. Przyznam, że brzmi ona odrobinę nietypowo w ustach właścicielki pralni:)

 

Aha, coś mi się tu zapodziało:
Nie bójmy się dopytywać w pralni jakim środkiem czyszczone są nasze ubrania. W najbardziej prawdopodobnym przypadku, czyli wtedy, kiedy użyto perchloroetylenu (inne nazwy to tetrachloroetylen albo czterochloroetylen) należy po powrocie do domu wyrzucić ochronną folię do kosza i przez parę dni wietrzyć ubranie na balkonie, zanim z powrotem schowamy je do szafy.

Hmm… pewnie i tak wiedziałyście już o tym, prawda?

 



Komentarze

  1. 555
    22 lutego 2014

    a ja często czyszczę również wełny w domu przy użyciu myjki parowej z końcówką do odzieży :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 lutego 2014

      Pewnie, ja robię tak samo… tylko, że bez myjki:).
      Odświeżam po prostu swoje ubrania wieszając je na noc w zaparowanej łazience albo na świeżym, wilgotnym powietrzu – działa doskonale.

      Odpowiedz
  2. Vintage Cat
    24 lutego 2014

    A widzisz – o tej folii nie miałam pojęcia…

    Na szczęście nie miałam nigdy przykrych niespodzianek związanych z pralnią, ale znajoma opowiadała, jak potraktowano jej płaszcz – po czyszczeniu był o rozmiar mniejszy i zdeformowany. Pytanie, jak potem udowodnić takie partactwo? Nikt przecież nie spisuje “protokołu” przed oddaniem ubrania, więc śmiało mogą uznać, że to nie ich wina :/

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 lutego 2014

      W tym jest właśnie rzecz.
      W Pralni Naszego Zaufania nie zdarzy się coś takiego. I nie mam wcale na myśli zdeformowania, bo błąd w sztuce może przytrafić się każdemu, chodzi raczej o to, jak w kryzysowej sytuacji traktuje się klienta… następny odcinek o pielęgnacji ubrań będzie właśnie o tym.

      I cieszę się bardzo, że mój foliowy dopisek przydał się jednak na coś:))

      Odpowiedz
  3. Barbarossa
    28 lutego 2014

    Moniko, zawsze dowiaduję się u Ciebie czegoś więcej. Dziekuję. Ostatnio miałam przykrą niespodziankę, po wyczyszczeniu kurteczki z lamą, pojawiły sie właśnie plamy, a kurtka nie odzyskala już swojej bieli. Była czyszczona 2 raz i… jeszcze gorzej… Teraz już nie wiem , co robić. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 lutego 2014

      Mam wrażenie, że pralnia chemiczna to dzisiaj dobry interes, tylko… rzadko kiedy dla klienta, bo prawdziwych fachowców brak:(. Nie mam wielkich nadziei, ale spróbowałabym jeszcze zasięgnąć rady innego, bardziej doświadczonego zakładu a) pralniczego, b) farbiarskiego. Trzymam kciuki.

      I ja również dziękuję Barbaro. Za Twoją zawsze życzliwą, serdeczną obecność:)

      Odpowiedz
  4. Patrycja
    27 listopada 2014

    Ciekawe informacje, bardzo przydatne. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak mało wiem na ten temat.

    Odpowiedz
  5. Klaudyna
    5 czerwca 2015

    Witam,
    podane informacje na temat prania na sucho, jak najbardziej fachowe. Chciałam dodać, że jest jeszcze jeden środek chemiczny, w którym pierze/czyści się odzież “na sucho”. Mianowicie jest to płynny silikon, znany pod nazwą GreenEarth. Jest to środek nietoksyczny, nieszkodliwy dla środowiska, wyjątkowo delikatny, a dodatkowym atutem jest brak przykrego zapachu, tak charakterystycznego dla perchloroetylenu. Taki właśnie stosuję w swojej pralni (www.dmuchawiec.com.pl)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 czerwca 2015

      Ale zadała mi Pani pracę na weekend, Klaudyno! Właśnie jestem po szkoleniu z zakresu możliwości i zalet płynnego silikonu :-)
      Z tego, co przeczytałam GreenEarth
      – jest nieszkodliwy dla środowiska, ponieważ chodzi tu o płynny piasek, który nie zawiera substancji mogących zanieczyszczać powietrze, zatruwać glebę, brudzić wodę,
      – oszczędnie obchodzi się z włóknami i kolorami,
      – a czyszczone ubranie uzyskuje miękki chwyt i mniej się gniecie.

      Jako potencjalna klientka, chciałabym znaleźć te wszystkie informacje na państwa – skądinąd przepięknej – witrynie internetowej. Język korzyści najlepiej przemawia do zainteresowanych, a argument np. o redukcji do minimum reakcji alergicznych, podpartych wieloletnimi doświadczeniami przemysłu kosmetycznego, wydaje mi się więcej wart niż tylko krótkiego wspomnienia. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  6. Ciocia Mentorcia
    20 lipca 2015

    Dziękuję za ten wpis, właśnie rozpoczęłam pracę w pralni i teraz wiem w jakich kwestiach się szkolić by klienci wychodzili z uśmiechem. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 lipca 2015

      Jako potencjalna klientka, mogę powiedzieć tylko: bardzo miło mi słyszeć :-)

      Ja również dziękuję. I za komentarz i za serdeczny mail.
      Ciepło Panią pozdrawiam, życząc spełnienia twórczych marzeń.

      Odpowiedz
  7. Olena
    20 grudnia 2015

    Dzień dobry,

    Mam problem z płaszczem 70 procent wełny. Został zaniesiony do pralni dwa razy do tej samej sieci i niestety wciąż dziwnie pachnie. Dzisiaj po odebraniu z pralni wyprałam go w pralce w proszku w płynie i dodałam płyn zmiękczajacy . Nic nie pomogło wciąż ten sam zapach. Jak mogę się go pozbyć?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 grudnia 2015

      Temat podejrzanych płaszczowych zapachów jest mi zupełnie obcy, więc niestety, nie umiem pomóc.
      Najlepiej będzie zwrócić się bezpośrednio do fachowców od czyszczenia, ale może niekoniecznie z firmy, która już Panią parę razy zawiodła. Jedna z komentatorek, Klaudyna, jest właścicielką pralni chemicznej Dmuchawiec – mam nadzieję, że ona będzie mogła konkretnie coś w tej sprawie doradzić.

      P.S. Jeżeli płaszcz zaczął brzydko pachnieć dopiero po pierwszym czyszczeniu, proszę rozważyć reklamację usługi.

      Odpowiedz
  8. Paulina
    16 września 2018

    A jak wyprać sukienkę z lyocelu ?? Wyprałam ja delikatnie ręcznie z dodatkiem płynu do prania, wyplukalam w wodzie, nie wyciskałam jej i wysuszylam na płasko, ale zostały zacieki. Co złe zrobiłam ? Może powinnam ja wyprać w pralce żeby lepiej Odwirowalo ? Niby jest na metce ze w 30 stopniach w pralce

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      17 września 2018

      Co zrobiłaś źle… tak na pewno, to trudno powiedzieć. Ale ponieważ włókna celulozowe (do których należy lyocell) reagują wyjątkowo wrażliwie na temperaturę i kontakt z wodą, zawsze trzymałabym się w ich przypadku przepisu prania polecanego przez producenta. Wbrew rozpowszechnionej opinii, pranie ręczne nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem (pisałam o tym przy okazji pielęgnacji wełny), a poza tym, piorąc ubranie zgodnie z metką, masz podstawę do reklamacji w razie nieprzyjemnej niespodzianki, .
      Co mogę Ci doradzić Paulino? Upierz sukienkę jeszcze raz, tym razem ściśle trzymając się przepisu prania. Jeżeli te zacieki pochodzą od resztek płynu do prania, być może dadzą się wypłukać. W razie czego powtórz tę procedurę ponownie.
      Trzymam kciuki za udaną akcję! I daj nam znać, jak Ci poszło.

      Odpowiedz
      • Paulina
        18 września 2018

        Wyprałam ja zgodnie z metka w pralce w 30 stopniach program delikatne i faktycznie zacieki zeszły, czyli płyn przy praniu ręcznym widocznie się nie wyplukal do końca, natomiast zostały plamy, podejrzewam ze z tłuszczu, ale boje się ja wrzucić na wyższa temperaturę a przy tych 30 stopniach chyba nie zejdą… echh chyba to moja pierwsza i ostatnia sukienka z tej tkaniny

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          18 września 2018

          Nie pierz w wyższej temperaturze, bo zmarnujesz kieckę. Spróbuj za to użyć miejscowo odplamiacza (kup taki, który nadaje się do wiskozy i delikatnych tkanin). Zastosuj go zgodnie z przepisem, a potem upierz sukienkę jeszcze raz.

          Odpowiedz
          • Paulina
            18 września 2018

            Dziękuje za podpowiedz ! A masz jakis sprawdzony żeby polecić ?

          • Monika (Lady and the dress)
            18 września 2018

            Nie, ale w razie potrzeby szukałabym w zwykłej drogerii, np. w Rossmanie.
            Proszę. Powodzenia :)

  9. Paulina
    21 września 2018

    A podpowiesz jeszcze o co chodzi z czyszczeniem tetrachloroetylenem ? Bo na metce jest taki symbol ;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz