Dlaczego powinnać nosić sukienki? Miła Pani, fakty wyglądają tak:

  1. W sukience zawsze wyglądasz jak prawdziwa kobieta, ponieważ prawdziwi mężczyźni sukienek nie noszą. Do tego wyróżniasz się interesująco z otoczenia, bo prawie pewnym jest, że Twoje znajome i koleżanki noszą spodnie.
  2. Uczysz się? Pracujesz? Jesteś artystką? Sprzedawczynią? Menedżerem? Przewodniczką miejską? Sukienka pasuje do każdej z naszych ról. To tylko kwestia wyboru właściwego fasonu, odpowiedniej tkaniny, korzystnej długości.
  3. Sukienką jak żadną inną częścią ubrania możesz zasymulować wymarzoną figurę: cięcia, zakładki, gorsetowe wstawki, kolorystyczne kontrasty czy odpowiedni rodzaj tkaniny mogą Cię optycznie wysmuklić, zaokrąglić i wy – modelować. Natychmiast i bez względu na rozmiar.
  4. Ponieważ w sukience nie widać dokładnie, gdzie zaczynają się Twoje nogi (tak jak dzieje się to w przypadku spodni), jest ona wymarzonym sposobem aby uzyskać efekt „nóg do nieba”.
  5. To linia oraz długość sukienki decydują, czy występujesz dziś jako elegancka dama, niewinna subtelność czy drapieżna uwodzicielka. W zależności od kaprysu, pory dnia lub okoliczności.
  6. Zakładasz sukienkę i jesteś ubrana od stóp do głów. Bez kombinowania, dobierania i szukania pasujących do siebie części garderoby.

 

Jeszcze tylko odrobina makijażu, może kwiat we włosach… Jesteś gotowa na zachwycone spojrzenia męskiej części świata? Ja jestem. Na upały również. W uroczych lnianych pastelach, inspirowanych złotymi latami pięćdziesiątymi:

 

Monika Frese: dlaczego nosić sukienki

sukienka ze złotego lnu – uszyłam sobie sama, sandałki – ukochane: Ecru Pleated Sandals, L’autre Chose

 

 

Dlaczego powinnać nosić sukienki? Ekstra argument dla sceptycznych:

Ponieważ rzadko mamy okazję widzieć się od tyłu nie bierzemy na serio faktu, że inni oglądają nas z tej perspektywy często. I bywa, że nie jest to ładny widok. Miła Przyjaciółko, Twoja pupa bez względu na rozmiar, kształt czy odległość od ziemi, w sukience będzie wyglądać powabnie i kobieco. Z każdej strony. W spodniach – niestety niekoniecznie.

 

 

Słucham? Coś mało zdjęć? Aaa… to proszę, jeszcze kilka sukienkowo – letnich ujęć:

 

 

 

Monika Frese: dlaczego powinnaś nosić sukienki

 

A o samej sukience, jej fasonie, detalach i tkaninie – w następnym poście. Zapraszam wszystkich ciekawych i ciekawskich.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    16 czerwca 2013

    Ja jestem fanką sukienek! Poza tym, że są kobiece zawsze, naprawdę trzeba postarać się nie wyglądać kobieco w sukience … to jeszcze nie wymagają wymyślania co do czego dopasować! Twoja sukienka jest niezwykle wytworna i chyba raczej na tzw okazje niż na codzień…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 czerwca 2013

      No kiedy właśnie nie!
      W ramach odnajdywania własnego stylu, chciałabym wreszcie na co dzień wyglądać jak dama: szykownie (wytwornie też bardzo mi się podoba), kobieco i ekskluzywnie:)). Taki mam plan i już!
      A sukienka ma nadaje się bardzo – fason i złocistość plasują ją w randze “elegancka”, gniotliwy len “codzienna niecodzienność”. Ale faktycznie mam łatwiej, bo wolny zawód ułatwia pełną dowolność w wyborze stroju.

      Jak myślisz Małgosiu, jak daleko można się posunąć rezygnując z siebie, żeby dopasować się do oczekiwań otoczenia?

      Odpowiedz
  2. ja katya
    16 czerwca 2013

    O tak, sukienka nie jest i z pewnością nigdy nie będzie przereklamowana, choćby nie wiem co [swoją drogą bardzo ładnie wyglądasz:)]. Do mnie przemawia w szczególności punkt szósty. Uwielbiam sukienki i nawet w oczekiwaniu na wiosnę cały marzec przechodziłam w sukienkach. Mimo, że wiosna nadeszła ze dwa miesiące później a ja trochę marzłam, chociaż podwójne rajstopy przeważnie załatwiały sprawę.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 czerwca 2013

      Ja też najbardziej lubię właśnie punkt szósty, ponieważ “kombinowanie” brzmi obrzydle podobnie do “stylizacji”:)))

      Aha, ale to nie był jednak mój patent z jedną parą ciepłych rajstop i na to drugą, też wełnianą, tylko ażurową? A taka się sprytna sobie samej wydawałam zimową porą:). I ładna też, bo wszystkie szanujące się Niemki noszą wyłącznie spodnie.

      Dziękuję Katyu za swoją drogę – obawiam się jednak, że mocno widać, jak bardzo rola modelki mi “nie leży”.
      Ciepło pozdrawiam:)

      Odpowiedz
    • ja katya
      17 czerwca 2013

      Bycie modelką nie należy do łatwych zadań! Co prawda, w moim przekonaniu, dużo też zależy od fotografa [i to właśnie fotografa obarczam winą za nieudane zdjęcia:P]. O ile podobają mi się te, które sama robię, to te które robi mi ktoś inny już nie zawsze. Czasami prościej jest użyć samowyzwalacza. Ja mam często problem z rękami albo z nogami bo nie wiem co z nimi zrobić albo źle je ustawiam, ale staram się nad tym pracować;).

      Słowo “stylizacja” nie przechodzi mi przez gardło. Może to mało szykowne, ale ja się zwyczajnie ubieram i ewentualnie robię makijaż, nigdy się nie stylizuję. Podobną awersję mam do galerii handlowych [wiem, że to z francuska], dla mnie to centra handlowe i tyle, ze sztuką nie mają nic wspólnego:).

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 czerwca 2013

      Hmm… mój biedny, ulubiony fotograf traci chyba powoli zapał, bo też go obarczam:). Mnie też najbardziej podobają się zdjęcia samodzielnie robione, bo w końcu sama najlepiej wiem jak wyglądam (czytaj: jak mają mnie widzieć inni). Ale czasem takie wypadkowo – przypadkowe są również zaskakująco niezłe:).

      Doprawdy, jak można tak zwyczajnie i po prostu się “ubrać” wyruszając do “centrum handlowego”! To takie nieszykownie niepopularne:))

      Katyu, jak myślisz: odważnie i nawet przeciwko światu, byle w zgodzie ze sobą czy lepiej dopasowując się i konformistycznie ulegając, w zamian za akceptację i głaskanie po głowie?

      Odpowiedz
    • ja katya
      18 czerwca 2013

      Moje “w zgodzie ze sobą” to nie zawsze odważnie i przeciwko światu. Czasami jest tak, że w danej chwili czuję się bardzo komfortowo w tym co mam na sobie, a po paru miesiącach oglądając zdjęcia zastanawiam się “co autorka miała na myśli??!!!”;). Ale też jest tak, że nieraz moja intuicja mnie nie zawodzi. Wydaje mi się, że dużo zależy od mojego cyklu, hormony potrafią płatać figle:P.

      Warto trzymać się tego co nam pasuje. W końcu fajnie jest usłyszeć od partnera, że odkąd zaczęłam szyć znacznie lepiej wyglądam:) Uważam, że moje szyciowe próby w znaczny sposób poszerzyły moje możliwości.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 czerwca 2013

      Zatem ewolucja, a nie rewolucja?

      Coś mi się wydaje, że moje hormony właśnie szaleją, bo dramatyczne pytania i huśtawkowe nastroje krążą mi po głowie od paru dni.
      Dziękuję za głos rozsądku i ciepło pozdrawiam:))

      Odpowiedz
  3. lusiuniaS
    18 czerwca 2013

    Uwielbiam sukienki, cudownie wyglądasz.Twoja jest piękna.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 czerwca 2013

      Ojejku, jejku, dziękuję. Tak właśnie samo sobie myślałam:).
      To jasne, że jesteś “za”, w ślicznych i kolorowych całą żeńską część familii niedawno podziwiałam:))

      Odpowiedz
  4. Krzysztof
    18 czerwca 2013

    piękna, piękna, dziewczyny noście sukienki dla nas!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 czerwca 2013

      Nareszcie:).
      W końcu jakiś głos zachwyconej męskiej części świata!
      Nosimy. Lubimy. Dla Was. Dla nas.

      Oh, jak miło. Nawet bardzo Krzysztofie:))

      Odpowiedz
  5. Anonymous
    19 czerwca 2013

    Pani Moniko,
    Zerkam od dłuższego czasu na pani bloga, tak po cichutku, nie ujawniając się, ale w końcu skapitulowałam, a na dodatek została Pani dodana do ulubionych :)
    Piękna sukienka, szczególnie materiał mi się podoba, aż ciężko uwierzyć że to zwyczajny len:)
    Pozdrawiam :)
    Sylwia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 czerwca 2013

      Naprawdę, nie mogła mnie dziś spotkać milsza niespodzianka:).
      Znowu chce mi się żyć. Mimo morderczych upałów i szalejących hormonów:))

      Dziękuję pani Sylwio i zapraszam już w piątek, wieczorową porą.
      Będzie troszkę lnianych szczegółów, a poza tym… jedwabnie i bajkowo.
      Bardzo miło pozdrawiam:)

      Odpowiedz
  6. Anonymous
    20 czerwca 2013

    Len kojarzy się zwykle ze zgrzebnością i workowatością. A tu proszę jest złoto, piękna suknia blisko ciała, i ta talia – aż miło popatrzeć! Irensa

    Odpowiedz
  7. Monika Frese
    21 czerwca 2013

    A mnie… miło czytać:).

    To prawda, pierwsza myśl o lnie – eee, zgrzebny gnieciuch.
    Ale można inaczej… o czym ciut więcej już dziś wieczorem.
    Cieszę się, że Pani o mnie nie zapomina proszę Pani. I jeszcze się podoba:))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz