24 września 2016 / Materiały / 58 komentarzy

No właśnie… gdzie sens, gdzie logika? Nie mam bladego pojęcia, jakimi torami błądzą myśli kogoś, kto pod jedwabną albo wełnianą sukienkę pakuje podszewkę z poliestru. Poliestrowa podszewka? Też pomysł!

Jeszcze przed urlopem chciałam ci koniecznie polecić kilka pięknych, jedwabnych sukienek. Moje letnie poszukiwania skończyły się całkowitą klapą. Jeśli wpiszesz w wyszukiwarkę “jedwabna sukienka” spotkasz się z fenomenem, którego zrozumienie przekracza poziom mojego ilorazu inteligencji: przeważająca większość wyników, to sukienki na podszewce z poliestru. Niestety, z sukienką wełnianą sprawa wcale nie wygląda lepiej.

 

Jaki sens ma wykańczanie jedwabiu lub wełny poliestrem? Żeby zrozumieć absurd takiego postępowania, musimy wyjaśnić sobie krótko właściwości każdego z trzech rodzajów materiału: jedwabiu, wełny i poliestru, robiąc przy okazji małą wycieczkę po meandrach fizjologii ludzkiej skóry.

 

 

Jedwab i wełna kontra poliester

 

Wełna i jedwab to włókna naturalne pochodzenia zwierzęcego, które swoją budową łudząco przypominają strukturę ludzkiego włosa. Ze względu na podobny skład, ich właściwości są do siebie bardzo zbliżone, przy czym do najważniejszych zaliczyłabym przede wszystkim te, które pozytywnie wpływają na funkcjonowanie i termoregulację ludzkiej skóry:

1. Wełna oraz jedwab mają wysoką zdolność wchłaniania wilgoci.

2. Wełna i jedwab chronią ciało zarówno przed zimnem, jak i przed gorącem.

 

czysta zywa welna

 

Czysta żywa wełna.

Wyjątkowe właściwości wełny wykorzystują od wieków plemiona koczowników zamieszkujących pustynne rejony Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Przy pomocy wełnianej odzieży Beduini bez przeszkód wytrzymują olbrzymie wahania temperatur między dniem i nocą.

 

 

 

Poliestrowa podszewka? Nie, czysty jedwab

 

Czysty jedwab.

Podobnie ma się sprawa z jedwabiem – latem jedwab ukoi i schłodzi rozgrzaną upałem skórę, natomiast zimą w nagrzanych albo klimatyzowanych pomieszczeniach sprawi, że nie będziesz miała uczucia przegrzania albo przemarźnięcia.

 

 

 

 

Poliester jest włóknem, którego budowa w niczym nie przypomina struktury molekularnej ludzkiego białka. Tak jak wszystkie niewystępujące w naturze włókna chemiczne wytwarzane syntetycznie na bazie ropy naftowej, ma sporo cech, które niekoniecznie stawiają go w pierwszym szeregu materiałów przyjaznych skórze. I tak na przykład, poliester:

– nie potrafi wchłaniać wilgoci,

– nie potrafi neutralizować zapachów,

– elektryzuje się, ściągając z powietrza i wody cząsteczki brudu.

 

poliestrowa podszewka

 

Czysty poliester.

Próbuję sobie przypomnieć chociaż jedną, naprawdę pozytywną cechę poliestru… a, już wiem! Poliester jest odporny na światło. Czyli nie blaknie.

 

 

 

Poliestrowa podszewka: krótki wgląd w sekrety fizjologii skóry

Ludzka skóra przez cały czas oddycha, wchłania i wydala. I poci się. Pocenie się jest całkowicie naturalnym procesem. Pocimy się w odpowiedzi na wysokie temperatury, wysiłek fizyczny, pod wpływem wzbudzających emocje sytuacji i… tak po prostu. Pocimy się czy chcemy, czy nie chcemy, w dzień i w nocy, latem i zimą, przez cały czas. Wraz z potem wydalane są z organizmu toksyny, pot zapewnia skórze właściwy poziom nawilżenia oraz schładza ją.

Kiedy jesteś aktywna, spieszysz się albo jesteś zdenerwowana (a kiedy nie jesteś pracująca kobieto i matko?) temperatura twojego ciała wzrasta powyżej 37°C, co jest sygnałem dla gruczołów potowych, żeby wzięły się poważnie do dzieła. Więc biorą, produkując i wydzielając chłodzący płyn, który parując z powierzchni skóry ostudza ją.

Co się dzieje, jeżeli chłodząca wilgoć nie jest odtransportowywana z powierzchni skóry? Właśnie, mmma-arrr-źniemy. Przemarzasz za każdym razem, kiedy bezpośrednio na skórze nosisz tkaninę, która nie potrafi wchłonąć ani zneutralizować potu. Zastanawiałaś się czasem…? Kiedyś w zasadzie tylko w sezonie jesienno-zimowym wszyscy na około byli chorzy i zakatarzeni, dzisiaj biegają zasmarkani i poprzeziębiani przez cały rok.

A co się dzieje, kiedy produkty przemiany materii wydalane przez skórę wraz z potem, zalegają na niej godzinami? Nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale szukając powodów fenomenu wzrostu zachorowań dermatologicznych*, zwykle znajduję taką samą odpowiedź: przyczyny nie są do końca poznane, jednak stres odgrywa w nich prawdopodobnie główną rolę. Hmm… na pewno, stres naszej własnej, ciągle podrażnionej skóry.

 

*Przesadzam? Nie sądzę, a do uzasadnienia własnego przekonania nie są mi potrzebne żadne statystyki. Pamiętam mój szok, kiedy na pierwszym spotkaniu Krabbelgruppe (po niemiecku raczkująca grupa, coś w rodzaju Klubu Mam, w ramach kórego mamy z małymi dziećmi spotykają się regularnie w celu zabawy i wymiany doświadczeń) rzuciło mi się w oczy, że wszystkie z 12 maluchów zebranych w kręgu, ma na twarzy i rączkach jakieś plamy, przebarwienia, strupki albo “tylko” wypryski. Wszystkie oprócz mojego Pawełka.

 

 

Zajrzyjmy teraz pod spódnicę jedwabnej sukienki: jaki sens ma podbijanie oddychającego, łagodnego dla skóry jedwabiu, nieprzepuszczającą powietrza ani wilgoci folią… pardon, poliestrem?

Rozsądek podpowiada, że odwrotna relacja byłaby bardziej udana – jedwabna podszewka na skórze, a na wierzchu wytrzymały i niezniszczalny poliester. Jedwab i tak powszechnie uchodzi za delikatny i kapryśny, więc aż się prosi, żeby go schować pod spodem. Piszę uchodzi, bo to nie do końca prawda (nie bez powodu z jedwabiu produkuje się nici do szycia, nici dentystyczne, parasole albo spadochrony), w każdym razie plama z soku czy kawy mniej zaszkodzi poliestrowi, który jak wszystkie syntetyki, słabo albo wcale nie absorbuje wilgoci.

 

 

Poliestrowa podszewka? Nie, dziękuję

Co możesz zrobić, jeśli masz już w szafie śliczną jedwabną albo wełnianą sukienkę, której jedynym mankamentem jest poliestrowa podszewka? Sprawa nie jest przegrana, ponieważ masz do wyboru trzy możliwości:

1. Możesz ją wypruć.

2. Możesz zanieść sukienkę do punktu usług krawieckich i poprosić o wymianę podszewki: krawcowa odpruje ją i zastąpi nową. Do jedwabnej sukienki polecam podszewkę jedwabną (do letniej odpowiednie będą również lekkie bawełny, np. batyst), do wełnianej – jedwab, ewentualnie wiskozę. Moje propozycje dotyczą sukienki, ale można je oczywiście zastosować do dowolnej ulubionej sztuki: spódnicy, spodni, żakietu albo płaszcza.

3. Możesz nosić pod spodem jedwabną halkę. Tym sposobem nie wykluczysz krytycznych właściwości poliestru, ale przynajmniej bezpośrednio na skórze będziesz miała osłaniającą warstwę czegoś, co twoja skóra naprawdę lubi. Halka przyda ci się również, jeśli zdecydujesz się na punkt nr 1.

 

A może masz zamiar uszyć albo zlecić uszycie sukienki krawcowej? Weź sobie proszę moje rozważania do serca: zadbaj o swój komfort, zdrowie i dobre samopoczucie, wybierając na podszewkę tkaninę z jedwabiu albo lekkiej bawełny. Wyjdź poza utarte schematy i myśl niestandardowo. W sklepach widzę sporo jedwabnych tkanin (muślin, krepa, ponge…) oraz jedwabno-bawełnianych czy jedwabno-wiskozowych mieszanek, które – za cienkie, za połyskliwe lub za wzorzyste na odzież dla dorosłej kobiety – znakomicie się sprawdzą w roli podszewki.

Nie, słowo daję! Nawet jeśli czasami odnosisz takie wrażenie, przestałam już demonizować sztuczne włókna. Nowoczesne syntetyki mają swoje zalety, dlatego materiał, który a) nie wchłania wilgoci, b) szybko schnie, c) nie przeciera się, świetnie nadaje się, na przykład na wodoszczelny płaszcz przeciwdeszczowy. Albo na namiot. Na podszewkę lub bieliznę noszone na nagie ciało, moim zdaniem już nie.

 

 

 

fot. na stronie tytułowej: sukienka z kolekcji Max Mara WEEKEND, która wpadła mi w oko w sklepie. Firmy z sektora premium również nie stronią od oszczędności.

 

 



Komentarze

  1. Aga
    24 września 2016

    Witaj kochana, super wpis, jak zawsze zresztą.
    Poliester to niestety zmora dzisiejszej mody, w sklepach i to nie tylko sieciówkach, 80% ubrań jest z poliestru lub jego mieszanek. Co najbardziej mnie wkurza, to fakt, ze nawet takie marki jak Ralph Lauren od niego nie stronią. Oglądałam piękna jedwabna letnia sukienkę za ponad 200 € i dobrze, ze przeczytałam całość opisu, bo jako podszewkę użyto do niej poliester – coś okropnego.
    Ostatnio w mojej sukience, która lubię, ale niestety nie nosiłam zbyt często, bo miała wstrętną poliestrowa podszewkę, wyprułam ją i zakładam pod spód bawełnianą “halkę”. I tak jest o wiele przyjemniej.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 września 2016

      Ooo…wierzę.
      Wiesz, że nawet chciałam wspomnieć o RL? Tyle tylko, że wbrew własnemu oburzeniu, któremu daję wyraz w pierwszym akapicie dzisiejszego tekstu, całkiem dobrze rozumiem co myśli i co chce osiągnąć ktoś, kto wełnianą albo jedwabną sukienkę wykańcza podszewką z poliestru.
      Nie na darmo dawno, dawno temu pilnie uczęszczałam na wykłady – pierwszą rzeczą, jakiej dowiaduje się student zarządzania i marketingu jest ta, że głównym celem działania firmy jest osiąganie i maksymalizacja zysków. Zysk zwiększa się poprzez wzrost przychodów i spadek kosztów, a – co tu mówić? – poliestrowa podszewka jest łatwym sposobem ograniczenia kosztów.
      Klient ją kupi, bo klient tak baaardzo chce mieć coś markowego, a marka wychodzi tej potrzebie naprzeciw. Tylko niewiele osób może sobie pozwolić na ciuchy i ceny luksusowych marek odzieżowych, więc firmy idą na kompromis (maksymalizacja zysków!) wprowadzając tańsze linie. Tańsza linia oznacza tańsze materiały i tańsze wykonanie, ale za to, te same logo i ten sam (choć mocno uproszczony) charakterystyczny design. Tak to mniej więcej działa.

      P.S. Ale fakt, że tak to działa, wcale nie oznacza, że musimy się na to zgadzać… i nie zgadzamy :-)
      Mocno ściskam Najmilsza

      Odpowiedz
      • Makosza
        26 września 2016

        To się zmienia. Coraz częściej ludzie czytają składy i coraz częściej marka przestaje być ważna. Tylko wciąż za mało.

        >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

        Do tematu dodam, że nie tylko ważne z jakiego materiału jest podszewka ale jak jest wykończona, jaki kolor. To, że jest niewidoczna nie oznacza, że ma być byle jaka.

        Odpowiedz
        • Katarzyna
          26 września 2016

          Czytałam ostatnio ciekawy artykuł o spadającej sprzedaży ubrań z segmentu sieciówek premium. http://www.chicagotribune.com/business/ct-womens-store-clothes-sale-20160826-story.html . Autorzy artykułu sugerują, że to dzieje się z powodu słabych fasonów i materiałów. Mam nadzieję, że tak własnie jest! Chociaż coś mi podpowiada, że to może być też “zasługa” h&m i innych tanich sieciówek.. ;) Ciekawe, w którą stronę pójdzie to premium..:)

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            27 września 2016

            Mam nadzieję, że we właściwą. Premium różni się od mody masowej wzornictwem i powinno różnić się jakością składników. Jak wiemy, z tą drugą cechą bywa różnie, a przyczyna leży pewnie między innymi w tym, że trudno dzisiaj wyodrębnić wyraźną granicę między poszczególnymi firmami. Tanie sieciówki wypuszczają kolekcje lux, luksusowe marki kuszą tańszymi liniami… misz-masz i grochówka.
            Bardzo lubię markę J.Crew, o której wspomina artykuł i cieszę się, że ktoś mądry w firmie wyciąga właściwe wnioski. Bardzo nie lubię za to, popularnego i u nas TK Maxx (w Ameryce T.J. Maxx), i cieszę się, że w końcu blask wielkich, złoconych logo przestaje klientkom przesłaniać makabryczną jakość piętrzącego się tam bezguścia.

  2. Hania
    24 września 2016

    Pani Moniko, czy może Pani powiedzieć coś więcej o szyciu halki z jedwabiu? Parę razy spotkałam się z opinią, że jedwab nie nadaje się na podszewkę, bo się rozchodzi na szwach, a już jeśli, to żeby używać tylko jedwab podszewkowy (znalazłam np. w sklepie tkaniny italia http://www.tkaniny-italia.pl/podszewki-jedwabne-c115.html). Być może taki jedwab ma bardziej ścisły splot, o ile czymkolwiek się różni?
    Będę wdzięczna za wszystkie podpowiedzi :) Regularnie wracam na Pani blog, a z archiwalnych wpisów z materiałoznawstwa porobiłam nawet notatki :) Pozdrawiam serdecznie, Hania.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 września 2016

      Pani Haniu, proszę dać mi chwilę na zastanowienie. Przymierzam się już drugi raz do odpowiedzi, ale po raz drugi wychodzi mi tylko jakiś przemądrzały, długaśny referat. Wolałabym krócej i bardziej lekkostrawnie, ale jeszcze nie wiem jak :-)

      Odpowiedz
      • Hania
        24 września 2016

        Pani Moniko, nawet jeśli to byłby referat to czytanie i tak byłoby wielką przyjemnością :-) H.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          27 września 2016

          Ja też słyszałam przedziwne rzeczy o jedwabiu… to prawda, nie jest to najłatwiejszy w obróbce materiał, ale wszystkiego można się nauczyć, a jedwabne zalety są z niczym nieporównywalne i wynagrodzą z nawiązką ewentualne trudności. Jeśli chodzi o rozchodzenie się w szwach – każda tkanina rozejdzie się w szwach, jeśli będzie za ciasno skrojona albo gdy spróbuje się, np. oszczędzać na zapasach na szwy. Nawet solidny denim.

          Przejdziemy do rzeczy? Wybór właściwej podszewki uzależniłabym od rodzaju i kroju ubrania:
          1. do płaszcza pasuje mięsista, grubsza tkanina (np. żakard albo atłas).
          2. W spodniach, żakiecie albo klasycznej sukience etui dobrze sprawdzi się gęsto tkana i odrobinę sztywna jedwabna podszewka (np. ponge albo lekka tafta).
          3. Do roztańczonej, powiewnej sukienki (lub spódnicy), w której chce się podkreślić ulotność oraz lekki wdzięk, wybrałabym pasujący kolorem cienki i miękki jedwabny materiał (uwaga na przepis pielęgnacji – ma być taki sam jak materiału wierzchniego).
          4. Na halkę odpowiedni będzie jedwabny dżersej, krepa albo grubszy rodzaj szyfonu. Ważne jest, żeby tkaninę przeznaczoną na halkę można było prać w wodzie.
          Widzę, że temat podszewek pozostaje aktualny… nie mogę obiecać kiedy, ale wpisuję go na listę do obrobienia.

          Haniu, dziękuje ślicznie za cierpliwość. W kolejnym wpisie chcę pokazać moją sukienkę na lekkiej podszewce i mam nadzieję, że znajdzie Pani w nim kilka przydatnych wskazówek dotyczących samego szycia.
          Ciepło pozdrawiam :-)

          P.S. Niestety, nie mam pojęcia z jaką tkaniną mamy do czynienia w linku. Opis jest w miarę przejrzysty, ale “zdjęcie” nie mówi mi absolutnie nic.

          Odpowiedz
          • Hania
            7 października 2016

            Pani Moniko, dziękuję za rozjaśnienie tematu :) Podszewka jest dla mnie dużym problemem, uwielbiam wełniane spódnice, a nie chcę mieć sztucznego “izolatora”. Właściwie to zrezygnowałam z podszewek w spódnicach w ogóle, a że szyję głównie wełniane to ze względu na sprężystość wełny nie cierpię tak bardzo. Póki co najsensowniejszą opcją jest dla mnie halka z jedwabnego dżerseju, o której już Pani wspominała w niejednym ze swoich wcześniejszych postów. Pozdrawiam serdecznie, H. :)

          • Monika Frese
            8 października 2016

            Albo jeszcze lepiej półhalka, czyli halka w formie spódnicy. Jej uszycie zajmie tylko chwilkę: górny brzeg ujęty w gumkę (najładniejsza jest bieliźniana), dolny podszyty albo wykończony koronką.
            Jedwabny dżersej na pewno, ale w zasadzie każdy gładki rodzaj jedwabiu (który można prać w wodzie) świetnie się nada pod wełnianą spódnicę.

            I ja ślicznie pozdrawiam :-)

  3. @nia
    24 września 2016

    Uwielbiam wpisy materiałowe, są bezcenne niczym jedwabna podszewka ;)
    O halce nie pomyślałam, super pomysł, dziękuję.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 września 2016

      Bardzo proszę.
      Aniu, Pani komentarz jest dla mnie również bezcenny. Czuję się rozgrzeszona i zdopingowana do pisania na moje ulubione tematy!

      Odpowiedz
  4. Ania
    24 września 2016

    Nareszcie ! jestem szczęśliwa, że ktoś zwrócił uwagę na polisestrowe podszewki. Ja pyskuję w sklepach za każdym razem kiedy pod letnią sukienką z lnu lub bawełny natykam się na podszewkę z polisestru. Na szczęście mam interentowe źródło idealnej na lato cieniutkiej bawełny (batystu), cieniutkiej, chłodnej i dostępnej w wielu kolorach i do kompletu Panią Jadzię, która naprawia błędy producenta takich bubli. Apelujmy do producentów odzieży, żeby włączyli myślenie. Przy okazji wkurzają mnie za krótkie rękawy – nie każdy lubi jak mu się rękawek w wełnianej sukience kończy 3 cm od szczytu ramienia.
    Poza tym istnieje coś takiego jak proporcje sylwetki – o czym każdy szanujący projektant odzieży (nawet ten zatrudniony w firmach odzieżowych szyjących masowe kolekcje) pewnie słyszał, ale nie stosuje, gdyż jak mniemam szkoda materiału na rękaw.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2016

      Pyskujesz Aniu? To ja też jestem szczęśliwa.
      Bo właśnie tak, pyskujmy i apelujmy, żądajmy i wyjaśniajmy, poza tym czytajmy metki i nie dajmy sobie wciskać byle czego.

      Materiał kroi się biednie, ale… projektant też biedny. Znajoma świeżo po dyplomie dostała wymarzoną posadę w jednej z wielkich sieciówek. Na stanowisku projektanta, dzień w dzień musiała wymyślać motywy na podkoszulki (dla wyjaśnienia: nie nowe kroje koszulek, tylko coraz to i nowe motywy do ich zadrukowywania). Im więcej, tym lepiej, hurtowo. Po roku dostała depresji i rzuciła wszystko w diabły. Ta historia nie ma jednak happy endu. Moja znajoma (projektantka z dyplomem) nadal nie ma pojęcia o proporcjach sylwetki i kroju, ponieważ – podobnie jak wielu kolegów, którzy próbują sił pod własnym nazwiskiem – angażuje wysiłki w bezkształtne wory z wiskozowej i polarowej dzianiny trendy sylwetkę oversize.
      Nie, nie chcę być złośliwa. Raczej szukam pretekstu, żeby pozdrowić praktykującego fachowca, Panią Jadzię :-)

      Odpowiedz
  5. 555
    24 września 2016

    poliester – moja największa zmora, bo jest (prawie) wszędzie, a ja jestem uczulona :(

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2016

      Na poliester? Ciekawe… oficjalne źródła – w przeciwieństwie do tych mniej oficjalnych, ale i mało popularnych – upierają się, że to wełna jest najgroźniejszym tekstylnym alergenem.
      Spójrz na ten problem z jaśniejszej strony: chcesz czy nie, jesteś kobietą luksusową :-)

      Odpowiedz
      • Anna
        27 września 2016

        Witam Pani Moniko,
        zakochałam się w Pani blogu od pierwszego wejrzenia, a ostatni wpis to miód na moją, zbolałą duszę :-) .
        Metki oglądam od wielu lat i zawsze starałam się nie kupować czegoś, w czym występuje duży udział poliestru , czy akrylu. W ramach kompromisu dopuszczałam mały dodatek, bo inaczej trudno byłoby mi coś kupić. Jednak ostatnio musiałam zrezygnować także i z tego kompromisu z powodu atopowego zapalenia skóry, które mnie dopadło w bardzo dojrzałym wieku. No i także w moim przypadku, poliester całkowicie odpada, bo nie przepuszcza powietrza, a to bardzo zaostrza problem ze skórą. Dermatolog zalecił mi ubieranie się w samą bawełnę,” na cebulkę”. Bardzo mnie tym rozśmieszył, bo wyobraziłam sobie tę “cebulkę” na ulicy, w trzaskający mróz. Całe szczęście, płaszcz z gładkiej wełny, na naturalnej podszewce, jest w porządku, ale dużo wysiłku mnie kosztowało, żeby taki znaleźć. Ostatnio przeszukałam Zalando w poszukiwaniu żakietu na naturalnej podszewce i nawet w markach premium dominuje poliester! Rozumiem, że jest tani w porównaniu z jedwabiem, ale wiskoza, którą moja skóra akceptuje, już nie jest taka droga i przy relatywnie wysokiej cenie żakietu chyba nie podniosłaby tak bardzo ceny produktu?
        serdecznie pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy Anna

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          28 września 2016

          Wiskoza jest mniej więcej o połowę tańsza od jedwabiu (rozmawiamy o podszewkach), ale poliester jest 10 razy tańszy od wiskozy – jak można się oprzeć? Wszyscy w branży i tak przecież wiedzą, że klient się nie zna.
          Szukałam, szukałam… mam. Moje stare notatki: “(…) samozatruwanie organizmu, przeziębienia, grzybice, stany napięcia nerwowego, problemy z koncentracją, bezsenność (…)”. To o włóknach syntetycznych. Naturalnie, żadne oficjalne źródło tego nie potwierdzi (co interesujące, kilku znajomych lekarzy zagadanych w temacie, wyraziło prawdziwe zainteresowanie i zaangażowanie w rozmowę – jednak wyłącznie w ramach niezobowiązujących, towarzyskich spotkań. W ramach gabinetu lekarskiego, podobne rozważania są zawsze “niepotwierdzonymi przez badania hipotezami”).

          Dzień dobry Anno. Z samego rana mam dzisiaj jakiś taki bojowy nastrój, ale proszę się nie przejmować. To zaraz przejdzie. Bo tak w ogóle, to bardzo miło mi Panią poznać :-)

          P.S. A propos bawełnianej cebulki, bez jedwabnej halki chyba się nie obejdzie. Jedwabna halka, jedwabna koszulka, być może jedwab w połączeniu z wełną? Chciałabym napisać więcej o zimowej bieliźnie, również tej przeznaczonej dla alergików, tylko jeszcze nie wiem, czy znajdę godnych polecenia polskich producentów.

          Odpowiedz
          • Anna
            28 września 2016

            Pani Moniko, też wpadam w bojowy nastrój, kiedy widzę jedwab, wełnę, czy nawet żakiet lniano-bawełniany z poliestrową podszewką :-). Z poliestrem nigdy się nie lubiliśmy, nawet w czasie, kiedy nie miałam atopowego zapalenia skóry i nie wiedziałam o jego nieciekawym działaniu. Rzeczywiście, informacje o jego wpływie na zdrowie są skrzętnie ukrywane. Za to podobno jedwab ma działanie lecznicze dla skóry alergicznej i jest cała seria produktów, głównie bielizny, dla dzieci i dorosłych dotkniętych tym problemem. Niestety, nie jest to bielizna zimowa.

          • Monika Frese
            28 września 2016

            Tak się tylko niektórym wydaje. Ze względu na swoją delikatną lekkość, jedwab jest zwykle polecany jako materiał na lato. Niesłusznie, ponieważ – powtórzę się sama pewnie po raz dziesiąty – “jedwab należy do materiałów regulujących temperaturę ciała, co znaczy, że latem nie będziesz się w nim pocić, a zimą nie będziesz marznąć”. Tak jak wspomniałam, bardzo chciałabym jeszcze w tym sezonie zająć się tematem odpowiedniej bielizny, hmm… zobaczymy.
            A na miłe dobranoc polecam króciutki hymn na cześć jedwabiu (tytuł i początek wpisu wcale tego nie sugerują, ale zakończenie jest bardzo jedwabiste :-)

  6. Ewelina
    24 września 2016

    No właśnie, plastik-poliester… Zauważyłam, że najżarliwiej bronią go wytwórcy/producenci odzieży, którzy go stosują. Jeszcze ten argument, że jest ekologiczny, bo… powstaje często ze zmielonych surowców wtórnych. Fuj!
    Poliestrowa podszewka do jedwabiu czy wełny to trochę tak jak upiec wspaniale ozdobiony, bajeczny tort na wielką okazję i wtłoczyć do niego masę z margaryny albo “śmietany” z puszki zamiast prawdziwej. Można, ale po co? Nawet jubiler nie osadzi diamentu w srebrze (nie mam nic do srebra, żeby nie było!). Przyznaję się jednak bez bicia – podszewek szyć nie lubię, wybieram fasony bez, a kiedy już szyję ubranie, które jej wymaga, to sięgam najczęściej po wiskozę. Może nie jest uważana za tkaninę szlachetną, ale w razie pomyłki (np. ciachnięcie nożyczkami za daleko…) mniej jej szkoda niż jedwabiu;) Jedwab chętnie wykorzystuję do ubrań-klasyków, które wiem, że będę nosić często i chcę, by długo posłużyły.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2016

      Argument o przetwarzaniu surowców, w samym zamyśle bardzo mi się podoba. Byłabym szczęśliwa, gdyby używano go równie często w stosunku do ubrań wykonanych z włókien naturalnych.
      Natomiast podszewka… tak, podszewka potrafi być wyzwaniem, to prawda. Krojenie i szycie gładkiego, śliskiego materiału wymaga wprawy, czyli zwykle praktyki i cierpliwości. Będę Cię jednak namawiać, bo nie dosyć, że obie cechy ćwiczą charakter, to jeszcze spódnica lub sukienka na podszewce układa się całkiem inaczej :-)

      Odpowiedz
  7. Monika Frese
    24 września 2016

    Cześć dziewczyny. Odsapnę tylko troszkę od tych poliestrów i wracam do Was po weekendzie :-)

    Odpowiedz
  8. Barbara
    25 września 2016

    Witaj Moniko!

    Tekst o poliestrze genialny! Niestety, sama się na to złapałam. Pisałam już do Ciebie /Arnolfini, Londyn, może pamiętasz, miałaś rację z kolorem sukni na obrazie/. Wróciłam z Londynu, gdzie kupiłam m.in. dwie sukienki. Była przecena, zapłaciłam mniej o 70 proc. Sukienki jakby dla mnie szyte, obie silk i moje kolory. Jedna firmy Monsoon, podszewka – poliester, druga firmy Oasis – podszewka acetat. Sklepów tych firm nie ma w Polsce, a mają ładne rzeczy. Umiem szyć, mam przedwojennego Singera po teściowej, która była świetną krawcową. Nie muszę nigdzie chodzić i płacić, by wymienić podszewkę, ale wkurza mnie, że do szlachetnych materiałów dają badziewie. Wolałabym zapłacić więcej i mieć silk i silk lub silk i wiskozę. Im chodzi im oczywiście o kasę. Gdybyśmy my, konsumentki, dziewczyny kupujące ciuchy, olały /brzydkie słowo, ale trafne/ ubrania ze szlachetnych materiałów z poliestrowymi podszewkami, to oni /producenci, projektanci/ musieliby pomyśleć i może coś zmienić. Ja rozumiem, że tanie ubrania z poliestru i podszewka też, ale jedwab albo wełna? Ja się w poliestrowych podszewkach duszę i ich nie kupuję, a jeśli się skuszę, to wypruwam podszewkę. Jak mi się nie chce podszywać nowej, to noszę halkę z jedwabiu, mam dwie. Jednak to nie do końca to samo, czasem podszewka jest niezbędna.
    Pozdrawiam,
    Basia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2016

      Masz rację, najrozsądniej byłoby omijać szerokim łukiem firmy, które wciskają nam ładnie zapakowane byle co. Albo przynajmniej dokonywać starannej selekcji przeglądanych kolekcji, pod kątem “to jest w porządku, za to chętnie zapłacę” i dając tym samym wyraźny sygnał, że wiemy co jest dobre, a co nie.
      Czasem sobie myślę, że jesteśmy zdezorientowane, bo nie wiemy albo nie pamiętamy co oznacza dobra jakość (w sklepach jej nie ma, w mediach też nie, a moda w kobiecych czasopismach jest czystą abstrakcją), a czasem przychodzi mi na myśl, że w wielu sytuacjach po prostu działa prawo większości, np. większość jedwabnych lub wełnianych ubrań, które znajdujemy w sklepach jest wykończona poliestrem, więc myślimy sobie “ok, jak wszyscy tak robią, to chyba tak musi być”.
      Dlatego ten blog (chociaż momentami, gdy tak sobie poczytam komentarze, to sama się trochę gubię po co i dlaczego… przecież wszystkie i tak nosicie już jedwabne halki!)

      Basiu, jasne, że wiem z kim rozmawiam. Wiesz, że z niektórymi dziewczynami gadamy sobie prawie od samego początku? Po takim czasie wyrabia się już wrażliwość na charakterystyczny styl pisania i wypowiedzi. Ale z Tobą i tak mam wyjątkowo łatwo… wśród regularnie komentujących Czytelniczek jest tylko jedna Barbara :-)

      Odpowiedz
  9. Agnieszka
    25 września 2016

    Pani Moniko, jak dobrze, że Pani do nas wróciła :) Proszę się nie ograniczać w pisaniu, takie teksty to wymarzona lektura do wieczornej herbaty. Szkoda tylko, że wnioski nie napawają optymizmem – zostaje nam tylko pomoc zaufanej krawcowej i wymiana tych nieszczęsnych poliestrów…

    Odpowiedz
    • Makosza
      26 września 2016

      albo szukać i kupować sukienki producentów, którzy myślą nie tylko o monetach.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2016

      Makosza: dziękuję. Amen!

      Agnieszka: nie napawają? Wręcz przeciwnie. Nie może Pani tego oczywiście wiedzieć Agnieszko, ale ten wpis tylko przez weekend (pół soboty i niedzielę) przeczytało kilkaset osób. W ciągu kolejnych miesięcy przeczyta go kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn i kobiet w różnym wieku – jesteśmy siłą!
      Bądźmy wytrwałe i konsekwentne, mówmy głośno o tym, co nam się nie podoba, ale przede wszystkim nie zgadzajmy się na bylejakość. Siła nabywcza naszych portfeli ma moc sprawczą, a spadek zysków wyrażony konkretnymi cyframi jest językiem, który firmy doskonale rozumieją.
      W artykule podlinkowanym przez Katarzynę przeczytałam, że za oceanem marki typu GAP albo J.Crew, bardzo boleśnie się właśnie przekonują, że nie warto nadużywać zaufania klientek, wciskając im słabe dopasownie i jeszcze gorsze tkaniny. Wskaźniki sprzedaży na łeb i szyję lecą w dół, a na odpowiedzialnych stołkach lecą głowy.
      Jestem dobrej myśli, jeszcze chwila i ta fala zaleje również nas :-)

      Odpowiedz
      • Agnieszka
        27 września 2016

        Mam nadzieję, że tak właśnie będzie – taka zmiana chyba (bardzo powoli) dokonuje się jeśli chodzi o produkcję żywności. Może doczekam się w końcu, by po włączeniu filtru wg. składu tkaniny w sklepach internetowych (swoją drogą bardzo lubię tę funkcję Zalando) zostanie coś więcej poza propozycją górnopółkową lub zwyczajnie.. brzydką ;)
        Pozdrawiam jesiennie :)

        Odpowiedz
  10. Marrus
    26 września 2016

    Bardzo potrzebny wpis i w ogóle cały blog! Zaglądam od dawna, ale komentuję chyba po raz pierwszy. Zgadzam się w zupełności.
    Nie mogę sobie pozwolić na luksusowe zakupy premium ale wszystko czego potrzebuję znajduję w lumpeksach. Dzięki nim mam prawdziwie ekskluzywną garderobę. Mam stamtąd kilka sukienek z jedwabiu, halkę , bluzki i koszule a ze spódnic w nieodpowiednich fasonach i rozmiarach krawcowa uszyła mi koszulki. Wszytko z lumpeksu piorę w wodzie i ‘zniszczylam’ w ten sposób spódnicę z szantungu, tzn nie ma już tej wspaniałej faktury, ale taki wygładzony i zmiękczony jedwab doskonale nadaje się na podszewkę czy półhalkę.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 września 2016

      Marrus, cieszę się, że możemy się poznać. Dziękuję za ten fantastyczny komentarz, który porusza bardzo ważną sprawę: to nieprawda, że jedwabie i inne “luksusy” są tylko dla uprzywilejowanych. Wszystko, jak zwykle, sprowadza się do systemu przekonań i indywidualnych wyborów. Aby stać się szczęśliwą posiadaczką luksusowej garderoby, nie trzeba posiadać ani wydawać milionów. Można natomiast:
      – wybierać jakość, ograniczając ilość (to jest moja ulubiona strategia postępowania),
      – nauczyć się inwestować własny czas (szycie, przerabianie, robienie na drutach…),
      – tak, jak autorka wypowiedzi, szukać niepospolitych, kreatywnych rozwiązań.
      Najlepsze efekty daje wykorzystywanie kilku sposobów naraz.

      P.S. Za każdym razem, kiedy któraś z Was opisuje skarby, które odkryła podczas kolejnej wyprawy do lumpeksu (nowiutki kaszmirowy sweterek, cudny płaszcz z alpaki albo wełnianą spódnicę midi), sama mam ochotę zarzucić na plecy wielki wór i porządnie w jakimś pobuszować!

      Odpowiedz
      • Marrus
        27 września 2016

        Ooooo, kaszmirowych swetrów mam kilka a spódnic midi wełnianych sztuk trzy. A właśnie dzisiaj wypatrzyłam piękny płaszcz 100% wełny w kolorze burzowego granatu, oszałamiajacej jakości, wspaniałe wykończony, gruby i ciężki, granatową chustę jedwabną a niedawno dwa cudowne płaszcze dla mojej mamy, wełna z kaszmirem i wełna z moherem.
        Dzięki lumpeksom wełny, kaszmiry i jedwabie to moja codzienność (i ‘coNOCność’), również dla moich dzieci, a nie luksus na wyjątkowe okazje.
        W moim mieście jest kilka second handów i mają naprawdę duży wybór, ale najważniejsze jest to, że mało kto tutaj podziela moje upodobania i te perły wiszą i czekają na mnie.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          27 września 2016

          Burzowy granat? Wełna z kaszmirem? Gdzie mój wór?!!!

          Odpowiedz
          • Marrus
            29 września 2016

            Moniko, potrzebuję porady. Rozbawiona wizją Twojej Eleganckiej Osoby z worem na plecach, atakującej lumpeksy w sercu Mazowsza, poszłam wczoraj do jednego. Pierwszy płaszcz, który chwyciłam okazał się klasycznym szlafrokowym cudem o składzie…. uwaga… 75% kaszmir, reszta wełna i nylon niemal po połowie.
            No nie mogłam go zostawić w sklepie, po prostu nie mogłam, kolor jasny camel, cena 9,99 zł.
            Tak jak pisałam, wszystko piorę w pralce, psychiczne potrzebuję tego w kwestii zakupów w lumpeksach. Ale ten płaszcz jest inny, sztywny dość, jak dalece okiem sięgam pod poszewkę (nylonowa, buuuu), jest czymś podklejony, jakby płótnem. Coś mi mówi, że to w pralce z wodą nie utrzyma się, że pomarszczy się, czy mogłabyś coś na ten temat napisać? Czy to obniża jakość płaszcza, czy to jakiś zabieg, który ma udawać grubszą tkaninę? Ogólne płaszcz nie nosi śladów zużycia, jest czysty, nie ma zapachu i nie muszę go prać, ale miałabym większy komfort noszenia gdybym go odświeżyła. Prania chemicznego staram się unikać ze względu na opary, ale może to jest ten przypadek, że trzeba?
            Będę wdzięczna za Twój komentarz w tej sprawie.

          • Monika Frese
            29 września 2016

            Ani mi się waż! Płaszcza nigdy nie wsadzamy do pralki.
            To jest dokładnie ten przypadek, o którym myślisz. Ja również nie przepadam za chemią, ale są sytuacje, kiedy nawet odzież wierzchnią trzeba odświeżyć. Byłoby cudnie, gdyby samo szczotkowanie wełnianego płaszcza wystarczało, ale zwykle nie wystarcza: plamy, zabrudzenia, zapocenia, zatłuszczony kołnierz. Albo, tak jak w tym konkretnym przypadku, porządne wyczyszczenie płaszcza pochodzącego z nieznanego źródła.
            O tym, z czym to się je, przeczytasz w Praniu chemicznym bez tajemnic (podklejenie na płótnie należy do kategorii “usztywnienia wewnętrzne”, o których wspominam), a w komentarzach znajdziesz wypowiedź Klaudyny, która opowiada o nietrującym środku wykorzystywanym przez nowoczesne pralnie. Rozejrzyj się w okolicy – być może taka “zielona” pralnia jest również gdzieś u Ciebie.

            P.S. Elegancka Osoba uzbrojona w wór, atakuje lumpeksy w sercu Mazowsza! Ha! (Ha, ha… czekaj, niech tylko znowu pojawię się na Mazowszu :-)

  11. Sandra
    26 września 2016

    Tak się zastanawiam…zamówiłam sobie krótki płaszczyk z kapturem i cóż cienko to wygląda :) Inaczej niż na zdjęciu chociaż po opisie składu mogłam się tego spodziewać. Teraz pomyślałam że może warto kupić watolinę wełnianą i wykonać podszycie wraz z podszewką czy to taki sobie plan? :)
    A płaszcza na zimę wciąż wyszukuję….:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 września 2016

      Wiesz co, Sandro? Nie mam dla Ciebie odpowiedzi na to konkretne pytanie, tylko propozycję rozwiązania długofalowego: zaczekaj na przeceny.
      Potrzebujesz dobrego płaszcza na zimę, a Twój budżet wynosi max. 400 zł, tak? Moja rada brzmi: kup płaszcz na przecenach. Płaszcz przeceniony z 700-800 zł, to całkiem inny numer, niż płaszczyk, którego cena wyjściowa jest o połowę mniejsza.
      Już teraz rozejrzyj się wśród płaszczy przekraczających Twoje fundusze (jeśli możesz, wpadnij do kilku sklepów i poprzymierzaj parę obiecujących modeli), upatrz sobie najładniejsze i bądź cierpliwa. Za dwa miesiące ceny zaczną lecieć w dół, aby w okresie poświątecznym osiągnąć swoje apogeum. W naszym klimacie prawdziwe mrozy mamy zwykle w styczniu i lutym, więc jeśli będziesz trzymać rękę na pulsie, powinnaś przywitać Nowy Rok w porządnym płaszczu wartym dwa razy tyle, ile masz do wydania teraz. Zapomnij o tych kilku kolejnych miesiącach, które jakoś przetrzymasz i myśl perspektywicznie.
      A propos, to jest strategia, którą sama wykorzystuję kupując buty. Działa :-)

      P.S. Na zachętę i w ramach inspiracji, krótki wpis o nie-chodzeniu-na-kompromisy.

      Mam zamiar przenieść naszą rozmowę pod jeden ze wpisów o zimowym płaszczu (aby inne Czytelniczki w podobnej sytuacji mogły ją łatwo znaleźć. I wyciągnąć dla siebie wnioski).

      Odpowiedz
      • Sandra
        5 października 2016

        Uwielbiam Cię! :)
        To prawda… Od dawna kupuję lepsze obuwie, bo wolę zainwestować raz a porządnie, niż co sezon, kupować dwie pary, żeby jedna po miesiącu przypadkiem nie rozleciała się. Teraz dorosłam w końcu do zakupu płaszcza…takiego, jak opisujesz wyżej. Ach się rozmarzyłam tym Nowym Rokiem, i ciepełkiem w cudownym płaszczu… ;)

        Życie nauczyło mnie cierpliwości, ale co zrobić gdy mam w głowie piękny, granatowy płaszcz i ciągle przeglądam jakieś strony internetowe… :D Muszę przestać, i posłuchać się bo rzeczywiście, ceny na wyprzedażach są świetne! :) Dziękuję Ci serdecznie! I już, już… zamykam stronę ze składem flausz 45% wełna, 35% poliester, 20% wiskoza… ;)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          6 października 2016

          Błee… zamykaj! Ale za granatami jak z marzeń i tak się możesz już porozglądać:
          a) będzie jak znalazł i
          b) nie stracisz głowy przy pierwszej niezłej okazji,
          gdy ceny poszybują w dół :-)

          Odpowiedz
  12. Weronika
    26 września 2016

    Z tą podszewką to jednak prawda. Przyznam szczerze, że kiedy szyłam pierwsze ubranie na miarę, czyli wełniane spodnie, to krawcowa dziwiła się widząc moją podszewkę. Była jedwabna. I teraz gdy zaznałam dotyku jedwabiu na gołej skórze, nic mnie nie przekona, że poliester, czy nawet wiskoza jest lepsza. Sukienka też jest szyta na jedwabiu. Moje najlepsze ubranie. A gdy kupuję coś na sztucznej podszewce, to wymieniam ją u krawcowej. Nie pocę się, nie marznę. I przyznam się, że dokładnie sprawdzam jak podszewka jest wszyta. A to dzięki Tobie, Moniko.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 września 2016

      Weroniko… mów do mnie jeszcze :-)

      Dziękuję Ci za wzmiankę o wiskozie. Muszę się za nią wziąć, a wiem że nie będzie łatwo, bo wiskoza zdążyła już wypracować sobie niezłą renomę.

      Odpowiedz
      • Ewelina
        28 września 2016

        O wiskozie ja też chętnie poczytam:) Czekam na Twój wpis:)

        Odpowiedz
  13. Barbara
    29 września 2016

    Moniko, czy wiesz, gdzie i kto Cię czyta? Dzisiaj zajrzałam na bloga Catherine Sophie. To Polka, która od dwóch lat mieszka i pracuje na Karaibach. Ostatnio czytałam jej teksty w kwietniu, bo miałam “zachwaszczonego” laptopa i nie mogłam wejść na niektóre strony (w tym jej, a bardzo ją lubię). Mój laptop już jest zdrowy i…Dziś czytam o Monice, którą Catherine Sophie przedstawia jako eksperta od materiałów i tkanin. Catherine pisze “Jak uniknąć przeziębienia w tym roku” i w jednym z rozdziałów tego dość długiego tekstu stwierdza: najlepszym okryciem jest wełna i powołuje się na Twój ostatni tekst o poliestrze, obficie Cię cytując. Podaje adres Twojej strony, oczywiście pisze o Tobie z uznaniem i pełną akceptacją. Miło. Może ją znasz i czytasz, jeśli nie, polecam:
    zyciepodpalmami.pl

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2016

      Przeczytałam post o przeziębieniach i mam mieszane odczucia. Na witaminach to ja się niespecjalnie znam, a przy entuzjastycznym opisie wełnianych właściwości włosy stanęły mi dęba. Ale jeśli chodzi o słowa cytowanego eksperta… słowo w słowo sama prawda.

      P.S. Katarzyna zagadała mnie jakiś czas temu i… przeraziła na śmierć. Taka wysokoprocentowa dawka energii potrafi nieźle ogłuszyć :-) A blog piękny. Rozgrzany, słoneczny i cały w błękitach.

      Odpowiedz
  14. Olka
    29 września 2016

    Kolejna fantastyczna dyskusja pod wpisem!
    Wszystkie te tematy są u mnie tak bardzo na czasie- poliestrowe podszewki, wybór płaszcza wełnianego, ubrania premium które po bliskim przyjrzeniu sie nie są wcale premium.
    Dziękuję i czekam na kolejne tematy🙂

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2016

      Prawda? A do tego mój wieczny dylemat… przecież co trzeci wątek aż prosi się, żeby rozwinąć go w cały wpis!
      Pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  15. M.
    30 września 2016

    Wpis BARDZO potrzebny, ludzie nie wiedzą, co kupują i niestety nie bardzo ich to obchodzi. Rozmawiam z moimi znajomymi na temat ubrań i staram się ich uświadamiać, niekoniecznie, by “nawracać” ich na “jedyną słuszną drogę” – ale argumenty argumentami, jakość jakością, a większość osób i tak najbardziej interesuje żeby było tanio.

    A w temacie podszewek – właścicielka sklepu z materiałami powiedziała mi, że na podszewkę znacznie lepiej od wiskozy nadaje się cupro. Prawda to? Kazała mi dotknąć to i to, porównać. Dotknęłam i rzeczywiście, cupro było bardziej miękkie od wiskozy i nie aż tak sztuczne w dotyku. Mam jedną spódnicę z podszewką z cupro i przyznaję, jest jedwabiście gładka, lejąca, naprawdę ładna i miła w dotyku.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 września 2016

      A propos praktycznej edukacji w terenie: z moich prywatnych obserwacji wynika, że zagadywanie na ulubione tematy słabo działa. Dużo lepiej jest, jeśli to ten ktoś inny nas zaczepi:
      – “o, ale świetna sukienka! Gdzie kupiłaś?
      – Sama sobie uszyłam, przecież wiesz, że w sklepach nie można nic porządnego dostać… albo
      – Kupiłam u XYZ? Dotknij, jaki świetny, miękki materiał…”
      i tak się jakoś rozmowa sama dalej toczy. Ale o cupro nic nie powiem. Przecież mam pisać, no nie?

      Dziękuję za te wielkie litery. Dobrze mi zrobiły na samopoczucie :-)

      Odpowiedz
  16. Filip
    5 października 2016

    Pani Moniko,
    Poniżej przesyłam link do artykułu poruszającego temat sztucznych tkanin. Jest w nim odmienne spojrzenie. Odzież sportowa jest teraz produkowana z sztucznych włókien, które podobno doskonale odprowadzają wilgoć. Komu teraz wierzyć?

    pozdrawiam
    Filip

    http://janadamski.eu/2016/09/poliestrowy-garnitur/

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 października 2016

      Artykuł jak artykuł, ale lektura komentarzy, które wywołał, to prawdziwa frajda :-)

      Przeczytałam. I zdania na temat poliestru nie zmieniam. Odmienne spojrzenie dotyczy męskiego garniuru, a my zajmujemy się kobiecą sukienką, czyli rodzajem ubrania, które zazwyczaj nosi się bezpośrednio na nagim ciele. Pod marynarkę zwykle się coś zakłada, np. koszulę… czy też z poliestru?
      We wspomnianym wpisie są tylko dwa wnioski, z którymi mogę się zgodzić:
      1. wiskoza nie jest naturalnym materiałem, tak jak powszechnie się sądzi.
      2. Cena jest często najważniejszym kryterium przy zakupie ubrania, a poliester jest tani.

      Do punktu pierwszego wrócę już niedługo, ale w dużym stopniu wiąże się on z punktem nr 2 i sprowadza się do tego samego: normalny śmiertelnik rzadko kiedy ma do czynienia ze sztucznymi włóknami nowych generacji. Odzież sportowa renomowanych marek jest technologicznym osiągnięciem, którego cena dorównuje, a nawet przewyższa ceny ubrań wykonanych z naturalnych włókien. Poliester (albo wiskoza) tego typu nie ma nic wspólnego ze swoim powszechnie dostępnym, tanim odpowiednikiem, którym naszpikowana jest konfekcja masowa.

      Pozdrawiam Pana ciepło, Filipie.

      Odpowiedz
      • Filip
        12 października 2016

        Dziękuję za odpowiedź. Mam takie samo zdanie na temat sztucznych materiałów jak Pani ale ciekaw byłem Pani opinii na temat tego artykułu. Współczuję kobietom, że mają takie problemy z kupnem dobrych jakościowo ubrań. Pomimo, że mężczyźni przywiązują mniejszą uwagę do jakości, rzadziej kupują, to męski przemysł odzieżowy bardziej się o nich stara i oferuje lepszą jakość w porównywalnej cenie. Podobnie jest w przypadku obuwia, które dla mężczyzn oferowane jest nie tylko w zróżnicowanej długości (co jest oczywistością) ale i tęgości. Tylko ja wiem ile musiałem się naszukać aby znaleźć sklep, który sprzedaje damskie obuwie w zróżnicowanej tęgości. Ale warto było bo moja Żona jest nareszcie zadowolona, że szpilki jej nie klapią (ma smukłą stopę).

        Ja również Panią ciepło pozdrawiam

        Odpowiedz
        • Katarzyna
          12 października 2016

          Zdradz adres, prosze! :)

          Odpowiedz
        • Monika Frese
          12 października 2016

          Tak, proszę nam zdradzić kolejny adres do naszego zestawu wartych polecenia sklepów i przy okazji przyznać się… skąd mężczyzna na takim babskim blogu?

          Odpowiedz
          • Filip
            14 października 2016

            Z przyjemnością podzielę się adresem tego sklepu. Mieści się on w Warszawie przy Al. Jana Pawła II 26 (na parterze dużego bloku mieszkalnego). Sklep ma również stronę internetową: http://www.kawimet.pl/. Można tam kupić obuwie takich samych marek jak np. w sklepie Zalando, z tą różnicą, że ten sklep pokusił się o segregację obuwia w zakresie tęgości. (Zalando nie podjęło tematu informując mnie, że producenci nie dostarczają im takich informacji).

            Na Pani bloga trafiłem przez przypadek kiedy szukałem w internecie porządnej golarki do ubrań. Tu się dowiedziałem, że istnieją takie urządzenia na prąd co rozwiązywało problem mojej Żony (zawsze kiedy chciała odświeżyć ubranie to okazywało się, że baterie są wyczerpane).

            Drugim powodem, dla którego czytam Pani bloga to chęć poszerzenia swojej wiedzy z zakresu, w którym moje Koleżanki z pracy poruszają się znakomicie. Lubię wiedzieć, że gdy mówią np. o ramonesce to mają na myśli kurtkę a nie coś śmiesznego na mój temat lub gdy mówią o cygaretkach to nie koniecznie musi znaczyć, że popadły w nałóg.

            Trzecim i najważniejszym powodem jest moja wygoda i podziw w oczach Żony. Dzięki Pani ciężkiej pracy ja mogę zabłysnąć i zaproponować Żonie kupno pięknego i dobrego gatunkowo płaszcza czy sukienki. A moja Żona jest przekonana, że mam taki dobry gust. Nie wyprowadzam Jej z błędu.

            Pozdrawiam Filip

          • Monika Frese
            14 października 2016

            Pierwsza myśl, na której się przyłapałam: “Ooo, przebiegły :-)”
            Druga: “O boże, żeby wszyscy mężczyźni tak myśleli!”
            Trzecia: “Gdyby to nasi mężczyźni nas ubierali, nie musiałybyśmy wybierać między mniejszym i większym złem. Wełna, jedwab i dobra gatunkowo bawełna, byłyby dla nas oczywistością.” I tej myśli będę się trzymać. Fakt, że istnieją mężczyźni tacy jak Pan Filipie, daje mi nadzieję.

            Dziękuję za adres sklepu. Katarzyna na pewno się ucieszy, zresztą nie tylko ona.
            Ja, niezależnie od obuwia, odkryłam w nim bardzo ładny wybór koszulek nocnych wykonanych z ekologicznej bawełny. Będzie jak znalazł do wpisu o zimowej bieliźnie.

  17. Emilia
    6 stycznia 2017

    Pani Moniko, pani blog to skarb! Wiedza o JAKOSCI jest tak zapomniana lub spychana z piedestalu na rzecz “trendow”, ze cos strasznego.

    Wlasnie zakupilam halke jedwabna, bo od czegos trzeba zaczac. Na swetry czy bluzki zwracalam uwage juz od dluzszego czasu, ale nie wiedzialam co zrobic z sukienkami bo wyrzucic jeszcze szkoda, ale minimalizowac szkody trzeba. Dzisiaj ja zalozylam i alleluja! Wcale nie zmarzlam (a zawsze w biurze musze sie jakims dodatkowym szalem opatulac).

    To tylko poczatek przygod ;)

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 stycznia 2017

      Bardzo się cieszę Emilio. Jedwabna halka to doskonały początek… wszystkiego :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz