19 lipca 2018 / Szafa marzeń / 15 komentarzy

W całkiem nowej serii pt. “Pytania Czytelniczek”, omawiam szerzej różne zagadnienia i problemy, z którymi dzielicie się ze mną w komentarzach. Dzisiaj rozmawiamy o tym, jaka powinna być idealna podszewka do wełnianej spódnicy na zimę.

 

Aneta pisze:

Moniko,
Dziękuję za obydwa wpisy o mieszankach. Wiele mi rozjaśniły i poukładały.
W związku z ogromnymi trudnościami ze znalezieniem odpowiedniej garderoby w konwencjonalnych sklepach odzieżowych (skład, wykończenie, dopasowanie pozostawiają wiele do życzenia), powoli dojrzewam do zamówienia ubrań szytych na miarę (ale to dopiero po ciąży – jestem już na finishu).

Chciałabym zacząć od typowo zimowej spódnicy z grubszej wełny. Czy możesz podpowiedzieć jaki materiał najlepiej nadałby się na podszewkę? Większość sklepów oferuje wiskozę, ale tej raczej nie chcę łączyć z luksusową wełną. Czy jedyną opcją jest jedwab? Może jakaś mieszanka jedwabiu z bawełną? W jakich proporcjach będzie najlepsza? I jak dbać o wełnianą spódnicę z jedwabną bądź jedwabno-bawełnianą podszewką? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

 

Podszewka przykrywa wnętrze ubrania i dzięki niej odzież nie tylko atrakcyjnie wygląda, ale również lepiej się nosi i układa, mniej się brudzi, jest bardziej stabilna i trwała.

Teoretycznie każdy lekki materiał, który jest wystarczająco gładki i mocny nadaje się na podszewkę. Nie jest więc przypadkiem, że gdy myślimy o estetycznym wykończeniu ubrania, jako pierwsze nasuwa się nam skojarzenie z wiskozą. Ponieważ większość ciuchów wiszących w sklepach – również spódnic – wykończona jest poliestrem, podszewka z wiskozy jawi się na tym tle jako ekstraklasa. I faktycznie, wiskozowa podszewka ma sporo zalet: jest gładka, przewiewna, dobrze się układa, a przy tym jest niedroga i można ją dostać w dużej gamie wzorów i kolorów.

Jednak Aneta wyklucza ją na samym wstępie i przyznam, że bardzo mnie to cieszy.

Wyjaśnijmy od razu – nie jestem przeciwniczką wiskozowej podszewki. Jest ona przyzwoitym standardem, zwłaszcza w przypadku ubrań, których nie nosi się na gołe ciało, np. płaszcza, żakietu czy innej ciepłej odzieży. Więc choć w naszym wypadku mogłaby się wydawać oczywistą propozycją, to jednak wiskoza wcale nie jest najlepszym wyborem na podszewkę wełnianej, zimowej spódnicy.

 

 

 

Podszewka do wełnianej spódnicy na zimę: nasze potrzeby

Jaka więc powinna być idealna podszewka do wełnianej spódnicy na zimę? Na pewno:

  • śliska i gładka – żebyś mogła swoją spódnicę łatwo zakładać i zdejmować oraz żeby materiał wierzchni płynnie się na niej układał;
  • mocna i wytrzymała – żeby spódnica nie rozciągała się i nie wypychała;
  • “oddychająca” – żebyś się w niej nie pociła;
  • ciepła – żebyś w niej nie marzła;
  • zgrana z materiałem wierzchnim pod względem pielęgnacji.

Nie powinna natomiast elektryzować się i gnieść – nie chcemy, żeby czepiała się nóg i rajstop albo podciągała do góry.

Zwróciłaś uwagę? Podszewka spódnicy działa jak bufor. Jest jak osłona, która wyłapuje naprężenia tkaniny podczas ruchu. Gdy stoimy, chodzimy, siadamy itd., ubranie porusza się wraz z nami – napina, kurczy, rozciąga i gniecie. Podszewka zapobiega odkształcaniu się, wyciąganiu i wypychaniu materiału wierzchniego, przedłużając tym samym życie i trwałość spódnicy. Rozumie się więc samo przez się, że musi być ona nie tylko ładna i wygodna, ale również solidna i wytrzymała.

 

Jeżeli chcemy naszą podszewkę idealnie dopasować do tkaniny wierzchniej, musimy wziąć pod uwagę dwie rzeczy: splot i surowiec.

 

 

 

Podszewka do wełnianej spódnicy: przeplatamy

Zacznijmy od splotu, czyli od sposobu, w jaki podłużne i poprzeczne nitki tkaniny przeplatają się, tworząc materiał.

Najmocniejszym i najbardziej wytrzymałym ze wszystkich splotów tkackich jest splot płócienny. Nawet cienki materiał utkany w ten sposób jest mocny, trwały i odporny na rozciąganie (a przy tym łatwo się go szyje). Podszewkę wykonaną splotem płóciennym rozpoznasz po tym, że jest odrobinę sztywna, ma gładką, równą powierzchnię i wygląda jednakowo po prawej i lewej stronie:

 

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy: jedwabna tafta

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy – fot. atelier Frese

 

Na zdjęciu: podszewka z lekkiej, jedwabnej tafty.

Widzisz? Dokładnie tak, jak mówię: tkanina wykonana splotem płóciennym ma charakterystyczny sztywnawy chwyt, jest bardzo gładka i wygląda po obu stronach tak samo.

 

 

To było proste, prawda? Weźmy więc teraz na warsztat surowiec.

 

 

 

Podszewka do wełnianej spódnicy na zimę: jeśli nie wiskoza, to co?

Jeżeli już na samym początku wykluczymy poliester i wiskozę, pozostaną nam dwa rodzaje włókien: bawełna i jedwab. Na pewno cię nie zdziwi, gdy powiem, że w klasycznym krawiectwie męskim nie widuje się prawie podszewek z wiskozy. Również luksusowe krawiectwo miarowe dla pań preferuje podszewki jedwabne i bawełniane, które w najbardziej harmonijny sposób podkreślają zalety szlachetnych, naturalnych tkanin.

Bawełna jest świetnym surowcem na podszewkę, ale najlepiej sprawdza się przede wszystkim latem, noszona bezpośrednio na nagim ciele. Bawełniane batysty, woale albo cienkie satyny, mimo że delikatne, są stabilne i trwałe. Jednak są niewystarczająco śliskie, żeby wełniany materiał spódnicy płynnie i gładko po nich spływał. Z tego samego powodu będą się “czepiać” rajstop.

Oprócz tego zimą nie potrzebujemy przewiewnych tkanin, tylko takich, które otulają ciepłym dotykiem oraz potrafią reagować na zmiany i dużą rozpiętość temperatur. Pod tym względem wełna oraz jedwab nie mają sobie równych i idealnie się uzupełniają.

Jedwab – tak samo jak wełna – chroni przed przegrzaniem, ale i rozgrzewa gdy temperatury spadają na łeb i szyję. To dlatego mając na sobie wełnianą spódnicę na jedwabnej podszewce nie będziesz się gotować w zbyt ciepłych, nagrzanych pomieszczeniach, ani nie będziesz marznąć w klimatyzowanym biurze czy na zewnątrz, wystawiona na działanie kaprysów zimowej pogody.

 

Moja rada: dobrą (i tańszą) alternatywą dla jedwabiu są jego mieszanki z bawełną lub wiskozą, najlepiej w proporcji 50/50 lub 30/70. Im większa zawartość jedwabiu w takiej kompozycji, tym podszewka będzie gładsza, mocniejsza, cieplejsza, będzie się mniej gniotła i ładniej (bardziej mięsiście) układała:

 

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy: żakard

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy – fot. atelier Frese

 

Na zdjęciu: rzut oka do środka mojej spódnicy z wełnianego żakardu (70% czysta żywa wełna, 30% jedwab).

Skontrastowana kolorem złota podszewka jest mieszanką jedwabiu i wiskozy (w proporcji 70/30). Jest piękna, bardzo przyjemna na skórze i w ogóle zachowuje się bez zarzutu.

 

 

 

 

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy

Jedwab idealnie współgra z fizjologią ludzkiego organizmu: grzeje, osłania, pielęgnuje i koi. Jedwabna podszewka jest moim ulubionym rodzajem, ponieważ ma same zalety:

  • nosi się ją doskonale przez cały rok,
  • w dotyku jest gładka i śliska, ale jednocześnie ciepła i bardzo zmysłowa,
  • pracuje się z nią łatwiej niż np. z wiskozą.

Preferuję lekkie i gęsto tkane jedwabie o splocie płóciennym (np. habotai, pongé, china silk, lekką taftę) albo luksusowe krepy (np. cudownie układającą się crepe de chine, inaczej krepę chińską lub krepdeszyn), które dodają tkaninie wierzchniej plastycznej głębi, nie poszerzając przy tym sylwetki.

 

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy: jedwabne ponge

Idealna podszewka do wełnianej spódnicy – fot. atelier Frese

 

Na zdjęciu: rzut oka do środka mojej spódnicy z wełnianej flaneli.

Wewnątrz ukrywa się dobrana kolorystycznie podszewka z gładkiego i lekkiego jedwabiu pongé.

 

 

 

Inną wersją jedwabnej podszewki jest półhalka, czyli osobna spódniczka wykończona w talii bieliźnianą gumką. Uszyta z leciutkiej jedwabnej tkaniny lub dzianiny w neutralnym kolorze (np. barwie skóry) i ozdobiona (ewentualnie) koronką, będzie ślicznym i bardzo praktycznym całorocznym dodatkiem do każdej spódnicy i sukienki.

Taka oddzielna “ruchoma podszewka” jest świetnym rozwiązaniem dla tych z nas, które nie chcą iść na materiałowe kompromisy, ale z różnych względów szukają bardziej ekonomicznych rozwiązań.

 

Moja rada: ubranie uszyte bez podszewki musi być odpowiednio wykończone od środka. Szwy lamowane (czyli naddatki szwów wykończone lamówką) oraz zakryty brzeg podwinięcia dołu, zapewnią spódnicy trwałość oraz oczywisty dla odzieży szytej na miarę elegancki wygląd.

 

 

 

Pielęgnacja wełnianej spódnicy z jedwabną podszewką

Jedwabna podszewka jest idealnym dopełnieniem wełnianej tkaniny, również pod względem pielęgnacji. Oba rodzaje włókien – jedwab oraz wełna – są bardzo higieniczne, potrafią neutralizować brud, pot i nieprzyjemne zapachy, a poza tym nie brudzą się łatwo (nie łapią brudu).  Są przy tym sprężyste i odporne na mięcie, co znaczy, że nie gniotą się prawie wcale, a jeśli już, zagniecenia rozprostowują się same z siebie.

 

Wełnianej spódnicy na jedwabnej podszewce wystarczy:

  • regularne wietrzenie albo parowanie – pod wpływem pary albo wilgotnego powietrza, włókna wełny regenerują się i odświeżają;
  • szczotkowanie – aby pozbyć się kurzu;
  • bardzo rzadkie wizyty w pralni chemicznej – w przypadku pojedynczych zabrudzeń, zamiast zanosić ją do pralni, spróbuj wywabić plamy punktowo przy pomocy specjalnych odplamiaczy (zawsze testując najpierw nowy środek w mało widocznym miejscu, np. szwie wewnętrznym lub podwinięciu brzegu dołu).

 

Moja rada: daj odetchnąć swojej spódnicy po każdym noszeniu. Nie wkładaj jej od razu do szafy. Powieś ją na wieszaku w przestronnym pomieszczeniu, przy otwartym oknie lub na balkonie, aby materiał mógł odparować wilgoć, odprężyć się i zregenerować. Jeśli zostawisz ją na noc na dworzu (ewentualnie w naparowanej podczas kąpieli łazience), rano będzie jak nowa – gładka i świeżo pachnąca.

 

Zdecydowałaś się na ruchomą wersję podszewki? Pielęgnacja twojej wełnianej spódnicy będzie równie prosta. O samą spódnicę dbasz tak, jak opisałam wyżej, a jedwabną półhalkę pierzesz w wodzie z użyciem odpowiednich środków. Tak często, jak jest to konieczne.

 

 

 

 



Komentarze

  1. Hania
    19 lipca 2018

    Nie wiem dlaczego jest taka niechęć do jedwabiu na podszewkę. A to słyszę “jedwab ciągnie się w szwach”, albo w hurtowni “pani weźmie wiskozę, przecież jedwabiu nie można prać w pralce”.
    Tzn wiem – cena.
    Ale to właśnie spód świadczy o jakości i ekskluzywności ubrania. A na to nie ma argumentów :)
    PS. Moniko, a czy ja też mogę być gorliwą czytelniczką, która nalega na temat? bo bardzo bym chciała się dowiedzieć czegoś więcej o Twoim warsztacie pracy np. Jakiej wytwornicy pary używasz? Albo- czy masz stębnówkę Juki? :) jeśli to zbyt intymne, to nie nalegam! Ściskam serdecznie H.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      20 lipca 2018

      Może dlatego, że jedwab, który spotykamy w sklepach nie zawsze jest pierwszej klasy? Takie materiały elektryzują się i kleją, a po praniu zupełnie tracą wygląd i formę (przy okazji robiąc jedwabiowi fatalną reklamę). Panie sprzedające to wiedzą i lojalnie uprzedzają klientki ;-)
      Jedwab dobrego gatunku – myślę tu o lekkich materiałach, które bierzemy pod uwagę jako surowiec podszewki, halki, bluzki czy apaszki – bez obaw można uprać w wodzie. Jeśli na etykiecie jest informacja o konieczności prania chemicznego, na pewno coś jest nie tak z jakością. Wyjątkiem są “wieczorowe” rodzaje jedwabiów, o których pisałam w osobnym wpisie.

      Haniu, obawiam się, że mocno Cię rozczaruję. Nie używam niczego poza podstawowym wyposażeniem (prosta maszyna do szycia, żelazko i zaparzaczka), poza tym dużo szyję i wykańczam ręcznie. Jeżeli piszę o parowaniu, to naprawdę mam na myśli poddawanie ubrania działaniu wilgotnej pary w łazience, w której właśnie brałaś kąpiel albo przy pomocy pary ze zwykłego żelazka (bez dotykania powierzchni tkaniny).
      Nowoczesne wyposażenie ma nam ułatwić życie, więc nie mam nic przeciwko. Jednak sama dla siebie, po latach doświadczeń, zawsze dochodzę do tych samych wniosków – doskonałe efekty w krawiectwie (podobnie jak w gotowaniu :-) mniej zależą od narzędzi, a bardziej od cierpliwości, wytrwałości i pierwszorzędnych składników.

      Odwzajemniam uściski :-)

      Odpowiedz
  2. Bożena
    20 lipca 2018

    Prawie sie zakrztusiłam z zachwytu. Kobieto Wielka , kto dziś operuje ze znawstwem nazwami różnych rodzajów jedwabiu , kto rozpoznaje, kto szyje takie cuda…
    Jeśli renomowane domy mody szyjące w Polsce oferują na swych stronach produkty opatrzone suchym – “jedwab sztuczny”
    Jeśli w lnianych spodniach, żakietach wszywają ohydną poliestrową prawie platsikową podszewkę…
    A Ty mi tu takie “habotai, pongé, ” aż musiałam wuja Gugla zapytać :):):)
    Mam jedną półhalkę z jedwabnej ehm …szermezy? po Mamie z zamierzchłych czasów , wyprodukowana przez Zakłady Przemysłu Jedwabniczego (sic)
    j takież majtki z nogaweczkami , ozdobione koronką w kolorze cielistym.
    Halkę noszę zimą pod tweedową spódnicę, majty pod letnie sukienki w upały.
    Cóż można więcej niż Niebu dziękować za Ciebie:)
    Pisz , buduj sferę marzeń dla nas skoro szafy przaśne.
    Dzięki , stukrotne za ten pełny haust profesjonalizmu, prawdy i piękna dla ócz.
    Ściskam.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      20 lipca 2018

      Jakie przaśne? Wiesz, jak Ci zazdroszczę tych jedwabnych majtasków z mięciutkiej charmeuse, pardon, szermezy?
      A właśnie, fajny pomysł… opisać i obfotografować różne rodzaje jedwabiów, żebyście mogły je w sklepie same odróżnić.
      Na obeznanie sprzedawców (albo fantazyjnie spolszczone nazwy materiałów) nie bardzo można polegać, a tak człowiek ma przed oczami tkaninę i sam wie, co by tu z niej zrobić… ej, podoba mi się! Zaraz po wakacjach muszę przekopać się przez moje góry zbiory :-)

      Bożena, weź przestań, bo się wzruszyłam! A jak się wzruszam, to beczę :-))

      Odpowiedz
  3. Aga
    20 lipca 2018

    Uwielbiam jedwabne podszewki, najchetniej mialabym je wszedzie, no ale niestety w realu jest inaczej. I z tego powodu zaopatrzylam sie w kilka jedwabnych halek w roznych dlugosciach i kolorach, i nosze je od jesieni do wiosny pod wszystkie sukienki i spodnice.
    Super wpis, jak zawsze, ach rozmarzylam sie jedwabnie……. Pozdrawiam 😍

    Odpowiedz
  4. Aneta
    21 lipca 2018

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Nie marzyłam nawet, że pojawi się tak szybko!
    Rzeczywiście kwestia podszewki to nie taka prosta i oczywista sprawa, tym bardziej jestem wdzięczna za profesjonalne podejście do tematu. Moniko, jesteś niezastąpiona!
    Teraz nie mam cienia wątpliwości jaki materiał wybrać; na pewno zastosuję się do Twoich rad. Nie ukrywam jednak, że zaciekawiła mnie opcja spódnicy bez podszewki, ale za to z halką (ten pomysł przyszedł mi do głowy zanim jeszcze zadałam Ci pytanie, bo uznałam, że lepiej nie wszywać w ogóle podszewki niż mieć byle jaką, a jedwabne halki dobrej jakości wg mnie są stosunkowo łatwo dostępne). Chciałabym przynajmniej raz spróbować takiego rozwiązania. W związku z tym mam jedno techniczne pytanie – z jakiego materiału powinna być lamówka?
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      21 lipca 2018

      Fajnie nam wyszło, no nie? Odpowiadając w komentarzu musiałabym się ograniczyć do kilku lapidarnych zdań, a ja nie lubię się ograniczać. I chętnie gadam na ulubione tematy.
      Lamówka. Jak zrozumiałam, nie będziesz szyć sama, dlatego sądzę, że Twoja krawcowa będzie wiedziała jak poradzić sobie z wykończeniem spódnicy bez podszewki. Jeżeli chciałabyś jej coś zasugerować, to do wyboru masz gotowe lamówki albo pliski skośne (czyli wąskie paski materiału krojone ze skosu), które robi się samodzielnie. Wełniana tkanina wygląda bardzo efektownie wykończona pliskami zrobionymi z grubszego, opalizującego jedwabiu, np. szantungu lub tafty, które pokazywałam tutaj. Te sztywniejsze i nieco grubsze rodzaje jedwabiu mają jeszcze jedną bardzo fajną cechę – łatwo się je szyje i kroi.

      I znowu to samo… Aneto, rozmawiamy o Twojej spódnicy, a ja tak nabrałam apetytu, że już rozrysowuję projekt dla siebie :-)

      Odpowiedz
  5. Aneta
    22 lipca 2018

    Jak już mam szyć na miarę, to chcę, żeby dana rzecz była naprawdę wysokiej jakości. Dlatego wolę się sama rozeznać w temacie, żeby móc przedyskutować wszystkie kwestie związane z szyciem z krawcową, żeby uniknąć ewentualnych nieporozumień i rozczarowań. Daję słowo, kolejnych odzieżowych kompromisów nie zniosę!
    Ja też się rozmarzyłam na myśl o idealnej spódnicy. Nie mogę się doczekać kiedy moja szafa wzbogaci się o piękne egzemplarze :)
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    Odpowiedz
  6. Makosza
    25 lipca 2018

    Ojej,, wróciłaś. jutro albo za parę godzin nadrobię wpisy. Jak się cieszę!!!!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      25 lipca 2018

      Bardzo Cię proszę, dawkuj! Dopiero co wpadłaś, a ja znów robię przerwę… kurczę, no. Ale wakacje :-)
      Bardzo, bardzo mocno ściskam na powitanie :-))

      Odpowiedz
      • Makosza
        26 lipca 2018

        Wakacje rzecz święta, trzeba o siebie dbać. Czekałam ponad rok to i poczekam parę tygodni. Dawkować? Oj tam, i tak co chwila wracam do czegoś a nowe wpisy aż krzyczą> przeczytaj, przeczytaj.

        Miłego odpoczynku.

        Odpowiedz
    • Makosza
      25 lipca 2018

      Bardzo dobry i rzeczowy wpis.

      Odpowiedz
  7. Aleksandra
    30 lipca 2018

    Dziękuję za niezmiernie pomocny wpis !!! Ta spódnica z wełnianego żakardu musi być cudowna…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz