30 października 2015 / Szafa marzeń / 45 komentarzy

Wchodzisz do domu, zdejmujesz buty, odwieszasz kurtkę albo płaszcz… i co?

Co Ty nosisz „po domu” Miła Przyjaciółko? Pytam, bo zakładam, że podobnie jak ja przebierasz się w domu. Raz, żeby dać odpocząć i przedłużyć życie ulubionych ubrań; dwa, żeby oddzielić grubą kreską świat zewnętrzny od domowej intymności. W domu chcemy się czuć wygodnie i nieskomplikowanie, no… domowo właśnie.

 

Po domu, czyli jak?

Domowo nie znaczy jednak w żadnym razie byle jak! Nie ma mowy o popuszczaniu sobie cugli! Żadnych dresów, żadnych powypychanych na kolanach getrów, a szlafrok też tylko po kąpieli. Przecież mąż patrzy. Długoletni czy nie, w końcu też mężczyzna.

Tym z nas, które na hasło „po domowemu” wyciągają porozciągane spodnie dresowe i zmięty podkoszulek po starszym synu (owszem, worowaty i poprzecierany, ale szkoda wyrzucić, bo będzie jak znalazł… po domu) radzę, żeby wyobraziły sobie, że żyją w erze telefonów z szerokoekranowym monitorem, w którym widzi się swojego rozmówcę. Na mnie to zawsze działało.

 

Wiem, jestem nudziarą. Ciągle nosiłabym to samo

Lubię swetry, najbardziej te z golfem, bo lubię, jak jest mi ciepło i wygodnie. Jasne, miękkie odcienie też  lubię, bo sprawiają, że dojrzała skóra nawet bez makijażu wygląda promiennie – w bieli wełny, beżu i karmelu wystarczy tylko muśnięcie rozświetlającego pudru i odrobina błyszczyku. Dlatego już od dłuższego czasu szukam czegoś jasnego, przytulnego i wełniastego, ale zawsze jest mi albo za drogo, albo odcień nie taki, albo skład dzianiny do niczego.

Wymyśliłam sobie coś miękkiego, ślicznego i nieskomplikowanego, w czym bez ceregieli mogłabym rzucić się z małymi na sofę albo bez wstydu otworzyć drzwi, gdy sąsiadka w potrzebie chce pożyczyć jajko.

Dlatego od razu wpadła mi w oko:

 

po domu: sukienka Bodenfot. boden.eu

W dwóch kolorach: chłodnym beżu i melanżowej szarości. W dwóch długościach: do połowy uda i przed kolano.

 

 

Miękka miękkość (45% wełny 35% nylonu 20% alpaki), w którą od razu zapadłam:

 

podomu_3a

 

 

I kolor! Oryginalne zdjęcia produktu pokazują nam ładny, raczej ciepły beż, ale zaryzykowałam, sugerując się przemawiającą do mojej wyobraźni nazwą: norki. I to, co mam teraz na sobie, opisałabym jako śliczny, nasycony beż z różowym podtekstem (jeden z tych twarzowych odcieni beżu, o których rozmawiałyśmy przy okazji Klasycznego ideału ponadczasowości – zajrzyj do komentarzy tego wpisu, jeśli masz ochotę dowiedzieć się więcej).

 

po domu: dzianinowa sukienka

Po lewej: jemu chcę się po prostu podobać; po prawej: z maluchami chcę zwyczajnie poświrować.

 

 

No więc tak, jemu chcę się zwyczajnie podobać (co nie powinno przyjść mi z trudem, ponieważ zgodnie z popularnym stereotypem, mężczyźnie i tak jest obojętne co nosi kobieta, byle było krótko). Ale jak w trymiga trzeba będzie odebrać maluchy z zajęć, to wskoczę w botki, zarzucę kurtkę i w pół minutki będę gotowa do wyjścia. Ha!

 

dzianinowa sukienka: nie tylko po domu

Po lewej: jemu chcę się… itd.; po prawej: wersja w stylu „Cholera, musiało się właśnie teraz rozpadać!”

 

 

Grubo? No grubo. Ale za to jak ładnie!

Nie będę cię czarować. Jeśli zastanawiasz się czy taka sukienka pogrubia, to daję ci słowo: na pewno. To jest właśnie tego rodzaju dzianina, gruba i ciepła, na dodatek sporo poszerzana w biodrach (linia szwów bocznych mocno zaokrągla się na wysokości bioder – dobrze to widać na zdjęciu powyżej), więc jeżeli nosisz rozmiar większy niż 34, o smukłej sylwetce nie masz nawet co marzyć. Jak widzisz mnie, z moją solidną czterdziestką, w niczym to nie krępuje (pewnie, że mam na myśli rozmiar :-)

Normalnie, to zaczekałabym na przeceny. Ale nie ma głupich! Biorę teraz, bo na taki grubaśny, cieplutki i chłodny beż „po domu czekam już od wieków.

 

 

Nabrałaś apetytu? Możesz obejrzeć sobie szczegóły na stronie Boden, tylko nie zapomnij uważnie przeczytać warunków umowy, w skupieniu studiując informacje dotyczące zwrotu oraz czasu i kosztów wysyłki (dostawa do Polski, język angielski, płatności w euro).

 



Komentarze

  1. Katarzyna
    30 października 2015

    Też uwielbiam golfy. I też uwielbiam takie sukienki. Mam nawet z Boden kilka rzeczy, w tym sweter kaszmirowy, trzymają się bardzo przyzwoicie. Z ciekawości – masz na sobie rajstopy czy legginsy? Wyglądają bardzo dobrze na nogach :) Kolejny ciekawy wpis, Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2015

      Rajstopy. Firma Falke, model softmerino w wąski prążek – moje ulubione na zimę. Co ciekawe wcale nie są czarne jak na zdjęciu, tylko w kolorze melanżowego antracytu.
      O, ale fajnie mi tu opowiadasz o Boden! Ja kupiłam u nich pierwszy raz i przyznam Ci się w sekrecie, że choć w sposobie pielęgnacji stoi jak byk “pranie wyłącznie ręczne”, ja i tak zrobię po swojemu, pakując ją przy najbliższej okazji do pralki (w najgorszym razie będziemy miały kolejny temat do wpisu :-)

      Ale czekaj, nie pójdzie Ci tak łatwo – Katarzyno, a co Ty nosisz po domu?
      Jesteś pierwsza, to masz!

      Odpowiedz
      • Katarzyna
        30 października 2015

        Chyba nie zaskoczę – teraz zazwyczaj krótka bawełniana/wiskozowa/wełniana sukienka + kryjące rajstopy. Myślę, że długość ma kluczowe znaczenie :)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          31 października 2015

          Myślę dokładnie tak samo. Dlatego korzystając z tej niecodziennej możliwości, zamówiłam moją sukienkę w dwóch różnych długościach (!). Przymiarka potwierdziła moje przypuszczenia – w krótszej moje nogi i ogólne proporcje wyglądają o niebo lepiej.

          No nie, faktycznie nie. Krótka sukienka i kryjące rajstopy… jak mogłoby by być inaczej? :-)

          Odpowiedz
  2. Agnieszka M.
    30 października 2015

    Dzianinowe spodnie (niech będzie: dresowe), ale nie stare i powyciągane czy poplamione. Szyte na miarę:) Bo sklepowe mają za niski stan, tak jak i spodnie z tkaniny (dlatego chyba nie skorzystam z Twojego pomysłu przymierzania). Do tego bawełniana bluza, dziś też akurat najnowsza własnej produkcji. Nie (z)noszę leginsów.
    Fajny ten Twój sweter, swetrzysko właściwie, patrząc na wielkość (nie rozmiar). Wolę jednak takie cieplejsze rozpinane – pod spód koszulka, jak chłodniej coś rozpinanego.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2015

      Ooo, pod spodem to ja też jestem dobrze przygotowana: cienka koszulka z wełny z jedwabiem i wspomniane już wyżej wełniane rajstopki. Przeciągi i różne inne takie nie mają u mnie żadnych szans.

      “Wygodnie” i “komfortowo” na pewno są bardzo subiektywnymi kwestiami. Dlatego, choć szyte-na-miarę brzmi w moich uszach zniewalająco, pozostanę przy swoim – obcisłe czy luźne spodnie, zawsze wybiorę sukienkę.

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        31 października 2015

        Sukienki po domu tylko w lecie. A propos jedwabiu i koszulek, szyję pierwszy raz w życiu bluzkę z dzianiny jedwabnej. Mam jeszcze ochotę na podkoszulkę z jedwabiu (w jednym ze sklepów akurat cielisty kolor przeceniony) – tylko nie wiem, czy to chłodzi czy grzeje.

        Odpowiedz
  3. Krystyna
    31 października 2015

    Dzień dobry, a ja właśnie założyłam stare, wypchane na kolanach dresy (ostatnie), jakiś porozciągany wełniany sweter, ale to zestaw na specjalne okazje. Podejrzewam, że za kilka godzin będzie pełno na nim śladów dziecięcych rączek, łez, smarków, psiej sierści, ziemi, piachu i innych niezdefiniowanych substancji. Na co dzień lubię ubrać coś cieplutkiego, mięciutkiego jak moje nowe wełniane sweterki, rozpinane lubię, do tego sztruks. Musi być wygodnie i ciepło. Brakuje mi jeszcze do kolekcji właśnie podobnego golfu, pomimo tej grubości wygląda seksownie, to chyba zasługa modelki, i jeszcze wełnianej sukienki. Zawartość mojej szafy prezentuje się naprawdę minimalistycznie, za to nie mam problemu z wyborem.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 października 2015

      Nie! Smarki, babole i inne kleiste substancje niewiadomego pochodzenia, będą surowo zabronione podczas tarzania się z mamą i jej nową sukienką na sofie! Ale rozumiem, że zestaw na specjalne okazje jest pomyślany do wybryków innego rodzaju niż te salonowe.

      Przejrzysta szafa, to również mój ideał. Wspominałam już może? Któregoś razu jedna z przyjaciółek rozglądając się w mojej garderobie spytała “ale to tylko twoje jesiennie rzeczy, tak?” Noo… jesienne. Ale wiosenne i zimowe też :-)
      P.S. Wygodnie, ciepło i wełniście… jak my się tu wszystkie dobrze rozumiemy!

      Odpowiedz
      • Krystyna
        31 października 2015

        Maluchy wprawdzie nie moje tylko siostry, za to jak szaleć to tylko z ciocią.
        W szafie trochę pustawo po sprzątaniu metodą Kon-Mari, ubrania całoroczne się mieszczą bez problemu. Teraz najlepsze przede mną, tworzenie własnego stylu, bez pośpiechu, stawiam na jakość i kobiecą dojrzałość.
        P.S. No pewnie, że się wszystkie rozumiemy.

        Odpowiedz
  4. Agnieszka
    31 października 2015

    Proszę o zdradzenie sekretu, cóż to za koszulka o takim rewelacyjnym składzie? Akurat poszukuję, bo bawełna zimą jednak się nie obroni. Rajstopy merino są już na mojej liście zakupów, niestety cena odstrasza… Bo tańsze zamienniki Falke chyba nie istnieją ;)

    Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 października 2015

      Hmm… tańsze i tej samej jakości? Może się za mało przykładałam, ale nie znalazłam.
      O bawełnie mam takie samo zdanie, dlatego jesienią, zimą i wiosną – wyłącznie wełna. No, może nie wyłącznie, bo do wyboru mamy: wełnę pur, wełnę z jedwabiem (moje pochodzą z firmy Hess Natur) albo mieszankę wełny, bawełny i jedwabiu (np. Cosilana). Same niemieckie firmy specjalizujące się w modzie eko (opartej na naturalnych, ekologicznie pozyskiwanych surowcach). Hess Natur prowadzi wysyłkę do Polski (drogo!), a inną niemiecką markę – Engel, znalazłam w polskim sklepie online, który ma ładny wybór wełnianych koszulek różnych firm (mam dobre doświadczenia z bielizną Engel i Nina von C).

      Mhm… cena. Będziemy musiały o tym jeszcze porozmawiać… w każdym razie, z niedrogim merino jest podobnie jak z niedrogim kaszmirem – lepiej wcale nie ruszać.
      I ja bardzo ciepło pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  5. Monika Frese
    31 października 2015

    Agnieszka M.:
    Eee tam, zrozumiałam, że kupujesz gotową koszulkę – nic nie poradzę na te nie-do-ro-zumienia, bo zwyczajnie nie umiem myśleć lakonicznie i węzłowato (sama jak chcę coś wyjaśnić, to się zapętlam na trzy strony drobnym maczkiem :-)

    Zajrzyjmy… no przecież stoi napisane jak byk: przyjemnie chłodna w dotyku i doskonała na upalne dni. To chyba wszystko jasne?
    Jeśli jednak nie, to spróbujmy po mojemu (czyli bardziej pokrętnie): tak w ogóle, to jedwab chłodzi, gdy jest gorąco, ale jednocześnie nie pozwala zmarznąć, gdy jest zimno – przy czym jak zwykle, sporo zależy od rodzaju jedwabiu oraz jego jakości.
    Ta konkretna dzianina wygląda dokładnie tak, jak jedwabna dzianina moich haleczek, więc zakładam, że uszyta z niej koszulka będzie miała te same zalety.

    Odpowiedz
    • Agnieszka M.
      31 października 2015

      Oj, żartowałam z tą galaretką:) Niebogata i dość oszczędna jestem, więc wolę szyć, jeśli daję radę. No masz rację, że napisali: na upał. Ale to też coś, pod szyfonowe bluzki się nada.
      Przy okazji pod tym linkiem o halce poczytałam, jak szyć. Zastanawiałam się nad nićmi, ale spróbowałam zwykłe poliestrowe cięte 120 i jest ok. Igła do dzianin 70. Choć wahałam się, czy Schmetz microtex nie będą lepsze (używam do tkanin jedwabnych). Wiem, o szyciu nie chcesz pisać. W każdym razie dzięki za odpowiedź.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        1 listopada 2015

        Zabrałaś się do tej dzianinki, jak należy. Najważniejsza jest cienka (60-70) igła z kulistym czubkiem, do której odpowiednie są nici grubości 120-150 (albo delikatniejsze – trzeba wypróbować, szew nie może się marszczyć ani naciągać).
        Aby ustabilizować szwy ramion i linię dekoltu, wzmocnij je termoplastyczną (do zaprasowania) flizeliną do elastycznych materiałów (szerokość zapasu + 1 cm).
        No widzisz? Niby nie, ale i tak zawsze uda Ci się mnie podpuścić :-)

        P.S. Z galaretką zrozumiałam, to z resztą było pod górkę.

        Odpowiedz
  6. 555
    31 października 2015

    o matko, same zmarzlaki????
    my, póki co, zimujemy w blokach i jest tu gorąco mimo skręconych kaloryferów, nie wyobrażam sobie zestawu wełniana sukienka i grube rajstopy :/
    po domu pomykam w lnie zazwyczaj, proste długie spodnie i dzianinowa koszulka, lubię też lniane lub wiskozowe tuniki/sukienki, a wtedy gołe nogi :)
    od wiosny do jesieni mieszkamy na wsi i w chłodniejsze dni noszę wełniane getry i cieplutkie swetry (alpaka!!!), ale to zanim rozpalimy w piecu, jak już ogień buzuje, to wskakuję jednak w lny :)

    Odpowiedz
    • Krystyna
      31 października 2015

      No pewnie, że zmarzlaki, na wsi cały rok, jak zimno to się pali w piecu, czasem tylko na noc. Sukienka jak najbardziej może być wełniana np.z cool wool i niekoniecznie grube rajstopy.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 listopada 2015

      Same! Ja też jestem wiejska dziewczyna, ale tu mamy do czynienia z problemem, który nazwałabym niezgodnością przewodnictwa cieplnego: mąż i dzieci czują się jak ryby w wodzie w świeżutkich 19°C, mama (chów blokowy) – w przytulnych 25°C. Z drugiej strony, ogrzewanie podłogowe jest, więc gołe nogi są dostępną opcją, tyle że powyżej 20°C powietrze robi się suche jak pieprz, co katastrofalnie wpływa na kondycję cery i włosów.
      Pozostaje wełna… na szczęście! Przecież ja kocham te mięsiste wełnistości i gdzieś muszę je w końcu nosić :-)

      P.S. Alpaka? Cudownie! Ale na sam dźwięk “len”, “wiskoza” albo “cool wool” szczczczękają mi zęby!

      Odpowiedz
  7. Wiktoria
    2 listopada 2015

    Latem noszę w domu jeansową (ale lużną) spódniczkę plus bawełniana bluzeczka. Na upały cieniutka, swobodna sukienka. Zimą spodnie jeansowe (przeznaczone tylko do domu), bluzeczka bawełniana, a jak zimno się zrobi, to na dodatek wełniany sweter. Mały lub duży, zależy od natężenia zimna. Nie pamiętam kiedy nosiłam dres, poza sportem oczywiście.

    Odpowiedz
    • Agnieszka M.
      2 listopada 2015

      W dżinsach byłoby mi w domu niewygodnie, a w zimie zimno. Ale wolałabym dla wyglądu spodnie niż dres.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 listopada 2015

      Nasze przykłady pokazują tylko, że nie ma czegoś takiego jak obiektywne pojęcie wygody i przytulności, a każda z nas odczuwa i pojmuje je zupełnie inaczej. Po swojemu i tak, jak w duszy gra.

      Miłego wieczoru dziewczyny :-)

      Odpowiedz
  8. iwona
    3 listopada 2015

    sukienka sukienką, ale TA PARKA będzie mi się śniła po nocy.

    Odpowiedz
  9. Irensa
    5 listopada 2015

    No cóż, jako jedyna w tym doborowym towarzystwie muszę przyznać, że właśnie mam na sobie cieplutki frottowy, koralowy dresik. No, ale mąż mnie w nim nie ogląda, a milutko jest!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 listopada 2015

      “Cieplutki” i “koralowy” brzmi bardzo ładnie :-) Rozumiem. Sportowy typ, zawsze gotowy na nowe wyzwania!
      P.S. Dlaczego nie ogląda? Nie chce, nie może czy może go nie ma?

      Odpowiedz
      • Irensa
        6 listopada 2015

        Zawsze marzyłam o sportowym typie, no i się udało! A co do pytana to to trzecie.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          6 listopada 2015

          Właśnie sobie uświadomiłam, że to było okropnie wścibskie pytanie. Przepraszam.
          …ale przynajmniej bez stresu, może się człowiek we własnym domu w papilotach pokręcić!

          Odpowiedz
          • Irensa
            6 listopada 2015

            No nie, aż tak źle nie jest!

  10. Marta
    5 listopada 2015

    Na dworze zimno, w domu lato caly rok. Mniej lub bardziej upalne….wiec luzne spodnie z wiskozy i koszulki basic;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 listopada 2015

      … brzmi jak gorące wspomnienia z dzieciństwa (kaloryfery nie miały wtedy żadnych pokręteł :-)

      Odpowiedz
      • M
        8 listopada 2015

        Teraz mają, ale tylko po to, żeby ustawić na zero i nie ruszać :-) Sąsiedzi i tak dogrzeją :-)

        Odpowiedz
  11. Aga
    19 listopada 2015

    No i skusilam sie na ta welniana sukienke, bo bardzo mi sie spodobala i jakos ostatnio przekonalam sie do welny i kaszmiru (okazalo sie, ze te naprawde dobrej jakosci sa mieciutkie i wcale nie “gryza”).
    I jak wielkie bylo moje rozczarowanie, gdy przymierzylam to cudo (bezowe o niebo ladniejsze od szarego), ze niestety “gryzlo” mnie strasznie. Jaka wielka szkoda, bo wygladalam w tej sukience naprawde dobrze i kolor rewelacja, no ale niestety…..
    No i nadal szukam.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 listopada 2015

      Oj, Ty biedny wrażliwcu.
      Ale dobrze, że znowu mnie szturchasz – “gryzienie” wełny czeka przecież od wieków na obróbkę.

      Odpowiedz
  12. rawita
    10 grudnia 2015

    Piękny zestaw, ale mnie by było wściekle gorąco. Uroki mieszkania w nowym budownictwie :) Ja po domu noszę się podobnie jak poza domem. Elastyczna mała czarna plus kryjące czarne rajstopy. Jest mi wygodnie i czuję się sobą. Czasem, jak mam bardzo zły dzień ubieram dresową spódnicę (ołówkową, ale wygodną) i bluzę z kapturem.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 grudnia 2015

      Mała czarna dobra na wszystko :-)
      U mnie ostatnio taką niepodważalną pozycję ma mała jasna… kurczę, co jest? Wiek robi swoje?

      Odpowiedz
  13. Marta
    16 grudnia 2015

    W tym roku zaczynamy obrastac w welne, nawet wiem co dostane na gwiazdke, bo zostalam poproszona o zmierzenie: delikatna bluzeczke czerwona z dekoltem woda, 100% merino! A dzis po domu wygladam odrobine podobnie w stylu, bo leginsy merino i tunika z szarej dresowki. Wiec troche dresowo jest niestety, ale kobieco i praktycznie:) ALE zagladam tu i zagaduje, bo zapuscila mi Pani sukienkowego wirusa…wertuje internet, ale ciezko ze skladem… Podoba mi sie taki fason, mysli Pani, ze mozna uszyc identyczna z tkaniny welnianej? Musialabym kupic i poswiecic taka sukienke na rozprucie do wykroju, moze by sie jakas krawcowa podjęła… Czy efekt bylby tego wart? Prosze mi doradzic. Nie ludze sie ze znajdę gotowa, ani ze ktos uszyje mi bez formy…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 grudnia 2015

      Już jestem. To jest bardzo ładny, kobiecy model. Klasyczna princeska odcinana w talii. Nie wyobrażam sobie, że ktoś, kto para się szyciem zawodowo, miałby z taką sukienką problem. Zamiast pruć gotowy zakup, proszę najpierw spytać krawcowej.
      Burda ma nawet gotowy do zamówienia wykrój (NR. 6821-V) – wprawdzie z okrągłym dekoltem i bez odcięcia w talii, jednak:
      – dekolt zmienić (na łódkowy), prosta rzecz;
      – zawsze można zrobić dodatkowy, poprzeczny szew w pasie (ale… jeśli po ciążach został Pani mały brzuszek, radziłabym zrezygnować z takiego sposobu podkreślania talii).
      Wydłużenie spódnicy lub skrócenie rękawów to kosmetyczne zabiegi, które podobnie jak wybór materiału, składają się na urok szycia miarowego. Pozostając przy materiale: wełniany dżersej będzie można prać w wodzie, sukienkową wełnę (krepę, żorżetę, albo bardzo elegancką satynę) – nie, i trzeba będzie zaopatrzyć ją w podszewkę (chociaż np. tutaj, obiecuje się nam sukienkowy ideał – piękna, wełniana i do prania ręcznego). Tak czy inaczej, mogę ją sobie doskonale wyobrazić – w obu wariantach byłaby śliczna.

      Hmm, merino… w domu, do domu, po domu i w ogóle? Dokładnie tak, jak lubię :-)

      Odpowiedz
      • Marta
        17 grudnia 2015

        Dziekuje! Nie spodziewalam sie tak obszernej odpowiedzi, martwilam sie tez skad material, a jest taki wybor on line:) mieszkam w malym miescie, jest kilka punktow przerobek krawieckich, zapuszcze wici czy ktos szyje i robi to dobrze, bo inwestycja w material spora. Zaczne tez zgłębiać wykroje z Burdy. Predzej czy później spelnie marzenie o szlachetnej welnianej sukience. Na teraz chcialabym cos miesistego i lejacego, jak ta sukienka do zadan specjalnych z któregoś wpisu- miesista lejaca niegniotaca kobieca, glownie na co dzien, wiec nie przesadnie elegancka. Ach, nie wiem czy skonczy sie na jednej :) jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrawiam serdecznie!

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          17 grudnia 2015

          Brzmi jak piękne noworoczne postanowienie :-)
          Również ciepło pozdrawiam

          Odpowiedz
  14. Magda
    15 listopada 2016

    Mój domowy zestaw jest podobny do Twojego, z tym że czasami pomykam w krótszym sweterku i bawełnianych rajstopach. Ponadto bawełniane rajstopy świetnie sprawdzają się do chodzenia po domu. Nakupiłam sobie kilka par w różnych kolorach specjalne by móc w nie wskoczyć po ciężkim dniu w pracy ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 listopada 2016

      A ja kupiłam niedawno futrzane kapcie i… nareszcie mogę zdjąć w domu rajstopy! Jestem szczęśliwa, bo lubię gołe nogi, a te futrzaki na stopach grzeją jak wściekłe :-)

      Odpowiedz
      • Magda
        16 listopada 2016

        Ze mnie straszny zmarzluch, a całe ciepło ucieka mi przez stopy. Na dodatek nie lubię kapci, bo często je gubię. :-P Zdecydowanie bardziej wolę chodzić w samych rajstopach lub skarpetkach. Tak mi po prostu wygodniej. :-)

        Odpowiedz

Dodaj komentarz