Obojętnie jaki nosimy rozmiar, obojętnie ile mamy lat – w dobrze leżącym ubraniu czujemy się zgrabnie i swobodnie: nic nie uciska, nic nie opina, nic się nie marszczy, a nasz strój w najbardziej harmonijny sposób podkreśla atuty figury. Brzmi dobrze, tylko… co to tak naprawdę znaczy? Po czym poznać, że ubranie, w naszym konkretnym przypadku płaszcz, leży na nas jak ulał?

Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie wcale nie jest łatwa. Nie dosyć, że popularne, lakoniczne i nadużywane wytłumaczenie brzmiące „płaszcz powinien być dobrze dopasowany do figury” wcale niczego nie wyjaśnia,  to jeszcze „dopasowany” jest często mylnie interpretowany z „obcisły”. I chociaż wygoda jest odczuciem czysto subiektywnym, mającym więcej wspólnego z emocjami niż z jakimikolwiek sztywnymi regułami, to jednak można całkiem precyzyjnie wyszczególnić kilka punktów, które decydują o absolutnej harmonii ubrania z jego właścicielem.

 

Punkt wyjścia już mamy: jeśli całość wygląda proporcjonalnie, symetrycznie i miło dla oka, jesteśmy na dobrej drodze. To co, zaczynamy?

1. Szew ramienia leży dokładnie pośrodku i jest zgodny z naturalną długością naszego ramienia.
Często popełnianym błędem jest kupowanie ubrań zbyt szerokich w ramionach  w złudnej nadzei, że efekt ten wyszczupli dolną połowę ciała. Subtelne zaakcentowanie ramienia rzeczywiście wyrównuje proporcje między wąskimi ramionami a szerokimi biodrami, jednak kluczowym słowem jest tutaj właśnie „subtelnie”.
Nienaturalnie szerokie ramona wyglądają dobrze wyłącznie na paniach dwumetrowego wzrostu, na wszystkich innych – jak przebrzmiały relikt przeszłości. Przy dużych rozbieżnościach w proporcjach figury należy przede wszystkim dobrze przemyśleć linię płaszcza oraz jego detali, które będą miały za zadanie odwracać uwagę od kłopotliwych fragmentów sylwetki.

2. Wyłogi (klapy płaszcza) leżą płasko, a po zapięciu guzików przody: nie rozchodzą się, nie naciągają, nie gniotą biustu.

3. Główka rękawa miękko i delikatnie uwypukla się na zewnątrz, a sam rękaw gładko i bez żadnych fałdek opada do dołu.

 

Płaszcz dobrze dopasowany: rękaw

 

 

4. Długość rękawa jest za to sprawą bardzo indywidualną. Niektóre z nas lubią, gdy mankiet swetra lub żakietu wystaje spod rękawa płaszcza w widoczny sposób otulając dłoń, inne z kolei wolą sprawdzoną, wzorcową długość, która wynosi ok. 2 cm poniżej kostki nadgarstka (zakrywając ją). Niezależnie od upodobań pamiętajmy jednak, że:

  • zbyt długie rękawy wyglądają niedbale i przytłaczają sylwetkę,
  • zbyt krótkie sprawiają niepoważne i „wyrośnięte” wrażenie,
  • po jakimś czasie rękawy na pewno wydadzą się krótsze – w czasie noszenia materiał zmarszczy się w zagięciu łokcia pociągając całość do góry, lepiej więc, żeby rękawy były odrobinę za długie niż odrobinę za krótkie (z naciskiem na odrobinę).

5. Lekko zaznaczona talia dodaje całej sylwetce lekkości i wdzięku. Akcentujemy ją linią kroju albo umiejscowieniem zapięcia:

  • krótki tułów i /albo spory biust zyskają na niewielkim przesunięciu talii do dołu; sama stosuję ten zabieg chętnie u siebie, przesuwając akcent na talię o 1 – 1,5 centymetra w dół;
  • długi tułów będzie wyglądał proporcjonalniej, jeśli talia znajdzie się odrobinę wyżej od swojego naturalnego położenia.

 Jak powinien leżeć dobrze dopasowany płaszcz

 

 

 

6. Kołnierz układa się płasko na szyi, nie odstaje ani nie opada do tyłu.

 

Płaszcz dobrze dopasowany: kołnierz

 

 

7. W wyprostowanej, swobodnej pozycji plecy leżą równo i nic się nam nie marszczy:

  • nadmiar materiału w okolicach ramienia lub pachy jest sygnałem że plecy naszego płaszcza są za szerokie,
  • poziome fałdy oznaczają, że plecy są za długie w stosunku do naszych rzeczywistych wymiarów.

 

Płaszcz dobrze dopasowany: plecy

 

 

8. Długość płaszcza kontrolujemy przed lustrem.

Płaszcz zimowy ma grzać, dlatego moją ulubioną długością jest ta do 15 centymetrów poniżej kolana. Noszona z wysokim kozaczkami w pasującym odcieniu ładnie wysmukla i wydłuża kontury sylwetki. Ogólne proporcje i całościowe wrażenie są tutaj bezdyskusyjnie decydujące, warto jednak wspomnieć, że dłuższe długości mogą wyglądać przytłaczająco i pańciowato, z kolei w tych krótszych, odsłaniających kolana gubi się idea grzejącej pierzynki.

 

 

Najmilsze Czytelniczki, Drogie Przyjaciółki
Pamiętajmy, że nawet niewielkie przeróbki mogą zaskakująco korzystnie zmienić relację „ja i mój nowy płaszcz”.  I choć nie wszystko można albo opłaca się poprawiać, to już dwa centymetry krócej albo półtora centymetra wężej naprawdę mogą zdziałać cuda. Ale o zaletach i korzyściach krawieckich przeróbek porozmawiamy innym razem.

 

 

 

Uzupełnienie (listopad 2016):

Jeżeli przymierzasz płaszcz o swobodnym kroju i bez podkreślonej talii, oceniasz dokładnie tak samo: szew biegnący przez środek ramienia, przylegający do szyi kołnierz, gładko leżące wyłogi i plecy, odpowiednia długość rękawa… rozumiesz, nic nie powinno zsuwać się, odstawać albo marszczyć.

 

 



Komentarze

  1. Barbarossa
    8 lutego 2014

    A to trafiłaś z tymi radami. Akurat u mnie na tapecie – post: Maruszka – matrioszka, gdzie prezentuję mój czerwony płaszcz. Kochana jak znajdziesz chwilkę, to proszę zerknij. Jestem ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 lutego 2014

      Cześć Basiu, pewnie, że zerknę… sama jestem ciekawa swojej opinii:)

      Odpowiedz
  2. MyGentle Look
    9 lutego 2014

    I u mnie o płaszczu coś się znajdzie;) a co pani myśli o popularnych plaszczach oversize?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 lutego 2014

      Świetnie wyglądają na zdjęciach – nonszalancko i niewymuszenie, zwłaszcza egzemplarze swobodnie zarzucone na ramiona. W realnych okolicznościach i przy szarpanej wiatrem temperaturze – 2°C, jakoś podejrzanie szybko gubią swój malowniczy charakter:).

      Odpowiedz
  3. MyGentle Look
    9 lutego 2014

    Miałam już nie paniować…

    Odpowiedz
  4. Irensa
    9 lutego 2014

    Aj, coś radośnie i wiosennie się robi na widok tego rodzącego się płaszcza! Proszę o zdjęcia ukończonego już dzieła, dobrze?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lutego 2014

      Dobrze.
      Ale niespodzianka będzie spora, ponieważ… to jest tylko model próbny.

      Odpowiedz
  5. Irensa
    10 lutego 2014

    Fakt, pamiętam niepochlebne opinie o tej tkaninie z wcześniejszego postu! ALE I TAK CHCĘ TEN PŁASZCZYK!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lutego 2014

      Bierz kobieto! Ale uprzedzam, i tak nie będzie pasować, więc nie mów nikomu, że to ode mnie:).

      Odpowiedz
  6. Asia
    30 maja 2016

    Niestety u mnie, przy obecnym rozmiarze 42 (a nawet 44 dół) dostanie płaszcza, żakietu czy nawet koszuli o nie za szerokich ramionach jest praktycznie niemożliwe. A rozmiar wynika z niemałego biustu i dużej pupy, a nie barów strongmana. Do tego oczywiście modele są dłuższe, co najbardziej przeszkadza w przypadku rękawów koszul i żakietów, a wcięcia czy szlufki są na wysokości już prawie bioder. W żakietach wszywane są zdecydowani za długie poduszki, bo jak wyjaśniła ekspedientka, lepiej, żeby były za duże i można je było skrócić u krawcowej :]

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 maja 2016

      Kobieca sylwetka mocno odbiegająca od przeciętnych rozmiarów konfekcyjnych, wymaga zwykle nieprzeciętnego potraktowania. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to przeróbki krawieckie i oczywiście, szycie na miarę.

      Fantazja niektórych sprzedawców jest naprawdę godna podziwu… czego się nie wymyśli, żeby dostać premię za sprzedaż :-) Chyba będziemy musiały kiedyś ten temat obgadać.

      Odpowiedz
      • Asia
        24 lipca 2016

        Żeby tylko obgadać… Bardzo szkoda, że nie mieszkasz w Krakowie, na pewno skorzystałabym z Twoich usług. Mam pewną obawę przed poprawkami krawieckimi, pewnie nieuzasadnioną, bo w sumie nigdy nie próbowałam. Chyba to takie moje lekkie skrzywienie, które polega na braku zaufania z jednej strony w kompetencje zawodowe, z drugiej w ludzką uczciwość. A bardzo chciałabym wierzyć i znać specjalistów-rzemieślników, mistrzów: krawców, szewców itd. Z żalem stwierdzam, że takie zawody – o ile w ogóle nie wymierają – to idą w stronę albo bylejakości, albo mistrzostwa w cenach tylko dla wybranych. Z resztą w ogóle ludzie coraz mniej potrafią i nie chcą się pewnych rzeczy uczyć. Ojciec, z zawodu elektryk, potrafi położyć kafelki, zrobić meble czy nawet szyć na maszynie. Ludzie w wieku 30 i mniej lat tego nie zrobią, ba – do najprostszych rzeczy wzywa się specjalistów (nie dziwi, że hydraulik czy malarz ścian zarobi lepiej niż pracownicy biurowi). Efekty pracy “ekspertów”: krzywo skręcone lub powieszone meble czy brzydkie fugi, które były robione byle jak, które ojciec nie-zawodowiec zrobiły lepiej. Trochę się też naoglądałam “Usterki” :) Ja się chciałam nauczyć szyć i okazało się, że trudne jest coś, czego się nie spodziewałam – proste prowadzenie ściegu :) Na razie przestałam sobie wyobrażać, jak szyję dla siebie żakiet czy trencz :P Prawdopodobnie zostawię to dobrej krawcowej – mam nadzieję taką znaleźć, ale chciałabym dojść do etapu, w którym uszyję bluzkę czy spódnicę. Wiem, że to kwestia cierpliwości i ćwiczeń, więc będę kupować jakieś resztki tkanin albo tkaniny czy zasłony w ciucholandach i ćwiczyć.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          25 lipca 2016

          Cieszę się, że tak myślisz. Jestem pewna, że z takim nastawieniem to tylko kwestia czasu, kiedy uszyjesz swoją pierwszą spódnicę (bo uszycie efektownej spódnicy jest dużo prostsze niż uszycie efektownej bluzki). Początki zawsze są trudne, ale gdy ogląda się cuda (np. na portalu Burdy), które szyją dziewczyny “amatorki”, aż trudno uwierzyć, że wszystkiego nauczyły się same.
          W każdym razie, wyszukanie dobrej pracowni krawieckiej zajmującej się przeróbkami krawieckimi to inwestycja, która zawsze się opłaci (o! Kolejny fajny temat na wpis).

          Niektórym się nie chce, a inni nie mają smykałki do rzemiosła. Być może “winna” jest edukacja? Zawody wymagające umiejętności fizycznych darzy się mniejszym uznaniem od umysłowych (biurowych), ale kiedyś w szkole były prace ręczne, w tym szycie i naprawianie odzieży, gotowanie albo obróbka drewna. Sądzę, że ktoś, kto – zachęcany przez nauczyciela pełnego pasji – sam zrobił coś pożytecznego i pięknego własnymi rękami, rozwija w sobie głęboką wrażliwość estetyczną. Poza tym, doświadcza na własnej skórze ile cierpliwości i czasu trzeba, żeby stała się jakość. Potrafi ją więc również docenić.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz