30 listopada 2018 / Szafa marzeń / 30 komentarzy

To co? Wełniane gatki oraz (pod)koszulki już kupione i wypróbowane. Bierzemy się więc teraz za pranie. Dzisiaj zwięźle i konkretnie: pielęgnacja wełnianej bielizny. Czyli jak ją prać, żeby nie zrobić jej krzywdy i jak o nią dbać, żeby jak najdłużej pozostała w dobrej formie.

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: pranie ręczne czy pranie w pralce?

Zawsze myślałaś, że wełny nie można prać albo że jeśli już, to tylko ręczna przepierka? A jednak nie. Wbrew szeroko rozpowszechnionemu poglądowi, że wełniane ciuszki najlepiej pierze się ręcznie, większość producentów wełnianej bielizny stanowczo ten sposób odradza. Dlaczego?

Samodzielne pranie odbywa się często w pośpiechu. Nie lubimy prać, bo to jest nudne, nieciekawe zajęcie i chcemy mieć je jak najszybciej z głowy. No więc pierzemy w zbyt gorącej albo zmiennej (raz ciepłej, raz chłodnej) temperaturze. Energicznie trzemy, tarmosimy i wykręcamy. Namaczamy, w nadziei, że samo się upierze… Wszystko to prostą drogą prowadzi do sfatygowania wełnianej odzieży, która staje się sztywna, sfilcowana i odkształcona (porozciągana, albo przeciwnie – zbiegnięta).

Specjalny program do prania wełny w pralce radzi sobie lepiej, bo jest z założenia przystosowany do jej wymagań: zapewnia stałą temperaturę poszczególnych etapów prania (max. 30°C), wolne, spokojne ruchy bębna oraz krótkie, ale dokładne płukanie. Wirowanie też jest łagodne i nie przekracza 500 obrotów na minutę.

 

Pranie w pralce oszczędza czas i ma swoje oczywiste zalety. Mimo to nie widzę przeszkód, żeby od czasu do czasu zrobić małą przepierkę w ręku. Kiedy już dokładnie wiesz, czego wełna nie lubi i czego masz unikać, nie będziesz miała z nią żadnych kłopotów.

Schemat prania ręcznego wełnianych majtek i koszulek jest prosty:

  • Pierz i płukaj w letniej wodzie. Nie namaczaj.
  • Użyj niewielkiej ilości specjalnego środka do prania wełny.
  • Nie trzyj i nie szarp, tylko lekko ugniataj.
  • Wypłucz, kilkakrotnie zmieniając wodę, a potem delikatnie odciśnij (możesz usunąć nadmiar wody, owijając bieliznę ręcznikiem). Nie wyżymaj i nie wykręcaj.
  • Wysusz w temperaturze otoczenia, rozkładając poszczególne sztuki możliwie płasko.

 

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: dlaczego warto używać specjalnych środków do prania wełny?

Obojętnie, pranie ręczne czy w pranie pralce, zawsze używaj odpowiedniego detergentu.

Zwyczajne płyny i proszki do prania zawierają całą masę substancji, które niszczą strukturę wełny (enzymy, wybielacze, środki zmiękczające czy składniki alkalizujące). Natomiast preparaty przeznaczone specjalnie dla niej, chronią i obchodzą się z nią bardzo delikatnie. Ich lekko kwaśny odczyn (wartość pH poniżej 7) nie odtłuszcza wełnianych włókien oraz pomaga bieliźnie zachować kolor i fason.

 

Masz ochotę na historię z dreszczykiem? Zobaczmy, co się stanie, gdy wełnianą bieliznę upierzemy w zwykłym środku do prania. Taki środek ma w swoim składzie np. enzymy, które usuwają brud różnego rodzaju. Proteaza, czyli enzym rozkładający proteiny (białka), jest stałym składnikiem receptury proszków do prania.

Jak sądzisz, co się stanie, jeżeli wełnę – włókno białkowe – wsadzimy do kąpieli, w której pływają cząsteczki unicestwiające białka? Właśnie tak, molekuły wełnianego włosa zostaną rozszczepione, a sam włos nieodwracalnie uszkodzony. Jakby tego było mało, enzymy powodują pęcznienie włókien. Napęczniałe, uszkodzone wełniane włókna splątują się, w wyniku czego materiał mechaci się, filcuje i traci formę.

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: odpowiednie środki piorącefot. pielęgnacja wełnianej bielizny

 

Detergenty do prania wełny, których używam aktualnie: płyn do prania wełny marki Dilling (zamawiam online w sklepie firmowym) oraz płyn do prania wełny i delikatnych tkanin firmy Ecover (kupiłam w Realu).

To nie musi być zaraz markowy produkt. Do prawidłowej pielęgnacji wełnianej bielizny wystarczy ci odpowiedni środek z drogerii albo najbliższego supermarketu. Rzuć okiem na recepturę produktu: ważne jest, żeby nie zawierał żadnych wybielaczy, związków alkalizujących, składników zmiękczających oraz enzymów.

 

 

Skończył ci się właśnie płyn do prania wełny? Spokojnie. Jeżeli potrzebujesz szybkiej alternatywy, użyj łagodnego szamponu o neutralnym albo lekko kwaśnym odczynie (wartość pH < 7,0).

 

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: czy należy prać ją zaraz po zakupie?

Jest dużo prawdy w niepokojących doniesieniach dermatologów o podrażnieniach skóry i alergiach wywołanych różnymi środkami chemicznymi. Używa się ich w procesie produkcji (np. barwniki, uszlachetniacze) oraz dodaje do gotowych ubrań, aby chronić materiały przed pleśnią, grzybami i wilgocią, nadać im świeży i wyprasowany wygląd czy zabezpieczyć podczas transportu.

Ale… zastrzeżenia te dotyczą przede wszystkim odzieży przywożonej z najodleglejszych zakątków świata i wyfabrykowanej w warunkach daleko odbiegających od akceptowalnych norm. A my rozmawiamy tu o wyspecjalizowanym produkcie, którego wytworzenie oparte jest na najnowszych technologiach oraz najczęściej – wysokich standardach ekologicznych, potwierdzonych odpowiednimi certyfikatami.

Co chcę przez to powiedzieć? Generalnie zaleca się, żeby wełnę prać jak najrzadziej. Ma to sens, ponieważ regeneruje się ona sama, a jej włókna nie są środowiskiem sprzyjającym rozwijaniu się bakterii. Ponadto w procesie dziania i przetwarzania wełnianej bielizny materiał jest wielokrotnie czyszczony, w celu usunięcia resztek i ewentualnych zabrudzeń. Dlatego ja nie piorę jej przed pierwszym założeniem. Kupuję w sprawdzonych firmach o dobrej renomie i mam do nich całkowite zaufanie. Ty oczywiście, możesz zrobić inaczej. Jeżeli:

  • zamówiłaś w przypadkowym sklepie i nie masz pewności co do produkcyjnych praktyk,
  • znalazłaś w opakowaniu malutką papierową torebkę ze środkiem konserwującym,
  • brzydzisz się, wyobrażając sobie, ile osób przed tobą już tę rzecz przymierzało…

po prostu przepierz swój nowy nabytek. Profilaktycznie.

 

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: co to znaczy, że wełna sama się regeneruje?

Słyszałaś już ode mnie mnóstwo razy, że wełna jest wyjątkowym włóknem, ponieważ ma właściwości samoczyszczące i nie chłonie brzydkich zapachów. Ale co to dokładnie znaczy?

Pot sam w sobie jest bezzapachowy. Dopiero wtedy, gdy reaguje on z bakteriami zasiedlającymi skórę, pojawiają się różne dokuczliwe i paskudne wonie. Włókna wełny wchłaniają potliwą wilgoć i wiążą ją, odprowadzając ze skóry. Bakterie nie potrafią wniknąć do środka wełnianych włókien, więc nieprzyjemny zapach ma niewielkie szanse, żeby się w ogóle rozwinąć.

Kiedy wełniana bielizna zaczyna podśmierdywać? Oczywiście wtedy, kiedy jej włókna wyczerpały już swoją naturalną zdolność do absorbowania wilgoci i nie mogą wchłonąć więcej potu. Albo wtedy, kiedy niewłaściwa pielęgnacja – agresywny środek do prania albo zbyt gorąca woda – uszkodziły białkowy budulec wełnianego włosa i bakterie mogą się rozmnażać bez przeszkód. W tym pierwszym wypadku odzież wystarczy często po prostu odświeżyć. W tym drugim, odświeżanie nic nie da, bo szkody są nieodwracalne.

 

Jeżeli chcesz w pełni wykorzystać antyseptyczne właściwości wełny, pielęgnuj ją troskliwie i zapewnij jej możliwość regeneracji. Regularne, przynajmniej 24-godzinne przerwy między kolejnymi założeniami, pozwolą włóknom odparować nagromadzoną wilgoć. Natomiast „kąpiele” na świeżym, wilgotnym powietrzu, usuną brud i podejrzane wonie oraz przywrócą materiałowi jego naturalną sprężystość.

 

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: czy można ją prasować?

Teoretycznie tak, ale po co? Prasowanie jako higieniczny środek zaradczy, świetnie się sprawdza w przypadku chętnie zasiedlanej przez bakterie i gniotliwej bawełny, ale… wełna? Nie dość, że ma właściwości antybakteryjne, to jeszcze prawie w ogóle się nie gniecie. No i – pamiętasz? – wełna nie lubi wysokich temperatur. Wełniana bielizna jest sprężysta i elastyczna, dlatego daj jej czas, a ewentualne zagniecenia same się odprężą i znikną.

 

Wyobraźmy sobie taką sytuację: wróciłaś z podróży (albo z klubu fitness) i wyciągasz właśnie z torby upchnięte gdzieś na dnie, czyste, ale wygniecione wełniane podkoszulki. Rozwieś je w naparowanej po kąpieli łazience. Wilgotna para wodna zadziała lepiej od żelazka, a twoja bielizna będzie jak nowa – gładka i świeżo pachnąca.

 

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: profilaktyka i przechowywanie

Znalazłaś dziurki w swoich wełniaczkach? Przyczyn może być kilka:

  1. Nieodpowiedni środek do prania.
  2. Ostre elementy innego ubrania (ząbki niezasuniętego zamka, nity, szorstką powierzchnię rzepów), które pozahaczały i podziurawiły wełniane nitki.
  3. Mole, czyli niewielkie stworzenia, którym wełna bardzo smakuje.

Jeżeli podejrzewasz te ostatnie, musisz zadziałać natychmiast i zdecydowanie. Nie możesz wygotować wełny we wrzątku, dlatego, aby zniszczyć jaja i larwy, które żywią się wełnianym białkiem, wsadź wszystkie podejrzane o zainfekowanie sztuki do zamrażarki. Przemroź je przez kilka dni, następnie wypierz. Regały i szuflady, w których przechowujesz wełnianą bieliznę, wyczyść dokładnie odkurzaczem, a potem umyj porządnie i na koniec zdezynfekuj (np. wodą z octem). Po jakimś czasie przejrzyj ubrania, sprawdzając, czy opisane zabiegi przyniosły efekt. Jeżeli nie, powtórz wszystko od nowa: mrożenie – pranie – dezynfekowanie szuflad.

 

Najważniejsza rzecz, która dotyczy przechowywania wełnianej bielizny i w ogóle wełnianych ubrań, brzmi: przechowuj je czyste. Brudna, przepocona albo oblepiona włosami (lub sierścią domowego pupila) odzież jak magnez przyciąga mole. Jako zapobiegawczy środek odstraszający szkodniki doskonale sprawdzą się specyfiki pachnące bergamotką, drewnem cedrowym albo lawendą. Umieść je w szafie albo poprzekładaj nimi warstwy bielizny. Szczelne pudełka lub plastikowe woreczki są jeszcze jedną możliwością – chowaj w nich swoje wełniane majtki i koszulki po upraniu, a mole na pewno się do nich nie dobiorą.

 

Pielęgnacja wełnianej bielizny: środki odstraszające molefot. pielęgnacja wełnianej bielizny

 

Ze wszystkich „odstraszających” zapachów najbardziej lubię lawendę. Moja sypialnia i garderoba są przesiąknięte lawendowym aromatem, który tak skutecznie odpręęężaaa.

Wybierz środek zapachowy pod postacią, jaka ci najbardziej odpowiada: mydełko, saszetka z ziołami, olejek eteryczny, mgiełka rozpylająca. Albo któryś z bezwonnych preparatów. Wszystkie mają świetne działanie. Zwróć tylko uwagę, żeby były nieprzedawnione i nietrujące.

 

 

 

Najmilsza Czytelniczko, jeżeli podoba Ci się ten wpis, jeżeli rozszerzył on Twoją wiedzę albo pobudził Cię do refleksji i przewartościowania dotychczasowych poglądów, to proszę – udostępnij go dalej.
Pomyśl o swojej mamie, siostrze, przyjaciółce, koleżance z pracy lub uczelni, sąsiadce, znajomej z Facebooka… W ogromie informacji, która nas dzisiaj zalewa, często bardzo trudno jest odróżnić wartościowe od bezwiednie powtarzanych półprawd, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej kobiet miało szansę skorzystać z naszej blogowej burzy mózgów :-)
A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na Lady and the dress, zapisz się na newsletter.

 



Komentarze

  1. Joanna
    1 grudnia 2018

    Moniko, jak ja uwielbiam Twoje rzetelne wpisy pełne konkretnej wiedzy! ja wszystko co wełniane piorę ręcznie, bo się boję w pralce. Kiedys wrzuciłam wełniany sweter do pralki i wyjełam rozmiar mniejszy (na szczescie się jeszcze mieszcze, stal sie po prostu obcisly). Wrzuciłam go jednak na 30 stopni na zwykly codzienny program, wirowanie 1000 obrotów i pewnie dlatego. Moja pralka nie ma programu do wełny. Czy w takim specjalnym programie do wełny jest wirowanie? Jeśli tak, to jakie obroty? Czy pranie konczy sie na płukaniu?
    Nie wiedziałam tez, ze musza byc specjalne srodki do prania. Myslalam, ze wystarcza te typu Woolite do prania recznego. Zaraz musze przetrzasnac allegro.
    Co do wlasciwosci antyseptycznych welny – mam przyzwyczajenie z bawełnianych koszulek, ze kazda jedna po calym dniu noszenia wrzucam do kosza na pranie. Czy upocona czy nawet nie – do prania. Nabyłam teraz koszulkę termiczna z wełny i mam to samo….jakos nie moge sie przemoc, zeby odwiesic te koszulke, a za dwa dni znowu ja zalozyc. Nie tyle chodzi o pot, ale sam zapach antyperspirantu pod pacha. I jeszcze to, ze zostal tam moj naskorek i roztocza tam siedza :D ale sprobuje tak zrobic jak napisalas.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      1 grudnia 2018

      Dzień dobry Joanno :-) Masz rację, pranie wcale nie kończy się na płukaniu. Po nim jest jeszcze wirowanie, ale też takie spokojne, max. 400 – 500 obrotów na minutę. Jeżeli możesz ustawić swoją pralkę manualnie, wybierz program do delikatnych tkanin, temperaturę max. 30°C, a odwirowywanie na nie więcej niż 500 obrotów (w niektórych modelach pralek nie można ustawić obrotów, więc w takim wypadku po praniu i płukaniu w pralce, odcisnęłabym ciuszki delikatnie w ręku albo przy pomocy czystego ręcznika). Masz moje słowo, że nic się Twoim wełniaczkom nie stanie. I zaraz zrobię w tekście stosowny dopisek o obrotach.
      Potrzebujesz trochę zachęty z tą “powietrzną kąpielą”? Dobrze się składa, bo właśnie przed chwilą zdjęłam z wieszaków dwie wełniane koszulki, które wietrzyły się przez noc na balkonie. W jednej z nich latałam wczoraj przez cały dzień po sklepach. Od tego biegania nieźle się spociłam, więc jak możesz sobie wyobrazić, po powrocie do domu nie czułam się szczególnie świeżo. Ale po całej nocy na wilgotnym powietrzu obie (ta druga, to moja koszulka do spania) wyglądają i pachną jak nowe. O roztoczach nic mi nie wiadomo, mam nadzieję, że też się “wywiały” :-)

      PS W ofercie Woolite znalazłam płyn do prania “Delikatne tkaniny i wełna”. Z tego co widzę, nie zawiera enzymów i innych składników bezpośrednio szkodzących wełnie. Przy wyborze detergentu warto kierować się zasadą: im prostsza (krótsza) receptura, tym lepiej.

      Odpowiedz
  2. Alicja
    2 grudnia 2018

    Czytam z rozkoszą. I cieszę się tym bardziej, że właśnie dziś jest ten jedyny w tygodniu dzien, kiedy mogę coś wyprać. I tak w rękach wygniotłam koszulki wełniane i sweter z merynosow. Nie to, żeby brzydko pachniały, ale kupiony niedawno sweter nosilam już wiele razy i miałam wrażenie, ze jego delikatny karmelowy kolor nieco przyszarzał, co potwierdziła z kolei barwa wody od prania ;) a koszulki były brudne od antyperspirantu. Sweter prałam pierwszy raz, wiec… trzymajcie kciuki dziewczyny. Wyprany w szamponie, odciśnięty z wody w ręczniku, suszy się rozłożony. A ja buszuje w necie i odkrywam we wsi pod moim miastem hurtownię włoskich środków piorących. Obadam: pic czy nie. Przy okazji wertowania poprzednich postow: Moniko, moje bawełniane koszule z Simple wszystkie mają na metce 40stopni. Mankiety ewidentnie niedoprane.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      2 grudnia 2018

      Trzymamy :-) U mnie weekend też zwykle przebiega pod znakiem prania, bo w 4-osobowej rodzinie zdąży się nazbierać brudów przez tydzień. Na szczęście da się połączyć przyjemne z pożytecznym: Małe sortują, pralka pierze, a potem wszyscy wspólnie wieszamy, okładając się przy okazji mokrymi majtkami.

      No bo bawełna… potraktuj te mankiety miejscowo odplamiaczem. Ja mam podobnie z kołnierzykami wypapranymi make-upem (aby je doczyścić, używam mydła galasowego).

      Odpowiedz
      • Alicja
        4 grudnia 2018

        Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało! Sweter lśni i mięciutki jak ta lala. Mydło galasowe, kule do prania bielizny – pasjonujące :)

        Odpowiedz
  3. Agnieszka
    2 grudnia 2018

    Choć jestem stałym gościem od wielu miesięcy, to piszę chyba pierwszy raz, więc najpierw się przywitam :)
    Mole to mój największy koszmar, były u mnie w zeszłym roku. Odkryłam je zupełnym przypadkiem, gdy wyjmowałam sezonowe ubrania z pudła, gdzie na samej górze były akcesoria zimowe – na mojej ukochanej kaszmirowej czapce żerowała wstrętna biała larwa! (trzeba jej przyznać, że gust miała) Mroziłam i prażyłam na słońcu moje wełenki, a że mam ich sporo to roboty było dużo (a tu jeszcze niemowlę do ogarnięcia). Zniszczyły mi wspomnianą czapkę, jedyny kaszmirowy sweter, dwa ulubione merynosowe i komin. Od tamtej pory drżę, że mole mogą wrócić…

    Uwielbiam Moniko tę serię wełnianą! Choć wiem już wiele, to zawsze dowiem się czegoś jeszcze. Bieliznę mam na razie tylko sportową z merynosa, biegam w niej, więc się zawsze zapocę, a zapachu nie ma żadnego, to jest magia ;)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 grudnia 2018

      Mole w szafie to najgorszy koszmar każdej miłośniczki wełny. Mnie też się on przydarzył (przyznałam się do podziurawionych sweterków w pielęgnacji wełny), dlatego nie zapominam już o zapachowej profilaktyce. No i pojemniki – te, w których przechowujemy latem zimową, wełnianą odzież muszą być szczelne. Najlepiej sprawdzają się zamykane pokrywką pudła plastikowe albo pokrowce zapinane na suwak. Do takich nic nie wlezie.

      Ach, mów do mnie jeszcze… Mogłabym pisać w kółko o wełnie. Ta ciepła miękkość, funkcjonalność i jeszcze ładnie pachnie… masz rację, to magia.
      Dzień dobry Agnieszko, bardzo miło Cię poznać. Proszę, czuj się swobodnie na blogu :-)

      Odpowiedz
      • Joanna
        5 grudnia 2018

        A skad sie biora te mole? Pytam, bo ja jeszcze nigdy tego nie mialam (oprocz szafek kuchennych :D) i wlasciwie nawet do glowy mi nie przyszlo, zeby jakos te welniane ciuchy chronic. Ja welniane swetry nosze caly rok (bywaja zimne letnie wieczory, a i nad polskim morzem kaszmirowe swetry obowiazkowo). W zasadzie mam jedna caloroczna szafe. Nie robie tak, ze wymieniam szafe z zimowej na letnia i wszystko welniane pakuje do pawlacza i wyjmuje za pol roku. Teraz to sie zaczelam bac, ze mi ktos zje moja welne….

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          5 grudnia 2018

          Wlatują sobie przez okno. Sezon lęgowy jest latem, ale jak już się mole zalęgną, to trudno jest się ich pozbyć, bo rozmnażają się jak głupie (to właśnie małe i żarłoczne larwy odżywiają się wełnianym białkiem). Ja też mam całoroczną szafę i w zasadzie tylko letnie sukienki lądują zimą na pawlaczu. Ale garderoba jest zaraz przy sypialni, a że sypialnię wietrzę chętnie i często… to bez “lawendowych” odstraszaczy się nie obejdzie. Dlatego Ty się nie bój, tylko zrób coś. Profilaktycznie.

          Odpowiedz
  4. Makosza
    3 grudnia 2018

    kocham pralki za programy do wełny, delikatnych rzeczy, do prania ręcznego i 90 stopni.
    Jak zawsze dobry wpis, dużo treści mało paplaniny. Nie wiem, czy pisałam ale mam sweterek wełniany mojej mamy, który nosiła w liceum. Do dzisiaj forma zachowana. Zostawiałam z sentymentu, bo jestem za duża na niego. Moja mama 156 cm a j 171 ale w liceum nosiłam do sukienek jako króciutki sweterek.
    Nie pamiętam, czy się chwaliłam ale 2 miesiące temu w tkmaxsie zakupiłam szalik z wełny merino. I tak sie zastanawiałam, czy na mrozy się nada, bo nie za szeroki, nie za długi. Zawsze miałam wielkie szale, by było ciepło podczas zimy. Pierwsze mrozy za mną a mój cieniutki szalik zdał egzamin na 5. I spokojnie mogę go do torebki schować. Niestety pranie chemiczne ale jak raz -dwa razy do roku oddam do prania to nie zbankrutuję.

    Co do rzeczy wełnianych to polecam worki jak już czas zimnych dni się zakończy. Wyprać, złożyć i w woreczki. Tak bezpiecznie przeczekają do kolejnych niskich temperatur bez zagrożenia ze strony molowego terrorysty. W okresie jak bieliznę używamy to widzimy, że coś się z nią stało ale jak odłożymy na miesiące to możemy się nieprzyjemnie zdziwić. Nooo chyba, że będziemy ją nosić cały rok.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 grudnia 2018

      Tak, automatyczna pralka to jest stanowczo jeden z najlepszych wynalazków ludzkości. Gdy przypomnę sobie z dzieciństwa ciężką, baniastą Franię… brrr. A przecież to też był daleko idący postęp w porównaniu z poprzednią generacją (babcia prała przez dwa dni na tarze, razem z wynajętą specjalnie na taką okazję profesjonalną praczką). Dobrze sobie tak czasami uświadomić, jak nam się dziś fajnie wiedzie :-)

      Wełniany szalik zimą, to najlepsze co może się nam przydarzyć. Nawet najcieńszy jest sto razy lepszy od grubaśnego akrylu, a nawet bawełny. A więc piękny zakup. Ale wiesz, co? Jeżeli jest zrobiony z dzianiny, i tak wsadziłabym go po sezonie do pralki (albo w wersji dla ostrożnych, przeprałabym w ręku). Co innego, jeśli to tkany szal – wtedy faktycznie lepiej zostać przy polecanym przez producenta praniu chemicznym.

      Odpowiedz
  5. Bożena
    3 grudnia 2018

    Dużo już zostało powiedziane, więc ograniczę się tylko do kilku rzeczy.
    Z moich obserwacji wynika, że merino nie szkodzi wirowanie, szkodzi natomiast popularnym szetlandom.
    Wełny z chin są okropnej jakości.
    Kiedyś kupiłam wełniany żakiet w Zarze, taka grubą chanelkę i jakoś miałam opory, żeby ja wyprać w pralni chemicznej, bo nosiłam ją na topy . Udałam sie do zaprzyjaźnionej pralni i obgadałam problem z panią praczką. I dostałam super radę , do której stosuję się do dziś- problematyczne wełny piorę w szamponach dla zwierząt. Zero chemii, lanolina, zero zapachów. zero problemów.
    Do prania kilku sweterków dobrze dorzucić kule .
    Wełniane chusty i cienkie szale piorę w kuli do prania biustonosza.
    Wełna uwielbia wietrzenie, mrożenie, i przebywanie w zaparowanej łazience.
    Wełna nie lubi antyperspirantów i kolorowych dezodorantów. Jeśli zakładam wełnę na niezakrytą pachę używam ałunu.
    Moniko jesteś niezrównana. Dziękuje Ci za to.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 grudnia 2018

      Ja? Właśnie zdałam sobie sprawę, że wiem, że nic nie wiem :-) Kulę do prania biustonoszy musiałam sobie wygooglować. Siatki ochronne tak, ale taką plastikową kulę – tylko się nie śmiej – widzę pierwszy raz na oczy. I Ty mi jeszcze musisz dokładnie opowiedzieć, co i jak z tą zarowską chanelką. Szampon dla zwierząt, rozumiem (tzn. nierozumiem, ale chętnie się z tą zagadką zmierzę, wczytując się uważnie w składniki :-), ale co z praniem na mokro? Czy to jest 100% wełna? I czy ten żakiet nie ma podszewki? Może oddajesz go do prasowania? I co pani z pralni na Twój opór przed chemią? I… ?
      Zmiłuj się dziewczyno, bo nie będę mogła usnąć! Sama widzisz, że musisz mnie tu obszerniej oświecić.

      Odpowiedz
      • Bożena
        4 grudnia 2018

        Kulę do prania biustonoszy znalazłam ze dwa lata temu w zaprzyjaźnionym sklepiku z bielizną. Kupuję tam biusthaltery, majtasy i kostiumy kąpielowe od (Jezuniu..) ponad 30 lat….
        Nabrałyśmy już z właścicielką walorów, jak stare wino…
        Polecam, polecam, polecam , bo sie nie deformują, nie rozciągają nie zahaczaj a, nie gubią fiszbin.
        Żakiecik, który mam do dziś to 95 proc wełna 5 proc elastan , na wiskozowej podszewce, tkanina mięsista jak kocyk w klasyczną kurzą stopkę.
        Zaprzyjaźniona (znowu) pani z pralni powiedziała obejrzawszy toto – pierz w dużej misce w szamponie dla kotów, albo długowłosych psów.
        Tak też zrobiłam i nic się żakietu nie stało. Podszewkę na plecach i połach wyprasowałam , w rękawach , darowałam sobie :)
        Ona sama nie pierze swoich ubrań noszonych na skórę odkrytą .w ekstraktach benzyny i substancjach rakotwórczych ,które powinny ulec destylacji ale jak uczy doświadczenie, cząsteczki tychże mogą pozostawać na tkaninach.
        Niska temperatura kapieli piorącej, nie dopuszczanie do zbyt silnych zabrudzeń – i mało jest rzeczy które trzeba prać tylko w suchej pralni.
        Męski garnitury , płaszcze wełniane, skóry, drapowane jedwabie, tkaniny historyczne:)
        Kiedyś jeden męski bloger ,nota bene polecam czytanie blogów modowych dla panów, pokazał jak wyprał kożuch w Perle i sam go pofarbował. To była taka barania winydźowa ramoneska i po zabiegach wyszła rewelacyjnie- odzyskała biel runa i lico wierzchnie. No ale tu trzeba było siły meękich ramion i meskiej determinacji,

        Jeszcze z moich doświadczeń- kupiłam w lumpku szali z camel wool, potraktowany przez niefrasobliwą niewiastę praniem w wysokiej temperaturze . Obraz nędzy. Ale chciałam zweryfikować radę classic valerii i namoczyłam szaliczek w zimnym mleku, włozyłam w woreczek foliowy i na godzine do zamrażarki. Później pranie w szamponie dla ludzi :), prasowanie i mam! luksus za trzy złote:)
        Tatiana radziła też namaczanie w wywarze z fasoli ,dla wełen sfilcowanych, ale nie testowałam.
        Ufff sorry za te dłużyzny
        Całusy.

        Odpowiedz
        • Alicja
          4 grudnia 2018

          Dziewczyny, ja tez jako nosicielka bardzo wrażliwej skory i osoba z obsesjami wzdragam się przed praniem chemicznym, ale spróbowałam kiedyś wyprać w rękach spodnie wełniane przeznaczone do prania chemicznego. Po wszystkim nadawały się na stracha na wróble, tak się fantazyjnie pokrzywiły. Chciałabym wierzyć, ze nic się nie stanie… kulom tez się przyglądam :)) a magiczne zabiegi z użyciem mleka i fasoli? To są sposoby odzieżowej szeptuchy!

          Odpowiedz
          • Monika (Lady and the dress)
            4 grudnia 2018

            Zaprzyjaźniona z Bożeną pani z pralni ma rację, teoretycznie mało jest rzeczy, które nadawałyby się wyłącznie do prania na sucho. Ale ponieważ praktyka jakoś nie zawsze chce się zgadzać z teorią, wypracowałam sobie następującą metodę: nie kupuję (i nie szyję) niczego, co przeznaczone jest do prania chemicznego, a co miałabym nosić bezpośrednio na skórze. Jedynym wyjątkiem są luźno dziane (czyli takie, które wyglądają jakby były robione na drutach) dzianiny – swetry, szale, sukienki, kaszmiry. W każdym innym przypadku, trzymam się zaleceń z metki, bo wsadzenie do wody wełnianych spodni, spódnicy czy żakietu, może się po prostu okazać zbyt drogie. Poeksperymentować warto z rzeczami, którym i tak już nic nie zaszkodzi, albo tymi kupionymi za grosze (np. z drugiej ręki).

            Ej, trzymanie kciuków zadziałało :-)

        • Monika (Lady and the dress)
          4 grudnia 2018

          Zawsze powtarzam, że trzeba się zaprzyjaźniać. Zaprzyjaźniona pani w pralni, na poczcie, w jednym i drugim sklepie, zaprzyjaźniona krawcowa, fryzjerka, lekarze… i jakoś sobie człowiek w życiu poradzi :-)
          No i dobrze, bo teraz, jak znowu jakaś zagubiona dusza spyta, co zrobić ze sfilcowanym, zmaltretowanym swetrem, nie będę jej wytykać, że sama sobie winna i wszystko stracone, tylko od razu odeślę ją do Twojego komentarza.

          Coś Ty, co za dłużyzny… dziękuję za polecenia i za to, że zaspokoiłaś moją nienasyconą ciekawość. Rozmowa z Tobą Bożeno, to zawsze czysta przyjemność. Całusy :-)

          Odpowiedz
        • Asia
          4 grudnia 2018

          Ileż ciekawych informacji! Ja gdzieś czytałam, że wełniane rzeczy można moczyć w roztworze z lanoliną. Szampony dla zwierząt mają sens, ja używam dla dzieci jak nie mam nic innego. Jedyne, czego na razie nie robię, to wirowanie – boję się, że zaszkodzi moim wełenkom.Swoją drogą, fascynuje mnie to, jak natura potrafi wszystko przepięknie wykombinować, jak doskonałe są stworzone przez nią tkaniny jak len czy wełna. Jeszcze bardziej docenia się produkty z nich, dba o nie i ich używa.

          Odpowiedz
  6. Monika
    4 grudnia 2018

    Droga imienniczko, uwielbiam Twoja wełnianą serie, bardzo dużo się nauczyłam. Mam pytanie czy znasz jakiś sekret na uratowanie wełnianego szala przypadkiem wypranego w pralce w zbyt wysokiej temperaturze?

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 grudnia 2018

      Kilka komentarzy wyżej Bożena opisała swoje wypróbowane “mleczne remedium”.
      Daj nam koniecznie znać jak Ci poszło. Trzymam kciuki i pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  7. Bożena
    5 grudnia 2018

    Tak szybciutko, bo wychodzę
    http://classicvaleria.blogspot.com/2012/10/jak-dbac-o-delikatne-tkaniny.html
    w ogóle polecam ten blog z przeszłości :)
    Tak Moniko, kontakty z ludźmi serdeczne, trwałe , głębokie to najważniejsze co mamy w życiu.
    otulają nas tak bardzo prawdziwie…jak wełna;)

    Odpowiedz
  8. Dorota
    5 grudnia 2018

    Witajcie. Również jestem zwolenniczką naturalnych materiałów. Za nic świecie nie wrócę już do “termoaktywnych” poliestrów, ktorych cena jest porównywalna z naturalnymi wyrobami. Zakupiłam jednak bieliznę z Cubus i zawiodłam się. Fakt, ceny są atrakcyjne jednak jakość wyrobu mocno średnia. Materiał jest dość cienki, jak sito, mam wrażenie że źle uszyty. Rozciąga się i traci formę. Gumka wszyta w pas powykręcała się. Inne merynosowe wyroby, które posiadam, zwykle wracają do swojej formy i potwierdzają swoje właściwości. Za jakość jednak trzeba zapłacic. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  9. Bożena
    5 grudnia 2018

    >…miałam ograniczyć gadulstwo, ale popełnię jeszcze jeden komentarz:)
    Robiłam dziś porządki w domu Mamy. Pierwsze po śmierci Taty takie dogłębne, w każdym zakątku.
    Kiedy dotarłam na pawlacz iz jego zawartością …nie wiedziałam czy sie śmiać …czy płakać
    W walizie wypełnionej naftaliną znalazłam skarby ukryte przez mojego Ojca. Nigdy nie potrafił zrozumieć, że okropne czasy octu na pustych półkach odeszły…
    Z chmury wściekłego zapachu wydobyłam pancerną halkę Palmersa z wełny tak grubej jak sweterek, takie same majtasy, meskie podkoszulki armii australijskiej , wełniane kalesony, Mamy toczek z karakułów, Ojca futrzaną furażerkę, moherowe szaliki gryzące jak wściekłe diabli…
    O ile pamiętam.to przeleżało toto 30 lat, od kiedy wyprowadziłam się z domu rodzinnego.
    Szaliki przysyłał mąż znajomej…toczek Matula szyła, wełnianą bielizną przysłał brat Dziadka z Australii…
    Wszystko przeżyło…dziwne staromodne…porządne jak dziś..nic…

    Jest jeszcze jeden sposób na mole i pielęgnację wełny, także dywanów, narzut, skór i futer.
    https://allegro.pl/artykul/ozonator-czy-warto-kupic-96131
    Mam taki i stosuję w domu, w spiżarni, odkażam dywany, odświeżam buty dezynfekuję pomieszczenia po infekcjach .

    Pa,

    Odpowiedz
    • Monika
      5 grudnia 2018

      Bożeno, skarbnico wiedzy, możesz coś więcej o tym ozonatorze? Ceny, sposób użycia?
      Świetny komentarz i uzupełnienie do wpisu autorki.

      Odpowiedz
      • Bożena
        5 grudnia 2018

        My kupiliśmy egzemplarz wcześniejszej generacji niż ten
        https://allegro.pl/polski-ozonator-alicja-2-generator-ozonu-7-i6767285307.html
        czyli Alicja1
        Używam go od dwóch lat. Mieszkamy w domku , na wsi, ozonator jest w ciagłym użyciu. W linkowanym wcześniej tekście jest właściwie wszystko, co winno sie na jego temat wiedzieć a ja mogę potwierdzić, że jeśli chodzi o dezynfekcję i odświeżanie powietrza w w domu, w piwnicy, w samochodach jest absolutnie niezawodny.
        Każdy , kto ma kilkuletni samochód wie, że w parny, gorący dzień samochód nie pachnie nowością. Roztocza hulają sobie swobodnie po tapicerkach. Ozonowanie hamuje rozwój paskud i przywraca świeży zapach.
        Ozonować można ubrania z second handu , bo pranie może być niewystarczające w zwalczaniu drobnoustrojów.
        Ozonuje sie świeżo malowane wnętrza , by utlenić toksyczne substancje w farbach, klejach ,zaprawach
        Warto ozonować pościel, wełnianą i z puchu, koce , materace.
        Ja ozonuję piwniczkę na warzywa przed sezonem zimowym i nic mi w niej nie gnije.
        Do pomieszczeń w których odbywa sie ozonowanie , nie wchodzi sie w trakcie pracy urządzenia, później sie wietrzy .
        Podczas grypy, anginy , infekcji typu rotawirus- absolutnie polecany.

        Odpowiedz
  10. Monika
    6 grudnia 2018

    Dziękuję. Czyli po prostu wstawiam urządzenie do pomieszczenia i wychodzę. Bardzo fajna rzecz, przymierzę się do kupienia. Jedyna moja wątpliwość dotyczy tego,czy sprawdzi się w dużych pomieszczeniach, których nie da się zamknać. Ja z kolei mieszkam na poddaszu i duża część mieszkania jest otwarta. Pozdrawiam serdecznie. M.

    Odpowiedz
  11. Mariella
    9 grudnia 2018

    Witam serdecznie, jestem stala czytelniczka ale to moj pierwszy komentarz. W obawie przed molami chcialabym przed nadejsciem lata zapakowac welniane i kaszmirowe rzeczy do workow prozniowych. Czy jest jakies ryzyko deformacji tych jakze delikatnych tkanin, moze ktoras z Pan juz to praktykowala? Bardzo sobie cenie rzetelne informacje oraz klase Gospodyni tego bloga. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      10 grudnia 2018

      Dzień dobry Mariello, bardzo interesująca kwestia. Nie mam doświadczenia z workami próżniowymi, ale umiem sobie wyobrazić zalety: ochrona przed wilgocią, kurzem, molami oraz oszczędność miejsca. Niestety, wady też sobie potrafię wyobrazić: spłaszczone i ściśnięte wełniane włosy. Czy nie połamią się w procesie wysysania powietrza? Czy będą umiały się zregenerować po tak długim okresie zgniecenia? Oto są pytania.

      Do lata mamy jeszcze trochę czasu… jeżeli okaże się, że żadna z czytelniczek nie eksperymentowała jeszcze z takim rozwiązaniem, będziemy musiały do niego wrócić. Przypomnij mi o nim tylko, dobrze?

      Odpowiedz
  12. Agnieszka
    10 grudnia 2018

    Witaj Moniko, pisałaś, że bielizny po zakupie nie pierzesz, bo masz zaufanie do pewnych marek o wysokich standardach. Chciałam zapytać czy to te- które poleciłas w w/w wpisie.
    Na marginesie dodam, że bardzo cieszą mnie kolejne powiadomienia o nowościach na Twoim blogu, zwłaszcza że zawsze jest ” na bogato”. Pozdrawiam i życzę dużo dobrego, zwłaszcza na ten świąteczny czas- Agnieszka

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      11 grudnia 2018

      To te, które obfotografowałam we wpisie o zaletach wełnianej bielizny: Dilling i Hessnatur. Ich bieliznę noszę najchętniej, a ponieważ są to firmy ekologiczne (żadnej chemii, żadnych nieludzkich warunków pracy), w których bez trudu dowiesz się o najmniejszych detalach produkcji (co robią, jak robią i czego nie robią), mam do nich zaufanie. O ekologicznym aspekcie wspominałam również w w/w wpisie (wymieniając przy okazji markę Engel).

      Czasem uda mi się przemycić do newslettera trochę normalnej prywaty :-) I ja ślicznie pozdrawiam Agnieszko.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz