12 stycznia 2014 / Szafa marzeń / 30 komentarzy

… kształt, kolor albo wielkość spoczywającej w objęciach jego muszli perły, jest zupełnie bez znaczenia. Słodkowodny czy pochodzący z morskich głębin, za nic ma sobie to, czy zamknięty w jego wnętrzu klejnot jest:

  • symetrycznie kulisty, w kształcie kropli czy może barokowo nieregularny,
  • zachwycająco pastelowy, niewinnie różowy, osobliwie złocisty czy egzotycznie czarny,
  • maleńki jak główka od szpilki czy raczej imponująco dorodny.

Być może wiedza ta faktycznie nie jest do niczego potrzebna mięczakowatym małżom. Ale my, których doskonale gładki kawałek perłowej macicy przyciąga niczym magnes swym magicznym, tajemniczo opalizującym blaskiem, lubimy wiedzieć. A tak poza tym, to… perło. Chcę! Cię!

 

Perły

Perła

Jedyny kamień szlachetny wytwarzany przez żywe organizmy. Cud natury i żywiołowej kreacji, perfekcyjny od początku do końca. O wyglądzie pereł, ich odcieniach, półtonach i podbarwieniach, podobnie jak i o pochodzeniu lub historii możemy znaleźć w sieci całe traktaty. My jednak zamierzamy się dzisiaj skoncentrować przede wszystkim na praktycznych aspektach bycia wielbicielką najszlachetniejszego z klejnotów, zgodnie z poniższą sentencją:

 

 „Lubię perły. Utożsamiają to wszystko, co w kulturze ubioru i sztuce przyozdabiania się cenię najbardziej: szlachetną urodę, powściągliwą dyskrecję, nieskazitelną jakość.” *

Im bardziej okrągły i gładki kamień, im bardziej błyszczący i podbarwiony odrobiną innego odcienia, tym lepiej. To, że im większy, tym cenniejszy rozumie się samo przez się.

Jako szczęśliwa właścicielka naszyjnika z pereł koloru kremowego opalizującego iskierką złota oraz o miłej dla oka, choć skromnej wielkości 8 mm, mogę wreszcie odetchnąć z ulgą. Jak się okazuje fakt, że za nic nie udaje mi się oddać ich naturalnego koloru w zbliżeniu, jest tylko zaletą. Im mocniej bowiem otaczające przedmioty odbijają się na powierzchni perły tym lepiej, ponieważ oznacza to, że jej połysk jest znakomity (excellent, jak musiałby przyznać fachowiec). A to czarne jądro w środku każdego kamienia, to nic innego jak tylko oko obiektywu (o to coś rudawe nawet nie pytajcie, to pewnie cały wszechświat się nam przygląda).

 

Jak nosić perły?

Tak w ogóle, to jak się tylko ma ochotę. Jeśli chodzi o naszyjniki, to na przykład: 1. grzecznie na szyi, 2. mniej grzecznie, czyli zarzucone na plecy (a´la Pola Negri w połączeniu z głębokim dekoltem), 3. wplecione we włosy,  4. zamotane na nadgarstku,  5. albo zamiast paska – na biodrach.

Sama, jako grzeczna i układna dziewczynka, noszę perły w klasyczny sposób, bardzo chętnie w komplecie z pasującymi, prostymi w formie kolczykami:

Perły: naszyjnik w wersji dziennej

W wersji codziennej.

Perły: naszyjnik w wersji wieczorowej

W wersji wieczorowej.

 

I obie wariacje lubię. Więcej, obie są moim zdaniem bardzo rasowe i twarzowe.

 

Jak pielęgnować perły?

Perły lubią być noszone – jak poinformował mnie surowym tonem jubiler. Do tej pory był wyłącznie czarujący i usłużny, więc po zmianie tonu odgaduję, że w tej kwestii nie ma żartów:

  • mam je często nosić;
  • chronić przed bezpośrednim kontaktem z kosmetykami – perfumy oraz lakier do włosów stoją na pierwszym miejscu listy oskarżonych;
  • przecierać regularnie irchową ściereczką (miękka flanelka również świetnie spełnia swoje zadanie – sprawdziłam);
  • przechowywać w dołączonym, miękko wyściełanym pudełeczku i z dala od innej biżuterii.

Tylko tyle? Da się zrobić!

Jak się więc okazuje kłopotów z perłą mieć nie będziemy. Wręcz przeciwnie, jako ponadczasowy i uniwersalny klejnot, będzie nam wiernie towarzyszyć we wszystkich naszych metamorfozach, wcieleniach i obliczach. Niezależnie od wieku. I przez wieki całe.

 

Interesujący szczegół:

to właśnie Coco Chanel była tą, która głosząc ideę demokratyzacji mody, lansowała sztuczną biżuterię. Sznury korali z imitacji pereł czy brosze z kolorowego szkła noszone do najsłynniejszego z kostiumów, to do dzisiaj klasyka gatunku.
Zaprawdę, intencje godne pochwały, tylko że… jak wiemy z literatury, Mademoiselle Chanel lubiła otaczać się i afiszować bogatym przepychem. Czy dziwi zatem fakt, że sama nosiła perły prawdziwe?

 

 

*Monika Frese (brzmi nieźle, no nie?)

 



Komentarze

  1. Irensa
    12 stycznia 2014

    Och, wersja codzienna super, ale wieczorowa szyk i klasa! Lubię perły, mam śliczny,prosty pierścionek z jasnokremową perłą /prawdziwą/ i naszyjnik niestety ze sztucznych. Najwyższy czas go wymienić! Dzięki za inspiracje. Ale sztuczne perły w uszach całkiem nieźle się u mnie prezentują.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 stycznia 2014

      Pierścionka okropecznie zazdroszczę – pięknie uzupełniałby mój perłowy garnitur.

      Sztuczne perły też jakoś podejrzanie długo dobrze się na mnie prezentowały. Ale przejęłam się bardzo powiedzeniem, że im dalej w lata, tym jakość… czy coś w tym stylu… i chyba dobrze mi to zrobiło.
      Na duszy i na urodę:))

      Odpowiedz
  2. Vintage Cat
    13 stycznia 2014

    Marzę o prawdziwych perłach – w zasadzie mogłabym zamienić całą posiadaną sztuczną biżuterię, na jeden sznur pereł… Może rozważyć wyprzedaż? ;-)

    Twój naszyjnik jest cudowny, a zdjęcia… klasa!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 stycznia 2014

      Rozumiem tęsknotę… tylko proszę, nie pozbywaj się broszek:).
      Jesteś jedną z niewielu znanych mi osób, która jeszcze je nosi. I do tego z absolutną gracją i wdziękiem.

      Hmm, rzeczywiście. Ładnie wyszły te fotki:))

      Odpowiedz
    • Vintage Cat
      13 stycznia 2014

      Oj nie, broszek nigdy nie wyrzucę, zwłaszcza tych “wiekowych” :)

      Odpowiedz
  3. bastamb
    13 stycznia 2014

    Kocham perły, te sztuczne i te prawdziwe, ślicznie wyglądasz…pozdrawiam…

    Odpowiedz
  4. Iwona Dohrmann
    13 stycznia 2014

    Lubię perły, gdybym nosiła “taką” biżuterię byłyby one moim ulubionym kamieniem :-) Ale ja nie z tych klasycznych i rasowych, zresztą jestem weganką ;-)
    Ale Ty Moniko – o tak!!!
    :DDD

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 stycznia 2014

      Jak przyznać się po takim pięknym komplemencie, że sumienie często boli?

      A musi boleć, bo choć mój prywatny “czuły punkt” leży gdzie indziej, to i tak nie znalazłam do tej pory żadnego zadowalającego rozwiązania swoich dylematów.
      Koleżanka Wegetarianka

      Odpowiedz
  5. Margerita G
    14 stycznia 2014

    Kocham perły, są piękne. Dla większości z nas to luksus, ale można mieć też sztuczne które również wyglądają pięknie. Buziaki:*

    Odpowiedz
  6. Barbarossa
    14 stycznia 2014

    Moniko, najpierw napiszę o zdjęciach, przepięknie na nich wyglądasz a perły dodają Ci niezwykłego blasku. Jakoś jeszcze nie było okazji i nie pokazałam moich skarbów na blogu. Zwiedzaliśmy na Majorce fabrykę, gdzie produkuje się biżuterię. Mąż zakupił mi tam komplet pereł. Jest piekny. Dostalam też w prezencie od mamy 1 komplet i mam kilka sztucznych. Noszę dosyć często, bo bardzo je lubię. Pozdrawiam Cię ciepło!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 stycznia 2014

      Wiesz, że ja mam tak samo? Mąż i mama rozpieszczają mnie bezwstydnie.
      Bardzo podoba mi się myśl, że to perły dodają mi blasku, choć przyznam Ci się Basiu – podejrzewam mocno, że rozświetlający puder Mac`a nie jest tu bez “winy”.

      I ja ładnie pozdrawiam, ciesząc się już na Twoje hiszpańskie wariacje perłowe:)

      Odpowiedz
  7. ja katya
    14 stycznia 2014

    Na obu zdjęciach jest doskonale. Perły są niezwykłe – nie narzucają się przesadną dekoracyjnością, ale tak jak napisałaś, wyglądają rasowo. I skoro lubią być noszone to nie można udawać, że się o tym nie pamięta;) Noś, noś!!!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 stycznia 2014

      Piękne podsumowanie Katyu, zarówno w kwestii dekoracyjności, jak i niekonsekwentnego traktowania.
      Że też sama na nie nie wpadłam! W każdym razie przetłumaczyłam mężowi – naprawdę ucieszył się chłopak, jakby nie było darczyńca:)).

      “Doskonale” to mój ulubiony przysłówek:)

      Odpowiedz
  8. Aga
    19 stycznia 2014

    Perly przepiekne, ale wlascicielka jeszcze piekniejsza. Coz za wspaniala, swietlista Ty!
    Jak Ty to robisz, ze tak pieknie wygladasz?! Mnie jakos nie za bardzo wychodzi, mimo, ze sie bardzo staram i wcale duzo starsza od Ciebie nie jestem??? :-(
    A propos perel, to jest chyba najpiekniejsza bizuteria na kazda okazje. Mam rowniez (caly komplecik) i bardzo lubie.
    Buziaczki

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 stycznia 2014

      Ojej, jaki błogi poranek. Czy ja mam dzisiaj urodziny?

      Nie, jednak nie.
      Ale i tak mocno Cię ściskam Przemiła Ty Jedna Ty:))

      Odpowiedz
  9. iwona
    2 marca 2015

    a ja mam pytanie techniczne: czy tzw. prawdziwe perły to tylko te naturalne, czy hodowlane również?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 marca 2015

      Od razu nasuwa mi się porównanie z jedwabiem: prawdziwy jedwab powstaje z nici kokonu jedwabnika, jedwab sztuczny to tania namiastka oryginału, wytwarzana z poliestru albo innych sztuczności.
      Podobnie jest z perłami: prawdziwa perła – obojętnie czy ta hodowana, czy ta naturalna – zbudowana jest z masy perłowej, którą wytwarza małż. Perła sztuczna to imitacja szlachetnego kamienia, jej substytut wykonany np. z plastiku pokrytego farbą.

      Zarówno w produkcji jedwabiu, jak i pereł, naturalnie pozyskiwany surowiec stanowi zaledwie kilka procent światowego ogółu. Czyli wszystko opiera się na hodowli.

      Odpowiedz
      • iwona
        2 marca 2015

        dziękuję. zapytałam, bo spotkałam się z pogardliwym traktowaniem pereł hodowlanych.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          3 marca 2015

          Jestem pewna, że na pogardliwy ton pozwala sobie tylko ktoś taki, kto sam nosi wyłącznie klejnoty koronne ;-)

          Odpowiedz
  10. Agnieszka M.
    9 czerwca 2015

    To muszę moje częściej nosić, skoro lubią. Mam kremowe i ciemne, fioletowe. Tylko wyściełanego pudełka brak, trzymam je w woreczkach strunowych, każde osobno.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 czerwca 2015

      Koniecznie. Jak chcą bowiem znawcy tematu “regularna ekspozycja sprzyja ich żywotności” :-)

      Ale woreczki strunowe, czyli plastik, tak? Wyciągaj je stamtąd natychmiast! W szczelnym opakowaniu z tworzywa sztucznego perły nie mają dostępu do powietrza i wilgoci, której tak bardzo potrzebują – w konsekwencji wysychają, kruszą się i rozpadają. Dlatego jeśli woreczek, to z materiału, ale wystarczy również owinięcie miękką tkaniną.
      P.S. Fioletowe? Też chcę!

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        10 czerwca 2015

        O, to zaraz będę im szyła woreczki. Dzięki za info.
        PS takie http://www.gal-art.pl/n1w05-naszyjnik-perly-naturalne.html (nie żebym reklamę na blog chciała wrzucać, tylko dla Ciebie info)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          10 czerwca 2015

          Poproszę bardziej fioletowe :-)
          Ale dziękuję, widzę, że mają spory wybór – chętnie się porozglądam.

          Odpowiedz
          • Agnieszka M.
            11 czerwca 2015

            Nie wiem, czy fioletowe istnieją. Te są bardzo ciemne, czarne można powiedzieć, ale opalizują najbardziej na fiolet, ciut na zieleń i brąz.

  11. Agnieszka M.
    11 czerwca 2015

    Tzn. zdjęcie nie oddaje tych kolorów.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 czerwca 2015

      Wiem, tak się przecież tylko droczę :-)

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        2 lipca 2015

        Tak więc dziś jest 10 czerwca (zob. wyżej) i uszyłam woreczek na perły. Z kremowego lnu, zapinany na guzik, z czerwonym napisem PERLY (maszyna nie ma polskich liter). Jeszcze tylko przyszyję guzik i chowam moje klejnoty weń, cha.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          2 lipca 2015

          Trochę pogubiłam się w datach, ale za to dobrze potrafię sobie wyobrazić te perłowe klejnoty w lnianej sakiewce.
          Dobra robota.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz