11 maja 2014 / Szafa marzeń / 10 komentarzy

Aha, pada. Dzień w dzień i chyba już od miesiąca bez przerwy, więc tym bardziej dziwi mnie, że to nie parasolka albo strój do nurkowania, tylko torebka, sukienka i buty (ale nie kalosze), zaraz po nowościach technologicznych, są wiosennymi obiektami pożądania – czytaj: najczęściej wyszukiwanymi przedmiotami – na rodzimym eBay’u.

 

Jeśli chodzi o nowoczesne technologie i kombinezony dla nurków mam do powiedzenia tylko tyle: uprzejmie informuję, że dzisiejszy wpis nie jest przeznaczony dla sympatyków tekstyliów “High-tech” i nie życzymy sobie tutaj

  1. żadnych uwag o wyższości “inteligentnych” goretexów albo innych sympatexów w ekstremalnych, mokro – burzowych warunkach pogodowych;
  2. żadnych wykładów na temat innowacyjności wodoszczelnych porów czy tych, no… jak im tam… membran poroprzepuszczalnych;
  3. żadnych ogranych, mało odkrywczych powiedzeń w stylu “nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”.

Wiemy to same doskonale! Lecz jako osoby prezentujące wysoce estetyczne wymagania, jesteśmy zdania, że normalny człowiek nie będzie się wygłupiał wydając trzy pensje na nieprzemakalne ubranie, które owszem, na pewno skutecznie powstrzymuje wodę i wiatr, jednak swoim wyglądem jeszcze skuteczniej impregnuje kobiecy blask oraz indywidualny smak.

Zostaniemy zatem raczej przy mniej nowoczesnych, ale o niebo bardziej stylowych rozwiązaniach, bo to właśnie staromodny parasol będzie dzisiaj przedmiotem naszej uwagi, zamykając tym samym serię ” Trzech rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną”.

 

Piękna parasolka

 

Parasolka – praktyczna osłona czy czarujący atrybut kobiecości?

Skromna, niepozorna parasolka naprawdę potrafi wiele. Te z nas, które zaopatrzyły się już w elegancki model przekonują się za każdym – mokrym – razem, że parasol dobrej firmy:

  • nie tylko osłania kunsztowny makijaż wraz z przyległościami przed zdradziecką wilgocią,
  • nie tylko skutecznie opiera się podmuchom szarpiącego wiatru rujnującego fryzurę,

ale również, a może przede wszystkim jest piękną oprawą dla kobiecej urody. Czy tylko dlatego, że biała jak śnieg skóra przestała już jakiś czas temu być obiektem zachwytów, a współczesne, wyemancypowane Ladies używają parasolki przede wszystkim do ochrony przed deszczem, miałybyśmy pozbawiać się przyjemności płynącej z – bądź co bądź udoskonalanej przez wieki – sztuki zalotnej kokieterii?

Mimo, że szeroki parasol na długiej rączce szczególnie dobrze nadaje się do zabiegów tajemniczego osłaniania i subtelnego flirtu, rezolutna dziewczyna poradzi sobie nawet z kieszonkowym, składanym egzemplarzem. Tym bardziej, że producenci parasoli prześcigają się jak mogą, aby rozchmurzyć nam najgorszą nawet niepogodę: coś dla purystki? Proszę bardzo. Coś dla romantyczki? Proszę bardzo. Coś dla księżniczki? Bardzo proszę.

Sama widzisz: jeśli do tej pory traktowałaś parasol jako niechciany, niezręczny i wymuszony pogodową koniecznością dodatek, naprawdę wiele traciłaś.

 

 

Mini – lifting, czyli rozświetlająca siła koloru

Kolorystyczni eksperci lubią się spierać, jaki odcień parasolowego dachu jest najbardziej twarzowy, ale wszyscy jak jeden mąż upierają się twardo, że czerń zaraz obok zielonych tonacji jest najgorszym z możliwych wyborów. Zarówno pod czarnym, jak i seledynowym, morskim czy oliwkowym parasolem, nasza skóra wydawać się będzie chorobliwie blada i zmęczona.

Doceniam rozświetlającą moc kolorów i przyznaję z ochotą, że łagodne odcienie czerwieni, różu i koralowych moreli ożywiają odcień skóry ciepłymi refleksami, odcinając się na dodatek radośnie od zalanych deszczem krajobrazów oraz ponurego, szaro – burego morza głów.

 

Czarująca oprawa kobiecej urody: parasolka

 

Im dłużej się przyglądam, tym coraz bardziej podoba mi się ta kwiatowa rama otaczająca twarz. I chociaż poważnie zastanawiam się nad jej kupnem, to ani przez moment nawet nie śniłam o pozbyciu się ulubionego czarnego modelu z falbankami, w którego towarzystwie pojawiam się tu regularnie. Liftingująca potęga barw swoją drogą, ale osobiste zamiłowania mają zawsze pierwszeństwo.

Jak to w życiu bywa: wyjątki tworzą reguły, więc bez czerni nie ma dla mnie życia.

 

 

Praktyczna końcówka, czyli jak wybrać dobry parasol?

Miła Przyjaciółko, jeśli po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszłaś do wniosku, że faktycznie, czas już chyba rozstać się z tym mało szykownym egzemplarzem, który  a) nie dość, że składa się w pięć przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru, to jeszcze  b) zupełnie nie pasuje do Twojego wypielęgnowanego wizerunku; i zastanawiasz się właśnie nad kupnem nowej, ślicznej parasolki, polecam Ci rzeczowo napisany artykuł “Jak kupować parasol?”.

Dowiesz się z niego czym różni się dobry parasol od swojego byle jakiego kolegi oraz jak różnice te przekładają się na cenę. Znajdziesz kilka inspirujących przykładów oraz przekonasz się, że osiem – moja ulubiona cyfra – nie jest niestety właściwą liczbą, jeśli chodzi o konfigurację “dobra jakość, a ilość drutów w stelażu parasola”.

Masz rację, informacyjne suche detale potrafią zanudzić na śmierć. W tym wypadku mam jednak nadzieję, że parasolowe fakty okażą się dla Ciebie co najmniej tak samo poręczne, jak dla mnie. Pa :-)

 

Cała seria pt. „3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną” składa się z następujących wpisów:

  1. Krem z filtrem, czyli pierwsza z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  2. Kalosze, czyli druga z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  3. Parasolka. Ostatnia z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata
    12 maja 2014

    Uwielbiam Twoje rozważania na dowolny temat!
    Masz bardzo twarzowy parasol! To taka koncepcja? Parasol zamiast rozświetlacza albo wręcz zamiast makijażu? Dobre!
    Moje nietwarzowe oraz nieskładane parasolki leżą w bagażniku samochodu, co jest bardzo niepraktyczne, gdy zaczyna padać a samochód na oddalonym o kilkunastominutowy spacer parkingu :)
    Z drugiej strony pamiętam z dzieciństwa hiper-składaną torebkową parasolkę mojej Mamy … która to parasolka wymagała dłuższego czasu na rozłożenie i doprowadzenie do ładu, żeby następnie przy najmniejszym podmuchu poskładać się ponownie:)
    Więc życzę Słońca!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 maja 2014

      Parasol zamiast? Chciałabym, niestety… nic nie zastąpi porządnej warstwy szminki:).
      Widzisz Małgoś, sama rozumiesz dlaczego gorąco polecam spacerówkę na długiej rączce: składane maleństwa są pewnie dużo bardziej stabilne niż kiedyś, jednak po kilkuminutowej walce z własną parasolką w strugach deszczu, ostatnie na co człowiek miałaby ochotę, to zawracanie sobie głowy zawracaniem w głowie komuś innemu!
      Wprawiłaś mnie w świetny humor. Dziękuję :-)

      Odpowiedz
  2. Aga
    15 maja 2014

    Kochana, piekne te parasole i bardzo twarzowe. Zdradz mi prosze twoj sekret i powiedz, gdzie mozna takowe nabyc, bo u nas w sklepach nie spotkalam takich slicznosci. Ten twoj czarny jest tez bomba. Ja sama mam tylko male, skladane, do torebki. Taki jeden elegancki parasol na pewno mi sie przyda (mam tylko nadzieje, ze nie za czesto, chociaz ostatnio ciagle pada).
    Pozdrawiam serdecznie i slonca zycze.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 maja 2014

      Ładne, prawda? Sekret nazywa się rosemarie-schulz: spory wybór i przyzwoite ceny.
      Zamówiłam sobie kilka do wypróbowania i najbardziej podoba mi się ten z wnętrzem kwiatu od środka, tylko… znowu to samo… przyznam Ci się po cichutku, że strasznie mam ochotę na taki robiony ręcznie i tylko dla mnie.
      Ale tak w ogóle to nie zwracaj uwagi na moje obsesje i obejrzyj sobie kilka “ausgefallene Stockschirme”. Na pewno coś Ci się spodoba: Dalie, albo może Art Deco?
      Mocno ściskam Najmilsza. Dobranoc

      P.S. Aha, a co Wy mi tu dziewczyny z tym słońcem ciągle! Kiedy ja lubię deszcz :-)

      Odpowiedz
      • Aga
        19 maja 2014

        No u nas lato sie zbliza, ale to nic, parasol zawsze sie przyda i musze Ci powiedziec, ze ten z dalia w srodku jest bomba!
        Dzieki za kontakt, chyba go sobie zamowie, jezeli nie masz nic przeciwko. W koncu nie chodzimy razem na spacery w deszczowe dni, a szkoda.
        Pozdrawiam goraco.

        Odpowiedz
  3. irensa
    16 maja 2014

    Od rana leje, Dosłownie! Ciemno. ponuro i wietrznie. Piękna sprawa taki różowy kwiat nad głową zamiast słońca!

    Odpowiedz
  4. Makosza
    17 grudnia 2015

    Jakieś 7 lat temu dostałam od przyjaciółki parasolkę- granatowa w różowe jajeczka firmy marimmeko. Parasolki są drogie ale służy mi 7 lat a mieszkam w deszczowym, portowym mieście, które słynie w DE z mokrej pogody. Wcześniej kupowałam tanie parasolki z rossmana, które zwyczajnie się psuły. Dlatego warto dobrze wybrać, uciułać kasiorke i kupić porządny, ładny parasol… ten niebieski jest śliczny.

    ps. wyjątek to chyba osoby, które notorycznie je gubią. Wtedy taniej wyjdzie odwiedzać rossmana.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 grudnia 2015

      Radosne skandynawskie wzornictwo – akurat w sam raz na taką paskudną (nie)pogodę.
      Wiesz, co? Myślę sobie, że to jest jeszcze jeden powód przemawiający za kupowaniem wartościowych rzeczy. Jak już człowiek ma coś naprawdę praktycznego i pięknego, to bardziej się pilnuje i uważa. Przecież znieszczenie albo zgubienie takiego cennego skarbu zwyczajnie boli.

      Jak dobrze, że dałaś mi pretekst, żebym tu zajrzała! Przejrzałam sobie wszystkie komentarze… a tu taki byk! Fehler!
      Nikt nie widział? I dobrze, poprawione :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz