5 października 2018 / Materiały / 26 komentarzy

W całkiem nowej serii pt. „Pytania Czytelniczek”, omawiam szerzej różne zagadnienia i problemy, z którymi dzielicie się ze mną w komentarzach. Dzisiaj: oznakowanie materiałów. Rozmawiamy o tym, jak powinien być opisany i ometkowany materiał, który wpadł ci w oko w sklepie z tkaninami.

 

Małgorzata pisze:

(…) Ja ostatnio rzadko kupuję tkaniny, ale jeśli szukam czegoś np. na sukienkę i “rzuci mnie na kolana” jakiś wzór, to pytam, co to za tkanina, bo rzadko spotykam opisy przy cenach. Zdarzało się, że opis pod tkaniną brzmiał “tkanina na kostium” albo “sukienkowe” (???). Oczywiście, jeśli ekspedientka zna się na tym, co sprzedaje, to zaraz się szczegółów dowiem. Ale jeżeli jest tylko od odmierzenia, zapakowania i pobrania pieniędzy, to jestem skazana na dalszą wycieczkę po sklepach.

Mnie jednak interesuje inna kwestia i bardzo proszę o oświatę w tej materii. W gotowej konfekcji jest metka ze składem. Zakładamy, że mówi prawdę. Skąd mam wiedzieć, że ta konkretna kratka granatowo–bordowa na trzeciej półce od góry, to faktycznie wełna? Gdzie mam szukać informacji na beli materiału? O ile się tam takowa w ogóle znajduje. Nie twierdzę, że sprzedawca na pewno będzie chciał mnie oszukać i sprzedać mi za duże pieniądze coś, co nie jest 100 % wełną, tylko ma jakieś domieszki, które albo mi przeszkadzają ze względów, że tak powiem “doktrynalnych”, albo jestem na nie np. uczulona? Nie daje mi to spokoju od jakiegoś czasu…

 

 

Oznakowanie materiałów: co mówią przepisy prawne?

Zacznijmy bardzo po-prawnie. Przepisy prawa obowiązujące na terenie Polski oraz całej Unii Europejskiej regulują dokładnie*, jak powinna być oznaczona odzież i materiały, przeznaczone do obrotu handlowego.

Przede wszystkim, każdy wyrób włókienniczy – to znaczy, rzecz wykonana z włókien, np. tkanina, dzianina, gotowe ubranie, ale również pościel, wkład usztywniający (popularnie flizelina) albo nici – musi być wyraźnie opisany. Bezpośrednio na produkcie lub na dołączonej do niego etykiecie mają znajdować się najważniejsze informacje, czyli:

  • skład surowcowy produktu (np. bawełna, wełna, poliester, len itd.),
  • nazwa i adres producenta (lub handlowca, który wprowadził towar na rynek),
  • cena.

Dodatkowo wszystkie szczegóły, które w opinii sprzedawcy są niezbędne klientowi przed podjęciem decyzji o zakupie, np. gramatura, przepis konserwacji, przeznaczenie („materiał podszewkowy”), rodzaj wykończenia i apretury („materiał z wykończeniem antypilingowym”) itp.

Dotyczy to bez wyjątków towarów sprzedawanych zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i internetowych.

 

*Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1007/2011 z dnia 27 września 2011 r. w sprawie nazewnictwa włókien tekstylnych oraz etykietowania i oznakowywania składu surowcowego wyrobów włókienniczych.

 

 

 

Oznakowanie materiałów: jak powinien wyglądać opis tkaniny?

Jak dokładnie powinna wyglądać etykieta, zawierająca najważniejsze parametry tkaniny?

1. Etykieta albo inny rodzaj oznakowania materiału, muszą być: widoczne, łatwo dostępne, czytelne i trwałe.

2. Skład surowcowy powinien być wymieniony w języku polskim. Dokładnie rzecz ujmując, w języku urzędowym kraju, w którym wyrób jest sprzedawany, tzn.: w Polsce materiał ma być opisany po polsku, a na przykład we Włoszech, po włosku.

3. Rodzaj włókna ma być podany pełną nazwą i nie można używać skrótów. Poprawnie będzie zatem: jedwab, wełna albo poliester, a nieprawidłowo: SE, WO albo PE/PES.

4. Określenia „100%”, „czysty” lub „wykonany w całości z” (np. „czysta żywa wełna” lub „100%” jedwab), mogą być stosowanie wyłącznie do oznaczenia materiałów składających się całkowicie z tego samego włókna.

5. Materiały wykonane z mieszanek muszą zawierać opis wszystkich włókien składowych, podany w procentach i w porządku malejącym, np. satyna, skład: 56% poliester, 24% jedwab, 20% wiskoza (nieprawidłowo byłoby np. satyna, skład: 24% jedwab, 20% wiskoza, 56% poliester, ponieważ najważniejsze ilościowo włókna mają być wymienione na początku).

 

To, czy ubranie uszyte z określonego materiału będzie się dobrze nosić, zależy przede wszystkim od jego składu. Skład, czyli surowiec, z którego wykonana jest tkanina, nie zawsze da się wyczuć dotykiem, tym bardziej, że miękki chwyt jest bardzo często mylony z jakością. Dlatego najlepsze co można zrobić, to uważnie studiować metki. Zarówno te dołączone do gotowej odzieży, jak i te znajdujące się przy belach tkanin, kupowanych na metry. Przyjrzyjmy się dwóm przykładom:

 

Przykład 1.

Oznakowanie materiałów: prawidłoweOznakowanie materiałów, fot. atelier Frese

Etykieta jak się patrzy.

Duża, czytelna i zawiera najważniejsze informacje: rodzaj materiału (krepa chińska w kolorze czarnym), surowiec (100% jedwab), nazwę sprzedawcy (A. Pavani Stoffe) i cenę (34,50 euro za metr bieżący).

Oprócz tego, mamy tu dodatkowe parametry, które pozwolą mi lepiej oszacować użyteczność mojego zakupu: szerokość (90 cm), gramaturę (67 g/m.b.), przepis konserwacji (pranie ręczne na zimno albo pranie chemiczne P) oraz przewidywany procent wstąpienia się tkaniny po praniu na mokro (ok. 5%).

Wszystko po niemiecku, ponieważ materiał jest kupiony w Niemczech.

 

 

Przykład 2.

Oznakowanie materiałów: nieprawidłoweOznakowanie materiałów, fot. atelier Frese

W swoich zbiorach znalazłam również nieprawidłowo oznakowaną etykietę.

Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda w porządku: surowiec, szerokość, gramatura, nazwa handlowca (ukryłam ją)… Ale gdy przyjrzymy się dokładniej, zauważymy, że skład podany jest w złej kolejności. Bawełna (po niem. Baumwolle), ze swoją 65% zawartością, powinna być na pierwszym miejscu, a jedwab (po niem. Seide) z 35% na końcu.

Dziwisz się dlaczego ta kolejność jest w ogóle istotna? Podawanie najdroższego, najbardziej szlachetnego włókna na początku – bez uwzględnienia faktycznego wkładu ilościowego – sugeruje jakość lepszą od faktycznej. Nieświadomy klient pomyśli „ooo… jedwabny materiał!” A to nie jest jedwabny materiał, tylko mieszanka bawełny z jedwabiem. Owszem, to jest bardzo fajna kompozycja, ale całkowicie różni się właściwościami od tkaniny jedwabnej.

 

 

 

Oznakowanie materiałów: gdzie dokładnie szukać informacji o składzie materiału?

Po pierwsze: materiał nawinięty jest na tekturowe wkładki lub bele, które często, przynajmniej na jednym końcu mają wydrukowane znaki informacyjne.

Po drugie: do każdej sztuki zrolowanej tkaniny, która opuszcza zakład produkcyjny, umocowana jest etykieta z najważniejszymi informacjami, w tym procentowym składem surowcowym materiału.

Po trzecie: krawędź tkaniny, tzw. krajka, może pełnić funkcję informacyjną:

  • pięcionitkowy, barwny kod wpleciony w krajkę, opisuje skład przędzy, z której wykonana jest tkanina (biała nić oznacza włókna bawełniane, niebieska – wełniane, żółta- celulozowe, czerwona – poliestrowe, szara – poliamidowe, zielona – akrylowe). Każda nić to 20% konkretnego włókna w składzie, np. 5 nitek niebieskich oznacza 100% wełny, a 3 nitki niebieskie i 2 czerwone oznaczają 60% wełny i 40% poliestru.
  • Krajka oznaczona jest nadrukowanym lub wtkanym napisem, np.:

 

Oznakowanie materiałów: krajkaOznakowanie materiałów, fot. atelier Frese

Od lat nie spotkałam kolorowego kodu w krajce, ale opisany brzeg tkaniny widuję dość często. Jest to popularna metoda oznakowywania szlachetnych tkanin (jakby nie było, prawdziwego powodu do dumy, zarówno dla ich producentów, jak i sprzedawców).

U góry: wełniana żorżeta. Wtkany w jej brzeg napis informuje, że mamy do czynienia z wełną najwyższej jakości (czysta żywa wełna, po niem. Schurwolle). Poza tym podany jest przepis konserwacji oraz marka producenta.

U dołu: jedwabna satyna. Wydrukowany na krajce złoty napis głosi, że trzymamy w rękach materiał z czystego jedwabiu.

 

 

 

Oznakowanie materiałów: podsumujmy

  1. Jako klientka sklepu sprzedającego tkaniny (obojętnie, stacjonarnego czy internetowego), mam prawomocnie zagwarantowaną możliwość zapoznania się ze składem surowcowym każdego materiału przed zakupem.
  2. Każdy wyrób, który oglądam w tym sklepie, musi zawierać dokładną informację, z czego jest zrobiony. Szukam jej na dołączonej do beli materiału etykiecie albo bezpośrednio na samej beli.
  3. Zaufany, kompetentny sprzedawca jest na wagę złota, ale najlepiej, jeśli upewnię się sama. To znaczy, że ściągam tę granatowo – bordową kratkę z trzeciej półki od góry i sprawdzam dokładnie, czy to faktycznie 100-procentowa wełna.

 

 

Hej Dziewczyny,

będę nieobecna przez kilka dni, ale Wy sobie nie przeszkadzajcie :-) Czytajcie, pytajcie, zostawiajcie refleksje i przemyślenia, a ja się włączę, jak tylko wrócę.

 

 



Komentarze

  1. Bożena
    5 października 2018

    Wpis – skarb!

    A żeby nie być nazbyt lakoniczna ,przytoczę swoją historję. Nie dotyczy ściśle tkanin….
    Poszukiwałam gościnnych kołder , zasiadłam do Internetu i znalazłam takie coś- kołdra całoroczna, 100 procent wełny w otulinie flzelinowej (sic!)
    Tak że tego…zarządzenia swoje, praktyka swoje :D

    Miłego pobytu gdzieś tam…

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 października 2018

      Dziękuję. Było miło, ale… Bożena, jak ja się cieszę, że już jestem w domu!

      A ja znalazłam w jednej z łódzkich hurtowni tkanin, takie kwiatki:
      1. nazwa materiału: Wiskoza dzianina, skład: 100% bawełna.
      2. Nazwa materiału: Dzianina wełniana, skład: 65% Poliester, 23% Poliakryl, 12% Wełna (wypatrzony w kategorii “Wełna”).
      Jak to dobrze, gdy człowiek wie, co sprzedaje ;-)

      PS Dzięki za świetny wywód na temat jakości bawełny :-)

      Odpowiedz
  2. Muzzy
    8 października 2018

    Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę kwestię norm. Producent ma prawo nie zamieścić w składzie surowców domieszki włókien, których ilość nie przekracza kilku procent całości.
    I tak czytając skład np. 100% bawełna możemy być pewni, że tak nie jest. Odzież wykonana w 100% z bawełny bardzo szybko by się rozciągała i zmieniała wygląd – nie ma możliwości, aby cokolwiek było wyprodukowane bez domieszki poliestru czy innych włókien sztucznych, które zapewniają odpowiedni wygląd sukienki, bluzki, a nawet skarpet.

    Odpowiedz
    • irensa
      9 października 2018

      Przecież sztuczne włókna to wynalazek ostatnich kilkudziesięciu lat! A przepiękne, wskroś naturalne i “wiecznie młode” o pięknych nadal barwach tkaniny ciągle możemy podziwiać chociażby w muzeach. Skoro wtedy było można to dlaczego teraz nie? Czy musimy mieć dużo, nawet byle czego? Niestety coraz więcej osób tak ma. Więc cieszę się Lady, że bronisz jakości jak niepodległości. / wiersz jakiś muszę napisać, czy co!/

      Odpowiedz
    • AgnieszkaM
      9 października 2018

      W takim razie jak kiedyś produkowano? Nie było 100% bawełny przed erą poliestru? Len czy bawełna to przecież od wieków uprawiane rośliny,

      Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 października 2018

      Bardzo interesujące. Pomijając oczywistą nieprawdę zawartą w ostatnim zdaniu, zadaję sobie właśnie pytanie, dlaczego producent miałby ukrywać przede mną jakąkolwiek domieszkę włókien? Jaki miałby w tym cel? Co chciałby przemilczeć?

      Do komentarza dołączony jest link do sklepu, rozumiem więc, że wypowiedź opiera się na własnym przykładzie… czyli wchodzę na stronę Muzzy, wybieram piżamę albo koszulę nocną i chociaż opis produktu zapewnia mnie, że to 100% bawełny, mam pewność, że ktoś wstawia mi głodne kawałki rozmija się on z prawdą. Tak?

      Odpowiedz
  3. Joanna
    10 października 2018

    Poważnie? Nie słyszałam o czymś takim. Jakość jakością, ale 100% to jednak 100%, choćby najgorszej bawełny/wełny/wiskozy itd. Przy okazji – zjecie mnie, ale miałam w tym samym czasie 2 piżamy z Tchibo, jedna z bawełny, druga bawełniano-poliestrowa. Ta ostatnia była przyjemniejsza i nieporównywalnie trwalsza. Mam też jeszcze poście z Ikei kupione wieki temu, najtańsze w ofercie, także bawełniano-poliestrowe. Odczucia podobne – podczas gdy 100% bawełna mnie się niemiłosiernie i wygląda dużo gorzej, mieszanka zachowuje się i wygląda lepiej.

    Odpowiedz
    • Joanna
      10 października 2018

      Hej, mam podobne odczucia z tą bawełna. Ogólnie wydaje mi się, że ostatnio nie lubię bawełny. Jakas taka szorstka jest i sztywna. Ubrania z metki 100% bawełna wydaje mi się, że zaraz sie rozejdą, zrobi się z nich taka szmatka. Z drugiej strony obiecałam sobie, że nie kupie nic, co bedzie mialo mialo choc troche poliestru. Ostatnio kupilam t-shirt z 100% bawełny (podobno) lepszej jakosci, ale jeszcze go nie pralam. Co do poscieli – byłam niedawno w odwiedzinach u siostry, ulozyla mnie w jakims lozku, dala posciel, a ja tak “wwwowwww z czego ta posciel jest?!?! jaka milutka!!”. Nie potrafie jeszcze poznac po dotyku materialu, ale mialam wrazenie, ze była z dodatkiem jedwabiu, była taka leciutka. Wyszperałam potem metke, a tu 100% poliester :D

      Odpowiedz
      • Bożena
        12 października 2018

        Oczywista, że bawełna , bawełnie nierówna. Najtańsza z Chin, najdroższa z Egiptu- długowłóknista (extra-long staple) trwała, niebywale miękka.
        Chińska bawełna zbierana mechanicznie , przy pomocy kombajnów często nadaje sie tylko do produkcji filtrów do kawy…
        Niestety producenci pościeli, ręczników i odzieży kupują na giełdach najtańszą bawełnę…Stąd rozczarowanie, Miłe Panie.
        Mam w domu ręczniki od cioci z Ameryki ( ;D ) z egipskiej bawełny – co za jakość i wygląd.
        Kiedyś w polskim Lnie widziałam coś równie kapitalnego- ręczniki z lnu , ale cena 350 zł za ręcznik kąpielowy była zaporowa, zważywszy , że nas w domu wiele :)
        Można wyszukać z Internecie produkty z egipskiej bawełny- kto może, kogo stać- naprawdę wtedy warto. Jest jeszcze jedna zaleta takiej bawełny – ona się mniej brudzi z uwagi na te długie gładkie włókna, i gładkość. Jest też o wiele bardziej higieniczna, więc ręczniki posłużą dłużej.
        Ja w poliestrach odczuwam ogromny dyskomfort – skóra mnie pali , jest mi duszno, choć wiem, że są ludzie ,którym satyna poliestrowa nie przeszkadza.
        U mnie nie sprawdza się ani taka posciel, ani bielizna termiczna.
        Również dzieci odziedziczyły po mamie nietolerancję tworzyw sztucznych i nie ma mowy żeby przemycić coś z dodatkiem poliestru.

        Odpowiedz
        • Joanna
          12 października 2018

          O egipskiej bawełnie nie słyszałam, dziękuję Bożeno. Mam ochotę przetestować i na pewno to zrobię.

          Odpowiedz
          • AgnieszkaM
            12 października 2018

            Kupiłam dzianinę z bawełny egipskiej i uszyłam z niej piżamę. Miła w dotyku jest, ale poszły oczka na wielu szwach. Tak więc nawet nazwa i nieco wyższa cena nic nie gwarantuje, niestety. Już w tym sklepie takiego materiału nie kupię.

          • Bożena
            12 października 2018

            Agnieszko
            być może użyłaś zbyt grubej igły ( nie jestem krawcową, ani szwaczką) , może podczas krojenia doszło do błędu…
            Pamietam podkoszulek mojego Ojca, który śmiał sie , że mi go zapisze testamentem tak bardzo był niezniszczalny, śnieżnobiały i delikatny przez- bez przesady -dziesięciolecia…
            I pamiętam chińską bielizną, która po pierwszym praniu traciła kształt ; koszulka sięgała żeber, za to potrajała szerokość:)
            No to jeszcze zachęcam do prób z amerykańska bawełną- mającą doskonałą opinię wśród handlowców i producentów. ISL szyje z amerykańskiej bawełny męskie koszule.

    • Monika (Lady and the dress)
      15 października 2018

      Bawełna, jak słusznie zauważyła Bożena, może być najprzeróżniejszej jakości. Oprócz tego, włókna bawełny są bardzo często poddawane różnym chemicznym “ulepszeniom” (np. mającym zapobiegać gnieceniu się, wstępowaniu albo plamom), pod wpływem których tracą cały swój naturalny wdzięk i żywotność. Wcale mnie więc nie dziwi, że syntetyki albo ich mieszanki wydają się często “przyjemniejsze” w dotyku (to właśnie ten miękki chwyt, o którym wspominam we wpisie).
      Pamiętacie, co pisałam w II części wpisu o materiałowych mieszankach? Włóknom chemicznym można nadać każdą optykę i fakturę, tzn. że mogą one być miękkie, sztywne, gładkie, chłodne, puszyste… i co kto lubi. Jednak fakt pozostaje faktem – pod względem oddziaływania na nasze ciała (psychiki i dusz nie pomijając), naturalne, szlachetne włókna nie mają sobie równych.

      Nic się nie bój Joanno, nie będziemy się kanibalić, tylko musimy poważnie pogadać o bawełnie :-)

      Odpowiedz
  4. Dobrawa
    13 października 2018

    Jeżelu chodzi o pościel i chyba w ogóle bawełnę to kluczowa jest gęstość materiału. Nauczyłam się tego o ironio na przykładzie Ikei! W opisie produktu jest podana ilość nici jest ogromna różnica jakościowa przy liczbie 150 nici na cal, a przy 200. Tylko cena też jest odpowiednio wyższa. Mam taką pościel o gęstości 200 nici na cal od kilku lat, prana w 60° nadal jest jak nowa bez żadnych przetarć materiału. Zakładam, że producent dodaje do bawełny poliester żeby uzyskać podobny efekt wytrzymałości tkaniny w 100% bawełnianej o dużej gęstości. Tylko że taka mieszanka ma zupełnie inne właściwości, nie przepuszcza powietrza np., ale jest dużo tańsza. Poza tym przy każdym praniu poliestru, akrylu itd. do wody uwalniane są mikrocząsteczki plastiku, których filtry w oczyszczalniach wody nie wyłapują… i choćby dlatego w mojej szafie nie ma na nie miejsca.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 października 2018

      Dokładnie tak: jakość surowca, ale również rodzaj splotu albo gramatura… wszystko to ma swoje odzwierciedlenie w specyfice oraz cenie wyrobu.
      A tak w ogóle, to strasznie się cieszę, że poruszasz problem zanieczyszczenia środowiska. Zabieram się do niego od wieków, ale cały czas myślałam sobie, że jeszcze nie, jeszcze za wcześnie na pogadanki o ekologii. Widzę, że nie miałam racji i trzeba uzupełnić tę lukę.

      Odpowiedz
      • Dobrawa
        16 października 2018

        Pani Moniko, jak najbardziej! Myślę, że jest aktualnie na to pozytywny ferment. Pamiętam jak 10 lat temu dla moich koleżanek było abstrakcją, że kupuję kosmetyki wegański, dziś same proszą o polecenia.

        Odpowiedz
  5. Justyna
    13 października 2018

    Z wiekiem coraz bardziej doceniam naturalne włókna. Mój problem polega na tym, że MUSZĘ nauczyć się szyć ubrania, bo w sklepach na moją sylwetkę trudno w ogóle coś dostać, a żeby jeszcze nie było to akrylowe/poliestrowe to już po prostu graniczy z cudem. Niecałe 160 wzrostu, do tego większa od standardowej różnica między talią, a biodrami (zwężałam sobie ostatnio dwie pary cygaretek o jakieś 8 cm). Całe życie ubierałam się byle jak, w zasadzie nie wiedząc, dlaczego. ;)

    Odpowiedz
    • Justyna
      15 października 2018

      Ogólnie mówiąc, nawet kupując gotowe ubrania trzeba bardzo uważać na opis materiału. Bardzo często w opisie mamy jedwab, a w składzie poliester (i nawet nie wspomną, że to jedwab sztuczny/ a sztuczny jedwab to nie powinna być raczej wiskoza?) Nagminnie podają włókna lepsze gatunkowo, choć procentowo mizernie to wygląda. Zwykły chwyt marketingowy. Dlatego uważnie czytam opisy, żeby nie nabrać się na coś wyjątkowo plastikowego.

      Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 października 2018

      Jestem tego samego zdania co Ty, Justyno – szycie na miarę albo krawieckie przeróbki gotowej konfekcji, na pewno mogłyby rozwiązać dużą część Twoich ubraniowych kłopotów.

      A propos sztucznego jedwabiu, właśnie coś podobnego opowiadała mi niedawno znajoma. Na urlopie za granicą, w eleganckim salonie, wpadła jej w oko piękna sukienka. Gładka, lejąca się, a że nie wzięła z domu okularów i nie mogła przyjrzeć się metce, więc pyta sprzedawcy, co to za materiał. “Jedwab” odpowiada czarujący pan z całym przekonaniem. Znajoma przymierzyła, sukienka leżała na niej fantastycznie, a że w komplecie był mały upust i dużo komplementów, to wzięła ją bez mrugnięcia okiem. Przy pierwszym praniu, studiuje metkę, a tam stoi jak byk “poliester”. Poliester z jedwabistym wyglądem, czyli taki syntetyczny “jedwab”… Morał z tego taki, że bez względu (lub może raczej ze względu :-) na czar osobisty sprzedawcy, czytanie metek i etykiet, to konieczność.

      PS Jeśli chodzi o sztuczny jedwab, to pewnie sporo zależy od tłumaczenia. W Niemczech często nazywa się tak gładką, bardzo śliską poliestrową dzianinę (slinky), a w Stanach rodzaj mięsistej wiskozy (rayon).

      Odpowiedz
      • Justyna
        16 października 2018

        Muszę oddać jednak sprawiedliwość, bo na szczęście (mieszkam we Włoszech) Włosi piszą “jedwab syntetyczny” czy “efekt jedwabiu”, a na ebayu wystarczy wziąć poprawkę na różnicę między “silk” a “silky”. I zawsze kontrolować etykietę!
        Co nie zmienia jednak faktu, że wszędzie króluje poliester, nawet wśród produktów z wyższych półek.
        A odkryłam niedawno sklep internetowy z pięknymi tkaninami, pełny wełen i kaszmirów (może jakiś płaszczyk trzeba by krawcowej zlecić, bo to jednak wyższa szkoła jazdy)… Nic, tylko siadać i szyć! :)

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          16 października 2018

          Tak… wełny, kaszmiry, jedwabie i piękne bawełny o wiele łatwiej znaleźć w sklepach z tkaninami, niż na wieszakach gotowej konfekcji. Jeżeli Twój nowo odkryty sklep wysyła również do Polski (zakładam, że znalazłaś go tam, gdzie mieszkasz, czyli we Włoszech), daj nam proszę znać. Też chcemy się porozglądać i pozachwycać :-)

          Odpowiedz
          • Justyna
            17 października 2018

            Sklep ma stronę również w języku angielskim, więc powinien wysyłać za granicę.
            http://www.antoniettatessuti.com/
            Niektóre ceny są straszne, ale interesujące są kupony albo resztki materiałów, albo kupony z niewielką wadą. Albo… można skalkulować sobie zainwestowanie w jeden porządny i luksusowy płaszczyk, kostium, itp., na zasadzie “jeden, ale świetnej jakości”.

  6. Joanna
    23 października 2018

    Tak sobie pomyślałam – jak określany jest skład mieszanej tkaniny? Ilość nitek? Waga?

    A jeszcze przy okazji tkanin – nie macie wrażenie, że jak niedawno wszechobecny był poliester, tak teraz jest ogromna ilość wiskozy? Od zwiewnych bluzek po grube swetery. Zastanawiam się, czy to nie efekt dość mocnego w ostatnich latach uświadamiania, jaki poliester jest zły. Przy czym też idzie to w złą stronę, moim zdaniem, bo z wiskozy zupełnie niepotrzebnie robi się rzeczy, które do tej pory były bawełniane: zwykłe t-shirty czy piżamy. Podobnie lubię wiskozę do lekkich, lejących bluzek, ale niekoniecznie w swetrze.

    I jeszcze apropos jedwabiu syntetycznego – mam 2 koszulowe bluzki marki Click z takiej tkaniny i są przecudowne, miękkie, miłe w dotyku, nie mną się i jednocześnie nie duszą mnie jak poliester.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      25 października 2018

      Na temat sztucznych jedwabiów się nie wypowiem, ale jeśli chodzi o wiskozę, mam podobne spostrzeżenia.
      Zła renoma poliestru robi swoje, więc trzeba było znaleźć inny masowy napełniacz kasy. Wiskoza świetnie się do tego nadaje. Klientki ją lubią, bo daje ona złudzenie, że można połączyć niepołączalne: komfort noszenia włókien naturalnych z niską ceną i bezpardonowo prostą “obsługą” włókien chemicznych. Producenci też ją lubią, bo jest niedroga w produkcji, można jej nadać prawie każdą formę i teksturę, no i klientki ją chętnie kupują (bo jest “zdrowa” i tania, więc bez wyrzutów sumienia, można pofolgować chęci ciągłego, kompulsywnego kupowania ubrań). Koło się zamyka i mamy układ idealny.

      Cześć Joanno, od kilku dni szlifuję nowy wpis i zupełnie straciłam poczucie czasu. A propos wpisu, powinien ukazać się jutro.

      Odpowiedz
  7. AgnieszkaM
    25 października 2018

    Weszłam na stronę podaną przez Justynę. Zakładka plain coloured silk, więc spodziewam się jedwabiu. Chcę krepę i widzę cady 100% poliestru. Nie mam wrażenia, że króluje wiskoza. Widzę tony poliestru wszędzie. Dzianina o nazwie mano lana z wełną mi się skojarzyła, a to poliester z wiskozą.
    I właśnie mam zafarbowane palce, bo szyłam z dzianiny (tzw. punto). Przy płukaniu tak mi zafarbowała wannę, że trzeba było szorować. Poprzednie dwa tego typu materiały były ok.

    Odpowiedz
  8. Makosza
    15 listopada 2018

    bardzo potrzebny wpis. Wiedzy nigdy nie za mało.
    Co do wiskozy to miałam parę sukienek. Jedna marka robi sukienki, które po latach wglądają dobrze. Moje inne doswiadczenie z wiskozą to niestety szmatka po pierwszym praniu i pełno kuleczek.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz