Ukryta w jednym ze szwów bocznych. Niepozorna. Nieczytana. Często drapiąca i niechciana, więc… pospiesznie wycinana.

Niesłusznie! Wszyta przez producenta metka (wszywka) informuje nas o składzie surowcowym tkaniny, z którego wykonane jest ubranie oraz polecanym sposobie pielęgnacji. Już tylko na podstawie tych dwóch informacji możemy dowiedzieć się całą masę pouczających rzeczy.

 

Jak ubrać dorosłą kobietę: odzieżowa metkaFot. Odzieżowa metka

 

To, czy ciuch naszych marzeń wygląda na nas doskonale podkreślając wszystkie godne podkreślenia atuty, uwypuklając wszystkie godne uwypuklenia walory i skrywając wszystkie warte przesłonięcia niedociągnięcia ocenimy same przeglądając się w dużym, najlepiej trzyczęściowym lustrze. Koniecznie w ruchu, koniecznie z pewnej odległości i koniecznie z każdej strony. Tyłu nie wyłączając.

Natomiast to, czy sprawdzi się w praktycznym użytkowaniu, zaspokajając przy okazji nasze wymagania i potrzeby, dowiemy się z ukrytej wewnątrz metki. Popatrzmy na poniższe przykłady: 

 

 

Przykład 1.  Wełna z niewielkim dodatkiem kaszmiru
odzieżowa metka: wełna z kaszmiremFot. Odzieżowa metka

 

Zalecenia pielęgnacyjne: żadnego prania na mokro, żadnego chlorowania, żadnego suszenia w suszarce, żadnego prasowania. Czyszczenie chemiczne.

Ups! Trochę szkoda byłoby przekonać się o skutkach dopiero po pierwszym praniu, prawda?

 

 

Przykład 2.  Wełna merino

odzieżowa metka: wełnaFot. Odzieżowa metka

 

Zalecenia pielęgnacyjne: pranie w maksymalnie 30°C + program specjalny do wełny, żadnego chlorowania czy suszenia w suszarce, prasowanie średnio rozgrzanym żelazkiem, możliwe czyszczenie chemiczne (specjalne).

Tym razem jednak producent poszedł o krok dalej, wyjaśniając nam dokładniej:

 

„program dla wełny / prać po lewej stronie / jeszcze wilgotny uformować / suszyć w pozycji leżącej / pożądane płukanie w czystej wodzie”. 

 

Czyli książkowy przykład prania i suszenia dzianin. Niby wiem to wszystko sama, ale taka nietypowa troska o klienta dodatkowo wzbudza moje zaufanie. Co do samej wełny, to wiem również, że oprócz tego, że jest miła, ciepła i przytulna:

 

chroni przed zimnem i przed gorącem, czyli w klimatyzowanym pomieszczeniu nie zmarznę, a w nagrzanym nie powinnam się spocić (jeśli nawet, to przynajmniej się nie przeziębię, ponieważ nawet wilgotna lub mokra wełna nadal ogrzewa),
ma zdolność samoregeneracji oraz neutralizacji różnorakich zapachów, więc nie potrzeba prać jej po każdorazowym noszeniu.

Czego więcej może chcieć od życia taki wybredny zmarźluch jak ja?

 

 

Przykład 3.  Wełna z dodatkiem jedwabiu

odzieżowa metka: wełna z jedwabiemFot. Odzieżowa metka

 

Zalecenia pielęgnacyjne: pranie w pralce, program dla tkanin delikatnych 30°C albo specjalne czyszczenie chemiczne, żadnego chlorowania czy elektrycznego suszenia, delikatna temperatura prasowania.

 

Skład ubrania bardzo mi się podoba: ciepła wełna z delikatnym jedwabiem. Co potrafi wełna już wiemy, a jedwab? W głowie włącza się już automatyczny (wy)tłumacz:

 

Jedwab podobnie jak wełna chroni przed zmarźnięciem i przegrzaniem, a do tego jest wyjątkowo miękki, gładki i przyjemny w dotyku więc rozpieszcza wymagającą skórę alergików i wrażliwców.

 

 

Przykład 4.  Wełna z różnymi dodatkami

odzieżowa metka: mieszanka wełnyFot. Odzieżowa metka

 

Zalecenia pielęgnacyjne: delikatne pranie ręczne w maksymalnie 30°C lub specjalne czyszczenie chemiczne, żadnych gorących temperatur podczas prasowania, żadnego chlorowania czy suszenia w suszarce.

 

W tym przypadku moja czujność jest zaalarmowana: jeżeli prawie połowę składu ubrania stanowią sztuczne włókna mające ułatwić ludziom życie, dlaczego nie mogę prać w pralce? Choćby i na delikatnym programie? Przecież to tylko zwykły sweter.

Dalej dedukuję więc sobie tak: mój sweter jest bardzo mięsisty i puszysty, więc powinien być też ciepły, ale… w połowie wykonany jest z chemicznych przędz charakteryzujących się tym, że nie pochłaniają wilgoci czyli jeśli się spocę moje zawilgocone ciało wychłodzi się i będę marznąć. Wokół zimno i plucha, a ja się trzęsę? Efekt w postaci przeziębienia gotowy! Możecie wyobrazić już sobie koniec tej historii? Mądry Polak po szkodzie.

 

 

Przykład 5.  Bawełna

odzieżowa metka: bawełnaFot. Odzieżowa metka

 

Zalecenia pielęgnacyjne: normalne pranie w 40°C (czyszczenie chemiczne opcjonalnie), prasowanie na gorąco, żadnego chlorowania i suszenia w suszarce. Dodatkowo dowiadujemy się, że powinnyśmy prać z podobnymi kolorami. Wiedziałyśmy co prawda same, że czarne pierze się z czarnymi, ale producent dyskretnie powiadamia nas, że podczas prania sweter puszcza farbę.

Niby wszystko w porządku, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że bakterie bardzo lubią sobie na bawełnie popasożytować, a pozbywamy się ich dopiero w gorącym praniu – co znaczą te śmieszne 40 stopni? Suszarka też wykluczona, a przecież bawełna schnie wieki całe mając przy tym tendencję do pleśniowych plam i zacieków.

 

Pamiętajmy przy tym, że chociaż bawełna jest przyjaznym skórze włóknem odpowiednim dla wrażliwej skóry, to gniecie się bardzo chętnie i ma właściwości wychładzające, jest więc przede wszystkim doskonałą tkaniną na… lato.

 

 

 

Wnioski?

Nie każdą wełnę można wsadzić do pralki, nie każdy jedwab zniesie bez szwanku wodną kąpiel, mało którą bawełnę można dziś porządnie wygotować albo wysuszyć w elektrycznej suszarce.

 

Jeśli nie chcemy narażać się na dodatkowe koszty kupujmy ubrania, o które będziemy troszczyć się samodzielnie i własnoręcznie. Jeśli chcemy mieć jak najmniej pielęgnacyjnych perturbacji wybieramy nieskomplikowaną w kroju odzież przeznaczoną do prania w pralce.

 

Zwróćmy koniecznie uwagę na to, czy wszystkie części tego samego ubrania mają jednakowy przepis prania. To, co wydaje się oczywiste, wcale takie być nie musi. Czy bawełniany płaszcz z prostej w obsłudze popeliny nie ma czasem satynowej podszewki przeznaczonej do chemicznego czyszczenia na sucho? Czy te ozdobne wstawki i wykończenia jeansów nie są aby wykonane z zamszu? Jeśli tak, to przy pierwszym kontakcie z wodą pomarszczą się, zafarbują i zrobią twarde jak skała! Ale… przecież na metce stoi jak byk – pranie chemiczne. No właśnie.

Chwila zastanowienia oraz uważne przestudiowanie metki PRZED ZAKUPEM uchroni nas od rozczarowań, bolesnych doświadczeń oraz niepotrzebnych finansowych konsekwencji.

 

Nasze przykłady dotyczyły swetrów, rzecz jasna jednak, że w ten sam sposób ocenimy każde ubranie. W tym wypadku nie chodzi o szczegóły, tylko o zasadę:

1.   najpierw czochramy, miętosimy i skubiemy (patrz część I),
2.  potem uważnie oglądamy oraz czytamy (wszystko, co do czytania się nadaje),
3.  a dopiero na końcu zachwycamy się, przymierzamy i płacimy. Jasne Miłe Panie?

 

 

 

Serdecznie pozdrawiam nowe Panie Obserwujące. Jak zwykle mam ogromną tremę, ale strasznie mi miło!
Wszystkich pozostałych Państwa bardzo mocno ściskam, życząc cierpliwości podczas następnego zakupowego tournée:)

 

 



Komentarze

  1. Boniffacy
    22 września 2013

    Jasne! Pani Generał!
    Będziem się stosowały.
    Ku chwale dobrych ubrań i naszego samopoczucia!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 września 2013

      Pół nocy przemyśliwuję, czy nie zmienić nicka… Pani Generał, to brzmi dumnie!
      Ale jednak chyba nie, więc ehm, tego… to następnym razem będzie może trochę łagodniej:)). Zgoda?

      Odpowiedz
    • Boniffacy
      25 września 2013

      Oj tam łagodniej. Podoba mi się tak jak jest.

      Odpowiedz
  2. Małgorzata TP
    22 września 2013

    Czyli kolejny wpis do skopiowania do komórki, jako podręczna ściąga :):)
    Oj tak! Masz rację – metki trzeba czytać ZANIM kupimy coś i okaże się to “nie-pralne” :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 września 2013

      Hmm, jak na ściągę, to chyba jednak odrobinkę za długa:).
      Poza tym zdaje mi się, że nie potrzebujesz żadnych “naukowych pomocy” – temat masz opanowany na szóstkę:).

      Odpowiedz
  3. ja katya
    22 września 2013

    Jesteś niesamowita! No tak, czytanie metek to taka jasna sprawa, a czasami o tym zapominam:)) Szczególną uwagę zwracam na skład i jak ognia unikam akrylu. Trochę czasami robię na drutach i jeśli chodzi o włóczki to najłatwiejsze do zdobycia są niestety właśnie akrylowe. A do prania podchodzę w sposób intuicyjny. I dawno już nic nie puściło mi farby:D

    Pamiętam jak kiedyś wrzuciłam do różowego prania coś beżowego [nie pamiętam co] mojej mamy, a później prałam to jeszcze ze 3x żeby odzyskało dawny kolor. Uff! Udało się! A jaki stres był przy tym!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 września 2013

      Cześć nocny marku:). Wychodzi na to, że moje blogowe przyjaciółki należą do tej wąskiej rzeszy konsumentów, którzy już dawno odkryli radość i pożytek czytania oraz skubania:).
      Chociaż zdanie się na intuicję to też dobry pomysł. Sama stosuję i razem z miętoszonym czochraniem, zwykle nieźle się sprawdza.

      Ale zazdroszczę drucianych umiejętności! Choć próbuję regularnie, za nic mi nie wychodzi! A podziergałoby się chętnie, chociaż… nie mam pojęcia kiedy:).

      Odpowiedz
  4. bastamb
    23 września 2013

    Tak, to ważne co piszą na metkach, ja sprawdzam skład i stosuje się do zaleceń. Choć muszę Ci powiedzieć, że czasami te metki są takie duże i sztywne, że bardzo mi przeszkadzają, drapią, kolą i co tam jeszcze to wtedy…wycinam. Ciekawe rady i porady Moniko, miło się czyta.
    Pozdrawiam i buziaki posyłam…i oczywiście jak zawsze napisane z odrobiną humoru…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 września 2013

      Grzeczna dziewczynka:).

      Ale masz rację, drapią te metki, oj drapią. Uwierają i przeszkadzają, rzadko kiedy będąc zrobione z miękkiej tkaniny i w kolorze, który nie jest widoczny na prawej stronie. Mnie też się zdarza, że wycinam, tyle że przechowuję je później z zapasowymi guziczkami w małym pudełeczku.
      Ojej, ale po takim wyznaniu… co Wy sobie o mnie dziewczyny pomyślicie?!
      Dziękuję ślicznie Barbaro:))

      Odpowiedz
  5. Sylwia
    25 września 2013

    Oho, mogę być z siebie dumna! Zwykle postępuję zgodnie z zaleceniami: w sklepie najpierw macam, później czytam, a na koniec mierzę. Jakie to miłe uczucie wiedzieć, ze robię coś dobrze :))
    Ale w praktyce to chyba każdemu zdarzają się wpadki. Ostatnio, pomimo tego, ze zwykle jestem ostrożna, zamroczona błyskotkami naszytymi na sweterek, zupełnie nie popatrzyłam na skład. I mam teraz w szafie jakieś sztywne, drapiące akrylowe coś, i pomimo, że z daleka wygląda ładnie to nosić się tego nie da niestety :(

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 września 2013

      Nieodwzajemnione miłości i fatalne zauroczenia są, jak się zdaje, stałym składnikiem życiowych perturbacji:). I u mnie w szafie wiszą śliczności, których wcale nie mam ochoty nosić… ale śliczne są właśnie, więc jak tu wyrzucić?!

      Ja też jestem okropnie z siebie dumna! Nie dość, że moje Czytelniczki są najmilsze pod słońcem, to jeszcze roztropne, rozsądne i rozważne:)

      Odpowiedz
  6. Pokaż mi jak wygląda jakość | Lady and the dress
    25 października 2015

    […] rada brzmi: zawsze i dokładnie przyjrzyj się materiałowi, z którego wykonane jest ubranie. Przeczytaj metkę, ale przede wszystkim pomiętoś go, pougniataj i przekonaj jak czuje się na […]

    Odpowiedz
  7. Asia
    29 maja 2016

    Ja zawsze czytam metki, ale pod kątem składu, nie pielęgnacji. Bawełna ma się zawsze dać wyprać w pralce na 40 stopniach choćby na metce było pranie ręczne (piorę bawełnę i syntetyki na syntetykach 40 stopni), a ręczniki w 60, a od czasu do czasu 90 stopniach – mimo zalecenia prania w 40 (ręczniki i pościel zalecają w 40 stopniach!). Wełnę i jedwab piorę ręcznie. Większość rzeczy suszę w suszarce (poza wełną i jedwabiem). Jak od kogoś usłyszałam “wychodzę z założenia, że jeśli coś mi się schrzaniło w praniu/suszeniu, to znaczy, że nie było mi przeznaczone”. Przy okazji – zdarza mi się wyprać białe bawełniane rzeczy w 60. Czy kolory też można? Czy pranie bawełny ze strechem w 60 nie jest ryzykowne?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 maja 2016

      Pranie pościeli i ręczników w 40 stopniach ma mniej więcej taki sam sens, jak kupowanie bielizny przeznaczonej do prania chemicznego. Czyli… żadnego. Jednak każde pranie wbrew temu, co zaleca metka jest ryzykowne: kolory mogą wyblaknąć, elastyczne włókna mogą się zdeformować. To ostatnie jest zresztą pewne jak w banku – syntetyki nie są odporne na wysokie temperatury.

      P.S. Niezłe z tym przeznaczeniem, takie praktyczno – racjonalne. Ale i tak dałabym sobie drugą szansę (i tym razem w oparciu o sposób pielęgnacji polecany przez producenta).

      Odpowiedz
      • Asia
        24 lipca 2016

        Nie zaprzeczę – ręczniki czy pościel nie mają już takich kolorów jak na początku, ale jest to dla mniej mniej ważne niż dobre ich wypranie. W ręcznikach problematyczna może być ta część niedaleko brzegów “łysa” niby “taśma” – ona się kurczy i deformuje cały ręcznik.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz