13 listopada 2013 / Prosto z atelier / 8 komentarzy

Moja babcia, mistrzyni igły, po której prawdopodobnie odziedziczyłam te i inne talenty, zwykła była wszywać w zagłębienie pachy sukien i bluzek płaskie, bawełniane poduszeczki chroniące wrażliwą tkaninę przed wstydliwymi plamami. Luźno przyszyte do szwów wewnętrznych zdawały świetnie egzamin w czasach, kiedy żadnej eleganckiej kobiecie nie wpadłoby do głowy, żeby zamawiać u krawca suknie z innych tkanin niż wełna lub jedwab, albo… żeby paradować po ulicy bez rękawków.

Współczesna wersja przeciwpotowych ochraniaczy, którą znalazłam niedawno w skrzynce pocztowej jest, jak na postępowe wymagania nowoczesnej generacji przystało: błyskawiczna, higieniczna i jednorazowa.

Czy wpadł mi w ręce złoty środek? Remedium na potliwe bolączki? W każdym razie atrakcyjne torsy na próbce reklamowej zachęciły mnie do zapoznania się z opisem.

 

 

 

Jak zapewnia mnie tekst reklamowo – informacyjny:

1. Każdy człowiek się poci.    Oj, co prawda, to prawda.

2. Wkładki przeciwpotne są higieniczne i zapewniają ochronę 24 godziny na dobę.   Miło mi widzieć słyszeć:

 

 

3. Dyskretne, miłe w noszeniu i łatwe w użyciu.   Hmm… wyglądają mi raczej jak latające talerze z tektury:

 

4. Na zwracające powszechną uwagę wstydliwe plamy, nie ma miejsca w życiu aktywnego człowieka.   A ten mniej aktywny to może chodzić sobie zaplamiony i zawstydzony, tak?

5. … bo liczy się to, kim jesteś.

Nooo… na pewno nie kimś, kto będzie biegał z wielkimi podpaskami pod pachami! Normalny, miesięczny tydzień wyjęty z życiorysu naprawdę mi wystarczy.

 

 

 

Drodzy Goście, Miłe Przyjaciółki
Na allegro znalazłam różne warianty przeciwpotowych wkładek pod pachy. Zapewnijcie mnie proszę, że pierwsze wrażenie mnie myli, nie mam racji i przeciwpotowy wynalazek sprawdza się znakomicie… we fraku i innych sztukach odzieży, jak zaręcza producent.

Udało mu się w każdym razie przekonać jakoś moją podświadomość, bo wizja dyrygenta, któremu spod rozportartych w dramatycznym geście ramion, wysuwa się ogromna, biała (ale hypoalergiczna!) wkładka przeciwpotna, przykleiła się do mnie na amen!

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    13 listopada 2013

    No cóż … może to lepsze niż ostrzykiwanie pach botoxem …
    Czasem w grę nie wchodzi brak higieny, a jedynie “nerwy, nerwy, nerwy bez przerwy…”

    Odpowiedz
  2. bastamb
    13 listopada 2013

    Tak, Małgosia ma rację, te nerwy i stres nas zabijają…to jest problem, wiele z nas musi się z tym zmagać….pozdrawiam…

    Odpowiedz
  3. Karol INA
    14 listopada 2013

    problem znany wielu… u mnie sprawdził się bloker pewnej polskiej firmy produkującej kosmetyki i leki ;) problem przestał istnieć :)

    Odpowiedz
  4. Irensa
    14 listopada 2013

    Przy koszulach rewelacyjny pomysł,przy żakietach noszonych na małe topy jak najbardziej też! Cieszę się, że takie pomysły przetrwały w nowoczesnej formie. Muszę koniecznie nabyć toto! POZDRAWIAM

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 listopada 2013

      Nareszcie jakiś śmiałek:).
      Tylko proszę koniecznie donieść nam o efektach eksperymentu, miła Irenso! Trzymam kciuki i równie ślicznie pozdrawiam:))

      Odpowiedz
  5. Aga
    15 listopada 2013

    No tak, czegoz to ludzie nie wymysla. Wszystko takie jednorazowe, higieniczne i hypo….(dodaj pasujace), ze az strach. A co robic z tymi wszystkimi odpadami?! Plastik i inne tworzywa zalewaja nas ze wszystkich stron. Ja chyba jednak nie skorzystam. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  6. Barbarossa
    18 listopada 2013

    Poczekam, aż inne panie sprawdzą to cudo. Odpowiednie picie herbatek ziołowych też pomaga na zbyt intensywne pocenie się. Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz