6 czerwca 2013 / Szafa marzeń / 7 komentarzy

Pamiętacie moje ostatnie próby, podczas których różne zakupowe marzenia rozwiały się niby dym? Porozmawiajmy o jakości, robiąc małą rekonstrukcję i śledząc mój tok myślenia sprzed czterech tygodni. A więc to było tak:

…siedzę sobie wygodnie na kanapie i przeglądam katalog z modą damską, reklamowaną jako luksusowa, ekskluzywna, elegancka i wyjątkowa. O, coś dla mnie! Eee… czyżby? Luksusowa? Tak. Na zdjęciach piękne top modelki wyginają się wdzięcznie, prezentując swoje luksusowo wyszczuplone, opalone ciała. Wyjątkowa? Tak. Ceny są wyjątkowo nie – małe w stosunku do tego, co nam się oferuje. Elegancka? Hmm, mam poważne wątpliwości:

  • najładniejsze letnie suknie to niestety syntetyczne dżerseje lub żorżety, których komfort noszenia przypomina owinięcie się plastikową folią nieprzepuszczającą powietrza;
  • ubrania w większości wykończone są podszewkami z poliestru, który jako materiał syntetyczny (wytwarzany przy pomocy procesów chemicznych z węgla, oleju i gazu ziemnego) ma to do siebie, że:
  1. w bardzo małym stopniu pochłania wilgoć, czyli jeśli się spocę, moja skóra będzie cały czas wilgotna, lepka i zimna,
  2. za to doskonale chłonie wszelkie zapachy; przede wszystkim te nieładne, np. potu i dymu z (cudzych) papierosów,
  3. ładuje się elektrostatycznie czyli klei się i „strzela”,
  4. a do tego wszystkiego jest jeszcze brrr… łatwopalny;

Co tu dużo mówić, mój wytęskniony szyk mało ma wspólnego z poliestrami, wiskozami, acetatami i naturalnymi tkaninami “uszlachetnianymi” dodatkiem sztucznych włókien. Tak właśnie sobie od razu pomyślałam, ale zamiast zaufać intuicji, dałam się uwieść podstępnej reklamie prezentującej zjawiska cud urody. Wydatnie pomogło tu osobiste lenistwo, bo zamiast pogłówkować i coś sobie uszyć, szybciej jest oczywiście zamówić. No to mam:

Monika Frese: porozmawiajmy o jakości

Poliestrowe “marzenie” w kolorach morskiej wody, które nie przepuszcza powietrza, nieprzytomnie się gniecie, o bezkształtnej formie oraz ciotkowatym fasonie, a do tego nieprzyzwoicie drogie.

 

 

A teraz jeszcze słowo sprostowania. Albo nawet dwa. Musimy pamiętać, że mamy tu do czynienia z wyjątkowo grymaśnym, wymagającym i łatwo się zniechęcającym klientem. Jako klientka stale poszukująca jakości i tego “czegoś” muszę przyznać, że wykończenie i dbałość o szczegóły w przymierzanych sukniach są więcej niż zadowalające. Szczególnie rozczuliły mnie:

  • równe, czysto wykończone i starannie dobrane do rodzaju tkaniny szwy,
  • małe, zapinane na zatrzaski przytrzymywacze ramiączek biustonosza,
  • haftki, ułatwiające zapinanie krytych zamków błyskawicznych,
  • miękkie, niedrapiące metki z tkaniny (niechlubnym standardem są papierowe: ostre i sztywne).

Małe detale, które czynią ogromną różnicę i w dużej mierze decydują o komforcie użytkowania. Obsługa klienta, łącznie z możliwością zapłaty rachunkiem (czyli płacę po, a nie przed otrzymaniem towaru i tylko za to, co faktycznie zostaje w domu) albo dogodnym systemem zakupu na raty(!), zasługuje wyłącznie na pochwały, podobnie jak elegancka przesyłka, z sukienkami dostarczanymi na wieszakach i ładnie opakowanymi w folię i bibułę, która również zrobiła na mnie doskonałe wrażenie. Tym bardziej żałuję, że tkaniny i dopasowanie tak bardzo rozczarowują. Może spróbuję znowu za jakiś czas? Ostatecznie taka dbałość o klienta oraz komfortowe detale, nie są dziś niestety oczywiste same przez się.

A teraz otulam się w swój ukochany kaszmir i zaczynam obmyślania od nowa… W co by się tu ubrać…

 

Monika Frese, autorka bloga "Jak ubrać dorosłą kobietę"

Hmm… no w co?

 

 

Na serię “Ja też chcę coś nowego!” składają się następujące wpisy:

Ja też chcę coś nowego! Wiosennego i kolorowego

Ja też chcę coś nowego! Wiosennie – szampańskiego

Czyżby? Rozważania o jakości

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    7 czerwca 2013

    Obawiam się, że luksus który zapewni Ci w pełni komfortowe noszenie oznacza cenę x10 albo i lepiej.
    Ładnie wyglądające na zdjęciu poliestrowe cuda mają tylko jedną zaletę – nie gniotą się :)

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    7 czerwca 2013

    Wszystko jest kwestią wyboru.
    Nie przeraża mnie wyjątkowa cena za wyjątkową jakość, tym bardziej, że potrzebuję niewielu rzeczy, ale ukochanych i do noszenia przez lata – cena się wtedy amortyzuje:).
    Przeraża mnie natomiast właśnie, że niegniotący z założenia poliester, już po 3 minutach przymiarki wygniótł się niemiłosiernie.

    Miłego weekendu, Małgosiu:).

    Odpowiedz
  3. Anonymous
    8 czerwca 2013

    Właśnie mam na sobie poliestrową kombinację i niestety potwierdzają się wszystkie opisane wady tkaniny. Też bym chciała tylko jedwabie, lny i szlachetne wełny. Irensa

    Odpowiedz
  4. Monika Frese
    8 czerwca 2013

    Swietnie!
    Coś mi się zdaje, że trafiła Pani, proszę Pani na właściwy blog:).

    A kombinację proszę zaraz zamienić na coś bardziej odpowiedniego i przewiewnego. Hmmm… o tej porze dnia, zgodnie z sugestią niezrównanej MM, najlepiej sprawdzi się chyba odrobina Chanel nr.5.
    Saute, oczywiście…:)))

    Odpowiedz
  5. Anonymous
    10 czerwca 2013

    Fakt ta propozycja zawsze się sprawdza! Irensa

    Odpowiedz
  6. Eli
    15 grudnia 2015

    Ciekawe mam odwrotne spostrzeżenia odnośnie zapachów- zdecydowanie najbardziej przesiąkają nim ubrania bawełniane, Obserwuje to od lat, ponad 10 i juz ciągle sie to sprawdza że najbardziej przepocone czy pachnące papierosami (kiedyś kiedy jeszcze sie paliło w kawiarniach) ubranie to zawsze są bawełniane bluzki .Poliester i sztuczne włókna za to wg moich obserwacji pachną w ogóle -nie pochłaniają zapachów.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 grudnia 2015

      Przypomina mi się, jak któregoś dnia założyłam do snu świeżo wypraną, sportową koszulkę męża (wyglądała na cieplutką i miłą, bo była zrobiona z frotki). Rano, sama ze sobą nie mogłam wytrzymać… po jednej nocy koszulka, która jak się okazało miała w składzie wyłącznie poliester, śmierdziała tak, jakbym jej od miesięcy nie zdejmowała.
      Co interesujące w tym kontekście – w bawełnianej piżamie prześpię kilka dni, a w wełnianej koszuli nocnej co najmniej tydzień, zanim wylądują w praniu.

      Faktycznie, ciekawe te subiektywne odczucia… ja w każdym razie nadal trzymam się swojej wersji :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz