15 września 2013 / Materiały / 29 komentarzy

Znasz to uczucie szczęścia i podniecenia, kiedy przekraczając próg dobrze zaopatrzonego sklepu z tkaninami ogarnia człowieka ekscytująca błogość, serce bije jak szalone, twórcza wena rozpiera w oczekiwaniu na… STOP!

Stop! Zaraz! Nie tak szybko Moja Miła! Zanim porwą nas emocje i ogarnie zakupowa gorączka, wypróbujmy całkiem nowe podejście. Właśnie dzisiaj, tu i teraz, zachowajmy zimną krew oraz chłodny umysł, podchodząc do zakupu i wyboru tkaniny… naukowo.

 

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę?

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę? W badaniach pomogą nam świeżo nabyte jesienne nowości.

 

Naukowo w naszym przypadku oznacza zmysłowo. Inaczej sensorycznie. Brzmi odrobinę skomplikowanie, ale tak naprawdę chodzi nam o proste i szybkie przetestowanie dowolnego produktu (w tym przypadku pożądanego materiału), przy pomocy własnych zmysłów:

  • wzroku,
  • słuchu,
  • węchu,
  • smaku,
  • i dotyku.

O ile wyobraźnia, przynajmniej moja, zawodzi przy próbach przedstawienia sobie smakowania tkanin, to już węch, a nawet słuch mogą nam się przydać: czysta, żywa wełna pachnie ciepłem, przytulnością, rozgrzanym ciałem, jedwabna tafta papierowo szeleści, a skóra i jej zamienniki ocierając o siebie wydają klaszczące, typowo skórzaste odgłosy.

 

Zapach obietnicy ciepła i elegancji w angielskim stylu: wełniany tweed (blisko nozdrzy).

 

 

Zgadzając się jednak, że przy wyborze tkaniny lub ubrania wzrok i dotyk odgrywają wiodącą rolę, zobaczmy co można zrobić z kawałkiem tkaniny, poddając go metodycznym, domowym badaniom naukowym:

 

1. Oglądam uważnie w świetle dziennym i sztucznym, oceniając:

a) czy efekt podoba mi się za każdym razem. Kolory nie dość, że zmieniają odcień w towarzystwie innych barw, to jeszcze wyglądają całkiem różnie w zależności od rodzaju i natężenia światła;
b) czy tkanina nie ma plam, zacieków, powyciąganych nitek, lecących oczek. Każdy z tych mankamentów może być przejawem słabej jakości;
c) czy nie jest zdeformowana albo porozciągana (poprzeczne i podłużne brzegi tkaniny powinny tworzyć kąt prosty). Ubranie wykonane z odkształconej tkaniny nigdy nie będzie dobrze układało się na sylwetce.

 

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę: kolor

W naturalnym świetle: melanż odcieni brązu, grafitu i kremu ożywiony kropelką bursztynu.

 

Zaskakująco zielonkawy w żółtym świetle lampy.

 

Zimna szarość w iluminacji lampy błyskowej.

 

 

2. Gładzę delikatnie z włosem i pod włos, żeby poczuć:

a) powierzchnię tkaniny. Drapie? Gryzie? Kłuje? Czy wręcz przeciwnie?
b) jej strukturę. Runo, włoski, prążki albo wypukłe wzory wymagają krojenia wszystkich elementów danego modelu w jednym i tym samym kierunku. Będziemy więc potrzebować więcej materiału*.

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę: dotykFot. Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę?

 

 

3. Ściskam i miętoszę, żeby określić:

a) temperaturę, mięsistość i sprężystość. Lubię ciepłe, „żyjące” pod palcami tkaniny o grubej strukturze i pełnej, gęstej konsystencji. W przeciwieństwie do wiotkich, cienkich, sztywnych, zimno – gładkich materiałów. Ale to tylko i wyłącznie kwestia własnych upodobań.
b) czy się gniecie. Prosty test „na gnieciucha” szybko nam sprawę wyjaśni: im dłużej tkanina dochodzi do swej pierwotnej formy, pooowoooliii się rozprostowując, tym bardziej będzie się gniotła podczas noszenia.

 

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę: chwytFot. Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę?

 

 

4. Skubię i czochram, żeby sprawdzić:

a) czy gubi meszek, albo się mechaci, co niechybnie oznacza tendencję do pilingowania;
b) czy brzegi się strzępią – im luźniej tkana tkanina, im łatwiej siepie się i gubi nitki, tym trudniejsza będzie w obróbce. Szczególna dokładność podczas krojenia, wyjątkowo szerokie zapasy szwów oraz ich nadzwyczaj staranne wykończenie (owerlok, lamówki, szwy kryjące) będą w tym wypadku koniecznością.

 

Fot. Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę?

 

 

5. Naciągam i napinam sprawdzając elastyczność oraz chwyt tkaniny.

Im bardziej plastyczna, miękka i poddająca się naszym zabiegom, a przy tym bez przeszkód wracająca do swej pierwotnej formy, tym ładniej będzie opływać i podkreślać sylwetkę, gwarantując przy tym wygodę i komfort noszenia.

 

Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę: sprężystośćFot. Na co zwracać uwagę wybierając tkaninę?

 

6. I jeszcze jeden sprawdzian specjalny. Na śniętą rybę.

Zdarza się, że słabej jakości jedwabie i bawełny poddaje sią apreturze usztywniającej, która zmywając się podczas prania sprawia, że tkanina staje się wiotka, sflaczała i właśnie jakby śnięta. Czy podczas intensywnego pocierania powierzchni tkaniny uwalnia się delikatna pudrowa warstwa? Jeżeli mamy podejrzenia lub wątpliwości, a krótka przepierka w tej sytuacji nie wchodzi raczej w grę, odłóżmy materiał z powrotem na miejsce. W razie słuszności naszych posądzeń radość z zakupu będzie trwała krótko.

 

 

Najmilsze Czytelniczki, Drogie Przyjaciółki.

Testowana próbka tkaniny, piękny, mięsisty i niezbyt gruby tweed, wypadł w moich własnych zmysłowych badaniach na piątkę z plusem. Jasnym jest zatem, że nie mogłam go nie kupić! O samym tweedzie z pewnością jeszcze porozmawiamy, a już dziś zapraszam Was serdecznie na ciąg dalszy zakupowych dylematów oraz wspólne, przytulne… czytanie metek.

 

*Oprócz tkanin z włosem albo strukturalnych, mamy również cały szereg innych materiałów, które ze względu na swój deseń czy splot wymagają krojenia w jednym kierunku. Dlaczego jest to ważne i jak sobie z tym poradzić, przybliżę szczegółowo w jednym z następnych odcinków.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    15 września 2013

    Chyba wydrukuję sobie, albo lepiej – skopiuję do telefonu, żeby zawsze mieć przy sobie jako niezbędną do przeżycia w sklepie z materiałami ściągę! Strasznie mi się podoba! Ciekawe tylko czy personel sklepu wyrzuci mnie od razu czy za chwilę …

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 września 2013

      Miętoszenie czy czochranie mogłoby bardziej wystraszyć personel?
      Miła, jeśli Cię wyrzucą, tym lepiej, to nie jest lokal dla Ciebie!
      Nie potrzebujesz NICZEGO ze sklepu z tkaninami kiepskiej jakości. Z takiego, w którym boją się myślących klientów, tym bardziej nic.

      Małgoś, ale Ty jesteś szybka!
      Dziękuję i strasznie ładnie pozdrawiam:))

      Odpowiedz
  2. Alicja
    15 września 2013

    Ten post to kapitalny poradnik ale,,,ja ide na zywiol..wchodze do sklepu i juz wiem co kupie..tkanina szybko przyciaga moj wzrok, ide jak “ciele za matka” i wiem ,ze musze ja kupic (nie mysle czy zda tkanina
    egzamin w swoim zyciu) a jak ide po rozum do glowy i sie namyslam , wowczas wychodze ze sklepu a w domu jecze:no i czemu nie kupilam .Na drugi dzien wracam po nia do sklepu….tkanina zostala wysprzedana…buuuuuuuu.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 września 2013

      Wprawne oko i spontaniczne wybory wcale nie muszą się wykluczać:).
      Poza tym też mi się zdaje, że intuicja rzadko nas zawodzi, więc gdy całe ciało krzyczy “chcę!” – bierzemy!
      Sama zawsze lubię się porządnie pozastanawiać i zdarza się, że okazja znika. Nie martwi mnie to jednak specjalnie, będą inne, jeszcze piękniejsze razy.
      Ale racja, łatwo mi mówić… ostatecznie z moimi tkaninowymi zbiorami mogłabym chyba już otworzyć własny sklep:).

      Dzień dobry Alicjo, bardzo miło znowu Cię widzieć:)

      Odpowiedz
  3. MariaTamara
    16 września 2013

    Bardzo ciekawy post:) Ja zawsze staram się materiałowi poświęcić więcej uwagi i wybrać taki, który podoba mi się nie tylko wizualnie, ale też i jakościowo. Ale o tym pokryciu bawełny i jedwabiu nie wiedziałam, a więc dziękuję za informację:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 września 2013

      Cieszę się, że mamy takie samo podejście:
      urodziwa prezencja + dobrym gatunek = wyjątkowy efekt końcowy:).

      Ślicznie dziękuję. I bardzo proszę:)

      Odpowiedz
  4. Irensa
    16 września 2013

    Świetny materiał na ściągawkę zakupową w sklepie z tkaninami. Już się cieszę na następne części i uruchomienie prawie wszystkich zmysłów przy delektowaniu się fakturą, ciężarem, miękkością, barwą i czym tylko się da materiału. Ha, kto by pomyślał, że to mogą być takie zmysłowe doznania!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 września 2013

      A pewnie, że zmysłowe. W końcu ubranie nosi się na własnej skórze. Co mogłoby być bardziej fizyczne, cielesne i sensualne?

      Dobrej zabawy podczas następnych zakupów:))

      Odpowiedz
  5. Aga
    16 września 2013

    To naprawdę bardzo interesujące, czego można się dowiedzieć o takiej tkaninie. Ja niestety na zakupy tkanin nie chodzę, bo już dawno temu przestałam sama szyć. A to czasu brak, a to ochoty nie ma. Poza tym przerzucilam się na wygodne jeansy i sukienki od wielkiego swieta przywdziewam (jak ta sesja zdjęciowa w ogródku).

    Mimo to mam pytanie, co ma zrobić taka osoba jak ja, ktorą te wszystkie wełenki, nawet te kaszmirowe i najbardziej mięciutkie, gryzą strasznie i nigdy w życiu nie zaloży takowych na gołe ciało? A jak najbardziej chciałaby ubierać się szykownie, w tkaniny naturalne i cieplutkie na nadchodzące słoty jesienne i zimowe (u nas niestety już obecne), i nie muszą być też samemu uszyte (no może gdybym miała taką super osobistą krawcową, to czemu nie), ale mogą też być osobiście kupione.

    Pozdrawiam gorąco z rozpadanego B.-B.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 września 2013

      Hej Miła, przecież pomiętosić i ponapinać można też gotowego ciucha!
      W połączeniu z dokładnym przestudiowaniem ubraniowej metki, będziemy dużo mądrzejsze niż przedtem:).

      Ej biedna Ty! Jak to kaszmirek gryzie?! Gdzie?
      A na poważnie: co z cieniutką koszulka z długim rękawem i z miękkiej dzianiny pod spodem?
      Jeśli dalej kłuje to mamy jeszcze bawełnę. To bardzo przyjazne skórze włókno, no i można je tak podrasować, że wygląda jak coś puszystego i ciepłego.
      Jedwab byłby jeszcze lepszy jeśli chodzi o tolerancję, ale w postaci grubszej lub dzianinowej jest diabelnie trudny do zdobycia… hmmm… jakaś mieszanka byłaby niezła…

      Wiesz, że jako wielbicielka wełny, nigdy specjalnie o tym nie myślałam? Ale temat jest bardzo zajmujący, więc w jednym z najbliższych wpisów chętnie przyjrzę mu się dokładniej. Wytrzymasz aż coś wymyślę?:)
      Ściskam Kochana bardzo mocno i dziękuję za tę inspirację:))

      Odpowiedz
  6. bastamb
    16 września 2013

    Ja kochana, nie mam takiego problemu, bo kupuję wszystko gotowe…. ale, ale, warto przecież sprawdzić materiał, jego jakość i inne walory w gotowej rzeczy, więc będę gniotła, rozciągała i co tam jeszcze aż mnie pani wyrzuci jako uierdliwą babę, która za dużo marudzi ha!ha!…pozdrawiam…teraz też sprawdzam, czy się gniecie i czy nie gryzie oraz dokładnie skład…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 września 2013

      Właśnie tak! Poskubać i poczochrać można równie śmiało gotową konfekcję!
      Cieszę się Barbaro, że o tym wspominasz, bo to będzie temat drugiej części naszego mini – kompedium, podobnie zresztą jak… ale nie psujmy niespodzianki!

      W każdym razie czytanie metek wraz z porządnym ugniataniem zaliczają się do bardzo pouczających i rozsądnych zajęć. Zwłaszcza, jeśli chcemy trochę dłużej mieć przyjemność z zakupowego szaleństwa:).
      I ja bardzo miło pozdrawiam Odważna Pani Eksperymentatorko:)

      Odpowiedz
  7. ja katya
    16 września 2013

    Rozpłynęłam się w błogości czytając tego posta… Mam dwa duże sobie i dwa mniejsze Mai kawałki wełny i już widzę co z nich powstanie oczyma wyobraźni. Chyba za późno się obejrzałam, ale cóż poradzić jak sierpień obfitował w malowanie, a wrzesień przywitał początkiem roku szkolnego i przeziębieniem?:) Miło się patrzy na ten tweed, z pewnością jeszcze przyjemniej się go dotyka! Buźka!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 września 2013

      Masz całkowitą rację: miło się patrzy na ten tweed, miło się go dotyka i jeszcze milej stoi przed lustrem owinąwszy się wprzódy od stóp do głów, marząc co też z niego powstanie:)). Obawiam się tylko, że Ty z Twoimi wełnami, mimo nawarstwienia prac malarskich, szkolnych obowiązków i zasmarkań, i tak będziesz dużo szybsza ode mnie, Utalentowana Jedna Ty!

      Dziękuję Miła. Zdrowiej szybciutko:))

      Odpowiedz
    • ja katya
      17 września 2013

      Ciekawa jestem co z tej motywacji wyniknie [nie powiem, poczułam się zmotywowana:)]. Korzystając z okazji, że siedzę w domu, opycham się czosnkiem i odzyskałam w jakiejś części trzeźwość myślenia, rozłożyłam swoje zapasy materiałowe i siedzę dalej. I myślę:D

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 września 2013

      Ja też właśnie siedzę i mocno się namyślam.
      To mi wychodzi ostatnio najlepiej… niestety:))

      Odpowiedz
  8. cytrynna
    18 września 2013

    Ach! Tkaniny z mojego lokalnego Bławatka zawsze mają inny kolor po przyniesieniu do domu. A póki co jestem na etapie, że kolor jest najważniejszy…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 września 2013

      Nie ma wyjścia! Targamy belę tkaniny do okna – kolor w świetle dziennym prawdę nam powie…

      Mój etap to niedopowiedzenie:).
      Miło mi Cytrynno:)

      Odpowiedz
  9. Anonymous
    19 września 2013

    Wszystko pięknie, tylko dlaczego tak rzadko. Chciałoby się częściej poczytać. Chyba jestem uzależniona. Panna Anna

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 września 2013

      Praca zawodowa? Dwójka małych plączących się stale w pobliżu? Czas?
      Plus nieznośny perfekcjonizm… bezustannie wystawiany na ciężką próbę podczas robienia zdjęć.

      Sprawiła mi Pani olbrzymią radość tym surowym pouczeniem, Panno Anno:). Postaram się. Bardzo.
      Strasznie Zmotywowana i Szczęśliwa Autorka:))

      Odpowiedz
  10. MyGentle Look
    20 września 2013

    Świetne kompendium! Szczególnie istotne są Pani wskazówki, gdy kupujemy tkaninę nieoznaczoną co do składu i innych właściwości. To często się zdarza niestety w sklepach z tkaninami. My – jako konsumenci – nie zwracamy uwagi na metki – a potem producenci przestają oznaczać składy tkanin: i tak koło się zamyka…

    Czasem zdarzy się jakiś rodzynek – poprawnie oznaczony. Warto w każdym razie znać te wskazówki, którymi Pani się posługuje – nawet w przypadku oznaczonych tkanin pomogą podjąć decyzję.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 września 2013

      Pisząc ten mini – poradnik, myślałam o tym, że tak naprawdę informacja typu: “wełna 80%, poliester 18%, elastan 2%” niewiele nam mówi z praktycznej perspektywy.
      Może ona oznaczać całkiem przyzwoitą wełnianą tkaninę, która poprzez dodatek sztucznych włókien będzie dużo przyjemniejsza dla kieszeni, albo też tkaninę, która mimo szlachetnej podstawy (wełna) oraz dodatku włókien mających w zamyśle gwarantować wygodę i łatwość użytkowania, będzie niestety gniotła się potwornie, a sztywny, szorstki i zbity chwyt nie przysporzy nam radości podczas noszenia.

      Ma Pani rację, że nie zwracamy specjalnie uwagi na metki. Ale i producenci, szczególnie ci, którzy nie bardzo mają się czym chwalić, często wcale nam zadania nie ułatwiają:).
      O tym, że uważne studiowanie metek nie jest jednak stratą czasu, będzie właśnie druga część. Już jutro.
      Lubię gdy wpada Pani na chwilkę, Joanno:). Pozdrawiam miło:)

      Odpowiedz
  11. Agnieszka M.
    8 czerwca 2015

    Za test na gnieciucha to zostałam skrzyczana w sklepie z tkaninami kiedyś. Mam jakąś wrażliwą skórę i czy nie będzie gryzło sprawdzam na zewnętrznej części dłoni. Wypróbowałam, że u mnie taki test się sprawdza. A gryzła mnie np. lniana sukienka, musiałam oddać.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 czerwca 2015

      Błee… jeśli gładki, chłodny i kojący len gryzie… jakim paskudztwem musi być zaprawiony?!

      Ojej, no krzyczą. I jeszcze złoszczą się i zabraniają – termin pierwszorzędna jakość obsługi klienta bardzo trudno zalęga się w umysłach niektórych handlowców. Ale my nic sobie z tego nie robimy, więc gnieciemy, czochramy i miętosimy dalej :-)

      Odpowiedz
  12. Pokaż mi jak wygląda jakość | Lady and the dress
    25 października 2015

    […] się materiałowi, z którego wykonane jest ubranie. Przeczytaj metkę, ale przede wszystkim pomiętoś go, pougniataj i przekonaj jak czuje się na […]

    Odpowiedz
  13. Asia
    29 maja 2016

    Czasem się dziwiłam, jak ten ładny, kształtny, gładki ciuch po praniu i pomimo dokładnego prasowania stawał się jakiś wiotki, szmatławy i pognieciony. To już wiem – “uszlachetnianie”.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 maja 2016

      Tak jest.

      P.S. Widzę, że się rozglądasz, bardzo mi miło.
      Ale… dziewczyno, bój się Boga! Już dawno się tak nie nagadałam :-)

      Odpowiedz
      • Asia
        24 lipca 2016

        :) Fajnie tak pogadać, jestem gadułą. I naprawdę dobrze się tu u Ciebie czuję. A zrobiłam sobie kiedyś rundkę i przeczytałam i pokomentowałam wszystkie interesujące mnie tematy, wybacz :P

        Odpowiedz

Dodaj komentarz