Mimo, że wyglądamy całkiem podobnie, różnimy się zasadniczo nie tylko w kwestii: blondynka czy ruda, wiedźma czy anioł. Jesteśmy szczupłe i przy kości, niskie i wysokie, z talią lub brzuszkiem, z biustem, który z trudem mieści się w miseczkę G albo z tym całkiem malutkim. Naszym atutem mogą być chłopięce biodra lub całkiem przeciwnie, pupa na miarę Jenifer Lopez.

Przez całą historię ubioru i jeszcze parę dekad temu sprawa była prosta. Elegancka dama chcąc uzupełnić braki w garderobie udawała się do krawca, który szył jej suknię (płaszcz, futro, gorset…) na miarę. Oznacza to, że na podstawie indywidualnych parametrów jej ciała oraz specyficznych zalet i wad jej figury, mistrz igły mógł osiągnąć perfekcyjną całość korygując przy tym zręcznie naturę. Mniej zasobne, ale również chcące uchodzić za szykowne panie szyły swoje ubrania same albo oszczędzały na wizytę u krawca, dokładnie planując swoje wydatki i efekt jaki chciały osiągnąć.

 

Dzisiaj, żeby poradzić sobie z tą różnorodnością ciał, mas, szerokości, objętości, długości oraz uprościć sobie pracę, przemysł konfekcyjny wymyślił przeciętną sylwetkę i rozmiary konfekcyjne. W zależności od wielkości obwodów klatki piersiowej i bioder oraz wysokości, klasyfikuje się nas jako „Rozmiary”:

  • określane numerami: 34, 36, 38, 40, 42, 44 …
  • o sylwetce normalnej, skróconej lub wydłużonej, przy czym normę oznacza tu wzrost 168cm.

Jeśli uwzględnić oprócz tego, że istnieją specjalne tabele rozmiarowe dla wąsko i szeroko biodrzastych można by odnieść wrażenie, że odwiedziny w pierwszym lepszym sklepie powinny zakończyć się zakupowym sukcesem. Dlaczego więc tak nie jest?

  1. Gdy przyglądam się znajomym albo obcym ludziom na ulicy mam wrażenie, że normą dla kobiety jest dziś raczej wzrost powyżej 174 cm. Trudno zatem, aby długość nogawek, rękawów czy np. osadzenie talii zgadzały się z propozycjami sklepowymi (co nie zmienia faktu, że panie drobnego wzrostu też będą miały kłopot, tylko odwrotny).
  2. Jeśli pomniejszenie lub powiększenie rozmiaru odbywa się tylko poprzez wycięcie lub dodanie paru centymetrów w długości ubrania (w uproszczeniu: nad i pod talią), to nie dziwią niedostatki dopasowania. Fenomen ten można dokładnie prześledzić w tabelach rozmiarów proponowanych przez czasopisma z modelami ubrań do samodzielnego uszycia. A przecież mniejsza kobietka na ogół (i niezależnie od tuszy) ma też delikatniejszą, proporcjonalną do jej wysokości budowę ciała, czyli węższe ramiona i plecy, drobniejsze ręce i nogi. I odwrotnie. Duża pani ma więcej miejsca nie tylko wzdłuż, ale i proporcjonalnie do własnych gabarytów także i wszerz.
  3. A co z małymi lub troszkę większymi różnicami w symetrii ciała, które na co dzień obserwuję w pracowni? Standartem jest jedna ręka dłuższa od drugiej albo prawa noga krótsza od lewej o 1 – 2 centymetry, odrobinę przesunięta wysokość bioder, skrzywienia kręgosłupa, zaokrąglone, przygarbione plecy… Niewielkie dyferencje, często zupełnie niewidoczne na pierwszy rzut oka, a jednak stanowiące o “być albo nie być” dobrze leżącego ubrania.
  4. Wyobraźmy sobie na deser obwód klatki piersiowej rozmiaru, powiedzmy 70E. Będzie to całkiem pokaźny (czyli jak najbardzej do pokazywania) biust w przypadku pani niewysokiej, ale u damy dysponującej śmielszym wzrostem niekoniecznie zwracający uwagę.

 

Jedna „sklepowy” rozmiar 40, druga 40 z tendencją do 38, a obie mają być M. Jak to możliwe? Różnica w proporcjach jest przecież widoczna gołym okiem. (Zamazanie zdjęcia jest oczywiście przemyślaną akcją kamuflującą, wynikającą z chęci uniknięcia ewentualnych matrymonialnych propozycji czy innych histerycznych reakcji, mogących być następstwem zasugerowania osobistych wymiarów omawianych pań:))

 

 

A tak przy okazji Burdy. Jeszcze w latach 50 zeszłego wieku tabele proponowanych rozmiarów dla pań były o 6 cm szczuplejsze w talii! Obwód gorsu i szyi o parę cm mniejszy, biodra bez zmian, a sama talia powędrowała dziś o 2-3 cm w dół (?!). Zdaję sobie sprawę, że gotowe rozmiary są wypadkową

  • współczesnej „modelowej” figury (o której więcej już w poniedziałek) oraz
  • aktualnych pomiarów antropometrycznych*,

ale skąd to konfekcyjne zamiłowanie do atletycznej, kwadratowej sylwetki z mocno rozbudowanymi ramionami, szerokimi plecami i słabo zaznaczoną talią? Niech żyje unisex? Na szczęście moje prywatne obserwacje i codzienna konfrontacja z „nagimi faktami” dowodzą raczej czegoś przeciwnego.

 

*Małe wyjaśnienie dla tych wszystkich, dla których techniczno-specjalistyczna terminologia odzieżowa nie należy do ulubionych tematów konwersacyjnych przy porannej kawie:
antropometria zajmuje się pomiarami ciała ludzkiego (z greckiego anthropos – człowiek, metreo – mierzę) i ich zmiennością na przestrzeni ewolucji.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    24 maja 2013

    O “konfekcyjnej” sylwetce można by długo… To, że każda firma ma inną, to pół biedy. Gorzej, że sylwetki różnią się w ramach tej samej firmy. A istnienia damskiego biustu nie przewidują już zupełnie.
    Czyli nie tylko nie przewidują talii :)
    A moje spodnie 7/8 o rozmiarze 34 dla kogoś niższego będą całkiem długie. Tylko pytanie – co planował producent?
    Czy na zdjęciu to Mama?
    pozdrawiam ciepło, Małgosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Właśnie tak Miła:).
      A damski biust, talia i inne wcięcia/wypukłości nie są obiektem zainteresowania panów projektantów i konfekcjonerów, którzy zdają się mieć marzenia całkiem odmiennej natury.
      Do tego producent zaplanował ciężką w złotówki kampanię reklamową, mocno licząc, że klientki:
      a) zamroczy i i tak kupią (bo każda zechce wyglądać jak Mrs Moss),
      b) i tak nie znajdą nic lepszego ( i często ma rację),
      c) i tak się nie znają (no i tu się grubo pomylił!).

      Mama. Osobista:).
      Rozumiesz, że musiałam przefarbować się na rudo, bo nas ciągle mylono:)?
      Weekendowe uściski.

      Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      24 maja 2013

      Mama piękna … i wszytko jasne :)Zazdroszczę. Mojej nie mam już 13 lat :(

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Dziękuję Małgosiu.
      I tak mi przykro…:(.

      Mamusie i córusie to fajne duety. Znamy, prawda?

      P.S.
      Ale sobie dzisiaj wszyscy tu “czatujemy”! Prawie jak na żywo:).

      Odpowiedz
  2. Anonymous
    24 maja 2013

    No właśnie! Zawsze odbiegałam od tzw.”normy”.Mój odwieczny problem: biust 42, biodra 38, talia coś pomiędzy. No i wzrost 160. I jak tu dobrać ubranko z konfekcji? Pozdrawiam Irensa

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Biedna Ty…
      Już sobie wyobrażam. Smukła sylwetka z kobiecym biuścikiem, a tu rękawy pewnie do kolan wiszą, podczas gdy ramiona i plecy w nowym nabytku, szerokie jak u zapaśnika… Talia pewnie też się często nie chce dopiąć?

      Jak sobie Pani radzi? Mieszka gdzieś obok zaprzyjaźniony krawiec czy własna mamusia zgrabnie obsługuje maszynę do szycia?

      Odpowiedz
    • Anonymous
      24 maja 2013

      Ale, ale… Przecież nie załączyłam zdjęcia w nowym, konfekcyjnym ubranku! A tu proszę wypisz, wymaluj! Jak sobie radzę? Przyjaciółka prowadząca zakład krawiecki była i jest jedynym ratunkiem. Irensa

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Chwała naszym przyjaciółkom:).

      Serdecznie pozdrawiam. Panią. I przyjaciółkę.

      Odpowiedz
  3. Monika Frese
    24 maja 2013

    Ale jesteście szybkie moje Kochane Dziewczyny!
    Zaraz pogadamy, tylko muszę maluchy poodbierać i nakarmić!
    Zaraz wracam:)))!

    Odpowiedz
  4. ja katya
    24 maja 2013

    Oooo to mam modelowy wzrost! I w zasadzie tylko wzrost, bo reszta jakby z kilku innych kompletów:D

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Modelowy wzrost to jest już niezły początek!
      Ale wiem przecież, że i z resztą “kompletu” radzi sobie Pani doskonale, Katyu.

      Sama widziałam:).
      Serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  5. Anonymous
    24 maja 2013

    Przepraszam, że się wtrącam ale Gospodynię pomimo kamuflażu poznaję, ale to obok to Mama? Myślałem, że piękna Klientka. Jaka szkoda, żeby nie składać matrymonialnych propozycji. Grzegorz

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 maja 2013

      Ależ zapraszamy. I prosimy o wtrącanie. Męski punkt widzenia bardzo nas tu interesuje:).
      Jak już się w międzyczasie wydało, rzeczywiście Mamusia.
      Do tego najmilsza klientka. I piękna.

      Panie Grzegorzu, komplement zostanie przekazany do rąk własnych:). Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  6. Alicja
    24 maja 2013

    Witam Was, dziewczyny…tyle madrych danych tu wyczytalam i nie mieszcze sie w zadne (mala, 154 cm, gruba-44 rozmiar).Napewno juz nie urosne ale schudne bo mi dobrze idzie.Dolacze sie do Waszego zdjecia jak juz bede rozmiwr 38…moge??? a poki co zamawiam ciuchy w Madeleine i przerabiam .Swietnie wygladacie..jak przyjaciolki.Czy Wy naprawde stoicie na wysokim parapecie okiennym???Pozdrawiam Obie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 maja 2013

      Dzień dobry Alicjo, ale mi Pani humor poprawia z samego rana:).
      Schudnąć można, pewnie, zwłaszcza jak dobrze idzie i samopoczucie się poprawia. Tylko wtedy będzie mniej do przytulania, no i nie damy dołączyć się do zdjęcia! Co tu takie chude 38 będzie nam konkurencję robiło?!

      Ale, ale. I na krągłe babeczki są sposoby, np.:
      – wysmuklająca jednobarwność stroju (łącznie z pantofelkami),
      – umiar i dyskrecja w komponowaniu ubrania i doborze dodatków (chaos wzorów, kolorów, form i wszelkie “zu viel” poszerzają optycznie),
      – wielkość deseni, elementów ubrania i akcesoriów proporcjonalnie zharmonizowana z figurą (mała kobietka – nieduże i nieagresywne wzory, detale, kieszenie, kołnierze, paski, torby… i odwrotnie)
      – o wydłużających elementach, jak dekolty V czy pionowe plisy i cięcia nie wspominając, bo to pewnie i tak każdy wie:).

      No i myśmy są przyjaciółki. I miło pozdrawiamy!
      P.S.
      A ten parapet, to tak naprawdę wyjście na taras, tyle że 2 lata temu jeszcze w toku:).

      Odpowiedz
    • Alicja
      25 maja 2013

      Witaj Monis…Monika..Monisia..roznie mozna,,,prawda?.Pokaz Twoje prace z Twojego Atelier.Zapewne na rozmiar 44 cos szylas.Wybacz ze jestem taka wscibska, ale ciuch dla mnie jest wazny.Dziekuje za wskazowki pokrywajace sie z moimi odczuciami.

      P.S.Jestem Alicja a nie Pani.Buziaki.)

      Odpowiedz
    • lady-and-the-dress
      25 maja 2013

      Faktycznie, strasznie wścibskie te dziewczyny!
      Na szczęście wszystkie tu lubimy szałowo wyglądać, więc wcale się nie gniewam:).

      Niespodzianka już obiecana i właśnie obmyślam.
      Slicznie pozdrawiam:).

      Odpowiedz
  7. Anonymous
    24 maja 2013

    2 słowa: zgoda i co to jest to różowe? będzie niespodzianka z pracowni? Bea

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 maja 2013

      Bea, cieszę się bardzo, że wyszło Pani jednak więcej niż tylko dwa słowa! Na skromne dwa pewnie nie umiałabym odpowiedzieć:).
      Różowe, to jest fragment sukni ślubnej. Tak:).
      Nie mam żadnych dobrych ujęć… ale właściwie to dobrze. Bo nie dosyć, że intensywny kolor i cudowny diorowski wytłaczany jedwab, to jeszcze i plastyczne aplikacje z organzy, i kamienie Swarovskiego, i kilometry szyfonu. A wszystko, żeby w końcu uszczęśliwić pannę młodą.

      Hmm… o niespodziance pomyślę. Chętnie:).
      Coś w stylu “co tam się wyrabia w tym atelier, pani Frese?”?
      Serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  8. slazynek
    13 czerwca 2013

    Moni pozdrowienia dla mamy :)

    Odpowiedz
  9. Monika Frese
    13 czerwca 2013

    A Ty tu sobie tak po cichutku poczytujesz?
    Dziękuję kochany:).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz