Przeczytałam kiedyś, że większość kobiet nie nosi nawet 50% ubrań, które zapychają ich szafy. Przeglądając garderoby moich klientek dochodzimy zwykle razem do szokującego odkrycia, że w realnym użyciu jest tak naprawdę najwyżej połowa tej pięćdziesiątki! 

Czy Ty również stajesz co rano przed pełną szafą, nie wiesz kompletnie od czego zacząć i masz ochotę krzyczeć “Ratunku – nie mam się w co ubrać!”? Zajrzyjmy, co my tam mamy:

  • Sukienki kupione na jedną, zwykle bardzo wyjściową okazję. Zbyt obcisłe, zbyt ekstrawaganckie, nie pasujące do codziennych okoliczności i do reszty ubrań.
  • Płaszcz prawie idealny, nabyty okazyjnie na fantastycznej wyprzedaży. To prawda, trochę za krótki, no i kamelowy klasyk byłby bardziej odpowiednim wyborem, ale klasyków akurat nie było, a cenie tego fantazyjnego kudłacza nie można było po prostu się oprzeć.
  • Ubrania, z którymi od początku było coś nie tak: nie ten krój, nie ta forma, nieodpowiedni kolor, kompromisowa długość, tkanina nie najlepszej jakości…

Jak to w życiu bywa: spragniona odmiany, oczarowana swoim własnym niecodziennym odbiciem w lustrze i niewiarygodną okazją przymknęłaś oko na drobne niedociągnięcia. Oszołomiona własną odwagą, zachęcona reklamą, komplementami przyjaciółki albo wyjątkowo miłej sprzedawczyni dałaś się namówić. Kupiłaś. I choć szafa pęka w szwach… nadal nie masz co na siebie włożyć.

 

Remedium na nasze kłopoty będzie rezygnacja z nadmiaru, dyscyplina podczas zakupów i myślenie całością szafy. Szafy, w której wszystkie poszczególne elementy zgrabnie ze sobą współgrają, komponując się w pełne smaku całości. Najlepiej przećwiczmy to od razu na konkretnym przykładzie.

Dobrze się składa, ponieważ właśnie masz zamiar kupić nową, wiosenną sukienkę. Znalazłaś już nawet trzy śliczne, jeszcze odrobinę się wahasz – chociaż szczerze mówiąc ta pierwsza o lekko orientalnym, wysublimowanym wzorze podoba Ci się najbardziej:

 

sukienki_granat_980px

 Do prezentacji wykorzystałam sukienki marki Closet (zalando.pl)

 

 

Zaczekaj proszę jeszcze moment. Zastanówmy się wspólnie, co sprawia, że właśnie to, a nie inne ubranie staje się bazą idealną, nie dającą żadnej szansy wymówce, że nie mamy się w co ubrać:

  1. jest wszechstronne, czyli daje się łączyć w zgrabne zestawy z pozostałymi rzeczami z naszej szafy,
  2. jest wielofunkcyjne, czyli nadaje się zarówno do klasycznych, jak i bardziej przebojowych połączeń,
  3. jest uniwersalne, czyli ubiera nas w pracy oraz w różnych prywatnie – kameralnych okolicznościach,
  4. jest ponadsezonowe, czyli możemy je nosić bez względu na pogodę. Latem i zimą.

 

Chociaż wszystkie trzy sukienki są podobne w kroju i kolorystyce, tak naprawdę tylko jedna z nich ma prawdziwy potencjał, żeby stać się twoją ulubioną i wierną towarzyszką na lata. Pozostałe dwa modele, choć śliczne, to jednak:

  • poprzez swoje charakterystyczne detale same w sobie stanowią poważną konkurencję dla wszelkich wzorów i  kolorów, ograniczając tym samym możliwość różnorodnych połączeń;
  • zupełnie nie nadają się na służbowe okazje w godzinach pracy;
  • przyciągając wzrok dobrze zapadają w pamięć, więc nie tak szybko trafi się okazja, żeby ponownie założyć którąś z nich;
  • są uszyte z cienkiej, przewiewnej bawełny, która zawęża ich przydatność do kilku gorących miesięcy roku i określa je jako ubranie typowo letnie.

 

Wiesz już która, prawda? W wydaniu wiosennie frywolnym:

 

granat_colage 650px

 Kolczyki – Konplott (zalando), Sandałki – Fendi (stylebop), Torebka – Wittchen

 

 

W wersji klasycznie eleganckiej:

 

granat_colage2 650px

  Kolczyki – Apart, Chusta – Codello, Torebka – Fiorelli, Pantofelki – Guess (wszystkie dodatki, oprócz kolczyków – zalando.pl)

 

 

Dlaczego właśnie ona? Przyjrzyjmy się raz jeszcze naszej skromnej, granatowej triumfatorce. Ile możliwości i okazji zawiera w sobie taki zgrabnie uformowany, niepozorny kawałek tkaniny:

  1. Jej prosta, ale powabna linia podkreśla kobiece kompetencje bez uciekania się w męskie schematy zawodowego wizerunku.
  2. Jej klasyczny, szlachetny kolor sprawia, że jest doskonałym punktem wyjścia dla uporządkowanej i przejrzystej garderoby aktywnej zawodowo kobiety, ale równie gładko poradzi sobie w otoczeniu soczystych i intensywnych odcieni: do pracy będziemy ją nosiły w towarzystwie żakietu i dyskretnie eleganckiej oprawy w stonowanych barwach, a wieczorem solo, ale w aranżacji uroczych, kokieteryjnych dodatków w rozgrzewających tonacjach.
  3. Jej gładka faktura bez wzorów będzie świetnym tłem dla szaleństw wzorów i powierzchni innych materiałów: matowej głębi aksamitu albo mieniącemu się połyskowi jedwabnej mory, prążkom bawełnianej gabardyny albo wytłaczanym deseniom wełnianego żakardu – droga wolna.
  4. Tkanina, z której jest wykonana – grubszy, mięsisty dżersej – sprawia, że w odpowiedniej kompanii staje się ubraniem całorocznym: wiosną okryjemy ją trenczem,  jesienią otulimy miękkością dzianinowego płaszcza, zimą ogrzejemy szykownym płaszczem:

 

colage-okrycia 980 pxŻakiet – Jil Sander, Trencz – Burberry Brit, Dzianinowy płaszcz – Missoni, Płaszcz – Jil Sander (wszystkie okrycia stylebop.com)

 

 

Miła Przyjaciółko, mniej zawsze znaczy więcej. Żadna z nas nie potrzebuje ogromnej szafy, żeby zasłużyć na miano dobrze ubranej. Więcej, ogromna szafa stojąc często w sprzeczności z zasadą “jakość ponad ilość”, potrafi skutecznie uniemożliwić stylowy rozwój i doskonalenie. Poza tym, jeśli nie jesteś na wskroś awangardowym typem, którego prywatno – zawodowy status pozwala na niczym nie ograniczoną swobodę, jeśli akurat nie masz pod ręką męża milionera, który spełnia każdą zachciankę w pięć sekund, to prawdopodobne jest, że jak większość z nas musisz wybierać.

 

Styl rodzi się w bólach, a dobry wybór jest zawsze wypadkową samodyscypliny i rezygnacji z nadmiaru. Wypełnij swoją szafę skromną, bezpieczną bazą, którą można odmieniać na mnóstwo sposobów modnymi dodatkami i akcesoriami. Pamiętaj proszę przy tym, że nie chodzi o to, żeby odmawiać sobie wszelkich przyjemności i małych luksusów – niech będą one jednak małym, miłym wyjątkiem, a nie regułą prowadzącą do stylowego chaosu.

W ten sposób będziesz na bieżąco z modą bez konieczności kompletowania całej garderoby co sezon od nowa, a poranne dramatyczne pytanie “w co ja ma się ubrać?!” stanie się już na zawsze tylko echem niepamięci.

 

 

Drodzy Goście, jeżeli jesteście tak samo uważni w czytaniu bloga, jak w wytykaniu mi niekonsekwencji, musieliście zauważyć, że jest to pierwszy wpis, w którym odważyłam się wykorzystać inne źródła zdjęć, niż moje własne archiwum.

Na temat tego, że znalezienie sukienki, która spełniałaby wszystkie kryteria estetyczne i jakościowe jest marzeniem ściętej głowy, można byłoby pisać elaboraty. Jednak, pomijając już bardzo surowe przepisy prawne regulujące sprawy praw autorskich oraz swobodnego korzystania ze zdjęć dostępnych w sieci, jeszcze bardziej przygnębiającym jest fakt, że znalezienie fotografii ubrania, która spełniałaby kryteria kwalifikujące ją jako nadającą się do opublikowania – to syzyfowa praca.

Ludzie, litości! Nie zachęcam Was tym wpisem do zakupów, tylko do przemyśleń! Blog się rozwija, ja ciągle się uczę, ale wybierać muszę z tego, co jest ogólnie dostępne (w aktualnych wpisach idzie mi przecież lepiej :-). Dlatego jeszcze raz:

drodzy Goście, nie psujcie sobie i mnie humoru, przedstawione przykłady są tylko i wyłącznie materiałem ilustracyjnym.

 

wpis został uzupełniony o ostatni akapit 12.03.2015

 

 



Komentarze

  1. Sylwia
    24 marca 2014

    Jestem pod wrażeniem, widzę, że nie tylko warstwa zewnętrzna bloga się odmieniła, ale również sposób prowadzenia postów. Brawo! Oby tak dalej. Zaczyna się robić profesjonalnie :) Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Małgorzata
    25 marca 2014

    No i cóż z tego, że 90% z nas zna te zasady, skoro ich nie stosuje :)
    Jak znaleźć w sobie tę siłę i nie kupić przynajmniej dwóch z tych trzech sukienek?
    A najlepiej siedmiu, na każdy dzień tygodnia!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 marca 2014

      To proste: trzeba sobie wyobrazić, że sandałki Fendi też by się przydały, a pasują tylko do jednej z nich:)

      Odpowiedz
      • Małgorzata
        27 marca 2014

        A w dodatku jak kupimy siedem sukienek to nie stać nas będzie na sandałki Fendi, ani nawet CCC :)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          27 marca 2014

          Dokładnie tak. Nie mogłabym sama ująć tego lepiej.
          Hej Małgoś, cieszę się bardzo… wygląda na to, że temat Cię naprawdę wciągnął:)

          Odpowiedz
  3. Aga
    26 marca 2014

    Super post. I jaki z życia wzięty. Sama znam ten problem i ciągle jakoś nie mogę się oprzeć tym super wyprzedażom i okazją.
    No i chyba nigdy się tego nie nauczę, mimo moich lat i niby jakiejś tam “mądrości życiowej”.
    Pozdrawiam gorąco.

    Odpowiedz
  4. irensa
    27 marca 2014

    Post jest świetny! Dlaczego jednak “wszystkiemu mogę się oprzeć tylko nie pokusie”.Jak to pogodzić by wilk był syty a owca cała? Dylemat godny Nobla!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 marca 2014

      Nie ma tak dobrze! Albo idzie się na całość, albo zostaje się w miejscu.
      Nie trać jednak nadziei Irenso, powściąganie apetytu ma zwykle świetne skutki. Wiem to na pewno, w końcu sama całkiem nieźle się opieram:)

      Odpowiedz
      • irensa
        27 marca 2014

        Czyli rozmiar mniejszy? Idę na całość i dzięki za motywację!

        Odpowiedz
  5. Paweł
    8 maja 2014

    Dzień dobry,
    Trafiłem do Pani bodaj od Szarmanta i zaglądam ostatnio.
    Właśnie chciałem polecić przedstawioną sukienkę żonie,
    wchodzę na zalando, a tam 97% poliester. I już mi przeszło :-)
    Wiem, że ten materiał jest powszechny w damskich kolekcjach,
    ale jakoś nie mogę tego strawić. Gratuluję ciekawego bloga
    i pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 maja 2014

      Hmm… a więc tak czuje się ktoś przyłapany na żonglowaniu kompromisami:)
      Rzeczywiście poliester. Chociaż chętniej wybrałabym wełniany romanit. Póki co, proszę złożyć wszystko na karb kapryśnego temperamentu autorki, a ja w tym czasie przemyślę sobie raz jeszcze sposób doboru materiałów ilustracyjnych.
      I ja miło pozdrawiam

      Odpowiedz
  6. Monika
    12 marca 2015

    OK, przyjmuję Twój argument, że dyscyplina to ważna rzecz i z bólem serca odwracam wzrok od radosnych, urzekających wzrorków na przewiewnej bawełnie pierwszej i trzeciej sukienki. I zgodnie z Twoją radą zaczynam egzaminowanie sukienku numer dwa. Cena (249 zł), jak dla mnie (przyzwyczajonej do zakupów w second handach i małomiasteczkowych butikach) zawrotna, ale w końcu kupuje sukienkę bazę, która mam mi posłużyc dłużej, więc co tam, nie będę oszczędzać. Wywracam ją na lewą stronę, żeby sprawdzić metkę (a dokładnie to wchodzę na stronę Zalando i uważnie studiuję jej skład). I co tam widzę:

    Materiał: 93% poliester, 7% elastan…..

    Hmmm nie jestem pewna czy o to mi chodziło…. Bo czy w tej sukience przypadkiem latem się nie spocę jak mysz (a potem mnie przewieje w klimatyzowanym biurze)? A zimą? Nawet jak zalożę na nią mój kaszmirowy płaszcz (taki jakoś jeszcze można znaleźć, sprawdzałam, chociaz też ze znacznym trudem) to czy nie przemarznę? To może już ta bawełna jednak lepsza. A może po prostu prawdziwa jakość musi kosztować jeszcze więcej? Wyszukuję więc wszystkie granatowe sukienki na Zalando i (…)

    Odpowiedz
    • Monika
      12 marca 2015

      Jakoś nie spojrzałam, że ktoś już o ten poliester pytał. Nie wczytałam się uważnie we wszystkie komentarze. Ale kwestia metrii z jakiej ma być uszyta całoroczna sukienka ostatnio szczególenie mnie zafrapowała. W końcu wiosna tuz tuz… No i gdzie można takie rzeczy kupić: jak sukienkę z wełnianego romanitu. Sweter czy płaszcz wełniany to jeszcze jeszcze, ale sukienkę…. Chociaż też mnie zastanawia ze np na Zalando w zakładce płaszcze wełniane trafiaja sie takie które mają w składzie (SIC!) 100% poliester. Z wielkim rozczarowaniem stwierdzam ze cena i znana marka wcale niekoniecznie mają odzwierciedlenie w jakości, czy warto więc oszczędzać aby kupić sobie taką drogą rzecz, skoro dobrze prezentujący się kawałek poliestru w sieciówce moge kupić za grosze.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        12 marca 2015

        Sukienki z wełnianego romanitu w przyzwoitej cenie prawdopodobnie kupić nie można, ale ja chcę taką nosić – dlatego szyję. Jednak żadna z moich – uszytych na miarę – sukienek nie nadawała się do zilustrowania głównej idei tego wpisu. Sukienki z Zalando jak najbardziej.

        Przeczytałam całość. Uważnie. Ale jak widzisz obcięłam sporą część Twojego pierwszego komentarza. Z trzech powodów:
        1. nie znam odpowiedzi na wszystkie ubraniowe dylematy,
        2. nie mam ani czasu, ani ochoty na słowne utarczki i przepychanki,
        3. to nie jest forum dyskusyjne, na którym każdy może wylać żółć i pretensje do świata.
        Lady and the dress jest prywatną własnością, miejscem, na którym przedstawiam swój bardzo subiektywny punkt widzenia. Można się z nim zgadzać lub nie, ale miła i uprzejma atmosfera na blogu jest moim prawem, przywilejem i życzeniem.

        Chcąc pozostać wierną temu, co pisałam – że Wasze uwagi są dla mnie niekończącym się pasmem inspiracji – wzięłam pod uwagę Twój drugi, łagodniejszy w wymowie komentarz oraz to, że obie mamy za sobą miesiąc bardzo sympatycznej korespondencji.
        Mam nadzieję, że krótkie wyjaśnienie, o które uzupełniłam post, raz na zawsze wyjaśni sprawę granatowej sukienki.

        Odpowiedz
        • Monika
          13 marca 2015

          Cześć

          Nie bylo moim celem wchodzenie w słowne przepychanki, ani bynajmniej krytykowanie twoich opinii i bloga. Zareagowałam trochę zbyt emocjonalnie bo poczułam się oszukana, ale bynajmneij nie przez Ciebie, w końcu nie masz żadnego wplywu na to co za Zalando jest sprzedawane. Twój blog dał mi impuls żeby marzyć o luksusie i jakosci i pomyślałam że może warto pójść za Twoja radą, pooszczędzać i wyczekać cierpliwie. A tu widze, że drogie marki (nie wiem czy znane i luksusowe bo na markach się nie znam) wciskają mi taki sam…. poliester.. jak podrzędne sieciówki. No bo za 1300 zł sukienka z poliestru (no niechby nawet ładnie uszyta i wykończona i zapakowana w piękną bibułkę czy co tam jeszcze) to moim zdaniem przesada. Na kompromis moge iść jeszcze w przypadku taniej szmatki którą ponoszę sezon, ale przecież nie w przypaku kreacji która ma byc klasyczną bazą moich stylizacji przez najbliższe kilka lat (zakładajac optymistycznie, że nie przytyję 10 kg i nie zrobi się za ciasna). No i niby dlaczego mój mąż może sobie za 120zł kupić spodnie wełniane (no ok w outlecie, ale ostatecznie co za różnica skoro fason klasycznych męskich spodni i tak się nie zmienia), za kilkadziesiąt złotych piękny wełniany szalik z Vistuli, a za 1300 zł to już znakomicie leżący porządny wełniany garnitur, a ja mam się godzić na byle co! Wiem, wiem o męskim podejściu do zakupów na Twoim blogu już było, czytałam uważnie więc to tylko retoryczne pytanie ;-). Innymi słowy czuję się zbuntowana i zdecydowana nie dać sobie więcej wciskać byle czego! Bo niby dlaczego mam się na to godzić!

          Zachowaj ten wpis dla siebie, lub opublikuj – jak wolisz. Odpisuję bo zmartwiłam się że poczułas się zaatakowana. Dlatego postanowilam wyjasnić co mna kierowało przy pisaniu pierwszego wpisu. No fakt zdenerwowałam się nieco, chociaż z tą żółcią i zlością do świata to trochę przesada ;-).

          I zadroszczę umiejętności szycia i tej wspaniałej szarej wełnianej sukienki ze stójką, którą wiele razy już prezentowałaś.

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            13 marca 2015

            Dziękuję Ci za wyjaśnienie sytuacji… bo ja również się zmartwiłam.

            Lubię Zalando, ponieważ jest to firma z fantastycznym serwisem, o który trudno jeszcze na rodzimym podwórku. Ubrania? Tak jak wszędzie – ani lepsze, ani gorsze. Jednak ponieważ oferta Zalando różni się w zależności od rynku (w Niemczech jest większy wybór sukienek wykonanych z naturalnych włókien: o albo o), lubię sobie również wyobrażać, że firma w takim stopniu dbająca o klienta, tylko czeka, żebyśmy zmusiły ją do reakcji na nasze życzenia i potrzeby.
            Więc życzmy sobie głośno i zdecydowanie (ale zawsze grzecznie i z uwzględnieniem super nadwrażliwego ego autorki), nie dając sobie wciskać byle czego. Zmiana nie dokona się z dnia na dzień, ale mam wrażenie, że na tym blogu jest nas coraz więcej, zwartych i… gotowych potrząsnąć zaspaną branżą.
            No to cześć :-)

Dodaj komentarz