12 stycznia 2015 / Prosto z atelier / 16 komentarzy

Co myśli sobie mężczyzna przymierzając nową parę spodni, które okazują się za długie? “Na kogo oni szyją te spodnie?”

Co w takiej samej sytuacji myśli sobie kobieta? “Zawsze wiedziałam, że mam za krótkie nogi!”

 

Dziękuję, wypoczęłam. I jestem już z powrotem, z głową pełną inspiracji i niełatwych pytań. Początek roku to dla mnie czas głębokiej wdzięczności za wszystkie dobre i piękne rzeczy, które mnie spotykają, ale również czas samotności, wyciszenia i kontemplacji. Dlaczego robię to, co robię? Czy to ma sens? Co mogłabym zrobić lepiej? W leniwym sam na sam z własnymi myślami wyjaśniają się wątpliwości, marzenia uskrzydlają, a nowe pomysły rozsadzają głowę.

A więc tak, odpoczęłam. Tak, miałam sporo czasu tylko dla siebie, więc się a) wyspałam i b) pozastanawiałam. Ale po kolei. Wróćmy do naszej pary zmagającej się ze zbyt długimi spodniami.

 

 

Mężczyźni domagają się od życia całej masy rzeczy, o których my kobiety, boimy się nawet myśleć

Tak. Mężczyźni domagają się od życia całej masy rzeczy, o których my kobiety boimy się nawet myśleć: dobrego dopasowania, dobrej jakości, dobrego wzornictwa. Domagają się, więc zwykle je dostają.

 

Mężczyzna i dopasowanie

Przyjrzyjmy się mężczyźnie, który potrzebuje nowego ubrania. Jako pan stworzenia, dobrze czuje się we własnej skórze i nie ma żadnych wątpliwości, że jego nowe spodnie (koszula albo garnitur) mają dobrze leżeć. Bez względu na to, jakiej jest postury – szczupły czy brzuchaty, wysoki czy wzrostu siedzącego psa – facetowi nie przyjdzie nawet do głowy, że coś jest nie tak z jego sylwetką, więc albo będzie szukał do skutku, albo pozwoli dopasować ubranie do swoich indywidualnych wymiarów. To, co jest za długie, zostanie skrócone, a to, co za szerokie zwężone – mężczyzna życzy sobie ubrania, które do niego pasuje.

Kobieta czuje się niepewnie we własnej skórze, jest przeczulona na punkcie własnego wyglądu, a wszystko – łącznie z zakupami – ocenia przez pryzmat: “czy jestem tego warta?” Kiedy przymierza więc nowy ciuch, który nie za dobrze leży, jest za ciasny albo upija, pierwszą rzeczą, która przyjdzie jej do głowy jest ta, że coś jest nie w porządku z jej figurą. Nie ma żadnego znaczenia, że ubranie jest po prostu za małe, źle uszyte, albo zaprojektowane z myślą o zupełnie innej sylwetce – kobieta życzy sobie figury, która będzie pasować do ubrań wiszących na wieszaku.

 

A propos, miałaś już okazję obserwować tego lub innego pana podczas zakupów? Mnie samej – oczywiście, wyłącznie w celach poznawczo-naukowych – zdarza się regularnie, że pod pretekstem wybrania szykownego krawatu dla męża, szwendam się po dziale męskim eleganckiego sklepu, podglądając zachowania klientów.

I wiesz, co? Nawet beznadziejnie ubrany facet, wkraczając na nieznane sobie do tej pory terytorium, zupełnie nie traci fasonu. Przez myśl mu nie przejdzie, że jest nie na miejscu. No w końcu po to tu przyszedł, żeby wreszcie wyglądać jak człowiek. Oczekuje kompetentnej i szybkiej obsługi i … otrzymuje ją, a to czy znajdzie pasujące na siebie ubranie, jest tylko kwestią czasu.

 

Mężczyzna i jakość

Czy to przypadek, że podczas kiedy w prawie każdej firmie odzieżowej w dziale damskim czekają na nas wiskoza, modal albo akrylowo-wełniane mieszanki (z rzadka tylko urozmaicane odrobiną jedwabiu lub czystego kaszmiru), w dziale męskim odkryjemy bawełnianą różnorodność oraz wełny w swej najlepszej postaci?

Spójrzmy na pierwszy przykład z brzegu. Wszystkie cztery swetry są bardzo ładne i wszystkie miały tę samą cenę wyjściową, ale jednym różnią się od siebie bardzo. Składem:

 

massimodutti_sweter_damskifot. massimo dutti

Granatowy sweter: 52% poliamidu, 48% wełny. Szary sweter: 39% wiskozy, 23% akrylu, 16% poliamidu, 14% moheru, 8% włókna metalicznego.

 

 

mężczyzna: dobra jakośćfot. massimo dutti

Oliwkowy sweter: 74% wełny, 11% alpaki, 9% jedwabiu, 6% kaszmiru. Chabrowy sweter: 95% wełny, 5%  kaszmiru.

 

 

I to nie jest żaden wyjątek. Swetry dla pań najczęściej wykonane są z wełnianych mieszanek, natomiast męskie z czystych, naturalnych włókien.

Podobnie jest z dodatkami. Szal z czystej wełny prędzej dostaniemy w którejś z firm specjalizującej się w konfekcji męskiej, niż w jakiejkolwiek innej, adresowanej specjalnie dla kobiet. Ale nawet jeśli firma staje na wysokości zadania, rozpieszczając nas nienagannym składem swoich wyrobów, ja i tak w poszukiwaniu prostych w formie, klasycznych akcesoriów zawsze – choćby tylko z ciekawości – zaglądam do działu męskiego.

 

Mężczyzna i wzornictwo

Widziałaś już zimową kolekcję szali Wittchen? Szlachetne tkaniny, bogactwo kolorów i deseni, tyle że… z damskiego asortymentu wybrałabym najwyżej dwa modele, podczas kiedy na szale męskie nie mogę się po prostu napatrzeć i bez mrugnięcia okiem wzięłabym wszystko. Oczywiście dla siebie:

 

mężczyzna: dobra jakość i dobre wzornictwofot. Wittchen

 

 

Tak samo z paskami. Damską kolekcję przeglądam już kolejny raz, ale z męską od pierwszego rzutu oka nie mam żadnych wątpliwości – ten i ten:

 

mężczyzna: dobre wzornictwofot. Wittchen

 

Proszę zapakować! Ach tak… jaka szkoda, rozmiary się niestety nie zgadzają :-(

 

 

 

Dlaczego my kobiety, nie dopominamy się dla siebie takich samych praw, jakie mają mężczyźni?

Mogłoby się wydawać, że to, co jest dobre dla mężczyzny, dla kobiety okaże się jeszcze lepsze. Tylko jak zadowolić przedstawicielkę płci pięknej, która:

1.  cierpi na chroniczny brak pewności siebie odnośnie własnej figury i własnego wyglądu? Jeśli pierwsze z brzegu ubranie od razu na nią nie pasuje, bierze to bardzo osobiście, przyklejając sobie samej łatkę “problemowej figury”;

2.  zwykle nie ma bladego pojęcia o tym, jak powinna wyglądać –  i czuć się – kobieta w ubraniu, które świetnie leży? Przyzwyczaiła się już do źle dopasowanych ciuchów i nie wie czego powinna wymagać oraz co i jak mogłaby poprawić;

3.  potrzebuje ciągłej odmiany? Woli kupować taniej i częściej, ulegając ograniczającemu stereotypowi, że nie wypada pokazywać się stale w tym samym ubraniu.

 

To prawda, że branża tekstylna nas nie rozpieszcza. Zdarzyło Ci się już, że sklep polecił Ci dobrą krawiecką pracownię usługową albo zaufaną pralnię chemiczną, w której nikt nie wybłyszczy i nie zaprasuje dobrej wełny na śmierć? A może zdarzyło Ci się już, że przy wejściu do przymierzalni czekała na Ciebie krawcowa, gotowa sprawdzić wyćwiczonym okiem linię ramion i długość spódnicy? Oczywiście, że nie. Poza tym zapasy rękawów albo dołów w kobiecych ubraniach są zwykle tak oszczędnie wyliczone, że ewentualne przeróbki i tak są prawie niemożliwe.

 

Tak, to prawda, że branża tekstylna nas nie rozpieszcza, jednak w dużej mierze same jesteśmy odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Mężczyzna ufa doświadczeniu profesjonalistów i chętnie zdaje się na sprawdzoną siłę wymownych symboli statusu:

  • dobrego dopasowania,
  • świetnej tkaniny,
  • dyskretnego wzornictwa.

Poza tym nie ma czasu i chęci latać po sklepach, oczekuje więc, że jego ubranie wytrzyma długo. Zauważył już różnicę między tanim garniturem, którego podszewka po paru praniach skurczyła się i pomarszczyła psując harmonię kroju, a tym drogim, uszytym z dobrego materiału, którego marynarka służyła mu – piątek, świątek i niedzielę – dobrych parę lat. Jakość ma swoją cenę. Zapłać ją* bez drżenia ręki, dając tym samym wyraźny sygnał branży tekstylnej: czas na zmiany!

Pomyśl jak mężczyzna Miła Przyjaciółko: kto jest najważniejszą osobą w Twoim życiu? Bądź egoistką… jesteś tego warta.

 

*Zapłać ją. Zwłaszcza przy kompletowaniu własnej bazy, czyli tych wszystkich ubrań, które stanowią podłoże Twojego indywidualnego stylu i które będziesz nosić dłużej niż dwa sezony.

 

 

 

Czego sama nauczyłam się od mężczyzn

Z racji wykonywanego zawodu zagadnienie doskonałego dopasowania mam opanowane całkiem nieźle, ale jest coś, czego również ja nauczyłam się od mężczyzn.

Mężczyzna, który czymś się zajmuje, zajmuje się tym w 100%: żadnych wątpliwości, żadnych kompromisów, żadnych… dzieci. Nawet jeśli mężczyzna ma dzieci, tak naprawdę to dzieci ma jego żona i partnerka. Nawet jeśli mężczyzna jest wyemancypowanym, nowoczesnym tatą, który:

  • codziennie rano robi śniadanie dla całej rodziny,
  • odwozi maluchy do szkoły i
  • chętnie chodzi z nimi w weekendy do kina,

od organizowania domowych obowiązków, rozwiązywania codziennych dużych i małych problemów, wycierania zasmarkanych nosków albo kojenia nocnych koszmarów jest ona. Ty. Ja. Bo on, gdy pracuje, to nie ma czasu na nic innego. My musimy go mieć. I mamy. Kosztem wszystkich innych rzeczy.

Nie bez powodu, to właśnie mężczyźni są autorami najbardziej popularnych blogów i poradników o tym, jak prowadzić dobrego bloga. Artykuł napisany w 2-3 godziny? Niepodpisana fotka szybko ściągnięta z Pinterestu? Błędy ortograficzne i gramatyka wołająca o pomstę do nieba? W tym mężczyzna piszący popularnego bloga ma rację: tak po prostu się nie da. Ale co z regularnością, dyscypliną oraz ożywionymi kontaktami we wszystkich dostępnych mediach społecznościowych? Hmm… ta pani nie ma czasu, ta pani jest mamą!

 

Moja lekcja nauczyła mnie, że nie zawsze trzeba wzorować się na męskich schematach postępowania. Męska pewność siebie, stanowczość i porządna dawka zdrowego egoizmu – tak. Męski scenariusz działania, zwłaszcza scenariusz dotyczący redagowania bloga adresowanego do inteligentnej, dorosłej kobiety – wcale niekoniecznie.

Nie mogę obiecać, że znajdziesz mnie na Facebooku i nie mogę przyrzec, że – tak, jak życzyłabym sobie sama – będziemy regularnie się spotykały, np. w poniedziałki i czwartki. Ale zapewniam Cię, że również w tym roku znajdziesz na Lady and the dress interesujące tematy, prowokujące do zastanowienia wątki oraz całą masę praktycznych odpowiedzi na najważniejsze na tym blogu pytanie: jak ubrać dorosłą kobietę?

 

 

Nie wiem skąd ta wewnętrzna pewność, ale czuję, że to będzie po prostu piękny rok.

Szczęśliwego Nowego Roku Miłe Przyjaciółki!

 

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata
    12 stycznia 2015

    Czyli odrobina mężczyzny na co dzień w każdej z nas :)

    Też zauważyłam, że najmarniejsza nawet sieciówka duże lepiej traktuje ubrania męskie niż damskie. Smutne to lekko.
    I wszystkiego najlepszego w Nowym roku!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 stycznia 2015

      Smutne, ale nie pozwolimy się tak traktować… walczymy!
      Wszystkiego najlepszego, Małgosiu :-)

      Odpowiedz
  2. mirka
    12 stycznia 2015

    Dzień dobry,
    Ileż prawdy w tym co powyżej napisane! Napiszę więc tylko jeden przykład, na potwierdzenie że u mnie też tak: kiedy w czasie wolnym szyję dla siebie sukienkę jednocześnie bawię się z córeczką. A ja lubię podotykać tkaninę w ciszy, skupić się na tym, co robię…
    Z niecierpliwością czekam na każdy wpis :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 stycznia 2015

      Hmm… cisza, skupienie i płachta pięknej tkaniny rozportartej przed sobą… przecież kobiecie w gruncie rzeczy, tak niewiele potrzeba do szczęścia :-) Ślicznie pozdrawiam Mirko

      P.S. No i natychmiast zabieram się do pracy!

      Odpowiedz
  3. irensa
    12 stycznia 2015

    A może pozwalamy na takie traktowanie nas przez rynek bo najczęściej to chcemy mieć dużo? Chociaż dużo gorszej jakości brzmi paskudnie! Ale, ale widzę światełko w tunelu!!! Otóż zdarzyło mi się, że w dobrym sklepie z ciuchami od plastyków skierowano mnie ze świeżo zakupioną spódnicą do zakładu krawieckiego w sąsiedniej bramie w celu dokonania drobnej poprawki! Zrobionej nieomal od ręki! A w “Herze” skrócono inną już na drugi dzień! Idzie nowe?!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 stycznia 2015

      Yuhuu! Idzie!
      Bardzo piękne historie opowiadasz nam tutaj Irenso. To wiesz, co? Żeby nie zepsuć nam radości z takiego fantastycznego podsumowania, nie powiem ani słowa na temat “dużo, za dużo, jeszcze więcej” :-)

      Odpowiedz
      • irensa
        13 stycznia 2015

        A żeby tej radości już nic nie zmąciło dodam jeszcze, iż dostałam rabat u plastyków znacznie przekraczający koszt poprawki a w “Herze” w ogóle nie było mowy o cenie tej usługi! EUROPA!!!

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          13 stycznia 2015

          Naprawdę :-) Rodzima branża ślicznie się stara, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby prawdziwe wełny i dobre bawełny w szerokim wyborze, nie miały już wkrótce zastąpić na wieszakach akryli i innych poliestrów. Do tego troszkę więcej dbałości o detale oraz design i… co ja zrobię?!! Nie będę miała na co się skarżyć!

          Odpowiedz
  4. Dawid
    13 stycznia 2015

    Jako przedstawiciel brzydkiej płci bardzo się cieszę, że taki wpis pojawił się na blogu:) Jak to zostało podkreślone od facetów też można się czegoś dobrego nauczyć;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 stycznia 2015

      Wygląda na to, że te godziny spędzone na ukradkowym podglądaniu panów na zakupach, na coś się jednak przydały :-)

      Odpowiedz
  5. Maria
    14 stycznia 2015

    Witam i gratuluje, trafione spostrzezenia. Tak, tak musimy same dbac o jakosc naszych ubran.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 stycznia 2015

      Miło Cię widzieć Mario. Naprawdę dobrze jest wiedzieć, że są osoby, które myślą podobnie i nie jestem sama z moją “jakościową” neurozą :-)
      Czasami czuję się na zakupach, jakbym spadła z księżyca. Na przykład wtedy, kiedy ekspedientka patrzy na mnie jak na wariatkę, ponieważ na jej pytanie, czy chciałabym coś przymierzyć – jak się domyślasz, jestem właśnie w tym momencie bardzo zajęta wnikliwym studiowaniem metek – odruchowo odpowiadam coś w rodzaju “nie, dziękuję. Dlaczego miałabym chcieć zapłacić 300 zł, za kawałek zwykłego, bawełnianego dżerseju zszytego do kupy czterema szwami?”

      Odpowiedz
  6. Makosza
    15 listopada 2015

    Tak dlugo jak babki nie przestana kupowac rzeczy wygladajacych jak szmatki to sie nic nie zmieni.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 listopada 2015

      Widzę, że sobie buszujesz po blogu. To Ty sobie czytaj, a ja się pożegnam. Dobranoc :-)

      Odpowiedz
  7. Ewa
    18 stycznia 2016

    Dzień dobry:) podglądam od jakiegoś czasu, i ponieważ najnowszy, noworoczny wpis zaprowadził mnie tu, pozwolę sobie dodać przykład tego, jak producenci, nawet dając kobietom szansę dopasowania ubrań, nadają temu niefajną otoczkę:

    http://patrizia.aryton.pl/szycie-na-miare/

    Co z tego rzuca mi się w oczy najbardziej? “Specjalnie dla Pań o niestandardowych wymiarach”. Niby nic, ale jeśli masz dłuższe nogi, dłuższe ręce, chcesz bardziej zebrany płaszcz – jesteś niestandardowa. Mój mąż korzysta z usług typu made to measure, i kiedy mu to pokazałam, był zadziwiony – język, cała otoczka usług krawieckich dla mężczyzn, są zupełnie inne; sprawimy że będziesz elegancki, kuloodporny, pięknie ubrany. Tu? Coś jest z Tobą nie tak, dziewczyno, jeśli nie pasują na Ciebie nasze płaszcze…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 stycznia 2016

      No właśnie. Nie dość, że “mamy dla ciebie najlepsze wełny i najszlachetniejsze bawełny”, to jeszcze “jesteś świetny, a będziesz jeszcze fajniejszy” (kuloodporny jest boskie, przecież każdy chciałby być jak James :-)
      Aż korci, żeby napisać do Arytona i jeszcze kilku kobiecych gazet, zwracając uwagę na problem. Tak, problem – wygląda na to, że język handlowy jest językiem dyskryminacji.

      Fantastyczne spostrzeżenie Pani Ewo. Proszę sobie jak najczęściej pozwalać.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz