5 czerwca 2018 / Materiały, Szafa marzeń / 35 komentarzy

Zamieszamy? Bawełniana koszula, która aż pęka w szwach od poliestru… Kaszmirowy sweter, który z kaszmirem wspólną ma tylko nazwę… Materiały o mieszanym składzie mogą być zwodniczą przynętą, która ma cię skutecznie przekonać do zakupu. Mogą. Ale nie muszą. Wszystko zależy od tego, co z czym się miesza. I w jakich proporcjach.

 

Dzisiaj będzie dużo. I długo. A w planie mamy wyjaśnienie najważniejszych rzeczy dotyczących materiałowych mieszanek:

Z czego wykonane są nasze ubrania?

Czym różnią się od siebie ubrania zrobione z różnych włókien?

W jaki sposób i po co miesza się włókna?

Jakie połączenia w ogóle mają sens?

Konkretny przykład

Podsumowanie

 

 

Materiały o mieszanym składzie: zacznijmy od podstaw, czyli z czego wykonane są nasze ubrania? 

Chcąc rozwinąć temat, musimy najpierw umówić się co do terminologii. Dla naszych potrzeb zajmiemy się najbardziej znanymi rodzajami włókien, to znaczy tymi, z których najczęściej szyje się nasze ubrania (dokładniejsze omówienie sposobu powstawania i podziału surowców odzieżowych zostawiając sobie na inną okazję).

Odzież szyje się z materiałów, a wszystkie materiały wykonuje się z włókien:

1. Naturalnych
  • a) pochodzenia roślinnego – np. bawełna i len
  • b) pochodzenia zwierzęcego – różne rodzaje wełen (np. owcza, kozia, wielbłądzia) i jedwab
2. Chemicznych
  • a) celulozowych, czyli wytwarzanych z celulozy roślinnej – np. wiskoza, cupro, modal, lyocell
  • b) syntetycznych, czyli wytwarzanych na bazie węgla, oleju i gazu ziemnego – np. poliester, poliamid, akryl, włókna elastyczne (lycra, elastan)

Włókna naturalne uzyskuje się w wyniku mechanicznego przetworzenia surowca wyjściowego (nasion bawełny, łodyg lnu, kokonów jedwabnika, sierści owczej, itd).

Powstawanie włókien chemicznych jest bardziej skomplikowane – bazą wyjściową dla włókien celulozowych są surowce naturalne (np. celuloza otrzymana z drewna lub bawełnianych odpadów), a do wytwarzania syntetyków używa się pochodnych węgla i ropy naftowej. W wyniku zaawansowanych procesów technologii chemicznej tworzywa te zmienia się w cienkie nitki włókna.

 

 

 

Materiały o mieszanym składzie: czym różnią się od siebie ubrania zrobione z różnych włókien?

Każdemu rodzajowi włókien przypisuje się określone wady i zalety, które bezpośrednio wpływają na zachowanie i właściwości utkanego z nich materiału:

 

Włókna naturalne pochodzenia roślinnego

są przewiewne, chłodzą i odświeżają, dobrze wchłaniają wilgoć, nie brudzą się tak łatwo, można je gotować i prasować w wysokich temperaturach. Do tego są mocne i wytrzymałe. Do cech kwalifikowanych jako wady zalicza się ich małą sprężystość, co znaczy, że się gniotą.

 

Włókna naturalne pochodzenia zwierzęcego

są przede wszystkim ciepłe, ale mają również właściwości termoregulacyjne, co znaczy, że grzeją gdy jest zimno i chłodzą gdy jest gorąco. Poza tym są wyjątkowo elastyczne i sprężyste (czyli nie gniotą się), świetnie wchłaniają wilgoć i neutralizują brzydkie zapachy, są lekkie, miękkie i połyskliwe. Jako wadę przypisuje się im uciążliwą pielęgnację (jeśli dłużej jesteś czytelniczką bloga, wiesz, że to tylko często powtarzany banał).

 

Włókna chemiczne wytwarzane z roślinnej celulozy

chętnie przedstawia się jako przewyższające zaletami włókna bawełny, ponieważ podobnie jak ona są chłodne w dotyku i bardzo dobrze wchłaniają wilgoć. Są również mało sprężyste, czyli gniotliwe. Pod względem wytrzymałości oraz pielęgnacji włókna celulozowe nie dorównują jednak w niczym swojemu naturalnemu odpowiednikowi – są nietrwałe i szybko się niszczą, a do tego nie znoszą wysokich temperatur ani podczas prania, ani prasowania.

 

Włókna syntetyczne

są mocne, wytrzymałe i nie gniotą się. Ich podstawową cechą jest… hmm, jakby to nazwać… (już wiem!) szczelność. Nie wchłaniają wody i słabo przepuszczają powietrze, co znaczy, że szybko schną i nie plamią się, ale również – nie są przewiewne i nie wchłaniają potu, więc w konsekwencji wzmagają przykre zapachy ciała i ubrania (po ludzku: pocisz się w nich okropnie i podśmierdujesz) oraz potęgują skłonność do przeziębień i rozwój chorób grzybiczych. Jakby tego było mało, są wrażliwe na wysokie temperatury i elektryzują się, jak magnes przyciągając cząsteczki brudu.

 

A teraz najważniejsza rzecz – chłonność włókien oraz ich zdolności wspomagające fizjologię organizmu są kluczem do tego, abyś w swoim ubraniu się dobrze i komfortowo czuła.

 

O komforcie noszenia mówimy wtedy, jeśli twoja odzież:

  • ochrania cię przed gorącem albo chłodem (zapobiegając w ten sposób przegrzaniu, wyziębieniu i spadkowi odporności immunologicznej),
  • zapewnia cyrkulację powietrza (pozwala skórze “oddychać”),
  • pochłania naturalną wilgoć wydzielaną przez ciało (żebyś nie czuła się mokro przepocona i nie przeziębiała się),
  • jest higieniczna (potrafi neutralizować pot i zabrudzenia albo doskonale znosi wysoką temperaturę).

Już na pierwszy rzut oka widać, że włókna chemiczne – przede wszystkim syntetyki – nie potrafią sobie z tymi zadaniami poradzić.

 

 

 

Materiały o mieszanym składzie: w jaki sposób i po co miesza się włókna?

O zaletach i wadach ubrań wykonanych ze 100-procentowych surowców mamy już całkiem niezłe pojęcie. Ale co z tekstyliami, które są kombinacją całkiem różnych składników? Przecież materiały o mieszanym składzie są w sklepach równie popularne, jak odzież wykonana z jednorodnych komponentów.

Jak podają fachowe opracowania, połączenie dwóch lub więcej różnych rodzajów włókien ma na celu poprawienie właściwości tkaniny. Obojętnie czy połączymy ze sobą nitki różnych włókien w jedną “mieszaną” nić, z której będzie utkany materiał czy też do samego tkania użyjemy kilku różnorodnych włókien, sensem takiego działania ma być ulepszenie właściwości i cech wyrobu końcowego.

 

 

Rodzaj i liczba możliwych połączeń jest teoretycznie nieograniczona, ale:

  • efekt końcowy w postaci gotowego ubioru będzie zupełnie odmienny, w zależności od tego czy skomponuję włókna naturalne (np. bawełnę z jedwabiem, len z wełną, bawełnę i wełnę), czy zmieszam ze sobą włókna naturalne i chemiczne (np. bawełnę z poliestrem, wełnę z poliamidem, jedwab z wiskozą), czy też połączę razem różne rodzaje włókien chemicznych (np. wiskozę z poliestrem i elastanem albo poliester z poliamidem i akrylem na dokładkę);
  • przyjmuje się, że zawartość pojedynczego składnika mniejsza od 30% nie wpływa znacząco na zmianę właściwości tkaniny. Jak zwykle i tutaj wyjątki potwierdzają regułę: w przypadku elastików typu elastan, spandex czy lycra, już 2-3% stanowi znaczącą różnicę.

 

Oprócz tego moja zawodowa praktyka podpowiada mi, że te procenty są umowne i na pewno nie dotyczą najbardziej szlachetnych włókien (o czym łatwo jest się przekonać od razu, sprawdzając swoje odczucia dotykiem).

 

 

 

Materiały o mieszanym składzie: jakie połączenia mają sens?

Udowodniłyśmy już, że włókna chemiczne nie dorównują komfortem włóknom naturalnym. Jeżeli będziemy przy tym pamiętać o znaczących różnicach cen, stanie się jasne, że materiały o mieszanym składzie powstają nie tylko ze szlachetnych pobudek.

Naczelną zasadą handlu jest zachęcenie nas do kupowania więcej i częściej. Łatwo więc zrozumieć, że posunięcia typu

jeśli dodam trochę taniego, a przy tym mocnego i elastycznego poliamidu do tej bawełny beznadziejnej jakości, to nikt niczego nie zuważy. Przynajmniej do drugiego prania.”,

są niezłą strategią przybliżającą do celu. Zagrywki takiej w żadnym razie nie zakwalifikowałybyśmy jako “ulepszanie właściwości produktu”. W grę wchodzi raczej “łączenie różnych włókien w celu maksymalnego obniżenia kosztów” oraz “kamuflowanie wad materiału wyjściowego”.

 

 

Materiały o mieszanym składzie: bawełna z lnem

 

Materiały o  mieszanym składzie, czyli bawełna (67%) z dodatkiem lnu (33%). Połączenie tych dwóch surowców sprawia, że tkanina jest trwalsza od czystej bawełny, ale tańsza od czystego lnu. Len ma mnóstwo zalet – m.in. jest nie do zdarcia i potrafi neutralizować brud oraz paskudne zapachy – ale jest współcześnie drogim rarytasem. Dlatego chętnie stosuje się go jako “uszlachetniacz” w materiałowych mieszankach.

Podkreślmy wyraźnie, obniżanie kosztów nie zawsze jest godną potępienia praktyką. Na pewno nie, jeśli mówimy o naturalnych składnikach: na zdjęciu żakiet w stylu safari, który dzięki domieszce lnu zyskuje bardziej zadziorny charakter.

 

 

Nie mam nic przeciwko łączeniu różnych rodzajów włókien w jednej tkaninie, o ile ograniczymy się do mieszania włókien naturalnych albo jeśli dodany w minimalnych ilościach syntetyk ma zapewniać wygodę. Materiał, który w ten sposób otrzymamy będzie wyrafinowaną kompozycją, której celem jest wyodrębnienie i spotęgowanie najlepszych właściwości ubrania:

– dodatek jedwabiu sprawi, że suknienka z bawełnianego batystu stanie się wytchnieniem dla skóry, a do tego będzie płynnie i wdzięcznie się układała;

– domieszka wełny w lnianym garniturze spowoduje, że zachowując swoją ziarnistą urodę, lniany materiał stanie się bardziej mięsisty, bardziej miękki i mniej gniotliwy;

– 5% -owa dokładka elastanu wystarczy, żeby wąskie bawełniane spodnie zgrabnie opinały nogi i nie wypychały się w kolanach.

Ale już najmniejsza syntetyczna niteczka dodana do wełny wzbudzi moją niechęć i czujność… po jakiego grzyba ktoś miałby poprawiać fantastyczny i jedyny w swoim rodzaju charakter wełny?!

 

 

To co, poćwiczymy teraz dla nabrania wprawy?

 

 

Materiały o mieszanym składzie: “bawełniana” koszula z dodatkiem poliestru

Omówmy sobie przykład koszuli wykonanej z bawełny z domieszką poliestru. Lubię go, ponieważ jest to modelowy standard występujący w każdej publikacji, która ma odwagę zmierzyć się z tym kontrowersyjnym tematem.

Oprócz tego, mimo że o koszuli rozmawiałyśmy już sporo, do tej pory przyglądałyśmy się jej przede wszystkim pod kątem jakości wykonania. To jest więc dobry moment, żeby wykończyć kolejny odzieżowy mit i wziąć pod lupę koszulowy materiał.

No i jeszcze jedna rzecz – bawełna zmieszana z poliestrem w przeróżnych proporcjach jest chyba tą mieszanką, na którą najczęściej można natknąć się w sklepach.

 

Przyjrzyjmy się bliżej: bluzka koszulowa o składzie 65% bawełny i 35% poliestru

Wszystkie bez wyjątku źródła przekonują, że taka koszula będzie się lepiej nosiła od bluzki zrobionej ze 100% bawełny, ponieważ otrzymany materiał będzie się mniej gniótł, nie skurczy się w praniu i będzie dłużej wyglądał jak nowy. Nie mogę się nie zgodzić… zwłaszcza z tym ostatnim argumentem. Faktycznie, bawełniana koszula z domieszką poliestru ma szansę na to, że przez lata pozostanie jak nowa – będzie wisiała nieużywana w szafie, bo nie będziesz chciała jej nosić. Dlaczego?

Bawełna jest trwałym, przewiewnym i higroskopijnym włóknem, który nasza skóra bardzo lubi. Lubią ją też bakterie, których możemy się pozbyć, piorąc na gorąco. Ponieważ niewiele współczesnych tekstyliów przeznaczonych jest do gotowania (tak naprawdę, to nie mam pojęcia co, oprócz ręczników, mogłabym bez obaw wsadzić do pralki, włączając program gotowania), prasowanie bawełny w temperaturach 150-200°C jest higieniczną koniecznością.

 

Wróćmy do naszego modelowego przykładu. Syntetyk zmieszany z naturalnym włóknem uszczelni go skutecznie, więc nasza bluzka nie będzie już tak dobrze przepuszczała powietrza. Będzie ci w niej gorąco i będziesz się nieprzyjemnie pocić, a ponieważ “ulepszony” materiał z trudem wchłania wilgoć, twój pot będzie pokrywał skórę cienką warstwą, ochładzając ją. W konsekwencji będzie ci zimno, ale nadal będziesz zalewać się potem… błędne koło, wyobrażasz sobie?

Ale to nie wszystko – w przypadku materiałów o mieszanym składzie, pielęgnacja opiera się na wymaganiach najbardziej wrażliwego składnika. To znaczy, że naszą koszulę będziemy prać tak, jak pierze się syntetyki – maksymalnie w 40°C*. Bakterie w takich warunkach rozmnażają się w bawełnianej tkaninie bez przeszkód, a w połączeniu z potem zalegającym na skórze, zrobią swoje – nie unikniesz przykrego zapachu.

*Z tego samego powodu warto zresztą zrezygnować nawet z dodatku elastanu, który jako syntetyk jest wyjątkowo wrażliwy na działanie wysokiej temperatury.

 

Wnioski: koszula z dobrej, 100-procentowej bawełny sama w sobie jest wytrzymała i komfortowa, i nie potrzebuje dodatku poliestru. Potrzebuje za to regularnego prasowania, które niszczy zarazki i bakterie oraz sprawia, że tkanina staje się jeszcze bardziej szlachetna (miękka i z muśnięciem połysku).

 

 

fot. naturstoff.de

Idealne tkaniny na piękną i komfortową koszulę: batyst, popelina, satyna.

Wszystkie ze 100-procentowej bawełny. 

 

 

Aha, a co z kurczeniem się bawełny pod wpływem wysokich temperatur? Rzeczywiście, bawełna kurczy się (zwykle 3 – 5%) podczas pierwszego, a nawet kilku kolejnych prań. Ale to jest jedna z jej cech podstawowych, o której każdy (każdy, kto jest w jakiś sposób związany z branżą tekstylną) wie. Chcąc zapobiec odkształcaniu się gotowej odzieży, bawełniane tkaniny dekatyzuje się, poddając je działaniu gorącej wody lub pary.

Dlatego nie wierz, jeżeli ktoś przekonuje cię, że dodatek sztucznych włókien do bawełny jest konieczny, aby materiał się nie wstępował. Nie jest, a dodaje się je nie po to, żeby zapewnić lepszy komfort noszenia, tylko przede wszystkim po to, żeby znacząco obniżyć koszty (np. poprzez zrezygnowanie z różnych istotnych etapów, takich jak proces mechanicznej dekatyzacji) .

 

 

Koszula z tkaniny o mieszanym składzie, czyli co myśli sobie producent?

Materiał wykonany z mieszanki bawełny i poliestru jest dużo tańszy od 100-procentowej bawełny. Proces powstawania włókien chemicznych jest prawie całkowicie zautomatyzowany, podczas gdy pozyskiwanie i przetwarzanie włókien naturalnych bazuje na kosztownej pracy rąk ludzkich oraz wymaga (jeszcze kosztowniejszego) czasu.

 

Ja doskonale rozumiem, że wytwarzanie i sprzedaż odzieży – jak każda działalność gospodarcza – opiera się na kalkulacji zysków i kosztów. Nie rozumiem jednak, co myśli sobie ktoś, kto próbuje mi sprzedać “bawełnianą” koszulę syntetycznej jakości.

Nie rozumiem, ale mogę sobie pospekulować:

Jeśli uszyję koszulę ze szlachetnej, 100% bawełnianej popeliny – będzie musiała być droga i nie sprzedam tylu egzemplarzy, ile bym chciał. Albo będę musiał mocno przykrócić własną marżę.

Jeśli uszyję koszulę ze 100% syntetyków – jej produkcja wyjdzie mi bardzo tanio, ale nie sprzedam tylu egzemplarzy, ile bym chciał, bo nikt nie będzie jej kupował.

Jeśli uszyję koszulę z mieszanki bawełny i poliestru – jej produkcja będzie nieporównywalnie tańsza od wyfabrykowania czysto bawełnianej koszuli. A ponieważ przy pomocy “mieszanej” metki zgrabnie zasugeruję klientowi, że myśląc wyłącznie o jego wygodzie, połączono najlepsze cechy różnych surowców w jednym, będę mógł sprzedać dużą ilość egzemplarzy.

 

 

 

Materiały o mieszanym składzie: podsumowanie

W tym całym wywodzie nie chodzi o to, żebyś dostawała wysypki na widok lureksowego sweterka, odmawiała sobie wszystkiego albo pozbyła się od razu połowy ciuchów z szafy. Chodzi o to, żebyś umiała świadomie wybierać. I o zasady.

Temu, kto chciałby mi zarzucić, że demonizuję syntetyczne mieszanki odpowiem tak: oczywiście, możesz się ze mną nie zgadzać. Sama, jeśli mogę staram się ich unikać. A przekonują mnie do tego trzy, bezdyskusyjne w moich oczach fakty:

 

1. Prynycypialny

Pamiętasz? Rozmawiałyśmy już o tym niejednokrotnie: handel nie wciska eleganckiemu mężczyźnie tego, do czego nałogowo próbuje przekonać elegancką kobietę. Bawełniana koszula z domieszką poliamidu? Jeansy albo wełniane spodnie aż skrzypiące od poliestru? Że niby się mniej gniecie? Że niby lepiej się pierze? Ha! Doprawdy… żaden w miarę przytomny facet nie da się na to nabrać.

 

2. Zawodowy

To prawda, że większą część europejskiej kultury tekstylnej zmyło azjatyckie tsunami taniej produkcji, ale to nie znaczy, że pięknych i wykonanych z naturalnych surowców materiałów na rynku nie ma.

Gdy przegląda się sklepowe regały z odzieżą, można odnieść wrażenie, że wszędzie wiszą te same marne tkaniny jednorazowego użytku: byle jakie bawełny, wiotkie wiskozy, syntetyczno-naturalne mieszanki.  Ale ja na co dzień pracuję ze szlachetnymi materiałami i wiem, że przemysł włókienniczy ma również inne oblicze:

– sprężyste i cudnie układające się wełniane krepy,

– jedwabiste w dotyku bawełniane woale,

– zachwycające splotem linii i barw lniane albo jedwabno-wełniane żakardy…

Tak, takie tkaniny wytwarza się również, tyle że cieszą się one niewielkim zainteresowaniem szyjącej nasze ubrania branży konfekcyjnej. Dlaczego? Ich produkcja jest czasochłonna i kosztowna, więc są kilkakrotnie droższe od tanich mieszanek (albo jeszcze tańszych syntetyków).

 

3. Zdrowotny

a) Sektor chemiczny jest najbardziej znaczącym partnerem przemysłu odzieżowego, a w procesie produkcji syntetycznych i celulozowych włókien używa się ogromnej ilości chemikaliów, w tym częściowo bardzo trujących (np. podejrzewanych o działanie rakotwórcze czy podobne w skutkach do hormonalnego).

b) Odzież – obok jedzenia oraz produktów kosmetycznych – należy do dóbr konsumpcyjnych, które są nam najbliższe. Ubranie nosimy bezpośrednio na skórze, a  ludzka skóra jest żywym, wrażliwym organem.

Dodajmy teraz jedno do drugiego (albo a do b, jeśli wolisz)…

Naprawdę sądzisz, że przesycone agresywną chemią ubrania nie mają wpływu na twoje zdrowie i samopoczucie?

 

 

 

Materiały o mieszanym składzie to temat, który z pewnością zasługuje na kontynuację.

Jeśli chcesz, żebym omówiła więcej konkretnych przykładów albo żebyśmy razem rozgryzły “mieszane” metki ubrań wiszących w twojej szafie, daj mi znać w komentarzach.

 

 



Komentarze

  1. Anna O.
    5 czerwca 2018

    Dzień dobry Moniko, jestem pod wrażeniem tego, jak udało Ci się to wszystko jasno i przejrzyście opisać. Sporo wiedziałam, także na bazie własnych doświadczeń (skóra atopowa), ale także sporo się od Ciebie dowiedziałam. Ciekawi mnie jak rozszyfrować informację, że coś jest wykonane z “przędzy mieszankowej” w przypadku odzieży, która, zdaniem producenta, zawiera 100% bawełny? Często trafiam na taką informację poszukując bawełnianych ubrań. No i druga sprawa – w sklepach internetowych z tkaninami widziałam wielokrotnie, że do jedwabiu dodawane jest 5% elastanu. Nie bardzo rozumiem, po co? Cena wtedy nie jest jakaś specjalnie niska w stosunku do ceny czystego jedwabiu, więc nie bardzo rozumiem.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 czerwca 2018

      Dobry wieczór Anno. Byłam pewna, że na dziś będziecie miały dosyć wykładów… ale jeśli nie, to proszę :-)
      Przędza to jest taki półprodukt, który powstaje, gdy skręcimy ze sobą włókna: różnorodne albo włókna jednego surowca. W tym ostatnim wypadku mamy dwie możliwości – w grę wchodzą a) identyczne włókna albo b) włókna tego samego surowca, ale o różnej jakości. I to właśnie tutaj (wariant b) jest mowa o przędzy mieszankowej, np. ze 100% bawełny. To znaczy, że ten konkretny ciuch jest faktycznie zrobiony z bawełny, ale do jej wyrobu użyto mieszanki tańszych (gorszych) i droższych (lepszych) bawełnianych włókien. Czyli znowu porządnie nam miesza kwestia ceny.

      A teraz druga sprawa. Elastan dodany do jedwabiu, np. jedwabnej satyny sprawia, że jest ona bardziej rozciągliwa w poprzek. Taki materiał dopasowuje się do sylwetki i mimo, że “przy ciele”, trzyma formę. Jeśli chciałybyśmy osiągnąć ten sam efekt przy pomocy satyny z czystego jedwabiu, musiałybyśmy skroić ją po skosie, czyli potrzebowałybyśmy dużo więcej materiału.
      Nie mam zamiaru się czepiać – w przypadku haleczki, to całkiem praktyczny wynalazek.

      Odpowiedz
      • Anna O.
        5 czerwca 2018

        Dziękuję Moniko.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          6 czerwca 2018

          Wiesz Aniu, właśnie zastanawiałam się nad naszą rozmową. Chyba nigdy nie wpadła mi w oko taka bardziej szczegółowa etykieta przy gotowym ubraniu (100% bawełna – tak, ale nie – “przędza mieszankowa ze 100% bawełny”).
          Bo szkoda, że metka zawiera tylko podstawowe informacje. Aż się prosi, aby obok składu, procesu konserwacji i kraju wytworzenia, podany był rodzaj (nazwa, specyfika, długość) włókien oraz wyszczególnienie chemicznych substancji użytych w całym procesie produkcji (nawozy, farby, uszlachetnianie itp.).

          Ech… kto, oprócz takich zapalonych wariatek entuzjastek jak my, chciałby to w ogóle czytać?

          Odpowiedz
          • Anna O.
            6 czerwca 2018

            Moniko, to nie informacje z metki, niestety, tylko ta “przędza mieszankowa” figuruje w nazwach odzieży na stronie internetowej BonPrix, np. tunika z przędzy mieszankowej, a w składzie materiału 100% bawełny. Czasami u nich poluję na bawełnę, chociaż to loteria, bo nie trzymają się rozmiarów, no i z jakością różnie bywa. W ogóle zauważyłam, że jakość bawełny, nie tylko u nich, bardzo się ostatnio pogorszyła. Rzeczywiście, miło by było, gdyby producenci podawali więcej informacji, ale to chyba jeszcze długa droga. Jednak, między innymi dzięki Twojemu edukowaniu nas tutaj, coraz więcej osób czyta metki, wzrasta poziom wiedzy kupujących, więc może kiedyś?

  2. Justyna
    5 czerwca 2018

    A jak z wełną? Uszyłam sobie kurtkę ze 100% włoskiej wełny i niestety mechaci się okrutnie. W efekcie boję się jej nosić, bo mam wrażenie, że zaraz skulkuje się totalnie. Tak samo płaszcz z 90% wełny – w miejscu, gdzie najczęściej styka się z płaszczem torebka, powstały wyliniałe,przetarte miejsca :( Smutno mi na to patrzeć, bo za każdą z tych rzeczy zapłaciłam około 1000 zł. Czy dodatek sztuczności nie pomógłby przynajmniej dodać wełnie trwałości, użytkowości? Mam wrażenie, że sztuczności pewnie wyglądałby mniej szlachetnie, ale byłyby trwalsze…

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 czerwca 2018

      Bardzo dobrze Cię rozumiem, tyle że… o wełnie rozmawiałyśmy już strasznie dużo. Godzinami. Zajrzyj proszę do wpisu Najlepsza tkanina na zimowy płaszcz – jestem pewna, że znajdziesz w nim odpowiedzi na swoje wątpliwości. A przy okazji wyjaśnienie kwestii, dlaczego “100% włoskiej wełny” to nie to samo co “czysta żywa wełna”, czyli wełna najlepszej jakości.

      W archiwum odkryjesz więcej o wełnie i wełnianych mieszankach. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  3. Paulina
    5 czerwca 2018

    Cieszę się, że zapoczątkowałaś tę tematykę. Warto wiedzieć, jak dokonywać właściwych wyborów. Nie jest to takie proste – w sklepach aż boli, kiedy okazuje się, że wełny w “płaszczu wełnianym” jest tylko 5%…
    Najlepsze jest to, że przeczytałam Twój wpis w drodze do sklepu z tkaninami. Na letni żakiet wybrałam cudny len z jedwabiem. No i masz ci los, nie wiem nawet, jak go zdekatyzować. Proszę o podpowiedź, jak należy pielęgnować takie mieszanki. Czy należy dostosować się do delikatniejszego składnika? W tym przypadku lnu jest 60, a jedwabiu 40%.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      5 czerwca 2018

      Ej! A dlaczego nie sprawdziłaś albo nie spytałaś na miejscu o sposób pielęgnacji? Jeśli będziesz miała do tego okazję w najbliższych dniach, zrób to koniecznie! W razie, gdyby coś poszło nie tak, będziesz miała podstawę do reklamacji i zwrotu pieniędzy.

      No dobrze, już nie krzyczę. Lepiej się pozachwycam… len z jedwabiem? Na żakiet? To chyba będzie śliczniejszy od mojego :-)
      Za nic w świecie nie możemy zmarnować takiej tkaniny. Dlatego, mimo że 60% to len, preferowałabym delikatne pranie ze środkiem odpowiednim do czyszczenia jedwabiu. Tak, sposób pielęgnacji dobieramy do wymagań najbardziej wrażliwego składnika. Czyli pralka, program do tkanin delikatnych albo specjalny do jedwabiu lub wełny. Z prasowaniem podobnie (najlepiej wypróbuj najlepszy efekt na samym brzeżku).

      Czekaj, czekaj… samodzielnie uszyte sukienki. I peleryna. Żakiet też wyjdzie spod Twojej ręki?

      Odpowiedz
      • Paulina
        6 czerwca 2018

        Kajam się i obiecuję poprawę! Mówiąc poważnie, po prostu o tym zapomniałam, przyzwyczajona do zakupów internetowych – ale następnym razem będę pamiętać, chyba…
        Moniko, czy naprawdę dziwi Cię samodzielne szycie ubrań? Kogo jak kogo, ale Ciebie nie powinno! :) Faktycznie, coś tam szyję, a właściwie to wprawiam się w szyciu, traktując każdą szytą rzecz jako “testową”. Roczne doświadczenie (ha ha) zobowiązuje do poważniejszego podejścia do tematu, dlatego materiały też wybieram poważniejsze…
        Dziękuję za wskazówki. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie zmarnować tkaniny.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          6 czerwca 2018

          Oj, dziwi. I to jak! Często wpadam w zachwyt i nieme zdumienie na widok ciuchów, które tworzą tak zwane początkujące amatorki krawiectwa. Polka potrafi :-)

          Odpowiedz
  4. AgnieszkaM
    5 czerwca 2018

    Moniko, dzięki za nowy spis. Nie spodziewałam się tak szybko. Pozwolę sobie na jedną uwagę, bo wiem, że cenisz sobie wysoką jakość również językową. “Nie” z czasownikami osobno – to na pewno wiesz, ale taka mała wpadka jest przy włóknach syntetycznych: “Niewchłaniają wody”.
    Mnie się zdarzyło ostatnio wpadka z praniem. Na 95 stopni piorę białe ręczniki i prześcieradła, a także podkoszulki bawełniane. Wpadła mi tam też bluzka z delikatnej wiskozy, tkaninowo-dzianinowa, z Tchibo. I o dziwo, przeżyła. Trochę jest bardziej zbita, mniej delikatna niż była, ale spokojnie da się nosić. Na szczęście, bo ją lubię, choć nie jest idealna.

    Odpowiedz
  5. Bożena
    6 czerwca 2018

    Ponieważ mam charakter osła- unikam jak ognia tkanin syntetycznych. Poszukuję uparcie w sklepach, lumpeksach, na portalach internetowych wszelkich lnów, do których maiłam ogromny pociąg;) już w szkole podstawowej , zmięte w harmonijkę rękawy moich koszul, to był mój znak rozpoznawczy:)
    Nosiłam wtedy szorstkie , zgrzebne lny polskiej uprawy i polskiej produkcji. Nie były straszne dla mojej skóry, noszone przecież na gołe ciało ( kto pamięta bezpretensjonalne nie noszenie staników w latach siedemdziesiątych? )
    No i moje ośle pytanie- po jakiego grzyba odzież sportową, wyczynową i termiczną produkuje się z tworzyw sztucznych?
    Wmawiając nam, że to sa “inne poliestry”
    Nota bene ten sam zwrot- to jest zupełnie inny poliester- usłyszałam w renomowanym salonie, renomowanego producenta , gdy pomacawszy sukienkę , oskarżycielsko pokazałam ją ekspedientce…
    Od dwóch lat mam już swoją ukochana panią Kasię , która przerabia mi moje łupy lniane, wełniane i bawełniane , Więc kupuję za duże sukienki, spódnice , koszule w lumpkach, z trwogą obserwując ich coraz mniejszy procent w ogólnej masie ciuchów.

    Osobny temat, Moniko , to skóra użyta do produkcji butów.
    Chodzimy w bucikach z dwoiny, z mielonej , wymieszanej z syntetycznymi dodatkami skóry będącej resztkami z produkcji, skóra garbowana jest tylko syntetycznymi środkami…itd.
    Doskonała licowa skóra? no może w naprawdę w drogoch butach i tych lepszych , męskich.

    Całusy, bezcenna kobieto:)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 czerwca 2018

      Z tymi “innymi poliestrami” jest coś na rzeczy. Tak jak bawełna bawełnie nierówna, tak i poliestry są różnej jakości. Ale nie wyprzedzajmy, będzie szczegółowo i o poliestrach. Wystarczy może tylko nadmienić, że innowacyjność wyraża się ceną i przeciętny nabywca rzadko – jeśli w ogóle – ma szansę natknąć się na włókna najnowszej generacji w popularnych sklepach. Jeżeli do metki nie jest dołączona obszerna informacja o wyjątkowości zawartych włókien, nie ma powodów wierzyć na słowo nikomu. Nawet pani urzędującej w renomowanym salonie renomowanego producenta :-)
      Fajna refleksja na temat jakości butów, Bożeno. Przyznam się, że obuwie damskie dobrego gatunku, to problem, do którego podchodzę jak do śmierdzącego jajka. Z różnych względów (również tego, że jako wegetariance, kwestia skórzanych dodatków nie daje mi spać po nocach).

      Aha, kolejna miłośniczka lnu… chyba nie uda mi się go uniknąć. Ściskam :-)

      Odpowiedz
  6. Magda
    6 czerwca 2018

    Pani Moniko, jestem stałą czytelniczką, ale to mój pierwszy komentarz. Chciałabym dopytać o klejonki. Jeśli kupuję piękną wełnianą tkaninę bouclé za kilkaset złotych za metr (nie zdarzyło mi się jeszcze, ale kto wie…;), a następnie całą podklejam sztucznościami, to czy nie tracę właściwości czystej wełny? Bez podklejenia z kolei nie sposób uszyć z niej czegokolwiek, co ma trzymać kształt. I jak tu z tego wybrnąć? Skoro zżymamy się na (nawet niewielki) dodatek sztuczności w samej tkaninie, to podklejenie całego ubrania jednak pachnie zgniłym kompromisem, czyż nie? ;)
    I jeszcze propozycja – może przyjąłby się na blogu pomysł wspólnego szycia szmizjerki, idealnej sukienki na lato? Wpis o szmizjerkach już kiedyś był, ale mam wrażenie, że temat można być jeszcze pociągnąć…
    Pozdrawiam i dziękuję za reaktywację bloga, który uwielbiam:)

    Odpowiedz
    • Bożena
      6 czerwca 2018

      Męskie ,eleganckie garnitury klasyczne są usztywniane płótnem – włosianką w technice full canvas lub half canvas, tzw klejonka czyli usztywnianie płótnem czy fizeliną z użyciem kleju to krawiectwo masowe, pospolite i na krótką metę, bo w praniu chemicznym marynarki i żakiety tracą fason, bywa, że klejonka sie rozwarstwie, lub odkleja miejscami tworząc brzydkie zmarszczenia i wybrzuszenia.
      Polecam do komplety z blogiem Moniki poczytywać blogi o męskiej elegancji.

      Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 czerwca 2018

      Klejonka (wkład termoplastyczny albo popularnie flizelina), o którą pytasz, jest tylko jednym z rodzajów wkładów usztywniających, używanych do wzmacniania i modelowania ubrania. Wkłady termoplastyczne są popularne, ponieważ znacznie upraszczają proces szycia.
      W klasycznym krawiectwie miarowym szlachetne gatunki wełen garniturowych – jak słusznie zauważyła Bożena – modeluje się przy pomocy płótna lub tzw. włosianki (sztywnej tkaniny, będącej mieszanką wełny z końskim lub kozim włosiem i dodatkiem bawełny). Tkaninom o bardziej kobiecym charakterze – takim jak bouclé – lepiej zrobi delikatniejsze wzmocnienie, np. bawełniany woal albo jedwabna organza, które podkreślą miękką strukturę materiału. Nie ma strachu, żadne z nich nie zaszkodzi wspaniałym właściwościom doskonałej wełny.
      Jeśli któregoś dnia postanowisz zainwestować w cudnej urody bouclé, nie zastanawiaj się długo, tylko oprócz jedwabnej albo bawełnianej (np. batyst) podszewki kup od razu jedwabną organzę do wzmocnienia przodów. Nie będzie niedrogo. Ale obiecuję, że nie będziesz żałować.

      Dzień dobry Magdo, cieszę się, że mogę Cię poznać :-)

      PS Pomysł ze szmizjerką zapisuję jako “do przemyślenia”.
      PPS Ten “zgniły kompromis” okropnie mi się podoba. Chyba go sobie ukradnę.

      Odpowiedz
      • Magda
        10 czerwca 2018

        Dziękuję za odpowiedzi obu Paniom:)

        Czytałam kiedyś (właśnie na takim blogu o męskiej elegancji), że podobno włoskie zakłady krawieckie szyjące koszule na miarę też już stosują wkłady z klejem do usztywniania kołnierzyków. Nie chcą być ortodoksyjni, tylko praktyczni. Nie wiem, czy to taka tragedia – kołnierzyk szybciej zżółknie, niż straci formę. Nie chcę tego komentować, ale panowie dość szybko takie koszule potrafią wykończyć;) Co innego usztywnianie wyłogów w garniturowej marynarce, tu rzeczywiście oczekujemy trwałości na lata.

        Pani Moniko, woal i organza nie dają mi spać po nocach. Nie wiem, czy umiałabym użyć ich jako usztywnienia. Kroimy jak materiał wierzchni, fastrygujemy z materiałem wierzchnim i dalej już traktujemy jak jedną warstwę? Czy jest jakaś inna procedura? Coś czuję, że wkłady to temat na master class:)

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          10 czerwca 2018

          Sama chciałaś :-) Zgodnie z najlepszymi tradycjami sztuki krawieckiej, szlifowanie rusztowania – czyli tego, czego nie widać – to faktycznie zajęcie dla wyjątkowo cierpliwych. Jednak praktyczne podejście do szycia ma również swoich zwolenników i nie można go nie doceniać. Dzięki różnym “usprawnieniom” (jak np. klejonka właśnie albo choćby owerlok), szycie stało się szybkie i proste. Dlatego przeżywa dzisiaj renesans i jest nie tylko fantastycznym hobby, ale prawdziwą alternatywą dla gotowej konfekcji.

          Wróćmy do naszych luksusowych usztywnień. Właśnie tak, kroimy jak materiał wierzchni, fastrygujemy i podczas szycia traktujemy jak jedną warstwę (praktyczna rada: rodzaj nici i igły dostosowujemy do wymagań materiału wierzchniego). Widzisz? Nie taki diabeł straszny… od razu wiedziałaś jak się za te organzy zabrać :-)

          Odpowiedz
  7. Justyna
    6 czerwca 2018

    Bardzo przydatny post, napisany w bardzo przyswajalny sposób – za to kocham Pani blog! Mam nadzieje że temat zostanie pociągnięty, bo jest niesamowicie ciekawy i praktyczny.

    Napisała Pani o szlachetnych materiałach,z którymi pracuje Pani na co dzień. Czy mógłby pojawić się post, w którym poleciłaby Pani jakieś sklepy internetowe, w których można kupić dobrej jakości tkaniny? Kupując przez internet nie ma możliwości dotknięcia materiału, a później się okazuje że 100% bawełna 100% bawełnie nierówna.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      6 czerwca 2018

      Dziękuję ślicznie Justyno. Też mam nadzieję na kontynuację, bo znalazłam już nawet kilka prawdziwych “rarytasów” (i nie mogę się doczekać, żebyśmy je razem obśmiały :-)

      Jeśli chodzi o sklepy online z materiałami – przejrzyj proszę archiwum. Przy okazji wspólnego szycia peleryny albo rozmów o przecenach, podawałam różne fajne adresy.

      Odpowiedz
      • Justyna
        8 czerwca 2018

        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam i czekam na kontynuację tematu :)

        Odpowiedz
  8. Monika
    7 czerwca 2018

    Temat mieszanek to zdecydowanie coś dla mnie. Pracując w sferze budżetowej mam dość ograniczone fundusze. Dlatego zdarza mi się kupować np. do codziennego użytku ubrania letnie uszyte z mieszanki lnu i wiskozy czy jedwabiu i wiskozy. Całkiem nieźle mi się sprawdzają również w upały.
    Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Byłabym również wdzięczna za garść informacji o popularnym ostatnio, a wcale nietanim, cupro.
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

    Odpowiedz
  9. Monika
    7 czerwca 2018

    Uzupełniając poprzedni komentarz, bardzo dziękuję za Twój blog. Nawet przy ograniczonym budżecie wyposażona w zdobytą dzięki Tobie wiedzę mogę wybierać świadomie. Kupować najlepsze, na co mnie stać. :-)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      7 czerwca 2018

      Dlaczego cupro (włókno celulozowe, przy produkcji którego wiodącą rolę odgrywają miedź i amoniak) trafiło do sekcji “ubranie wierzchnie” jest dla mnie zagadką. Przez dłuższy czas prawie zapomniane, najczęściej było używane w charakterze podszewki, różnego rodzaju taśm albo etykiet z nazwą firmy wszywanych do ubrania. Być może zadecydował tu fakt, że cupro – materiał o “jedwabnym” połysku – jest bardziej trwałe i gniecie się mniej od wiskozy. Na pewno przyjrzymy mu się bliżej, podczas szczegółowego omawiania sztucznych włókien.

      Mam już kilka przykładów mieszanek wiskozy z aktualnych kolekcji i chciałabym o nich napisać w drugiej części. Wytrzymasz jeszcze trochę?
      Dziękuję za to przemiłe uzupełnienie, Moniko :-) I ja bardzo ciepło pozdrawiam.

      Odpowiedz
      • Monika
        7 czerwca 2018

        Bardzo dziękuję. Już i.po tej krótkiej informacji nie dam się zwieść wysokim cenom sukienek z cupro. Pozdrawiam.

        Odpowiedz
  10. Izabela
    15 czerwca 2018

    Pani Moniko,
    bardzo się cieszę, że Pani wróciła… odkryłam Pani bloga dopiero, gdy zdecydowała się Pani na przerwę. Jest dla mnie kopalnią wiedzy i informacji. Sama od 2015 r. zaczęłam zmieniać swoją szafę (tzw. szafa minimalistki) i obecnie mam ok. 40 ubrań prawie-zawsze dobrej jakości. Kupując dosłownie kilka ubrań rocznie mogę zdecydować się na bycie wybrednym i szukanie do skutku, co często oznacza sklep z tkaninami i krawcową. Często bowiem nawet akceptowalne ubranie zawiera domieszkę poliestru – a to przecież wcale nie są tanie rzeczy – czy naprawdę do wełnianego żakietu za 700 zł trzeba dodawać 30% poliestru i poliestrową podszewkę – ile kosztowała by zmiana na podszewkę z wiskozy dla takiej firmy. Pewnie kilka złoty.
    Jeśli mogę polecić czytelniczkom bloga sklep z tkaninami w Krakowie, to na ul. Słowiańskiej 3 znajduje się sklep z materiałami ze znanych domów modowych. Firma importuje końcówki serii i sprzedaje je na metry i tzw. kupony. Ja kupuję bardzo klasyczne tkaniny, ale można znaleźć tam wszystko, tylko trzeba uważać, bo niektóre wzory są bardzo trudne do uszycia (na co zwróciła mi uwagę moja krawcowa), np. patrząc na tkaninę Verscace trzeba dokładnie wiedzieć, co i jak uszyć, bo można skończyć z bardzo dziwnym wzorem.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 czerwca 2018

      Izabelo, ale mi miło :-)
      Bardzo ładnie opisałaś na własnym przykładzie korzyści, które wynikają ze zmiany ilości w jakość. Wiesz, że znalazłam polecany przez Ciebie sklep w wersji online? Dziewczyny regularnie pytają o dobre adresy z materiałami, więc Twoja rekomendacja jest na wagę złota. Bardzo dziękuję.

      PS I zaraz lecę sobie w nim pobuszować!

      Odpowiedz
  11. Katarzyna
    16 czerwca 2018

    Myślę, że każdy, kto miał okazje nosić włókna naturalne, podpiszę się rękami i nogami pod tym, co napisałaś. ;)

    Do wiskozy dodałabym jeszcze, że mocno przyjmuje zapachy, co (szczególnie w lecie) znacznie skraca życie takich ubrań.

    Bardzo się cieszę, że zwróciłaś uwagę na zdrowotno-higieniczne aspekty noszenia sztucznych włókien. O ile wyobrażam sobie, że niewyrobionym okiem można nie odróżnić jedwabiu od poliestru, to już powonienie wszyscy mamy (prawie) jednakowe. :)

    Jeżeli chodzi o mieszanki – dokładnie tak! Bawełna wymieszana z nawet 5% kaszmiru sprawdza się znakomicie – bo, tak jak piszesz, “sensem takiego działania ma być ulepszenie właściwości i cech wyrobu końcowego”. A nie obiżenie kosztów produkcji.

    Bardzo dziękuję za tę porcję fachowej wiedzy.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      16 czerwca 2018

      Cała przyjemność po mojej stronie :-)

      Możemy chwilę ponarzekać? Ech, ta wiskoza. Masz rację, brzydko pachnie (zawsze miałam wrażenie, że już po 10 minutach nie mogę znieść swojego własnego zapachu). A do tego paskudnie się ją prasuje i pierze. Bo jeśli już w ogóle można, to trzeba się z nią cackać jak ze śmierdzącym jajkiem (wyjątki, o których pisała wyżej AgnieszkaM, potwierdzają tylko regułę). A kobitki ciągle się skarżą na kłopoty z pielęgnacją jedwabiu lub wełny… kurczę, jakie kłopoty?
      Już dobrze, pomarudziłam sobie i kropka :-) Nad wiskozą zdążymy się jeszcze popastwić.

      Fajnie, że wspominasz o kaszmirze Katarzyno. To jest to, co z zachwytem obserwuję w praktyce: nawet maleńki dodatek tego szlachetnego włókna sprawia, że każdy materiał staje się miękki… taki pełny i żywy!

      Odpowiedz
      • AgnieszkaM
        22 czerwca 2018

        Pod wpływem wpisów i Twoich, Moniko, i na innych stronach zaczęłam jeszcze bardziej zwracać uwagę na skład. Kupiłam więc na zimę dwa swetry wełniane, 100% merino. Cienkie i ciepłe. Ciemnoszary kardigan jeszcze ok. Ale jasnoszary sweter koszmarnie się elektryzuje, kopie mnie mimo psikania środkiem anty. No i dorobił się niemałej dziurki na rękawie, choć go mroziłam, wystawiałam na ostre słońce i mam środki antymolowe w szafie (a moli żadnych latających nie widziałam). Nie powiem, zniechęciłam się. Tak się trochę pożaliłam…Nie znaczy to, że poliestry zamierzam kupować. Spodni dresowych z polaru się dawno pozbyłam.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          22 czerwca 2018

          Zaraziłam Cię moim marudzeniem? Nie chciałam! Słowo daję. I najmocniej przepraszam :-)
          A do wełny, swetrów i kłopotliwej pielęgnacji, wrócimy na pewno po wakacjach.

          Odpowiedz
          • AgnieszkaM
            22 czerwca 2018

            Na pewno mnie nie zaraziłaś:) Ze mnie jest taka maruda, że muszę się powstrzymywać. pozdrawiam:)

  12. Makosza
    26 lipca 2018

    Miesiąc temu kupiłam spódnicę, piękna, gruba koronka pod nią gruby materiał. Normalnie to bym przymierzyła i szukałabym czegoś podobnego w lepszej wersji ale to był trochę zły czas i poprawiłam sobie humor. Spódnica kosztowała mnie jakieś 50 euro, pierwotnie 70. Koronka poliester a ta materiał pod koronką to poliester bawełna 70/30%. I trochę zła na siebie byłam, bo cena wysoka a ja z tych, co rzeczy mogą mieć latami, więc wysokie ceny rozłożone na lata staja się niskie. 70 euro za plastik. I jak napisane zostało wyżej, kobiety same to sobie robią, więc producenci to wykorzystują. Grosiki muszą się zgadzać.

    Bardzo dobry tekst, miło jak można się czegoś nauczyć.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz