Czy można napisać coś jeszcze o małej czarnej, czego nie czytałybyśmy już w którymś z kolejnych hymnów pochwalnych na jej temat? A jednak spróbujmy. Zabierzmy się do najsłynniejszej sukienki na świecie tak, jak przywykłyśmy to robić zwykle: praktycznie i od podszewki.

 

Współczesna mała czarna rzadko kiedy wygląda jak swój oryginał z 1926 roku. Niemniej, jeśli zależy Ci na tej perfekcyjnej, trudnej do podrobienia (i połączenia) kombinacji nieskazitelnej elegancji z sugestywną erotyką, które całkiem zasłużenie zapewniły Coco Chanel i jej skromnej, małej sukience nieśmiertelność oraz czołowe miejsce w panteonie klasycznych ideałów mody, zwróć uwagę na kilka punktów:

  1. Mała czarna powinna być naprawdę czarna.
  2. Siłą małej czarnej jest prostota.
  3. Elegancja małej czarnej jest wynikiem sztuki rezygnacji.

 

 

Mała czarna: koronkafot. ralphlauren.de

 

 

Mała czarna powinna być naprawdę czarna

…ponieważ im głębszy odcień czerni, tym bardziej wysmakowane, niezapomniane wrażenie.

 

Pierwsze małe czarne uszyte były z jedwabnej Crépe de Chine (krepy chińskiej, inaczej krepdeszynu) oraz wymyślonej w domu mody Chanel Crépe marocain (krepy marokańskiej), które w przeciwieństwie do mocno błyszczącej Crépe Satin (satyny) wyróżniają się bardzo subtelnym połyskiem, lepiej powiedziawszy – śladem połysku.
Crépe (krepa) jest ogólnym określeniem dla tkanin wytwarzanych z mocno skręconej przędzy, w wyniku czego materiał wcale się nie gniecie i bardzo miękko, “lejąco” układa na ciele. To, co nie mniej ważne: krepa doskonale wchłania farbę i jest przy tym niewrażliwa na światło oraz odporna na blaknięcie, kolor pozostaje więc nawet po wielu praniach głęboki i nasycony.

 

Pamiętamy już ze Spójrzmy czarnej prawdzie w oczy, że czerń nie zawsze jest po prostu czarna. W zależności od rodzaju i charakteru tkaniny, potrafi  zmienić swój przekaz jak na zawołanie, nadal pozostając wcieleniem zmysłowego szyku:

  • głęboka czerń aksamitu, to majestatyczna powaga,
  • głęboka czerń dżerseju to łagodna miękkość,
  • głęboka czerń przejrzystej koronki to… obietnica.

Jaki efekt chciałabyś sama osiągnąć?

 

Mała czarna: subtelnośćfot. zalando.pl (mint&berry)

Subtelność.

 

 

 

 

Mała czarna: tajemnicafot. zalando.pl (Elisabetta Franchi)

 Tajemnica.

 

 

To czy nasza czerń nie jest tak naprawdę bardzo ciemnym, przyprószonym grafitem albo atramentem udającym mrok, najłatwiej zanalizujemy w ostrym, obnażającym wszelkie niedostatki świetle dnia. Jeśli tutaj wszystko będzie w porządku, nie będziemy miały żadnych zaskakujących kolorystycznie niespodzianek ani w sztucznym oświetleniu, ani tym bardziej w nastrojowym blasku świec.

 

 

Siłą małej czarnej jest prostota

Mała czarna powinna opisywać ciało w sposób pobudzający wyobraźnię, pokazując nie to, co jest rzeczywistością, tylko to… co jest możliwe.

 

Kiedy w 1926 roku Chanel pokazała po raz pierwszy małą czarną, była ona prostą i krótką koszulką z długimi rękawami. Mimo tego, że konkurencja z miejsca ochrzciła ją pogardliwą nazwą “luksusu dla biedaków”, mała czarna już wkrótce stała się niezastąpionym wieczornym uniformem nowoczesnej kobiety, czarując świeżością, zuchwałą elegancją oraz wyrafinowaniem wykończenia, godnym najlepszych technik i tradycji domu mody haute couture.

 

Znajdź swój wybrany model i chłodnym okiem przyjrzyj mu się tak, jak gdybyś szacowała najpiękniejszy diament: colour, clarity, cut, carat. Gotowa? Oceniamy:

  • kolor i jego głębię,
  • krój,
  • właściwe  proporcje.

Zdecyduj, którą część ciała warto podkreślić i trzymaj się tego.

 

Piękne ramiona?

 

Mała czarna: piękne ramionafot. simple

 

 

 

Dekolt?

 

Mała czarna: dekoltfot. simple

 

 

 

Smukłe biodra?

 

Mała czarna: smukłe biodrafot. simple

 

 

 

A może nogi?

 

Mała czarna: nogi fot. simple

 

Czarny kolor sam w sobie nie jest gwarantem szczupłej figury. Pomijając już fakt, że najlepszy efekt wyszczuplający osiągniesz nosząc kolor, który kochasz i który kocha Ciebie, wszystko inne zależy wyłącznie od tkaniny, kroju i długości.

 

 

Mniej znaczy więcej

O sile rażenia małej czarnej decyduje sztuka rezygnacji.

 

Jedyną oprawą pierwszych modeli małej czarnej, były skromne dekolty oraz cieliste pończochy ze szwem – na dzień, a wieczorem – mocno wycięte plecy ozdobione sznurami pereł oraz “czarne cienie”, czyli czarne pończochy tak cienkie, że na nodze widoczny był tylko czarny szew.

 

Mała czarna jest jak futerał, który opisuje sylwetkę. Obejdzie się bez ozdobników, ponieważ tak czy inaczej najważniejszy jest wsad. W przypadku małej czarnej już odrobina “więcej”, to zwykle o wiele za dużo, więc jedyne czego potrzebujesz to:

1.  Przejrzyste rajstopy (>20 den) w kolorze fałszywej czerni (Fauxnoir), które wyglądają na nogach bardziej zmysłowo i szykownie niż prawdziwa, kryjąca czerń.

2.  Czarne pantofelki, chociaż… im bardziej uroczysta okazja, tym bardziej ozdobny może być bucik.

3.  Odrobina połyskującego refleksu, czy to klasycznie w perłach, czy też w lśniącej magii kryształków Swarovskiego. Nie zapomnij tylko, że zegarek, mieniące się czółenka albo skrząca kopertówka są również biżuterią.

 

 

Mała czarna: detalefot. zalandopl (Reneé Lezard)

Ozdobne detale kroju, tak jak na przykład klamra spinająca draperię albo błyszczący zamek na plecach (2 fot. od góry) najlepiej  czują się w… skromnym towarzystwie.

 

 

 

Mała czarna: ozdobne detalefot. zalando (Lipsy)

  Dekolt wyhaftowany koralikami albo dekoracyjna faktura materiału (np. 1 fot. od góry) nie lubią przeładowania i często już  same w sobie wystarczą do głośnego “ach!” 

 

 

Miłe przyjaciółki, to nieprawda, że każda z nas powinna mieć w szafie przynajmniej jedną małą czarną. Nieprawdą jest również, że mała czarna pasuje każdej z nas albo że sprawdzi się w każdych okolicznościach. Wokół tej czarnej legendy zebrało się sporo mitów i nieporozumień, jednak jedno nie ulega wątpliwości:

 

wraz z małą, czarną sukienką Coco Chanel udał się, wydawałoby się niemożliwy do pogodzenia szpagat między tym, co chciałyby nosić kobiety, a tym co lubią na kobietach oglądać mężczyźni.  

 

 

Hej, to nie koniec! Temat małej czarnej podzieliłam na kilka części, które w przedświątecznym rozgardiaszu będziemy sobie serwować w małych, lekkostrawnych dawkach. Powiedzmy, tak co kilka dni. Pa :-)

*Na zdjęciu zapowiadającym wpis sukienka Farrah z kolekcji Ralph Lauren Black Label

 

Na całą serię o małej czarnej składają się następujące wpisy:

Mała czarna. To, co najważniejsze

Mała czarna. Niezastąpiona?

Mała czarna. Jak rozświetlić czerń?

 

 



Komentarze

  1. Mariusz
    17 grudnia 2014

    Klasyka, która zawsze wygląda wspaniale. Wszystkie sukienki prezentują się fantastycznie:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 grudnia 2014

      Męski punkt widzenia jest w tej sprawie nie do przecenienia. Dzień dobry :-)

      Odpowiedz
  2. irensa
    18 grudnia 2014

    Faktycznie piękne, a ta z gipiury – przepiękna! Podobno w szafie dorosłej kobiety winna być przynajmniej jedna mała czarna /ciemna/ portfelowa łączona z rajstopami jaśniejszymi i bardziej przejrzystymi im bardziej chcemy podkreślić urodę nóg. I odwrotnie ciemniejsze i mniej przejrzyste gdy nie chcemy. Czy tak?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2014

      No tak. Przynajmniej, jeśli chodzi o rajstopy. Ciemna, kryjąca pończoszka ładnie ukryje to i tamto (naczynka, przebarwienia i skórę nie pierwszej jakości), a jeżeli będzie w kolorze sukienki, dodatkowo zyskamy parę centymetrów mniej w objętości i parę centymetrów więcej wzrostu. Niestety, tylko optycznie :-)

      Natomiast temat “co każda kobieta powinna mieć w szafie” zawsze zgrzyta mi w uchu fałszywą nutą. Każda z nas powinna mieć w szafie tylko to, w czym dobrze się czuje i świetnie wygląda, więc biorąc pod uwagę różnorodność figur, typów urody, temperamentów, zawodów i sposobów spędzania czasu… każda coś innego.

      Odpowiedz
  3. Małgorzata
    18 grudnia 2014

    Małych czarnych mam kilka, a tej idealnej żadnej :(
    Może taka nie istnieje …

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2014

      Może nie. Ja widzę Cię w czerni, tyle, że… to, w czym dobrze wyglądasz, nie musi iść w parze z tym, w czym sama dobrze się czujesz. Decydująca jest – zawsze i wszędzie – tylko ta ostatnia kategoria.

      Odpowiedz
  4. Iva
    18 grudnia 2014

    Oooo…!!!! Śliczne!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2014

      Rozumiem, że między lepieniem pierogów, a trzepaniem dywanów nie pozostaje wiele czasu na nic innego :-)
      Zresztą, tak między nami – zdążyłam już chyba polubić te zwięzłe argumenty.

      Odpowiedz
  5. Sylwia
    18 grudnia 2014

    Moniko,
    bardzo się cieszę, że zaznaczyłaś to zdroworozsądkowe podejście do “tego co każda kobieta musi mieć”. Od razu się rozluźniłam, bo wszędzie coś nam kobietom się wciska: “musisz mieć to, musisz mieć tamto” żeby być elegancka, atrakcyjna itd. Elegancja nie zależy od tego czy mam na sobie małą czarną, czy inny strój który MI pasuje. Dziękuje bardzo za tę uwagę.
    Dzięki temu zdałam sobie sprawę, że to dlatego jest to ostatnio jedyny blog o modzie na jaki wchodzę. Właśnie z tego względu że Autorka nie jest nachalna, i w bardzo zgrabny, kulturalny sposób potrafi wiele rzeczy powiedzieć.
    Serdeczne gratulacje :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 grudnia 2014

      Wszystko się zgadza: 1. elegancji, ani tym bardziej atrakcyjności, nie da się zamknąć w ciasnych ramach obiegowych powinności 2. nienachalna, zgrabna i kulturalna – tak, to cała ja :-)

      Ja tu sobie troszkę żartuję, ale tak naprawdę strasznie mnie wzruszyłaś, wiesz? Tak mi jakoś dobrze i urosły mi skrzydła :-)
      No i natchnienie mnie roznosi, żeby zaraz napisać o tych wszystkich “powinnaś to, powinnaś tamto”, ale… zaczekajmy do Nowego Roku. Teraz, tak jak obiecałam, poznęcamy się jeszcze do końca nad małą czarną.
      To ja dziękuję. I bardzo ślicznie Cię pozdrawiam Sylwio

      Odpowiedz

Dodaj komentarz