20 grudnia 2014 / Szafa marzeń / 9 komentarzy

Otwieram szafę i… ciemno robi mi się przed oczami.

Czy to już styl, czy może tylko zwykły pragmatyzm? W końcu wiadomo: czerń i mała czarna pasują zawsze i wszędzie. Ale nie będę Cię przekonywać i nie będę namawiać. Co powiesz na bezdyskusyjne fakty?

 

 

czerń: bossfot.hugoboss.com

 

 

Dlaczego mała czarna?

1. Mała czarna pojawia się sezon w sezon w każdej kolekcji szanującej się firmy. Możesz więc przebierać w fasonach, długościach i detalach, a prawdopodobieństwo znalezienia właściwego modelu jest większe, niż w przypadku jakiegokolwiek innego koloru i rodzaju sukienki.

2. Mała czarna wygląda kosztownie. Bez względu na to, gdzie i za ile ją kupiłaś, czerń to czerń, więc jeśli wzięłaś sobie do serca to, co najważniejsze, zawsze i wszędzie będziesz wyglądać jak milion dolarów.

3. Mała czarna to świetny kamuflaż. Niedociągnięcia krawieckiego kunsztu, niedostatki jakości tkaniny, zagniecenia i plamy z potu – czerń naprawdę wiele wybacza.

4. Mała czarna wygląda dobrze przez cały rok. Teoretycznie, o czym sama pisałam, nie ma żadnych przeszkód, żeby dowolny kolor nosić dzień w dzień przez dwanaście miesięcy roku… a jednak, powiedzmy biel od stóp do głów, najbardziej właściwa wydaje się tylko latem.

5. Mała czarna jest wielofunkcyjna. Jak przekonasz się za chwilę sama, to, że jedną i tę samą sukienkę można nosić od rana do wieczora, jest w moich oczach ogromną zaletą. Oczywiście, taką umiejętnością powinno charakteryzować się każde dobre ubranie, a jednak chcesz czy nie, czerń jest po prostu perfekcyjnie neutralnym tłem, pustą tablicą, którą wypełniasz swoją osobowością dokładnie tak, jak masz na to ochotę. Każdego razu od nowa.

 

 

Jeden dzień z życia małej czarnej

Mój wybór padł na czarną sukienkę Ralpha Laurena. Nie dlatego, że Ralph, tylko dlatego:

  • że dzianina, a ja lubię linię blisko ciała, ale jeszcze bardziej lubię swobodę;
  • że wełna, a ja nie lubię marznąć;
  • że golf, a to mój ulubiony detal zimowej garderoby.

 

RL_merinokleidfot. sukienka-Ralph Lauren

 

To jest mój ideał sukienki do pracy: prosta, neutralna i wystarczająco elegancka, żeby nie onieśmielić nowej, może troszkę niepewnej klientki, a potem swobodnie kroić i modelować przez pół dnia. W takiej małej, szykownej i czarnej sukience wygodnie przeleci mi cały dzień, bez konieczności – uwaga, ważne! – ciągłego przebierania się.

To, że czerń nie zapada tak głęboko w pamięć, jak którykolwiek z innych kolorów, a samą sukienkę będę mogła bez końca odmieniać kontrastowymi albo wyciszonymi w tonacji żakietami, kardiganami, kamizelami, szalami, butami i biżuterią – tak długo, aż w końcu sama popruje się do ostatniej nitki – nie jest w tym kontekście zupełnie bez znaczenia :-)

 

 

Rano?

Oprawa: płaszcz – najchętniej własny, jednak… gdyby Mikołaj był wyjątkowo szczodry, bez wahania poprosiłabym o cudownie miękki, cieniowany płaszcz z alpaki Damira Domy i koniecznie o kozaczki w tonacji.

Podobnie piękny płaszcz – również cieniowany i również z alpaki znalazłam w Arytonie, tylko że… jeśli już widziało się płaszcz Damira, żaden inny nie dorówna marzeniu.

 

mała czarna: do pracyfot. sukienka-Ralph Lauren;  płaszcz Damir Doma (stylebop);  rękawiczki w kolorze śliwki-Wittchen;  kozaki-Bally (zalando)

 

 

Po południu?

Zarzucam na ramiona ciepłą parkę, kozaczki zamieniam na płaskie buty (najpewniej kalosze, bo cięgiem pada) i lecę odbierać maluchy ze szkoły. W międzyczasie zdążę zrobić szybkie zakupy i czy to na rynku, ciągnąc za sobą torbę na kółkach, czy w supermarkecie, pchając przed sobą wózek wypełniony po brzegi, nie będę czuła się – całkiem na wyrost do sytuacji – wystrojona.

 

mała czarna: casualfot. sukienka-Ralph Lauren;  parka-Selected Femme (zalando);  szal z imitacji futra-topshop (zalando);  kalosze-Gino Rossi

 

 

Wieczorem?

Koniecznie piękny płaszcz – i znowu najchętniej własny (chociaż kaszmirowy model Curasa Bossa zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia – w całej urodzie widać go na 1 fot. od góry), wysoki bucik i sporo połysku. Niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba.

 

mała czarna: wieczoremfot. sukienka-Ralph Lauren;  płaszcz-Hugo Boss; pomadka Ladylike Clarins (douglas);  torebka-River Island (zalando); buty-simple

 

 

 

Czy mała czarna jest niezastąpiona?

Jeśli lubisz wyróżniać się z otoczenia, mała czarna nie jest dla Ciebie. Prawdopodobieństwo, że na jakimkolwiek zebraniu towarzyskim większość gości – w tym wszystkie panie – będzie ubrana na czarno, jest duże.

Jeśli lubisz głośne efekty i modne nowinki, mała czarna nie jest dla Ciebie. W czerwieni zwrócisz na siebie na pewno uwagę, a w czarnej klasyce zanudzisz się na śmierć.

Jeśli nie jesteś rozrzutna, z rozmysłem wybierasz i kupujesz ubrania albo pracujesz właśnie nad własnym stylem, przemyśl wszystkie podane tu argumenty raz jeszcze. Jestem pewna, że za jakiś czas nie będziesz chciała rozstawać się ze swoją skromną, małą i czarną sukienką, podczas kiedy na każdą inną – kolorową, wzorzystą, przeładowaną detalami – nie będziesz mogła więcej patrzeć.

Czy mała czarna jest niezastąpiona? Nie jest. Ale może być, jeśli podobnie jak ja uznasz, że to dobra opcja.

 

 

Miła Przyjaciółko, jeśli lubisz urokliwą magię małej czarnej, ale nagle i z dnia na dzień odkryłaś, że czerń jest dla Ciebie za ostra – przeczytaj koniecznie następny odcinek. Pa :-)

 

Na całą serię o małej czarnej składają się następujące wpisy:

Mała czarna. To, co najważniejsze

Mała czarna. Niezastąpiona?

Mała czarna. Jak rozświetlić czerń?

 

 



Komentarze

  1. 555
    20 grudnia 2014

    bardzo czekam na kolejny odcinek.. :)

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    20 grudnia 2014

    Już zaczęłam się trochę martwić, że w swym wrodzonym optymiźmie, chyba jednak odrobinę przesadziłam z tą przedświąteczną częstotliwością, ale… w takim razie, zaraz zabieram się do pracy :-)

    Odpowiedz
    • 555
      20 grudnia 2014

      nie czuję żadnej przesady, wręcz niedosyt ;)

      Odpowiedz
  3. Irensa
    21 grudnia 2014

    Też to mam, zaglądam do szafy i co widzę? Ano nic, czarno wszędzie! Chcę nabyć coś radosnego i co? Oczywiście wracam z czarnym ciuszkiem! Marzy mi się zmiana podstawowej kolorystyki, ale:
    Beże – blade.
    Szarości – smutne.
    Czerwieć, róż, oranż – ostre jak nóż.
    Może szafir, może zieleń… Bardzom ciekawa co zaproponujesz, bo właśnie powoli stwierdzam, że w czarnej czerni już nie zawsze wyglądam wystarczająco świeżo. Czasem sytuację ratuje duży dekolt. Czekam i pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 grudnia 2014

      Czy wracasz do domu z czarnym, bo:
      1. to Twój ukochany kolor i trudno Ci oprzeć się czarnej pokusie?
      2. nic pasującego w innym kolorze nie możesz znaleźć?
      Jeśli to pierwsze, to wszystko w porządku. To pewnie tylko mała, zimowa depresja :-) Duży dekolt jest już niezłym początkiem, a inne z moich propozycji może Cię nie zaskoczą, ale przynajmniej zainspirują i odpędzą te czarne myśli.

      Czerwień – podobnie jak każdy inny kolor – nie musi być ostra, ale również miękka i łagodna, soczysta albo przytłumiona… jeśli to więc ten drugi powód i naprawdę masz dość czarnych wrażeń, profesjonalna analiza kolorystyczna mogłaby tu być niezłym początkiem.
      P.S. A teraz… wyobraź sobie siebie w pastelach…
      Ale nudy, co? Temperament przecież całkiem niepastelowy nieodpowiedni, Miła Irenso :-)

      Odpowiedz
      • Irensa
        22 grudnia 2014

        Ha! Czy my się znamy?
        Fakt, czarnej pokusie trudno się oprzeć, a dodatkowo ta sama rzecz w innym /czytaj pastelowym/ kolorze rzadko wygląda dobrze. Analizę kolorystyczną zrobiłam parę lat temu i wyszła zima z tendencją do lata. I ta tendencja zaczyna powoli kusić. A i temperament łagodnieje /chwilami!/. Ale tendencja się wyraźnie zaznacza…

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          22 grudnia 2014

          Dobrze się składa: czarna pokusa w łagodnym wydaniu powinna pojawić się nam już jutro. I słowo honoru – lato, nie lato – jutro nie będzie tu żadnych pasteli.

          P.S. Mam wrażenie, że nie od dzisiaj :-)

          Odpowiedz
  4. rawita
    7 grudnia 2015

    Niedawno odkryłam Twojego bloga i właśnie zgłębiam archiwum. Ten post jest jakby pomyślany o mnie. Od lat chodzę niemal wyłącznie w czarnych sukienkach i jednak nigdy na żadnym przyjęciu/imprezie/spotkaniu biznesowym nie czułam, że się wtapiam w tłum. Mała czarna niesie ze sobą tysiące możliwości. Uwielbiam bawić się fakturą materiału, asymetrią i generalnie ciekawymi detalami. Czarna sukienka z jednej strony zawsze zapewnia elegancję doprawioną szczyptą tajemnicy (do pewnych granic, obcisłych mini z dekoltem nie noszę), a jednocześnie jest genialnym płótnem malarskim, na którym można namalować wszystko. Ja stawiam na dodatki. Lubię odrobinę ekstrawaganckie buty dobrej jakości, ciekawe torebki i wyraźną biżuterię. Wystarczą długie, sutaszowe kolczyki w mocnych kolorach, żeby nikt nie wyglądał tak, jak Ty, choćby wszystkie kobiety na przyjęciu miały na sobie czarne sukienki. O tak, kocham ten kolor. Podobnie jak Ty wybieram dzianinę, bo podkreśla figurę i jest w niej coś nonszalanckiego.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 grudnia 2015

      Cieszę się, że wpadłaś na wpis o małej czarnej. Moje zdanie na temat jej genialności nic a nic nie zmieniło się od zeszłego roku, więc tegoroczne świąteczno-karnawałowe szaleństwo upłynie mi jak zwykle pod znakiem czerni.
      Aha, jest jeszcze jedna rzecz, która przekonuje mnie na korzyść prostej czarnej sukienki – nie ma żadnej innej, która tak samo przyciągałaby zachwycone męskie spojrzenia.

      Dzień dobry. I dziękuję za to mało-czarne podsumowanie :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz