25 kwietnia 2014 / Szafa marzeń / 2 komentarze

Jeżeli któraś z nas ciągle jeszcze szuka odpowiedzi na pytanie “czego potrzebuję wiosną?” nareszcie może odetchnąć, zrelaksować się i odprężyć: w tym oraz kolejnych dwóch odcinkach przedstawię Wam trzy niezastąpione wiosenne untensylia, które są jedyną logiczną ripostą na kaprysy i humorzaste wybryki naszego zmiennego, nieprzewidywalnego klimatu.

Bladym świtem mgliste i zziębnięte 7°C, po południu rozpalone słońcem 22°C, a wieczorem burza z piorunami? Jak zapewniają nas synoptycy oraz ludowe mądrości – całkiem zwyczajny wiosenny chaos, typowy dla meteorologicznej specyfiki kraju nad Wisłą. Wychodząc rano z domu możemy w ciągu dnia spodziewać się wszystkiego, jednak niezależnie od zmian pogody w jedną rzecz powinnyśmy uzbroić się na pewno: w porządną warstwę kremu z wysokim filtrem przeciwsłonecznym.

 

Krem z filtrem kontra brązowy anachronizm

Piegi, plamy, wysypki, przebarwienia, wysuszona i przedwcześnie postarzała skóra, to tylko te najbardziej nieszkodliwe przykłady z całego spektrum skutków niefrasobliwego obchodzenia się ze słońcem. Mimo że korci, darujemy sobie jednak dzisiaj kształcące opisy etapów powstawania czerniaka złośliwego, przechodząc od razu do przefiltrowanych konkretów.

Właściwa ochrona przeciwsłoneczna oznacza współcześnie 1.) ochronę całoroczną  2.)  filtr (SPF) co najmniej 15+  3.) kosmetyki zabezpieczające przed niechcianymi konsekwencjami obydwu rodzajów promieniowania ultrafioletowego:

  • krótkofalowego, czyli UVB – jak Brązowy – odpowiedzialnego za opalanie się, słoneczne oparzenia oraz objawy alergiczne;
  • długofalowego, czyli UVA – jak Anachroniczny – ponoszącego winę za uszkodzenia i przedwczesne starzenie się skóry. Sięgając głębszych warstw skóry, promienie te czynią spustoszenie wśród elastycznych włókien kolagenu, od których zależy młodzieńcza i jędrna aparycja.

 

ulubiony krem z filtrem przeciwsłonecznym

Niezastąpiony całoroczny gadżet: ciężki, gęsty i polecony przez ulubioną panią dermatolog – wyjątkowo stabilny, mineralny krem do opalania Avene dla cery bardzo wrażliwej, czyli dokładnie takiej jak moja – naprawdę czuję, że mam na twarzy osłonę.

Przy pierwszej nadażającej się okazji mam zamiar sięgnąć po produkty rodzimych firm. Ziaja albo Laboratorium Iwostin zachwycają mnie profesjonalnym opracowaniem internetowych prezentacji, kusząc zróżnicowaną ofertą na najwyższym poziomie oraz cenami kładącymi na łopatki produkty europejskich marek.

 

 

Te z nas, które pukają się właśnie w głowę, ponieważ – podobnie jak czytelniczka komentująca jeden z artykułów o kremach do twarzy z filtrem słowami (pisownia oryginalna) “kurcze, niby te kremy wszystkie z filtrami uv a potem jest problem z opaleniem twarzy.. nie wiem czy to takie dobre.. w polsce nie ma nei wiadomo jakich upalow zeby skora byla narazona na jakies poparzenia sloneczne czy cos.” – powątpiewają w prawdziwość dramatycznych apeli dermatologów, którzy nie od dzisiaj przestrzegają przed zbyt poufałym używaniem słonecznych rozkoszy

 

chciałabym surowo napomnieć, że:

to promieniowanie ultrafioletowe nas opala, a nie temperatura. Promienie UV  docierają do powierzchni ziemi – a więc i naszej skóry – przez cały rok, tak więc nawet zimą, mimo iż słońce stoi niżej nad horyzontem, a tempertury często nie przekraczają O°C, możemy się opalić. 

oraz apodyktycznie pouczyć, iż:

marzec w średnich pomiarach wieloletnich jest najbardziej słonecznym miesiącem roku, a w kwietniu w pogodny dzień do powierzchni ziemi dociera tyle samo promieni UV, co w sierpniu (najgorętszym miesiącu roku)

 

Jestem świadoma, że wsadzam kij w mrowisko, jednak w kontekście opalania mam bardzo stanowcze, konserwatywne poglądy: brązowy* = anachroniczny. Z naturalną konsekwencją: jasny = piękny.

*Uwaga, nie mylić ze złocistym, miodowym albo śniadoskórym. Nie, to nie jest to samo.

 

 

Skóra najpiękniejszym okryciem kobiety, czyli kremuj, smaruj, nie oszczędzaj

Skóra o świeżej, równomiernej barwie, promieniująca witalnością i urodą jest jednym z kryteriów młodości i zdrowia. Traktujmy ją zatem jak naszą najkosztowniejszą ozdobę: chrońmy przed szkodliwymi czynnikami oraz rozpieszczajmy pielęgnacją, mając przy tym zawsze w pamięci, że nasza zewnętrzna powłoka nie zapomina niczego – to jak wyglądasz dzisiaj jest wynikiem tego, jak traktowałaś ją wczoraj.

Miła Przyjaciółko, jeśli nie jesteś zadowolona patrząc w lustro, nie popadaj proszę w depresyjny nastrój. Regularna troska liczy się w pielęgnacji dużo bardziej niż jednorazowe ekscesy, a przepis na sukces jest całkiem prosty: rzuć palenie, zacznij się troszkę ruszać i przez cały rok osłaniaj przed słońcem ręce, szyję i dekolt, które o wiele wyraźniej niż twarz zdradzają metrykę i wiek kobiety.

Nic nie jest jeszcze ostatecznie stracone, w końcu to jak będziesz wyglądać jutro, w dużej mierze zależy od tego co zrobisz właśnie dzisiaj.

 

 

P.S. Przyznam, że miałam zamiar przedstawić wszystkie trzy wiosenne niezbędniki za jednym zamachem, jednak temat okazał się tak bardzo wciągający, że jakoś tak sama z siebie wyszła mi cała klimatyczna trylogia krążąca wokół kapryśnych zmian pogodowych. Swoją drogą ciekawe, czy domyślasz się już kolejnych pozycji zestawienia?

 

 

Cała seria pt. „3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną” składa się z następujących wpisów:

  1. Krem z filtrem, czyli pierwsza z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  2. Kalosze, czyli druga z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  3. Parasolka. Ostatnia z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.

 

 

 



Komentarze

  1. Aniuta
    30 maja 2014

    Moniczko! A ja znalazłam w aptece Ziaję Sopot Sun emulsję do opalania spf 50, cena 25.45 zł!!!!!!
    Używam też na twarz i jest ok. a mam cerę wrażliwą. Polecam!!!!!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 maja 2014

      To się nazywa gorąca rekomendacja :-)
      Też chcę takiego sopota dla wrażliwców. I będę się smarować od stóp do głów i z powrotem!
      Dziękuję Aniuta

      Odpowiedz

Dodaj komentarz