Nie potrzebujesz figury modelki, żeby móc ucieleśniać swój zimowy ideał. Wybór ukochanej barwy w połączeniu z wiedzą na temat iluzji optycznych wywołanych kolorem wystarcza, żeby osiągnąć zdumiewająco dobre efekty.

 

Nasze nastawienie do kolorów ma dwa podstawowe aspekty. Z jednej strony istnieją barwy, które po prostu lubimy i które mając związek z naszym własnym temperamentem, przekładają się na nasz stylowy wizerunek. Z drugiej, trudno zwyczajnie zapomnieć, że kolory nie tylko mają swoje określone, potwierdzone przez naukę znaczenie, ale istnieje również cały szereg kolorystycznych fenomenów, które na zasadzie złudzenia optycznego w magiczny niemal sposób potrafią przybliżyć nas do własnego ideału.

W kolejnym odcinku naszej płaszczowej serii przyjrzyjmy się grze kolorów, próbując – każda sama dla siebie – odpowiedzieć na pytanie Jaki kolor zimowego płaszcza będzie dla mnie najlepszy?

 

 

Jaki kolor zimowego płaszcza jest najlepszy? Ten, który podkreśla Twój stylowy charakter

Płaszcz, szczególnie płaszcz zimowy, jest jedynym okryciem wierzchnim, które osłania cię od góry do dołu. Lekki płaszcz przejściowy czasem nosisz rozpięty, czasem zarzucasz go tylko na ramiona albo swobodnie przepasujesz, więc to, co nosisz pod spodem jest częścią kolorowej układanki, którą masz na sobie. Z płaszczem zimowym jest inaczej.

On sam – jedna jedyna sztuka ubrania, jeden jedyny kolor – jest zbiorem informacji o twoim temperamencie, charakterze i widzeniu świata.

 

kolor zimowego płaszcza: kolory tęczyfot. J.Crew

 

Kolory tęczy: czerwony, żółty, pomarańczowy, fiolet albo turkus, to wibrujące radością, ekspresyjne, odważne i głośne barwy. W płaszczu o takim kolorze wyglądasz jak bukiet kwiatów i przyciągasz wzrok jak magnes.

 

 

 

kolor zimowego płaszcza: pastelefot. J.Crew

 

Pastele: różowy, brzoskwiniowy, seledynowy, cytrynowy, jasny koral… odcienie lodów śmietankowych to miękkie, lekkie tonacje. Płaszcz w takim kolorze wygląda bardzo kobieco, w łagodnym, subtelnie – zmysłowym i wdzięcznym wydaniu.

 

 

 

kolor zimowego płaszcza: kolory neutralnefot. J.Crew

 

Neutralne odcienie: kość słoniowa, beże, szarości, brązy, granaty i czerń, to trzymające się w tle, bardzo spokojne tonacje. Płaszcz w którymś z tych kolorów wywiera dostojne, poważne wrażenie i podkreśla dojrzałą, elegancką prezencję.

 

 

Wybór któregoś z kolorów zgaszonej i cichej palety barw nie niesie ze sobą żadnego ryzyka i jest bezpieczną ramą dla wszystkich kolorowych, modnych, zaskakujących albo wyjątkowo twarzowych akcentów.

 

kolor zimowego płaszcza: chłodne i ciepłe neutralnefot. J.Crew

 

Po lewej: im chłodniejszy odcień neutralnej palety, tym bardziej oficjalny charakter płaszcza i tym większy jego potencjał biznesowy.

Po prawej: im bardziej ciepły odcień neutralnego w kolorze płaszcza, tym emanuje on większym spokojem i relaksem.

 

 

 

Jaki kolor zimowego płaszcza jest najlepszy? Ten, który zgrabnie modeluje Twoją figurę

Wzrok reaguje na kolor, a kolor potrafi nie tylko ładnie wyglądać, ale i oszukać oko. Dlatego możemy użyć go bardzo celowo, żeby zrównoważyć proporcje ciała, odjąć sobie parę kilogramów lub dodać kilka centymetrów wzrostu (lub odwrotnie :-)

 

Przykład 1. Oko koncentruje się na jaśniejszym odcieniu, ignorując ciemniejszy

kolor zimowego płaszcza: optyczne iluzjefot. J. Crew (płaszcze), cos (szal)

 

Po lewej: jeśli chcesz wyglądać szczuplej, wybierz płaszcz w spokojnej, ciemnej tonacji* i obramuj twarz jasnym albo kolorowym odcieniem, który przyciągnie do niej uwagę.

Po prawej: jeżeli chcesz wyglądać pełniej – jasny, kolorowy albo połyskujący płaszcz świetnie spełni swoje poszerzające zadanie.

 

*Spokojny i ciemny, nie znaczy automatycznie czarny. Być może przekonałaś się już sama – w granacie, stalowej szarości, butelkowej zieleni, czekoladowym brązie albo w jagodowym fiolecie możesz wyglądasz zgrabniej i lżej niż w czerni, zwłaszcza, jeśli w czarnym po prostu ci nie do twarzy.

 

 

Przykład 2. Przechodzenie kolorów jeden w drugi zawsze przyciąga wzrok

kolor zimowego płaszcza: optyczne iluzje 2fot. J. Crew (dyplomatka, spodnie), cos (szale)

 

Jeżeli chcesz wyglądać na wyższą, dopasuj resztę swojego stroju do płaszcza ton w ton – w tym samym odcieniu albo w odcieniach od najjaśniejszego do najciemniejszego z góry na dół.

Jeżeli chcesz wyglądać na niższą – odwrotnie:

 

kolor zimowego płaszcza: optyczne iluzje 3ot. J. Crew (dyplomatka, spodnie), cos (szal)

 

zaczynasz z najciemniejszym odcieniem przy twarzy, rozjaśniając całość stopniowo w dół.

 

 

 

Przykład 3. Ciepłe tonacje poszerzają, chłodne wysmuklają

kolor zimowego płaszcza: iluzje optycznefot. hugoboss.com

 

Ta sama dziewczyna, ten sam płaszcz w dwóch całkiem różnych kolorach: spokojnym beżu i zmrożonym błękicie. Oczywiście, skala torebki i odrobinę inaczej umiejscowiony pasek… jednak mów sobie co chcesz, bardzo szczupła modelka w beżach wygląda na zdrowszą i pełniejszą, natomiast w błękitach – na wybiedzoną i … wyższą.

 

 

Żółć promieniuje na swoje otoczenie… rozszerza się i rozrasta, dlatego ciepłe kolory oparte na żółci wyglądają pełniej. Niebieski chwyta wzrok, więzi go i wchłania, wciągając go we własną głębię – dlatego chłodne odcienie bazujące na niebieskim podłożu wydają się zabierać mniej miejsca (spójrz jeszcze raz na zdjęcie chłodnych i ciepłych neutralnych odcieni – czy tylko ja mam wrażenie, że ciepłe płaszcze jaśnieją i normalnie rozpychają się na swoim miejscu?)

Przekładając tę obserwację na płaszczowe konkrety:

  • w płaszczu w kolorze ciepłego beżu, karmelu, miodowego brązu, miedzi albo ciepłej oliwki, będziesz wyglądała na szerszą niż w rzeczywistości, a efekt ten będzie tym silniejszy, im mniej twarzowy jest odcień, który masz na sobie;
  • w płaszczu w odcieniach gołębiej szarości, morskiego turkusu, szafirów, fuksji albo wrzosów, będziesz sprawiała wrażenie szczuplejszej i bardziej smukłej, a odczucie to będzie tym wyraźniejsze, im bardziej harmonijnie wyglądasz w kolorach o chłodnym, niebieskim podtekście.

Jeżeli wybrane przeze mnie zdjęcia cię nie przekonują albo wydaje ci się, że próbuję ci coś wmówić, przekonaj się sama przy pierwszej nadarzającej się okazji: przymierz ten sam, albo dwa bardzo podobne modele w dwóch różnych kolorach – ciepłym i chłodnym. Będę bardzo ciekawa, do jakich wniosków dojdziesz.

 

 

Jaki kolor zimowego płaszcza jest najlepszy? Ten, który Cię uszczęśliwia

Nie wymyślę nic nowego stwierdzając, że ten pierwszy i najważniejszy płaszcz w twojej szafie powinien gładko wpasowywać się we wszystkie sytuacje, w których występujesz na co dzień. Spokojne, neutralne barwy są jakby stworzone do całodziennych konfrontacji.

 

AAAkolor_mantel_cosfot. cosstores.com

 

Teorię tę zdaje się potwierdzać fakt, że dyskretne, neutralne barwy są jedynym możliwym wyborem przy kompletowaniu klasycznego, biznesowego stroju do pracy.

 

 

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że elegancja zgaszonych, neutralnych odcieni może być nudna, ale nie mam zamiaru namawiać cię do takich samych przekonań czy wyborów. Wiem doskonale, że niektóre z nas nie potrzebują niczego więcej niż ubrań w trzech harmonizujących ze sobą odcieniach, ale inne dopiero wtedy czują, że żyją, kiedy ich garderoba jest tak samo żywa i wesoła jak one same.

Dlatego, jeżeli to właśnie beż jest dla ciebie synonimem prawdziwego luksusu, bez wyrzutów sumienia powinnać sobie sprawić płaszcz z wielbłądziej wełny. Jednak jeśli na sam dźwięk słowa beżowy zaczynasz ziewać z nudów, nie daj sobie wmówić, że prawdziwa kobieta musi mieć przynajmniej jeden piaskowy egzemplarz w szafie. Nie musi. Każda z nas ma swój własny “beż”, w którym wygląda i czuje się luksusowo: niech to będzie paryski błękit, bursztyn, amarant albo lila róż – prawdopodobnie jest to kolor, który najpiękniej podkreśla refleks twoich włosów, ten, który dodaje ci energii albo ten, który zawsze masz ochotę pogładzić.

 

Lubię czerń, szarość i amarant. Podobam się sobie w granatach i brązie gorzkiej czekolady. W kremach i złamanej bieli wyglądam świetliście i o kilka lat młodziej. Ale to taupe sprawia, że jestem szczęśliwa. Niepozorny na pierwszy rzut oka, wyciszony szary brąz ogarnia mnie błogim uczuciem spokoju i relaksu.

Ponieważ dla mnie wszystko może zatonąć w oceanie srebrzystych brązów, mój zimowy płaszcz, mój najlepszy przyjaciel podczas ciemnych i zimnych zimowych miesięcy powinien być właśnie w tym odcieniu.

Jaki kolor sprawia, że Ty jesteś szczęśliwa, Miła Przyjaciółko?

 

 

 



Komentarze

  1. M.
    17 listopada 2015

    Bardzo dziękuję.
    Widać pracę włożoną w napisanie tego posta, jest naprawdę niesamowicie przydatny. Nie wiem, co napisać, żeby wyrazić, jak bardzo jestem wdzięczna za tę serię. Naprawdę.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 listopada 2015

      To ja Ci dziękuję za to wzruszająco prostolinijne wyznanie.
      Bo to jest tak, że czasami nie umiem uchwycić w słowa tego, co chcę napisać – krąży mi to tylko po głowie, ale za nic nie chce się zmaterializować… i siedzę… i się męczę. A potem czytam sobie do śniadania pierwszy komentarz, właśnie taki jak Twój M., i myślę sobie: opłacało się pomęczyć. Naprawdę :-)

      Odpowiedz
  2. 555
    18 listopada 2015

    oj cudny post! spojrzałam na kolory z innej perspektywy!
    a na razie najbardziej moje są chłodny beż i gorzka czekolada.. no i ostrzę ząbki na granat..

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 listopada 2015

      Ooo… cudny brzmi tak miło… ale o taki efekt właśnie mi chodziło! (Mam tu na myśli próbę spojrzenia na nasze kolorystyczne wybory z szerszej perspektywy i pod trochę innym kątem niż zwykle, a nie… ekhm, zbieranie komplementów :-)

      Poczekaj… beżów masz kilka, czekolada też już wisi w Twojej szafie… czyli praktyczne i piękne granaty będą pewnie “do samochodu”!

      Odpowiedz
      • 555
        18 listopada 2015

        dedukcja godna Sherlocka ;)

        Odpowiedz
  3. Krystyna
    18 listopada 2015

    Zdecydowanie szarości, srebrzyste, cynowe, stalowe, a z koloru to lawenda, rozbielona jagoda, a czasem burgund.
    Przypomniała mi się kampania reklamowa Bohoboco z p. Heleną Norowicz np. http://vumag.pl/ludzie-moda/helena-norowicz-ma-81-lat-i-znowu-reklamuje-bohoboco/tjq6tp , zaraza jedna nie chce się podlinkować, proszę skopiować i wkleić.

    Odpowiedz
    • Krystyna
      18 listopada 2015

      Ach jednak podlinkowało się.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        18 listopada 2015

        Podlinkowało i możemy teraz popodziwiać: przepiękne kolory, przepiękne płaszcze i fantastyczną modelkę.

        Wybrałaś dla siebie szlachetną paletę kolorów – dyskretne, ale bardzo kobiece i dystyngowane odcienie. Strasznie mnie kusi, ale nie będę nawet próbować wymądrzać się na temat psychologii kolorów… prawdopodobieństwo trafienia jak kulą w płot jest jednak stanowczo zbyt duże :-)

        Odpowiedz
        • Krystyna
          18 listopada 2015

          Tu nie trzeba psychologi, po prostu zamierzam starzeć się z klasą. Dostojny wygląd, pod ubraniem koronki, a w głowie nadal magia i japoński miecz. Taa, szalona jestem, chyba za dużo anime oglądałam.

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            18 listopada 2015

            Zaraz, zaraz, o jakim wieku my tu rozmawiamy?

          • Krystyna
            18 listopada 2015

            40+ to teraz jeszcze młoda kobieta, no nie?

          • Monika Frese
            19 listopada 2015

            No właśnie. Tematykę Starzenie się z klasą mamy w planach dopiero za jakieś 30 lat!

  4. Maga
    18 listopada 2015

    Ciągle czytamy i słyszymy,ze w klasycznej szafie powinien znaleźć się płaszcz w odcieniu beżu. Nie wiem jak inne panie, ale naczytałam się o tym sporo.
    A tu padają takie słowa: ” … nie daj sobie wmówić, że prawdziwa kobieta musi mieć przynajmniej jeden piaskowy egzemplarz w szafie. Nie musi. Każda z nas ma swój własny “beż” ”
    Ot i sedno.
    Jestem w takim razie na etapie poszukiwania “własnego beżu”, który prawdopodobnie z beżem nie będzie miał wiele wspólnego :)
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 listopada 2015

      Mhm… odwieczna, tak dobrze sprzedająca się specjalizacja: “Co każda kobieta powinna mieć w szafie?” Naprawdę, któregoś dnia będziemy musiały ją porządnie obpsioczyć obśmiać.

      Z Twoim “beżem” jest pewnie tak samo jak z moim. Prawdziwy beż należy do moich ulubionych barw, ale to nie po niego zawsze i wszędzie wyciągam rękę (żeby dotknąć tkaninę, przymierzyć buty, wtulić się w fotel, przytulić do swetra… :-)
      Wracając do tej nieszczęsnej beżowej pomyłki z Arytonu – poszerzający i luźny fason, pogrubiający (bo jasny i ciepły), niełatwy w noszeniu kolor… nie, no on po prostu nie mógł pasować!

      Odpowiedz
      • Maga
        18 listopada 2015

        :) :) :) może i nie mógł pasować, ale jak to się “nosi w głowie” tyle czasu i marzy o takim płaszczu, a potem takie rozczarowanie…
        I tak, masz rację – beże, brązy uwielbiam :) Pozdrawiam

        Odpowiedz
  5. Katarzyna
    18 listopada 2015

    Tak, zgadza się – kolory z innej perspektywy. Ja jeżeli chodzi o zimowe, to amarant, turkus, fiolet i czerwień. Ale raczej po tej zimnej stronie ;) Muszę się jeszcze rozejrzeć za jakąś butelkową zielenią. Ten płaszcz taliowany z J.Crew ma piękny fason, ale kolor zbyt cieply dla mnie. Kolejny cudowny wpis!

    Odpowiedz
  6. Agnieszka M.
    18 listopada 2015

    Kolejny bardzo ciekawy wpis. W sumie chyba o kolorach teksty to jedne z moich ulubionych.
    Mam trzy płaszcze zimowe. Po młodszej siostrze czarny redingot (tak myślę po Twoim opisie), dwurzędowy, do kolan. Dwa jednorzędowe na guziki bez paska: po Mamie granatowy o długości midi, z klapami w V i mój stary, ciężki i ciepły, szyty u krawca długi grafitowy z kapturem, mankiety i kaptur obszyte sztucznym futerkiem z długim włosem. Miałam kiedyś brązowy ze stójką, który sama sobie uszyłam, ale się go pozbyłam ze względu na fason i kolor. Tak więc u mnie zdecydowanie neutralne kolory i chłodne.
    Co do tego zdjęcia modelki w ciepłym i chłodnym odcieniu płaszcza – nie gra tu roli też tło?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 listopada 2015

      Na pewno. Podejrzewam, że na zdjęciach tego typu nic nie jest zostawione przypadkowi. Jeśli chodzi o żółć i niebieski, to jest to fenomen, który tak często obserwuję w atelier – w kasztanach, miodach i oliwce, każda dziewczyna “pęcznieje” mi przed lustrem.

      Trzy sztuki, a każda w innej długości – mam wrażenie, że jesteś dobrze przygotowana do zimowego sezonu.
      Gdybyś jednak rozważała ideę nowego płaszcza zimowego, brąz jest na pewno interesującą opcją: kawa, gorzka czekolada albo heban… brunatna paleta może mieć również chłodne oblicze.
      P.S. Płaszcz po młodszej siostrze? Zaczynam żałować, że nie mam ani młodszej ani starszej na podorędziu :-)

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        18 listopada 2015

        A no po młodszej i to sporo. Ona schudła, mi się przytyło i dostałam – choć ona za nim płacze, bo jej się bardzo podoba. Zainspirowana poprzednim wpisem sprawdziłam skład. Nie powala, ale widziałam w necie gorsze z opisem płaszcz wełniany (np. 20% wełny). Ten ma 60% wełny, a podszewka choć poliester jest grubsza, satynowa i w kwiaty czerwone. Ten po Mamie (też schudła, tylko ja się w rodzinie gruba ostałam) ma jakiś napis cashmere, ale procentów nie widać. Z brązów zasadniczo już zrezygnowałam, tylko jakieś starocie donaszam. Taka dyscyplina koloru:)

        Odpowiedz
        • Krystyna
          19 listopada 2015

          Mojej starszej o 4 lata siostrze też się przytyło, przerabiałam dla niej płaszcz z dwurzędowego na jednorzędowy, wełniany, czerwony i muszę przyznać, że w tej ciepłej czerwieni ładnie wygląda, jakoś ten kolor ją ożywia.

          Odpowiedz
        • Monika Frese
          19 listopada 2015

          Agnieszko: cashmere brzmi dobrze, czerwone kwiaty pod spodem – bardzo oryginalnie. No to sama widzisz, nie możesz schudnąć jeszcze i Ty do kompletu, bo już w ogóle nikogo nie będzie do noszenia tych płaszczy. Nie ma się co spieszyć (czytaj: schudniesz sobie na wiosnę :-)

          Krystyno: jestem dumna, że takie zdolne dziewczyny po blogu mi się kręcą! Pardon… szanowne panie :-)

          Odpowiedz
  7. Wiktoria
    18 listopada 2015

    Wpis świetny, jak zwykle. Też lubię o kolorach (i nie tylko). Jeśli chodzi o te “zimowe”, to wybieram raczej ciemniejsze, stonowane i chłodne. Grafit, popiel, granat, butelkową zieleń oraz czerń. Przez kilka lat nosiłam czekoladowe brązy i chwilowo “przejadły się”. Jednakże płaszcz w tym kolorze jeszcze wisi w szafie i czeka na lepsze czasy. Szkoda mi go oddać, mimo obecnej niechęci do jego koloru. Ma prosty, ponadczasowy krój i wełnianą tkaninę, więc…niech czeka.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 listopada 2015

      Na przejedzenie się pomaga tylko jedno: post :-)
      Dlatego niech czeka. Jeśli jest naprawdę ponadczasowy, a w brązach Ci do twarzy, możliwe, że chętnie założysz go za parę sezonów znowu (tak, jak opisywała Ola P. pod poprzednim wpisem – jej szary płaszczyk potrzebował 4 lat, żeby dojrzeć i teraz trudno bez niego wyobrazić sobie własną codzienność).
      A zresztą, przyszłość… kto wie? Być może nowe butki, szal, torebka albo jakieś całkiem inne niż dotychczas zestawienie kolorów sprawią, że spojrzysz na niego zupełnie inaczej.

      Odpowiedz
  8. Agnieszka
    18 listopada 2015

    Już widząc zapowiedź posta na fb ostrzyłam sobie pazurki na wieczorne czytanie przy herbacie i się nie przeliczyłam :) Pozostaję przy beżu, bardziej chłodnym (czy to nie brzmi jak oksymoron?), chociaż bordowa żywa wełna też kusi… Może kiedyś.
    Czekam na kolejną część “serii”, może pojawi się też słówko o podszewkach?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 listopada 2015

      Dlaczego nie było mnie wczoraj na wieczornej herbatce?
      Aaa, już wiem! Podczas czytania bajeczki na dobranoc zwyczajnie, eh, usnęłam.

      “Beżowy” brzmi dla mnie bardzo neutralnie, być może dlatego, że pierwsze skojarzenie dla beżu to “skóra”. A skóra może mieć i ciepły i zimny podtekst (moja własna ma zdecydowanie chłodny). Słownik języka polskiego PWN opisuje beż jako kolor mlecznej kawy i dalej, że beż pochodzi od francuskiego beige, co oznacza naturalną, niefarbowaną wełnę owczą (jakby wielbłądzią, to co innego). Czyli trzy do jednego na korzyść chłodu beżu :-)
      P.S. Słówko o podszewkach… dobrze. Chociaż wydaje mi się, że podszewkową materię obrobiłam już z każdej strony (gdyby jednak nie albo gdyby potrzebna była indywidualna podpowiedź, proszę po prostu pytać).

      Odpowiedz
      • Agnieszka
        22 listopada 2015

        Pani Moniko, zastanawiam się przede wszystkim, czy gdy nie uda mi się znaleźć odpowiedniego kaszmiru podwójnego (który nie wymaga podszewki zdaniem krawcowej) jakiej podszewki użyć. Marzy mi się jedwabna, ale nie dość, że podniesie znacznie koszt, to nie wiem czy to dobry wybór – chodzi przede wszystkim o pielęgnację takiego płaszcza, bo kaszmir z wełną i jedwab chyba mają inne wymagania pod tym względem?

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          22 listopada 2015

          Hmm… nie umiem sobie zaszeregować określenia podwójny kaszmir. Czy pani krawcowej chodzi o dwustronną tkaninę (doubleface) z kaszmiru? Doubleface to jest tekstylne cudo, na temat którego mam już nawet przygotowany wstęp, ale jak każde cudo jest prawdziwym (więc rzadkim) rarytasem. Jeżeli krawcowa pomoże w znalezieniu takiej tkaniny, to świetnie, jeżeli nie – szanse kupienia “zwykłego” kaszmiru, wełny albo nawet alpaki są dużo większe.

          A dlaczego bez podszewki? W zimowym płaszczu z wysokogatunkowej wełny podszewka nie ma żadnego znaczenia ocieplającego, ale w znaczny sposób podnosi komfort noszenia:
          – płaszcz ładniej się układa, spływając po ubraniu noszonym pod spodem,
          – jego wewnętrzna strona jest chroniona przed pilingiem i zafarbowaniem (może raczej szarzeniem – proszę sobie wyobrazić efekt, który powstaje wtedy, gdy nosi się czarne rajstopy na jasnej bieliźnie),
          – a same ubrania przed “obłażeniem”.
          O jedwab w parze z wełną nie trzeba się martwić w kontekście pielęgnacji – obie tkaniny wymagają prania chemicznego (specjalnego, przeznaczonego do wyjątkowo delikatnych tkanin). Natomiast jedwabna podszewka na pewno podwyższy koszt płaszcza, ale przecież wiskoza (w postaci ciężkiej satyny albo żakardu) również będzie w porządku – proszę przejrzeć kolekcję Max Mary, większość modeli, w tym Pani marzenie, ma podszewkę ze “zwyczajnej” wiskozy :-)

          Odpowiedz
          • Agnieszka
            22 listopada 2015

            Dziękuję za takie poważne potraktowanie tematu! Tak, chodziło mi właśnie o taką podwójną tkaninę. Znalezienie faktycznie jest baaardzo trudne, chociaż widziałam już płaszcz z niej uszyty u tej samej pani krawcowej. Jeśli się nie uda – czas rozprawić się z “wiskozową fobią” – powinno to być łatwiejsze niż pozbycie się “poliestrowej histerii”, na którą również cierpię ;)

        • Monika Frese
          22 listopada 2015

          Zapomniałam! To przecież Pani Agnieszko, regularnie dodaje mi otuchy na FB… dziękuję :-)

          P.S. Oczywiście “wiskozową fobię” i “poliestrową histerię” muszę wykorzystać przy pierwszej sprzyjającej okazji!

          Odpowiedz
  9. Ola P.
    19 listopada 2015

    Jak zawsze post zmuszający do zastanowienia się, przeanalizowania własnych potrzeb i upodobań. Za to min tak bardzo cenię sobie Pani stronę. Mam płaszcze w kolorach ciemno szary, ciepły brąz, płaszcz do zadań specjalnych – puchowy ma kolor chłodnego beżu i zawsze muszę mieć coś kolorowego pod szyją i nasycona czerwień. Zawsze mam dylemat czy nabyć płaszcz w stonowanym, eleganckim kolorze pasującym do wszystkiego, czy zaszaleć z kolorem i ubarwić szarą rzeczywistość poprawiając nastrój sobie i innym. W słotne, ciemne listopadowe dni czerwień daje kopa i energii. Wszystkie moje płaszcze mają już swoje lata i od jakiegoś czasu dumam nad fasonem i kolorem nowego. Z jednej strony rozsądek podpowiada : ponadczasowa prostota i elegancja w kolorze granatowym, Z drugiej strony: kołacze się w głowie pytanie : czy naprawdę chcę się wtopić kolorystycznie w tłum? Z trzeciej strony: od czego są dodatki, piękny, dobrze dopasowany krój i świetna jakość materiału – to przecież widać, a kolor granatowy też nie biega tłumnie po ulicach. Ach…, babskie dylematy! Jak to dobrze, że powstaje ten cykl o płaszczach, może dzięki Autorce i jej genialnym tekstom oraz Gościom uda mi się doprecyzować własne chcenia.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 listopada 2015

      Powtarzanie powierzchownych i oklepanych gotowych “rozwiązań”, które nie zmuszają nawet do chwili refleksji, wydaje mi się stratą czasu oraz poddawaniem w wątpliwość inteligencji czytelnika. Dziękuję Pani Olu.

      Bardzo skomplikowane te kolorowe dylematy. Za czerwonym szaleństwem przemawia sporo argumentów (w szafie wiszą już 3 płaszcze w stonowanych barwach; czerwień jest ucieleśnieniem ciepła, energii i radości; czerwień nikogo nie pozostawia obojętnym… ), ale granat też ma swoje mocne atuty (granat jest ponadczasowym i eleganckim kolorem; granat jest idealnym wyborem, gdy obowiązują nas surowe zasady zawodowej etykiety; granat, zwłaszcza noszony ton w ton wyszczupla… ). Skomplikowane, ale i frapujące. Najchętniej to natychmiast zrobiłabym “studium płaszczowego przypadku” (to chyba już jakaś choroba, czytam i od razu wyświetla mi się w głowie tytuł Granat czy czerwień? Oto jest pytanie! :-), bo to jest dokładnie ten przypadek, o którym wspominałam już niejednokrotnie – wasze komentarze są dla mnie niekończącym się źródłem fantastycznych pomysłów na wpisy.

      Odpowiedz
  10. Weronika
    20 listopada 2015

    Pani Moniko, wstyd się przyznać, ale cóż, nie da rady, nie mam innego wyjścia. Otóż jestem komputerową pierdołą. To znaczy, że nie mogę wysłać do Pani zdjęcia sukienki. Nie wiem jak, nie mogę znaleźć adresu mailowego ani innego “miejsca”, gdzie mogłabym wysłać załącznik. Ratunku, ratunku! Może jakaś podpowiedź?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 listopada 2015

      Pewnie. Już od kilku tygodni zamierzam przeredagować “O blogu” i ” Kontakt”, ale ciągle coś mi stoi na drodze.
      No to w Kontakcie będzie stało tak: adres do korespondencji monika.frese@lady-and-the-dress.com

      Proszę wysyłać. Już się cieszę na to dręczenie i pastwienie :-)

      Odpowiedz
  11. Irensa
    20 listopada 2015

    Z pierwszych ośmiu różnobarwnych płaszczy bez namysłu wybrałabym koralowy. Po głębszym zastanowieniu….może gołębi /piękny jest!/. Szalenie podoba mi się pomysł ubrania ton w ton. Od głowy do stóp “gołębica”! Już to widzę – to nic, że na razie tylko oczami wyobraźni…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      20 listopada 2015

      Koralowy albo gołębi, to trochę tak, jak u Oli z jej dylematem czerwień czy granat.
      Mnie się szalenie podoba gołębica i też już ją widzę… od stóp do głów w opalizujących fioletem szarościach… ma się rozumieć z moją własną głową!

      P.S. Ale to na zdjęciu, to nie jest koral. To strażacka czerwień, od której boli głowa :-)

      Odpowiedz
      • Irensa
        21 listopada 2015

        Strażacka czerwień? Też pięknie!

        Odpowiedz
  12. Makosza
    21 listopada 2015

    Kocham kolory, zawsze kochałam. Miałam czarny, malinowy, ciemnozielony, ciemnoszary płaszcz i fuksja. ten jeszcze jest. Choć muszę przyznać, że płaszcze chyba bardziej lubie spokojne ale za to sukienka pod płaszczykiem może dawać po oczach. Zawsze marzyłam o jedwabnej, cytrynowej, letniej sukience, takie latat 50. ale my tu o płaszczach
    No więc. Idealny to prosty, dopasowany w talii, taki kobiecy. jeden sznur guzików.. łądnych guzików i ładna podszewka.
    co do koloru to czarny albo czarnoszary. Potem chciałabym mieć jasnoszary, taki zimny jasny kolor. Pięknie broszki by na klapkach wyglądały. Ptak z ciemnego srebra albo z topazami.
    A jakbym mogła mieć więcej to> butelkowa zieleń, czerwień na jesień na wiosne… mój kończy żywot.
    Z beżem się nie polubiłam jeszcze, choć mam beżowy stanik pod białe bluzki i w tym odcieniu się lubię. Zazwyczaj ja i beż to mdlo wyglądalam ale może nie trafiłam na mój odcień.
    A co do Krówlowej. Mi się podoba, że jest taka kolorowa.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 listopada 2015

      Łączy nas upodobanie do zaskakujących detali (np. niezwykłej podszewki) oraz broszek. Już od dłuższego czasu zabieram się, by napisać hymn pochwalny na cześć pięknej broszki, ale pora zawsze jakoś nie taka i… no właśnie, ale my tu o płaszczach :-)
      Mam wrażenie, że większość z nas wybiera spokojne odcienie zimowego płaszcza – granaty, szarości i czernie, ale w końcu nic w tym dziwnego. Kolor to przecież uczucia i emocje, a taka stonowana kolorystyka pięknie się wtapia w zmrożony zimowy pejzaż.

      P.S. Kolorowa królowa – to przecież brzmi jak językowy łamaniec!
      Pozdrawiam zimowo (u mnie właśnie śnieży za oknem :-)

      Odpowiedz
      • Makosza
        26 listopada 2015

        he he he nawet nie widziałam, że się pomyliłam. To jak w tej rymowance król kupił królowej korale koloru …

        Mi się zawsze broszki podobały ale nie wiedziałam jak je nosić. Z boku sweterka ale mam duże piersi i to tak jakoś nie wygląda. Za to marynarki, płaszcze czy nawet malutka broszeczka na kołnierzu koszuli to po długim czasie czajenia się wprowadzam do życia. A czasami jedna broszka i nie potrzeba niczego więcej. Dodoatkowo w zimie jak nosimy czapy, szale to taka brosza jest jedyną biżuterią jaką pokazujemy.
        U mnie w niedziele spadł na jeden dzień ale jak na HH to i tak wydarzenie.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          26 listopada 2015

          Jak nosić broszkę? Niebanalnie i całkiem inaczej: na kołnierzu lub ramieniu płaszcza, na brzegu czapki, w talii sukienki, zamiast guzika… Ale mnie podjudzasz :-) Widzę, że najwyższy czas wziąść się za ten niedoceniany element biżuterii.

          Odpowiedz
  13. Avarati
    22 listopada 2015

    Piękny i inspirujący tekst. Na razie mój ukochany, wymarzony płaszcz jest w tylko w zasięgu marzeń (nie chcę iść na żadne kompromisy i kupować pseudowełnianych i nieklasycznych “płaszczy”), ale, jeśli miałabym wybierać, to piękny, szlachetnie zgaszony burgund. To coś więcej niż kolor… to uosobienie mnie samej :) Wypatrzyłam ten kolor na długo przed sieciówkami i kiedy zobaczyłam, jak teraz się panoszy ten kolor, to coś się we mnie zebrało. Czułam się, jakby mnie okradziono. Serio.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 listopada 2015

      Dziękuję. Widzę, że świetnie się rozumiemy, sugestia manifestacji siebie poprzez kolor, podoba mi się bardziej niż bardzo.
      Na szczęście, szlachetny burgund najbardziej szlachetnie wygląda na szlachetnej tkaninie – dlatego żaden sieciówkowy wytwór nigdy nie dorówna temu, co sobie wymarzyłaś (i dlatego właśnie z sieciówkowej oferty w dzisiejszym wpisie, wybrałam kolorystyczne pewniaki, którym mało co może zaszkodzić: czerń, granat i melanżową szarość).

      P.S. Nie mam zamiaru na siłę szukać podobieństw, ale proszę mi wierzyć lub nie, moją pierwszą myślą po przeczytaniu komentarza było: hmm… jak ja dobrze znam to uczucie. Słowo :-)

      Odpowiedz
      • Avarati
        23 listopada 2015

        Wierzę Ci na słowo, serio.
        I choć mam dość ograniczoną paletę kolorów, które bardziej, niż lubię, to jednak, kiedy zobaczyłam po raz pierwszy w kolekcji Ellie Saab powłóczystą suknię do ziemi właśnie z burgundu, to serce dosłownie zadrżało. Wiedziałam, że to jest to! Na razie “uzbierałam” fedorę z burgundowym rondem i czarną główką, sweter z wełną, moherem i niewielką domieszką nylonu, a także szminkę, która robi ze mnie trochę wampa.

        Masz absolutną rację, że ten kolor obnaża sztuczność i taniość materiału, zupełnie, jak niewypastowane buty czy szpanerski zegarek mogą “zepsuć” nawet najbardziej elegancki garnitur u mężczyzn. Tego nie da się oszukać. Do burgundu najbardziej pasuje dobrej jakości wełna, suri alpaka (mama właśnie kupiła sobie cudowną, czarną suri alpakę, będzie szyć sobie kurtkę na zimę) lub satyna jedwabna. Żadnych wiskoz, poliestrów i akrylów. Nawet bawełna nie potrafi udźwignąć tego bogactwa.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          23 listopada 2015

          Inspiracje z najwyższej półki, a do tego krawiecko uzdolniona mama… czy tylko mnie się wydaje, że szanse na spełnienie burgundowej wizji są naprawdę niezłe?
          P.S. Jeśli bawełna, to tylko aksamit.

          Odpowiedz
  14. Celestyna
    23 listopada 2015

    Kochana Moniko!uwielbiam jak się zwracasz do swoich czytelniczek per”miła przyjaciółko”.już wiem,że przyszły sezon zimowy spędzę na poszukiwaniach granatowego płaszcza dwurzędowego i jasnych dodatków.dopiero następny,bo wszystko wydałam na buty:).dzięki za inspirujące posty!buziaki!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 listopada 2015

      Miła Przyjaciółko Celestyno, nie zabawiasz się moim kosztem chyba?
      Rozumiem, bo chociaż nie często, raz czy dwa zdarzyło mi się również wydać wszystko na buty. Dobranoc (ściskam :-)

      Odpowiedz
  15. Celestyna
    26 listopada 2015

    Ależ Moniko, to było bez cienia sarkazmu! Mega szacun Monia! Really! Naprawdę lubię tę frazę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz