Muszę przyznać, że pogoda chyba mnie lubi, ponieważ burzowe ulewy oraz ciężkie od deszczu chmury są mi bardzo na rękę, znakomicie wpisując się w dalszy ciąg naszego klimatycznego cyklu “3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną”.

W wilgotnej egzystencji krem z filtrem przeciwsłonecznym nie wydaje się gadżetem pierwszej potrzeby, jednak burzowym i kapryśnym nastrojom wiosennej aury dziwić się nie będziemy. W końcu nie od wczoraj wiadomo, że wiosna i lato – wbrew obiegowej opinii – to najbardziej deszczowe pory roku, podczas których z nieba spada 75% więcej wody niż w czasie zziębniętych miesięcy, tylko… no właśnie… co miałaby założyć szykowna, ale praktycznie nastawiona do życia dziewczyna w taką mokrą pogodę pod psem?

 

Majówka w kaloszach

 

 

Kalosze? Co proszę? Ja kaloszy nie noszę!

A dlaczego, jeśli można spytać? Przecież dzisiaj, kiedy

  1. gumowe obuwie straciło nieodwołalnie swój wstydliwy, zaściankowo – wędkarski charakter, przywołując raczej na myśl sielskie spacery po podmokłych łąkach podmiejskich rezydencji albo dziką, swawolną, dziecięcą radość z wskakiwania do każdej mijanej kałuży,
  2. a kalosze, w wydaniu od praktycznego do szampańskiego, spotyka się na zalanych deszczem ulicach wszystkich metropolii Europy,

rozsądna kobieta nie ma w zasadzie powodów, żeby podczas podmokłej pogody narażać swoje skórzane pantofelki na wilgotne wrażenia, przemoknięcia i zdefasonowanie, a siebie samą na zasmarkane przeziębienia.

 

Miłe moje, przyłożyłam się ładnie przeszukując internet w poszukiwaniu kaloszowych inspiracji, które zadowoliłyby nasz wybredny gust. Oto co wpadło mi w oko, sprawiając, że mam ochotę na więcej porządnych, ulewnych deszczy:

Wszystkie przykłady są praktyczne i jak najbardziej do noszenia, powiedziałabym nawet klasyczne, przecież pod kapą zmieści się biznesowy kostium, pod trenczem sukienka, a piękny, duży sweter to materiał do przemyślenia, jeśli wybieramy się na zakupy, na kawkę albo codzienny spacer z czworonogiem.

Zanim rozczarowana pomyślisz coś w stylu “to nie dla mnie”, wyobraź sobie proszę, że wydłużamy spódnice (ten piękny, choć przykrótki wiśniowy trencz oraz lakierowaną pelerynę również), a skarpetki i gołe nogi wymieniamy na coś bardziej odpowiedniego do chłodnych temperatur i… wieku – kryte rajstopy na przykład. I co? Dużo lepiej, prawda?

 

 

Krótka historia tradycyjnego rzemiosła

Te z nas, dla których przygoda z kaloszami dopiero się rozpoczyna, będą z pewnością zdumione wysoką ceną firmowych produktów. Jednak jeśli zerkniemy głębiej pod podszewkę, doświadczymy kontemplacyjnej zręczności, metodycznej dokładności oraz profesjonalnej biegłości, tak charakterystycznych dla etyki ręcznego rzemiosła.

 

Creme de la creme gumowego obuwia to angielski Hunter – nadworny dostawca królewskiego domu, oraz francuskie marki: Aigle – najstarsza europejska fabryka kaloszy z ponad 160-letnią tradycją, i Le Chameau, której wyściełane skórą, neoprenem albo futrem klasyczne gumowce, słyną z “ciepłych stóp” nawet w wyjątkowo niskich temperaturach, absolutnego komfortu i trwałości nie do zdarcia.

 

Klasyczny gumowy but pochodzący z jednej z wymienionych firm, składa się z kilkudziesięciu części, które kawałek po kawałku, warstwa po warstwie, od środka na zewnątrz składane są przez doświadczonych fachowców w całość. Żadna maszyna nie mogłaby tak precyzyjnie obrobić elastycznego tworzywa, które jest mieszanką naturalnego kauczuku oraz olejów, pigmentów i innych komponentów, będących pilnie strzeżoną tajemnicą firmy.

Zanim gotowy but trafi do wulkanizacji (która zahartuje go i uczyni prawie niezniszczalnym), biegłe, ostrożne i uważne ręce uformują milimetrowo cienkie części w zgrabny, trójwymiarowy kształt. Poszczególne fragmenty muszą gładko leżeć i perfekcyjnie do siebie pasować, ponieważ korektury są raczej niemożliwe.

 

Ulubione kalosze: Aigle

Zużywane bezlitośnie od paru lat:

antypoślizgowa, wyprofilowana podeszwa oraz naturalny kauczuk chroniący przed zimnem i mokrymi wrażeniami – klasyczny model Venise firmy Aigle.

W wilgotnych klimatach dolnej Saksonii spisują się na medal.


 

Prosty but zrobiony z jednego kawałka tworzywa? Rzeczywiście, ale tylko w przypadku taniej, gumowej alternatywy. Ponieważ tradycyjna, ręczna produkcja kaloszy została prawie całkowicie wyparta przez szybką i zautomatyzowaną technikę PVC, dobrze jest zwrócić uwagę z jakiego surowca wykonane są buty, które właśnie wpadły nam w oko.

Cena jest tylko jedną z pomocnych wskazówek. Na fali kaloszowej histerii służącej przede wszystkim mało wyszukanej prezentacji własnej siły nabywczej (znacie? Gumowo-markowo odziane nogi podczas ciężkich upałów!), sporo firm złapało wiatr w żagle, próbując sprzedawać po zawrotnych cenach kaloszki, które z prawdziwą gumą mają niewiele wspólnego, a ich jedyną zaletą jest to, że są ładne.

Jak na praktyczne, typowo użytkowe obuwie, którego naczelną racją bytu jest ochrona stóp przed ekstremalnymi warunkami pogodowymi, to jednak trochę za mało.

 

 

Kalosze? Co proszę? Ależ ja chętnie noszę!

Raz, dwa, trzy, mok – nie – my. Uwielbiam tę dziko pachnącą, zieloną świeżość po burzy:

 

Ulubione kalosze

Ukochany parasol w towarzystwie ulubionych kaloszy, do tego najmilszy sweter oraz

swobodna kurtka z impregnowanej bawełny – made in atelier Frese.

Kto mówił, że nie można być szczęśliwą w deszczu?

 

 

Jak przewidują mądre, meteorologiczne głowy, deszczów będziemy miały jeszcze w nadmiarze. Aha… i co? No nic. Niech siąpi. Niech pada. Niech leje sobie ile wlezie. My jesteśmy przecież przygotowane:-)

 

 

Cała seria pt. „3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną” składa się z następujących wpisów:

  1. Krem z filtrem, czyli pierwsza z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  2. Kalosze, czyli druga z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.
  3. Parasolka. Ostatnia z 3 rzeczy, bez których nie można obejść się wiosną.

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata
    3 maja 2014

    Przydałby mi się ładne kalosze, choć nie ukrywam że kojarzą mi się budowlano – ogrodniczo. Ale może wypasione huntery nie będą miały już takich konotacji … Wolę jednak, żeby po prostu nie padało :)
    pozdrawiam, Małgosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      3 maja 2014

      Z hunterami jest chwilowo mały problem… nazwijmy go umownie “zmęczeniem materiału”:).
      Jeśli miałoby być przede wszystkim ładnie, to zerknij Małgosiu na włoską firmę Kartell albo kanadyjską Pajar – na pewno widziałam je kiedyś w zalando. W obu przypadkach nie jest to kauczuk, ale za to jakie smukłe, wdzięczne linie. Ale tak w ogóle, to życzę Ci, żeby burzowe chmury szerokim łukiem omijały Kraków:)

      Odpowiedz
  2. 555
    8 maja 2014

    uwielbiam kalosze na deszcz.. a na zmienną pogodę baleriny melissa czy crocs, również z doskonałej gumy – sprawdzają się świetnie w naszym klimacie, szczególnie w sezonie skuterowym :)
    z kaloszami mam jednak problem “grubej łydki” :( i od jakiegoś czasu bezskutecznie poluję na wysokie, piękne klasyki.. jakieś wskazówki mile widziane :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 maja 2014

      Melisski faktycznie słodkie, ale… skuter?! Brzmi naprawdę niepokornie, czyli dokładnie tak, jak lubimy najbardziej:)
      Apetyczna łydka powinna dobrze się czuć w butach z regulowaną szerokością, coś w tym rodzaju albo w tym. To też powinno jej się podobać, niewysokie, ale za to z elastycznymi wstawkami: klasyczne albo bardzo zgrabne.
      Obawiam się, że jak zwykle zresztą, bez pracochłonnego przymierzania się nie obejdzie:)

      Odpowiedz
      • 555
        9 maja 2014

        te bardzo zgrabne są baaaaaaaaaaaaaardzo zgrabne <3

        Odpowiedz
  3. irensa
    8 maja 2014

    No tak! Już prawie sobie kupiłam śliczne, kolorowe i tanie kaloszki – a tu taki tekst! Ma się rozumieć – nie kupię. Poszukam dobrych jakościowo i w przyzwoitej cenie. Może się uda! Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 maja 2014

      Ojojoj… jeszcze kilka takich przemiłych komentarzy i chyba pęknę pod ciężarem własnej ważności!
      Ale najważniejsze: po stu przymiarkach i przeszukaniu połowy internetu – nie może się nie udać:). Dzień dobry:)

      Odpowiedz
  4. Aleksandra J.
    21 kwietnia 2015

    Kalosze?
    hmmm
    jak sie ma psa … to kalosze sa niezbedne.

    Pamietam przemoczylam nogi i bieganie co chwile do toalety.
    Ale to juz bylo i nie wroci wiecej.

    Gory, lasy lato ale od kilku dni ostrzezenia o obfitych opadach polaczonych z zagrozeniem lawin blotnych.
    No coz pomyslalam nie bedzie wesolo i zerknelam na spiace psisko.

    Jeszcze tego samego slonecznego popoludnia wsiadlam w samochod ….
    no i kup tu babo kalosze
    same takie zielone – budowlane.
    Baba pochodzila po wszystkich mozliwych obuwniczych i sie zalamala.
    No nie takich to ja nosic nie bede.
    Czysty przypadek (u szczytu despreacji pytalam o kalosze w kazdym sklepie w jakim sie pojawilam)
    Macie kalosze
    Pan sprzedawca: niepewnym glosem “tak mamy ale maja wzorki”
    ja: wzorki? jakie wzorki (rosnaca ciekawosc)
    Pan sprzedawca: (niepewnie) to ja Pani zaraz pokaze….

    przyzszedl z kaloszami w kolorze jasno fioletowymi w biale kropki.
    Biedroneczki sa w kropeczki…. biore
    jak maja byc kalosze to niech bedzie przynajmniej smiesznie.

    Wyszlam z usmiechem i slowami:
    No a teraz to juz moze lac

    No i nastepnego dnia sie zaczelo
    znajome psiary na moj widok wykrzykiwaly “ze ja o tym nie pomyslalam” i nasepnego dnia pojawialy sie w kaloszach
    W kropki nie ma nikt tylko ja :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 kwietnia 2015

      Ale świetna historia! Tak się właśnie tworzy trendy :-)

      P.S. Dobrze, że sobie buszujesz, dzięki temu odkryłam te nieaktualne linki. Będę musiała zająć się nimi w weekend, dzięki!

      Odpowiedz
  5. anett
    11 października 2015

    Te kalosze są zarazem eleganckie a przy tym -mało “oficjalne”. I nie hipsterskie, jak huntery. Powiedz tylko, czy bardzo ciężko się ściągaja?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 października 2015

      Hmm… to chyba zależy od kształtu stopy. Moja własna jest wąska, ale o wysokim podbiciu, więc podczas zdejmowania każdych butów typu “wciągane” trochę szarpania jest :-) Nie może być jednak tak źle, bo do tej pory jakoś niespecjalnie mnie to martwiło. Mam nawet kolejną parę moich ulubionych kaloszy, tym razem z zimową wyściółką.

      Zresztą przekonaj się sama, przymierzając tę lub inną parę. W najnowszej kolekcji Aigle naprawdę jest z czego wybierać.

      Odpowiedz
      • anett
        11 października 2015

        A kupiłaś swój rozmiar, czy większe? I-jaką “techniką” je sciągasz: noga o nogę, czy rekoma?

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          11 października 2015

          Muszę sprawdzić… rozmiar 39, a noszę 39/39.5.
          Noga o nogę? Nigdy! Przecież uszkodzę sobię skórkę (w tym konkretnym wypadku powierzchnię gumowca) i zniszczę zapiętki! Czyli zwyczajnie, na ciąg :-)

          Odpowiedz
  6. Kate
    13 stycznia 2017

    Ja mam dwie pary kaloszy Hunter, jedną nieformalną -granatową z różowym paskiem styłu, a drugą czarną, która pasuje do wszystkiego. Zdecydownie je polecam i uważam, że są warte swojej ceny. Można je wykorzystywać w każdym sezonie, nawet zimą, jeśli tylko ma się odpowiednie skarpety (np. jak moje – grube wełniane). Obecnie kiedy ulice płyną roztopionym śniegiem z solą, nie wyobrażam sobie chodzić w moich skórzanych kozakach i ich na to narażać, więc czarne matowe Huntery spradzają się idealnie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz