21 czerwca 2013 / Szafa marzeń / 16 komentarzy

Nie, nie będzie mi tu dzisiaj żadnych peanów na temat lnu! Przyznam od razu i szczerze, że tkanina ta od zawsze wydawała mi się zbyt przaśna, nostalgiczna i niezdrowo naturalna. A do tego gniecie się jak cholera! Aż do czasu, gdy…

…aż do czasu, gdy zobaczyłam, do czego zdolni są włoscy producenci tkanin: len wyglądający jak gruby jedwab, len wyglądający jak lekka wełna, len opalizujący, utkany z przędzy o różnych barwach, lniane dżerseje: delikatne i lekkie, urzekające chłodnym dotykiem oraz miękkością układania się…

No właśnie. Każdy może się przecież niespodziewanie zakochać!

Moja miłość od pierwszego wejrzenia.

 

 

 

Moja miłość od pierwszego wejrzenia, która przeobraziła się już w znaną Wam z poprzedniego wpisu złocistą sukienkę:

 

 

 

Przejdźmy zatem do sukienkowych szczegółów. Co sprawia, że jak mi się zdaje nie zdejmę tej złocistej subtelności aż do września?

 

Tkanina – biały, półprzejrzysty len, pokryty złotą farbą. Idealny materiał na co dzień i na upalne lato:

  • jak wiadomo ma właściwości ochładzające,
  • ze względu na wyjątkowo gładką powierzchnię, wielce odporny na zabrudzenia i brzydkie zapachy,
  • niezłomny i wytrzymały w noszeniu (niestraszne mu najczęstsze nawet gorące prania, prasowania i użytkowanie, a kolor trzyma się jak zaczarowany).

Do tego ten piękny złoty kolor z subtelnym połyskiem, który w połączeniu z typowymi dla lnu zgrubieniami i nierównościami materiału zapewnia mu egzotycznie inny, a przy tym swobodnie niewymuszony wygląd.

 

Forma – ulubiona linia X, z gorsetowo modelowaną górą i szerokim dołem. Doskonała zarówno dla pań o szerszych biodrach (jak moje), jak i tych o smukłych, chłopięcych kształtach:

  • świetnie podkreśla kobiece walory: biust, smukłą talię, krągłe biodra albo
  • fantastycznie symuluje krągłości i miękkie linie, zwłaszcza jeśli nie szczędzimy tkaniny, krojąc ją ze skosu, przymarszczając czy drapując w newralgicznych miejscach.

 

Kolor – złocisty nude = kolor skóry z kropelką złotego. Tak, wiem, dla wielu nudny, dla mnie nic innego jak fenomenalnie i niewinnie elektryzujący. To jakaś skaza umysłu i nic nie poradzę, że kolor ten kojarzy mi się wyłącznie z:

  • dorosłym, eleganckim szykiem,
  • dyskretnym luksusem (zaraz obok kremu i jasnej, najlepiej odrobinę włochatej szarości),
  • przewrotną kokieterią, bo niby człowiek ubrany, ale tak jakby właściwie to nie…
  • delikatnością, ulotną finezją, pieszczotliwą czułością i nieuchwytnym czarem na dodatek.

 

Długość – ukochane i eleganckie mezzo jako przeciwwaga dla małej góry:

  • tajemniczo i kusząco osłania nogi,
  • wygodnie przewiewne i niekrępujące ruchów,
  • praktycznie maskuje ewentualne małe i większe niedociągnięcia natury: uda nie pierwszej sprężystości, popękane naczynka krwionośne, opuchnięte lub mało kształtne kolanka… już dobrze, dobrze, już nic nie mówię.

 

Istotne detale :

  • widoczne –  dwa delikatne i krzyżujące się na dekolcie ramiączka, pełniące rolę biżuterii (dla tych pań, które tak jak ja, nie bardzo lubią się obwieszać) oraz pożyteczną funkcję przytrzymywaczy i podtrzymywaczy,
  • niewidoczne – część gorsetowa wypracowana jest na płóciennej “trzymającej” biust warstwie, natomiast w spódnicy lekka, jedwabna podszewka zapewnia osłonę przed niedyskretnymi spojrzeniami. A tak, lekki batyst lub wiskoza też by wystarczyły, tyle że w jedwabiu na nagiej skórze czuję się jak księżniczka*.

 

 

 

 

 

*Dla ciekawych

Jedwab jako podszewka, nie tylko zapewnia nam arystokratyczne doznania, jego praktyczna użyteczność jest również nie do przecenienia. Ponieważ jedwab:

  1. wpływa pozytywnie na przemianę materii skóry, pomagając jej oczyszczać się z trujących substancji,
  2. chroni zarówno przed zimnem, jak i przed gorącem,
  3. doskonale wchłania wilgoć ze skóry, pozostając przy tym ciepłym i suchym,
  4. łagodzi migreny, nerwowość, niepokój związany z wrażliwością na zmiany pogody, a także oparzenia czy zapalenia skóry – jak zapewniają nas nieco bardziej metafizycznie zorientowane źródła,

trudno wyobrazić sobie lepszą tkaninę otulającą naszą skórę. Jeśli prawdą jest do tego, że jedwab ma zdolność do pozytywnego wpływania na nasze samopoczucie, odrywając nas od przyziemnych problemów i codziennych kłopotów, a kierując w zamian nasze umysły w stronę pięknych myśli, odczuć i głębszych psychicznych doznań, to ja… chętnie zamienię się w motyla.

 

Przemianę będziecie mogli obserwować na żywo i na żywym objekcie. Poza tym moi Mili Goście, bardzo lubię bajki i… żarliwie w nie wierzę.

A Wy?

 

 



Komentarze

  1. ja katya
    21 czerwca 2013

    Nic dziwnego że czujesz się jak księżniczka, bo tak właśnie wyglądasz, dumna, wyprostowana, promieniejesz. Len odczarował mi sklep w Mysłakowicach [niedaleko Jeleniej Góry]. Jest tam tak ogromny wybór, że byłam pod wrażeniem. Mają tylko len, nic poza tym, i jest tego cała masa! A jedwab jest dobry dla osób z egzemą, ta tkanina w ogóle nie podrażnia skóry:) Są też piżamy jedwabne dla osób z tym schorzeniem właśnie, ze szwami na zewnątrz, żeby skóra jak najmniej odczuwała, że coś ją dotyka.

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    21 czerwca 2013

    Jedwabna piżamka to jest coś! Biorę od razu, tyle, że bez egzemy:).

    Cudownie jest tak zagubić się w tkaninowym raju, odkrywając, podziwiając i ha, macając. Proszę koniecznie zabrać mnie następnym razem ze sobą! Nawet do Mysłakowic!
    A, że promienieję, to jasna sprawa – złocisty len i mocne słońce robią swoje:)).
    Bardzo miło dziękuję za ciepłe słowa i życzę bajkowych snów.
    Dobranoc Katyu

    Odpowiedz
  3. Anonymous
    22 czerwca 2013

    No proszę Księżniczko, a w epoce królów i książąt to kolor purpury był zarezerwowany wyłącznie dla nich. A wracając do teraźniejszości, to ta jasna, lniana suknia na jedwabnej podszewce /czuję jak gładzi i otula/… marzenie w te upały szczególnie. Pozdrawiam. Rozmarzona Irensa

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 czerwca 2013

      Nie, za księcia, szczególnie całego w purpurze, serdecznie dziękuję. Za bardzo rzucałby się w oczy:).
      Współczesne księżniczki cenią sobie wysublimowane i dyskretne efekty, zarówno jeśli chodzi i strój, jak i o wszystko inne.

      A suknia tak… gładzi, opływa i ochładza.
      W sam raz dla rozgrzanych marzycielek, bo już dla tych lodowato racjonalnych i polarnie – praktycznych to z pewnością nie:)).

      Odpowiedz
  4. Anonymous
    22 czerwca 2013

    Ja jak najbardziej, co innego pozostaje, jeśli w nie nie wierzyć to smutno bardzo w życiu by było :)
    Muszę przyznać, ze dopiero dzisiejsze zdjęcia, w pełni oddają piękno sukienki. Jak ślicznie układa się materiał i sposób w jaki odbija światło na każdym załamaniu. I krój tworzący nogi do nieba, żadna inna kreacja poza sukienką nie jest w stanie dać tego efektu :)
    Ja tak patrzę i podziwiam, i coraz większą mam ochotę spróbować uszyć coś sama po raz pierwszy w życiu :)Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że takie cuda ktoś może sam zrobić :D
    Koniec sesji za pasem to i więcej wolnego będzie może się pokuszę postawić pierwsze kroki. Bo tkaniny “macać” i oglądać bardzo lubię :P
    Serdecznie pozdrawiam, Sylwia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 czerwca 2013

      Właśnie tak:).
      A zdjęcia w ruchu, najlepiej oddające elegancję kroju i mieniącą się w słońcu fakturę materiału, bardzo sprzyjają romantyczno – bajkowym efektom:).

      W ramach zachęty do wypróbowania własnych sił dodam, że szczodrość przy zakupie tkaniny oraz prosty, nieskomplikowany krój, będą kluczem do pierwszych sukienkowych sukcesów. No ale miłość do tkanych śliczności to już wielki, pierwszy krok w dobrym kierunku.
      Wakacje nadają się przecież świetnie do eksperymentów i rzutów na głęboką wodę:).
      Bardzo ciepło i wieczorowo pozdrawiam, życząc dobrej nocy:))

      Odpowiedz
  5. My Gentle Look
    23 czerwca 2013

    Zgadzam się w pełni, że jedwab jest idealny na podszewkę. Mam już dwa garnitury z jedwabnymi podszewkami i gdy porównam do moich innych ubrań z podszewkami poliestrowymi… Nie wiem jak dotychczas byłam w stanie je nosić. Szkoda jednak wyrzucać te sukienki i marynarki. Myślę więc teraz o wymianie podszewek – to może uratować kilka moich elementów garderoby. A co Pani myśli o wiskozie? To również naturalna tkanina… Mam kilka sukienek na wiskozowej podszewce – i noszą się dobrze.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 czerwca 2013

      Do wiskozy STARAM SIę podejść racjonalnie:).
      1. Wiem, że przypomina wyglądem jedwab, jest miękka i miła w dotyku, dobrze się układa i nie elektryzuje. Dodatkowym praktycznym walorem jest jej cena – jedwabna podszewka będzie ok. 2 razy droższa.
      Dlatego uważam, że sukienek wykończonych wiskozą, które już wiszą w szafie, a do tego dobrze się noszą, nie warto się czepiać.

      2. Wiem jednak również, że wiskoza nie jest tkaniną naturalną, jak powszechnie się sądzi. Zalicza się do włókien chemicznych, ponieważ, choć otrzymywana ze składników pochodzenia naturalnego (roślinna celuloza), nie obejdzie się przy jej produkcji bez intensywnych zabiegów, procesów i składników chemicznych.
      Wiedza ta oraz romantyczne skłonności mają niebagatelny wpływ na moje osobiste wybory:).
      Dlatego uważam, że w następnych szyciowych projektach warto byłoby rozważyć możliwość jedwabistych doznań bezpośrednio na nagiej skórze. Tym bardziej, że Pani prywatne jedwabne doświadczenia, są właśnie znakomicie zachęcające:).

      Pomysł z wymianą poliestrowych podszewek bardzo mi się podoba. Miękki i gładki bawełniany batyst, jest również wart uwagi. Może kontrastowo w barwny turecki wzór albo pogodny retro deseń?

      P.S.
      Jestem bardzo ciekawa wyników w tweedowym konkursie Harrisons. To już przecież za tydzień i jury jest pewnie okrutnie zapracowane:)

      Odpowiedz
    • MyGentle Look
      24 sierpnia 2013

      :D

      Odpowiedz
  6. Anonymous
    23 czerwca 2013

    To znowu ja! Bo coś mi zaczyna w głowie świtać. Mam piękną, jedwabną suknię. Skąd wiem? Bo bywam w niej zauważana i ładnie komentowana. Ale cóż, niechętnie ją noszę. I teraz w końcu wiem dlaczego /ten blog mi oczy otworzył/. Z metki wynika, że podszewka jest z poliestru?! I to widać, słychać /też!/ i czuć! Proszę o radę. Czy da się ją uratować? By gładziła a nie kleiła się i elektryzowała? Czekam niecierpliwie. Irensa

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 czerwca 2013

      Aha! Ma być gładko, nieklejąco i to zaraz, natychmiast:).
      Ponieważ jesteśmy w rozmarzonych, jedwabnych klimatach, nasz plan ratunkowy wygląda tak:
      a) w dobrym sklepie tekstylnym (!) kupujemy dopasowany kolorem, delikatny i cienki jedwab (jednobarwny i jaśniejszy od naszej sukienki). Uwaga na szerokości tkaniny! Przy szerokości 90-100-115 cm, będziemy potrzebować więcej materiału niż przy standartowych 130-140 cm;
      b) sukienkę razem z nową podszewką zanosimy do przyjaciółki prowadzącej zakład krawiecki (tak, mam niezłą pamięć) z żądaniem usunięcia poliestrowej okropności i zamontowania nowej, gładkiej i jedwabnej śliczności. Najlepiej powołując się przy tym na wieczne i nierozerwalne więzi przyjacielskie – może będzie oszczędniej:).
      Być może przyjaciółka będzie mogła nam doradzić w wyborze dobrze zaopatrzonego sklepu, być może sama dokona zakupu, w każdym razie na pewno najlepiej doradzi co do ilości potrzebnej tkaniny, w zależności od fasonu i długości sukni;
      c) po dokonanej operacji, koniecznie meldujemy tutaj na blogu o efektach, doznaniach i przemyśleniach:))
      Mam nadzieję, że piękna i wzbudzająca zachwyty suknia, nabierze nowej wartości również dla właścicielki.

      Miła Irenso, sprawiła mi Pani naprawdę niespodziankę.
      Dziękuję za zaufanie:).

      Odpowiedz
    • Anonymous
      23 czerwca 2013

      Dziękuję bardzo za wyśmienitą radę i już dzwonię by się umówić! Irensa

      Odpowiedz
  7. Anonymous
    23 czerwca 2013

    Odnosząc się do poprzedzającego wpisu dotyczącego niefortunnego łączenia szlachetności jedwabiu z siermiężnością poliestru w nawet z pozoru ekskluzywnych firmach,mam propozycję.
    W celu uniknięcia styczności wrażliwej skóry z tworzywami sztucznymi użytymi w odzieży,producenci winni dopuszczać “noszenie” odzieży “po lewej stronie”
    Odpowiednie informacje winny znaleźć się na wszywkach.
    Wrażliwy Tadzio.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 czerwca 2013

      Propozycja przyjęta:).
      Z góry uprzedzam jednak, że nie będzie łatwo. Z tego co wiem, uważne czytanie metek i wszywek uważane jest za łagodne zboczenie i mało kto przejmuje się tym, co producent miał na myśli. Włączając samego producenta:))

      Miły Tadziu, ponieważ cieszą mnie zawsze wizyty eleganckich panów, szczególnie tych wrażliwych i troskliwych, przesyłam serdeczne pozdrowienia.

      Odpowiedz
    • Anonymous
      24 czerwca 2013

      Lejesz miód na moje serce.
      Tyle pięknych przymiotników.
      Wrażliwy Tadzio.

      Odpowiedz
  8. Monika Kawkowska
    13 września 2018

    Len ma to do siebie, że niestety ale często i gęsto jest po prostu jak piszesz gniotliwy. Dlatego mi najlepiej pracuje się na bawełnie i tkaninach zrobionych właśnie z tego materiału. Szczególnie że jak zamawiam materiał z gotowym nadrukiem od ctnbee.com to wtedy wybieram zdecydowanie bawełnę. W sumie lnu za bardzo nie ruszam, ale może kiedyś się do niego przekonam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz