12 sierpnia 2013 / Materiały / 26 komentarzy

Czy próbowałam już zachwycić Was Mili Moi batystem? Wiele razy? Ach tak… Ale jeśli do tej pory się nie przekonaliście, to dziś ulegniecie z pewnością. Kogo mógłby bowiem pozostawić obojętnym, batystowy wariant de lux?

 

Fot. jedwabno-bawełniany batyst

 

Wyobraźmy sobie przepiękną tkaninę, która:

  • delikatnie jak mgiełka otula ciało,
  • chłodnym, zbawiennym dotykiem relaksuje w gorące upały,
  • miękkim, czułym muśnięciem rozpieszcza w nagrzanych pomieszczeniach,
  • koi wrażliwą i alergicznie reagującą skórę,
  • doskonale się pierze i wcale nie trzeba jej prasować.

Brzmi jak bajka. Albo jak opis jedwabiu, jednak bez jego pielęgnacyjnych komplikacji. Przyjrzyjmy się więc z bliska.

 

Dla marzycielsko usposobionych 76% bawełny i 24% jedwabiu, delikatny, pudrowy róż, sugestia połysku i lekko krepowa struktura:

jedwabno-bawełniany batyst o krepowej strukturze

Uroda i pragmatyzm w jednym: jedwabno – bawełniane pastelowe marzenie.

 

 


Nieuprasowany zachwyca pofałdowaną, przypominającą krepę strukturą.

 


Wyprasowany jest gładszy i uwodzi dystyngowaną elegancją.

 


Sentymentalnie malownicza bluzka czy romantyczna suknia w stylu Salvatore Ferragamo? Oto jest pytanie! Będzie mnie męczyć długo, bo wiemy już przecież wszyscy, że mam poważny problem:

– Pofantazjować w obłokach, wymyślając suknię marzeń? Sama przyjemność.

– Opracować wykrój i wykonać prototyp z zastępczej tkaniny? Bardzo chętnie.

– Na podstawie prototypu uszyć model z wybranego, szlachetnego materiału? Oczywiście… ale… zaraz, zaraz! Najpierw trzeba go przecież pociąć! Nigdy w życiu!

 

 

Dla zmysłowych tygrysic i wyrafinowanych minimalistek Dyskretnie połyskliwy i powściągliwie matowy. O lekko pomarszczonej, a jednocześnie gładkiej i równej powierzchni. Niemożliwe? A owszem. W tym niezwykłym batyście, składającym sią z dwóch warstw połączonych ze sobą cieniutkich tkanin: delikatnie błyszczącego i leciutko kreszowanego jedwabiu oraz matowej, jakby zmrożonej i przydymionej bawełny.

 

 
Strona jedwabna:

Mieniący się jedwab o pofałdowanej strukturze.

 

jedwabno-bawełniany batyst

 

 

Strona bawełniana:

Matowa i “skromna” gładka bawełna.

 

 

 

Jeden podstawowy problem widać już jak na dłoni: nie wiadomo zupełnie, na którą stronę się zdecydować!

1. Czy na połyskliwie jedwabną, przez którą będziemy ściągać na siebie zawistne spojrzenia? 2. Czy może lepiej na grzecznie bawełnianą, luksusowym jedwabiem rozpieszczając skórę? Hmm… coś mi się wydaje, że będę potrzebować co najmniej dwóch modeli. Na szczęście moja zbieracza pasja przyda się jak znalazł! Zakochałam się bowiem od pierwszego wejrzenia i kupiłam od razu dwadzie… znaczy się, troszkę więcej metrów.

 

Monika Frese: jedwabno-bawełniany batystFot. jedwabno-bawełniany batyst

 

Dla ciekawych

Wiecie Drogie Przyjaciółki, że luksusowy francuski dom mody Chloe bardzo chętnie wykorzystuje w swoich kolekcjach jedwabno – bawełniany batyst? Phoebe Philo, a po niej Hannah MacGibbon (kolejne projektantki Chloe w latach 2006 – 08 i 2008 – 11), rozsławiły firmę wśród młodszej klienteli czarując ją swym romantycznym, a jednak na wskroś nowoczesnym wizerunkiem zakorzenionym w latach siedemdziesiątych.

Długie, powiewne suknie i spódnice z batystów najlepszej jakości, niewątpliwie miały w tym sukcesie spory udział.

 

 



Komentarze

  1. bastamb
    12 sierpnia 2013

    Już mnie rozkochałaś, ja wybieram stronę bawełnianą, jako, że połysk nie dla mnie /i znów te zasady, że połysk poszerza/. Marzy mi się taka minimalistyczna czarna maxi. Masz niesamowitą wiedzę na temat tkanin, dużo można się od Ciebie dowiedzieć. Czytam z zainteresowaniem…pozdrawiam cieplutko i miłego dnia Ci życzę…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 sierpnia 2013

      Piękny, prawda?
      Moja własna czarna maxi już następnym razem. Długa, szeroka, ach! Właśnie taka jak lubię. I poszerzająca. Na pewno:).

      Dziękuję Barbaro. Tego mi właśnie było trzeba na rozpoczęcie dnia:).
      I ja ciepło pozdrawiam:))

      Odpowiedz
  2. andżelika
    12 sierpnia 2013

    interesujący post! :)

    Odpowiedz
  3. Iwona Dohrmann
    12 sierpnia 2013

    Mnie zaczarowałaś… :-) Obydwie tkaniny przepiękne! I ten zachęcający chlód, jaki zapewniasz, który tak bardzo potrzebuję w moim gorącym Paragwaju :-)
    I takie przyziemne pytanie: jaka porównawczo jest cena takiego batystu bawełniano-jedwabnego i bawełnianego z innymi tkaninami? Przeciętna? czy raczej powyżej tego?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 sierpnia 2013

      Zaczarowałam? Ojej, jak miło, tylko… chyba mam teraz problem:).

      Nie bardzo wiem do czego porównać takie wyjątkowe tkaniny. To może inaczej.
      Ceny na detalicznym rynku niemieckim wahają się między 10 – 18 euro/m batystu bawełnianego wysokiej klasy i jakieś dwa razy tyle za ten z dodatkiem jedwabiu. Wyprzedaże, końcówki i inne akcje miło wpływają na wysokość cen i zdarzają się w miarę często.
      Ale czy jasny Europejczyk nie może wykorzystać sprawdzonych sekretów rdzennych mieszkańców Paragwaju, chroniąc się przed upałem? Co noszą Paragwajczycy? Bawełnę, wełnę, inne tkaniny?

      Odpowiedz
    • Iwona Dohrmann
      15 sierpnia 2013

      Oh! My Europejczycy mamy takie wrażenie, że Paragwajczycy pielęgnują wciąż wiedzę i doświadczenie “pierwotnych” południowo-amerykańskich Indian… Myśmy byli bardzo zawiedzeni, kiedy tu się przeprowadziliśmy, że tak nie jest, bo mieliśmy właśnie nadzieję, że jest :-( Paragwajczycy noszą głównie , często najgorszej jakości, syntetyczne tkaniny prosto z Chin…!!!
      Dziękuję za odpowiedź w sprawie ceny batystu – pomogłaś mi :-)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 sierpnia 2013

      O matko! Chiny, Chiny wszędzie. Nawet w zagranicznych, egzotycznych krainach!
      Liczyłam na jakieś wełenki z wakuny, albo miejscowe, sekretne odmiany bawełny…
      Ale to nic, pomożemy sobie same:)

      Odpowiedz
  4. Małgorzata TP
    12 sierpnia 2013

    Ależ piękne te tkaniny …

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 sierpnia 2013

      Wiesz, że też się ciągle zachwycam? Mam, używam, a jednak:).

      Dziękuję Małgosiu.
      A następnym razem coś własnej produkcji. Z tego dwustronnego…

      Odpowiedz
  5. Isabella M.
    12 sierpnia 2013

    Pieknie opisalas moj kochany nieznosny jednak jedwab, czytam z wielkim zainteresowaniem, bo moja wiedza w tym zakresie ie wielka, chociaz uzywam jedwab na codzien… pozdrawiam serdescznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 sierpnia 2013

      Z mieszanką bawełny staje się znośniejszy:).

      Dziękuję za miłe słowa. I równie miło pozdrawiam.
      Dam noszących jedwabie na co dzień, nie ma znowu tak wiele:)

      Odpowiedz
  6. Barbarossa
    13 sierpnia 2013

    Witaj, cieszę, że do Ciebie trafiłam. Uwielbiam zwiewne materiały. Mam kilka bluzeczek z jedwabiu i chyba ze 4 spódnice… nosi się je wspaniale, są jak mgiełka. Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      I ja się bardzo cieszę. Tym bardziej, że widzę Cię w gronie Obserwujących, a mnie samą na Twoim blogrollu. Dziękuję miło:).

      Coraz przyjemniej się tu nam robi w gronie wielbicielek jedwabiu:)

      Odpowiedz
  7. Barbarossa
    13 sierpnia 2013

    W moim poście: W pastelowym nastroju – mam właśnie na sobie spódnicę z jedwabiu. Ma już chyba 5 lat a lubię ją coraz bardziej. W wolnej chwili zapraszam Cię do mnie serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      Byłam szybsza i już obejrzałam sobie dokładnie:).
      Wygląda rzeczywiście bardzo jedwabiście i radośnie. Ale widzi mi się, że Twoją miłością są kapelusze. Oprócz podróży naturalnie:)).
      Serdecznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  8. Daksi
    13 sierpnia 2013

    W świetny sposób charakteryzuje Pani tkaniny. To wspaniały “poradnik” dla amatorów takich jak ja, którzy poszukują informacji o konkretnych tkaninach;-)
    Z pewnością będę śledziła

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      Aż chce się pisać!
      Piękne tkaniny to moja pasja i miłość. Chyba odwzajemniona, bo jakoś rzadko zdarzają mi się podejrzane wpadki czy pielęgnacyjne trudności:).
      Dziękuję. I zapraszam.

      Odpowiedz
  9. Krystyna
    13 sierpnia 2013

    Piękne materiały pokazałaś i opisałaś w ciekawy sposób. Widać, że to Twoja pasja.Serdecznie pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      Rzeczywiście, ta “praca” to sama przyjemność:).
      Dziękuję za miłe słowa. I mocno wieczorowo pozdrawiam.

      Odpowiedz
  10. ja katya
    13 sierpnia 2013

    Kocham czerń. Mając pod ręką taki batyst i stając przed takim wyborem, nie wiem na co bym się zdecydowała, bo każda wersja kusi. Uwielbiam sposób, w jaki piszesz o tkaninach:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      Wybór jest trudny Miła, naprawdę!
      Ale musiałam się w końcu na coś zdecydować, bo jak długo można tak latać po ulicach owinięta belą materiału! I tkanina się ciągle zsuwa, i ludzie się coś dziwnie gapią:).
      A ja ubóstwiam sposób w jaki mnie rozpuszczasz… rozpieszczasz, znaczy się:).

      Cześć Katya:). Ciągle remontujesz czy leniuchujecie sobie troszeczkę? Tak cichutko u Ciebie…

      Odpowiedz
    • ja katya
      13 sierpnia 2013

      Ja wszystko po trochu.

      – Łóżko metalowe po prababci pomalowałam.

      – Miałam niezapowiedziane wesele [właściwie to zapowiedziane tydzień przed] i szybkie wykańczanie sukienki.

      – Mojemu partnerowi popsuł się samochód i asystowałam mu przy naprawie [mechanik z wykształcenia i zamiłowania, w życiu nie odda samochodu w obce łapy:D], trzymałam szybę żeby nie wpadła w drzwi i takie tam:P

      – Ściany nadal czekają na kolory, a ja nadal się namyślam bo nie potrafię się zdecydować.

      Dzisiaj jak mogłam zrobić zdjęcia to akurat spadł grad. A miałam wszystko przygotowane, i nawet nic tego gradu nie zapowiadało – był upał i bezchmurne niebo… I jak już czekałam na ekipę fotografującą pod jej domem [rodziców z młodą, oni akurat rozwalają i budują, tego lata u nas to rodzinne:D] to najpierw usłyszałam grzmoty w oddali, potem coraz bliżej i bliżej, aż w końcu głośno powiedziałam to co pomyślałam, że tylko deszczu mi tu brakuje. I masz! Od razu zaczęło padać, a ja utknęłam z rowerem bez dachu nad głową bo zanim ekipa przyjechała to nie miałam się gdzie podziać – chowałam się pod wystającym kawałkiem dachu, z którego kapało:P Za to zebrałam siły i internet znowu przestaje być mi straszny:)

      Osz to, i się rozpisałam!:) Buźka!

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 sierpnia 2013

      Chyba już nie zdążę przemyśleć tylu informacji na raz. Krótko przed północą, walę po prostu czołem w klawiaturę:)).
      Dobraaa…noc i buźka:))

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 sierpnia 2013

      Cześć Katya, to znowu ja!
      Wszystko sobie przemyślałam i wychodzi mi tak:
      Bo Ty jesteś zwierz kreatywny i diabelnie zdolny, co to żadnej pracy się nie boi i ze znalezieniem zajęcia problemów mieć nigdy nie będzie. W grę wchodzi: architekt wnętrz, konserwator zabytków, auto service manager, fotograf, projektant mody, krawiec, a i może już wkrótce informatyk:).
      A że już po gradzie, to i nowe fotki pewnie zaraz pokażesz.
      Już się cieszę:))

      Odpowiedz
    • ja katya
      15 sierpnia 2013

      No tak, nic dodać nic ująć:) Właśnie walczę z photoshopem!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz