16 marca 2015 / Materiały / 34 komentarze

“… zakupiłam na wyprzedaży jedwabną sukienkę i dopiero w domu doczytałam, że należy czyścić chemicznie. Co ryzykuję, jak upiorę ją w wodzie? Skurczy się? Niesienie po każdym ubraniu do pralni chemicznej to średni pomysł moim zdaniem…”

 

Średni pomysł? Jeśli nie chcesz ponosić dodatkowych kosztów, to nie jest to średnio dobry pomysł, tylko naprawdę kiepski.

 

 

Ratunku! Co się stało z moim jedwabiem? Czyli czytelnicy proszą o radę

“Witam serdecznie i proszę o pomoc. Po nieumiejętnym praniu w pralce (30°C) szantung bardzo dobrej jakości stał się “szmatką”. Czy da się go jeszcze uratować?…”

 

“… czy jest jakiś sposób, by uratować sukienkę ze 100% jedwabiu? To jest gruby, połyskujący jedwab, na którym po pierwszym praniu pojawiły się białe smugi. Uprałam go w letniej wodzie, w płynie do prania jedwabiu, nie wykręcałam (…) Za radą koleżanki zaniosłam ją do czyszczenia, niestety pani w pralni powiedziała, że te smugi to zacieki i czyszczenie chemiczne nic tu nie da. W ramach ostatniej szansy wypłukałam sukienkę w zimnej wodzie z dodatkiem soli i octu. Smugi zniknęły, chociaż sukienka niestety nie wygląda już tak ładnie…”

 

Jedwab da się uprać w wodzie. Teoretycznie. Praktycznie – postąpisz najlepiej, ściśle trzymając się zaleceń producenta. Błędy pielęgnacyjne okazują się aż nazbyt często tymi z gatunku nie do naprawienia i chociaż istnieją różne domowe sposoby ratunku, efekt rzadko jest taki, jakiego byśmy sobie życzyły. Poza tym, wszystkie te zabiegi nie dają żadnej gwarancji, ale kosztują ekstra. Czas, pieniądze i nerwy.

Czym ryzykujesz piorąc w wodzie materiał, który przeznaczony  jest do prania chemicznego? Oprócz tego, że nie masz żadnej podstawy do reklamacji w razie gdyby Twoje samodzielne próby zakończyły się fiaskiem, całą masą nieprzyjemnych rzeczy.

Plamy, zacieki, przebarwienia albo zdefasonowanie, ale o nich porozmawiamy innym razem. Dużo ważniejszym wydaje mi się pytanie, jak zareagujesz na skutki własnej decyzji. Czy jesteś gotowa ponieść konsekwencje, przyznając, że pomyłki są naturalnym krokiem w lekcji uczenia się na własnych błędach czy może raczej obrazisz się na cały świat i… jedwab?

 

 

Jedwab. Pranie chemiczne: taftafot. atelier Frese

 

Jedwabna tafta to połączenie opalizującej poświaty, sztywnego wdzięku oraz dystyngowanej elegancji. W dotyku chłodna i gładka, podczas poruszania się wydaje charakterystyczny, typowy szelest.

Jeżeli chcesz zachować ten sztywny wdzięk, nie pierz jej w wodzie! Po praniu w wodzie, sztywne rodzaje jedwabiu, takie jak tafta, szantug, brokat albo żakard, robią się oklapłe i miękkie, a przepiękna, reflektująca światło poświata, traci podstawę do zachwycania nas promienistością swego lśnienia.

 

 

 

Mądry Polak po szkodzie

Wiem, że chciałabyś usłyszeć ode mnie prostą, łatwą i szybką receptę na szczęście i pozbycie się błędów niefrasobliwości. Nie znam jej. Sama pracuję na co dzień z luksusowymi tkaninami i chociaż lubię eksperymentować, jestem ostrożna:

  • Chcę wypróbować ręczny sposób prania, chociaż producent poleca czyszczenie chemiczne?
  • Chcę przekonać się jak tkanina reaguje na wyższą temperaturę albo zastrzyk pary podczas prasowania?
  • Chcę zobaczyć co się stanie, jeśli wsadzę ją do wirówki?

Zawsze robię próbę na małym kawałku tkaniny i to najlepiej nie raz, tylko co najmniej trzy razy, z odstępami. Na gotowym ubraniu, takie próby mogą skończyć się nieodwracalnymi następstwami, podczas gdy w postępowaniu z jedwabiem sprawa jest całkiem prosta:

 

ubrania przeznaczone do codziennego, częstego użytku oraz te, które nosisz bezpośrednio na skórze, powinny być wykonane z tkaniny, którą można samodzielnie prać i pielęgnować w domu.

 

Suknia na specjalne okazje, noszona i oddawana do pralni trzy razy w roku nie spustoszy portfela tak, jak zrobi to ulubiona koszula, którą zakładasz kilka razy w tygodniu do pracy. Bluzka, letnia sukienka, piżama albo bielizna nadająca się wyłącznie do czyszczenia chemicznego, w krótkim czasie kumuluje niebagatelne, dodatkowe koszty, które – podobnie zresztą jak wszystkie inne kwestie dotyczące dylematu “opłaca mi się czy nie?” – trzeba koniecznie uwzględnić ZANIM podejmiesz decyzję o zakupie.

 

 

Jedwab. Pranie chemiczne: szantungfot.lajtmar.pl

 

Nieregularne zgrubienia i supełki na powierzchni jedwabnego szantungu stanowią o jego wyjątkowym, nieperfekcyjnie czarującym charakterze. Na zdjęciu szantung utkany z dwóch kolorów włókien. Efektem jest przyciągająca swoim tajemniczym blaskiem, wyjątkowo intrygująca gra barw.

Jedwabny szantung jest stworzony dla wieczorowych kreacji, a przy tym wyjątkowo łatwy w obróbce, stabilny i całkowicie odporny na zagniecenia. Bardzo Cię proszę, nie wystawiaj na próbę jego klasy i kompetencji, pakując go do wody.

 

 

Epilog

Telefon. Dzwoni Bea:

– poradź mi co zrobić! Uprałam moje nowiutkie, jedwabne body w pralce i teraz po wysuszeniu, wygląda jak pomięty łach! Nie daje się wyprasować, a tyle za nie zapłaciłam! Będę musiała reklamować…

– Bea, co jest napisane na metce? – przerywam zimno.

– A skąd ja mam wiedzieć? Czekaj sprawdzę – chwila ciszy – “dry clean only” (pranie wyłącznie na sucho). Co oni? Zwariowali? Przecież nie będę latała za każdym razem do pralni, bo chyba pójdę z torbami! To jest białe body, takie jak bluzka koszulowa i już po godzinie od założenia cały kołnierzyk wysmarowany jest mejkapem…

Lubię Beę, więc pocieszam ją jak umiem, choć tak naprawdę mam ochotę wykrzyczeć w słuchawkę: “dziewczyno, nie umiesz czytać?! Po cholerę kupowałaś ciuch przeznaczony do prania chemicznego?! Trzeba się było zastanowić przed zakupem, a nie teraz truć mi …!”

Ładnie się rymuje, ale oczywiście gryzę się w język. W końcu i tak by nie zrozumiała. W głowie kołacze mi jednak uparcie natrętna myśl: kurczę no, dlaczego moje niemieckie przyjaciółki nie nauczą się czytać po polsku?

 

 

 



Komentarze

  1. Monika
    16 marca 2015

    Jaka szkoda :-( miałam ciągle nadzieję, że te ostrzeżenia o tym ze jedwabną taftę i satynę trzeba bezwględnie czyścić chemicznie są trochę przesadzone. Informacja na stronie sklepu mowiąca, że: zalecamy czyszczenie chemiczne, też nie brzmi tak całkiem kategorycznie. Ciekawe swoją drogą jak sobie radzili nasi praprzodkowie, którzy wynaleźli tę cudowną tkaninę, a nie dysponowali pralniami chemicznymi. Miałam nadzieję że to może tak jak z wełną, która zwykle wybacza więcej niż na metce jest dozwolone (ostatnio próbowałam nawet specjalnie sfilcować starą wełnianą sukienkę, żeby powstały w ten sposob materiał wykorzystać do robótek ręcznych, wyprałam więc ją w pralce kilka razy a ona nic, i pomysleć że przez tyle lat się z nią cackałam niepotrzebnie ;-)).
    A ten różowy szantung w lejtmarze upatrzyłam sobie już jakis czas temu. Czy Twoje stwierdzenie, że “jest wyjątkowo łatwy w obróbce” oznacza, że dobrze się go szyje? Bo chciałam spróbowac pierwszą w życiu rzec z jedwabiu uszyć, ale na myśl ze moglabym taką tkaninę piękna zepsuć to aż mi ciarki przechodzą. O szyciu jedwabiu takie odstraszajace historie krążą, że nigdy nie odważyłam się spróbować.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 marca 2015

      Nie ma tak łatwo. No, bo zobacz sama:
      – nie dosyć, że w czasach naszych praprzodków tylko możni i bogaci owijali się jedwabiem, a cała reszta musiała zadowolić się siermiężną wełną, bawełną, lnem i co tam było jeszcze pod ręką,
      – nie dosyć, że źródła historyczne podają wymowne przykłady na temat higieny osobistej – a raczej jej braku – naszych protoplastów,
      – to jeszcze, materiały nasycone chemią, więc wymagające adekwatnej konserwacji, to wynalazek współczesnych czasów (i problem bliski memu sercu, do którego zabieram się już od wieków).

      Czyli szantung? Fajnie, ale jeśli nie chcesz ryzykować, pralnia chemiczna jest obowiązkowa. Poza tym mogę Cię tylko zachęcać, ponieważ tej dwukolorowej pokusie, naprawdę trudno się oprzeć!
      “Wyjątkowo łatwy w obróbce” oznacza, że nie ślizga się, ale i nie stawia oporu, nie widać na nim śladów po igle (poprawek), a szwy wtapiają się w nierównomierne tło. Ładnie się poddaje i lekko zaprasowuje (na sucho i na lewej stronie), co jest ważne przy starannym wykańczaniu szwów. Siepie się, ale większy niż zazwyczaj zapas na szew, załatwi sprawę. I nic się nie martw, w tym wypadku: piękna tkanina + prosty krój = przepis na świetny efekt i bezbolesne szycie.

      P.S. Sama życzyłabym sobie, żeby sklepy z tkaninami zapewniały nam – klientom – większe poczucie bezpieczeństwa: może dobrze opracowana strona wyjaśniająca najczęściej spotykane, materiałowe wątpliwości i problemy? Może mały eksperyment pralniczy z pouczającą serią fotografii przed i po? Ech, marzenia…

      Odpowiedz
  2. Irensa
    17 marca 2015

    No, umiem czytać po polsku, ale to też nie na wiele się zda, jeżeli się nie lubi czytać metek! A przyznać muszę, że nie jest to moja ulubiona lektura, Po kilku pielęgnacyjnych wpadkach studiuję je w końcu dokładnie. I na razie efekty są. Ale proszę i tak przypominać o tym co jakiś czas, bo droga na skróty zawsze korci…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 marca 2015

      Święta racja :-)
      Już sobie notuję: przy-po-mi-nać… drę-czyć… i wy-gra-żać pal-cem. Mam!

      Odpowiedz
  3. Mania
    19 marca 2015

    Niestety, dlatego bardzo cenię sobie wiskozę, która w moim odczuciu miło udaje jedwab. Planuję zakup sukienek na wiosnę/lato, gdyż nie posiadam odpowiedniej garderoby na ten okres. Na razie większość, które znalazłam z wiskozy i bawełny. A to a propos “dlaczego warto nosić sukienki” :)
    Miłego dnia, pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      19 marca 2015

      To prawda, sukienki na wiosnę i lato to przede wszystkim bawełna i wiskoza. Latem w porządku, bo łatwość pielęgnacji i miły chłód na zmęczonym upałem ciele. Ale wiosną? Wszystkie zmarźlaki muszą ratować się rogrzewającą bielizną z wełny lub jedwabiu i ciepłymi gatkami, których nie powstydziłyby się nasze babcie!

      Jestem właśnie w trakcie małego eksperymentu, dotyczącego między innymi wiosenno – letnich sukienek. Jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik – szczegóły już w przyszłym tygodniu :-) Również ślicznie pozdrawiam

      Odpowiedz
      • Mania
        19 marca 2015

        Oj, mi to nie grozi. Ja jestem typem uwielbiającym chłód. Wszelkie temperatury powyżej 20’C są dla mnie katorgą. A ostatnio pożegnałam swoje wełniano kaszmirowe rajstopy, które założyłam dosłownie 5 razy. Niestety wełna szybko się przetarła i powstały duuuuuże dziury, na szczęście – bo zdarzyło się to na mieście – w miejscu niedostępnych dla obcych oczu :) Na nieszczęście dla rajstop w cenie jednej pary spodni.

        O matulu, to czekam cierpliwie i nic nie kupuję, dopóki nie przestudiuję pilnie posta :)

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          19 marca 2015

          Ciekawość mnie zżera, co to za miejsce :-)
          Rajstop, a raczej wydanych pieniędzy naprawdę szkoda. Hmm, widzę, że temat bieliźniany jest naprawdę potrzebny, ale… nazwa bloga zobowiązuje, najpierw wiosenne sukienki!

          P.S. Z tymi 20°C mam tak samo tyle, że poza tym wiecznie brrr…marznę.

          Odpowiedz
          • Mania
            20 marca 2015

            Jeśli ciekawość zżera to podpowiem, że jest to miejsce newralgiczne dla wszystkich rajstop i spodni, gdy ktoś ma pełne uda :)
            Naprawdę tak jest, przestudiowałam wątek o rajstopach i pończochach dokładnie. Będę teraz bardziej uważać na to, co kupuję, jakby jeszcze był ranking modeli i firm, które nie zawodzą tak szybko :) Znalazłam, gdzie mogę dostać rajstopy Falke. Wybiorę się po nie przy okazji.
            Sukienki! Nie mogę się doczekać. Serio! Bardzo tęsknię za nimi, za tym, że kiedyś wiedziałam, co lubię nosić i się nie przejmowałam opinią innych :)

            Hihi, ja zimą też czasem marznę, a latem umieram z gorąca. Muszę pomyśleć o zmianie klimatu :) To dużo ciepełka życzę na tę wiosnę :)

  4. Aleksandra J.
    8 kwietnia 2015

    Sama jako nastolatka zniszczylam sobie jedwabny szal. Upralam go recznie w wodzie.
    Dobrze padlo na szal. Szal nie dal sie nigdy doprasowac i nie nadawal do noszenia. Jak wyrzut sumienia przelazal w szafie kolejne 20 lat zanim go wyrzucialam. Ile razy bralam go do reki krzyczal nigdy ale to nigdy nie pierz jedwabnych rzeczy. Od tego czasu nawet jak pisze ze wolno prac jedwab (teraz czesto jest robiony z domieszkami) grzecznie tuptam z sukienka do pralni.
    Co do czytania metek no coz czasami euforia z zakupu przewyzsza rozsadek. Odkryla Outlet z ciuchami wloskich projektanto. Kupilam piekne jasne, letnie spodnie – cud miod i orzeszki. W domu spojrzalam na metke … prac chemicznie. Ale i tak je kocham!!!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      12 kwietnia 2015

      Aha, czyli nauka nie poszła w las.
      Jednak tak, jak napisałam: w ubraniu noszonym na co dzień, sama dla siebie zawsze wybieram opcję prania w wodzie. Jedwabny szal albo letnia, jedwabna sukienka, którą trzeba regularnie traktować chemią? Nie, nie, nie. Uwielbiam piękne tkaniny, jednak pragmatyzm zwycięża. Pragmatyzm i dobrze rozwinięta wyobraźnia, która podsuwa myśli o… przesączonym chemią dotyku na rozgrzanej słońcem, spoconej skórze… wypryski… podrażnienia… alergie… (naprawdę powiadam wam, bujna fantazja nie zawsze jest błogosławieństwem :-)

      Ba, ale i tak rozumiem spodniową sprawę. W końcu jak kochać, to na całego!

      Odpowiedz
  5. Agnieszka M.
    27 maja 2015

    Dziś trafiłam na ten blog, czytam już kolejny tekst, są bardzo wciągające:)
    W mojej szafie czeka na uszycie kilka jedwabnych tkanin, ale jakoś się zabrać nie mogę.
    Zawsze czytam metki i nie kupuję rzeczy często noszonych, które trzeba chemicznie. Czyli do pralni noszę tylko zimowe okrycia wierzchnie. Jedwab prałam już ręcznie i nic się nie działo. Nawet zrobiłam kiedyś wielkie pranie krawatów męża, sztucznych i jedwabnych. Tylko jeden się rozlazł, tak że musiałam go cały rozpruć, rozprasować i zszyć od nowa, ale udało się.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 maja 2015

      Studiowanie metek, dobre doświadczenia z praniem jedwabiu i żadnej niechęci do żmudnych prac ręcznych… widzę między nami sporo podobieństw :-)

      Dobry wieczór, bardzo miło mi Panią gościć, Agnieszko.
      Proszę się śmiało porozglądać, może i na ten szyciowy zastój znajdzie się jakaś rada?

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        27 maja 2015

        Dziękuję za miłe powitanie.
        Odkąd mi się sylwetka powiększyła, nie lubię szyć żadnych gór, bo przestałam pasować do rozmiarówki. Spodnie, spódnice bez problemu, ale bluzki i żakiety przy większym biuście, wąskich ramionach i plecach to wyzwanie. Przerzuciłam się na dzianinowe bluzki. I dlatego ten jedwab leży, bo chcę wykrój bez guzików, ale jednak nie taki wór, żebym całkiem wielgachna była.
        Choć w zeszłym tygodniu uszyłam pierwszy od dawna żakiet. Ale taki najprostszy, letni lniany bez podszewki, nieco raglanowe dwuczęsciowe rękawy (bez wdawania).
        pozdrawiam

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          28 maja 2015

          Eh, rozmiarówka… która z nas do niej pasuje? Ale szkoda, że ten jedwab tak się marnuje, w końcu ładnie opakowany duży biust to przedmiot a) zazdrości wielu z nas, b) westchnień wielu z nich :-) Jeśli mogę coś zasugerować (do wypróbowania następnym razem i tylko pod warunkiem, że nowy lniany żakiet nie pójdzie od razu w kąt):
          1. wąskie ramiona i szczupłe plecy – zwłaszcza w połączeniu ze sporym biustem – najbardziej lubią klasyczny rękaw z główką. Rękaw raglanowy (albo półraglanowy) zwęża optycznie linię ramion, więc najlepiej służy sylwetce o szerokich barkach.
          2. Duży biust najładniej modelują cięcia, ale w przypadku bluzki (lub sukienki) krój portfelowy jest również bardzo dobrym rozwiązaniem – zwłaszcza, jeśli chciałoby się uniknąć zapięcia.

          Wiem, że wdawanie i modelowanie cięciami może wydawać się kłopotliwe, ale obiecuję, w szyciu tak jak w życiu – trening czyni mistrza. Ciepło pozdrawiam

          P.S. Ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem regeneracji mężowskiego krawata!

          Odpowiedz
          • Agnieszka M.
            13 kwietnia 2016

            Jakoś tu trafiłam znów:) Gdyby kogoś kusiło pranie wodne krawatów – robiłam to ręcznie, w delikatnym płynie, suszyłam na płasko.

  6. Derylka
    11 października 2015

    Ja szale jedwabne w ręku prałam i było ok, ale ja mam już pralkę z ultracarem, wcześniej bym się nie odważyła w starej.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 października 2015

      W porządku. Zmusiłaś mnie, żebym sprawdziła o co chodzi z tym UltraCare :-)
      Z wszystkim, co nadaje się do prania ręcznego, taka pralka poradzi sobie bez problemu. Ale wiesz co? Jedwabnego szantungu, tafty albo żakardu i tak do niej nie wrzucaj.

      Odpowiedz
  7. Krystyna
    12 października 2015

    Lubię jedwab, nie kupuję rzeczy do prania chemicznego z braku pralni, ale kiedyś kupiłam siostrze sukienkę wieczorową z jedwabiu. I co zrobiła? Wrzuciła do pralki razem z innym praniem, chyba nawet nie spojrzała na metkę. Rezultat sukienka 10 cm krótsza od podszewki. Muszę teraz odpruć ręcznie naszywane koraliki,a materiał nada się na falbaniastą spódniczkę dla mojej małej damy.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 października 2015

      Nie spojrzała. Z rozmów z koleżankami i klientkami zawsze wynika to samo: nie zwracają uwagi na metkę. Nigdy przy zakupie, rzadko przed pierwszym praniem. W przypadku jedwabiu zwykle kończy się to nieładnie, chociaż akurat sam jedwab niczemu nie jest winien. Ja też go bardzo lubię.

      P.S. Mała dama w jedwabiach? To mi się podoba.

      Odpowiedz
  8. Anna
    26 listopada 2015

    Serdecznie dziękuje za powyższe informacje. Wczoraj kupiłam piękną używaną suknię z jedwabiu i z wrodzonej “oszczędności” chciałam ja odświeżyć praniem ręcznym. Mimo informacji na metce mówiących o zakazie prania w wodzie! Ten post dokładnie opisuje materiał w którego uszyta jest MOJA WYMARZONA SUKNIA. A wyobraźnia bardzo żywo przedstawiła opisany przez Panią obraz sukni po praniu. Zaraz po pracy idę z nią do pralni. Dziękuję za uratowanie mojej sukni :-) i mojego Marzenia.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 listopada 2015

      Bardzo proszę. Moja Wymarzona Suknia brzmi tak czule…
      …a ponieważ moja wyobraźnia funkcjonuje również bez zarzutu, stwierdzam z satysfakcją: cieszę się, że trafiła Pani na właściwy wpis we właściwym czasie :-)

      Odpowiedz
  9. Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży. A co nie - Lady and the dress
    23 stycznia 2016

    […] 1. Bluzkę, koszulkę albo bieliznę przeznaczoną wyłącznie do prania na sucho. Albo będziesz je „oszczędzać” na specjalne okazje (bo szybko się zorientujesz, że cena regularnych wizyt w pralni chemicznej wykończy twój miesięczny limit wydatów w try miga), albo prędzej czy później i tak wsadzisz je do pralki, a potem będziesz sobie pluła w brodę, że nie posłuchałaś mojej rady, gdy surowo cię ostrzegałam. […]

    Odpowiedz
  10. M.
    18 lipca 2016

    Argumentem przeciw pralni chemicznej w moim przypadku nie jest obawa przed ,,pójściem z torbami”, jak Twojej koleżanki, ale zwyczajna niechęć do owijania ciała środkami rakotwórczym. Ja swoje koszule i sukienkę z jedwabiu morwowego oraz top z szantungu piorę ręcznie, nie jest to żadna wyższa szuka. Używam do tego szamponu do włosów farbowanych (jedwab, tak jak nasze włosy, w swoim składzie ma białko), dzięki temu ,,reflektująca światło poświata”, jej ,,promienistość lśnienia”, o której tak się rozwodzisz, nic nie traci ;-) Należy za to pamiętać, że ten błysk traci przez kontakt z promieniowaniem UV – mimo to nie unikam słońca, bo jedwab jest idealny na lato – lekki, przewiewny, a w dodatku z właściwościami higroskopijnymi.

    Producenci zabezpieczają się przed reklamacjami, bo jak potem udowodnić, że klientka wyprała w ciepłej wodzie i nic dziwnego, że produkt zmienił rozmiar? Albo, że ugniatała materiał, który, gdy jest mokry, staje się bardzo delikatny?

    Nie bójmy się takich tkanin! Kiedyś nie było pralni chemicznych, a gejsze nie rezygnowały z jedwabnego kimono. Dorosła kobieta powinna o tym wiedzieć ;-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2016

      Mogłabym odparować, że dorosła kobieta, która powołuje się na przykład gejsz, powinna również wiedzieć, że gejsze pod kimonami miały suknię spodnią. Suknia spodnia chroni przed bezpośrednim oddziaływaniem potu, podczas kiedy my, nie tylko nosimy nasze letnie sukienki i bluzki wprost na gołe ciało, ale jeszcze używamy dezodorantów, które w połączeniu z potem… mogłabym dalej tak opowiadać, ale zostawię sobię tę opowieść do wpisu o pielęgnacji jedwabiu. Sama wolę myśleć o praniu jedwabiu w kategoriach sztuki, ale tak czy inaczej, to właśnie Twój komentarz przypomniał mi o takiej konieczności.
      Za to więc oraz za to, że podzieliłaś się z nami swoimi własnymi doświadczeniami, dziękuję.

      Ale nie psujmy sobie zabawy. Złośliwości opakowane w uśmiech z przymrużonym okiem, potrafią brzmieć tak przekonywująco niewinnie, że aż sama mam ochotę spróbować! Nie jestem mistrzynią gatunku, mimo to dołożę wysiłków: droga M. to nie jest blog pisany z myślą o tych, którzy sądzą, że już wszystko wiedzą ;-)

      Odpowiedz
      • M.
        18 lipca 2016

        Ot, myślałam, że jeżeli cały wpis poświęciłaś wiadomej tematyce, dowiem się o niej czegoś nowego – cały czas pracuję nad idealnym płukaniem (które może mieć kilka faz w różnych roztworach, m.in. z solą czy octem), także nie jestem osobą, która ,,sądzi, że już wszystko wie” ;-) Uważam, że jest tu tyle ciekawych rzeczy do napisania, przetestowania, że trochę szkoda poświęcać miejsce w sieci na dywagowanie o nieroztropnych czytelniczkach. Może sama wypróbowałabyś pranie tkanin specjalnych na różne sposoby, skoro temat jest na tyle bliski Twemu sercu, że postanowiłaś o nim napisać? Bez złośliwości, nie doszukuj się jej w moim każdym zdaniu, to po prostu byłby interesujący pomysł na wpis!

        Skoro jesteś miłośniczką niepowierzchownych konwersacji mam nadzieję, że taką właśnie przeprowadziłyśmy.

        Pozdrawiam Cię gorąco!

        PS Nie wyszło, ironię musisz jeszcze poćwiczyć ;-)

        Odpowiedz
        • Katarzyna
          19 lipca 2016

          M. – Tak sobie myślę, że jeżeli chciałabym coś (cokolwiek) od kogokolwiek – zwłaszcza od kogoś, kogo osobiście nie znam, swoją prośbę starałabym się wyrazić w miły i uprzejmy sposób.

          Dywagowanie o nieroztropnych czytelniczkach, na które wg Ciebie szkoda miejsca w sieci (no gdzie jak gdzie, ale w Internecie chyba jest go naprawdę dużo…), uratowało niejedną już moja bluzkę.

          Odpowiedz
          • M.
            19 lipca 2016

            Śmieszne. Nic od Ciebie nie chciałam, miałam za to pewne oczekiwania, o których zwyczajnie w świecie napisałam. A skoro decydujesz się swoje wypociny wrzucać do cyberświata (w którym, masz rację, miejsca jest dużo, ale za to stężenie chłamu zbyt wysokie), musisz wiązać się z tym, że ktoś czasami będzie wyrażał swoje zdanie i nie zawsze będzie to milusie lelum polelum, do którego jak widzę przywykłaś. Jeśli nie chcesz takiego zjawiska, zablokuj komentarze i nie będzie problemu. Powinnaś nauczyć się przyjmować krytykę, bo trochę stworzyłaś tutaj sobie kółko wzajemnej adoracji. Jak widać nie jestem tu mile widziana, a szkoda ;-)

          • Monika Frese
            20 lipca 2016

            Nie, nie jesteś. Ale nie dlatego, że masz oczekiwania, tylko dlatego, że mylisz pojęcie gościnności z prawem do wypowiadania własnego zdania. To jest prywatny blog i to ja ustalam obowiązujące na nim reguły. Jedną z najważniejszych jest znajomość zasad dobrego wychowania.
            M., nie możesz się skarżyć. Wysłuchałyśmy cię i przez moment mogłaś poczuć się ważna, ale ty też się musisz jeszcze wielu rzeczy nauczyć. Pierwszą lekcję dostaniesz ode mnie natychmiast i gratis: nie można obrażać innych, nie licząc się z konsekwencjami. Dlatego twój każdy kolejny komentarz – teraz albo w przyszłości – będzie nieodwołalnie kasowany.

  11. Katarzyna
    19 lipca 2016

    Tak tylko zaznaczę, że to nie Monika jest autorem poprzedniej wypowiedzi, patrz: imię nad datą.

    Odpowiedz
  12. Irensa
    20 lipca 2016

    Oj M.! Skąd ta agresja? Źle spałaś, facet się nie sprawdził czy szef znowu nie dał podwyżki?… Wyluzuj i daj nam pożyć w naszej krainie łagodności. Nasze „kółko wzajemnej adoracji” już niejednokrotnie skorzystało z porad zawartych na tym blogu i ma nadzieję na więcej. Zgadzam się z Katarzyną! Moje ciuszki są z coraz bardziej szlachetnych tkanin i coraz lepiej potrafię o nie dbać, co jest niewątpliwie zasługą Moniki!

    Odpowiedz
  13. Aga
    20 lipca 2016

    I po co to tyle zlosci, M.
    Monika ma duza wiedze na rozne tematy i chetnie sie nia z nami dzieli. Jezeli akurat ten temat nie zostal dla Ciebie w pelni wyczerpany, to przeciez mozna w internecie znalezc na pewno duzo wiecej porad dotyczacych prania i pielegnacji jedwabiu. I zamiast pisac agresywne komentarze, trzeba bylo sie swoja wiedza podzielic z innymi i kazdy by tutaj z tego skorzystal. Badzmy mili dla siebie wszedzie! Nie idzmy za trendami tego swiata, gdzie w cyberswiecie kazdy (bo jest anonimowy) moze drugiemu czlowiekowi bezkarnie nawrzucac, co mu sie spodoba. Wyluzuj. Make love not war! 😃🌻❤️

    Odpowiedz
  14. Monika Frese
    20 lipca 2016

    Katarzyna, Irensa, Aga: dziewczyny, jesteście cudowne. Dziękuję Wam za klasę, humor i opanowanie.
    Bardzo mocno ściskam (każdą z osobna, ma się rozumieć :-)
    Monika

    Odpowiedz
  15. Ania
    2 stycznia 2017

    A ja mam suknię ślubną z jedwabiu, rzekłabym satynowego… Jest piękny, ale niestety w żadnej pralni nie spotkałam się z profesjonalizmem, któremu bym go powierzyła… Chciałam oddać na czyszczenie chemiczne, ale się dowiedziałam, że aplikacje na koronkach (wykańczających cały dół i rękawy) się najpewniej stopią… I masz babo placek – zachciało ci się projektować i szyć suknię, to się teraz męcz :( chyba faktycznie zrobię próbę prania w wodzie na kawałku materiału i zobaczę, co z tego będzie..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz